Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzór. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2019

Niby o skarpetach

 Celem usprawiedliwienia się, że nie odpowiedziałam na tak przychylne i serdeczne komentarze pod postem o swetrze PM, piszę ten dość długawy elaborat - kto ma ochotę czytać o skarpetach niech pominie kursywę.

Od sierpnia zeszłego roku wiem, że posiadam kamień, nie jakiś budowlany czy inny przydatny tylko taki zupełnie niepotrzebny w pęcherzyku żółciowym. Ów kamień był odpowiedzialny za ataki bólu, o które podejrzewałam wątrobę (wątroba po przejściach).  Jak się wyjaśniło, że jak kamienia się pozbędę to ataki miną to szybko przystałam na taką możliwość. Niestety jak to u nas bywa, to że ja chcę a nawet powinnam się pozbyć kamienia nie oznacza, że władni by to uczynić lekarze zgadzają się ze mną. Tak więc z początkiem września udałam się na oddział chirurgiczny by ustalić termin pozbycia się balastu, chirurg termin wyznaczył na 3 grudnia pod warunkiem, że wyleczę nerki. Na początku listopada wizyta u urologa, wniosła badanie tomografem z kontrastem, termin na 18 grudnia. Nie było innego wyjścia poszam do szpitala termin przesunąć, dopóki nie wypowie się urolog. Terminu nie przesunięto, mam przyjść z nowym skierowaniem i wszystkimi badaniami po wizycie u urologa. Badanie tomograficzne do odbioru zaraz po nowym roku, termin u urologa na opis tego badania wyznaczony na 11 lutego (tak jutrzejszy poniedziałek). Badanie tomograficzne wykazało, że pomiędzy sierpniem a grudniem ktoś wymienił mi wnętrze, wszystko jest w najlepszym porządku nawet kamień zniknął (tylko ciekawe skąd te ataki bólu :). Nowe USG i kamień znowu jest ale pomna zalecenia, że reszta musi być w porządku by kamienia się pozbyć, z nowym skierowaniem i tomografem udałam się na oddział chirurgiczny. Chirurg i owszem pooglądał ale opinię urologa i tak chce, a terminu nie wyznaczy bo i tu cytat: " ból w 99 % jest prawdopodobnie z pęcherzyka ale nie wiadomo co jest w żołądku trzeba zrobić gastroskopię ". Odesłał mnie z kwitkiem do lekarza rodzinnego po skierowanie na gastroskopię, którą w tym szpitalu robią !!! Moja lekarka rodzinna niewiele powiedziała, tylko na karteczce napisała nazwisko lekarza z Bytomia z oddziału chirurgicznego i kazała się tam udać. Tak też zrobiłam 29 stycznia we wtorek przyjął mnie chirurg w Bytomiu. Wizyta była krótka i rzeczowa, kamień trzeba usunąć :
- Kiedy Pani chce usunąć ten kamień ? 
- No.... jak najszybciej ..........
- To w piątek. 
- Który piątek ???
- No ten piątek, w czwartek proszę przyjść na badania, w piątek zabieg a w sobotę do domu. 
I tak jak powiedział tak się stało,kamienia nie ma, a ja z pocerowanym brzuchem w sobotę 2 lutego byłam w domu. Dochodzę do siebie, bo pomimo małej wagi zabiegu, jednak narkoza i ogólne boleści po zabiegu są - tak więc wybaczcie brak odpowiedzi na komentarze ale za wszystkie pięknie dziękuję :) Sytuację z lekarzami zostawiam bez komentarza bo nie wiadomo czy się "śmiać czy płakać".



 Skarpety skończyłam niedawno bo w lekarsko - szpitalny tydzień nie zrobiłam wiele, niestety muszę przyznać, że skarpety są za duże. Powinnam je zrobić na mniejszych drutach i byłoby dobrze a tak może się okazać, że będą raczej do spania lub dla syna, któremu kolor nie przeszkadza.



To co mnie zainspirowało pokazywałam tu wzór podpatrzony ale domki w 100 % narysowane własnoręcznie, jedynie gwiazdki bestialsko policzyłam ze zdjęcia. 


