niedziela, 5 czerwca 2022

Energia w kolorze

Mam jedną klientkę o bardzo energetycznych upodobaniach kolorystycznych co w przypadku moich upodobań barwnych  jest wyzwaniem ale również cudownym zastrzykiem pozytywnej energii. Owa klientka ma upodobanie w battach o bardzo żywych kolorach, z myślą o niej była ta ostatnio pokazana farbowana czesanka. 


Ku mojej radości  a co najważniejsze satysfakcji klientki powstało 6 battów w bardzo intensywnych barwach, głównie to wełna ale również sporo jedwabiu sari oraz jedwabiu morwowego wcześniej również farbowanego. 

Wszystkie te mieszanki powstały na bazie merynosa 23 mic i  South Amerikan, oba te runa są o bardzo podobnej miękkości, dobrze przyjmują barwniki (no może SA trochę lepiej) runa są na tyle miękkie, że filcują się dobrze(jeśli ktoś to ma w zamiarze), przędą równie wyśmienicie  ale też nie są tak wybitnie wydelikacone jak Chubut czy merynosy poniżej 20 mic. 


Ogólnie to takie "bezpieczne" runo dla każdego kto lubi rzeczy miłe w dotyku ale nie do końca musi mieć sam "puch". Niestety zdjęcia pomimo podkręcenia w Photoshopie i tak nie oddają pełni barw, którymi dysponowały bo jak robiłam zdjęcia to pogoda za oknami przypominała raczej listopad niż koniec wiosny z rychłym nadejściem lata.


Batty bezpiecznie dotarły w miejsce docelowe, a ja uporałam się z battem w lawendowych odcieniach ale teraz myślę raczej o nim jak o odcieniu glicynii, która kwitnie pod moim oknem kuchennym. Nitka trochę grubsza niż zwykle przędę ale mam nowe oliwne druty nr 2,5 i mam zamiar je wypróbować (pewnie będą skarpety).



Nie żebym jakoś specjalnie złośliwie to robiła ale skarpety do taka forma dziewiarstwa, którą czyni się szybko i zanim się znudzą to się kończy je robić a człowiek myśli o następnych. 


Pokazuję je bo pomimo, że to tylko skarpety to mają całkiem ładny wzór, jak zwykle z japońskiej książki. Te książki są stworzone do tego by robić z nich skarpetki, każdy z umieszczonych tam wzorów jest cudną ozdobą skarpet. 


Nie do końca mogę sobie przypomnieć z czego powstała nitka ale pod palcami czuję bardzo delikatne runo (stawiam na Chubut) jest też dodatek nylonu więc może pięty będą przez jakiś czas w całości. Nitka powstała z jakiegoś mieszania i muszę przyznać, że delikatny kolor z lekkim paskowaniem wygląda dobrze i nie przeszkadza w podziwianiu japońskiej sztuki tworzenia wzorów dziewiarskich. 


Skarpety jak zwykle są dla kogoś i pewnie dalej będą tu się takie pojawiać bo jestem dopiero w połowie czynienia skarpet "wdzięcznościowych". Myślę sobie jeszcze, że przy obecnych cenach opału i nie posiadaniu lasu, z którego można chrust przynosić - wełniane skarpety to całkiem dobry podarunek :) Z danych technicznych to 63 oczka w obwodzie na stopie, 62 oczka na górze, robione od palców na drutach nr 2. 

 


Ku memu przerażeniu resztki wełniane zaczynają się wylewać ze wszelkich zakamarków, stąd moje postanowienie by to trochę opanować zanim będzie za późno. Nazbierałam całkiem spory koszyk o podobnej grubości i mam zamiar solidnie nad nimi popracować by przerobić na jakiś "otulacz" szyjny nic innego nie przychodzi mi do głowy by za jednym razem pozbyć się możliwie jak największej ilości resztek.



Na Dzień Matki dostałam do już całkiem sporej kolekcji kwiatów następne i muszę przyznać, że lubię ten mój Dzień Dziecka :D 



Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 22 maja 2022

Daremne żale*

Bez względu na to jak wielkimi literami, z jakim wyróżnieniem dostarczysz informację o swoich słabościach do kartoteki lekarskiej to i tak nie masz na co liczyć, że ktoś się tym przejmie. Mam za sobą zbyt koszmarne dni by tak lekko napisać, że znowu musicie obejrzeć skarpety :( 
Jak się leczy u specjalisty (tego samego) od kilku lat to  ma się nadzieję, że jednak te 15 minut uwagi poświęci tobie w skupieniu. Wszystkie moje kartoteki są opatrzone, że jestem uczulona na aspirynę i NLPZ, skutki uboczne po zażyciu dokładnie wg najgorszego scenariusza załączonej do nich ulotki. Pod koniec kwietnia byłam u neurologa z wynikiem rezonansu odcinka szyjnego kręgosłupa (ogólnie katastrofa) po zaaplikowanym leczeniu trochę to potrwa zanim dojdę do siebie. Cud, że piszę o tych skarpetach, oby się skończyło tylko na uszkodzeniu jelit, po zatruciu lekarstwami. Doszło do tego, że mam pretensje do siebie, że z wielką uwagą nie przeanalizowałam wszystkich leków mi przepisanych :(  Skoro już tak się użaliłam na fatum czy fortunę to napiszę dwa zdania, znowu o skarpetach ale tylko na nie miałam ostatnio trochę sił. 



 
Skarpety są dość małe ale też mają trafić do osoby o małej stopie, ja ciągle robię skarpety, które powinny do kogoś trafić jako upominek. Robię skarpety "na oko" i na razie jakoś się udaje mi utrafić z rozmiarem albo z grzeczności nikt mi nie mówi, że coś jest nie tak. 



Tę parę zrobiłam z nitki powstałej z czesanki, która była dość dawno temu w sklepiku, chyba pod nazwą jako "Zimowy Pocałunek" i jest mieszanką kilku szałwiowych zieleni, nylonu i jeszcze czegoś błyszczącego. Nitkę uprzędłam wtedy w stylu "crepe" ale tak w stu procentach nie do końca to był dobry materiał na ten typ nitki. Niby miał być z tego miękki szalik ale jakoś nie do końca mi się podobał więc, motek leżał i czekał na te skarpety. 



Skarpety jak zwykle od palców, na drutach nr 2, wzorki z wiadomej japońskiej książki i właściwie to wszystko. Resztki po ostatnich parach skarpety zaczynają się piętrzyć i powinnam obmyśleć na nie sposób, już coś tam kiełkuje ale na razie mam w głowie chęć na rękawiczki z szarego bfl tylko muszę poskładać projekt w głowie :)



Ufarbowałam trochę czesanki, bo mam jedną klientkę o anielskiej cierpliwości chętną na moje mieszanki. Z tych "brzoskwiń z malinami" na merynosie mam zamiar namieszać coś dla niej ale muszę jeszcze trochę dojść do siebie. Mieszanki jak powstaną to pewnie się pochwalę bo bardzo lubię się chwalić :) 


Jestem też bardzo zadowolona bo PM nareszcie narysował moje własne miarki na druty i zrobił prototypy, po sprawdzeniu przydatności trafią do sklepiku.





Pozdrawiam Was niedzielnie 

* taki żarcik z Waszego westchnienia na następne skarpety i moich westchnień na to czego nie "zawrócę" ale ogólnie to poezja jest ostatnią formą uwielbianej przeze mnie sztuki literackiej :)

niedziela, 8 maja 2022

Ciągle te skarpety

Bardzo dawno temu zrobiłam skarpetki, wzór był tak rozpisany, że swym kunsztem zachwyca mnie przez cały czas jak tylko mam te skarpetki na nogach. Tak mam te skarpetki w dalszym ciągu, pomimo upływu czasu ale też chodzę w nich sporadycznie bo tak mi się pomysł na nie spodobał. "Woodruff" tak nazywa się ten wzór i jest do pobrania za darmo na Ravelry. Przez te lata powstawania różnych skarpet zawsze jak rozpisuję nowy wzór mam ochotę zrobić coś na kształt tamtych tylko to dość pracochłonne (to rozpisywanie:)



Po ostatnim farbowaniu, powstała nitka, której ilość sugerowała jedynie skarpety. 





Przejścia pomiędzy kolorami dość długie, trochę bijące po oczach, i moje pierwsze skojarzenie z tymi skarpetami z przed prawie dziesięciu lat. 


Tamte skarpety rozpisane są tradycyjnie od góry, ja chciałam od palców, od kiedy poznałam tę metodę wydaje mi się, że nie ma lepszej. 



Postanowiłam zmienić tylko listki na kwiatki bo wzór ma tylko sens w takim układzie. Całkowita zmiana wzoru bez tych pasków zupełnie zaburzyłaby piękno tego rozwiązania a tylko rozchodzące się na boki paski wzoru pokażą to zgrabne dodawanie oczek. To dodawanie oczek na boczne kliny na wierzchu stopy z wymogu konieczności przemienia się w główną ozdobę całej skarpety.



