niedziela, 4 grudnia 2022

Stare i nowe

Poważnie się zastanawiałam czy robić zakupy uzupełniające w sklepiku, mam już całkiem spory zapas czesanki ale do tej pory nie ma runa wiodącego w sprzedaży. Tak jak z modą co pewien czas coś innego jest na fali. Za to całkiem poważnie zastanawiałam się nad zakupem jakiegoś nowego gatunku runa w celach poznawczych. Z końcem listopada zrobiłam zamówienie i w zeszłą środę było u mnie. Tym razem nie kupiłam dla siebie zupełnie nic, to znaczy specjalnie dla siebie bo te nowości  też w jakimś stopniu są dla mnie. A braki jednak w miarę możliwości uzupełniłam nie wiem ale runa Finnish nie ma i chyba nie będzie.

Pierwsza z nowości to celuloza bambusowa, pamiętam moje pierwsze zetknięcie z tym włóknem w wersji czarnej do dziś mam gdzieś kawałek i nie do końca mi się podoba bo skrzypi. Długo się powstrzymywałam przed tym zakupem poszerzając ofertę o inne włókna celulozowe ale pytania o bambus skłoniły mnie to tego by bambus zaczął figurować w sklepiku. 

Podaję informacje na jego temat za dostawcą :

Włókno bambusowe jest stosunkowo nowym włóknem. Włókno jest wytwarzane z miazgi bambusowej (podobnie jak miazga wiskozowa), która jest uzyskiwana w procesie hydrolizy/alkalizacji i bielenia łodyg bambusa. Powstała masa celulozowa jest czesana na mokro w taki sam sposób, jak inne włókna na bazie masy celulozowej. Włókno ma biały i jedwabisty wygląd i jest chłodne ze względu na wysoką chłonność wilgoci chętnie wykorzystywane w przemyśle tekstylnym.

Włókno jest miękkie w dotyku, ma dobrą chłonność i może być stosowane w mieszankach z innymi włóknami lub  samo. Ma również wyjątkową funkcję antybakteryjną. Głównym krajem produkującym są Chiny. 

Ja prawdopodobnie jednak w dalszym ciągu się nim nie zachwycę.


Wszystkie runa które kupiłam są raczej szorstkie, wszelkie milusie są już w sklepiku albo przynajmniej dla zapoznania się z nimi były. Teraz zostały tylko te z "charakterem". Na zdjęciu powyżej runo owiec Bergschaf w opisie podano, że runo pochodzi z austriackich Alp. W wyszukiwarce po wpisaniu nazwy rasy wyskakuje bardzo dużo fraz związanych z filcowaniem i przędzeniem oraz o samych owcach wygląda na to,  że to dość popularna rasa. Wikipedia podaje, że owce są hodowane w Austrii i Włoszech. Runo w dotyku przypomina wełnę Eider, Cheviot i Południowoniemiecką. Na skarpety będzie dobre ale raczej dla tych co lubią wiedzieć, że noszą wełnę.


Następne runo to Swaledale i to jest już raczej hardcore dla twardzieli, niby piszą, że runo jest wykorzystywane w robótkach ręcznych ale przede wszystkim ze względu na wytrzymałość i sprężystość włosa robi się z niego dywany. No i te 35-45 mic stawia je raczej na szczycie listy run szorstkich.

A to Wikipedia:  

Swaledale to rasa owiec domowych nazwana na cześć doliny Yorkshire w Swaledale w Anglii. Można je znaleźć w bardziej górzystych obszarach Wielkiej Brytanii, ale szczególnie w Yorkshire Dales w hrabstwie Durham i wokół wzgórz Pennine w Cumbrii.


Ostatnia nowość to runo rasy Lonk, nie jest tak szorstkie raczej mieści się w grupie run o średniej szorstkości. Wersja runa, którą kupiłam do sklepiku jest poprzetykana gdzieniegdzie czarnym pojedynczym włosem co powinno dać w nitce delikatny poblask szarości.

