Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finnish. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finnish. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 lutego 2018

O teorii względności ciąg dalszy


Już pisałam o teorii względności tu :) a dzisiaj o tym jak mnie zaskoczyła z innej strony. Z siostrą mieszkającą za granicą kontaktuję się za pomocą WhatsAap'a, kilka słów jakiś cześć i wiem, że u niej wszystko ok. Siostra często mi posyła hasła w stylu "skoro ci się nic nie chce to znaczy, że dopiero wtorek" albo " ciesz się, czwartek to taki przed piątek", znajomi na Fb też takie odezwy stosują i dochodzę do wniosku, że czas nie dla wszystkich biegnie tak samo. Coraz częściej łapię się na tym, że poraża mnie myśl : " jak to dopiero był poniedziałek a dzisiaj już środa !!!!" 
To co innym się dłuży mnie przelatuje jak kalejdoskop - taka niesprawiedliwość, a ja tego czasu tak potrzebuję. Na razie pocieszam się tym, że na dobrej zabawie czas płynie szybko ale chętnie bym spróbowała tego "wlekącego się " czasu  - ile bym wtedy zrobiła :)


I dlatego, że ktoś mi podkrada godziny i dni to w tym tygodniu powstały tylko 3 motki - średni "morski " lub brudny petrol (jak kto woli) do poprzedniej jaśniejszej wersji tego koloru oraz w szpuli najciemniejsza wersja tego koloru.



Do tego dwa motki ciemniejszej szarości, pozostało mi jeszcze jakieś 50 g jasnej szarości do uprzędzenia i chyba uprzędę jeszcze 50 g bieli no i najwyższy czas zacząć rysować sweter :)


Okazuje się, że posiadając bardzo spory zapas wszelkiej włóczki można nie mieć tego co się chce lub co gorsza potrzebuje,  w dalszym ciągu robię skarpety na zmianę dla synów.  Przecierają się za szybko , a muszą być ciepłe i grubsze i jeszcze tysiąc innych uwag, jedno jest pewne starszy z bliźniaków kategorycznie odmówił noszenia skarpet z włóczki sklepowej. Dowiedziałam się, że te ze sklepowej włóczki nie są takie ciepłe, nie są miękkie i nie są takie miłe - poprzednie, które mu zrobiłam były z  runa Zwartbles i Eider czyli typowe gryzonie - ta względność :)


Skarpety trochę dzikie w kolorystyce ale nie mam już własnej przędzy na skarpety muszę uprząść, jedyny motek, który się nadawał to Finnish w naturalnym brązie w połączeniu z brudnym żółtym (moje Bfl) oraz nitka z Zitron'a do farbowania. Wzór pochodzi z  tej książki, już o niej pisałam  przy okazji poprzednich synowskich skarpet.


Skarpety są skarpetami nie tak jak w przypadku oryginału podkolanówkami , trochę mnie denerwowała ta pięta w szachownicę ale postanowiłam zrobić tak jak w oryginale, jedyne co jeszcze zmieniłam oprócz długości to dodałam nitkę na spód pięty oczywiście celem wzmocnienia. Spód stopy to jedna wielka przekładanka oczek ale miałam kiedyś tak zrobione skarpety i wytrwały dłużej.



Na następne skarpety dla syna włóczkę muszę uprząść a że mam zamiar dalej eksperymentować z mieszankami to będzie to prawdopodobnie coś równie "odjechanego" kolorystycznie, mężczyźni raczej wolą stonowane rzeczy a przynajmniej moi ale jak nie ma co się lubi to się chodzi w tym co matka zrobi :)



Ciepło Was pozdrawiam :)

niedziela, 18 czerwca 2017

Drobny eksperyment

To, że internet zżera czas odkryciem nie jest, więc ograniczam ile mogę, bo ciągle czasu mi brak ale z drugiej strony jest miejscem inspiracji oraz szalonych pomysłów.  Przez przypadek trafiłam na dyskusję na FB na temat farbowania przędzy przy pomocy odżywki do włosów. Ja z braku wyżej wymienionego czasu w dyskusji nie uczestniczyłam ale sam temat mnie zaintrygował a jeszcze bardziej efekt takiego farbowania - było zdjęcie motka poddanego takiemu zabiegowi. Motek wyglądał bardzo interesująco nazwałabym to "omszały kolorem".  Wyglądało to tak, że rdzeń nitki był nadal prawie biały tylko delikatne włoski wokół były pokryte kolorem - a przynajmniej ja to tak widziałam, na bardzo małym zdjęciu. 


