niedziela, 12 lipca 2020

Idzie Nowe

Pod tym tytułem poszły w świat maile na wszystkie adresy klientów ze sklepiku, część wysłałam ręcznie z poczty w komputerze, bo mailing w starym sklepie nie dostarczył. 
Nie lubię zmian, jak coś dobrze działa to nie ma sensu tego ruszać, dotyczy to wielu rzeczy które posiadam, nie gonię na siłę za nowościami ale niekiedy zmiany są konieczne. Nawet nie wyobrażacie sobie jak trudno mi było podjąć tę decyzję ale ta zmiana prędzej czy później musiała nastąpić. 



Sklepik potrzebował nowej odsłony, stary niby działał ale w dzisiejszych czasach wymaga się od takiego sklepu więcej. Przede wszystkim jak kupujemy w internecie to chcemy jak najdokładniej widzieć na monitorze to co kupujemy, w starym sklepie mogłam umieszczać zdjęcia mniejsze niż 400 K, teraz zdjęcia są trzy razy większe o większej rozdzielczości i to już jest wystarczający powód by zmienić platformę. 


Poza jakością zdjęć, uważam  nawigację w nowym sklepie za bardziej intuicyjną, bardziej czytelne komunikaty, no po prostu powinno być łatwiej. Tego czego sama nie lubię to rejestracja w nowym sklepie, niestety w żaden sposób nie dało się przenieść bazy adresowej i raczej tego nie powinno się robić więc przykro mi ale trzeba się będzie na nowo zarejestrować.  Tak jak pisałam w mailu osoby, które mają u mnie stały rabat proszę o kontakt po założeniu konta w nowym sklepie ale przed zrobieniem pierwszego zamówienia bym mogła ten rabat im znów przypisać. 



Lato to raczej czas kiedy ostatnią myślą jest czesanka wełniana ale tegoroczne lato  jest bardzo kapryśne - od afrykańskich upałów po angielskie chłodne mżawki,  mój czas wolny przez pandemię się wydłużył więc mogłam się poświęcić w 100 % przeprowadzce, takim to sposobem przeprowadzka stała się faktem.  Są jeszcze takie osoby, które dziergają i przędą jak to się kiedyś robiło - latem odzież na zimę a zimą coś na lato więc może dla nich letnie promocje w wełnianym sklepie będą miały sens. 
Postanowiłam, że przez najbliższe dwa tygodnie w ramach promocji na nowe otwarcie będzie darmowa wysyłka przy zamówieniach powyżej 50 zł - prawie jak taki "smart" z allegro - zapraszam :)


Zdjęcia w dzisiejszym wpisie to nowe batty, które są dostępne w sklepiku a z racji pięknych i wyjątkowo intensywnych kolorów wstawiłam je jako ozdobę tej komercyjnej informacji. 


Pozdrawiam Was niedzielnie. 


sobota, 4 lipca 2020

Mandala

Potrzebowałam wałka do jogi, ze względu na parszywy ból związany z zaawansowaną dyskopatią i obrzękiem szpiku kostnego w lędźwiowym odcinku kręgosłupa muszę ćwiczyć ale tak by nie pogorszyć sprawy a do tego potrzebny wałek.  W dzisiejszych czasach kupić można wszystko we wszystkich kolorach, rozmiarach i co tam sobie wymyślimy. Doszłam jednak do wniosku, że wałek zrobię sobie sama.  Po pierwsze koszt wałka z wypełnieniem z łuski gryczanej zaczynał się od 70 zł, po drugie kusiła mnie próba uszycia samemu, a po trzecie nie ma szans by znaleźć wałek z takim haftem :)




Od razu wiedziałam, że jak ozdobię wałek to będzie to coś stonowanego i eleganckiego bo skoro takie super zdrowe wypełnienie to poszewka też z naturalnego lnu, a do lnu w naturalnym kolorze pasują moje ulubione kolory piasku, kamieni i błota. 
Mandala zajęła mi ponad 4 godziny przy programie hafciarskim, pomimo powtórzeń elementów samo rysowanie było dość kłopotliwe, wiele drobiazgów i konieczność zachowania kolejności haftu poszczególnych elementów narzucały wolne tempo pracy. Sam haft zajął hafciarce 88 minut, a że jest z dwóch stron to mamy prawie trzy godziny pracy - za to efekt bardzo mi się podoba :)