Skarpety w takiej beżowo-szaro- różowej tonacji z białym rysunkiem domków i śnieżynek, jedynie pięta cała w szarości, gładka nawiązująca trochę do ściągaczy.


Właściwie to są przerośnięte skarpety, prawie pół-kolanówki, jak zaczyna się rysować domki to jakoś same pną się ku niebiosom i nie wiadomo kiedy skończyć. 


Domki są dookoła nogawki ale jak robiłam skarpety to tak by nie były z takim samym układem, tylko by wyglądało jakby na drugiej skarpecie był dalszy ciąg miasta z innym układem budynków. Wiem, że w butach tego nie widać ale taka asymetria wydaje mi się ciekawsza . Stopa cała w śnieżynki czy gwiazdki jak kto woli układ kolorów zupełnie przypadkowy ale o dziwo motki Fabel'a z dopiskiem "long print" wyglądają w skarpecie przyjemnie. 


Ściągacz zrobiłam z resztek włoczek, które idealnie wpasowują się kolorystyką w wspomnianego wyżej Fabel'a. Zwykle narzekam na wszelkie resztki a tutaj ich posiadanie bardzo mi się spodobało, było w czym wybierać.


Dane techniczne to : motek Fabel'a , motek Flory, druty na ściągacz 2, reszta zrobiona na 2,25, wzór rozpisany na 72 oczka. 

Od zawsze mam słabość do margaretek (kwiatków nie ciastek) przeglądając internet wpadł mi w oko wzór na haft krzyżykowy ale jako, że nie param się już tego typu haftem to margaretki w tym wydaniu tylko mi się podobały do czasu aż nie narysowałam skarpet :) Rysowania i dopasowywania było tyle, że teraz już muszę je zrobić. 



Narysowałam jeszcze coś innego, od dawna podobały mi się takie "prawidła" na skarpety ale nie miałam czasu się tym zająć, a że ostatni tydzień trochę się oszczędzałam to znalazł się czas by takie coś narysować. PM wyciął laserem, muszę je przeszlifować papierem ściernym bo haczą nitki i jak zrobię następne skarpety to je wypróbuję :)



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 22 kwietnia 2018

Prawie ideał

Okazuje się, że jednak plany należy robić ostrożnie lub ich nie robić. Miałam zamiar robić remont w domu ale wyszło jak zawsze czyli udało mi się pomalować jeden pokój, nawał pracy zawodowej udaremnił moją chęć uczynienia wnętrz czystych i świeżych. Nie narzekam bo jak nie teraz to za chwilę pomaluję ale to wszystko spowodowało przerwę w "nadawaniu" na blogu. Za to po dwóch tygodniach milczenia mogę zaprezentować mój całkowicie własny sweter - no dobrze zamek jest ze sklepu :)


 Zdjęć sporo ale też jest o czym pisać bo jak wiecie włóczka moja począwszy od wymieszania na drumku, doboru kolorów i składu oraz przędzenia (typowa 3- nitka).

zabezpieczone miejsce cięcia 

Projekt swetra mój, w oparciu o wzory z posiadanych książek i internetu, karczek rozpisany też wg mojego pomysłu (podczas dziergania wprowadziłam dodatkową linię wzoru) ale reszta zgadza się z pierwotnym projektem. Następna zmiana to środkowy pasek wzoru delikatnie zanika by za chwilę się znowu wybielić i przejść w kolor. Wykończenie pod kołnierz lub półgolf kształtowanie za pomocą rzędów skróconych.

wzór 1:1 wydrukowany na drukarce wielkoformatowej


Nie mogłam się zdecydować czy mają być guziki czy zamek ale ostatecznie stanęło na zamku, bo wprowadzanie plisy przy tak bogatym wzornictwie mogłoby zaszkodzić. 

 Sam proces cięcia ma w sobie jakąś nutkę ucisku w sercu, strach w oczach ale przy dobrze zabezpieczonych brzegach nie powinno być niespodzianek.