Oczywiście nikt dokładnie nie wiedział jak takie coś ufarbować więc prób będzie kilka no i jak się domyślacie musiałam spróbować bo "omszały" kolor to coś dla mnie. Miałam motek wełny do farbowania w wymiarze i składzie skarpetkowym, intuicyjnie zamoczyłam w wodzie z octem bo czymś trzeba utrwalić ten barwnik na włóczce.



Marzył mi się motek w takim szałwiowym kolorze ale przędza była dość żółta, odpuściłam na rzecz łososiowego i delikatnie kasztanowego  w podwójnym eksperymencie  - farba na sucho i mokro. Odżywkę do włosów kupuję w wielkich puszkach bo często nią myję włosy, przy takiej ilości nie ma się co martwić, że braknie. 


Do jednej miseczki wsypałam farbę w proszku a do drugiej dodałam ją w płynie tzn. rozpuściłam proszek w odrobinie wody.


Później już poszło tradycyjnie, no prawie bo farbę nakładałam pędzlem do farbowania włosów.


Całość zawinęłam w folię i wrzuciłam do garnka nad parę, następne etapy jak przy zwykłym farbowaniu jedynie co, to płukanie tego motka zajęło wieki zanim spłukałam odżywkę no i niestety farbę, jednak ta odrobina octu w wodzie to stanowczo za mało by utrwalić barwnik.


 Intensywniej złapał kolor w proszku (łosoś) ale jego było też znacznie więcej niż kasztanowego brązu po którym pozostało tylko wspomnienie.


 Mam sobie motek w delikatnie łososiowym kolorze, trochę w cętki z farbowania proszkiem, z delikatnym przejściem w beż za to o bogatym zapachu odżywki, w sam raz na jakieś romantyczne dziewczęce skarpetki :)
I dokładnie wiem, że nie tędy droga farbowanie musi odbywać się inaczej, przede wszystkim trwałość koloru jest do niczego, ten ocet jest jak najbardziej konieczny. No i moczenie motka jednak pozwoliło na dogłębną penetrację koloru w nitce, chociaż odżywka teoretycznie powinna utrzymywać go na powierzchni.


Mój wniosek, trzeba spróbować z suchą przędzą a farbę (dużo farby) rozpuścić w gorącym occie  i połączyć z odżywką i taka papkę nanieść na nitki - chyba będzie następny eksperyment :)
A, że intryguje mnie wszystko co nowe i uwielbiam sprawdzać wszystkie pomysły to pewne, że się o tym dowiecie.


Jak widać na załączonych zdjęciach mieszanki są u mnie na porządku dziennym, bardzo mnie wciąga ta zabawa a i możliwości jest tak wiele. Częściami składowymi powyższego batt'a jest wszystko co czarne czyli: alpaka, jedwab (farbowany), bambus, finnish, merynos, jedynie co kolorowe to drobinki wełniane w bieli, czerwieni, fiolecie i niebieskim. Tym razem przepuściłam czesanki dwa razy przez grępel by skład nitki i drobiny koloru były bardziej równomierne. Batt jest niewyobrażalnie delikatny, tweed to nie będzie ale na pewno będzie artystycznie.
                         

          


Druga mieszanka to bfl z jedwabiem i moherem w kolorze wisterii i petrolu z przejściem tonalnym po środku ze sporą dawką angeliny - taka błyskotka. 
Trzecie mieszanie to niegdyś ufarbowany Kent Romney w kilku czerwieniach, których tu nie widać i beżo- brązach wzbogacony brązowym naturalnym merynosem, jedwabiem i odrobiną angeliny.
Myślałam, że chociaż na jednym zdjęciu uda mi się uchwycić to przechodzenie barw ale niestety widać tylko przejście pomiędzy brązem a czerwienią :( 



Eksperyment farbiarski nie daje mi spokoju, znalazłam pół motka tej samej przędzy i od ufarbowania go powstrzymuje mnie tylko odkryty brak octu - nawet nie wyobrażam sobie jakim sposobem mógł się skończyć tak pokaźny zapas ? Chyba ktoś u mnie w domu jeszcze farbuje wełnę :)


Pozdrawiam Was z tęsknotą za ciepłem bo ponoć lato się zbliża ale ja tego nie czuję.

