Pokazywanie postów oznaczonych etykietą south american. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą south american. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2020

Sama sobie uprzędę


Zachciało mi się nowego szalo-kołnierza do kurtki, tym razem miał być o ciemno szarym tle z wzorem z cieniowanego kolorami motka Lang. Wzór narysowałam dość szybko (to mi ostatnio najlepiej wychodzi) zakupiłam włóczkę Florę w ciemnej szarości... i przędę sobie tą ciemną szarość. 
Włóczka, którą kupiłam jest o ton jaśniejsza od resztki, którą mam u siebie i która mi pasowała do tego projektu. Nowe motki zupełnie się nie sprawdzą są za jasne, a ja nie mam zamiaru kupować do czasu aż trafię na ten właściwy kolor.


 

 Chciałam coś ciemno szarego ale kolor miał być niejednolity, dlatego szara Flora z delikatnym jaśniejszym włoskiem wydawała się idealna, tylko niestety w tej partii koloru, jasnego włoska jest za dużo. Postanowiłam, że nitkę uprzędę z czarnego runa Shetland, które naturalnie posiada jaśniejszy włosek ale trochę je przyciemnię farbowanym na czarno South American'em, kapką brązu z tegoż samego runa no i jakoś tak nie mogło się obejść bez jedwabiu w mojej ulubionej wersji czyli Puduncle. 





Mam już dwie szpule, bo to będzie 3-nitka i właśnie wymieszałam ostatnią partię, pewnie jeszcze w tym tygodniu wrzucę na druty i się przekonam czy to na pewno to czego chcę. Włóczki powinno starczyć a nawet sporo zostać i zaczynam się przymierzać po raz kolejny do czapki dla PM. Do tej pory nie udało mi się zrobić lepszej od tej "jedynej słusznej" ale jakoś się tym nie przejmuję bo jak "jedyna słuszna" się zużyje to będzie musiała jakaś w jej miejsce zaistnieć. 


Mieszanka ściągnięta z drum carder'a wygląda na bardzo ciemną ale jest poprzetykana blaskiem jedwabiu więc wygląda całkiem przyzwoicie w nitce. Mało kiedy tak dobitnie uzmysławiam sobie, że umiejętność przędzenia daje mi tyle możliwości - zawsze mogę sobie sama uprząść to czego potrzebuję, co sobie wymyślę i na co mam ochotę:) 



Wymieszałam jeszcze jeden batt dla teściowej, bo z racji pandemii każemy jej siedzieć w domu, a że ją nosi to postanowiłam zadbać o siedzące zajęcie :)  Zrobiłam dla niej przegląd resztek po ostatnich mieszankach, które robiłam do sklepiku. Ma tam resztki soi, włókna miętowego, błyszczący nylon, trochę angory, lisa polarnego, south anerican  i corriedale w kolorze pieprzu. Moim zdaniem wygląda całkiem interesująco i powinna sprawić, że teściowa będzie chciała prząść a nie fruwać po mieście. 




Wspominałam, że będę testować robienie skarpet od palców z klinem na pietę, te na zdjęciu to druga para tak robionych. Będzie o tym sposobie osobny wpis ale muszę jeszcze zacząć trzecią parę we wzory wrabiane by mieć obraz całokształtu :) 

Nie wiem czy Wy też szyjecie maski ale ja co jakiś czas jedne wyrzucam a następne szyję, obiecałam sobie, że nie kupię ani jednej bo skoro te sprzedawane nie chronią przed wirusem, to skuteczność moich jest podobna - nie dostanę mandatu.  

Przeczytałam w internecie, że z domowych materiałów najskuteczniej chroni filtr do kawy, więc może się zastanowię jak pomiędzy warstwami materiału w tych maskach umieszczać ten filtr.  


Pozdrawiam Was niedzielnie. 


p.s.  posadziłam 75 cebul tulipanów i 5 narcyzów - co to będzie za wiosna :)

 

niedziela, 17 grudnia 2017

Męskie skarpety w "kwiatki"

Dziecko z nogą nr 45, poprosiło o następne skarpety ale takie cieplejsze i już nieważne czy z miłej czy gryzącej wełny byleby były. Od zawsze miał wełniane skarpety ale dopiero jakieś 5 lat temu świadomie sam życzy sobie wełnianych. Poprzednie pary faktycznie na wymarciu więc nie było innego wyjścia tylko robić nowe i to w miarę szybko, a że dziecko ma bardzo wąską stopę to wszelkie wzory na duże skarpety są do przeróbki. 



