niedziela, 16 stycznia 2022

Mieszanki, skarpety i inne

Dni mijają a ja z dala od kołowrotka dziczeję, kiedyś nie pomyślałabym by kupić wełnę na sweter tylko bym ją uprzędła a teraz kupuję. No właściwie to kupiłam na dwa swetry, jeden dla mnie i to jest przyzwoity Bfl w bardzo przyzwoitej cenie, bo złożyłam zamówienie uzupełniające do sklepiku i tak przy okazji wpadło coś dla mnie. Na drugi sweter dla PM kupiłam włóczkę Nord  z Dropsa i pomimo, że to PM to sklepowa włóczka przy użytkowaniu  odzieży przez PM będzie o wiele lepsza.  Przede wszystkim będzie szybciej i bez mojej rozpaczy jak PM dziurę w swetrze "wypiłuje". Ale bez tego przędzenia to chodzę tak jakby mi czegoś ujęto i to solidnie ujęto, więc moje postanowienie, że zmienić to należy jak najszybciej jak tylko się da. 



Jeszcze dobrze przed świętami obiecałam jednej z klientek, że namieszam coś podobnego co było w sklepiku ale już nie ma. Jak się domyślacie udało się to dopiero teraz, bo przed świętami nawał pracy, po świętach nawał dalej do tego spis z natury na to wszystko parszywe migreny, które spotęgowała 2 dawka, po świętach 3 dawka pokazała, że umie jeszcze więcej niż poprzedniczka. Teraz jakoś się otrzepałam z nadmiaru atrakcji i udało mi się nareszcie coś namieszać. 


A skoro mieszałam do sklepiku to postanowiłam namieszać też coś dla siebie. Od bardzo dawna miałam 100 g czesanki w składzie merynos, jedwab i len. Te 100 g dalej mam i się mu przyglądam ale tą samą czesankę dostałam ufarbowaną pięknie przez Monikę w indygo, później znajoma Joanna od cudnie barwionych nitek kupiła cały mój zapas sklepikowy tej czesanki i chciała więcej. Ja tylko się temu przyglądałam, bo próba uprzędzenia tego zupełnie mnie nie satysfakcjonowała. 



Zmanierowana jestem i lubię prząść nie dość, że cienko to jeszcze czesanka musi mi sunąć gładko przez palce a tu nijak tą gładkość osiągnąć. Czesanka jest wymieszana pasmowo i tak ją się kupuje ma to swój urok (te 100 g dalej leży ku podziwianiu :) ale co innego podziwiać a co innego uprząść coś sensownego. 

Tak jak piszę mam już swoje maniery i nierówny, grubszy singel, który z tej czesanki potrafi zachwycić jako materiał na chustę lub wstawka na wzór do większego projektu nie jest dla mnie. Ja robię skarpety, włóczka powinna być nade wszystko mocna i równa a reszta jest na dalszym planie.
Z tym, że skład tej mieszanki na skarpety powinien być idealny jak dla mnie to taka luksusowa wersja skarpet z mieszanki wełniano-bawełnianej. Wszystkie części składowe tej mieszanki są moimi ulubionymi więc tylko forma podania do niczego. Przy mieszaniu czesanek do sklepiku wpadłam na pomysł by tą pasmową czesankę wymieszać tak by przestała być tak drastycznie pasmowa. Wygląda po tym czesaniu całkiem dobrze i jak się pewnie domyślacie będę prząść :)  A później zrobię skarpety :D



Jeszcze przed świętami postanowiłam z PM, że czekając na bunt maszyn zakupimy iRobota, z tym że nie koniecznie ma się buntować tylko sprzątać. Prowadząc działalność w wydzielonym pomieszczeniu w miejscu gdzie mieszkamy (w dużej mierze opartą na znakowaniu odzieży) kurzu z tych koszulek i polarów mam tyle, że właściwie dziennie tracę czas na odkurzanie.          



Na parterze gdzie R2D2 (bo tak sobie robota nazwałam) sprząta wszystko, odbywa się  to w miarę bezproblemowo więc postanowiłam, że piętro gdzie są sypialnie też może ogarniać. Jako alergik nie mam dywanów jedyny wyjątek to wełniane flokatti  przy łóżkach, zrobione przeze mnie lata temu no i okazało się, że długi włos robotowi szkodzi. Flokatti jest zrobione na workach jutowych i przez te wszystkie lata prania worki zaczęły się pruć, ja łatałam a one pruły się dalej. 