niedziela, 19 czerwca 2016

W miejscu

Niby do przodu ale tak jakbym w miejscu stała, kiedy kradnie się czas to nawet to co sprawia przyjemność staje się udręką, że dzieje się tak wolno. Nareszcie udało mi się uporać z uprzędzeniem wełny na celtycki sweter trwało to dość długo, już nie wspominając o tym od kiedy mam zamiar zrobić ten sweter. Niestety samo dzierganie poczeka do jesieni w tej chwili mam sporo innych zajęć pobocznych i nie tylko a na dodatek rozgrzebane robótki, cały zestaw "wdzięcznościowych" skarpet do zrobienia no i chęć poznania nowych run, które od miesięcy czekają.
Motki wyprałam, nawet nie miałam czasu suszyć jak to mam w zwyczaju pod obciążeniem tak sobie powiewały na wietrze,  dlatego takie "dzikie"  ale naturalna kolorystyka sama w sobie bardzo mi się podoba i kto wie może coś w tej tonacji należy uczynić.


Pomimo tego, że motki będą używane dopiero za jakieś 2 miesiące to nie mogłam się powstrzymać by części nie zwinąć, poukładać kolorami jak ma to wyglądać w swetrze. Teraz mam czas się zastanawiać czy to na pewno ten zestaw oczywiście dzienne światło trochę przekłamuje kolorystykę ale namiot bezcieniowy już znacznie lepiej ją ukazuje.


Cały ten urobek to prawie 1800 g wełny uprzędzionej w 3-nitkę,  oczywiście na sweter tego stanowczo za dużo ale mam jeszcze chęć zrobić szal w tych barwach, a może się okazać, że zostanie jeszcze na czapkę :)


Tonacja ciepła, lekko przydymiona, jedynie czerwienie dość ostre ale na szarym tle powinny wyglądać dobrze.




 Sweter będę robiła na jesieni ale próby zrobiłam już teraz, oczka trochę "pijane" - już odzwyczaiłam się od robienia wzorów wrabianych po lewej i prawej, przepadłam dla stylu dziergania Fair Isle. Ta próbka powiedziała mi jakich użyć drutów a na dodatek będą zmiany kolorystyczne łososiowy motek pominę a róże staną się jeszcze bardziej przydymione - w brąz pójdą :) Całkiem możliwe, że do jesieni wyewoluuje coś zupełnie innego. 





Sweter PM powoli pnie się ku górze do jesieni skończę :), a ja trwam w zachwycie nad drutami z czerwoną żyłką, bardzo ostrożnie piszę wszelkie pochwały ale te druty (bambusowe ChiaoGoo) są dla mnie objawieniem - oby mój zachwyt z czasem rósł dalej.



Haftu na firankę przybywa mizernie bo wydłubałam igłą dziurę w palcu ale do czasu drobnego remontu w kuchni powinna być gotowa. 


Pomimo, że szydełka nie lubię a czasu jak na lekarstwo to dopadła mnie chęć posiadania nowej firanki w oknie sypialni, na dodatek z filetu, co do którego mam bardzo mieszane uczucia niby go nie lubię ale koniecznie muszę spróbować jak się go robi - grunt to zdecydowane poglądy :)
Sama wyrysowałam taki panel i po zrobieniu pierwszego zdecyduję czy dalej w to brnąć czy jednak sobie odpuścić.


A w tej chwili cieszę się z odzyskanej wolności przy przędzeniu - będę poznawać "stare nowe" czesanki, a na dodatek czekam z niecierpliwością na dostawę uzupełniającą stany w sklepiku i oczywiście przy okazji na kilka nowości :)

Pozdrawiam Was przędąc Gotlanda.

niedziela, 5 czerwca 2016

Farbiarsko

Sprawa przędzenia wełny na celtycki sweter ciągnie się jak brazylijski serial jest już tak nudno, że za chwilę się zniechęcę do realizacji całego projektu. Niestety zostało jeszcze dość sporo brązu do uprzędzenia i poddania farbowaniu ale ja by przerwać tą monotonię postanowiłam dla odmiany kilka motków pokolorować. No i entuzjazm lekko powrócił, jestem znowu zafascynowana wzorem, kolory wyszły tylko Wy tego nie widzicie bo to co na zdjęciu nijak ma się do rzeczywistości.