Zupełnie nie mam czasu teraz na przeróbki wzorów ale tak się złożyło, że robiłam ostatnio rękawiczki wg wzoru z odpowiednią ilością oczek - tak to wzór z poprzedniego postu :) Dopasował się rewelacyjnie w te długie ale wąskie skarpety, oczywiście z pewnymi modyfikacjami, czyli inny spód stopy no i włoczka na druty 2,5 ( powinny być 2,75 ale wtedy skarpety byłyby zbyt szerokie).



Włóczka to moje przędze : Eider w barwiony naturalnie w łupinach orzecha włoskiego - navajo oraz naturalne South Amerikan w kolorze brązowoczarnym - tradycyjna 3- nitka.



Skarpety maja pięty we wzory wrabiane, wzór dociągnięty do palców by tam też było ciepło z racji podwójnej nitki, obie włóczki dość szorstkie ale na skarpety w sam raz szkoda tylko, że nie przeżyją zimy. Oba runa są zbyt słabe na długotrwałe skarpety a brak dodatku wzmacniaczy (nylon) z góry skazuje je na bardzo szybki zgon. 



Życzeniem dziecka był brak "sznurka" u góry ściągacza czyli zbyt ciasno nabranych oczek, tym razem oczka nabierałam na łańcuszek a dopiero później je zamykałam metodą na bardzo luźne wykończenie ściągacza jest luźno.


Skarpety wylądowały na nogach syna, popatrzył z wielkim zadowoleniem i nagle stwierdzenie:
- Jak to zrobiłaś mi skarpety w kwiatki !!?
- E tam w kwiatki to takie gwiazdy inaczej ;)


Skończywszy te, zaczynam następne "zwyklaki " ale w międzyczasie dłubię jak mam chwilkę dla siebie sweterek z kaszmiru i może dawno bym skończyła gdybym nie pruła po raz drugi karczku bo ciągle mi się nie podoba :( Ma być w żeberka ale nie układają się tak jak bym sobie życzyła. 



PM wystąpił z petycją o następny sweter, a że promocja w Drops'ie to kupiłam nowy zestaw włóczki ale tym razem to Flora. Sweter będzie we wzory wrabiane a nie może być zbyt gruby bo PM woli cienkie swetry a w podwójnej alpace by się przegrzał.


A na sam koniec takie drobne ogłoszenie, od dzisiaj do końca roku wszystkie zamówienia ze sklepiku mają darmową wysyłkę :)




Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 22 września 2013

Brak czasu

Nie do końca wiem czemu ale najciekawsze rzeczy dzieją się wtedy jak mam urwanie głowy lub jakieś sprawy, których nijak nie da się odłożyć. 
Z pomysłami mam podobnie przychodzą wtedy, kiedy czasu mam jak na lekarstwo a nawet mniej ale po kolei. Oczywiście nie wytrzymałam i zaczęłam "Autumn" to nic, że brakuje 2 cm do zakończenia "tureckich skarpet" - leżą odłogiem, tak jak haft na krzesła i koronkowy szal z Shetland'a. Tak mnie nosiło, że zaczęłam - no i sprułam, cały ściągacz bo się pomyliłam. Nabrałam za dużo oczek i okazało się, że mam 13 cm za dużo, gdyby było za dużo o 3 cm jakoś bym przeżyła ale 13 - nie dało rady trzeba było pruć. 


już wygląda inaczej - lepiej
Jak doszłam trochę dalej niż widać na zdjęciu uznałam, że mój pomysł na zanikające tło i zanikający wzór nie do końca mi się jednak podoba, więc sprułam. Ufarbowałam dwa nowe kolory - wzór będzie mocny na zanikającym tle. Pudrowy róż i ten blado dyniowy poszedł do prucia. Nie martwię się bo od dłuższego czasu mam zamiar zrobić dużą czapę a'la Bob Marley w stylu Fair Isle, więc kolory będą potrzebne. Właściwie to zaglądając tu i tam wymyśliłam ogólny zarys kilku zimowych kompletów we wrabiane wzory ale jak ich nie przeniosę na papier to odpłyną w niebyt.




