Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bambus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bambus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2022

Stare i nowe

Poważnie się zastanawiałam czy robić zakupy uzupełniające w sklepiku, mam już całkiem spory zapas czesanki ale do tej pory nie ma runa wiodącego w sprzedaży. Tak jak z modą co pewien czas coś innego jest na fali. Za to całkiem poważnie zastanawiałam się nad zakupem jakiegoś nowego gatunku runa w celach poznawczych. Z końcem listopada zrobiłam zamówienie i w zeszłą środę było u mnie. Tym razem nie kupiłam dla siebie zupełnie nic, to znaczy specjalnie dla siebie bo te nowości  też w jakimś stopniu są dla mnie. A braki jednak w miarę możliwości uzupełniłam nie wiem ale runa Finnish nie ma i chyba nie będzie.

Pierwsza z nowości to celuloza bambusowa, pamiętam moje pierwsze zetknięcie z tym włóknem w wersji czarnej do dziś mam gdzieś kawałek i nie do końca mi się podoba bo skrzypi. Długo się powstrzymywałam przed tym zakupem poszerzając ofertę o inne włókna celulozowe ale pytania o bambus skłoniły mnie to tego by bambus zaczął figurować w sklepiku. 

Podaję informacje na jego temat za dostawcą :

Włókno bambusowe jest stosunkowo nowym włóknem. Włókno jest wytwarzane z miazgi bambusowej (podobnie jak miazga wiskozowa), która jest uzyskiwana w procesie hydrolizy/alkalizacji i bielenia łodyg bambusa. Powstała masa celulozowa jest czesana na mokro w taki sam sposób, jak inne włókna na bazie masy celulozowej. Włókno ma biały i jedwabisty wygląd i jest chłodne ze względu na wysoką chłonność wilgoci chętnie wykorzystywane w przemyśle tekstylnym.

Włókno jest miękkie w dotyku, ma dobrą chłonność i może być stosowane w mieszankach z innymi włóknami lub  samo. Ma również wyjątkową funkcję antybakteryjną. Głównym krajem produkującym są Chiny. 

Ja prawdopodobnie jednak w dalszym ciągu się nim nie zachwycę.


Wszystkie runa które kupiłam są raczej szorstkie, wszelkie milusie są już w sklepiku albo przynajmniej dla zapoznania się z nimi były. Teraz zostały tylko te z "charakterem". Na zdjęciu powyżej runo owiec Bergschaf w opisie podano, że runo pochodzi z austriackich Alp. W wyszukiwarce po wpisaniu nazwy rasy wyskakuje bardzo dużo fraz związanych z filcowaniem i przędzeniem oraz o samych owcach wygląda na to,  że to dość popularna rasa. Wikipedia podaje, że owce są hodowane w Austrii i Włoszech. Runo w dotyku przypomina wełnę Eider, Cheviot i Południowoniemiecką. Na skarpety będzie dobre ale raczej dla tych co lubią wiedzieć, że noszą wełnę.


Następne runo to Swaledale i to jest już raczej hardcore dla twardzieli, niby piszą, że runo jest wykorzystywane w robótkach ręcznych ale przede wszystkim ze względu na wytrzymałość i sprężystość włosa robi się z niego dywany. No i te 35-45 mic stawia je raczej na szczycie listy run szorstkich.

A to Wikipedia:  

Swaledale to rasa owiec domowych nazwana na cześć doliny Yorkshire w Swaledale w Anglii. Można je znaleźć w bardziej górzystych obszarach Wielkiej Brytanii, ale szczególnie w Yorkshire Dales w hrabstwie Durham i wokół wzgórz Pennine w Cumbrii.


Ostatnia nowość to runo rasy Lonk, nie jest tak szorstkie raczej mieści się w grupie run o średniej szorstkości. Wersja runa, którą kupiłam do sklepiku jest poprzetykana gdzieniegdzie czarnym pojedynczym włosem co powinno dać w nitce delikatny poblask szarości.

Za Wikipedią: Lonk to brytyjska rasa owiec domowych. Należy do grupy ras górskich w północnej Anglii, występuje na wzgórzach środkowych i południowych Penninów Lancashire i Yorkshire. Jest udokumentowana od połowy XVIII wieku; księgę stadną rozpoczęto w 1905 roku. Charakterystyczną cechą owiec są czarne głowy.