Rysowanie wzoru od drugiej strony nie jest tak proste jak się wydaje ale skoro włóczka już jest to czemu się z tym nie zmierzyć. O dziwo wierzch stopy okazał się mniej kłopotliwy od narysowania pięty. Może nie samego narysowania a wydzierga. Już nie lubię robić wzorów wrabianych w rzędach, po poznaniu metody na okrągło ale tutaj nie ma szans na jej zastosowanie. Poza tym drobnym mankamentem wszystko przebiegło dość sprawnie. 
 


Jest wprawdzie rozjazd w zbieżności kolorów pomiędzy prawą a lewą skarpetą ale na to nie ma specjalnie rady chyba, że się robi z sklepowej włóczki wtedy wszystko teoretycznie powinno pasować.   



Teraz jak już mam narysowany pierwowzór to może kiedyś wymyślę bardziej złożoną konstrukcję, na razie jednak kończę coś innego nie będę ukrywać to też skarpety:)

Okruszyłam zeszłoroczną lawendę do woreczków i nie wiem czy pod wpływem jej zapachu czy nowego balsamu do ciała też z lawendą, wyczesałam na drumku takie batty. Z tego co widać już na szpuli będzie to raczej jednolite wybarwienie, przetykane gdzieniegdzie ciemniejszymi fioletowymi drobinami oraz połyskliwą bielą nylonu. Ale jakie z tego będą skarpety i czy na pewno one to dopiero się zobaczy.



Pozdrawiam Was niedzielnie. 
 

niedziela, 24 kwietnia 2022

Piękny grafit

Kilka tygodni temu w lutym, przyszła paczka z czesankami do sklepiku, a ja popadałam w totalny zachwyt nad grafitowym runem. To nic, że to merynos dla tego pięknego grafitu jestem w stanie nawet ścierpieć merynosa. Od razu miałam pomysł jaki z tego runa może być sweter, były nawet nikłe próby zakupienia gotowej włóczki na ten projekt ale skoro jest tak cudowne runo to po co kupować. 



Czesanka jest prawdziwie grafitowa i celem przybliżenia jej kolorystyki wstawiam zdjęcie zrobione w namiocie bezcieniowym - to najwierniejsza kolorystyka jaką można zobaczyć na tych zdjęciach. 




Samo przędzenie odbyło się szybko i sprawnie, uprzędłam 5 motków po jakieś 90 g, sama czesanka niby merynos ale nie tak do końca. Nie wiem czy ten kolor mi się "rzucił na oczy" ale podczas przędzenia nie miałam tego wrażenia "budyniowatości" jaką czuję za każdym razem jak przędę  merynosa.



Podczas przędzenia wyciągnęłam z taśmy kilka takich kołtunów, wygląda to jak zbity włos puchowy tylko merynos nie ma włosów puchowych on cały jest z włosa puchowego. Co ciekawe te  jasne włoski, którymi jest poprzetykana ta czesanka w kołtunach nie występują. W książce o rasach owiec użyto słowa "uncommonly" (niezwykle rzadko, unikatowo) w odniesieniu do typowo czarnego, szarego czy moorit ubarwienia. W internecie znalazłam oferty sprzedaży czarnego runa merynosów ale z grafitem już nie poszło tak dobrze, w dodatku te czarne to na zdjęciach miały ten odcień wpadania w brąz. Trochę mi się rozjaśniło jak wylewałam szaro-niebieskawą wodę po praniu. Mam takie lekkie podejrzenie, że temu runu ktoś pomógł zdobyć "naturalnie" grafitowy wygląd. Runo nadal będę sprzedawać jako naturalne (tak jak je kupiłam) ale miejcie ten wpis na uwadze, to odkrycie nie zepsuło mi cieszenia się tym cudownym kolorem. 




Sweter jest inspirowany wzorem z Knit Wear, wzór można zakupić ale ja postanowiłam narysować sama na podstawie zdjęcia. Muszę przyznać, że okazało się to o wiele trudniejsze niż przypuszczałam i już po czwartej nieudanej próbie miałam ochotę kupić i tylko ambicja doprowadziła do finału. Nie jest to ideał, w dodatku z błędem ale po tylu próbach musi tak zostać. 


Sweter mi się podoba jest zrobiony tradycyjnie od dołu, rękawy wrabiane od góry z główką, skosy na ramiona za pomocą rzędów skróconych, rękawy dość długie by było ciepło w nadgarstki, szersze pod pachami. Sweter jest bez taliowania, on jest szerszy niż moje dotychczasowe swetry ze względu na filcowanie się dzianiny w okolicy pach. 



