niedziela, 5 maja 2019

Indoktrynacja

Jeśli naszła Was nieoczekiwana, niezrozumiała chęć zrobienia skarpet, do których macie uczucia obojętne to znaczy, że jesteście poddawane indoktrynacji...
Na ponad  380 postów prawie 100 jest o skarpetach lub o nich wspomina, jak na blog o przędzeniu (wpisów tyle samo co o skarpetach) zaczynam mieć wątpliwości - może jednak przekaz nie jest do końca prawdziwy :) Obecnie prawdziwość przekazu jakiegokolwiek rzecz względna więc by być w zgodzie z własnym sumieniem piszę, że blog jest o przędzeniu a przędzione motki można cudnie wykorzystać w skarpetach :D 



Przędłam ostatnio i to całkiem dużo, to znaczy mało wagowo ale długo to trwało bo to nitka typu lace. Postanowiłam dokończyć szal, który leży od jakiś 3-4 lat tylko nitki brakło więc przędłam Shetland'a z jedwabiem, nitki nadal braknie, będę mieszać i dalej prząść. Pokazać nie mam co bo jeszcze wilgotna nitka poszła na druty, święta były i brakowało czegoś w rękach - obym szal skończyła to pokażę w całości.



Skoro o przędzeniu już napisałam to będzie o nitce na skarpety, mieszanka moja ze "śmieci": wełny, angory i dużej ilości jedwabiu oraz niezidentyfikowanych dodatków roślinnych.





Nitka dzięki jedwabiowi sari zyskała drobiny koloru, co wygląda całkiem przyjemnie, taki tweed inaczej. 


Zrobiłam tradycyjną 3-nitkę, znacznie grubsza niż typowa nitka na skarpety ale sam materiał narzucił grubość przędzenia.  Nie chciałam całkiem gładkich skarpet, chociaż przy tej nitce wyglądałyby dobrze ale z drobnym wzorem wyglądają jeszcze lepiej.


Wzór zaczerpnięty z japońskiej książki, trochę zmodyfikowany pod ilość oczek w skarpecie, pięta rzędami skróconymi. Nitka nie wykazywała oznak napuszenia podczas dziergania ale po praniu i formowaniu angora pokazała, że jest i to w znacznej ilości, przez to skarpety są wyjątkowo miłe w dotyku. Motek miał niecałe 90 g, brakło dosłownie na 5 rzędów zamykających palce ale skoro posiada się taki zestaw resztek jak ja to dodatek innej nitki praktycznie nie do odróżnienia. 



Dzisiaj świadomie zachęcam do czynienia skarpet z własnych motków lub zakupionych, nie ma nic przyjemniejszego niż ciepłe wełniane skarpety z własnoręcznie przędzionej wełny, zakładane na zmarznięte stopy bez względu na porę roku. A skoro jest kilka osób, które się przyznają do fascynacji przędzeniem po przeczytaniu moich wpisów to z premedytacją zachęcam do czynienia skarpet :)




Pozdrawiam Was serdecznie i przy dzisiejszej aurze polecam wełniane skarpety :)