Zamek wszywałam maszynowo bo to jednak zamek i cięta  dzianina podlega innym naprężeniom niż pojedynczo zapinane guziki.
nowe zastosowanie dla klipsów biurowych 

Po przyszyciu zamka co nie obyło się bez problemów bo ząbki maszyny nie specjalnie chciały przesuwać dzianinę ręcznie wykończyłam lewą stronę wszywając ozdobny ryps. Taka taśma rypsowa nie dość, że maskuje  cięty brzeg to jeszcze go zabezpiecza, nitki cięcia ukryte pod nią nie są narażone na zaciąganie.


Oczka nabrałam dokładnie wg przepisu z książki A. Starmore pod dzianinę typu Fair Isle,  muszę przyznać, że strasznie się martwiłam podczas dziergania bo ściągacz wywijał się do góry. Po praniu brzeg wygląda bardzo dobrze, lepiej niż kończone tradycyjnie rękawy bo szarości jest ociupinkę więcej tak jakby w lewych oczkach co daje wrażenie solidności wykończenia.



Robiąc zdjęcia reklamowe w namiocie bezcieniowym nie mogłam się powstrzymać by nie zrobić zdjęcia mojemu swetrowi bo kolory trudno opisać. Nie wiem co widać na waszych monitorach ale zdjęcie pod spodem ukazuje prawdziwą kolorystykę. 


 Sweter ma kołnierzyk bo przy tak ciepłej dzianinie typowe wykończenie swetra z okrągłym karczkiem zupełnie mi nie odpowiada, mam taki zrobiony wg wzoru z Drops'a, ciągle mam wrażenie, że mi wieje po karku, dlatego mój sweter ma podniesiony tył i dorobiony kołnierz, który może służyć za półgolf .


A skoro mi się w nim wszystko podoba to dlaczego "prawie ideał"  -  BO NIE MA KIESZENI, to jedyny mankament ale na prosto mi się nie podobały, powinny być po skosie ale na razie nie wiem jak ten problem rozwiązać w takiej dzianinie. Może za jakiś czas znowu napadnie mnie chęć posiadania swetra we wzory wrabiane i wtedy się zmierzę z tym problemem.



 Włóczki zostało dokładnie tyle ile widać na zdjęciu, ale w trakcie doprzędłam motek ciemnej szarości i bieli, jasno szary wyrobiony całkowicie.
Sweter z zamkiem waży 544 g ale podwójny i ma golfik, druty na ściągaczu 2, 75 a reszta na 3.

Kilka zdjęć swetra na mnie by jednak było jasne, że pasuje i nadaje się do chodzenia, zdjęcia na szybko zrobione przez przymuszonego PM.


 Jak widać karczek z tyłu wyraźnie wyższy ale jak już pisałam taki był zamiar niestety wzoru się nie dało w to wprowadzić bo rytm rzędów zaburzają rzędy skrócone.


 Rękawy dość wąskie ale sweter będzie noszony zimą pod płaszczem i kurtką a oba okrycia mają wąskie rękawy. Lubię szersze rękawy w swetrach bo przy wąskich dzianina cierpi pod pachami ale takie mi się nie zmieszczą w zimowych płaszczach.


Plączący się kot pod nogami też załapał się na uwiecznienie, właściwie to raczej zazdrosny o brak uwagi.



Pozdrawiam Was wiosennie z nadzieją na co tygodniowe wpisy :)

niedziela, 18 lutego 2018

Inaczej ale tak samo

 No nie mogę zaczynać po raz kolejny wpisu, że zrobiłam 3 motki, dzisiaj zupełnie inaczej. Od dawna mam zamiar personalizować moje wyroby końcowe czyli wszystkie dzianiny, które wychodzą spod moich drutów. Można zamówić sobie metki żakardowe, piękne w ilości sporej, można zrobić samemu za pomocą papieru transferowego na bawełnianej taśmie.