Jak  będzie komplet czyli jeszcze brakujące brązy postaram się o zrobienie zdjęć w namiocie bezcieniowym by jak najlepiej oddać wybarwienie tych motków bo na zdjęciu wszystkie krzyczą kolorem a tak nie jest barwy są żywe, intensywne ale nie krzykliwe - zdjęcie kłamie !! Czerwienie są dwie jedna to "Fire Red" z Jacquard'a kolor z puszeczki niemieszany a druga to moja mieszanka z barwnika Eurolany, czerwień w ciepłym wydaniu taki cynober - na zdjęciu różnica subtelna.


 Druga fotograficzna porażka to kolor różowy, który w rzeczywistości jest bardzo stłumiony wymieszany z Jacuqard'a i Eurolany użyłam trzech barwników w tym żółci wiec motki na zdjęciu kolor sobie zmyśliły w rzeczywistości są różowe ale bez tego szaleństwa ze zdjęcia. Łososiowy też jest bardzo spokojny - nic nie pozostanie tylko zrobić zdjęcia jeszcze raz bo to zupełnie oderwane od stanu rzeczywistego.
Musiałam jeszcze ufarbować kolor wielbłądzi (taki brązowo-żółty) jak wymieszać wiem, jak farbować też ale to nigdy nie gwarantuje, że efekt będzie taki jak oczekujemy. Ostatnio na FB też była dyskusja, że barwniki lubią się rozwarstwiać i proszę oto przykład tego na co nie mamy wpływu.


Po analizie tych przypadków rozwarstwienia dochodzę do takich wniosków :
- rozwarstwienie barw występuje najczęściej jak chcemy ufarbować wełnę na pastelowe kolory z mieszanki barwników, którą same zrobimy - wtedy pomimo zachowania wszelkich procedur najszybciej łapie barwnik najmocniejszy w moim przypadku czerwony, 
- mocnego barwnika jest na tyle mało, że łapie tylko fragmentarycznie stąd te smugi koloru, 
- pastelowe kolory najlepiej farbować z barwników przygotowanych fabrycznie dobierając tylko odpowiednie nasycenie koloru ( ecru z Jacquard'a),
- na runach delikatnych zdarza się to najczęściej.




No i mamy później taki melanż, którego wcale nie chciałyśmy jeszcze na etapie runa można to jakoś sensownie uprząść farbowana nitka taka pozostanie. 


Rozmawiając ostatnio z Moniką  zadała mi pytanie, które barwniki bym poleciła. Właściwie to nie mam ulubionych każde z nich mają swoje zalety i wady.




"Kakadu" - zaletą jest cena i dostępność, wadą nie do końca odpowiadająca mi paleta barw i czarny, który jest mieszaniną innych barwników co przy próbie barwienia na grafit lub szary daje efekt brudnej szmaty. "Jacquard" - piękna gotowa kolorystyka, w miarę bezproblemowe łączenie barwników ale cena dość spora i trzeba naprawdę sporo farbować by je szybko wykorzystać, bo moje barwniki po 2 latach się zniszczyły, szczególnie te z żółtym i czerwienią chociaż burgund też  przepadł :(
"Simplicol" jest w tej chwili dostępny w drogeriach Rossmann ale ja farbowałam nim od dawna (siostra słała z zagranicy) wybarwia dobrze ale się spiera, cena też nie najmniejsza.
"Eurolana" ma małą paletę barw do tego spora cena i mam wątpliwości co do żółtego barwnika, który zbija się w grudy, kolory można uzyskać przez mieszanie barwników, nie zawsze otrzymujemy o co chcemy ale jak już zapoznamy się z zasadami przynoszą sporo radości, bardzo intensywny barwnik - małą ilością można wiele.
Oczywiście są to moje spostrzeżenia bardzo subiektywne i bardzo rozciągnięte w czasie bo nie farbuję wiele chociaż niekiedy coś tam zmaluję :)


Prawie ale nie do końca oryginalne wybarwienie różu w towarzystwie brązu, który się przędzie na zakończenie prac nad motkami na ten sweter. Brąz to Finnish w naturalnym kolorze, wygląda dość dobrze w tym zestawie.


