Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2019

Po czasie

Tyle rzeczy się dzieje, nawet niektóre skończone tylko ja nie mam czasu by uwieczniać i opisywać. Przez 2 tygodnie nic nie napisałam ale pierwszy z nich  minął pod znakiem końcówki remontu. Musiałam doprowadzić przedsionek do stanu normalności po wymianie drzwi wejściowych - drzwi wymieniono w marcu więc aż strach pomyśleć albo ja jestem tak wolna albo czas tak szybko upływa :) Drugi tydzień cały praktycznie poświęcony przygotowywaniu zestawu koszulek na dość spore, coroczne święto miasta zwane "Gwarkami".
Oczywiście nie zarzuciłam zajęć ulubionych więc powstały skarpety dla żony kuzyna z włóczki, która coraz bardziej mi się podoba czyli Flora z Drops'a. Jest to mieszanka wełny z alpaką 50 g - 210 m - taka grubość najbardziej mi odpowiada na skarpety, Jedynie pięty wzmacniam dodatkiem ku temu z firmy Lang.


Wzór narysowałam w oparciu o coś podobnego co znalazłam w internecie, jest to jeden długi motyw na 23 oczka powtórzony 3 razy. Potrzebowałam małego rozmiaru skarpet a 69 oczek na drutach 2,25 przy wzorach wrabianych, daje taką właśnie nie za dużą skarpetę.



Oczka gubione na spodzie stopy by wzór wijących się listków płynnie przechodził po całości. Skarpety są robione w lustrzanym odbiciu, tak mi się wydaje, że jest ciekawiej. Zrobione były już w zeszłą niedzielę ale dopiero w czwartek wyprałam i na ostatni moment zaniosłam bo kuzynostwo wybiera się na urlop.


Skarpety na nogach właścicielki prezentują się o wiele ładniej niż na blokerze ale zdjęcia robione na szybko nie do końca ukazują ich urok :)  Przeznaczone do spania skarpety są w delikatnych kolorach z drobnym wzorkiem, powinny wpasować się w pościel. 


Kończąc poprzednie rękawiczki maiłam w głowie następne, wzór narysowałam dość sprawnie oprócz palców, mam jeden ale to tak jakby były wszystkie. Wzór ekskluzywny bo wydrukowany w kolorze, przy nowej drukarce do koszulek nabierają również koloru moje szare wzory. Trochę to potrawa bo rękawiczka na 96 oczek w obwodzie ale druty 1,25 więc drobnica ale jak skończę to pewnie się pochwalę :)


Moje dziecko jest mistrzem chińskich zakupów w dodatku za takie pieniądze, że się zastanawiam jakim sposobem to działa. Poprosiłam go o zakup 3 par nożyczek do ścinania nitek w haftach (tych z hafciarki do znakowania odzieży firmowej). Podczas wybierania tych nożyczek wpadły mi w oko guziki, które o dziwo przyszły bardzo szybko - na nożyczki jeszcze czekam.


Ale to co zakupiłam jeszcze to już "odlot" w innym kierunku - wielki haft krzyżykowy (70 cm x 100 cm). W zamierzchłych czasach PRL haftowałam krzyżykami ale, kanwę robiłam sama, mulinę zdobywałam z Czechosłowacji lub NRD w dodatku wzory miałam powielane na powielaczach do ulotek, z symbolami, bez koloru z opisem po niemiecku :) 