Za Wikipedią: Lonk to brytyjska rasa owiec domowych. Należy do grupy ras górskich w północnej Anglii, występuje na wzgórzach środkowych i południowych Penninów Lancashire i Yorkshire. Jest udokumentowana od połowy XVIII wieku; księgę stadną rozpoczęto w 1905 roku. Charakterystyczną cechą owiec są czarne głowy.




Kupiłam również, barwione runo a raczej zestawy kolorystyczne, wszystko to runo merynosa 23 czyli runo dobrze znane, farbowane barwnikami Eurolana (kwasowe, certyfikowane). Pierwszy zestaw to merynos wymieszany z tęczowym nylonem; w nitce a później w dzianinie powinien dać ciekawy efekt połyskliwości więc nazwałam go "Błyskotka". Szlachetności w nylonie tyle co nic ale za to błyszczy jakby był co najmniej z diamentowym pyłem.





Dwa następne zestawy to barwy jesieni a ten poniżej nazwałam za twórcami "Wiejski Ogród". W zestawie jest z każdego koloru po 25g myślę, że na mały projekt w stylu Fair Isle w zupełności wystarczy ale z powodzeniem mogą te kolory być wykorzystane też w mieszankach z innym runem. Kusiło mnie zostawić dla siebie jedną paczkę ale jak tak dalej pójdzie to pewnie dopiero w połowie stycznia będę mogła spojrzeć w kierunku kołowrotka więc jak na razie odpuszczam na rzecz runa Lonk bo to interesuje mnie najbardziej.





 Z moich prac dziewiarskich powstała czapka, którą pokażę za chwilę i moje skarpety do butów a mam w planach getry w norweskie wzory - nawet już przysposobiłam wzory i włóczkę tylko tego czasu jakby coraz mniej. 

Pozdrawiam Was niedzielnie z lekkim poczuciem winy za dzisiejszą komercję.

niedziela, 20 listopada 2022

U mnie bez zmian - skarpety

Byłam pełna nadziei, że akupunktura cudownie pomogła na migreny a przynajmniej złagodziła ich przebieg na tyle, że da się żyć. W zeszły weekend okazało się, że migrena chyba ze mną pozostanie i to w tej najpaskudniejszej formie. Do tego pogoda zrobiła się iście listopadowa, ponuraki za oknami się snują dodając jeszcze swoje do i tak parszywego samopoczucia. Miałam ostatnio pokazać skarpety ale przez powyższe się nie udało więc czynię to dziś. 




Ostatnie z trzech par, które powstały z seledynowej włóczki, już miałam z tej włóczki nie robić ale musiały powstać a dlaczego to napiszę. Tak jak poprzednie na mniejszą stopę na 64 oczka, wzór z nieśmiertelnej japońskiej książki jak wszystkie poprzednie. Każdy z wzorów inny bo jakoś nie wyobrażam sobie robić tego samego w kilku skarpetach jak w książce takie bogactwo.




Pięty wzmocnione dodatkową nitką uprzędzioną specjalnie w tym celu, jakie to szczęście, że można sobie takie drobiazgi i nie tylko drobiazgi samemu dorobić. Nitki było na tyle dużo, że powstały jeszcze inne skarpety. Ale najpierw była następna para białych gładkich, po tych białych dla cioci i szarych dla ojca moja mama stwierdziła, że właściwie jej nie jest specjalnie zimno ale jak siedzi przed telewizorem to kocykiem okrywa stopy. 
 


