Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alpaka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alpaka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 czerwca 2021

Przędzenie

Już nie pamiętam kiedy przędłam w ten sposób w jaki robię to ostatnio, czyli całkowicie bez planu co z tych nitek powstanie. O ile mnie pamięć nie myli to doświadczałam czegoś podobnego na samym początku mej przygody z przędzeniem. Wtedy gnała mnie chęć doskonalenia nowej umiejętności, napawanie się nią i uprzedzenie wszystkiego co się dało, nie było tego zbyt wiele bo w tamtych czasach nie było jeszcze wszystkiego za wiele. Później był etap przędzenia rzeczy nowych, wszelkich niedostępnych dla mnie rodzajów runa owczego i nie tylko owczego, i to też było takie przędzenie dla samego przędzenia bo nie chęć dalszego wykorzystania a chęć poznania materiału mnie napędzała. Konkretne przędzenie pod konkretne rzeczy trwało później długo a tu nagle po tylu latach siadam do kołowrotka i przędę tak bez zamysłu na co przeznaczę te nitki. Jedno jest pewne przynosi mi to taką radość albo raczej radosny spokój, że nie zamierzam rezygnować z tych kilku chwil dziennego odpoczynku i odprężenia. Na szczęście moim zapędom ulegają na razie tylko resztki, które nie nadają się do sprzedaży.  


Pierwszy motek powstał z resztki mojej autorskiej mieszanki, którą na moje życzenie przygotowano z : 37,5% - merynosa z Falklandów, 25% - włókna perłowego, 25% - bambusa, 12,5 % - lamy (wersja uszlachetniona). Resztka jest pięknie biała i taka inna w dotyku od wełnianych mieszanek, bo roślinno-wiskozowy dodatek daje się odczuć. O dziwo jak przędłam tą czesankę by się z nią zapoznać jak ją dostałam  to mi się nie podobała, przez różnorodne materiały przędło mi się źle - teraz przędło się cudownie jakoś tak zupełnie inaczej po prostu sama się skręcała. Czyżby stan ducha miał znaczenie :) 


Drugi motek tak jak zresztą wszystkie to tradycyjna 3- nitka, która powstała z resztki alpaki, bfl superwash oraz merynosa 23 mic. Każda z nitek składowych to jeden z materiałów i o dziwo trzeba bardzo dokładnie się przyglądać by zauważyć, że to trzy różne nitki składowe tworzą ten miły w dotyku motek.


Motek trzeci powstał z mieszanki, która jest w sklepiku a raczej z resztek z tejże. Jest to merynos 18,5 mic, alpaka, wielbłąd i jedwab. W tym przypadku również moim zachwytom nad łatwością z jaką mi się to przędzie nie było końca. Nitka powstała z tych trzech bardzo cienkich singli jest miła, puszysta i w dodatku błyszczy jedwabiem no jest taką nitką, która miło będzie sunąć po drutach jak zdecyduję by ją użyć. 


Ostatni z powstałych motków to bfl w wersji humbug, czyli mieszanka trzech naturalnych kolorów run bfl czyli białego, brązu i owsianki. Tutaj efekt końcowy podoba mi się najmniej, chociaż to moje ulubione runo. Bardzo mi się podoba to runo we wzorach wrabianych na jasnym tle, wzór z tej nitki daje efekt zanikania, zrobiłam kiedyś skarpety z takiej nitki i kto wie może to jest jakaś myśl na te powstające w niekontrolowany sposób motki. Motek w skarpetach to też 3 nitka ale navajo więc może ten nowy nie do końca będzie spełniał się w tych zanikających wzorach bo wydaje się bardzo jednolity kolorystycznie. 
Następny motek już powstaje i pewnie będzie tu niedługo prezentowany a jak mi się nie odmieni to pewnie w towarzystwie nowo powstałych. 