Łuskę gryczaną zakupiłam na allegro w cenie 4,50 zł za 1 kg, kupiłam 9 kg, do wałka zużyłam jakieś 5 kg resztę mam zamiar wykorzystać w poduszce pod głowę ale to już inna opowieść.  By wałek powstał najpierw musiałam uszyć wsyp aby w nim umieścić łuskę, wsyp jest z płótna z dodatkiem czegoś sztucznego (stare zapasy mamy). Wsyp jest podwójny bo to jednak prawie 5 kg a zdjęcie pod spodem obrazuje jak ładnie łuska się sypie po okolicy przy wypełnianiu wałka. Wałek będzie używany dość solidnie więc lepiej by nie pękł. 





Średnica to ok 20 cm a długość 70 cm, jest to dość sporych rozmiarów wałek ale takich się używa do ćwiczeń by odciążyć kręgosłup lędźwiowy. Kupię jeszcze lnu na drugą poszewkę ale ją zrobię bardziej tradycyjnie, czyli coś na kształt worka marynarskiego bo tą ubiera się kłopotliwie pomimo 55 cm zamka, w dodatku muszę doszyć jakiś uchwyt bo źle się wałek przenosi. 



Z krytych zamków mam w domu czerwone, groszkowo-zielone i żółty - stanęło na żółtym bo po "pasowny" w kolorze musiałabym się wybrać na miasto a powierzenie PM zakup zamka w kolorze naturalnego lnu skończyłoby się podobnie jak z tym żółtym :)
Po tym szyciu doszłam do wniosku, że może już jestem gotowa by zabrać się za uszycie lnianych spodni. 


Skończyłam najbardziej pracochłonną część przenosin sklepiku, wszystkie czesanki, przędze i batty są już w nowym miejscu, teraz muszę skonfigurować płatności, przesyłki, maile, uzupełnić stany magazynowe tak by wszystko było gotowe na nowe otwarcie. 



Do sklepiku trafią nowe mieszanki, które powoli powstają bo niby wiem co chcę namieszać ale jak porozkładam wszystkie kolory to trudno zdecydować co z czym wymieszać. Jeszcze chwila i zobaczymy czy nowe niesie ze sobą to czego się po nim spodziewam - bezproblemowe  i intuicyjne działanie. 


Swetra w celtyckie wzory przybywa wolno ale do zimy powinnam zdążyć, miałam w planach zrobić latem jeszcze jeden sweter dla PM ale w tym roku nie było promocji w Drops'ie więc dziergam bez wyrzutów sumienia wolno własny sweter. Muszę bardzo uważać bo ostatnio coraz częściej przyłapuję się na tym, że popełniam błędy i to takie załamujące,więc dziergam w pełnym skupieniu. 



Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 28 czerwca 2020

Przeprowadzka


Jak nie piszę to robię coś o czym trudno pisać by nie zanudzać ale wygląda na to. że przez jakiś czas nic nie będzie skończone ze świata robótek by się chwalić. Ponieważ jeszcze przez dłuższy czas będę się zajmować tym czym się zajmuję więc czas na kończenie rzeczy blogowych zostanie zaanektowany. Postanowiłam zrobić wielką przeprowadzkę :)
Już od dłuższego czasu myślałam o zmianie sklepiku, nawet nie to, że się opatrzył, wielkiego wyboru "skórek" nie ma za mały comiesięczny abonament ale działa ze zgrzytami. Maile o nowych zamówieniach nie przychodzą, płatności nie zawsze działają i pomimo interwencji ponoć wszystko jest w porządku. 




Stara wersja nawet po liftingu nie do końca mi się podobała, dużo w tym mojej winy, opisy w różnych formach z różnymi krojami pisma, zdjęcia produktów w zależności od nastroju a to na stoliku lub stole, a to taka serwetka lub inna, część w namiocie bezcieniowym czyli sieczka. Sam sklepik oferował mało możliwości jeśli chodzi o personalizację. Tak może ze dwa lata chodziłam i marudziłam, że ten sklepik widziałabym inaczej. Dziecko znalazło mi platformę z ofertą sklepiku, w dodatku  bez miesięcznej opłaty :) tzn. są różne wersje ale po co od razu płacić jak można przetestować i zobaczyć czy to spełni moje i klientów oczekiwania, a jak będzie wszystko dobrze do można pomyśleć o abonamencie. 