W tym czasie kończyłam te biało-seledynowe ale porzuciłam celem uczynienia rodzicielce bo jakże to kocykiem okrywać jak może mieć ciepłe skarpety, a biało-seledynowe rozmiarowo dla mnie. Zrobiłam w trzy wieczory proste białe, dość grube. Kilka godzin od chwili gdy je dostała dzwoni, i mówi że widziała je bardzo dobra znajoma i tak się zachwycała, że mama nie mogła jej odmówić i skarpety podarowała - "ale mnie to tak szybko idzie to zrobię następne, no i te były takie gryzące".  Pomyślałam sobie, że kiedyś z runa polskich owiec i to nie merynosów, bez wzorków skarpety były dobre, a teraz to już tylko "puch i jedwab" bogato zdobiony odbiorcę zadowoli :) Dokończyłam te moje z dość słabej włóczki ale wzmocnionej tą moją seledynowo-nylonową i zabrałam się za te z początku wpisu z mniej gryzącej włóczki ale we wzorki zdobne. 




Pomiędzy tymi skarpetkowymi zawirowaniami udało mi się zrobić próbkę na sweterek, który tak mi się przewija w myślach. Jego wzorzystość będzie powalająca więc patrząc na to, że w tej chwili kończę tylko skarpety jaki będzie los tego sweterka zobaczymy albo nie. 
Przez te "cudne" ceny opału grzejemy bardzo skromnie ku memu ogromnemu niepocieszeniu, podczas normalnych warunków grzewczych mnie było chłodno a co dopiero teraz, do tego pomimo wentylacji, pochłaniaczy wilgoci i roślinności ponoć pochłaniającej wilgoć szyby mi się pocą. 



Muszę jakoś przemyśleć w newralgicznych oknach firanki, stąd moje wątpliwości co do rychłej realizacji swetra, bo będę szyć. Kupiłam gipiurę i mam zamiar uszyć coś bardzo skromnego, krótkiego i dość "dziurawego" by była jak najlepsza cyrkulacja powietrza a szyby jednak całkowitą nagością nie straszyły. Oby starczyło mi cierpliwości bo nigdy nie ukrywałam, że szycie i ja to dwie różne drogi. 


Pozdrawiam Was niedzielnie - dzisiaj dla odmiany mróz ale przynajmniej słonecznie. 


niedziela, 30 października 2022

Wspomnienie lata

Letnią porą zaczęłam robić top z recyklingowej bawełny oferowanej przez Drops'a ale jakoś tak w sierpniu zrobiło się chłodno a ja straciłam zainteresowanie kontynuacją. Do zakończenia zostało naprawdę niewiele tylko dekolt z przodu ale nie mogłam się za to zabrać. Teraz kiedy już serdecznie mam dość ciągle tych samych skarpet powielanych z bezwzględnością stempla postanowiłam sprawę zakończyć.
 


Sam top prosty, jedynie boczki ozdobne - tył i przód to prawe oczka ale ażurowe boki z czegoś zupełnie spokojnego robią ubiór przynajmniej delikatnie zwracający uwagę.
 



Patrząc z przodu i tyłu widzi się rzędy prawych oczek i tylko listwa wzoru kończąca się na ramionach zdradza, że jest coś więcej. Tył również posiada tę listwę wzoru ale sam wzór jest ukryty po bokach, piszę z premedytacją "ukryty" bo w przeciwieństwie  do manekina ja mam ręce :)



Sam pomysł mi się od dawna podobał by ozdobić wzorem tylko część dzianiny i to tą najmniej eksponowaną taki smaczek. Inną sprawą jest czy da się w tym chodzić bo pomimo, że to bawełna to jednak dość gruba więc w te naprawdę ciepłe dni może być problematycznie. Ażur po bokach super przewiewności nie zapewni a z wiekiem staję się coraz bardziej drażliwa na ukazywanie golizny a tym bardziej bielizny, więc kto wie czy top nie skończy jako kamizelka na jakiejś bluzce. 




Kupiłam siedem motków zostało mi półtorej, myślałam o dodaniu krótkiego rękawka ale muszę jeszcze to przemyśleć bo może się okazać, że taki dziurawy po bokach T-shirt zupełnie nie jest w moim stylu. Na razie patrzę sobie na to i planuję jak ubiorę do białych lnianych spodni w bardzo ciepły letni dzień. Zdjęcia na manekinie bo pomimo dwudniowego suszenia w dalszym ciągu bawełna jest wilgotna, na zewnątrz jest ciepło więc dogrzewamy tylko sporadycznie a to jednak za mało by leżący na płasko udzierg wysechł a nie miałam odwagi powiesić na sznurku na dworze. 