Przez ostatnie dni upał dawał się tak we znaki, że jedyną rzecz, którą próbowałam skończyć i właściwie mi się udało to szalo-kołnierz teraz tylko zabezpieczenie brzegów i cięcie. Po burzach trochę się ostudziło i właściwie to czas wrócić do porzuconych swetrów ale w tej chwili jedyną przyjemność czerpię z przędzenia bez zobowiązań :)


 Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 17 marca 2019

Słodycze i niby "piórkowy"

Słodycze to oczywiście "candy - umilacz w oczekiwaniu na wiosnę" takie dwie chmurki czegoś miękkiego, puchatego i błyszczącego :)


Ukręciłam dwa batt'y o następującym składzie : niemiecka czesanka z jedwabiem (dostępna w sklepiku, w proporcjach 50/50) angora z jedwabiem, jedwab morwowy i jedwab sari - na bogato z tym jedwabiem ale to ma być luksus, który odwróci uwagę od opieszałości wiosny.



Dzisiaj "skoro świt" pomocna dłoń wyciągnęła taką karteczkę :)


Droga Małgorzato :) poproszę o adres na   e-welenka@pn.pl   - czesanki czekają  by umilić Tobie czas. 
Dziękuję Wam wszystkim, za udział w zabawie i zapraszam na następne zabawy, bo pewnie za jakiś czas trzeba będzie czekać na następną porę roku albo inna okazja się znajdzie :)



"Piórkowe" sweterki jakoś mi nie wychodzą, nie wiem co jest ze mną ale to trzecie podejście i znowu nie do końca to co miało być. 




Tak prawdę napisawszy to nie jest to typowy piórkowy sweter, jest to połączenie dwóch nitek, alpaki z jedwabiem w wersji lace oraz kid moheru również z jedwabiem. Sweter robiłam od dołu w okrążeniach, prawymi oczkami do wysokości pach. Na wysokości pach przód swetra dostał guziki więc przeszłam na ścieg francuski, dalej mogłam robić prawe oczka, a na lewych zbieranie oczek nie jest tak widoczne. 

Sweter robiłam zgodnie z próbką, która jakoś w praniu się aż tak nie rozjechała, za to kusy sweterek z przykrótkimi rękawkami po praniu wygląda tak ....
Najmniej "mgliste" zdjęcie, które sobie zrobiłam pokazuje, że rękawy są długie nawet jak na mnie za długie, do tego milutkie włóczki mnie podgryzają i nie wiem o co chodzi ale przy takim lub nawet gorszym podgryzaniu wełny mnie nie rusza, a przy innych włóknach zaczynam wydziwiać. 


 Sweter planowałam do tej długości co na zdjęciu poniżej (góra kieszeni) ale jest do dolnej krawędzi tylnych kieszeni nie mam ochoty na prucie, szczególnie, że to moher. Może się przekonam i trochę pochodzę albo pójdzie do "ludzi" :)


Na manekinie sweter się ślizga, więc jeszcze trudniej zrobić zdjęcia a PM tak się spieszył robiąc mi zdjęcia, że wybrałam tylko to pokazujące tył swetra i mój ...


Guziki z muszli trochę za duże jak na mój gust ale mniejszych w pasmanterii nie mieli, a w internecie jeszcze nie szukałam. Jeśli będę chodzić w swetrze to pewnie je zmienię na mniejsze ale najpierw się upewnię czy da się w tym chodzić bez objawów nerwicy natręctw, że sweter mnie żywcem zeżre.


Z danych technicznych to poszło 2, 5 motka alpaki lace oraz 4 i trochę 5 motka moheru drutki 3,75 tylko mankiety na 3,25 wzór z głowy ale inspirowany internetem.

Z pozdrowieniami w niedzielny poranek :)

niedziela, 5 listopada 2017

Nie do końca ładny sweter

Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że blog zaczyna schodzić na dalszy plan w nawale zajęć. Nie mam zamiaru rezygnować z pisania bo z wiekiem pamięć już nie ta, a to jednak całkiem dobry zbiór wiadomości lub danych technicznych różnych moich projektów, już kilkakrotnie zdarzyło mi się wracać do starszych wpisów celem odświeżenia pamięci. Mam nadzieję, że jednak jakoś uda mi się coś tworzyć by posty nie były tylko o zamiarach :) 
Dzisiejszy wpis jest właśnie taki o zamiarach jeszcze do końca niesprecyzowanych ale już coś tam można wyobraźnią musnąć. 