Nowe kolory to ten głęboki pomarańcz i brąz który miał być kawą ( na papierze był) a wyszedł ze szczyptą cynamonu no może nawet dwoma :)

nie do końca udane zdjęcie ale uczę się 

W nowym zestawieniu widać, że w mocniejszej kolorystyce będzie ten sweter ale za razem bardzo jesiennej.  Jesienne róże ustępują miejsce dyni i orzechom. Wykrój by nie "ślepić" wydrukowałam w skali 1:1 - ale obojętnie jak bym nie przykładała wzoru to zbieranie raglanu nie do końca mi się podoba jak dojdę do tego momentu to opiszę dokładnie co mi się nie podoba.


Uprzędłam jakieś 100 g runa Falkland, fraktal - nazwalam go sobie "Koniec Lata" i właściwie zgadza się z kolorystyką za oknem.

Na kawałek czesanki South Amerikan wylałam resztki ze słoików i też zmieniłam we fraktala (suszy się).
Zrobiłam to w przypływie załamki, że wszyscy farbują naturalnymi barwnikami a ja nie - chociaż dzięki uprzejmości pewnej Aldony mam wszelkie ku temu proszki - tylko czasu brak by roślinność zbierać :(



Nie do końca jestem w stanie powiedzieć skąd się wzięła ta szara farba bo farbowałam barwnikami "navy blue", dyniowym i świerkowym oczywiście były też jakieś resztki po poprzednich farbowaniach ale przed nakładaniem na czesankę dokładnie wymieszałam a tu takie coś.
Dzisiejsze zdjęcia zawdzięczam nowemu aparatowi pt.: Nikon 5100 w miarę przyswajania nowej wiedzy jakość ich też powinna wzrastać :)

Pozdrawiam Was z nadzieją na ciepłą, słoneczną jesień :))

niedziela, 21 lipca 2013

Zabawa farbkami

Poddaję sukcesywnie farbowaniu moją mieszankę (Corriedale + nylon) przeznaczenie - na skarpety, farbuję bo przędziona "żywa" sypie nylonem po okolicy. Farbowanie czesanki bardziej mi odpowiada niż farbowanie gotowych nitek chyba, że farbuję na jeden kolor.


Kolory same jakoś się zrobiły, jedne namieszane, inne żywe z pudełka - celem sprawdzenia co można z tego uzyskać lub czego domieszać. Solidny kawałek czesanki jakieś 100 g przerobiłam w 4 motki na dwie pary skarpet - pierwsze skojarzenie, "turecka" kolorystyka i chyba tak zostanie :)


Z resztek białego South American (moja kamizelka Fair Isle) czynię górę skarpetek, wzór to powyższe motki "tureckie", na piętę i stopę wykorzystam białą włóczkę sklepową Drops (też resztka) - muszę jakoś kombinować by pozbyć się tych resztek w kłębuszkach bo już nie wiem gdzie to upychać, a żal wyrzucić.



Do poprzednio ufarbowanego "złotka" ufarbowałam trochę zgniłej zieleni i chyba te jedne skarpety będą w 100% z mojej wełny - no i będą moje :))
Mam jeszcze kawałek runa ufarbowany na "Navy Blue" - niejednolicie i chociaż miał być bardzo mocny w kilku miejscach jest trochę za słaby - a na czesance farba wyglądała jakby miał być prawie czarny (zdjęcia brak).
No i na samym końcu pokazuję wełnę na mój materiał obiciowy - nawet nie wiem ile zrobiłam zdjęć nijak, nie oddają prawdziwości kolorów, jest to stalowo szary wpadający w niebieski ale bardzo nieznacznie, kasztanowy brąz ale nie świeże kasztany takie, które już poleżały jesienią w strugach deszczu i straciły czerwień ale nie do końca  oraz ochra ze starym złotem. Jako drugi kolor do motywów, które wybrałam do haftu mam motki oliwki ale trochę podrasowanej beżem i ochrą - to ten cytrynowo żółty z tyłu :(


Drugie zdjęcie pokazuje jak tło i oświetlenie zmieniają kolorystykę i szare robi się totalnie niebieskie a brąz czerwienieje. Uzyskałam kolory jakie sobie życzyłam (prawie na 94 %) ale nijak nie mogę Wam ich pokazać. 