Z żalem ale bez jakiś tragedii pogodziłam się, że dywaniki trzeba wymienić tylko, że ja nie mam już ani worków jutowych na nowe, ani nie mam czasu prząść takich ilości wełny a zbuntowany odkurzacz nie będzie tam sprzątał bo długi włos mu nie służy. Zakupiłam sobie dwa dywaniki z wełny nowozelandzkiej, oba miały być w ten niby skandynawski wzorek ale okazało się, że jest tylko jeden i trzeba sprowadzać z fabryki. Doszłam do wniosku, że mogą być dwa różne i tak widać tylko jeden na wejściu do sypialni drugi wybrałam z taką przetartą mandalą PM stwierdził, że wygląda jak całun turyński ale robot z nimi nie ma problemu. 


Z przyjemniejszych rzeczy "rękodzielniczych" poskładałam sobie bukiet, od dzieciństwa lubiłam klocki bardziej niż lalki, dzieciństwo moich chłopców było z powodu klocków naszą wspólną radością:) W tej chwili jeden z synów zajmuje się klockami zawodowo więc na  mój prezent urodzinowy synowie wybrali komplet klocków, które do naszych sklepów nie trafiły więc jestem jedną z bardzo nielicznych osób w Polsce, która ma takie kwiatki. 



Powstały następne pary skarpet jedne dla PM, drugie dla mnie robię następne też dla PM a potem może następne z tego co uprzędę. 


Skarpety dla PM Fabel + Flora, moje 1 motek Fabela i jakieś resztki bieli z dodatkiem szarej nitki wzmacniającej na piętę. Z moich skarpet nie została ani drobina resztki i to bardzo mi się spodobało, bo resztki są moim odwiecznym problemem. 

 


Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 2 stycznia 2022

Zazdrość

Przed sobą się nie przyznaję a co dopiero przed innymi, że brzydkie przywary też mnie dopadają i to ostatnio całkiem często. Bo jak inaczej nazwać to kłujące i nie dające spokoju poczucie niespełnienia, niemożności zaspokojenia, niedosytu... a dopadał mnie ostatnimi czasy ten stan dość często. Szczególnie dotkliwie podczas pakowania czesanki w paczki dla prządek, wędrowały w paczki a to Bfl z jedwabiem, Corriedale, South American, jedwabie, alpaka. Przed moimi oczami sunąca przez palce czesanka, ten lekki szum koła i delikatny skręt wymuszający podawanie następnej partii włókna, ta senna mantra dająca ukojenie... i marzenie pryska bo czesanka dla innej szczęściary a ja jak łasuch przez okno wystawowe oglądam "kofekty". O tak zazdrość to przykre uczucie szczególnie gdy zaspokojenie niedostatku na wyciągnięcie ręki tylko nijak to uczynić bo po ogarnięciu rzeczy koniecznych zegar wskazuje kolejny równie intensywny dzień.   



Namiastką tej mojej niemocy kołowrotkowej są druty, pewnie że to nie to samo ale przynajmniej ta drobina mi została. Powstają głównie skarpety ale zdarzyła się też czapka wg wzorów z japońskiej książki. Kolor to jasny brudny róż, połączenie wełny z moherem, pewnie nie ostatnie bo wyjątkowo mi przypadło do gustu, a sweter który mam tak zrobiony jest w tej chwili moim nr 1.





Włóczka to wełna, 100 firmy ISPE i moher by Canard w moim ulubionym połączeniu z jedwabiem, wełnę kupiłam przy okazji zakupu włóczki na skarpety (bardzo stonowanie, beżowe zostały zatwierdzone jako jedyne dopuszczalne przez PM). Czapka okazała się pomimo użycia mniejszych drutów niż zalecane we wzorze dość duża a ilość wełny (100 g ) za mała, brakło na 10 rzędów ale jest w tym trochę mojej winy bo ściągacz czapki we wzorze ma 10 rzędów a ja zrobiłam sobie 14. 