Ostatnio pisałam o torbie z filcu a przy okazji o chęci uczynienia jakiegoś rozsądnego etui na druty dziewiarskie. Filc już przycięty, mam nawet koronkę filcową - PM opanowuje nowy laser, jak opanuje to już mu się nie będzie chciało bawić w moje koronki więc muszę wykorzystać okazję :) Tak jak przypuszczałam brzegi równiutkie i nadtopione - trzymają fason. Do tego wycięłam z flocka (taki zamsz na kleju, do wgrzewania  w tkaniny) oznakowanie grubości drutów, moje logo, mam zakupione zapięcia magnetyczne no i teraz muszę wykombinować: ile tych podziałek, czy wszystkie równe, czy jednak zwiększać je stopniowo tak jak rośnie grubość drutów a może przy tych cienkich nie ma to znaczenia - no muszę pomyśleć.


Na razie pokusiłam się o przyklejenie ozdobnej koronki, na zdjęciu tylko przymiarka przykleiłam równo wg brzegu, mam jeszcze dylemat związany z przebijaniem się drutów przez filc, szczególnie tych w bardzo drobnych rozmiarach, chyba będę musiała poprosić PM o wycięcie większej ilości tych etui bo trzeba sprawdzić kilka wariantów - na razie nagromadziłam części składowych.


 Za to zupełnie rzeczą skończoną jest sweter z alpaki + jedwab (Drops wersja nitki mierzwiona), po praniu sweterek nie nabrał jakiegoś szlachetniejszego wyrazu w dalszym ciągu wygląd ma lekko zużytego ale postanowiłam się tym nie przejmować i uważać, że ma taki "design".


Wzór - bez wzoru, robiony od dołu na okrągło, z głębokim okrągłym dekoltem, rękaw z główką od góry za pomocą rzędów skróconych, wykończony dość długim ściągaczem. Zużycie materiału 4 motki i nadwyrężony 5.  


Ma przyciągać urodą koloru i "łachmyciarskim" wyglądem, na razie mam mieszane uczucia i sweter wylądował w szafie, chociaż znalazł amatora podczas suszenia na płask - przyłapałam  kota rozciągniętego na całości:)

Jak zwykle z powodu braku fotografa sweter na manekinie, na mnie wygląda podobnie tylko rękawki bardziej wypchane. Martwiłam się, że alpaka będzie dźgała ale w tej nitce na razie jest ok, na gołe ciało nosić nie będę ale na bluzkę  z krótkim rękawkiem czy t-shirt więc ręce są narażone.


Patrząc na ten sweter mam poczucie, że ten prawdziwy moherowy "piórkowy" jeszcze przede mną :)


Z wielką radością powitałam na początku tygodnia informację o wysłanym zamówieniu uzupełniającym stany w sklepiku,w piątek moja radość była połowiczna bo przyszła połowa. Po interwencji okazało się, że i owszem listy przewozowe na paczki zrobiono ale kurier dostał tylko jedną, drugą wyślą w poniedziałek bo im się jakoś zawieruszyła. Jak to dobrze, że moje candy opatrzyłam datą 12 listopad bo część mieszanek w paczce, która nie przyszła :( 

Podziwiając późną jesień w słonecznej odsłonie pozdrawiam niedzielnie. 

niedziela, 6 sierpnia 2017

Coś dla PM

 Było długo i nudno ale mimo wszystko całkiem przyjemnie i bezstresowo, wzór już opatentowany, bo na podstawie tego swetra, z przerwami podczas ciepła ale skończyłam - oto sweter dla PM. Tym razem w pięknej szarości z akcentami grafitu, włóczka to alpaka z Dropsa, po dość długim myśleniu o zmianie włóczki jednak ze względów oczywistych pozostałam przy alpace. Alpaka jako włókno jest o wiele bardziej odporna na mechaniczne uszkodzenia a z racji długotrwałej znajomości z PM śmiem twierdzić, że jeno żelazne odzienie przetrwa na wspomnianym grzbiecie.


