Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2021

"Życie wewnętrzne"

Aż tak nie pochłonęły mnie święta i świętowanie by nie pisać, przyczyna mojego niebytu na blogu jest zupełnie inna. Okazuje się, że jak już się ma "bogate życie wewnętrzne" to ono nie znika za pomocą diet, leków a nawet zabiegów chirurgicznych - ono trwa uśpione by dać o sobie znać wtedy gdy się tego najmniej spodziewamy. Przed świętami "życie wewnętrzne" dało o sobie znać w jedyny sposób jaki miało czyli bardzo bolesny. Trochę mnie przeraziło bo niby co mnie boli ten kamień, który chirurg prawie dwa lata temu wyciągnął, pomyślałam "rozwaliłam wątrobę" ta dieta, którą trzymam za mało restrykcyjna. Moja lekarka zleciła badania i okazuje się, że wyniki mam idealne jak nigdy dotąd -  czyli coś ze mną nie tak,  bóle fantomowe lub inne zmyślone rzeczy. Trzeba zrobić USG a najbliższy możliwy termin to na 4 stycznia, zalecenie lekarskie trzymać do tego czasu dietę, bo niby wątroba dobra ale może jakieś złogi w niej się odezwały  czyli dieta całą przerwę świąteczną. W miniony poniedziałek podczas badania USG lekarka i jej pomoc setnie się ubawiły jak opowiadałam o świętach spędzonych na owsiance na wodzie, kaszy mannej okraszonej musem z jabłka a to wszystko zagryzane sucharkiem, już na sam widok pierożków, barszczu czy ryby ból zginał mnie w pół - tylko to nie wątroba ale nerki. Lekarka od USG pocieszyła mnie, przynajmniej bez strachu może pani po świętach stanąć na wadze :) Teraz czeka mnie w poniedziałek wizyta u urologa i zobaczymy co on postanowi -  więc nie gniewajcie się, że nie składałam życzeń Wszystkim z osoba, nie odpowiedziałam na komentarze i nic nie napisałam bo nie było mi aż tak do świętowania dalej nie jest :(



Pomiędzy tęsknymi spojrzeniami w kierunku sernika i makówek a wyrzutami sumienia, że w ogóle myślę o takim jedzeniu powstały motki.  Merynos w wersji beżowej, pierwszy raz przędziony przeze mnie  od czasu jak jest w sklepiku - na czapkę dla PM. Przędło się bardzo dobrze pomimo, że znacie moje zdanie na temat merynosów, to przędzenie przerwał motek alpaki nagle potrzebnej.


Nie pamiętam kiedy z premedytacją przędłam czesankę z alpaki ale sama się zaskoczyłam bo na przełożeniu 1:20 udało mi się uprząść nitkę 69 WPI a nie jest to włókno "super fine" po prostu resztka z czesanki, która jest w sklepiku sprzedawana jako baby alpaka czyli jakieś 24-26 mic. 


Czarne potrzebowałam bo robię na szybko następne rękawiczki z uciętymi palcami - idzie opornie bo nie ma nic gorszego niż przerabiać czarne przy sztucznym świetle. 


Zrobiłam skarpety "wdzięcznościowe" na małą stopę więc zdjęcia na prawidłach :) Wzór gwiazdek już raz wykorzystałam w skarpetach (wzór do pobrania w pasku bocznym) ten jest znacznie przerobiony. 


Bo po pierwsze dalej robię skarpety od palców wiec wymaga to innego rozpisania początku, po drugie kliny boczne powstają z oczek dodawanych a nie odejmowanych co niby nie jest wielką różnicą a jednak i tak trzeba to na nowo przemyśleć ze względu na inną ilość oczek dodawanych. Tym razem poszłam na łatwiznę i pięta jest jednolita.


Górny wzór jest z jakiś skarpet z bogatej biblioteki Drops'a o pasującej liczbie oczek. Skarpety robione na drutach 2,25 a szare wstawki na nr 2. 


Czapka dla PM już też narysowana a do merynosa doprzędłam drugi motek bfl w brązie, bo czapka będzie we wzór na podstawie grafiki Escher'a ale to jak się uporam z czarnymi "prawie" rękawiczkami.


Z powodu czarnego poległam -  prawie w połowie mojego drugiego szalo-kołnierza do kurtki, bardzo źle się robi takie ciemne przy sztucznym świetle. 


 Pomimo "rozpasanego życia wewnętrznego" coś robiłam i mam nadzieję, że pomiędzy jednym a drugim celebrowaniem tegoż życia uda mi się dalej coś czynić do momentu aż jakiś lekarz tego bogactwa mi ujmie. 