Rzadko się zdarza bym powtarzała jakiś  wzór , no skarpety ale ich nie mam zamiaru "metkować" więc jeżeli robię rzeczy jednorazowe to mam zamiar metki też umieszczać różne. Rozmyślając o tych metkach, przeszukiwałam internet w poszukiwaniu materiału, który można oznaczyć laserem i to przetrwa, na dodatek będzie można go uprać i też to przetrwa - znalazłam Washpapa czyli papier laminowany. Można go prać, szyć, imituje trochę skórę i całkiem ładnie się go znaczy laserem. Na razie trwają pierwsze próby ale to co widać mnie satysfakcjonuje :) Mam zamiar zrobić metki nie tylko z słynnym ale już spłowiałym "Hand Made", chce mi się metek w naszym języku, z jakimś ciekawym tekstem, z personalizowaniem.



Papier jest dość sztywny więc może do metkowania rękawiczek i skarpet się nie nada ale dół swetra czy mankiet z taką metką powinien wyglądać ładnie, pranie też powinno papier coraz bardziej upodabniać do wytartej skóry.
Dół czynionego swetra dla PM z przyszpiloną metką :)



Efekt mi się podoba do tego stopnia, że postanowiłam obdarować jedną dziewiarkę w takim drobnym "Candy" - będzie to kilkanaście tych metek, które widać na zdjęciu. Udział w candy jest bardzo prosty wystarczy pod tym postem napisać, że się chce a ja wylosuję jedną osobę - a kto to będzie napiszę 4 marca. 




Jak tylko opanujemy wystarczająco dobrze temat, metki pojawią się w sklepiku jako towar z możliwością naniesienia własnego tekstu, w ilości raczej takiej by dziewiarka nie musiała uruchamiać produkcji masowej by metki wykorzystać.

Oprócz metek powstały nowe miarki, tym razem z plastiku i też będą za jakiś czas w sprzedaży. 


PM wyciął też celem eksperymentu kilka guzików są raczej ozdobne i do naszycia jako inny rodzaj metki muszę tylko inne rysunki i teksty wymyślić. Całkiem możliwe, że przy zakupie czesanki znajdziecie takie guziki :)


A teraz o tych trzech motkach, które powstały w zeszłym tygodniu i zakończyły (mam nadzieję) przędzenie nitek pod sweter. Trochę się martwię bo podczas rysowania wzoru okazało się, że ciemna szarość będzie używana dość solidnie a mam jakieś 120 g i to może być na styk ale tak to jest podczas projektowania nigdy nie wiadomo jak się skończy i dokąd nas zawiedzie. 



Próbkę zrobiłam w okrążeniach (właśnie wyczytałam u Gackowej, że tak należy czynić), robiłam na drutach 3,25 i 3. Pomimo wszelkich miarek i innych zdroworozsądkowych przesłanek sugerujących większe druty mnie się podoba bardziej na 3.
Gdyby nie sweter PM zaczęłabym od razu, nawet mogę zacząć bo druty nr 3 mam wolne ale nie mam do nich żyłki, to znaczy mam ale nie tą czerwoną tylko obrotową której nie lubię, żyłkę bym kupiła ale nie ma tej długości  - i niech mnie ktoś opamięta bo chyba kupię druty nr 3 ze stałą żyłką ..... *



Po zrobieniu próby wiem, że ściągacz będzie 2:1 a nie tak jak pierwotnie narysowałam 3:3, pod spodem sam dół swetra narysowany w Corel'u więcej nie pokażę, ale powinno być przyjemnie dla oka :)

Pozdrawiam Was niedzielnie


* wiem gdzie są same żyłki ale ile tam motków, które mogą przez przypadek wpaść do koszyka :)

niedziela, 19 marca 2017

Resztki, które mnie pokonują

 Kiedyś już pisałam, że zostają mi resztki czesanki, nigdy mi się nie zdarzyło urwać dokładnie 100 g, jak urwę więcej to ok ale jak mniej bardzo rzadko ale jednak się zdarza, to mi zostaje takie niepełne 100 g. Po rozdzieleniu kilograma a nawet kilku też zostaje reszta i tak się zbierają te resztki.
Może dalej bym je zbierała i jakoś z czasem starała się przerobić ale rzeczy, które zrobię "z czasem" mam całe Himalaje i jakoś ich nie ubywa.