PM stanowczo odmówił przymiarki oraz prezentacji swetra na swojej osobie, ponoć jest za ciepło :)
a skoro zaistniał brak współpracy ze strony PM to sweter prezentuje obojętny na upały manekin.
Postura PM zupełnie nieprzypomina smukłości kształtów styropianu ale sweter jest zupełnie prosty więc i nie ma co wielce pokazywać.


Zadowolona jestem z listwy guzików całkiem ładnie układających się ramion, kształtowanych za pomocą rzędów skróconych do tego pas drobnego wzoru zaburzający ogrom prawych oczek ale tak nienachalnie, prawie niewidocznie. Ogólnie takie całkowite "nic specjalnego"  ale jednak coś tam w sobie ma. 


PM nie cierpi wszelkich ściągaczy dlatego rękawy, dół swetra oraz półgolf są wykończone listwą prawych oczek złamanych rzędem lewych, oczka od wewnątrz są w ciemniejszym kolorze. Pomimo podwójnej dzianiny brzegi nie są grube, zastosowałam mniejszą liczbę oczek i mniejszy rozmiar drutów, oczka ciemne i jasne przerobiłam razem, dalej robiąc pojedynczo co dało wyjątkowo plastyczne połączenie. Reszta przerabiana na drutach 2,75 dzianina nie jest zbyt zbita ani zbyt prześwitująca.


O czasu jak zobaczyłam u Kate Davies podszytą listwę na guziki, stosuję ten trik zawsze, może strona wewnętrzna przez to trochę traci na elegancji ale od strony praktycznej jest to bardzo dobry patent. Miejsce przyszytych guzików nic się nie wyciąga, guziki nie wiszą no i ładniej wygląda sama dzianina przeznaczona pod listwę.


Guziki kupiłam u IK, są zrobione z kokosa i muszę przyznać wyjątkowo mi pasują do tego swetra, na jasnej włóczce wyglądałyby ładnie ale dwa rzędy ciemnej szarości podkreślają ich kolor. I to byłoby na tyle, no może jeszcze wspomnę, że zostało mi 5 szarych motków i jeden grafitowy, z tym co zostało mi z poprzedniego swetra i z tym co mam zachomikowane to mam alpaki na co najmniej  3 swetry dla siebie - tylko ja jestem wełniana :)



A skoro o guzikach to muszę się pochwalić, że powolutku ale systematycznie pracuję nad pościelą z lnu, a z moją siostrą z Berlina przybył ostatni element potrzebny do wykończenia poszewek - guziki pościelowe. U nas znalazłam je w jednej internetowej pasmanterii - guziki drogie ale koszty przesyłki pobiły wszystko - taniej było kupić w Niemczech.
Guziki są śnieżno białe ale prawdopodobnie po kilku praniach nabiorą odpowiedniego koloru z lnu i nie będą tak bieliły się ale o pościeli napiszę więcej jak skończę.



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 18 czerwca 2017

Drobny eksperyment

To, że internet zżera czas odkryciem nie jest, więc ograniczam ile mogę, bo ciągle czasu mi brak ale z drugiej strony jest miejscem inspiracji oraz szalonych pomysłów.  Przez przypadek trafiłam na dyskusję na FB na temat farbowania przędzy przy pomocy odżywki do włosów. Ja z braku wyżej wymienionego czasu w dyskusji nie uczestniczyłam ale sam temat mnie zaintrygował a jeszcze bardziej efekt takiego farbowania - było zdjęcie motka poddanego takiemu zabiegowi. Motek wyglądał bardzo interesująco nazwałabym to "omszały kolorem".  Wyglądało to tak, że rdzeń nitki był nadal prawie biały tylko delikatne włoski wokół były pokryte kolorem - a przynajmniej ja to tak widziałam, na bardzo małym zdjęciu. 


Oczywiście nikt dokładnie nie wiedział jak takie coś ufarbować więc prób będzie kilka no i jak się domyślacie musiałam spróbować bo "omszały" kolor to coś dla mnie. Miałam motek wełny do farbowania w wymiarze i składzie skarpetkowym, intuicyjnie zamoczyłam w wodzie z octem bo czymś trzeba utrwalić ten barwnik na włóczce.