Tył zupełnie prosty, rękawy ze plecionką przez całą długość, również na ściągaczu. Golf dość szeroki i niestety na niego musiałam uprząść jeszcze włóczki, wygląda na to, że to "tyci tyci" szersze daje wymierne braki w innym miejscu. Mam podobny golf zrobiony z Bfl z mnóstwem plecionek ale dopasowany i z wagą ok 440 g a tu ponad 500 g. 





Obecnie nie nacieszę się chodzeniem w swetrze bo wiosna już solidnie daje o sobie znać, a sweter jest wyjątkowo ciepły. Wiem tylko tyle, że pomimo swego merynosowego pochodzenia zapowiada się na jeden z moich ulubionych swetrów. 




Z danych technicznych: druty 3,5 mm oraz 3,75 mm i ponad 500 g własnej przędzy tradycyjnej 3-nitki. 
Od teraz znowu będą małe formy w postaci skarpet, no i może rękawiczek :)


Pozdrawiam Was niedzielnie.

 

niedziela, 10 kwietnia 2022

W kolorze

Miałam napisać o tym farbowaniu w poprzedni weekend ale wredny, migrenowy ból głowy pokrzyżował większość zeszłotygodniowych planów. Obecny weekend nie jest dużo lepszy jeśli chodzi o ból głowy ale jak tak dalej pójdzie to mało będzie dni bez jakiegokolwiek bólu, więc chyba po prostu trzeba zacząć z tym żyć bez czekania na lepsze czasy. 
Tęsknota za kolorowymi nitkami zaczęła się podczas przędzenia grafitowego merynosa i tak sobie trwała a jej objawy okazały się niepokojące.


Objawem tęsknoty za kolorem w nitce jest u mnie przeglądanie sklepików internetowych z takowym asortymentem :) Nie są to poszukiwania czegoś konkretnego, pod konkretny projekt - ja kupuję motki dla koloru bo mi się podoba układ barw, nasycenie, nieoczywiste połączenie lub niuanse kolorystyczne.


Tym razem resztkami silnej woli (na daną chwilę silnej, co za miesiąc może okazać się nieprawdą) powstrzymałam się od zakupów na rzecz farbowania. Miałam ochotę na bardzo żywą kolorystykę i taką mam, po poprzednich pastelowych nitkach (te ze skarpet) tym razem nasycenie jest wręcz drapieżne, szczególnie ta neonowa zieleń. 



Pomysł jest taki by zrobić ... skarpety :D we wrabiane wzory, jako drugi kolor będzie motek głębokiego ecru (jedwab, bfl, wielbłąd), wzór a raczej projekt ma już w lekkim zarysie (w głowie), powinnam go narysować na dniach i jak nie zacznę rękawiczek z szarego bfl to będą znowu skarpety. Runo poddane farbowaniu to Polwarth, sama nitka jako singiel bardzo cienka (przędziona na przełożeniu 1:25), zależało mi na stopniowym przenikaniu się barw więc wykończyłam w navajo. Jakoś nie mogę się przekonać do uprzędzenia singla do skarpet, chociaż mam takie zrobione z włóczki sklepowej. Po tak długim przędzeniu tradycyjnej 3-nitki, navajo okazało się wyzwaniem, ten sposób wykańczania nitki ma swój rytm i swoje prawa, więc nie obeszło się bez kilku wpadek przy pierwszym motku, drugi poszedł już bezproblemowo. 



Sama myśl o tym, że będę robić skarpety poprawia mi humor, mało jest rzeczy, które poprawiają mi humor ale robienie skarpet zawsze :) Więc nie ma się co dziwić, że prezentuję następną parę, która właśnie zeszła z drutów.





Włóczka, która posłużyła mi do zrobienia tych skarpet to opisywana wcześniej mieszanka :Polwarth'u, jedwabiu, bielonego lnu i nylonu. Nitka spełnia moje oczekiwania chociaż wizualnie wolę wersję z niebielonym lnem i dzikim jedwabiem.  Sama dzianina z tej nitki ma lekko rustykalny wygląd, niesforne i sztywniejsze włókna lnu ponoszą za to odpowiedzialność ale mnie to nie przeszkadza.                 




 Z tej samej nitki powstały skarpety dla PT i już zdążyła mi donieść, że jest nimi zachwycona. Nie może wyjść z podziwu nad tym tak trafnym w przypadku skarpet połączeniem materiałowym. Połączenie wełny z bawełną czy lnem nie jest tak od razu oczywiste ale ma to swoje uzasadnienie a mnie utwierdzają w tym opinie ludzi, którzy skarpety z takich nitek ode mnie otrzymali.  