nowa wersja ale na razie w fazie testów 


Tak to przez prawie dwa tygodnie robię zdjęcia wszystkich czesanek w namiocie bezcieniowym, przy ostatnich deszczowych i pochmurnych dniach było trochę kłopotu z dobrym światłem ale zdjęcia pokazują bardziej realne kolory. Później cały zastaw zdjęć obrobiłam w Photoshop'ie by wszystkie miały ten sam format. Do tego prawie 4 dni wprowadzania produktów do nowego sklepiku, niektóre opisy też były do poprawy. Jeszcze nie wszystko gotowe ale jak będzie pewnie się dowiecie bo na nowe otwarcie starego sklepu trzeba będzie przygotować jakieś słodycze :)
Mam pełno wątpliwości ale  nowa forma graficzna już mi się podoba a nawigacja w sklepiku też mi się wydaje wygodniejsza i bardziej intuicyjna, oby tylko klientki podzielały moje zdanie. 

Z rzeczy innych to :

Zrobiłam zamówienie na wełnę w Niemczech tak wiec w sklepiku znowu jest "Lis Polarny", Wensleydale 31 mic, Chubut i to czego jeszcze brakowało. Zakupiłam również jedwab morwowy w wersji "brąz". 


Będzie to pozycja tylko w nowym sklepiku ale polecam go Waszej uwadze jak sklepik uruchomię,  bo kolorem przypomina bardzo drogi jedwab Muga a fakturą jedwab Puduncle ( oczywiście w Niemieckim sklepie informacje więcej niż skąpe skąd takie włókno) 




Kupiłam też ponad kilogram różnokolorowych czesanek bo mam zamiar zrobić kilka battów jako osobną kategorię w nowym sklepiku.  Tą przyjemność zostawiam sobie na koniec bo jak teraz zacznę się bawić w mieszanie to sklepiku nigdy nie przeniosę. 



Pomiędzy burzą, ulewą a mżawką zebrałam pierwszy bukiecik lawendy, o dziwo w tym roku nie zauważyłam ani jednego mola ale ilości lawendowych "okładów" dla wełnianych zapasów mam imponujące w dodatku wspomagam się tym co oferuje drogeria.



Wspominany ostatnio materiał na sukienkę leży nienaruszony, za to ja po wyprawie do miasta po firanę by uszyć siatkę na owady do drzwi balkonowych wróciłam z kawałkiem lnu na spodnie, nawet nici, zamek i wykrój  już mam nic tylko szyć :) Na razie udało mi się uszyć tylko siatkę na owady, te ze sklepu są za krótkie do moich drzwi więc muszę szyć sama. 




Będzie jeszcze inne szycie ale muszę kupić łuskę gryczaną na wałek do jogi. Po wielu latach rozstałam się ze starą matą za 30 zł, służyła dobrze ale już nie dało się jej doczyścić i zaczęła się strzępić pod dłońmi. Tym razem mata (Manduka) kosztowała ponad 10 razy więcej ale ponoć to mata z dożywotnią gwarancją, przy moim zdewastowanym kręgosłupie nie mam wyboru muszę ćwiczyć. Matę wstawiam tutaj bo zauważyłam, że blog jest bardzo dobrym notatnikiem co i kiedy się wydarzyło :) 




Pozdrawiam Was niedzielnie i obiecuję, że następny wpis nie będzie taki o niczym :)


niedziela, 14 czerwca 2020

"Krowa z Marsa"

Bywa tak, że projekt jest przyjemny ale niepowalający, za to w połączeniu z tytułem i nazwą autora robi się atrakcyjny :) Tak było z skarpetami, których wzór (darmowy) znalazła Beata i udostępniła na FB.
Sama nazwa wzoru już mi się spodobała ale skoro zaprojektowała to "Krowa z Masa" to po prostu musiałam mieć takie skarpety. Bardzo lubię ludzi, którzy traktują z humorem  siebie i to co robią.


Skarpety są rozpisane na rozmiary bardzo dokładnie,  ale ze schematów bez czytania opisu też się da zrobić, wiec język nie jest tu przeszkodą bo wzór po angielsku. 


Włóczka, której użyłam to włóczka na skarpety z Aldi i mam nadzieję, że na następny raz przejdę obojętnie przy promocjach tego typu. Nie żeby była jakiejś podłej jakości po prostu jak się kupuje 50 g włóczki na skarpety za cenę 200 g w przypadku tej z Aldi (jeszcze druty dołożyli) to się czuje tę różnicę podczas dziergania. 