Kupiłam również, barwione runo a raczej zestawy kolorystyczne, wszystko to runo merynosa 23 czyli runo dobrze znane, farbowane barwnikami Eurolana (kwasowe, certyfikowane). Pierwszy zestaw to merynos wymieszany z tęczowym nylonem; w nitce a później w dzianinie powinien dać ciekawy efekt połyskliwości więc nazwałam go "Błyskotka". Szlachetności w nylonie tyle co nic ale za to błyszczy jakby był co najmniej z diamentowym pyłem.





Dwa następne zestawy to barwy jesieni a ten poniżej nazwałam za twórcami "Wiejski Ogród". W zestawie jest z każdego koloru po 25g myślę, że na mały projekt w stylu Fair Isle w zupełności wystarczy ale z powodzeniem mogą te kolory być wykorzystane też w mieszankach z innym runem. Kusiło mnie zostawić dla siebie jedną paczkę ale jak tak dalej pójdzie to pewnie dopiero w połowie stycznia będę mogła spojrzeć w kierunku kołowrotka więc jak na razie odpuszczam na rzecz runa Lonk bo to interesuje mnie najbardziej.





 Z moich prac dziewiarskich powstała czapka, którą pokażę za chwilę i moje skarpety do butów a mam w planach getry w norweskie wzory - nawet już przysposobiłam wzory i włóczkę tylko tego czasu jakby coraz mniej. 

Pozdrawiam Was niedzielnie z lekkim poczuciem winy za dzisiejszą komercję.

niedziela, 27 czerwca 2021

Przędzenie

Już nie pamiętam kiedy przędłam w ten sposób w jaki robię to ostatnio, czyli całkowicie bez planu co z tych nitek powstanie. O ile mnie pamięć nie myli to doświadczałam czegoś podobnego na samym początku mej przygody z przędzeniem. Wtedy gnała mnie chęć doskonalenia nowej umiejętności, napawanie się nią i uprzedzenie wszystkiego co się dało, nie było tego zbyt wiele bo w tamtych czasach nie było jeszcze wszystkiego za wiele. Później był etap przędzenia rzeczy nowych, wszelkich niedostępnych dla mnie rodzajów runa owczego i nie tylko owczego, i to też było takie przędzenie dla samego przędzenia bo nie chęć dalszego wykorzystania a chęć poznania materiału mnie napędzała. Konkretne przędzenie pod konkretne rzeczy trwało później długo a tu nagle po tylu latach siadam do kołowrotka i przędę tak bez zamysłu na co przeznaczę te nitki. Jedno jest pewne przynosi mi to taką radość albo raczej radosny spokój, że nie zamierzam rezygnować z tych kilku chwil dziennego odpoczynku i odprężenia. Na szczęście moim zapędom ulegają na razie tylko resztki, które nie nadają się do sprzedaży.  


Pierwszy motek powstał z resztki mojej autorskiej mieszanki, którą na moje życzenie przygotowano z : 37,5% - merynosa z Falklandów, 25% - włókna perłowego, 25% - bambusa, 12,5 % - lamy (wersja uszlachetniona). Resztka jest pięknie biała i taka inna w dotyku od wełnianych mieszanek, bo roślinno-wiskozowy dodatek daje się odczuć. O dziwo jak przędłam tą czesankę by się z nią zapoznać jak ją dostałam  to mi się nie podobała, przez różnorodne materiały przędło mi się źle - teraz przędło się cudownie jakoś tak zupełnie inaczej po prostu sama się skręcała. Czyżby stan ducha miał znaczenie :) 


Drugi motek tak jak zresztą wszystkie to tradycyjna 3- nitka, która powstała z resztki alpaki, bfl superwash oraz merynosa 23 mic. Każda z nitek składowych to jeden z materiałów i o dziwo trzeba bardzo dokładnie się przyglądać by zauważyć, że to trzy różne nitki składowe tworzą ten miły w dotyku motek.


Motek trzeci powstał z mieszanki, która jest w sklepiku a raczej z resztek z tejże. Jest to merynos 18,5 mic, alpaka, wielbłąd i jedwab. W tym przypadku również moim zachwytom nad łatwością z jaką mi się to przędzie nie było końca. Nitka powstała z tych trzech bardzo cienkich singli jest miła, puszysta i w dodatku błyszczy jedwabiem no jest taką nitką, która miło będzie sunąć po drutach jak zdecyduję by ją użyć. 