Pozdrawiam Was niedzielnie i poświątecznie z zimą za oknem - taka pogoda jakby był styczeń :) 

niedziela, 13 grudnia 2020

Komercja



Dziś nic ciekawego nie napiszę oprócz informacji, że w sklepiku do końca roku darmowa dostawa. Może jakaś prządka zapragnie święta spędzić przy kołowrotku skoro wielkich rodzinnych uroczystości nie będzie nam dane w tym roku celebrować. A może ktoś nie wiedząc czym uszczęśliwić prządkę wpadnie na pomysł kupna czesanki - w sumie to powodów na zakup wełny znalazło by się całkiem sporo:) A ja skoro chociaż trochę mogę zachęcić to proponuję darmową dostawę. 




 Następny post będzie bogatszy o następne skarpety i jeszcze kilka  innych rzeczy, które chodzą mi po głowie :) Dzisiaj komercja w czystej postaci. 

Pozdrawiam niedzielnie. 

niedziela, 6 grudnia 2020

Prezenty

Marny to rok, nawet nie chodzi mi w tej chwili o sytuację ekonomiczną i zawodową ale o kondycję mojego zdrowia psychicznego, ciągły niepokój w trosce o zdrowie nie tylko swoje ale reszty rodziny może wykańczać. Na takie spadki nastroju najlepsze są drobne "pocieszacze" w postaci prezentów, drobiazgi w połączeniu z pasją mogą skutecznie umilić i odwrócić uwagę od  ponurej rzeczywistości. Niektóre prezenty zrobiłam sobie sama ale dostałam też prezent niespodziankę bo zapisałam się na Mikołajkową wymianę w grupie na FB. Dzisiejszy wpis będzie o drobiazgach, które radują mnie i ratują od marazmu.



"Prezenty", które robię sobie przynoszą mi radość ale ileż jest radości z prezentu niespodzianki to wiedzą tylko dziewiarki, które w zabawie biorą udział. Oby wszystkie dziewiarki były tak bogato obdarowane przez Mikołaja :)
Prezentem miało być 100g włóczki (podaje się preferencje co do niej by Mikołaj miał łatwiejszy wybór) - ja dostałam 200 g. Włóczka pochodzi z oferty sklepiku Włóczki Warmii - tylko ja wiem ile razy przeglądałam ich włóczki ale stałe embargo na ich nadmiar mnie powstrzymywał przed zakupem :( 
I tak jakby Mikołaj czytał w moich myślach mam włóczkę z tego sklepiku w moich kolorach w dodatku w tweedowym wykończeniu - czyż może być lepszy prezent :) 
A to nie wszystko, dostałam zestaw aromatycznych herbat i stosowny do nich kubek o zimowej tematyce oraz markery dziewiarskie i kartkę pełną ciepłych słów i jak tu się nie uśmiechać patrząc na te cuda :)
Bardzo dziękuję za tak wspaniały prezent ! Weroniko ślę pozdrowienia :)




Następne prezenty nie są tak ekscytujące bo zrobiłam sobie je sama ale też miłe, w połowie października kupiłam następną książkę o skarpetach - z powodu pandemii przyszła  w zeszły piątek. Tym razem trochę ambitniejsze projekty  skarpet bo w oparciu o sztukę Op-Art.
PM od razu zapowiedział chęć posiadania nie skarpet ale czapki z adaptacją grafiki Escher'a czyli jak to u mnie bywa kupiłam książkę z gotowymi wzorami by je przerabiać :D Na pewno jakieś skarpety z niej powstaną ale zaczynam się obawiać, że niektóre książki cieszą mnie przez to, że je mam i mogę przeglądać. 



W oparciu o nowo poznaną technikę dziergania skarpety od palców z klinem, rozrysowałam wzór na skarpety dla ojca. Wzór to adaptacja z książki o łotewskich rękawiczkach (w sam raz na skarpetę bo 84 oczka w obwodzie). Wiedziałam, że jak tylko utrwalę technikę powstawania takiej skarpety to dam radę sama rozrysowywać wzory na skarpety od palców. 