Lubię farbować wełnę a jeszcze bardziej lubię jak moje oczekiwania pokrywają się z tym co wychodzi na końcu :)) Będę to prząść ciesząc się na farbowanie naturalne, które będę mogła wypróbować dzięki Aldonie - ale co ma z tym farbowaniem wspólnego Aldona napiszę jak dojrzeje czarny bez :)))

Pozdrawiam serdecznie, nie wiem skąd bo post opublikował się z automatu a ja jestem na wyjeździe :D


P.S. Jot Ha - zrobiłam sorbet z malin (bez pestek) zdjęcia nie ma bo zeżarłam - różnica jak między włóczką zrobioną samemu a sklepową z dodatkiem akrylu :D

niedziela, 5 maja 2013

Protest

 Nie przypominam sobie aby moje wcześniejsze poczynania, tudzież zamiary spotkały się z tak gwałtownym sprzeciwem ze strony Pana Męża. Jak wcześniej pisałam mam zamiar wyhaftować materiał obiciowy na krzesła do jadalni. Pierwsza próba skończyła się niepowodzeniem wzór całkowicie nie pasuje do krzeseł a i kolorystyka przestała mi odpowiadać.


Zaopatrzyłam się w nowy kawałek materiału (kanwy) o drobniejszej kratce do tego cierpliwie czekałam aż pojawi się wełna do farbowania no i wybrałam wzór. Jako materiał obiciowy posłuży mi sam środek tego haftu (bez ramki) można go powielać do woli a jest na tyle elastyczny w swej symetryczności, że na trapezowym kształcie siedzeń powinien prezentować się dobrze. Cały wzór wykorzystam w podobnym stołeczku, który też wymaga odnowienia - będzie komplet.


 Moją pierwszą myślą było zastosowanie kolorystyki brązowo - beżowej ale im dłużej patrzyłam na oryginał pierwotna decyzja wydawała mi się taka nudno- mdląca,  nieśmiało zaczęła atakować mnie chęć odtworzenia oryginału. Pokazałam Panu Mężowi obrazek stołeczka - pierwsza reakcja : "wzór ok ale nie myślisz chyba o tych kolorach?" - no myślę :)


Widziałam piękne poduszki u  Frasi, w bardzo podobnej kolorystyce. Doszłam do wniosku, że nie będę za dużo tłumaczyć tylko ufarbuję czesankę w podobnej tonacji, pokażę Panu Mężowi a on się zachwyci - nic bardziej mylnego.
Nie pomogło tłumaczenie, że będzie zdecydowanie więcej oliwkowo- starego złota, że to fiołkowe, delikatnie lawendowe i jasno morskie zostanie z czasem bardzo stłumione (kurz). Pomimo, że podczas farbowania i tak kolor zostały złamane dodatkiem czerni są po uprzędzeniu dość wyraźne.


 Protest przybrał formę ostrego sprzeciwu w postaci porównania kolorystyki do damskich majtek - i chociaż uważam, że ta pastelowa kolorystyka byłaby całkiem przyjemna dla oka nie pozostaje mi nic innego jak szukać nowej. Czesanka poddana farbowaniu to runo South American nitka uprzędzona w 2-ply. Dobrze, że ufarbowałam kawałek nitki, z której będę haftować - daje mi to obraz jak mocno się wybarwia. Do farbowania tej włóczki nie trzeba wiele barwników.

obok próbka nitki pod haft - wyjątkowo ostra
Fraktal wygląda całkiem ładnie a subtelne kolory bardzo mi się podobają niestety w dalszym ciągu poszukuję kolorystyki na krzesła może niedługo pojawić się u mnie wiele podobnych motków - przynajmniej w sklepiku zacznie się pojawiać coś nowego :))
Ufarbowałam jeszcze kawałek Bfl ale to raczej jako odreagowanie - nazywam go "Ara" :)


wygląda na to, że nawożenie przynosi efekty

Mój krzak magnolii jest naprawdę niewielki ale w tym roku był niesamowicie obsypany kwieciem.

Pozdrawiam Was serdecznie zbierając się po długim weekendzie podczas, którego zmagałam się z wirusem jelitowym.