Ostatni z powstałych motków to bfl w wersji humbug, czyli mieszanka trzech naturalnych kolorów run bfl czyli białego, brązu i owsianki. Tutaj efekt końcowy podoba mi się najmniej, chociaż to moje ulubione runo. Bardzo mi się podoba to runo we wzorach wrabianych na jasnym tle, wzór z tej nitki daje efekt zanikania, zrobiłam kiedyś skarpety z takiej nitki i kto wie może to jest jakaś myśl na te powstające w niekontrolowany sposób motki. Motek w skarpetach to też 3 nitka ale navajo więc może ten nowy nie do końca będzie spełniał się w tych zanikających wzorach bo wydaje się bardzo jednolity kolorystycznie. 
Następny motek już powstaje i pewnie będzie tu niedługo prezentowany a jak mi się nie odmieni to pewnie w towarzystwie nowo powstałych. 



Przez ostatnie dni upał dawał się tak we znaki, że jedyną rzecz, którą próbowałam skończyć i właściwie mi się udało to szalo-kołnierz teraz tylko zabezpieczenie brzegów i cięcie. Po burzach trochę się ostudziło i właściwie to czas wrócić do porzuconych swetrów ale w tej chwili jedyną przyjemność czerpię z przędzenia bez zobowiązań :)


 Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 15 lutego 2015

Umęczeni


Skończyłam podkoszulek z bambusowej przędzy, nawet nie chce mi się sprawdzać kiedy go zaczęłam ale jakoś koniec zeszłego lata mi się kojarzy. Lubię robić na drobnych drutach, wiedziałam, że będzie nudno, zwykły prosty dżersej przeplatany dwoma lewymi oczkami ale szło opornie.



Dwa razy wklejałam żyłkę w drutach podczas tej robótki (koniecznie muszę kupić jeszcze jedne druty w tym rozmiarze), w międzyczasie wpadały rzeczy ciekawsze do zrobienia i tak się wlekliśmy przez następne tygodnie męcząc się wzajemnie.


 Apogeum umęczenia nastąpiło w minionym tygodniu przy wykańczaniu dekoltu, cztery podejścia i dopiero za piątym razem wygląda to znośnie. Dwa razy nabierałam oczka i prułam bo wyglądało okropnie, później przyszyłam lamówkę nawiązującą do tasiemkowych wykończeń boków i listwy guzików - sprułam bo wyglądała strasznie i miałam podejrzenia, że będzie mnie drapała.
Ostatecznie postanowiłam zrobić osobno ściągacz i doszyć ale zrobiłam za krótki więc trzeba było zrobić na nowo.


Obramowanie dekoltu jest zrobione na drutach nr 2, ściągacz 1 na 1, wykończone włoskiem zamykaniem oczek i doszyte do podkoszulka. Tył koszuliny trochę dłuższy, po bokach rozcięcia wykończone doszytą tasiemką, listwa guzików również wykończona taśmą bawełnianą.  Guziki moje ulubione z macicy perłowe doszyte tak by widoczna była wierzchnia strona muszli. 



 Dziękuję za cenne rady dotyczące ścisłego dziergania ( zanim zaczęłam Antonina i Yadis mi o tym napisały). Po wypraniu podkoszulek zrobił się faktycznie luźniejszy ale robiłam bardzo ściśle więc zmiany w rozmiarze są minimalne. Sama przędza przyjemna w dotyku, trzeba uważnie dziergać bo ma tendencje do rozwarstwiania się, niestety będzie się mechacić jeszcze nie noszona a już ma kulki, fakt faktem kilka miesięcy była tłamszona podczas dziergania ale to jeszcze nie użytkowanie. Tego typu podkoszulki są moim ulubionym ubiorem ale w tech chwili muszę solidnie odpocząć od dużych projektów na drobnych drutach.


Za to zupełnie nie męcząc się a wręcz z zachwytem poczyniłam pierwsze kroki w kierunku farbowania, mam zamiar trochę się pobawić jak tylko czas pozwoli.


Musiałam koniecznie dofarbować wełny bo mi braknie na haftowane obicia krzeseł i właściwie na więcej zabawy nie miałam czasu ale od dawna za mną chodziła zieleń a poza tym koniecznie chciałam sprawdzić co wyjdzie jak motek wełny posypię barwnikami. 


Wełna Corriedale, w skręcie navajo, farbowana w foli na parze posypana zielenią (3 odcienie) oraz czarnym. Przędza wyszła plamiasta, cieniowana ale mnie chodzi po głowie coś w drobny wzorek w połączeniu z lekko szarym Corriedale.