Z danych technicznych to druty na ściągacz 2,75 reszta na nr 3, wzór z japońskiej książki oraz 5,5 motka Drops love you 9. Mam tej włóczki jeszcze kilogram w innym kolorze z myślą o sukience na lato ale nie do końca jestem teraz pewna swego wyboru może okazać się zbyt ciepła. 
Nie obeszło się bez strat przy dzierganiu złamałam drut nr 3 z moich ulubionych bambusowych ChiaoGoo chciałam od razu kupić nowe ale nie ma, więc kupiłam oliwne ze stałą żyłką (nie to nie były moje jedyne druty w rozmiarze 3 ale inne są uwiezione w niedokończonych obiektach :)



Jak to bywa kupowanie samych drutów czy pojedyńczego  motka jest bardzo nieekonomiczne jak to zauważyła pod ostatnim wpisem Danonk więc skończyło się na drutach i motku bo kolory do mnie przemówiły ciekawe co do mnie będzie szeptać jak dokręcane druty się pojawią.




Ufarbowałam na jednolity kolor a przynajmniej tak się starałam ufarbować 200 g merynosa 23 mic i 200 g jedwabiu tussah. Kolor to mieszanka dwóch barwników "Navy Blue" i "Gun Metal" na zdjęciu wyszedł trochę intensywnie, w oryginale jest bardziej stłumiony nie taki niebieski. Od dłuższego czasu mam zamiar zrobić sobie kardigan ale taki nietypowy, ma to być raczej zapinany sweterek na gołe ciało w dodatku bogato zdobiony wzorami z japońskiej książki - taka koronkowa bluzka. Zrobię próby i będę myśleć robiąc skarpety czy jest to coś co mnie uszczęśliwi bo połacie drobnego wzoru mogą okazać się przytłaczające. 

Pozdrawiam Was niedzielnie 


niedziela, 16 października 2022

Czapka


Jest taka rzecz, którą robię namiętnie ale w niej nie chodzę, no może sporadycznie jak PM z wyrzutem patrzy jak na ziąb z gołą głową chcę się wybrać. Mam czapek naprawdę sporo, robię je z prawdziwą przyjemnością wręcz z namiętnością ... i układam w sosik na półce w szafie tuż obok rękawiczek :) Nie trafiłam jeszcze na czapkę idealną ale trwam w tych poszukiwaniach konsekwentnie.




Ufarbowane resztki Bfl z moherem zmieniłam w motek dość grubej tradycyjnej 3-nitki. Czesanka miała kilka wyraźnych kolorów ale już podczas przędzenia zadbałam o to by kolory jak najbardziej się wymieszały i powstał motek kolorystycznie jednolity niejednolicie. Trochę podobny do fraktalowego wykończenia przędzy lecz tylko trochę. 



 
Ta jego ostrość została stłumiłam jeszcze, poprzez dodanie nitki moheru z jedwabiem w kolorze curry. Trochę mnie martwiło to, że czapka będzie sztywno-śliska bo moher ma zerową sprężystość a runo Bfl porównywane jest właśnie do moheru więc też tej sprężystości nie ma za wiele.



Czapka jest we wzór bez wzoru no chyba, że pasek oczek ryżowych można uznać za jakiś wzór ale nie chciałam tracić subtelnych maźnięć koloru w jakiejś plątaninie warkoczyków. W oczkach ryżowych pięknie połyskuje blask moheru a prawe oczka mienią się barwami otulone meszkiem z Kid Silk'a.


Czapka pomimo braku ściągacza trzyma się głowy i jest wyjątkowo miła i ciepła, z daleka wpada w rudości i dopiero z bliska widać, że ma tysiące drobinek koloru. 