Pierwsza myśl to oczywiście dokupić motek ale okazało się, że już nie ma, z moich pudeł resztek wydłubałam coś prawie w tym samym kolorze i czapkę dokończyłam, właściwie mi to nie przeszkadza ale już podczas dziergania miałam ochotę dodać jej taki biały, futerkowy pompon i jak tylko taki dostanę to pewnie czapka będzie pomponiasta :)



Pierwsze skarpety testowe dla PM okazały się za duże (cały czas robię dla dziecka i mojego ojca ich stopy to 45 a PM ma 43) dziecko dostało te za duże ale ja robię następne i pewnie wszystkie, które zrobię dla PM będą wyglądały dokładnie tak samo jak to co poniżej. Skarpety robione od palców, wierzch stopy w prążki 1 oczko lewe i 3 prawe; stopa gładka, pięta wzmocniona dodatkową nitką, góra skarpet w podobnym odcieniu ale z włóczki Flora  - połączenie z alpaką - na stopie filcuje się wręcz rewelacyjnie więc tylko cholewka, reszta czyli stopa to dowolnie Fabel lub przyjemniejsza w dotyku Jawoll. Mam nadzieję, że oprócz opisywania stanów niepohamowanej zazdrości i bardzo nudnych skarpet będę robić z Nowym Rokiem rzeczy na tyle ciekawe, by były warte opisywania i pokazywania na blogu. 


Nie pamiętam ile razy nasza wspólna znajoma artystka (moja i PM) zapraszała mnie na Nikiszowiec w Katowicach, na jarmark świąteczny. Te jarmarki odbywały się tam cyklicznie co jakiś czas z różnych okazji i dalej się odbywają a ja zawsze sobie obiecuję, że może kiedyś uda mi się tam chociaż na chwilę wpaść, niestety jak na razie pozostaje to w sferze chęci. Piszę o tym bo chociaż nie byłam na jarmarku to mam namiastkę świątecznej atmosfery tego jarmarku, dostałam ozdoby ręcznie robione przez naszą znajomą, które co roku można u niej kupić :)
Pewnie na wiosnę będzie nowy jarmark i kto wie może tym razem mi się uda ... 


Pozdrawiam Was niedzielnie i Nowo Rocznie 

PS. Dziękuję za życzenia świąteczne :)  

niedziela, 5 grudnia 2021

Awaria

Pierwszy śnieg, pierwsze oznaki zimy i pierwsze niemiłe niespodzianki. Bardzo mokry śnieg w zeszłym tygodniu oblepił tak skutecznie moje sosny, że jeden konar nie wytrzymał tego ciężaru i pękł, pech chciał, że przy okazji pozbawił nas światłowodu a tym samym internetu. Takim to sposobem nawet nie zabrałam się za pisanie na blogu, bo pisanie w telefonie (gdzie internet mam) jest ponad moje siły i pewnie większości. 



A od ostatniego wpisu zdarzyło się i dużo, i mało bo nakupiłam włóczek na skarpety, na czapki, przyszła książka i pomalowałam do końca klatkę schodową ale brak internetu też ma swoje dobre strony takie nawet krótkie odcięcie działa jak delikatne zawieszenie pomiędzy tym, że coś trzeba ale się nie da i nic się na to nie poradzi. Do robienia na drutach internet nie jest potrzebny więc przynajmniej coś jednak szło starymi torami. 
Czapkę zrobiłam w ciągu czterech wieczorów w piąty ją wręczyłam żonie kuzyna, na jesieni dostałam od niej piękną kolekcję traw ozdobnych do ogrodu, w dodatku każda wybrana przeze mnie roślina była opatrzona dokładną instrukcją jak "używać" :)


Czapka chyba się spodobała, bo uśmiech na twarzy wywołała mam nadzieję, że nie tylko z powodu ulubionej kolorystki ale również z powodu bardzo wdzięcznego wzoru (Agathis). Do zrobienia czapki użyłam włóczki kupionej bardzo dawno temu, przy okazji mojego domowego, brązowego swetra, który w zeszłym roku skończył w kuble po się zużył. Powodów zakupu czterech motków (200 g) włóczki DK w kolorze żywej czerwieni nie mogę odkryć to tej pory, więc pewnie nie odkryję nigdy :) Do tej czerwieni kupiłam motek Kid Silk'a z Dropsa równie czerwony (oba kolory praktycznie takie same) i zastosowałam to jakże ostatnio popularne połączenie w tej oto dzianinie.