A skoro mowa o prezentach to nie mogłam się powstrzymać przed zakupami w sklepiku Makunki włóczka na skarpety jest tam w tylu kolorach a ja jeszcze nigdy nie robiłam z "Arwetty". Uzasadniłam sobie ten drobny prezent, że nie jest tak do końca dla mnie. Muszę zrobić tych skarpet dość sporo więc korzyść podwójna ja poznam włóczkę a przy okazji obdaruję kilka osób skarpetami :)  - no i jak długo można robić z resztek :D


Kolorystyka bardzo nieoczywista tych motków ale ja lubię tego typu melanż, bo kolor niby jednolity a jednak ma niuanse. Bardzo trudno było mi zdecydować, które kolory chcę bo tych melanży jest tam kilka więc wybrałam morskie odcienie, granit, rozwodnioną wiśnię a grafit już się przerabia w ojcowskiej skarpecie. Wpadł mi jeszcze w oko motek moheru w kolorze zbliżonym do indygo i myślę, że niedługo zrobię czapkę bo jakiś przerywnik pomiędzy skarpetami musi być. Do tych motków dostałam eleganckie markery :)  Motki "Arwetty" mają wyciągniętą nitkę ze wnętrza motka i jak ktoś dzierga tak zaczynając motek to tu jest łatwiej, bo nie trzeba jej "łowić" ze środka. 
Skoro mowa o skarpetach to następne całkiem proste już skończone, muszę jeszcze zamoczyć, uformować i jak wyschną to do pary z kwiecistymi z poprzedniego wpisu pojadą w świat. 



 

Pozdrawiam Was niedzielnie z życzeniami drobiazgów, które umilą i pozwolą przetrwać z nadzieją na lepsze :)

niedziela, 12 lipca 2020

Idzie Nowe

Pod tym tytułem poszły w świat maile na wszystkie adresy klientów ze sklepiku, część wysłałam ręcznie z poczty w komputerze, bo mailing w starym sklepie nie dostarczył. 
Nie lubię zmian, jak coś dobrze działa to nie ma sensu tego ruszać, dotyczy to wielu rzeczy które posiadam, nie gonię na siłę za nowościami ale niekiedy zmiany są konieczne. Nawet nie wyobrażacie sobie jak trudno mi było podjąć tę decyzję ale ta zmiana prędzej czy później musiała nastąpić. 



Sklepik potrzebował nowej odsłony, stary niby działał ale w dzisiejszych czasach wymaga się od takiego sklepu więcej. Przede wszystkim jak kupujemy w internecie to chcemy jak najdokładniej widzieć na monitorze to co kupujemy, w starym sklepie mogłam umieszczać zdjęcia mniejsze niż 400 K, teraz zdjęcia są trzy razy większe o większej rozdzielczości i to już jest wystarczający powód by zmienić platformę. 


Poza jakością zdjęć, uważam  nawigację w nowym sklepie za bardziej intuicyjną, bardziej czytelne komunikaty, no po prostu powinno być łatwiej. Tego czego sama nie lubię to rejestracja w nowym sklepie, niestety w żaden sposób nie dało się przenieść bazy adresowej i raczej tego nie powinno się robić więc przykro mi ale trzeba się będzie na nowo zarejestrować.  Tak jak pisałam w mailu osoby, które mają u mnie stały rabat proszę o kontakt po założeniu konta w nowym sklepie ale przed zrobieniem pierwszego zamówienia bym mogła ten rabat im znów przypisać. 



Lato to raczej czas kiedy ostatnią myślą jest czesanka wełniana ale tegoroczne lato  jest bardzo kapryśne - od afrykańskich upałów po angielskie chłodne mżawki,  mój czas wolny przez pandemię się wydłużył więc mogłam się poświęcić w 100 % przeprowadzce, takim to sposobem przeprowadzka stała się faktem.  Są jeszcze takie osoby, które dziergają i przędą jak to się kiedyś robiło - latem odzież na zimę a zimą coś na lato więc może dla nich letnie promocje w wełnianym sklepie będą miały sens. 
Postanowiłam, że przez najbliższe dwa tygodnie w ramach promocji na nowe otwarcie będzie darmowa wysyłka przy zamówieniach powyżej 50 zł - prawie jak taki "smart" z allegro - zapraszam :)


Zdjęcia w dzisiejszym wpisie to nowe batty, które są dostępne w sklepiku a z racji pięknych i wyjątkowo intensywnych kolorów wstawiłam je jako ozdobę tej komercyjnej informacji. 


Pozdrawiam Was niedzielnie. 


niedziela, 8 marca 2020

Aż strach pomyśleć ...