Pozdrawiam Was z nadzieją na rychłe ukończenie brakujących motków :)

niedziela, 29 maja 2016

Z czeluści


 Zakamuflowane głęboko w szafie wyskakują rzeczy nieskończone zeszłego lata. Brakło światła i ja zaraz odstawiłam drobiazgi bo strasznie mnie męczy pomimo okularów (sporadycznie noszonych) ślepienie nad mikro oczkami. Czeluści mojej szafy zajmuje więcej drobin ale ta była prawie gotowa brakowało czterech motywów z krótszej koronki by zacząć haftować materiał, do którego koronka zostanie przyszyta.


Koronkę musiałam skończyć zanim zabrałam się za przygotowanie materiału pod haft, z powodu wymiaru - sumowanie wymiaru poszczególnych części nie daje właściwego wymiaru końcowego. W tej chwili mogłam już wyciągnąć nitki pod mereżkę i przekopiować wzór pod haft. Teraz wystarczy kilkanaście słonecznych dni i haft powinien być gotowy, a później tylko mereżki, wykończenie i firanki gotowe. 


Tak naprawdę i w pełnej krasie (lub nie:) mam zamiar je zaprezentować dopiero w miejscu docelowym czyli oknie kuchennym ale najpierw muszę kuchnię pomalować, zabieramy się za to od marca, mam nadzieję, że do jesieni damy radę :)
Oczywiście nie mogłam się oprzeć publikacji poniższego zdjęcia, mam już całą kolekcję zdjęć rozciągniętej koronki na stole i nie mogę się napatrzeć a jeszcze bardziej nadziwić, że mi się chciało bo szydełka nie lubię, a najgorsze jest to, że znowu wpadła mi w oko szydełkowa firanka. 



Przędę ciąg dalszy mojego celtyckiego swetra ale z wielkimi przerwami bo zajęć w dalszym ciągu sporo, chociaż kołowrotek wręcz magnetycznie przyciąga, chwile z nim raczej wyszarpywane kłami co widać po chaotycznie zapełnianej szpuli.

finnish w brązie

Na drutach pojawiła się grafitowa nuda (sweter dla PM) ale to nawet dobrze bo przy wymagającym wzorze mogłabym narobić samych błędów. Po trzech tygodniach bardzo intensywnych zawodowo takie prawe oczka, relaksują i usypiają - niekiedy nuda wzoru też jest dobra :)


No i jest jeszcze jeden mały powód sporadycznego przędzenia i dziergania, ma cztery łapy opatrzone pazurkami i wielką miłość do wszelkich włóczek. Od dawna przewija się w moim domy myśl o psie nawet już prawie uzgodniliśmy, że ma to być pies w stylu malamuta a najlepiej do adopcji niestety po zapoznaniu się ze specyfiką rasy na razie odpuściliśmy z powodu braku czasu. Pies wymaga sporo uwagi za to koty są praktycznie samoobsługowe, a że w zeszłym roku po wielu latach odeszła nasza poprzednia kotka to szybciej było przygarnąć nową niż znaleźć psa. Podczas snu to jedyna chwila kiedy można zrobić jej zdjęcie na jawie włącza się jej kocie ADHD.


Wczorajsza pogoda pozwoliła zrobić zdjęcie mojej glicynii wyjątkowo obsypanej kiśćmi kwiatów w tym roku. Okno pod tym pseudo balkonikiem to okno kuchenne więc mam całkiem ładny widok wiosenną porą chociaż mnie się jeszcze bardziej podobają owoce glicynii w kształcie wielkich fasolek :)


Po dzisiejszym oberwaniu chmury na chodniku mam dywan kwiecia i wiszące szypułki po kwiatach ale na zdjęciu dalej pięknie :) Zapach lekko mdlący ale dla kilku dni takiego widoku da się wytrzymać. 


Pozdrawiam Was niedzielnie w strugach deszczu.

niedziela, 6 września 2015

Drobiazgi

Jakiś czas temu napisała do mnie pewna troskliwa mama - innych zresztą nie znam, mamy z reguły są troskliwe a nawet jeśli chodzi o mnie nadopiekuńcze, chociaż to kwestia dyskusyjna co właściwie jest nadmierną opieką:))
Ta wspomniana mama czyni wyprawkę swemu dziecku w zimne i mokre rejony naszego globu a cóż może lepiej zabezpieczyć niż wełna na stopach, trochę popisałyśmy o wełnach i co byłoby najlepsze, a że ma to być morska wyprawa to stanęło na morskiej kolorystyce.