Wzór gdzieś kiedyś mi mignął w internecie a do czegoś takiego nie trzeba wzoru po prostu robi się na okrągło i na końcu zbiera :) Takie nic a mnie sprawiło sporo radości bo tygodnie upływają mi na zaopatrywaniu rodziny w skarpety. 

Zwykłe bez udziwnień, we wszelkich rozmiarach, bez kolorystycznych fanaberii, para za parą produkuję skarpety. Jedyne co je łączy to sposób robienia - od palców, powoli zaczynam popadać w odrętwienie tą jednostajnością wyrobów ale zimne dni nieuchronnie nadciągają a lista chętnych nie wiele się skróciła. 




Dla mojego ojca robię skarpety w rozmiarze 45 a gdybym mu pozwoliła na wymysły to robiłabym kolanówki, nie cierpi zbyt krótkich skarpet i zawsze pyta czy nie miałam już więcej włóczki bo mogły być trochę dłuższe. 


Jeszcze pewnie nie raz wyląduje tu zdjęcie zwyklaków ale takie życie dziewiarki - nie zawsze robi się cuda :)
Kupując motek moheru do czapki kupiłam kilka motków Flory bo promocyjna cena mnie skusiła, bo po ostatnim szaliku wymyśliłam, że mogłabym powtórzyć ale z mniejszą ilością kolorów, bo włóczki mam  za mało... pewnie popatrzę na kolory i schowam do szafy na później bo będę robić skarpety. 


Teraz pomiędzy skarpetami staram się skończyć bawełniany top co go latem zaczęłam ale dopadła mnie zaraza i nie dałam rady doprowadzić do finału. Powoli też patrzę co należałoby uzupełnić w wełnianym sklepiku przed zimą i czy są jakieś nowe runa, które chętnie bym poznała. Nic tak mnie nie ekscytuje ja nowy gatunek runa lub włókna - no jeszcze książki mają taką moc. 

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 25 września 2022

Końca resztek nie widać

 Opowieści o resztkach włóczkowych przewijają się od czasu do czasu przez wpisy na moim blogu, zawsze postrzegane są jako problem do pilnego rozwiązania. Tym razem bohaterami tego postu też są wszelkie pozostałości włóczkowe. 


Z premedytacją piszę włóczka bo w składzie tych nitek jest gro wełny ale nie na 100%, jest sporo alpaki, jedwabiu, trochę nylonu, moheru a nawet włókna bambusowego. Wszystkie nitki oscylują rozmiarowo 100g - 420 m.


Ten rozmiar jest umowny bo oprócz typowych resztek po skarpetach (Lang, Fabel, Flora itp.) jest bardzo wiele nitek, które uprzędłam z myślą o czapkach, swetrach czy rękawiczkach. Kilka z kłębuszków wplecionych w ten niby szal pochodzi z jednego z pierwszych swetrów, który robiłam w stylu Fair Isle. 
 

Te różnice materiałowe są nieznaczne ale jest kilka miejsc gdzie można zaobserwować rozbieżność w grubości nitki, no cóż taki urok rzeczy z resztek. Robi się z tego co się ma a nie z tego co by się chciało mieć :)



Pomimo dość sporych rozmiarów bo to prawie dwa metry długości i 17cm  szerokości złożonego szala, bo tu nie ma lewej strony (a raczej jest w środku) - to i tak jakoś tych nieszczęsnych resztek nie ubyło. Wzór z jakiegoś starszego magazynu Rowan trochę zubożony bo w oryginale te środkowe oczka we wzorku są w trzecim kolorze mnie aż na taką ekstremę nie było stać. Zszywałam tradycyjnie bo kiedyś już robiłam taki "resztkowiec" i zostawiłam żywe oczka bardzo źle się to zbierało. Jedyna rzecz, która mnie dobijała to chowanie nitek, pomyślałam o takich resztkowych skarpetach ale dłużej bym chowała  nitki niż robiła te skarpety - to najmniej przyjemne zajęcie przy dzierganiu jakie znam. 