Gdyby nie kolor ni to szary ni beżowy, który mi wybitnie pasuje do nazwy tego wzoru to bym zrezygnowała z dziergania. Bardzo się namęczyłam by dokładnie nabierać oczka, ta włóczka ma wyjątkowy talent do nadziewania się pomiędzy nitki. Wiele oczek tak nabranych musiałam poprawiać, a niektóre zauważyłam dopiero w 2 lub 3 rzędzie niżej. Same skarpety po praniu zrobiły się mechate co trochę maskuje listwy boczne wzoru idącego do pięty 


Zdjęcia robił PM jak zwykle w biegu z minimalnym zainteresowaniem tematem, wiec praktycznie wszystkie tak samo wyglądające. Sam wzór polecam jako łatwy i przyjemny nie ma wzmacnianej pięty więc skarpety powinny do butów się mieścić. Po dwóch dniach cieplnej euforii pogoda wróciła do stanu pozwalającego przynajmniej mnie cieszyć się wełnianymi skarpetami na nogach. 



W dalszym ciągu szyję może nie tak intensywnie jak ostatnio ale miałam kilka naszywek do  przyszycia dla klientów więc maszyna stoi cały czas w pogotowiu.
Wspominałam ostatnio,  że muszę sobie uszyć fartuch kuchenny i może dalej bym o tym tylko myślała gdyby nie klient, który przyniósł do oznakowania fartuchy ze swojej restauracji miałam gotowy wzór. 
Przymierzyłam jeden z jego fartuchów okazało się, że jest całkiem dobry więc zrobiłam sobie wykrój wg tego fartucha i uszyłam własny. 





Materiał to zwykła surówka bawełniana, z której szyłam maski i nic mi nie przeszkadzał taki jednolity kolor ecru do momentu aż nie pomyślałam, że mogę zrobić sobie też jakiś napis :) Wszystkie napisy w stylu najlepszy kucharz- ...arka) wydały mi się nudne ale jak zobaczyłam to, to musiałam mieć :))





Nie wiem czy ktoś to skojarzy ale bardzo jestem ciekawa :D *


Moja PT również przędzie i jak widać całkiem sporo, wprawdzie to tylko same single bo nie mogę jej przekonać o wyższości wieloskrętu nad singlem ale wpadła na pomysł, bym jej ufarbowała te kilka motków i posłała mi tę kulkę na wzór !!!
Broniłam się przed tym farbowaniem bo wiem, że nie ma szans na ufarbowanie na ten sam kolor. W dodatku tę kulkę co mi posłała to runo jakiejś owcy świniarki lub w najlepszym razie olkuskiej a motki to Kent i South Amerikan więc nie ma szans na takie samo przyjmowanie barwnika. Ma w tym samym kolorze ale o 3 tony ciemniejsze ciekawe co z tego wyniknie, pewnie będę farbowała ponownie. Przy tym farbowaniu doszłam do wniosku, że nie pamiętam kiedy ostatnio ufarbowałam coś dla siebie i może czas na jakieś drobne szaleństwo. 




Pozdrawiam Was niedzielnie 


* Jeśli się okaże, że nikt tego nie kojarzy to wyjaśnię w następnym poście. 


niedziela, 7 czerwca 2020

Szyje się



Przez te maseczki maszyna do szycia znalazła się w centrum uwagi i nagle okazuje się, że mam do reperacji stos rzeczy.  Zaowocowało  to bardzo intensywnym  prawie dwu tygodniowym szyciem a raczej reperacją wszelkich uszczerbków na naszych ubiorach i nie tylko. Właściwie to wszyscy piszą  o szyciu i szyją :)



W tym ferworze szycia udało mi się uszyć komplet "osłonek" na krzesła kuchenne. Mam kilka okazyjnie kupionych materiałów w SH. Jak mam okazję i widzę sklep z używaną odzieżą to wchodzę by właśnie popatrzeć czy mają w ofercie jakieś tkaniny, są to najczęściej jakieś kotary, tym razem zdobyłam taką w kolorze lnu ale tylko kolorze, bo to bawełna z poliestrem,  z motywem abstrakcyjnej róży.