Marzył mi się motek w takim szałwiowym kolorze ale przędza była dość żółta, odpuściłam na rzecz łososiowego i delikatnie kasztanowego  w podwójnym eksperymencie  - farba na sucho i mokro. Odżywkę do włosów kupuję w wielkich puszkach bo często nią myję włosy, przy takiej ilości nie ma się co martwić, że braknie. 


Do jednej miseczki wsypałam farbę w proszku a do drugiej dodałam ją w płynie tzn. rozpuściłam proszek w odrobinie wody.


Później już poszło tradycyjnie, no prawie bo farbę nakładałam pędzlem do farbowania włosów.


Całość zawinęłam w folię i wrzuciłam do garnka nad parę, następne etapy jak przy zwykłym farbowaniu jedynie co, to płukanie tego motka zajęło wieki zanim spłukałam odżywkę no i niestety farbę, jednak ta odrobina octu w wodzie to stanowczo za mało by utrwalić barwnik.


 Intensywniej złapał kolor w proszku (łosoś) ale jego było też znacznie więcej niż kasztanowego brązu po którym pozostało tylko wspomnienie.


 Mam sobie motek w delikatnie łososiowym kolorze, trochę w cętki z farbowania proszkiem, z delikatnym przejściem w beż za to o bogatym zapachu odżywki, w sam raz na jakieś romantyczne dziewczęce skarpetki :)
I dokładnie wiem, że nie tędy droga farbowanie musi odbywać się inaczej, przede wszystkim trwałość koloru jest do niczego, ten ocet jest jak najbardziej konieczny. No i moczenie motka jednak pozwoliło na dogłębną penetrację koloru w nitce, chociaż odżywka teoretycznie powinna utrzymywać go na powierzchni.


Mój wniosek, trzeba spróbować z suchą przędzą a farbę (dużo farby) rozpuścić w gorącym occie  i połączyć z odżywką i taka papkę nanieść na nitki - chyba będzie następny eksperyment :)
A, że intryguje mnie wszystko co nowe i uwielbiam sprawdzać wszystkie pomysły to pewne, że się o tym dowiecie.


Jak widać na załączonych zdjęciach mieszanki są u mnie na porządku dziennym, bardzo mnie wciąga ta zabawa a i możliwości jest tak wiele. Częściami składowymi powyższego batt'a jest wszystko co czarne czyli: alpaka, jedwab (farbowany), bambus, finnish, merynos, jedynie co kolorowe to drobinki wełniane w bieli, czerwieni, fiolecie i niebieskim. Tym razem przepuściłam czesanki dwa razy przez grępel by skład nitki i drobiny koloru były bardziej równomierne. Batt jest niewyobrażalnie delikatny, tweed to nie będzie ale na pewno będzie artystycznie.
                         

          


Druga mieszanka to bfl z jedwabiem i moherem w kolorze wisterii i petrolu z przejściem tonalnym po środku ze sporą dawką angeliny - taka błyskotka. 
Trzecie mieszanie to niegdyś ufarbowany Kent Romney w kilku czerwieniach, których tu nie widać i beżo- brązach wzbogacony brązowym naturalnym merynosem, jedwabiem i odrobiną angeliny.
Myślałam, że chociaż na jednym zdjęciu uda mi się uchwycić to przechodzenie barw ale niestety widać tylko przejście pomiędzy brązem a czerwienią :( 



Eksperyment farbiarski nie daje mi spokoju, znalazłam pół motka tej samej przędzy i od ufarbowania go powstrzymuje mnie tylko odkryty brak octu - nawet nie wyobrażam sobie jakim sposobem mógł się skończyć tak pokaźny zapas ? Chyba ktoś u mnie w domu jeszcze farbuje wełnę :)


Pozdrawiam Was z tęsknotą za ciepłem bo ponoć lato się zbliża ale ja tego nie czuję.

niedziela, 21 maja 2017

Takie nic


W tym roku z premedytacją czekałam na promocję Drops'a, kilka motków w ciągu roku jakoś mi wpadnie ale przy większej ilości to taką promocję mile widzę. Po akceptacji tego swetra  PM, stwierdził że chętnie przygarnie drugi. 
Muszę przyznać, że miałam zamiar robić z innej włóczki ale po dogłębnym przemyśleniu sprawy, oględzinach poprzedniego swetra stanęło ponownie na alpace z Drops'a. 