Zastanawiam się czy zrobienie takiego szala zaplanowanego, z tym samym motywem kolorystycznym też nie byłoby ciekawe, może coś takiego jeszcze zrobię :) Pomimo powtarzalności wzoru nie była to nudna praca bo samą zabawą było dopasowywanie następnych sekwencji kolorystycznych. Nie wszystkie paski do końca "grają" ale te drobne zgrzyty dodają całości smaczku. Druty 2,75 moje ulubione bambusy ChiaoGoo. Myślałam że będę używać z większą przyjemnością oliwnych bo są takie stynowo-gładkie w dotyku i na tyle twarde, że się nie odkształcają jak bambus ale ta ich sztywność powoduje, że pękają a przy ich cenie serce może boleć. 





Zdjęcia ogrodowe zrobił PM bo z kilkunastu zrobionych zdjęć przeze mnie jedyne nadające się do umieszczenia w internecie ładnie prezentuje ścianę za mną. 



Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 11 września 2022

Drobiazgi

Drobnymi krokami przybywa jesień, chłodne noce, zroszone poranki i słońce już nie takie ostre, od dłuższego czasu zakładam wełniane skarpety. Na razie wszystko mizernie mi wychodzi przez to osłabienie po zarazie ale udało mi się zafarbować trochę czesanki.



Miałam takie trzy resztki Bfl z moherem, trochę ponad 100 g, cóż począć z takimi resztkami jak nie przerobić w coś bardziej sensownego.  Na początek postanowiłam te trzy kawałki ufarbować, postawiłam na ciepłe kolory ochry i dyni ale dodatek czystej magenty wprowadził trochę ostrości. Kawałki są ufarbowane tak samo ale uprzędę każdy inaczej.


To znaczy jeden tak jak leci, drugi podzielę w połowie i uprzędę końcami do środka, a trzeci podzielę w trzy wzdłuż i uprzędę kolejno. Później wszystko połączę w 3-nitkę i powinna wyjść mieniąca się kolorami dość jednolita nitka. Do tego dorzucę motek Kid -Silk w kolorze curry i zrobię zupełnie prostą czapkę, a przynajmniej taki jest plan :) Tak mi czasami chce się czegoś innego na drutach a nie tylko skarpet ale co zrobić nawet w połowie nie wykonałam tych najnudniejszych czyli zupełnie prostych więc jakiś przerywnik musi być. Czesankę przygotowuję do przędzenia przez delikatne rozciąganie, kolory bardziej się zlewają a takie poluzowane włókna przędzie się o wile prościej. 


Z skarpet wartych uwagi to zrobiłam następne we wzorki z japońskiej książki, zero wysiłku, do ilości oczek w skarpecie dopasowuję któryś z wzorów o odpowiednim rozmiarze i robię. 


W tej chwili już nawet nie pamiętam ile zrobiłam skarpet z japońskich książek ale dalej znajduję nowe wzory, które mi pasują.  Jakieś wielkie połacie tych wzorków w swetrze wydają mi się na dłuższą metę męczące ale w tak drobnej formie jak skarpeta sprawdzają się idealnie. 


Przy kupowaniu motka curry, kupiłam jeszcze kilka motków włóczki Fabel na następne skarpety, tylko uprzędę trochę nitki wzmacniającej pięty, bo Fabel to połączenie weny i alpaki co daje mięsistą, miękką i ciepłą skarpetkę ale brak nylonu szybko ukazuje słabość tej nitki w skarpecie. Tegoroczna zima może być wyjątkowo skarpeto-chłonna, przy cenach opału wełna jest coraz bardziej atrakcyjna, ja pewnie już w najbliższych tygodniach zacznę ubierać wełniany sweter do chadzania po domu.


Udało mi się uprząść drugi motek mojego własnego Noro - patrzę na nie i tak sobie myślę na cóż mi one - pewnie na nic tylko do patrzenia i tyle. Sama zabawa w zrobienie czegoś podobnego do Noro bardzo mi się podobała ale w tym przypadku to taka "sztuka dla sztuki" bo nawet oryginalny motek tej włóczki od kilku lat u mnie leży w pudle i czeka nie widomo na co. 