P.S. Bardzo dziękuję za wyróżnienia, które ostatnio otrzymałam od An z Chatki w różanym ogrodzie oraz od  Magdy z Manualni - miło mi, że dziewczyny o mnie pomyślały, że im się coś u mnie podoba - dziękuje Wam.
Ja pozwolę sobie na brak nominacji bo jest zbyt wiele blogów, które cenię a odpowiedzi na pytania "o mnie" są częścią mojego bloga, wszak nie piszę tylko o przędzeniu ale również o sobie :)

niedziela, 24 marca 2013

Czapka

Okazuje się, że najszybciej powstała czapka, reszta zaczętych robótek będzie wymagała jeszcze dość sporo czasu by je skończyć. Za to czapkę mogę już pokazać, bardzo wdzięczne dzierganie, odprężające, już teraz wiem, będzie seria. U mnie zresztą wiele rzeczy dzieje się seriami, a na dodatek czapkę robi się pojedynczo. W przypadku skarpet nie da się zrobić jednej :) - najczęściej ta druga jest już nudna, wzór już znam, wiem jak wygląda ale trzeba dorobić bo trudno zostawić jedną.


Pisałam już wcześniej, że pierwszy wzór będzie, z tych darmowych ( z Dropsa) muszę zapoznać się z techniką, zozrysowaniem oczek gdzie dodać a gdzie ująć. Nijak nie pasuje mi numeracja drutów, które są podawane w tych opisach do włóczki - ja jednak wolę bardziej mięsistą dzianinę więc ściągacz robiłąm na 2,5 a resztę na 3. Włóczka też zdecydowanie grubsza szarość to merynos 23 mic, navajo cudownie miękki oraz moje "Noro" , resztka po bezrękawniku.


Przez te kilka dni rozrysowałam już trzy czapki a mam jeszcze kilka w głowie, oczywiście przez to cierpią pozostałe robótki ale jak mnie coś wciąga to na całego - czarna dziura :))


strzałka wskazuje cudny zielony nie zielony :)) - ten nieoczywisty

Na nowo odkrywam cudne połączenia "nieoczywistych" kolorów (jak pięknie je nazywa Tysia) aż chce się farbować dla takich projektów. 
Będzie też prototyp czapki dla Pana Męża, jak zda egzamin i przejdzie pomyślnie próby to opiszę chwaląc się a jak będzie porażka to też napiszę - żaląc się :))
W tym celu (mężowskiej czapki) uprzędłam Bfl w naturalnym brązie, trochę 2-ply, reszta w navajo oraz Corriedale ciemny brąz, też navajo. Wymyśliłam sobie taki zanikający celtycki wzór, w motkach kontrast jest dość spory ale w dzianinie powinno być raczej stonowane. 


już jest na drutach i przybiera formę na głowę :)

W ostatnich dniach pogoda była tak pozbawiona warunków do robienia zdjęć, więc wybaczcie to marnej jakości zdjęcie - pokazuje część z firan, które ostatnio uszyłam, a które wyraźnie pozbawiły mnie chęci do zaprzyjaźniania się z maszyną do szycia. Od wczoraj słońce tak mocno świeci, że też nie da rady zrobić sensownego zdjęcia.


Unikam internetowych pochłaniaczy czasu tzn. wszelkich portali społecznościowych ale od jakiegoś czasu, figuruję na FB - dzięki zaproszeniu Healthy (bardzo mi miło, że o mnie pomyślała) do grupy prządek.  Jest jedna rzecz w tym portalu, która bardzo mi się podoba, nawet jak nie mam czasu na zostawienie komentarza wystarczy coś "polubić" i osoba umieszczająca wpis wie, że czytałam, byłam, widziałam i podziwiam. Owszem zamiast gonitwy wolałabym każdemu napisać jakiś komentarz ale niekiedy i to dobre by dać znak życia.
Całkowicie ignorując solidną zimę za oknem pozdrawiam Was niedzielnie udając, że to piękne słońce to cudna wiosna a nie wyż związany z mrozem do -12 stopni w nocy.
 

niedziela, 3 marca 2013

Niecałe sto gram

Tak niewiele trzeba by zrobić skarpety,  86 g tyle ważą te, które ostatnio zrobiłam - 100 g czesanki to niekiedy bardzo mało ale niekiedy całkiem dużo :))
Skarpety robię zawsze tak samo to znaczy piętę, zbyt wiele ich zrobiłam by pokusić się o cienką  dżersejową lub jakąś inną niewzmacnianą. Tym razem jednak mnie pokusiło i właściwie nie wiem jak długo pożyją ale projekt całkiem przyjemny :))