Zdjęcia czapki są przed praniem więc trochę zgrzebne wygląda zwieńczenie ale myślę, że pranie tylko lekko wyrówna oczka a cała reszta pozostanie niezmienna. Wzór w oryginale jest na 132 oczka ja czapkę robiłam na 110 bo na małą głowę. 

Przyszła książka i teraz ta, która przyszła pierwsza nabrała sensu, pierwsza (ta z poprzedniego wpisu) to same wzory za to w tej poniżej prezentowanej jest klucz do tych wzorów. 



Muszę przyznać, że to na prawdę bardzo bogate, opatrzone wiedzą wszechstronną wydanie, jak dogłębna i użyteczna jest ta wiedza nie mogę na razie napisać bo by coś napisać to trzeba się w tą wiedzę zagłębić a mnie starzyło czasu na obejrzenie obrazków.



Po tym co na razie zobaczyłam to jest tutaj wiedzy bardzo dużo, od rzeczy najprostszych po te karkołomne, wszelkie techniki i rodzaje dzianin jakie sobie zamarzymy. Okładka opatrzona jest naklejką informującą o ponad milionie sprzedanych egzemplarzy czyli bez mojego sprawdzania, książka jest warta zakupu.



Mnie cieszy na razie samo posiadanie książki bo wiedzy w niej zawartej na razie nie użyję, przez długi okres czasu będą tylko skarpety nic innego nie będzie się działo, no może moja czapka :)
Skarpety poniżej, te jasne z dość szorstkiej wełny dla mojego ojca a te w ciemnej zieleni dla siostrzeńca, obie pary w okolicach numeru 45 więc jest co dziergać. Mam tych skarpet z roku na rok coraz więcej do robienia i chociaż to naprawdę przyjemne dzierganie to po pewnym czasie jednak nuży. 
W tej chwili moją ulubioną metodą na skarpety jest ta od palców z klinem, po prostu dzierganie na miarę a to najlepsze co może być tylko czemu tak szybko te udziergi oddają "ducha".


Nie wiem czy już kiedyś nie pisałam o tym, że jednym z moich ulubionych zajęć jest malowanie ścian. Tylko jeszcze przędzenie wprowadza mnie w taki stan zen. Po ponad roku od założenia paneli fotowoltaicznych i rozpruciu ścian pod nowe kable udało mi się doprowadzić klatkę schodową do stanu z przed kucia rowków, zostały tylko listwy przypodłogowe do montażu. Namówiłam PM by mi wyciął szablon na przejście pomiędzy kolorami i taki oto motyw cieszy me oczy przy wejściu do jednego z pokoi :) 


 Pomiędzy skarpetami powinnam uszyć jeszcze firany bo leżą od lata ale już chyba braknie czasu w tym roku. Na razie muszę przyznać, że to już druga niedziela Adwentu i nawet nie wiadomo kiedy czas tego roku przemknął pomiędzy skarpetami. 

Pozdrawiam Was niedzielnie :) 

niedziela, 14 listopada 2021

Skarpety

Jedyne co ostatnio mi wychodzi to skarpety, to znaczy zawsze je robiłam ale powstawało jeszcze coś teraz powstają tylko skarpety. Nawet się już nie wysilam na znajdowanie usprawiedliwień zaniechania rzeczy zaczętych, porzucenia niektórych projektów, po prostu stwierdzam, że walka z wewnętrznym chaosem jest zupełnie bezcelowa należy to przetrwać aż nastanie jedna spójna idea łącząca siły, chęci i możliwości w jedno:)


Na razie na kupce zaczętych projektów ja radośnie produkuję skarpety a w słuchawkach Wiedźmin rozstrzyga swe dylematy natury filozoficznej i egzystencjonalnej (w dalszym ciągu mnie zastanawia jak mając tak doskonałą opowieść można z niej nie zrobić dobrego serialu - moje zdanie tyczy się obu prób :(


Skarpety zrobiłam z jednego motka bardzo ciemno brązowej "Arwetty" i resztki Jawoll Magic Degrade, która to została z mojego szalo-kołnierza. 