Włókno alpaki jest mocniejsze, bardziej odporne na mechaniczne uszkodzenia, do tego lekki włosek maskuje notorycznie zaciągane nitki, które ja z poświęceniem przeciągam. Włóczka z alpaki nadaje się dla kogoś mało uważnego, a zarazem ma wszelkie atrybuty włókna naturalnego czyli grzeje wtedy gdy ma grzać, jest przewiewna gdy się człowiek zgrzeje no i moim zdaniem brud się mało ima tego włókna, chociaż trudno rzec bo sweter PM ma grafitowy :)
Tym razem sweter w kolorze ciemno szarym z grafitowymi dodatkami, a że dzierganie prawych oczek jest dość nudne to z początkiem jesieni powinnam skończyć. 


Przy dzierganiu skarpet złamałam drut w ulubionym rozmiarze 2,25 -13 cm (długość)  niby wiem, że bambusowe czy drewniane druty mogą ulec takiemu przypadkowi ale za każdym razem jestem tym bardzo zaskoczona.  Prace ze skarpetami stanęły w miejscu bo jak ja się już do czegoś przyzwyczaję to trudno to zmienić. Niestety jak się okazało drutów z Hiay Hiay bambusowych o wspomnianej długości nie ma, kupiłam dwie pary jedne 15 cm, drugie 10 cm. Okazało się, że 10 cm są za krótkie i za śliskie więc robię na 15 ale jak tylko będę widziała gdzieś 13 cm to je kupię - jak dla mnie to idealny rozmiar druta do robienia skarpet i rękawiczek.


Jedną skarpetę od palców skończyłam druga się robi ale w międzyczasie zrobiłam 2 pary metodą tradycyjną i jak widać mam zamiar zrobić jeszcze jedną bo do drutów zakupiłam jeszcze dwa motki Cotton Merino.
Skarpeta robiona od palców wydaje mi się niekształtna, chociaż na nodze wygląda zgrabnie, tylko nie na mojej bo jest za mała :) Moja siostra już się cieszy bo to w sam raz na jej stopę.


Wiosna się znalazła i najwyższy czas na przycinanie mojego drzewka liścia laurowego, drzewko obcięte a ja obieram listki i suszę będą czekały na występy w jakiejś potrawie.


Ciepłe dni pozwoliły zaistnieć roślinności w ogrodzie, oczywiście zaistniała ta roślinność, która przeżyła przymrozki, moja glicynia tak pięknie obsypana kwieciem w zeszłym roku w tym roku prezentuje się tak, że aż żal patrzeć. Jedna kiść kwiecia na suchych pomrożonych patykach, jest kilka miejsc gdzie pokazały się pędy ale 2/3 do wycięcia bo pomrożona. 
Stanowczo protestuję przed taką wiosną bez ciepła. 



Pozdrawiam Was, życząc miłej i słonecznej niedzieli.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Mieszanki

 Wszystko porzucone, nitka niedoprzędziona, rękawiczka jedna i trochę drugiej, i jakoś dalej nic, sweter korpusik i dwa rękawy czas na karczek ale nic - ja farbuję i mieszam.
Resztki czesanek jakie mi zostają są najczęściej białe lub w naturalnych barwach ale dla atrakcyjnych batt'ów niezbędny jest kolor.


 Zeszły tydzień upłynął mi na farbowaniu (niewielkim) resztek oraz zmienianiu ich na kolorystyczne mieszanki, na razie ostrożnie bez większych wariactw, wszystko w obrębie jednego koloru podstawowego z dodatkiem włókien w barwach naturalnych.