 Nawet nie przypuszczałam, że runo South American aż tak mi się spodoba w tych skarpetach. Jest takie szlachetne w porównaniu z białą przędzą sklepową tutaj użytą, niestety tylko tak mogłam to połączyć by chociaż trochę pochodzić w tych skarpetach. O przędzeniu tej czesanki napisałam przedostatnio, w jaki sposób podzieliłam, że to nitka navajo a dzisiaj mogę zaprezentować obie skarpety. Przejścia kolorystyczne prawie się zgadzają, przędłam po 26 g na każdą skarpetę osobno i zaczynałam z tego samego końca. Cudowna własna włóczka na skarpetę skłoniła mnie do głębszego zastanowienia się nad wymieszaniem runa z nylonem by przedłużyć im trwałość a zarazem cieszyć się wrabianymi skarpetami z własnej przędzy - wszak sklepowa nawet najcudniejsza wełna zawsze będzie i tak gorsza (dla mnie:) od własnoręcznie uprzędzionej.



 Wzór oprócz dopracowanej pięty, która mi się podoba ale ze względów praktycznych nie robię (tutaj tyle przekładania i wrabiania - może trochę wytrzyma) ma jeszcze jedną nowinkę jak dla mnie.

taka ładna pięta - była - bo nie pożyje długo

Oczka zbieramy od góry, nie po bokach lub od dołu bo z takim zbieraniem  też się już spotkałam ale tu jest inaczej - od góry. Ładnie rozrysowana i przemyślana góra skarpety wygląda inaczej, tak faliście :)) "Woodruff" tak nazywa się ten wzór, do pobrania za darmo na Ravelry.
Robiąc to zdjęcie swojej nodze, manewrując by uniknąć upadku, przez przypadek wcisnęłam funkcję zdjęć przy zachmurzeniu (było ponuro) i proszę jak inaczej - w takiej żółtej tonacji.

zbierana góra
Ostatnio trochę więcej słońca nieuchronnie idzie wiosna, huśtawka pogodowa funduje mi od pełnych energii słonecznych dni do tępego bólu głowy w dni z opadami, od których i ja robię się lekko tępa :( Więc łapię te słoneczne i farbuję, robię próbki, chodzą za mną jakieś nietypowe połączenia kolorystyczne, mam zamiar przetestować kilka z nich :)


Pierwszy motek to reszta z powyższych skarpet mam zamiar połączyć z ciemną szarością w wrabianej czapce (po woli zaczynam myśleć o samodzielnym rysowaniu takich wzorów). Środkowy motek to runo Falkland i połączenie kolorystyczne z Shetlandem Moorit (zdjęcie pod spodem). Jak się napatrzę na łączenia kolorów u Alice Starmore inspirowane krajobrazem to sama zaczynam coś w tym kierunku chcieć. 
Ostatni motek na zdjęciu to również South American - tęczowy - dlaczego i co z niego powstaje  o tym napiszę za tydzień :))


Shetland i Falklandy  - chyba też czapka 

Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kilka całkiem udanych połączeń naturalnego koloru runa z runem farbowanym w przejścia tonalne. Poza tym muszę robić małe przerwy myślowe bo przędzenie tego samego runa (bfl na duży sweter) zaczyna być monotonne. 
Miłej niedzieli. 

niedziela, 17 lutego 2013

Niewiele

Załapałam się na ostre przeziębienie, a  że astmatykom niewiele wolno zażywać to leczenie raczej opornie wychodzi. Wszystkie formy dotychczasowej działalności leżą pokotem a ja pomiędzy nimi z lekka dogorywając. Niewiele przędę, niewiele dziergam, wszystkiego w ogóle niewiele. Domowymi sposobami ratowana przez rodzinne specyfiki wyglądam z utęsknieniem oznak poprawy samopoczucia.


formy przejściowe runa South American

Do zrobienia tego zdjęcia skłonił mnie komentarz Frasi pod ostatnim postem. Jaka włóczka powstanie z ufarbowanej czesanki. Kolory w czesance określiłam jako trochę "dzikie" ale jak widać efekt końcowy powinien być całkiem przyjemny. Czesankę dzieliłam wzdłuż pasma na nie za wąskie paski tak by w nitce navajo było od 3 do 5 rzędów koloru. Oczywiście sposób dzielenia, ilość na jaka podzielimy pasmo, jak uprzędziemy wszystko ma wpływ na wygląd końcowy nitki. Po dość wielu próbach z uzyskaniem efektu "Noro" teraz wiem już jak i co mam zrobić by efekt końcowy był zgodny z moimi wyobrażeniami.