Cieniowanie się nie zgrało ale mnie to nie przeszkadza, bo już od dawna wiem - długo te skarpety nie pożyją, wprawdzie pieta jest wzmocniona specjalną nitką ku temu. Niestety Jawoll to singiel a to nienajlepszy wybór włóczki na skarpety ale jednak mimo wszystko przyjemnie wyglądają takie cieniowane skarpety. 



Zdjęcia na stopach musiałam zrobić w ogrodzie bo wszędzie ciemno (listopad) a to nie uszło uwadze kota, który ławkę okupuje jako swój punkt obserwacyjny. 


Skończyłam białe z wełny przywiezionej z Krety, miłe po praniu będą do spania. Miałam jeszcze jedną parę, którą teraz skończyłam szybko to skarpety z połączenia runa "Czarna Pantera" oraz jedwabiu sari - trochę zgrzebne i obawiam się, że pomimo uroku jaki dają migotliwe cząstki jedwabnego koloru skarpety będą wyjątkowo słabe (to już czwarta para z takiego połączenia materiałów - dwie już trafiły do śmieci bo dziury robią się same - słabe to łączenie)



Sprzedałam mój stary tablet i to jakoś tak szybko usprawiedliwiło zakup kolejnych książek tym razem dwóch, pierwsza właśnie przyszła. Zaczynam trochę się bać bo im więcej mam książek tym mniej robię na drutach, a jeśli już robię to skarpety a do takich jak robię ostatnio żadna książka nie jest mi potrzebna. 
Ale kto wie może coś się zmieni i jakieś natchnienie mnie dopadnie na formy większe i do tego je skończę a nie porzucę. 



Książka ma to co powinna, czyli schematy co dla mnie jest najważniejszą rzeczą ale porównując z książką o japońskich wzorkach to stawiam na tą japońską - tam autor postarał się o dokładne wytłumaczenie niektórych karkołomnych i nietypowych form dziewiarskich. W tej książce wprawdzie są opisy wszystkich wzorów ale niekiedy opis i diagram to za mało - trzeba zobaczyć jak coś poprzekładać by osiągnąć zamierzony efekt - a tego tu nie ma.



Druga książka, którą kupiłam ale jeszcze na nią czekam, to z tej samej serii ale na temat konstrukcji dzianin mam nadzieję, że tam opisy i schematy będą na tyle wyczerpujące by nawet osoba zaczynająca dopiero swą przygodę z dziewiarstwem mogła bez wątpliwości zdobytą wiedzę wykorzystać. Słowo "ultimate" oprócz znaczenia : ostateczny, końcowy ma również znaczenie podstawowy, więc dla mnie ma być zakresem wiedzy wszelkiej od podstaw do wiedzy "tajemnej" :)


Postanowiłam też trochę namieszać nowych battów bo chłody już nastały i najwyższy czas by zrobić sobie nową czapkę, rękawiczki lub szalik albo nawet sweter z ciekawą wstawką lub wzorem z nietypowej nitki. W skład battów wchodzi różnobarwne runo merynosa 23 mic, wszystkie kolory rozbielone tym samym merynosem w wersji superwash do tego jedwab morwowy, jedwab eri, wiskoza perłowa, angelina, nylon, len. Skład jest dość losowy ale baza to merynos z jedwabiem :) 









Tym razem barwy pastelowe, oszronione, mgliste ale po uprzędzeniu intensywność kolorów się spotęguje tylko ta biel o nazwie "Płatek śniegu" bielą pozostanie :) 
Wszystkie te mieszanki trafią do sklepiku a ja mam zamiar jeszcze coś namieszać bo jeszcze się nie namieszałam :)


Pierwsze przymrozki spowodowały, że moje ogrodowe jarzyny a szczególnie seler musiały trafić do domu, zrobiłam z nich porcje do rosołu lub innej zupy i pomroziłam - zimą będę miała jarzyny z własnego ogrodu. 



 Po intensywnym odpoczynku na wakacjach zmagałam się z parszywą rwą kulszową. Przez ostatnie dwa tygodnie zastanawiałam się  - może ja nie nadaję się do odpoczywania gdziekolwiek.


Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 24 października 2021

Wakacje


Problemy z kręgosłupem dość skutecznie uniemożliwiają mi poruszanie się na dłuższe dystanse samochodem, więc raczej nie podróżuję. Przez dłuższy czas nawet podróż do Warszawy na Rema Days była poza moim zasięgiem a co dopiero jakaś podróż na przykład nad morze. Ale już w zeszłym roku wpadłam na pomysł, że podróż samolotem nie trwa tak długo i nie powinna być aż tak uciążliwa, niestety plany pokrzyżowała mi wszystkim znana zaraza. Za to w tym roku z nastawieniem na okres naszej późnej jesieni postanowiliśmy się udać na urlop, udało się tak skutecznie, że po intensywnym tygodniu wypoczywania na Krecie potrzebowałam 6 dni odpoczynku po urlopie :)


 Na wyspie zrobiliśmy prawie 700 km samochodem na dość krótkich odcinakach z miasta do miasta, bo to jedyny rozsądny sposób na poruszanie się po wyspie ale pieszo prawie po 10 km dziennie. 
Kultura antyczna zawsze mnie fascynowała i jeszcze w czasach szkoły podstawowej i średniej przeczytałam wszystko co wpadło mi w ręce a nosiło znamię mitologii i opracowań z tego okresu. Teraz słuchając audiobooków by wczuć się w nastrój antyku słucham beletrystki pod tytułem "Ja, Klaudiusz". Tym razem moją uwagę w książce nie przykuwają  jak kiedyś spiski i knowania a opisy czesania wełny, przędzenia i tkania, wprawdzie jest tego jak na lekarstwo ale motyw się powtarza. Każda kobieta nawet te z wysokich rodów, dziewczynki i staruszki wszystkie miały porcję wełny do uczesania i  uprzędzenia każdego dnia, z czego musiały się skrupulatnie wywiązać i efekty zaprezentować najczęściej przed antenatką. 


Na Krecie owce są, nawet bardzo wiele, z opracowań znacznie starszych wiadomo, że to runo również Grecy przetwarzali, przerabiali i używali z powodzeniem. Moja chęć rozmowy z pasterzami owiec lub kóz wypasających się w gajach oliwnych gdzie mieszkaliśmy niestety się nie powiodła bo te stadka chodziły samopas, nikt ich nie pilnował, nie zaganiał, same sobie spacerowały dzwoniąc dzwonkami.


Pasmanterii znalazłam kilka ale pytania o wełnę z owiec chodzących po okolicy kwitowano uśmiechem godnym politowania dla pytającego. Zdjęć z wnętrza nie mam bo raczej mało wełniane to wnętrze a przewaga bawełny, wiskozy i wszelakiej sztuczności jakoś nie zachęcała do prezentacji. 



Jedyne co ma znamię produktu miejscowego to włóczka "Crocus" 100 % wełna w wydaniu 8-nitkowym, lekko szorstka tak między Shetlandem a Kentem. Powiedziałam Pani sprzedawczyni, że mam zamiar zrobić sobie skarpety a ona na to, że ma rewelacyjną włóczkę do tego celu hiszpańską :) 
Byłam w trzech pasmanteriach, wszystkie miały podobny asortyment, próby zakupienia włóczki typowo lokalnej spełzły na niczym, nie mówiąc już o totalnym szoku wywołanym opowieściami o tym, że ludzie jeszcze przędą - to była dla miejscowych mitologia :)


Z włóczki przywiezionej robię skarpety do spania, bo pewnie ta biel tylko do tego się nadaje, następna rzecz, o którą pytałam w pasmanteriach to o druty z drewna oliwnego, mam takie z Addi i są to druty lepsze niż bambus, który bardzo lubię. Wybór drutów był szczątkowy jakieś takie a'la teflony z Aldi lub zestawy z wyższej półki firmy Prym nic więcej, w jednej zamkniętej pasmanterii widziałam metalowe Addi'ki i tyle.


Podczas spacerów po miejskich starówkach natrafiłam na dwa sklepy jeden miał na szyldzie napis "Silk" i wzdłuż drzwi wejściowych dugi opis opatrzony historią obrazkową jak powstaje jedwab, w środku ubrania butikowe z jedwabiem nie mające wiele wspólnego. Drugi sklep miał przed oknem wystawowym kosz kokonów jedwabnika w środku jakieś rękodzieło, haftowane obrusy na płótnie z koronką szydełkową, pełno tkanych poduszek i dywaników z motywem wszędobylskich kotów ale jak usłyszałam, że to ręczna robota za 15 euro to jakoś moje myśli poszybowały w okolice Bangladeszu i Chin. 