Po ostatniej zabawie w cieniowany motek, wpadłam na pomysł przerobienia kilku resztek w włóczkę, mnie kawałki w takim farbowaniu nie przeszkadzają. Nawet lepiej, że czesanka jest w kawałkach bo farbuje się to w pojedynczej taśmie a dla 6 -7 metrów miejsce trzeba mieć.  

zdjęcie z "Color Palettes"

Z farbowaniem jest tak jak ze wszystkim jak coś się robi to ma się pomysłów tysiąc ale jak się coś robi sporadycznie to oprócz niepewności dopada mnie brak zdecydowania co do kolorystyki, dobrze, że od czasu do czasu przeglądam inne blogi. Cała ich lista widnieje u mnie pod słowem "Inspiracje" i dokładnie tak jest inspirują, dzięki Melissce mam całą paletę barw do wypróbowania:) Nie muszę się trzymać kurczowo tych kolorów, nawet nie chciałam tego wpadającego w czerń oliwkowego i tej brązowej czerwieni - zrobiłam trochę jaśniejszą paletę a z tego ułożenia barw wyszło całkiem płynne cieniowanie.
 Na zdjęcia było ostatnio albo zbyt słonecznie lub zbyt pochmurno a więcej ich nie będzie w tej formie bo czesanka trafiła już na kołowrotek, a kolory trochę przekłamane. Przy gotowej nitce użyję do zdjęć namiotu bezcieniowego by oddać drobne niuanse kolorystyczne. Mam jeszcze kilka faworytów kolorystycznych do wypróbowania więc będzie tych nitek trochę i może w takiej formie znają zastosowanie.



Na drobnych drutach dzieje się następna rękawiczka, tym razem z palcami ale nie do końca pomyślane rozmieszczenie tych palców. Opiszę jak będą gotowe na razie robię palce w pierwszej rękawiczce, no i  mankiet też uważam, że jest do poprawy. 


 Za to przyszły druty w rozmiarze 1 mm, obok leży 2 mm w bambusie celem porównania. Niestety nie ma tam gdzie kupowałam karbonów w rozmiarze 1 mm więc mam metalowe, trochę ze strachem będę testować 15 cm metalowe druty, tak drobnych drutów potrzebuję do zrobienia rękawiczek z mojej przędzy.


 Oczywiście przy okazji zakupiłam trochę włoczki, 3 motki "Cotton Merino" bo trochę się boję, że podeszłam zbyt optymistycznie z zapotrzebowaniem na sweter - jak zostanie zrobię sobie ciepłe-zimne skarpety :) No i flora na następne miłe skarpety, bo włóczki na skarpety nigdy za dużo.


W pasku bocznym pod tym obrazkiem znajduje się Pdf ze wzorem skarpet, które ostatnio zrobiłam, wzór jest to pobrania i testowania, jeśli ktoś postanowi je zrobić będę wdzięczna za wszelkie uwagi dotyczące przejrzystości schematu :) 





Pozdrawiam Was niedzielnie z lekkim opóźnieniem.

niedziela, 17 stycznia 2016

Niepełna para

Tydzień był dość intensywny, akcja z wymianą pieca CO powiodła się nadzwyczaj sprawnie co nie oznacza braku zamieszania oraz podwyższonej gotowości "bojowej" na wszelkie nieprzewidziane zdarzenia. Zdołałam zrobić półtorej skarpety w dodatku wzór już znany, bo takie same powstały prawie rok temu. 


Jedyną zmianą jaka zaistniała to, te skarpety szarość mają ze wspominanej wcześniej włóczki Lang na dodatek pięta jest zrobiona z podwójnej nitki, do motków włóczki na skarpetki firma Lang dodaje szpulki w tym samym kolorze z nitką znacznie cieńszą, celem wzmocnienia pięty. Nawet dodatek tak cienkiej nitki solidnie pogrubił piętę,  nie mogłam przerabiać jej na drutach bambusowych bo bałam się że złamię, piętę przerabiałam na karbonach z KP.