Z ostatniego motku Rowan, który został z chusty wydłubałam sobie czapkę "na oko" tzn. widziałam ten projekt na okładce książki o czapkach ale książka swoją cenę ma, na dodatek trzeba czekać zanim dojdzie no i ja nie chodzę w czapkach. Sama myśl by zrobić coś bez opisu tylko z obserwacji zdjęcia mi się spodobała. Czapka na mojej (większej) głowie wygląda całkiem fajnie - ja z przyczyn j.w. nie nadaję się do fotografowania (zombi wyglądają lepiej). Oczywiście po komentarzach o "babcinej beretce", "dziwnym wyglądzie" czapki chyba nosić nie będę ale fajnie zmierzyć się z takim projektem bez projektu :)


Skarpety z resztek zrobione i już teraz powoli mogę napisać coś o włóczkach sklepowych, z których je robiłam. W zeszłym roku zrobiłam skarpety: z niemieckiej włóczki z sklepu NKD, Alize, Opal oraz Zitron Trekking Pro Natura (wełna z bambusem), w tym roku kupiłam Zitron Trekking Color i Fabel z Dropsa. Jak na razie najlepiej sprawdza się włóczka ze sklepu NKD (cena  ok. 13 zł za 100 g) oraz Zitron Trekking Color. Fabel ma piękne kolory ale brakuje mu sprężystości co w przypadku skarpet jest raczej pożądane. Alize jest jak dla mnie za puchata i słaba w teście na rwanie nitki. W skarpetach z Zitron Pro Natura (z bambusem) od samego patrzenia na nie zrobiła się dziura - nitka zupełnie nie nadaje się na skarpety. Opal też jest dobry ale po dłuższym użytkowaniu robi się lekko "szmaciasty"ale na razie bez dziur. Zitron Trekking Color daje wytrzymałą dzianinę przyzwoicie sprężystą jedynie podczas dziergania strasznie się skręca. Wszystkie te włóczki mają ok 420 m w 100 g bo z takich najbardziej lubię robić skarpety.


resztkowe skarpety Pana Męża

Oczywiście moimi ulubionymi skarpetami są te z mojej przędzionej wełny ale wiosenne, które zrobiłam z runa Southdown dogorywają, a fraktalowe z runa Falkland już nadają się do cerowania a nie nosiłam zbyt intensywnie. Dla kogoś kto chodzi w wełnianych skarpetach stale tak jak ja poszukiwanie runa owczego o trwałości sklepowej nitki jest prawie misją :))
Pozdrawiam z fotelika opatulona wełnianym kocykiem w wełnianym sweterku, z wełnianymi skarpetami na nogach okrytych wełnianą skórą.

niedziela, 10 lutego 2013

Darkness

Do farbowania potrzebuję dziennego światła, męczę się przy sztucznym oświetleniu. Już od jakiegoś czasu nurtowała mnie chęć zafarbowania czegoś na czarno nie czarno. Na kolor tak ciemny, że z daleka można pomylić z czarnym. 

 Śledząc prognozy pogody i słuchając zeszłorocznej płyty L. Cohena - stąd ta ciemność - " I caught the darkness" - tak sobie śpiewa. W środę zaistniało niebieskie niebo, z białymi obłokami i słońce, na bardzo krótko nastało światło, którego potrzebowałam. W biegu udało mi się położyć farbę na trochę czesanki.


oporny jedwab

 Efekt nie do końca taki jak chciałam ale i tak mi się podoba ta głębia koloru. Gdyby ktoś miał wątpliwości to to bardziej błyszczące to 10 g jedwabiu (strasznie kłopotliwy w farbowaniu -bardzo trudno nasycić go farbą) oraz Bfl z jedwabiem ok 60 g, na tą ilość czesanki użyłam takiej ilości barwnika jakbym miała zamiar zafarbować 300 g runa na całkiem intensywny kolor. Użyłam 3 kolorów : gun metal, burgund i spruce (świerkowy). Ten świerkowy zrobił się najbardziej czarny ale nie ma błysku głębokiej zieleni (tylko jedwab ma poblask), bo taki efekt sobie wyobraziłam - głęboką czerń z błyskiem koloru.