Pozdrawiam Was serdecznie z myślą o farbowaniu.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Obrastam w piórka

 Skończyłam prząść Corriedale na sweter, jest tego prawie 500 g (brakuje 8 g), w 100 g jest średnio 430 m,  nitka spleciona navajo. Tak jakby to przeliczyć na metry, w dodatku singla - to wychodzi niecałe 6,5 km  całkiem niezły metraż na taki sweterek trzeba nakręcić :)


Jak już wyprałam, wysuszyłam to zaraz wrzuciłam na druty, przy takim swetrze gdzie będzie dość sporo gładkiej powierzchni przechodzącej we wzory wrabiane próby są jednak konieczne. Dziergając ten próbnik uświadomiłam sobie, że właściwie nie potrzebuję następnego swetra "przez głowę", właściwie to powinnam zrobić sobie taki bardziej dopasowany kardigan do bluzki. Zmiana nie zmienia wiele ale jednak jakieś zmiany będą, więc jeszcze trochę potrwa zanim dopasuję wzory do nowej sytuacji ale nigdzie mi się nie spieszy. 


Próbie został też poddany bambus, niewiarygodnie śliski ale o dziwo bardzo przyjemnie się z niego dzierga - już z niego dziergam, w głowie mam zarys ogólny podkoszulka, wykrój ten sam co zawsze na papierze, a w trakcie dziergania przychodzą pomysły :) Jak będzie co pokazać to pokażę. 


A teraz o piórach, jakieś 3 lata temu zaczęłam dotkliwie potrzebować nowych kołder, ponad dwudziestoletnie zaczęły, "puszczać pierze", inlety jak papier od ciągłego wymrażania i wystawiania na wysokie temperatury. Można kupić nowe ale to chyba nie najlepszy pomysł, moja siostra miała całkiem nowe (sklepowe) puchowe kołdry i po 6 latach miała same inlety - puch się wytracił. Ja kupiłam sobie jedną nową kołdrę ale też do końca nie jestem zadowolona (półpuch ale pierze cięte). Miałam za to pierzyny po babci i cioci - nie używane, bo któż teraz sypia pod pierzyną a w nich pierze skubane z puchem. Oddałam pierze do regeneracji i przeszycia na kołdry. Mam komplet kołder takich jak chciałam i jestem z nich zadowolona, szyją je teraz "bez zimnych szwów" na pikowaniu. To co nadawało się do regeneracji i przeszycia zostało zrobione mam nowe inlety z regenerowanym pierzem nie ciętym jak to teraz jest ale skubanym. Została mi jedna kołdra, której nie chcieli regenerować bo nie za bardzo im się to pierze podobało a mnie szkoda było wyrzucić. W międzyczasie moje dziecko wyrosło tak, że nowa dwumetrowa kołdra jest za krótka, więc dałam przeszyć na dłuższą ale niespełna dwuletni inlet dostałam z powrotem. I wpadłam na pomysł może sama to pierze wypiorę ! Tak też się stało, mama uszyła mi ze starych firan worki jeszcze w zeszłym roku, wystarczyło tylko wypruć pikowanie ze starej kołdry i prać.

mało optymistyczny widok
Pogoda idealna na takie eksperymenty, gorąco i wietrznie. Po praniu nie wyglądało to dobrze, takie posklejane "gluty" ale przez cztery dni suszyłam i trzepałam, przez drobną siatkę wszelkie drobiazgi unosiły się w powietrzu, ja i cała okolica w pyle z pierza -taka praca w domu to byłby koszmar. Mam dobrze ponad 2,5 kg pierza z puchem, miały być małe ozdobne poduszki na sofę ale to pierze wygląda pięknie i chyba będzie z tego zapasowa kołdra. Efekt tak mi się spodobał, że wyprałam jeszcze pierze z trzech poduszek, też jakiś po cioci a z inletu, który został po kołdrze uszyłam sobie nowe poszewki na to pierze.


Nie mogłam dostać w żadnej pasmanterii specjalnej taśmy, którą używają do wszywania w brzegi (oryginalne te białe), więc użyłam bawełnianej taśmy do wykańczania spodni, też ma taki wzmocniony grubszym splotem brzeg. Te moje inlety takie trochę niezgrabne ale krawcowa ze mnie bardzo początkująca. Wykorzystałam inlet, który został po kołdrze no i mam odświeżone poduszki, i zostało mi pierze na nową kołdrę :) Teraz zostało mi napełnienie tych poszewek pierzem - ciekawe co oprócz mnie będzie w piórach. 

ciemno oliwkowa taśma do spodni
Mocno przycinana glicynia  kwitnie, nie tak obficie jak na wiosnę ale jednak kwitnie. Tak jak pisałam Asi (Jot Ha) trzeba bezwzględnie ciąć :)




Pozdrawiam Was serdecznie cała w piórach z pierzastej okolicy :)

niedziela, 27 lipca 2014

Malinowo

 Jak już wcześniej zapodałam, przędę runo Corriedale z myślą o swetrze we wzory wrabiane, trochę w typie Fair Isle ale nie do końca bo wzory nie będą na całości.
Motków przybywa ale bardzo wolno bo nitka to cienizna, w navajo 50 g - 210 m, taka nitka na skarpety. O kolorystyce już pisałam ale teraz mogę już nieco pokazać bo udało mi się nie dość, że ufarbować to i uprząść część tego farbowania.