 Motki mogę z czystym sumieniem pokazać bo dotarły do właścicielki, spodobały się i muszę przyznać, że opis kolorystyki  poczyniony przez "troskliwą mamę"bardzo mi przypadł do gustu oto on: "Na zdjęciu była piękna ale na " żywo" - wszystkie odcienie wody: lazur, szafir, głęboka toń, szkwał, białe grzywy fal, turkus, błękit i co tylko dusza zapragnie:))))))"  - radość to dla mnie, że wywołałam uśmiech na czyjejś twarzy. Runo, które uprzędłam na skarpety to Cheviot + nylon, w skręcie navajo, pod "prószone" farbowanie podzielone na dwa motki, by było łatwiej uzyskać podobne wybarwienie, nie jest to mój ulubiony rodzaj farbowania ale muszę przyznać, że w motku wygląda wyjątkowo efektownie a i wzory wrabiane z takiej nitki pięknie się mienią kolorem.


Morska przygoda się skończyła, a ja skończyłam prząść "świerkowy las" z poprzedniego wpisu i nawet zaczęłam kawałek muszelkowego wzoru ale na razie jakoś bez przekonania. Myślę nad tym dość intensywnie czy to ma sens, bo to będzie raczej "szaliczek" niż szal, wszak to tylko 100 g włóczki. Na dodatek zrobiło się ponuro i nie mogę dokończyć kuchennej firanki bo przy sztucznym świetle nie lubię, więc mało mnie cieszy.


Falkland w świerkowym lesie :)

Sweter PM też leży odłogiem, na te wszystkie "ale" najlepsze są "wdzięcznościowe" skarpety do zrobienia :))

Zrobiłam je z nitek, które u mnie leżały w szafie więc kłębuszków zalegających będzie mniej, skarpety są dla wujka, który jest zmarzluchem jak ja :) Ciemne paski to runo Corriedale a ten jasny brąz to Finnish - miłe ciepłe z dość grubej nitki (15- 16 WPI)  splecionej w navajo. Druty 2, 75 powinny być grubsze ale jakoś skarpet nie mogę dziergać przepisowo i zawsze biorę do nich znacznie cieńsze druty.
Patrząc na to co za oknem myślę, że to już najwyższy czas na dzierganie wełnianych skarpet, zresztą ja już mam jedne z tych cieńszych na stopach no bo zimno !!
Pozdrawiam Was z nadzieją  na ciepłą i słoneczną jesień :)

niedziela, 12 lipca 2015

Finnish w stonowanych barwach

 Upały skutecznie obrzydziły mi dzierganie z wełny, jedyna wełniana rzecz, która powstała to motek z runa Finnish farbowanego ostatnio. Motek w kolorystyce jesiennej ale cudownie wtapia się w tło za oknem, wypalony trawnik do tego szaro zielone rośliny usychające z pragnienia, kilka ulew nie napoiło jeszcze całej roślinności, za to po cieple ani śladu.


 Ufarbowałam 120 g runa i od razu wiedziałam, że tym razem będzie navajo, długie przejścia pomiędzy kolorami, bo od dawna podoba mi się ten szaliko-komin. Muszę sprawdzić czy to się uda z tego jednego motka, poza tym ta moja włóczka jest na druty 3,5 a szal w oryginale wygląda na dość cienki, piszą tam o włóczce typu "fingering". Podobałby mi się w tej kolorystyce ale zobaczę co z tego wyniknie.


Myślałam, że skoro szpule są przeznaczone na 120g przędzy to spokojnie dam radę upchnąć to w jednym kawałku ale albo ja już jestem zmanierowana albo jednak nie do końca to się udaje. Musiałam podzielić czesankę i resztę uprząść na drugiej szpuli bo dosłownie walczyłam o następne metry przy nawijaniu, ustawienia kołowrotka nie miały na to wpływu po prostu nie współpracował tak gładko jak lubię.


W tej chwili patrzę na motek i nawet nie mam zamiaru zabierać się za próby bo następna rozgrzebana rzecz nie jest mi  potrzebna, kto wie może się okazać, że skończy się na patrzeniu.