 Pozdrawiam Was niedzielnie niestety z drobnym deszczem za oknami. 

niedziela, 28 sierpnia 2022

Zaraza i tyle

Chciałabym napisać,  że zrobiłam sobie wakacyjną przerwę od pisania, że wyjechałam w świat daleki, że miałam bardzo dużo pracy albo, że książki czytałam i tym podobne ale nie mogę tak napisać :( Ponad trzy tygodnie walczyłam z zarazą, którą u nas odwołano i udaje się, że jednostki tylko chorują. Nie było wesoło, wprawdzie nie skończyło się drastycznie czyli w szpitalu ale jestem po trzech szczepieniach i wierzę, że to uratowało mnie przed poważniejszymi konsekwencjami. Chorowała moja rodzina, zaraziliśmy moich rodziców, nigdzie nie notują tych przypadków, w poradni powiedzieli, że teraz leczy się to objawowo. Ciekawe jak chcą leczyć tą moją niemoc (tak jakby ktoś ukradł 90 % siły życiowej) usłyszałam, że mam odpoczywać.
Tak, więc czynię ten odpoczynek bo i tak na nic innego nie mam sił, wprawdzie dziś pokażę dwie pary skarpet ale kiedy będzie coś innego tego nie wiem. Jedne powstały jeszcze zanim padłam jak zwłoki, te były dla mojej siostry, która ma na początku sierpnia urodziny.




Wzorki z japońskiej książki, wdzięcznie się wpasowują w rozmiary skarpet, które robię, druty nr 2 i jedna z włóczek, które ostatnio dostałam, w obwodzie 63 oczka.




Jak zobaczyłam tę włóczkę to przeznaczyłam od razu na skarpety jest to wełna ale z domieszką czegoś sztucznego, starczy na 3 pary, ja jedynie uprzędłam nitkę wzmacniającą pięty, jest to merynos 23 mic i nylon wymieszane na drumku i uprzędzione naprawdę cieniutko. 


Drugie skarpety powstały z tej samej włóczki ale już w mijającym tygodniu, wprawdzie były próby robienia ich wcześniej ale porażająco nędzne po dwa rzędy i odkładałam bo słabość mnie dopadała lub dreszcze albo pot mnie oblewał same rozkosze. 



Wzorki jak wyżej z książki, druty nr 2, oczek 63 w obwodzie i to wszystko - wszystkie skarpety zaczynam teraz od palców, pokochałam ten sposób miłością uzależniającą. Nawet jak widzę jakiś wzór, który mi się podoba a jest od góry to kombinuję jak zrobić od palców :)




Skarpety w ażurki są zaprzeczeniem ciepłej wełnianej skarpety ale włóczka jest dość mięsista i mam nadzieję, że te dziurki nie będą jakąś porażką. Obie pary trafią do osób, które w nich śpią więc pewnie pod kołdrą nie będzie przeciągów a jako sypialne skarpety wpisują się dobrze kolorystycznie i przez te ozdóbki ażurowe bo normalnie to się chyba w takich nie chodzi :)


Zrobiłam jeszcze skarpety synowi (wełna/bawełna) ale to już prostota nad prostotą tylko rozmiar 45 i praktycznie motek na skarpetę starcza :)



 Przez to moje chorowanie top bawełniany utknął w miejscu niedokończonej góry, jest cały tył i przód do momentu gdzie się rozdziela na dekolt. Już się nie spieszę zostawię do skończenia na jesieni i chodzić będę na przyszłe lato. Robię następne skarpety i coraz częściej oglądam szal z resztek, który zaległ z racji gorąca. Chciałam farbować runo i uprząść ale to jeszcze pewnie poczeka skoro wydajność w skarpetach jest nędzna to co dopiero szaleć z czymś innym.


Pozdrawiam Was niedzielnie