Teraz taki komplet to gotowa kanwa z bardzo precyzyjnym nadrukiem (chyba, że jest się sierotą tak jak ja i zaleje część herbatą wtedy bardzo pomocny okazuje się dołączony schemat na papierze) dokładne oznaczenie kolorów z ponumerowaną tekturą do ich spięcia , ścinacz nitek, nożyk do prucia, igły, wosk by nici się nie strzępiły, inne przedmioty, o których przeznaczeniu nie mam pojęcia no i zestaw nitek. U nas zakupiłam ochraniacze na palce bo pierwsze kilka nitek i już mam dziurę w palcu, niestety drutami też tak sobie robię :(

precyzyjny nadruk z moim herbacianym zaciekiem :)
Nie wiem kiedy to skończę i czy w ogóle się uda ale ma być to coś podobnego do tego co umieszczone pod spodem. Oby starczyło cierpliwości i czasu bo coraz częściej wszystko jest ... po czasie.
zdjęcie z internetu - to rysunek oby mój haft go przypominał 
Pozdrawiam niedzielnie z nadzieją, że z następnym postem zdążę na czas :)

niedziela, 18 sierpnia 2019

Rękawiczki

 Skończyłam rękawiczki, nie są dla mnie, nawet już nie powinny, rękawiczek mam pół szafy, chodzę sporadycznie w dwóch, trzech parach. Posiadam taki zapas jakbym była co najmniej Kali z 10-cioma rękami, strojącą się w nowy zestaw na każde wyjście.


W tej chwil czerpię przyjemność z samego robienia rękawiczek, rysowania na nie wzorów, przędzenia wełny, już nie muszę koniecznie posiadać wszystkich, które zrobię.


Nitki na te rękawiczki to moja produkcja, wszystko tradycyjna 3-nitka, w 50 g jakieś 380 - 420 metrów w zależności od składu. Druty tym razem całkiem grube bo 1,5 mm ale rękawiczki małe bo tylko 80 oczek w obwodzie czyli taki rozmiar M.
Wzór pomyślany tak by kwiatki na palcach szły w każdej rękawiczce w przeciwnym kierunku, dotyczy to również kciuków. Brzegi wzdłuż dłoni mają wzorek, który kończy się z jednej strony na końcu małego palca z drugiej na  końcu wskazującego, ten sam wzór jest na kciukach. Wnętrze dłoni z innym wzorem ale płynnie przechodzącym na palce, mankiety podwójne w ząbek na zgięciu.



Wełna farbowana w łupinach orzecha włoskiego (brąz) oraz w indygo, biel naturalna. Takie białe rękawiczki nie są może super praktyczne ale raczej nie robiłam ich z myślą o zabawie w śnieżki brudnym śniegiem lub skrobanie szyb samochodu, to raczej takie rękawiczki "na wyjście" albo jak to określiła moja znajoma "do wód" celem odpoczynku :)



Patrzę sobie na nie i wiem, że nawet jeśli nie są dla mnie to i tak przyniosły mi sporo radości podczas dziergania, a skoro mają takie właściwości podnoszące poziom zadowolenia to całkiem niedługo opowiem o nowych bo pomysł już kiełkuje a raczej kolorystyka tylko wzór muszę wymyślić.



Kolor na nowe to nic odkrywczego ale zestawienie jest tak ponadczasowe, a że z  takich  kolorów rękawiczek jeszcze nie robiłam więc najwyższy czas zrobić :) 
Jasno szary motek to świeżynka na gorąco z kołowrotka, jasno szary merynos z oferty sklepikowej doczekał się mojej uwagi. Nie przędę merynosów chyba, że muszę ale potrzebowałam czegoś w jasnej szarości na wzór, a nie chciałam farbować. O dziwo w drobnej ilości przędzenie merynosa było bardzo przyjemne, chyba, że to wyjątkowy merynos lub ja bardzo się stęskniłam za przędzeniem. 



Zanim pojawią się tu nowe rękawiczki to będą jeszcze skarpety bo żona kuzyna pokazała mi ostatnio swoją kolekcję "moich" skarpet do spania - właściwie to powinna już się z nimi rozstać :)
Myślałam o takiej kolorystyce ale niestety po pierwszych rzędach widzę, że wzór musi być z jednolitego koloru - straszna sieczka wychodzi przy tak drobnym wzorze i takim farbowaniu.

P.S. Zdjęcia rękawiczek wpadają w zimne tony, przez światło, w rzeczywistości są w bardziej ciepłej tonacji.


Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 17 lipca 2016

W starym stylu

Wyjątkowo przy tych skarpetach mam skojarzenia z czymś w starym stylu, jakieś babcine koronki, stare fotografie z brzegiem w ząbek, jakieś stare swetry z lat 70- tych. Może przez ten kolor, bo biel to nie biel tylko taka  z śmietankową poświatą, a brąz taki przerywany bo to mieszanka trzech naturalnych kolorów z runa Bfl. 


To już drugie skarpety z tych run i w dalszym ciągu zachwyca mnie to połączenie i całkiem możliwe, że zrobię dla siebie takie bo rzeczy w starym stylu rzucają na mnie urok :)
Jak już wspomniałam takie skarpetki już były, trochę inaczej ale były, a że potrzebuję cały stosik skarpet "dla ludzi" i nie za bardzo mam chęć wymyślać wzorki na małe stopy to postanowiłam wykorzystać coś istniejącego ale inaczej.


Tym razem bez ściągacza tylko w ażurek, co nie było zbyt trafnym wyborem ale zamarzyła mi się taka fala, wzorek na początek to trójkąciki a kwiatki bez lustrzanego odbicia ale za to pięta w ciemnym kolorze ładnie komponuje się z ciemnymi palcami. Jeden wzór a wersji może być kilka, ta ma też inny wzór na stopie, spodobało mi się zbieranie oczek na spodzie stopy a nie po bokach i tutaj też się dobrze to sprawdziło. Skarpety nie dla mnie co zresztą widać po nodze, która je rozpycha, a ażur wygląda jakby oczko uciekło ale na stopie docelowej w rozmiarze 38 będą wyglądały dobrze. 



Wzór postanowiłam narysować i umieścić w pasku bocznym - jest do poprania. Jak będzie w komputerze to nie zaginie, a ma szansę w tonie innych papierowych rysunków a ja będę mogła poddawać go dalszej ewolucji.
Skarpetki  narysowane wg wzorów z książki A. Starmore do tego spód stopy z książki Stephanie van der Linden, druty nr 2,25, wełna moja ręcznie przędzione Bfl, nitka typu opposing-ply.
I tyle, a ja dalej w na kupie niedokończonych rzeczy mam głowę pełną skarpet :)

Pomarańczowe runo zmieniłam na motek a teraz czynią się z niego skarpetki - tym razem dla mnie, a jak zostanie wystarczająco nitki to mam już na nią pomysł w następnych skarpetach. Tak to moje życie toczy się ostatnio wokół skarpet ale jak pogoda będzie taka jak za oknem to mogą się okazać wręcz niezbędne.


Niby wakacje a ja mam czasu coraz mniej, na dodatek ziąb zupełnie nieletni dlatego nie mam oporów przed zachwycaniem się rękawiczkami tu i tu - zaraz mi cieplej :)

Pozdrawiam Was z nadzieją na cieplejsze dni.




niedziela, 3 stycznia 2016

Mróz i inne nieszczęścia

Końcówka i początek roku poraża zimnem i to takim, którego nie lubię, wyjątkowo suchym wręcz arktycznym, nie czepiałabym się specjalnie lekkiego mrozu ze śniegiem (nie za dużym) ale suche mrozy niszczą mi delikatniejsze rośliny w ogrodzie, pomimo starannych jesiennych zabezpieczeń.
Koniec roku w ogóle miałam niezbyt udany bo zepsuła mi się zmywarka, stara, wysłużona ale jeszcze  trochę mogła podziałać, już nie mogę się obejść bez tego urządzenia.  Na dodatek zaczął ciec piec do centralnego ogrzewania, a to już naprawdę spory wydatek, wiec siłą rzeczy dziewiarskie plany legły w gruzach,  bo i nastrój w ruinie.