Za to zupełnie nie miałam wpływu na to, że zaczęłam przerabiać jedwab a raczej nitkę powstałą z wyczeski jedwabnej. Nie wiedziałam co to za rodzaj jedwabiu ale Aldona (Finextra) wiedziała i teraz ja też wiem, że to bureta. Muszę przyznać, że te odpady jedwabne bardzo przypadły mi do gustu jedynie czego się po sobie nie spodziewałam to radość z posiadania metalowych drutów , na drewnianych przerabia się tą nitkę źle ale na bambusowych jest to wręcz koszmarne. Ten fragment dzianiny to góra swetra (w stylu podkoszulka) robiona od góry - mam zamiar zrobić go metodą contiguous, raz już nią robiłam ale nie do końca byłam zadowolona teraz będę walczyć na wyczucie a nie wg schematów :)


Chłodne słońce patrzy przez okna a ja nie wiem za co się zabrać, bo teraz to już mogę przerabiać wszystko co leży i straszy, światło jest, upału brak - nic tylko szaleć robótkowo :))
Pozdrawiam Was niedzielnie :)


niedziela, 21 czerwca 2015

W kolorze

 O czesance nowozelandzkiej w wydaniu "soft" (jagnięca) pisałam poprzednio i jest to odkrycie warte polecenia. Jest to jedna z nowości, która ostatnio pojawiła się w sklepiku i chyba zostanie ze mną na dłużej, przędzie się bardzo dobrze, ma piękny połysk a farbę przyjmuje lepiej niż większość mieszańców merynosów. Na dodatek przypomina moje ulubione Bfl co stawia ją wysoko na mojej liście ulubionych run.


Runo ma ok 24 mic, więc jest jak dla mnie runem miłym, przytulone do szyi jest miekkie i nie gryzie, mnie właściwie "gryzą" runa powyżej 32 mic. Podczas przędzenia na szpuli wydawało się, że będzie to bardzo energetyczny motek ale "fraktalowe" wykończenie przędzy nadało mu zupełnie inny wymiar kolorystyczny.


Nie ma nitki, której przędzenie sprawiałoby mi większą radość niż fraktale, to przenikanie kolorów ich łączenie się i wzajemne interakcje w nitce, fascynują mnie bardzo na takie motki mogę patrzeć przez długi czas. Jest to taki typ nitki, którego nie spotkałam w przemysłowej przędzy i to moim zdaniem podkreśla unikatowość tych motków. Nie ma szans by powtórzyć farbowanie, a na dodatek układem poszczególnych pasm podczas przędzenia też można nadać nitce inny charakter - tak to jednorazowe wydania. 

kolory bardziej nasycone niż na zdjęciu

W tym tygodniu oprócz dziergania tego co zawsze czyli skarpety, swetra dla PM i szydełkowania kolejnych elementów do firanki udało mi się ufarbować dwa runa bo po ostatnim fraktalu ciągnie mnie do przędzenia w kolorze. 


Pierwsze runo to Finnish w kolorze moreli, brzoskwiń i ciepłych zieleni całe runo ma w sobie tyle niuansów kolorystycznych, że trudno je wymieniać. Ogólnie jest ufarbowane w ciepłej kolorystyce i mam zamiar zrobić z niego navajo z bardzo długim przejściem tonalnym ale o tym postanowię dopiero za jakiś czas....



...ponieważ runo, które będę przędła w tej chwili to Bfl ufarbowanie w intensywne kolory. Po przędzeniu czesanki nowozelandzkiej, która tak przypominała mi Bfl, znowu zatęskniłam za kontaktem z tym runem, a że układ barw i ich wpływ na siebie w faraktalowej przędzy bardzo mnie fascynuje to mam takie coś do eksperymentów :)


Czesanka upleciona w warkocz prawie obrazuje trochę przyszły wygląd przędzy ale nie do końca jestem w stanie to sobie wyobrazić - niby poszczególnych barwników jest równo ale, który zdominuje przędzę to się okaże jak nitka będzie gotowa.





Nie mogłam się oprzeć umieszczeniu tego zdjęcia z lampą - jak nie kochać tak cudownego runa :) 



Na wełnianym blogu bywają wtręty z innych dziedzin mego życia, nieliczne ale jednak :) - ONZ ogłosiło 21 czerwca międzynarodowym dniem jogi, więc pozwolę sobie zadedykować taką migawkę wszystkim z bólem któregokolwiek odcinka kręgosłupa :)


Przy astmie alergicznej nie mogę rehabilitować się podczas pływania ( za dużo chloru), a same ćwiczenia izometryczne są strasznie nudne, joga jest formą aktywności, który jak najbardziej mi odpowiada :)
Pozdrawiam Was  dzisiaj jak jogini -  namaste :))