 Skarpety na zdjęciu to skarpety robione od palców, na 73 oczka w obwodzie, druty nr 2, wzór z japońskiej książki (tej ostatnio zakupionej). 
Powinnam jeszcze wspomnieć o swetrze z grafitowego merynosa ale napiszę tylko, że narysowanie wzoru strukturalnego ze zdjęcia to nie to samo co wzorki wrabiane i jest okupione mnogością prób ale .... co nas nie zabije to nas rozdrażni :)....



 Pozdrawiam Was niedzielnie obiecując, że pewnie w następnym wpisie będą -  skarpety.

niedziela, 20 marca 2022

i dalej to samo ...

Zaczynam sama się sobie dziwić, cóż to mnie dopadła za masowa produkcja skarpet. Właściwie nie zanosi się na to, że przestanę bo na drutach mam już następną parę a po głowie chodzą z trzy kolejne. To nic, że jeszcze po drodze mam chęć na rękawiczki. Skończyłam prząść Bfl w wersji szarej i zamierzam z nich zrobić takie zupełnie proste w formie rękawiczki palczaste:)


Białe skarpety na zdjęciach to wspomniana wcześniej moja mieszanka Polwarth'u, jedwabiu, bielonego lnu i nylonu. Skarpety niewielkie na nogę 36-37 dla PT. Sama sobie kiedyś robiła skarpety z własnoręcznie  przędzionej wełny ale od pewnego czasu ma problemy i to dość poważne ze wzrokiem, robienie na drutach miast przynosić ukojenie drażni ją bo gubi oczka. Przędzie jeszcze ale czy wróci do drutów, pomimo lekarskich zapewnień o skuteczności nowej kuracji tego nie wiem. 



Trudno mi powiedzieć czy ją ucieszyły skarpety czy bardziej dobiły ukazując niemoc ale dziękowała mówiąc, że takich nigdy nie zrobiła i nie zrobi (co akurat jest prawdą bo robiła tylko proste bez wzorów). Sama włóczka jest w skarpecie wyjątkowo miła ale len też wyczuwa się pod palcami, motek był sporych rozmiarów więc te kolejne co mam na drutach to właśnie ta włóczka.


W poprzednim wpisie pokazałam skarpety w pastelowych kolorach, włóczka która została z powodzeniem starczyła na następną parę. Kiedyś w internecie trafiłam na wzór przypominający kratkę, narysowałam na kartce i włożyłam w książki, szukając wzoru na te skarpety kartka się znalazła no i skarpety powstały. 



Dla mnie to podwójna korzyść bo wprawne oko pewnie już dostrzegło, że te skarpety boczne oczka mają dodawane na stopie przy pięcie (ten trójkąt z pasków) a nie tradycyjnie po bokach. Oczywiście niewiele to zmienia w samej konstrukcji skarpety ale mnie była ta wiedza potrzebna bo niekiedy cięcie wzoru po bokach dodawanymi oczkami psuje ogólne wrażenie. Tu wzór gładko otula stopę a niezbędny dodatek oczek jest ukryty pod spodem.   




Z efektu jestem zadowolona, mam zamiar to powtórzyć, bo mam kilka takich wzorów, które stracą na swym uroku jak będę wstawiać im kliny po bokach. Ta para skarpet jak te poprzednie pastelowe też idzie do ludzi :) Niekiedy robiąc skarpety zastanawiam się ile właściwie mam tych ludzi od skarpet i niby niewiele ale jednak tych skarpet trochę robię :)




Na całkiem przyzwoitym etapie jest też sweter z grafitowego merynosa, robi się dobrze. Nudzi mi się przy monotonii prawych  i lewych oczek ale cała zabawa polega na tym, że przy tym kolorze ta prostota jak najbardziej mi pasuje. Jakbym się bardzo postarała to może jeszcze w jakiś chłodny dzień zbliżającej się wiosny mogłabym się w nim gdzieś wybrać. Wprawdzie przede mną to co najtrudniejsze, wzorki które sama na podstawie zdjęcia i książek narysowałam,  dopiero robiąc je dowiem się czy coś z tego będzie czy tylko prucie, ponowne rysowanie i liczenie :)


Popełniłam jeszcze zakup książki (bo mało ich mam:) jestem z niej zadowolona tak ja z poprzedniej z japońskimi wzorami, ma to co dla mnie najważniejsze czyli diagramy, wszystko przejrzyste, może nie wszystko nadaje się na skarpety ale te, które robię mają wzór właśnie z tej książki. 


 Kusi mnie farbowanie chyba jakaś zmiana nastąpi i kto wie po miesiącach stagnacji i w tym temacie coś drgnie. 

Pozdrawiam Was niedzielnie.