Jedyna rzecz, która ostatnio powstała to czapka, nie wiem u kogo ją widziałam (podejrzewam Frasię ale mogę się mylić), wzór pobrałam i leżał do czasu jak nie zobaczyłam mojej siostry w czymś na głowie przypominającym w najlepszym przypadku kominiarkę do napadu na bank, nie wytrzymałam i musiałam jej zrobić coś co na czapkę wygląda.
Wzór (Father Cables) jest rozpisany na rozmiar większy i mniejszy oraz na dwie długości, a że moja siostra gustuje w opinających głowę długich czapkach to taką dostanie ale mam nadzieję, że będzie w tym wyglądała o wiele lepiej.


 Czapka powstała z resztki Karism'y pozostałej z swetra PM, robiłam na mniejszych drutach niż w przepisie a na dodatek starałam się robić bardzo ściśle by czapka siedziała na głowie a nie zsuwała się na oczy. Mnogość plecionek i przełożeń powinna gwarantować "mięsistość" dzianiny a tym samym ciepłotę.


Jak zwykle mam do zrobienia kilka par "wdzięcznościowych" skarpet, wszystkie nie muszą być koniecznie z mojej przędzy, więc postanowiłam zapoznać się z włóczką Lang, bardzo mnie interesuje dlaczego jest o 100 % droższa niż np. Fabel, do kompletu poznawczego mam jeszcze motek dropsowego Delight'a ale kolorystyka na zdjęciu w sklepiku była bardziej przekonująca. Po głowie oprócz skarpet kołaczą mi się jeszcze jakieś palczaste rękawiczki - zobaczymy co powstanie najpierw, bo ciągnie mnie już do rysowania nowych wzorów.


Z rzeczy przyjemnych to mogę się pochwalić, że ojciec zrobił dla mnie calówki, PM opatrzył logiem sklepiku i bloga, myślę że będą miłym dodatkiem do czesanki, którą prządki u mnie kupują. Pewnie, że taka miarka jest orientacyjna ale ja próbując doprząść nici zawsze się nią posiłkuję, kiedyś nawet zrobiłam sobie rozpiskę na jakim przełożeniu przędę, z jakiego runa i jakie wychodzi WPI. O dziwo kilkakrotnie te informacje ułatwiły mi życie.




Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia, pamięć i wszelkie dowody sympatii, jeżeli komuś nie odpisałam to bardzo przepraszam ale trochę zakręcony był ten przełom roku a najgorsze, że ta awaria będzie się jeszcze trochę wlekła za mną.
Pozdrawiam Was z tęgim mrozem za oknem.

niedziela, 11 października 2015

Do kompletu

Świątecznie wyglądające rękawiczki skończone, były już dawno ale jak to bywa o tej porze roku zaczynamy mieć sporo zajęć  (nie narzekam:) i czas się wyraźnie skurczył. Miałam też poważny problem ze zrobieniem zdjęć bo nie ma jak fotografować czerwony lub czarny no może jeszcze granat też tak świetnie  nie wychodzi  na zdjęciach :)
Rękawiczki powstały do kompletu z czapką i getrami dla żony kuzyna, to znaczy na początku były rękawiczki i do nich zrobiłam czapkę i getry tylko okazało się, że te pierwsze rękawiczki były nie z szarym tylko z brązowym runem. Było to tak dawno, że już nie pamiętałam jakiego runa użyłam i jak zobaczyłam ten "komplet - nie komplet" to musiałam to naprawić.



O dziwo zdjęcia tym razem nawet wyszły całkiem poprawnie ale też rozproszonego światła jest jeszcze całkiem sporo. Moje ulubione zdjęcia rękawiczek to te na dłoniach, a że te były na małe dłonie to trochę to trwało zanim obie miałyśmy czas. Zdjęcia jak na gwieździste rękawiczki przystało w szklarni pełnej gwiazd - jeszcze nie wybarwiona gwiazda wigilijna użyczyła swej pięknej zieleni jako tła.