 Mieszanka na powyższym zdjęciu to merynos superwash w kolorze jeżynowym, wymieszany z jasnoszarym merynosem, czarną alpaką, jedwabiem białym i w kolorze jeżyn oraz odrobiną szarego Corriedale.


 Ufarbowałam trochę jedwabiu, który nadaje mieszanką ładny blask, czarny (farba Eurolana) wyszedł całkiem ładnie ale barwnik "stare złoto" trochę się zbuntował i złapał pasmowo, nie wiem czemu ale barwniki Jacquard szczególnie te z dodatkiem żółci po pewnym czasie się psują, a może to tylko moje tak mają.


 Następna mieszanka to lawenda (merynos 23 mic) z białym merynosem superwash, jasno szarym merynosem, białym jedwabiem i bielonym wielbłądem.


Wszystkie mieszanki są mieszane tylko jeden raz, na coś w rodzaju tweedu u mnie jeszcze za wcześnie, nitki z tego powinny być takie jak z pasmowego mieszania czesanki, czyli takie pasemka koloru w nitce. Im więcej razy bym mieszała tym kolor stawałby się bardziej jednolity co w tym przypadku nie zawsze wygląda ładnie. 


Kawałek merynosa zafarbowany barwnikiem "Fire Red" (ten jest idealny pomimo wieku :) mieszanka na bazie brązowego merynosa, czarnego Shetland'a, jedwabiu sari w kolorze czerwieni i pomarańczu oraz czarnego jedwabiu  jest  "ognistą mieszanką".


 Wszystkie baty kręciłam na wałku 72 tpi i albo ja robię coś źle albo optymizm producenta jest na wyrost bo mieści się ok 50 g a nie tak jak piszą w instrukcji 70 g. Nawet te 50 g jest dla mnie trochę na wyrost bo zapełniony bęben mierzwi wałek podający już przy 45 g - dlatego dla ładnego wyglądu ściągam batty zanim zostaną poszargane.


 Wyczesany jedwab sari w wersji zielonej maił drobinki różnych kolorów,  batt w wersji z punktami koloru też powinien być ciekawy a raczej nitka z niego - tylko ja się o tym szybko nie dowiem bo kołowrotek zajęty nie ma czasu na przędzenie bo ja wymyślam nowe mieszanki.


Pod światło widać ten jedwab w formie małych grudek, takie mieszanki dostałam kiedyś od  Beaty Jarmołowskiej (znanej projektantki) i nitka typu "core" wyszła pięknie.


Z wierzchu taki gładki i równiutki a w środku  tak namieszane :)


Ostatnia mieszanka (jak na razie) to lawenda z jeżynami, rozbielona białym merynosem, alpaką suri i jedwabiem z odrobiną szarości .


Ten batt powstał już na wałku 120 tpi i muszę przyznać, że na razie nie widzę różnicy. Może będzie ona widoczna jak spróbuję czesać samą alpakę lub dorzucę angorę ale delikatne czesanki równie dobrze czesze 72 tpi jak ta 120-stka.


Ten "sorbecik" w śmietanie powinien w nitce wypaść całkiem ładnie, ja na razie bawię się nowym nabytkiem i zastanawiam w jakiej formie wstawić takie batty do sklepiku. W tej chwili jestem za opcją po 50 g - wiem, że to za dużo dla tworzących biżuterię ale mniejsze partie źle się ściąga z wałka a dzielenie nie zawsze wychodzi dokładnie i zostają resztki a tego ze wszech miar chcę uniknąć. Dla prządki 50 g to niewiele ale niektóre batty będą w większej ilości egzemplarzy, a to raczej będzie nitka "smaczek" niż podstawa swetra. Już pod koniec tygodnia mam zamiar wrzucić kilka do sklepiku i może w ten sposób najszybciej się dowiem jakie nitki z tego będą. 


Przy tym całym farbowaniu nadałam kolor następnej czesance pod tytułem długie przejście tonalne ale zupełnie nie wiem kiedy ją uprzędę bo na razie kręcę inaczej :)


Pozdrawiam Was niedzielnie z wiosną za oknami :)