Materiału starczyło na cztery poduchy na krzesła oraz na dwie długie - na narożną ławkę kuchenną nie starczyło już na górę krzeseł ale w swoich zapasach znalazłam prawdziwy len z brakiem przeznaczenia, mogłam dopełnić ubranka i nowe doły mają też nowe ubranka na oparcia. Len był gładki,  by pasował nie tylko kolorem ale też wzorem to wzór mu dorobiłam. 




Zrobiłam zdjęcie wzoru, w programie hafciarskim narysowałam jedną abstrakcyjną różę, później tylko haft,  proste szycie i ubranka są.  Osłonki na siedziska mają podszewkę ale konstrukcja jest tak pomyślana by umieścić tam płaską poduszkę.


Tym razem poduszki mocuję na krzesłach za pomocą guzików a nie sznurków, wydawało mi się to praktyczniejszym rozwiązaniem niż wiązanie sznurków do czasu jak nie musiałam przyszyć 24 guziki. 


Kuchnia zyskała trzeci komplet ubranek a ja mam mniej jeden kawałek "leżakującego" materiału. 
Z resztek lnu po szyciu pościeli uszyłam brakującą poszewkę na moją poduszkę "do czytania"  w łóżku (45 x 45 cm) teraz mam cały komplet pościeli jednolity.  



Jeszcze zdjęcie wspomnianych maseczek z początków maratonu szycia - nie wiem czy będą  jeszcze potrzebne  ale te rozdaliśmy,  bo lepiej mieć i nie musieć nosić niż być zmuszonym do chodzenia i nie mieć. 


Wspomniany materiał na letnią sukienkę prezentuje się tak i jak widać mam nawet wykrój. Nie jest to dokładnie ten, o który mi chodziło ale bardzo podobny. Różni się od poprzedniego brakiem kieszeni ale może jak się dobrze skupię to wpuszczę jakieś w boczne szwy. Ten wykrój, którego nie ma jest z Burdy i to mi bardziej odpowiada bo nawet jeśli jest po niemiecku to ten język jest mi bliższy "szyciowo" niż angielski, w którym jest prezentowany wykrój. Mam nadzieję, że nie popełnię wielu błędów, chociaż  pogoda za oknami pokazuje, że okazji do chodzenia w tej sukience na razie nie będzie.  
Przed rzucaniem się na wielkie szycie sukienki muszę uszyć jeszcze fartuch kuchenny mam dwa ale tylko jeden w całości, drugi to taka zapaska a ja chyba jestem coraz mniej uważna bo przy gotowaniu zbieram "odłamkami" :)



Z powodu zimna celtyckiego swetra przybywa dość szybko obym się nie znudziła za szybko, strach pomyśleć o chowaniu tych wszystkich nitek. Dylemat kroju rękawów pozostaje nadal otwarty skłaniam się ku raglanowi ale te dopasowywanie w zbieraniu oczek na razie mnie pokonuje.


Bardzo potrzebowałam żyłki o długości 93 cm i jak to zwykle bywa samej żyłki przecież nie kupię pewnie będę musiała narysować jakiś wzór na nowe skarpety :)


Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 24 maja 2020

Zaćmienie ale nie ciał niebieskich


Musiałam zacząć robić skarpety bo ambitne plany kończenia rzeczy napoczętych stały się przyczyną zwątpienia we własne umiejętności. Skarpety pokażę jak będą gotowe ale muszę się przyznać, że pierwszy raz zdradziłam 5 drutów na rzecz jednych z żyłką, trójpodział okazał się wygodniejszy.


Ale dzisiaj nie będzie o skarpetach, a o mojej pierwszej fascynacji wzorami A. Starmore i długiej drodze do realizacji fascynacji nr 1. Pierwsza książka, którą kupiłam na Amazonie to właśnie celtyckie wzory. Plan był ambitny, uprząść własną przędzę, zafarbować i zrobić sweter. Sprawdziłam, książkę mam od 9 lat, jakieś 3 lata temu miałam uprzędzioną wełnę ale nie mogłam się zdecydować jaki to ma być sweter. 


Robiąc rachunek sumienia przy przeglądaniu moich swetrów doszłam do wniosku, że do końca życia nie obnoszę tych wszystkich eleganckich dzianin. Jedyne co zużywam i wydzieram to swetry domowe, i tu nastąpiło olśnienie po co je robić ze sklepowej włóczki skoro mogę mieć domowy-idealny sweter, w dodatku z własnej przędzy :) 
A idealny domowy sweter wiem jak wygląda i co musi mieć, już nie było wątpliwości, tylko narysowany lat temu kilka wzór w komputerze umieścić zgodnie z próbką na wykroju i zacząć robić.