Wzór fal zrobiłam z ciemniejszej włóczki bo bałam się, że braknie mi na wzór główny tej resztki po poprzednich skarpetach (22 g - włóczka z runa Kent Romney) ale wygląda na to, że jeszcze zostanie. W takich przypadkach bardzo zazdroszczę posiadaczom mniejszych rozmiarów.



Skarpety nie dla mnie pojadą za granicę i będą kogoś grzały - oby jak najdłużej :)

I właściwie to byłoby wszystko gdyby nie to, że narysowałam wzór rękawiczek z poprzedniego wpisu  i od dzisiaj jak ktoś ma ochotę to jest do poprania w pasku bocznym obok innych, pod tym zdjęciem.


Zima w dalszym ciągu jest jak ktoś ma ochotę i małe dłonie (rozmiar 6,5 do 7,5 ) to może sobie zrobić ciepłe rękawiczki. Gdyby wynikły jakieś niejasności to pytajcie.  


* post pisałam w piątek wiec dzisiaj skarpety są już pełną parą :)


Pozdrawiam Was serdecznie z zimą za oknem ale z ciepłego domu. 


niedziela, 29 marca 2015

Aquamarine

Motek Kent Romney, który ostatnio dostał pięknie brzmiącą nazwę "akwamaryn" a mnie jeszcze bardziej się podoba "aquamarine" - chyba przez tą literę "Q" raczej nie stosowaną w języku polskim. Ów motek był z myślą o skarpetach, zawsze mam jakieś skarpety do zrobienia a te miały być dla mojej siostry, bo lubi, bo ceni sobie, cieszy się jak dostanie a co najważniejsze dba o nasze stawy i kręgosłupy. 


Kolorystyka narzuciła tematykę skarpet, przy tych wszelkich niebieskościach cóż innego czynić jak nie ocean. Miały być rybki ale skarpety musiałam narysować na 64 oczka bo siostra jest oszczędnie zbudowana i wszelkie gotowe wzory zupełnie nie zdają egzaminu.

no może tu nieśmiało widać rybkę ze zbierania oczek no i resztki szarości

Potrzebowałam do tych niebieskości jasnego tła, ale nie białego - jasny szary byłby idealny ale musiał mieć domieszkę nylonu bo Kent jej nie ma a robienie zdobnych skarpet z samej wełny to trochę szkoda zachodu. Okazało się, że ja osoba z pudłami pełnymi wełny mam aptekarskie ilości włóczki skarpetowej w tym kolorze. Miałam zakupić Fabel z Dropsa ale okazało się, że jasno szarego nie ma. Zaryzykowałam i z trzech resztówek uczyniłam skarpety.


Ściągacz zrobiony jest z ciepłego popielu z włóczki skarpetowej, za tło dla koników morskich robi resztka South Amerikan z mojego bezrękawnika Fair Isle (trochę grubsza nitka ale trudno), pięta i stopa to dokładnie 28 g włóczki na skarpety, która została z jakiś męskich skarpet. 
Lubię jak palce mają wzór bo jest cieplej i tak szybko się nie przedzierają niestety tutaj nie ryzykowałam bo szarości zostały dosłownie metry. 



 Skarpety wyglądałyby lepiej naciągnięte na jakąś stopę ale żadna u mnie się nie kwalifikuje, więc musicie sobie raczej wyobrazić jak dokładnie wyglądają a wyglądają całkiem przyjemnie :)
Piety robię od dawna metodą rzędów skróconych i uważam ten sposób za lepszy od tego, który gdzieś na początku tego bloga figuruje, więc wprowadzam sprostowanie.
Metoda rzędów skróconych daje taką ładną zaokrągloną piętę, sam sposób na rzędy skrócone ma w internecie pełno tutoriali - chociażby ten w  Dropsie .