Tydzień temu w sobotę, była u mnie siostra, niby nic dziwnego ale była w czapce, którą dla niej zrobiłam - kiedyś tam. Czapka nie nosiła śladów zużycia, nosiła ślady nadużycia a w dodatku podpisana, że to ja ją zrobiłam. Jakoś tak mnie tknęło, że jak w tej czapce będzie dalej chodzić, z tym podpisem i jakaś dziewiarka to zobaczy ... aż strach się bać ! 
Długo nie myślałam, wydobyłam resztki stosowne do stworzenia czapki, przejrzałam katalog wzorów pt.: czapki. Posiadam kilka takich katalogów, jak trafiam na darmowe wzory w internecie to ściągam i umieszczam zgodnie z kategorią, wszystkie zakupione też tam są - mam sporą kolekcję na czasy bez pomysłu własnego :) 



Taki zbiór jest pomocny nie tylko jak szybko chce się coś wydziergać ale również jest doskonałą pomocą jak się samemu chce stworzyć wzór - jest na czym bazować i nie trzeba odkrywać ponownie Ameryki :) 



Czapka powstała wg wzoru Agathis, nie wiem jak mam długo ten wzór ale widnieje data 2015 więc trochę leżakował. Moja siostra jest bardzo stonowana w doborze kolorystyki ubioru, czyli nosi się na czarno, ewentualnie na szaro i czarno, więc resztki po swetrze PM -Karisma z Dropsa a jako dodatek uszlachetniający Kid Silk. Czapka długa bo takie gnomie czapy siostra nosi. Druty trochę mniejsze niż zalecane oraz mniej o jeden motyw wzoru bo na małą głowę. Dzianina wyszła cudowna w dotyku, mięsista i cudnie ślisko-miękka dzięki moherowi. 


Przy całej mnogości ozdobnych guzików jakie mam nie mogłam znaleźć odpowiednich - czyli dochodzę do wniosku nie mam ich aż tak dużo :) Tym razem zamiast metki z podpisem są trzy guziki jak za jakieś 3-4 lata siostra dalej będzie czapkę zakładać to przynajmniej nie będzie mnie straszyć, że z moim podpisem w starej czapce paraduje.

Tak sobie myślę, że za jakiś dłuższy czas chyba dojrzeję do postu pod tytułem o wyższości ręcznie przędzionych nitek nad sklepowymi :)



Ta czapka tak mi się spodobała, że postanowiłam zrobić podobną dla siebie, też z resztek po swetrze dla PM, też Karisma, tylko jaśniejsza w swej szarości. Moją czapkę zrobię wg wzoru o nazwie "Father Cables" i też będzie taka wydłużona i z moherem ale o tym napiszę jak ją zrobię. 



"Szmacianego" swetra przybywa ale w ślimaczym tempie, w dalszym ciągu z tych samych powodów, które wyłuszczyłam w poprzednim wpisie. Nie oczekujcie rychłego końca, bo takowy nie nastąpi szybko.



Kończąc poprzednie skarpety miałam już wizję następnych, wzór zobaczyłam w internecie i wiedziałam, że muszę mieć skarpety z kocim "zjazdem". Motyw na 25 oczek, po narysowaniu mam wzór na skarpetę z 73 oczkami w obwodzie. Stopa też w koty, część wzorów podpatrzonych w internecie, resztę dorysowałam i jak zrobię to pokażę. 
Włóczki to wszelkie resztki, które mam po poprzednich skarpetach oraz swetrze PM w celtycki wzorek czyli Flora, Fabel i Lang. 
Niestety będąc w Aldi i tak nie powstrzymały mnie te wszystkie resztki przed zakupem włóczki na skarpety: bo wełna i przeceniona była  z 25 na 17 za 200 g :( całkowity brak nadziei na poprawę. 


Bardzo rzadko piszę  tu o rzeczach, które nie dotyczą wełny a jeszcze rzadziej o jakiś zjawiskach zupełnie oderwanych od głównego tematu moich zainteresowań. Po przeczytaniu pod ostatnim postem komentarzy od Danonk i wpisu u Theli muszę napisać, że zupełnie nie rozumiem motywów takiego postępowania przez anonimów piszących te obraźliwe słowa. Długo nad tym myślałam by znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie takiego zachowania i zupełnie nic mi nie pasuje. Można się z kimś spierać o techniczne niuanse i metody  ale w oparciu o pokazanie własnych osiągnięć, można uważać kogoś za odtwórcę, pokazując własne autorskie, wyszukane projekty do czasu aż nie trafi się ktoś o większym polocie ale zawsze robiąc to pod własnym imieniem i bez wulgaryzmów. Taki anonim wiedzie dość nędzne życie nie ma się czym pochwalić więc mąci, wyzywa i obraża ale cóż on z tego ma - no zysk jakiś musi być bo przecież dla idei nikt się nie będzie tak wygłupiał. Idealiści czynią coś ze szlachetnych pobudek a przynajmniej tak mi się kojarzy a tu takie coś -  no logiki w tym szukam i nic innego nie przychodzi na myśli jedynie machnięcie ręką bo szkoda czasu.
Od dawna mam włączoną moderację komentarzy, do popularnych postów doczepiano mi linki z "golasami" a to zupełnie nie moje klimaty. Teraz sobie myślę, że może te golasy na miejscu były bo przyodziewku szukały, skoro ja ubranka czynię to trza jakoś odziać :)  tylko u mnie najczęściej skarpety i rękawiczki więc jak goły był, tak będzie :D
Merytoryczne dyskusje coś wnoszą, kształcą, ubogacają i takich kontaktów nam rękodzielnikom życzę.

Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 10 lutego 2019

Niby o skarpetach

 Celem usprawiedliwienia się, że nie odpowiedziałam na tak przychylne i serdeczne komentarze pod postem o swetrze PM, piszę ten dość długawy elaborat - kto ma ochotę czytać o skarpetach niech pominie kursywę.

Od sierpnia zeszłego roku wiem, że posiadam kamień, nie jakiś budowlany czy inny przydatny tylko taki zupełnie niepotrzebny w pęcherzyku żółciowym. Ów kamień był odpowiedzialny za ataki bólu, o które podejrzewałam wątrobę (wątroba po przejściach).  Jak się wyjaśniło, że jak kamienia się pozbędę to ataki miną to szybko przystałam na taką możliwość. Niestety jak to u nas bywa, to że ja chcę a nawet powinnam się pozbyć kamienia nie oznacza, że władni by to uczynić lekarze zgadzają się ze mną. Tak więc z początkiem września udałam się na oddział chirurgiczny by ustalić termin pozbycia się balastu, chirurg termin wyznaczył na 3 grudnia pod warunkiem, że wyleczę nerki. Na początku listopada wizyta u urologa, wniosła badanie tomografem z kontrastem, termin na 18 grudnia. Nie było innego wyjścia poszam do szpitala termin przesunąć, dopóki nie wypowie się urolog. Terminu nie przesunięto, mam przyjść z nowym skierowaniem i wszystkimi badaniami po wizycie u urologa. Badanie tomograficzne do odbioru zaraz po nowym roku, termin u urologa na opis tego badania wyznaczony na 11 lutego (tak jutrzejszy poniedziałek). Badanie tomograficzne wykazało, że pomiędzy sierpniem a grudniem ktoś wymienił mi wnętrze, wszystko jest w najlepszym porządku nawet kamień zniknął (tylko ciekawe skąd te ataki bólu :). Nowe USG i kamień znowu jest ale pomna zalecenia, że reszta musi być w porządku by kamienia się pozbyć, z nowym skierowaniem i tomografem udałam się na oddział chirurgiczny. Chirurg i owszem pooglądał ale opinię urologa i tak chce, a terminu nie wyznaczy bo i tu cytat: " ból w 99 % jest prawdopodobnie z pęcherzyka ale nie wiadomo co jest w żołądku trzeba zrobić gastroskopię ". Odesłał mnie z kwitkiem do lekarza rodzinnego po skierowanie na gastroskopię, którą w tym szpitalu robią !!! Moja lekarka rodzinna niewiele powiedziała, tylko na karteczce napisała nazwisko lekarza z Bytomia z oddziału chirurgicznego i kazała się tam udać. Tak też zrobiłam 29 stycznia we wtorek przyjął mnie chirurg w Bytomiu. Wizyta była krótka i rzeczowa, kamień trzeba usunąć :
- Kiedy Pani chce usunąć ten kamień ? 
- No.... jak najszybciej ..........
- To w piątek. 
- Który piątek ???
- No ten piątek, w czwartek proszę przyjść na badania, w piątek zabieg a w sobotę do domu. 
I tak jak powiedział tak się stało,kamienia nie ma, a ja z pocerowanym brzuchem w sobotę 2 lutego byłam w domu. Dochodzę do siebie, bo pomimo małej wagi zabiegu, jednak narkoza i ogólne boleści po zabiegu są - tak więc wybaczcie brak odpowiedzi na komentarze ale za wszystkie pięknie dziękuję :) Sytuację z lekarzami zostawiam bez komentarza bo nie wiadomo czy się "śmiać czy płakać".