Pierwsza przeszkoda nastąpiła gdy wyciągnęłam wszystkie motki i nagle okazuje się, nie ma wszystkich kolorów. Brakowało jasnego brązu, musiałam do czegoś zużyć, nawet nie pamiętam do czego ale nic nie pozostało innego tylko doprząść. Jak już miałam wszystko to dopadło mnie jakieś zaćmienie i nie mogłam zdecydować jaki ma być brzeg, trzy razy zaczynałam.  W końcu stanęło na tym co znam i się sprawdziło w swetrach PM, solidny podwójny brzeg w domowym swetrze do zadań specjalnych, powinien zdać egzamin przetrwania warunków ekstremalnego używania. 




W trakcie dziergania doszłam do wniosku, że kolorystyka nie do końca mi się podoba (pewnie upodobania się zmieniły:) więc było farbowanie jednych motków i "brudzenie" zbyt nachalnych kolorów - dołu pewnie nie zmienię ale reszta będzie mniej krzykliwa. 
Jest jeszcze jeden dylemat ale tym się będę poważnie martwić jak dojdę do pach - nie wiem jak rozwiązać ramiona. Tak jak są w oryginale mi się nie podoba, wolałabym rękawy z główką ale to w tego typu dzianinie kłopotliwe i nie wygląda perfekcyjnie jest jeszcze raglan ale tu trzeba tak dopasować wzór by zbierane oczka jakoś sensownie wyglądały.  Na razie postaram się bez większych wpadek dojść do wysokości kieszeni bo idealny-domowy ma kieszenie :)



 Ostatnie zdjęcie obrazuje moje zaćmienie wtórne, miałam skończyć sweter (ten co to mi się podoba i nie podoba) ale nijak nie mogłam nabrać rękawów od góry by je zrobić rzędami skróconymi. Wszelkie próby zrobienia tych rękawów kończyły się niepowodzeniem, nic innego nie pozostało tylko zrobić rękaw od dołu, nigdy nie robię tak rękawów bo są zawsze za krótkie. Tym razem uzbrojona w miarkę i dokładny opis robiłam rękaw zgodnie z wytycznymi. Gotowy rękaw nieprzyszyty był dokładnie na wymiar, po przyszyciu  jest za długi o ściągacz !!!! A po praniu pewnie jeszcze będzie dłuższy - nie mogę wypruć samego ściągacza i zrobić wyżej bo wzór nie będzie się zgadzał. Muszę wypruć górę i skrócić, tak mnie to zezłościło, że sweter pewnie do jesieni będzie leżakował w szafie - drugi rękaw jest zrobiony do wysokości łokcia, przynajmniej taka pociecha :)


Dostałam bardzo ładny kawałek żorżety bawełnianej, granatowa w białe kwiatki w sam raz na letnią sukienkę - wykrój, który mi się spodobał nie jest dostępny i nie wiadomo kiedy będzie.  Może to i dobrze bo jak robię takie cuda przy dzianinie to co bym zrobiła próbując szyć :D

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów mam we właściwym czasie ogarnięty ogród, pierwsze rzodkiewki już zjedzone, posiałam jeszcze trochę na drugą partię, następne dopiero na jesieni. Od dawna sadzę pomidory typu Cherry ale tym razem mam własną rozsadę, z zakupionych nasion miałam ponad 100 sadzonek w 11 odmianach (obdzieliłam część rodziny) bardzo jestem ciekawa
jakości tych pomidorów. Oprócz pomidorów mam jeszcze seler i porę posadzoną z rozsady a wysianą pietruszkę, buraki i fasolkę szparagową no i na życzenie PM posadziłam ogórki. Taka to nowa rzeczywistość nastała zamiast pracy ogród, oby nie zostało tak na stałe bo z ogrodu nie wyżyjemy.