skręt pogłębił kolor

Pomimo bardzo przepisowego farbowania z zachowaniem czasu i temperatury nadmiar barwnika i tak się nie  wchłonął, niewiele ale jednak spłukałam. Zastanawiam się czy gdybym jeszcze trzymała z pół godziny na parze, efekt były taki jak oczekiwałam czy raczej nie. W tej chwili włóczka przypomina drobne koraliki połyskujące głęboką barwą. Uprzędłam cienkiego singla  a później zrobiłam navajo - (28 g - 120 m navajo).
Podzieliłam na bardzo drobne pasma bo zależało mi na takiej tweedowej mieszaninie ( trzy nitki w innym kolorze) ale nie do końca się udało. Wyobrażam sobie z tej włóczki cienkie rękawiczki z palcami z koronką na wierzchu dłoni, zapinane na jedwabny guzik z boku  -  ot taki zbytek  :)

Z resztek farby, które miałam w słoikach (nie wiem jak długo mogą takie stać) postanowiłam zafarbować jeszcze trochę czesanki South American na skarpety. Mam wielką chęć posiadać skarpet w stylu fair isle ale sama myśl o ich krótkim żywocie bardzo mnie zniechęca do takich projektów. Pomysł podsunęła mi Maduixa , ja wprawdzie nie użyję singla i druga włóczka będzie sklepowa (pięta i palce koniecznie) ale sama myśl o takim eksperymentalnym połączeniu i zastosowaniu bardzo mi się spodobała. 



Kolory trochę dzikie ale to z  tych resztek. Zależało mi na takim płynnym przenikaniu, prawie się udało. Metoda farbowania na streczu daje możliwość bardzo dokładnego aplikowania barwnika. Często nakładam intensywny barwnik a zaraz obok  jego rocieńczoną wersję by uzyskać tonalne przejścia. Tutaj raczej metoda "przepychania" farby.
  

Ostatnio czytałam na FB o białych plamach w środku czesanki lub wylewającej się farbie. Białe środki zdarzają mi się podczas farbowania w kąpieli wodnej nie zawsze jestem w stanie zaaplikować dokładnie barwnik, winą też może być za mały garnek a za dużo czesanki wtedy farba nie przemieszcza się swobodnie.
Najczęściej jednak (z wygody) farbuję na streczu za pomocą aplikatorów i wlewam farbę odrobinami na pasmo i w środek nie zapominając o spodzie - rękawiczki też pomagają bo rozsuwam wełnę i trochę ugniatam by równomiernie nabrała koloru. 


Oczywiście trzeba pamiętać by płukać rękawiczki przy zmianie koloru, niekiedy zapominam i  mam plamy :(

Dzięki Finextrze jej recenzji i nie tylko :)) kupiłam książkę, którą znam z okładki ale raczej bym nie kupiła, jakoś do haftu do tej chwili mnie nie ciągnęło.
W tej chwili nawet nie wyobrażam sobie by jej nie mieć, takie albumowe wydanie z nastrojem, wzory i opis techniki też są ale dla mnie to przede wszystkim album. Odczuwam wielki niedosyt kolorowych albumowych wydań, w nie tak zamierzchłych czasach wydawano albumy malarskie z czarno-białymi reprodukcjami (koszmarek) i nie były to grafiki Escher'a.


Mój Pan Mąż całkowicie obojętny na moje książki robótkowo - wełniane ku memu zdumieniu powiedział : " Taka poduszka - poproszę "  - pomarzyć może :)



Co nie zmienia faktu, że poduszka mnie też się podoba, jest tu również piękny stołeczek do kołowrotka (dla mnie stanowczo za niski) i wiele innych pięknych rzeczy.

uczynić sobie taki do kołowrotka ależ by się przędło :))

A teraz się pochwalę Wygrałam :)) Zapisałam się na candy u Aneczki no bo przecież, jak się nie zapisać :))
Nie dość, że włóczka z Rowan - a ja znam od nich tylko tweed to jeszcze jaki skład - delikatny moher i jedwab. Motek jest cudownie miękki, kolor od malinowej czerwieni po pomarańcze z tonalnymi przejściami.

na razie do podziwiania i miziania :D


Aneczko pięknie dziękuję sama radość dostać coś takiego.

Gratuluję tym, którzy przeczytali  do końca :)))