 Skarpety skończyłam niedawno bo w lekarsko - szpitalny tydzień nie zrobiłam wiele, niestety muszę przyznać, że skarpety są za duże. Powinnam je zrobić na mniejszych drutach i byłoby dobrze a tak może się okazać, że będą raczej do spania lub dla syna, któremu kolor nie przeszkadza.



To co mnie zainspirowało pokazywałam tu wzór podpatrzony ale domki w 100 % narysowane własnoręcznie, jedynie gwiazdki bestialsko policzyłam ze zdjęcia. 


Skarpety w takiej beżowo-szaro- różowej tonacji z białym rysunkiem domków i śnieżynek, jedynie pięta cała w szarości, gładka nawiązująca trochę do ściągaczy.


Właściwie to są przerośnięte skarpety, prawie pół-kolanówki, jak zaczyna się rysować domki to jakoś same pną się ku niebiosom i nie wiadomo kiedy skończyć. 


Domki są dookoła nogawki ale jak robiłam skarpety to tak by nie były z takim samym układem, tylko by wyglądało jakby na drugiej skarpecie był dalszy ciąg miasta z innym układem budynków. Wiem, że w butach tego nie widać ale taka asymetria wydaje mi się ciekawsza . Stopa cała w śnieżynki czy gwiazdki jak kto woli układ kolorów zupełnie przypadkowy ale o dziwo motki Fabel'a z dopiskiem "long print" wyglądają w skarpecie przyjemnie. 


Ściągacz zrobiłam z resztek włoczek, które idealnie wpasowują się kolorystyką w wspomnianego wyżej Fabel'a. Zwykle narzekam na wszelkie resztki a tutaj ich posiadanie bardzo mi się spodobało, było w czym wybierać.


Dane techniczne to : motek Fabel'a , motek Flory, druty na ściągacz 2, reszta zrobiona na 2,25, wzór rozpisany na 72 oczka. 

Od zawsze mam słabość do margaretek (kwiatków nie ciastek) przeglądając internet wpadł mi w oko wzór na haft krzyżykowy ale jako, że nie param się już tego typu haftem to margaretki w tym wydaniu tylko mi się podobały do czasu aż nie narysowałam skarpet :) Rysowania i dopasowywania było tyle, że teraz już muszę je zrobić. 



Narysowałam jeszcze coś innego, od dawna podobały mi się takie "prawidła" na skarpety ale nie miałam czasu się tym zająć, a że ostatni tydzień trochę się oszczędzałam to znalazł się czas by takie coś narysować. PM wyciął laserem, muszę je przeszlifować papierem ściernym bo haczą nitki i jak zrobię następne skarpety to je wypróbuję :)



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 5 marca 2017

Ile kosztują skarpety?

"Tak chyba ze stówę ale ja zapłacę, tylko żeby były takie z ręcznie przędzionej wełny, bo ona przeczytała u mnie na blogu, że taka lepsza, no i żeby we wzory były - stówa to dużo ale jak trzeba to ona da."
Zostałam rozpoznana po kamizelce, którą miałam ubraną, pani mnie zaczepiła, że wie  kim  jestem i co robię, grzecznie się wykręciłam z tych skarpet, dalej potężnie mi dokuczającą dyskopatią. 

Będzie dzisiaj o skarpetach ale trochę inaczej,  właśnie skończyłam jedną parę dla mojej siostry, nie jest z mojej przędzy bo zależało mi na czasie ale gdyby była to taki ręcznie przędziony motek kosztowałby skromnie licząc jakieś 75 - 90 zł. 


Wzór narysowałam sama bo mało jest wzorów na 64 oczka a taki mi właśnie rozmiar jest potrzebny, jest wiele darmowych ale nie zawsze spełniają moje oczekiwania a jak mam przerabiać to wolę narysować od podstaw.  Można też wzór kupić ceny są różne i zaczynają się od 3$.


Robię na drutach tylko wieczorami lub późnym popołudniem, w tych kilku wolnych chwilach, które zostają mi po dniu pracy. Robię na drutach nie z myślą o zarobku tylko o przyjemności dziergania ale to nie oznacza, że robię to z nudów i tylko czekam aż ktoś raczy zaproponować kupno. Potrzebuję od 10 do 14 godzin by zrobić jedną skarpetkę bo tak to średnio wychodzi, jedna na tydzień.  I tak sobie myślę, że nawet skarpet ze sklepowej przędzy nie sprzedałabym za "stówę".
Swoją pracę sobie cenimy chcemy za nią godnej zapłaty i tak sobie myślę, że w ten sam sposób należy traktować rękodzielników, nie mam pojęcia jakie są w tej chwili minimalne stawki godzinowe (chociaż nie powinno się tego tak liczyć) ale za "stówę" takich skarpet się nie kupi pomimo, że to tylko skarpety.