Jedyne co na Krecie jest w obfitości to oliwki i oliwa, i to spełniło moje oczekiwania,  tak jak feta, chałwa, baklawa, owoce i morze do pływania bo woda ciepła. 



Myślałam, że przywiozę jakąś niszową włóczkę odpowiednią dla regionu i godny pozazdroszczenia zestaw drutów z drewna oliwnego a tak mam zestaw oliwy, octu, oliwek, miodu, chałwy i ziół.


Gojnik to zioło, które wszyscy na Krecie zachwalają jako czyniące cuda więc też zakupiłam a że lubię smak ziół wszelakich to piję. Mnie smakuje PM odmówił kategorycznie uczestnictwa w degustacji :)


Ostatnia rzecz, o której chcę napisać to gelato, w wyjątkowy sposób się przyjęły i sprzedawane na równi z greckim mrożonym jogurtem były mi rozkosznym utrapieniem :) Tyle jadał PM ja swoich porcji nie pokażę bo aż strach się bać :D 



Pozdrawiam Was niedzielnie.

PS. W jednym ze sklepów oferujących praktycznie wszystko z drewna oliwnego obiecano mi, że jak wrócę za rok to będą szpatułki kuchenne dla leworęcznych i druty :)

niedziela, 26 września 2021

Torba

Ostatni weekend przeznaczyłam na pierwsze jesienne przeziębienie, nie tylko mnie dopadło lecz było udziałem wszystkich domowników, z czego ja jak zwykle chorowałam najdłużej - choć był to tylko uciążliwy katar i ból głowy. Nic nie pisałam bo też nie było o czym a z tym bólem głowy i cieknącym nosem to i tak nie dałabym rady. 


Za to ostatni  tydzień obfitował w kilka całkiem udanych przedsięwzięć, do jednych z nich należało uszycie torby. Za wzór posłużył mi pierwowzór z tego blaga, jest to torba plażowa. Pora dość późna na takie ekstrawagancje ale torba jest mi potrzebna bo udaję się na krótkie wakacje.


                                                                                                                                                                                                                                      
Torba jest z bawełnianej surówki, która mi została z szycia innych toreb, do tego kawałek czarnego materiału podobnego fakturowo. Moją torbę różni od pierwowzoru poszewka we wnętrzu (lubię tak wykończone rzeczy) oraz haft na zewnętrznej kieszeni.



Haft przedstawia różę wiatrów, narysowałam go sama, maszyna hafciarska dokonała reszty. Torba wakacyjna kojarzy się z podróżami a haft nie pozostawia wątpliwości, całość zamykana na zamek - czerwony jak jedyny zaznaczony kierunek  świata w hafcie - chociaż ja udaję się w kierunku przeciwnym:)

W dalszym ciągu jak mam czas to walczę z wielkim haftem krzyżykowym i dłubię drobne oczka w rękawiczce. 


Dostałam również coś pięknego od dziewczyny, którą świat prządek i dziewiarek zna jako wielce kreatywną farbiarkę. Jesień nadeszła w tym roku tak szybko, że pewnie niejedna z nas zastanawia się nadal nad zakupem jakiejś włóczki na nową czapkę, szalik lub sweter a jeśli chcecie coś niepowtarzalnego do zajrzyjcie do Zapachu Trzcin   kto wie jak wiele inspiracji tam znajdziecie a może zachwyt nad motkami lub czesanką natchnie Was do stworzenia czegoś pięknego.


Ja stałam się posiadaczką dwóch motków merynosa z kaszmirem w pięknym jesiennym wybarwieniu z nutą moich ulubionych petroli. Na razie motki jak to bywa w przypadku tych pięknie barwionych cieszą me oko kolorystyką - czy znajdą zastosowanie praktyczne - nie wiem, na razie głaszczę jak kota i napawam oczy :) 




 Tak jak wcześniej wspomniałam wyjeżdżam na kilka dni, a dokładnie między 3 a 10 października, więc zamówienia złożone w tym czasie w sklepiku zrealizuję dopiero po powrocie.


Pozdrawiam Was niedzielnie.