Bardzo mizernie ale przędę wełnę na mój celtycki sweter, jak na razie uporałam się z czesanką nowozelandzką pod farbowanie. Mam jej 8 motków wszystkie ok 75 - 90 g i wszystkie będą farbowanie. Nitka tym razem to tradycyjna 3-nitka, nie wiem czemu ale wydaje mi się bardziej napuszona niż navajo, całkiem możliwe, że navajo ma u mnie mniej skrętu. Oczywiście końcówki pozostałe na szpuli po 3-nitce potroiłam właśnie navajo i dlatego mam namacalne porównanie.
![]() |
| prawie 900 g |
Sweter z założenia ma być wierzchni do zapinania nawet nie wiem czy nie pokuszę się o podszewkę (marzy mi się wełniana tkanina), na druty 3,25 lub większe. Na razie przędę i pierwszy raz od dłuższego czasu przędę na wyrost, mam nadzieję, że zostanie dość by zrobić szal we wrabiane wzory bo pomysł już jest :)
Po bardzo przyjemnym przędzeniu czesanki NZ (jagnięcej) przyszedł czas na pierwsze runo w kolorze, była to czesanka La Plata, nie ma jej już w sklepiku nawet nie ma jej w miejscu gdzie ją zakupiłam. La Plata to runo pochodzące z Ameryki Pd, jest to krzyżówka merynosa z wszelkimi innymi owieczkami. Runo okazało się kłopotliwe bo nie dość, że różne długości włosa rozłożone partiami dłuższych i krótszych to jeszcze bardzo przesuszone, wręcz hamujące podczas przędzenia.
Takie skokowe przędzenie nie dość, że denerwuje to jeszcze nitka wychodzi nieładna.
Takim to sposobem przędłam od niepamiętnych czasów runo poddane natłuszczeniu, do dawno zakupionej odżywki do włosów (dwufazowej i zupełnie nietrafionej) posiadającej drobno rozpylający spryskiwacz dolałam łyżkę oleju z awokado i energicznie wymieszałam. Ta mieszanka trafiła na czesankę, musiałam powtórzyć oprysk po uprzednim rozwarstwieniu czesanki na pasma, bo nie wszędzie mikstura dotarła. Różnica podczas przędzenia była kolosalna a wyobrazić to może sobie tylko prządka, która pracowała z runem prosto ze strzyży, tylko moje runo pachniało odżywką :) Nawet nie wiecie jak ta prosta czynność zmieniła sam włos, który nagle się pofalował i nabrał życia, sunął pomiędzy palcami jak jakieś idealne runo, a to do nich nie należy.
Po praniu motki nabrały puszystości a wełna nie jest tak sucha jak w czesance, chociaż to widać, że gatunek raczej pośledni.
Na drutach mam pozostały jedwab po poprzednim podkoszulku tylko poddany farbowaniu. Na podkoszulek kupiłam 400 g jedwabnej burety, na podkoszulek wyszło jakieś 260 g na resztę nie miałam pomysłu do czasu aż nie zobaczyłam pewnego topu ale o tym napiszę jak skończę to dziergać :)
![]() |
| oby tylko starczyło tego jedwabiu |
Pozdrawiam Was z prawdziwą wiosną :)