Skarpetki dla mojej siostry powstały z włóczki Flora, jest to lepsza wersja Fabela ale mniej trwała, za to wyjątkowo miła. Wzory pochodzą z książki A. Starmore,  wzór na podeszwie jest z internetu, od pewnego czasu preferuję skarpety z palcami robionymi do końca wzorem, chociaż tu aż się prosi zakończyć tym ciemniejszym beżem nawiązując do ściągacza i pięty to, to rozwiązanie jest lepsze.



Nic tak mnie nie denerwuje jak ciepła stopa i zimne palce bo w tym miejscu skarpetka była z pojedynczej włóczki, teraz staram się tak opracować wzór by palce też były ciepłe. 

Wzór umieszczę za jakiś czas w pasku bocznym do pobrania, wiem że jest kilka osób z małymi stopami może się przyda a kto wie może ktoś zamiast proponować stówę sam zmierzy się z takimi skarpetami. 


Zrobiłam małego psikusa, tym osobą które tu zajrzały z powodu informacji na FB, na temat miarek grubości przędzy a trafiły na przydługie wywody o cenie skarpet :) 


coraz bardziej powiększający się zestaw gadżetów 

Ale wystarczy tylko trochę przewinąć i proszę "gadżeciarstwo" w czystej postaci, na początku mojej przygody z przędzeniem i drutami niewiele mi było potrzeba wystarczył kołowrotek i druty. Przędzę nawijałam na stary wymięty zeszyt A4, przewijałam ręcznie, a z braku dodatkowych szpul nitki dwoiłam i troiłam w dzianinie, robiąc np. z dwóch singli. Nie wiedziałam, że istnieją markery i druty do warkoczy, a za agrafki do odkładania oczek robiły luźne nitki.  W tej chwili mam "leniwą Kaśkę", motowidło, karuzelę i młynek do wełny oraz calówki, które uważam za idealny wynalazek. Ostatnio do kompletu doszły jeszcze ściągi na temat grubości przędzy, długości i jak to ma się do WPI oraz do drutów i szydełka. Oczywiście nie są to stałe niezmienne, znalazłam kilka wersji różniących się niekiedy dość mocno, ja wybrałam taką, która moim zdaniem jest najbardziej uniwersalna. 
Przy wpisie o tej ściądze w komentarzach pojawiła się sugestia ze strony Melisski o przydatności "Spinners control card". Sama specjalnie jakoś nie pożądałam takiej kontrolki grubości przędzionej nitki ale mam możliwości uczynić coś takiego a raczej wiem jak. No i będą takie "miarki grubości przędzy"-  pod koniec tygodnia w sklepiku, będzie możliwość zakupu.  Po zrobieniu pierwszych mąż skalkulował cenę na 25 zł za sztukę (laser pracuje nad jedną ponad 45 min do tego dochodzi wycinanie samych formatek). 
A ja do zamówień w kwocie ok 300 zł taką dorzucę jako gratis, więc jeśli ktoś miał zamiar zrobić większe zakupy niech poczeka do przyszłego weekendu :D 
Miarka ma służyć zachowaniu tej samej grubości przędzy, przy przędzeniu większej ilości nitek pod jeden projekt, muszę to wypróbować kto wie może będzie to następny ulubiony "przydaś".


W ostatnim tygodniu przędzenia prawie nie było, powstał motek 3-nitki z mieszanki Polwarth'u + jedwab - calówka i miarka powiedziały, że ma ok 24 WPI :) 



Z tymi przydługimi wywodami pozdrawiam Was  życząc miłej niedzieli.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Zmienność

Remont i bardzo prozaiczne czynności w stylu ciągłego czyszczenia wszystkiego z pyłu po gładzi sprzyjają przemyśleniom. Zmiany nastąpiły nie tylko w pracowni ale i w moich planach co do wywlekanej tu często "owsianki". Najpierw jednak o pracowni, która pomimo swego prostego wyglądu, wręcz typowo biurowego zyskała trochę ciepła za sprawą farb w kolorze cynamonu i chałwy a na dodatek plakaty reklamowe z końca XIX wieku pozwalają mi oprzeć oko na czymś co mnie zawsze zachwycało - secesja.
Te wszystkie ornamenty, zawijasy, wywijasy, ozdobność, a zarazem ta płynność prowadzenia linii zawsze mi się podobały.  