Pozdrawiam Was niedzielnie

niedziela, 10 maja 2020

Moherek

Na początek odpowiem zbiorczo na temat dżemu (marmolady) z pomarańczy, o którym pisałam ostatnio. Moim marzeniem jest zrobienie takiej marmolady jak robi Paul West z River Cottage Australia , z pomarańczy prosto z drzewa, bez oprysku z dodatkiem jedynie cukru dla smaku bo sposób obróbki pozwala na uzyskanie pektyny z owoców. Niestety nie mam szans na pomarańcze prosto z drzewa w naszej szerokości geograficznej więc muszę się wspomagać pektyną ze sklepu, bo któż pragnie przetworów ze wszystkimi opryskami :(




Jest to rodzaj marmolady z konkretnym przeznaczeniem czyli do mazurka z migdałami, białą czekoladą, suszonymi morelami i na spodzie z kruchego ciasta. Same pomarańcze nie są wystarczająco kwaskowate by przełamać słodycz pozostałych składników więc postanowiłam jakoś wyostrzyć smak, nawet gdzieś przeczytałam o podobnym dżemie tylko bez limonki ale mnie ona tu bardzo pasuje nawet lepiej niż cytryna. Przepis jest prosty jedną pomarańczę, cytrynę i limonkę szoruję i parzę im skórkę, którą ocieram drobną tarką, ilość na oko ale nieprzesadnie by olejki eteryczne nie zdominowały całego przetworu a jedynie podkreśliły cytrusowy charakter. Później obieram pomarańcze ze skóry, białych błonek oraz te trzy otarte owoce, wszystko łączę z pektyną (żelfix też ją zawiera), następnie dodaję  cukier  (ilość cukru zależy od upodobań) i robię dość gęsty dżem a właściwie coś o konsystencji marmolady bo dżem jest za rzadki do mazurka i wszystko by spływało.
Gorącym przetworem napełniam wyparzone słoiki i wekuję do góry nogami. 
I oto cała filozofia - niestety nie za bardzo nadaje się ta marmolada do jedzenia z chlebem czy bułkami jest zbyt intensywna w smaku za to mazurek jest wspaniały :) 



Ostatnio wilgotne swetry są w modzie stąd zdjęcia na manekinie, następny z trójcy skończony, trochę to trwało ale  niestety sama to sobie na głowę naciągnęłam. Po pierwsze tzw. piórkowe swetry nie za bardzo mnie lubią.  Ja chciałam taki mieć ale pierwszy zrobiłam za duży, drugi z szarpanej alpaki jeszcze nie noszony a już wyglądał na zużyty, trzeci połączenie alpaki lace i moheru wykluczyło sweter z kategorii piórkowej. Chodziło za mną to niespełnienie w pierzastej postaci  ale już nie miałam zamiaru kupować włóczki a przynajmniej na cały sweter. Mam więc sweter piórkowy, znośny w noszeniu, kolorystycznie trochę szalony ale szał na ile się dało został oswojony. 




Miałam wygraną w candy,  cudny  motek  kid silk z Rowan'a  pasiasty w kolorach i dwa motki moheru z Drops'a. Chciałam kupić jeszcze taki sam Rowan ale u nas nie było szansy po za tym martwił mnie układ kolorów na rękawach.


Postanowiłam zacząć od jednolitej włóczki w ściągaczu, później cały korpus w kolorowej włóczce. Przy zakończeniu ramion musiałam już robić z dwóch nitek na zmianę ale dzięki temu paski rozkładają się tak samo na ramionach i korpusie oraz górnej części rękawków, reszta z podfarbowanego motka moheru oraz z oryginalnego koloru Drops'a. Dekolt trochę oszukany ale musiałam pomniejszyć przód za pomocą rzędów skróconych. Motki niby o tym samym składzie moher z jedwabiem ale ten z Rowan'a jest dotykowo milszy i dokładniej pokryty farbą co zaowocowało totalnym puszczaniem farby podczas zamoczenia swetra. Nadmierną ilość barwnika wypłukałam ale trochę to trwało i nie do końca jestem pewna czy założony sweter na coś jasnego nie pozostawi różowej poświaty. Na razie jestem chyba zadowolona bo nie mam już chęci robienia następnego :)




Uprzędłam cieńszą, trochę jaśniejszą i bardziej błyszczącą wersję motka do rękawiczek, teraz nic tylko nabrać sto oczek na druty nr 1 delektować się drobną dzianiną :D




Walczę jeszcze z trzecim swetrem ale na razie przegrywam, dalej patrzę na niego i nie wiem czy mi się podoba czy nie :)
Mam w planach trochę prac ogrodowych więc nie wiem czy na przyszły tydzień będzie coś dziewiarskiego.
Pozdrawiam Was niedzielnie.