Pomysł na ten sweter zakiełkował mi podczas rozmowy z Aldoną (Finextra) jakiś rok albo dłużej temu, na temat czerwieni koszenilowej. Przyszło mi do głowy i już nie chciało mnie opuścić, nawet kupiłam sobie z pięknej, cieniutkiej wełenki grafitową spódnicę pod ten sweter :) 
Oczywiście jak ufarbowałam runo PM stwierdził - takie różowe !!
Ten najjaśniejszy fragment czesanki faktycznie jest różowy i jego los rozstrzygnie się po uprzędzeniu, w nitce kolor zawsze wygląda trochę intensywniej. Zobaczymy czy zostanie w takiej formie czy nie zostanie trochę stłumiony dodatkowym farbowaniem. 


 Kolor jest trochę zimniejszą odmianą koloru malinowego, sprawdziłam to podobieństwo robiąc mikroskopijne ilości dżemu z malin. Dżemy malinowe ze sklepu są takie "rozwodnione" a mnie zależało na intensywnym smaku. Koszt malin nie za bardzo pozwala na szaleństwo ale przynajmniej kilka słoików miło mieć.


Muszę uprząść jeszcze jakieś 200 g  ale część już jest na szpuli,  zostało mi jeszcze doprząść ciemno szarego , bieli i te jasno różowe za jakieś dwa tygodnie będę robić próby. Główny motyw wzoru już mam, jeszcze ubrać w kolory, dobrać pomniejsze wzory uzupełniające, zrobić dokładny wykrój i będzie zabawa :D
Na razie cieszy mnie powiększający się stosik motków.


Wszystkie motki są przed praniem, oprócz tego jasno szarego (na zdjęciu wygląda żółtawo ale jest jasno szary) - wszystkie nitki zaraz po przędzeniu są jakby cieńsze ale runo Corriedale ma to do siebie, że po praniu nabiera solidnie objętości - niby taka sznurkowata nitka a po praniu puchnie. Przeczytałam o tym w książce o rasach owiec a teraz doświadczyłam, resztę "rozpulchnię" jak będzie wszystko uprzędzone. 


W moim życiu nastąpiły również pewne zmiany, które siłą rzeczy nastąpić musiały, jeszcze w zeszłym roku okulista optymistycznie twierdził, że nadal tylko mam nosić minusy (niespecjalnie noszę). W tym roku mam drugie, to już okulary na plus i o dziwo te zakładam - ostrość się poprawiła i mogę dokończyć koraliki :)



 Druty pod sweter niby mam ale są zblokowane na koronkowym szalu, który przerabiam co jakiś czas po kilka rzędów aż mnie nie znudzi monotonia szybko zapamiętanego wzoru - takie dzierganie na raty często mi się zdarza. Pewnie, że druty można przełożyć ale już od dawna cierpię na chorobę "ćwiartek" przy małych rozmiarach muszę mieć ćwiartki, a że nie mam drutów do skarpet w rozmiarze 2, 75 to zakupiłam.  No i zakupiłam jeszcze te na sweter też 2, 75 do wzorów wrabianych bo po co przekładać :) Tym razem popełniłam odstępstwo, uwielbiam drewniane druty ale kupiłam metalowe ostre Hiya Hiya i zobaczymy - doświadczenia opiszę.

pierwszy plus dla tych drutów nieścieralne oznaczenie grubości

Z racji tego, że same druty pakują w kartonik a listonosz (pani) obraża się jak musi przynieść coś co nie jest listem,  postanowiłam dokupić włóczkę, która może się nada na następny podkoszulek - włóczka w 100 % z bambusa, o bardzo ładnym połysku i niesamowicie miła w dotyku - zobaczymy jaka z tego będzie dzianina. 
Mam ręczniki z włóknem bambusa ale w mieszance z bawełną zobaczymy co wyniknie z samego bambusa. 
Przy takiej ilości to już była paczka pocztowa i przyjechała wozem -  uniknęłam kwaśnej miny dostarczycielki naszej poczty  :)

typowy kolor naturalny bez tej żółci
Niedzielnie, słonecznie  pozdrawiam :)