Za to w pasku bocznym jest rozpisany wzór na te skarpety, jak ktoś robił skarpety to z tego da radę zrobić dla siebie.
Wzór rozpisany na 64 oczka, druty 2,25 - ściągacz i pięta 2, piętę dla wzmocnienia robię fałszywym patentowym. Motyw główny koniki i fale zrobiłam jako lustrzane odbicie  ale nic się nie stanie jak będą obie takie same, trójkąty ze zbieraniem oczek opatrzone wzorem małej rybki ale tutaj jej nie widać - będzie może bardziej widoczna podczas noszenia skarpet.
A ja czekam na nową dostawę wełny powinna przyjść w tym tygodniu, będzie mieszanka na skarpety w dwóch wydaniach i runo wielbłąda.
Pozdrawiam Was Serdecznie.


niedziela, 9 listopada 2014

Rękawiczki dla nerwowych

Kilkakrotnie pisałam już, że resztki mnie pochłaniają, gdzie nie zajrzę mam kłębuszki, mniejsze i większe a nawet całkiem spore. Po czapce PM została alpaka, z jasnego i ciemnego motka zrobiłam mitenki, których wzór wisi w pasku bocznym, został motek w średnim beżu. 




Człapie za mną jakiś wzór bliżej nieokreślony, niby jakieś oczka tkackie sama nie wiem i jeszcze nie tak szybko się dowiem robię próby i ciągle nie to. Pierwsza myśl zrobić jeszcze jedną czapkę dla PM ale po co jak ma jedyną słuszną a resztę omija. Tak leżał sobie ten motek i nie dawał mi spokoju. 


Na dworze niby ciepło ale moje ręce sugerują coś innego, więc czemu nie zrobić takich przejściowych rękawiczek, super ciepłe nie będą ale na pierwsze chłody czemu nie. Motek był trochę nadwyrężony (brakowało 6 g) ale byłam święcie przekonana, że na takie drobne rękawiczki starczy. 



Nie mogły być całkiem proste z nudnym ściągaczem, na wierzchu dłoni drobny wzór oczek krzyżowych, dobrze wpasowujący się w ściągacz, stopniowo zanikający. Przez taką konstrukcję ściągacza rękawiczka ładnie trzyma się nadgarstka i dobrze leży na dłoni. 


Na wysokości palców wiedziałam już, że przeceniłam wydajność włóczki ale stwierdziłam, że z resztek pozostałych po mitenkach zrobię palce w kolorze. Dziergało się szybko i przyjemnie, a ja jestem zadowolona bo po motkach alpaki zostały mikroskopijne resztki. Prosząc PM o zrobienie zdjęć w rękawiczkach słyszę : A te rękawiczki to dla kogo skoro zaznaczyłaś środkowy palec ?? 




Wygląda na to, że rękawiczki powinien nosić jakiś nerwus :) Dobrze, że kciuki też są w innym kolorze zawsze można pokazywać OK. Jeszcze nie zdecydowałam o ich przeznaczeniu, na razie leżą i dają mi czas na zastanowienie się czy nie zamienić kolorów palca wskazującego ze środkowym. 


Po kilku przeszkodach z próbą zapisania pliku wg mojego pomysłu, a nie tak jak chciał program do rysowania wzorów, w pasku bocznym umieściłam rozpiskę na czapkę z poprzedniego postu. Schemat wzoru testowałam tylko ja, więc mogły się wkraść błędy. Do schematu jest legenda ale jeżeli coś będzie niezrozumiałe to wyjaśnię. Jestem typowym wzrokowcem i dla mnie schemat jest wszystkim jak nie ma schematu tylko opis wzoru, to daruję sobie takie dzierganie no chyba, że wzór powala to rysuję schemat. 

Na opakowaniu szafirków pisało, że sadzić od IX do XI miesiąca na głębokości 5-8 cm, ja moje sadziłam w połowie października ok 7 cm w głąb ziemi - obecnie wyglądają tak i mam nadzieję, że nie postanowiły zakwitnąć na Wigilię. 



W pochmurny dzień z nasączonej deszczówką okolicy całkiem spokojnie pozdrawiam Was :)