Moja siostra mieszkająca za granicą chciała być świadkiem odmiany tego pomieszczenia dlatego zrobiłam dla niej zdjęcia i takim sposobem Wy też możecie zobaczyć moje miejsce pracy. 

tutaj piszę również blog 

A teraz o przemyśleniach, rewizji zamiarów, zmianie projektu - czyli o tym jaki ma wpływ upływ czasu na moje postanowienia. "Owsianką" męczyłam Was do obrzydzenia oraz opowieściami o tym jaki to ma być z niej piękny sweter z celtyckiej kolekcji A. Starmore. Nie dość, że przędę tą czesankę etapami to jeszcze od dłuższego czasu coraz mniej mnie satysfakcjonuje pierwotna myśl.
Po pierwsze kolor bez farbowania sam w sobie jest piękny a na dodatek Aldona napisała o nim jakoby był "platynowy" a jak to brzmi w porównaniu z "owsianką" - to jeszcze ta wspomniana Aldona dała mi do myślenia pisząc jak z takiej milusiej, "lejącej" się wełny zrobić wierzchni sweter. Tak oto zasiane ziarno zwątpienia w słuszność pierwotnej decyzji zaowocowało zmianami - oby ostatecznymi.

wspominana "owsianka"

Dość dawno dostałam w pasmanterii katalog Lana Grossa jest tam kilka całkiem ładnych rzeczy ale mnie zawsze podobał się ten półgolf. Coraz częściej jestem skłonna zrobić go dla siebie ale muszę się zastanowić czy na pewno te warkocze będą dobrze wyglądać na mnie. Bardzo mi daleko do wiotkości tej modelki i pomimo bardzo pionowej formy wzoru ja mogę wyglądać "bujnie" - muszę poprzedzić dzierganie próbą ale sama myśl o tym swetrze mnie cieszy.  Jest jeszcze druga opcja podobnego swetra zdjęcia nie potrafię wkleić, więc jak macie ochotę to sobie kliknijcie .
zdjęcie z katalogu Lana Grossa 
Oczywiście czesanki mam 1,5 kg więc  powinno starczyć na 3 swetry. Tak całkiem nie zarzuciłam planu co do swetra we wrabiane wzory.  Bardzo mi się podoba już kilkakrotnie przewijający się przez blogi dziewiarskie sweter "Autumn Rose"  - wełnę mam przędzioną pod farbowanie, więc mogłabym taki uczynić ale wzoru chyba nie kupię, tylko rozrysuję sama. Jest ku temu kilka powodów mój "niestandardowy" rozmiar, trochę za duży dekolt jak na podwójną dzianinę a na dodatek te gołe "kikutki", ja muszę mieć w tak ciepłym swetrze długi rękaw. Kolor oryginału jest ok ale może też zmienię z wykorzystaniem jako jednego oryginalną "owsiankę", bardzo kusi mnie by wełnę pofarbować za pomocą barwników naturalnych ale niestety do tego potrzebna dość spora wiedza. Istnieje ryzyko, że po przeróbkach sweter już nie będzie mi się podobał więc muszę to bardzo dokładnie przemyśleć - chyba jakiś remont sobie zaplanuję :))
Jedną z wielu zalet tej zmiany jest to, że z tej wełny sweter mogę założyć na gołą skórę i nic mnie nie gryzie a takie rzeczy lubię najbardziej.

zdjęcie z podanej wyżej strony
Nie piszę już, że na pewno uczynię te swetry -zmienność zaczyna być moją drugą naturą.

Tak po trochu podczas remontu zajmowałam się nieszczęsnymi skarpetami z poprzedniego postu (może pokarzę za tydzień), pruciem haftu bo się pomyliłam i produkcją nowych opakowań na lawendę.


Haft maszynowy, wzory nie moje - darmowe ze stron hafciarskich ale bardzo mi się spodobały więc  postanowiłam ozdobić nimi nowe woreczki.

w oryginale 14-17 kolorów ja ograniczyłam do 6 

O palpitację serca przyprawiają mnie wszystkie małe ćmy i inne ćmo podobne - niestety mole też się zdarzają więc mam nadziej, że ważki jako drapieżniki, z lawendową zawartością  podwójnie odstraszą amatorów wełny.
Pomimo słońca za oknem, rano i wieczorem zakładam wełniane skarpetki , ekstremalne ciepło nie wszystkim służy ale mnie jak zawsze za mało :))
Pozdrawiam Was w dość chłodny ale słoneczny poranek życząc słońca jak najwięcej.