Rękawiczki pasują i się podobają a ja jestem zadowolona, że komplet jest teraz kompletem :)


Wzór na wierzchu dłoni trochę przerobiłam pod rozmiar rękawiczki ale jest kontynuacją wzorów z czapki i getrów, kciuk również wg mojego pomysłu - taki gwieździsty wygląda całkiem ładnie. Runo w obu przypadkach to merynos, szary to kolor naturalny a czerwień wiadomo z farby.


Oczywiście włóczka mojej produkcji i tu muszę przyznać jej wyższość nad sklepową bo taki rozmiar jaki zaplanowałam zszedł z drutów i po praniu nim pozostał, gdybym miała czas na przędzenie włóczki na wszelkie moje pomysły to były luksus. 


W najbliższe niedziele wpisy się nie pojawią, prawdopodobnie odezwę się dopiero na ogłoszenie wyników candy, bo oprócz zajęć oczywistych i zawodowych postanowiliśmy wyremontować klatkę schodową z górnym korytarzem.  Jesteśmy po pierwszym szlifowaniu gładzi gipsowej jeżeli ktoś to przeżył to wie co to oznacza - sprzątać po takim szlifie:) Przed nami drugie szlifowanie, akryle, malowanie i podłoga więc siłą rzeczy na coś czasu braknie - bo czynimy to sami. 
Czytam wszystko co nowego opublikujecie i podziwiam piękne prace ale na komentarze nie mam już sił - pisanie nadrobię jak się odrobię :))


Pozdrawiam Was w białym pyle i pamiętajcie o candy bo zima tuż tuż :)

niedziela, 27 września 2015

Obrus i zachcianki

Co do niektórych rzeczy nie jestem praktyczna, wręcz mam skłonność do rzeczy wymagających sporo uwagi, a utrzymanie ich w doskonalej formie wymaga trochę wysiłku. Do jednej z takich rzeczy należą obrusy, serwety i serwetki. Nie posiadam żadnych obrusów "plamoodpornych" z plastiku, wszystkie moje obrusy wymagają krochmalu i żelazka. Serwetek w hafcie ma sporo ale obrys tylko jeden i to na rozsunięty stół czyli prawie 3 m, na złożony stół nie miałam -  ale już mam :))




Moja mama haftuje i dostałam od niej coś tak pięknego, formę z mereżkami sama sobie wybrałam ale reszta to kompozycja mojej mamy. Nie chciałam zbyt bogato haftowanego bo bardzo źle się prasuje zbyt wiele haftu.



Drobne hafty i mereżka są wystarczającą ozdobą by ten kawałek płótna uczynić eleganckim nakryciem stołu.


Stół rzadko używany bo najczęściej jadamy w kuchni i nie na tak wyszukanych obrusach ale przy jakimś świętowaniu w mniejszym gronie to i owszem.  Teraz mam taki obrus, którym chętnie bym się pochwaliła tylko chyba imprezować na nim nie będziemy bo na razie nie mogę sobie wyobrazić, że mogłaby się na nim przydarzyć jakaś plama.



Po dość długim oczekiwaniu na towar do sklepiku, paczki dotarły koło środy, tak jak ostatnio wspomniałam super nowości nie będzie tylko uzupełnione stany, niektóre w zdwojonych ilościach, wszak zima nadchodzi :) Dla siebie już po raz trzeci namieszałam Corriedale w bardzo rozbielonej szarości jakoś mi bardzo przypadł ten kolor do gustu i pierwszy raz wzięłam czesankę, która podoba mi się w stanie czesanki i chyba skończy jak wiele moich kolekcjonerskich pojedynczych motków - będę na nią patrzeć :) 



merynos, jedwab i naturalny len 
Wzór muszelek doczekał się ładnego rozłożenia kolorów, będzie to taki wczesnojesienny otulacz. Przed wielkimi chłodami nie uchroni ale przed listopadową szarugą powinien ogrzać.


Rękawiczki nabierają powoli kształtów napiszę o nich jak dotrą do właścicielki gwieździstej czapki i getrów. 


A przy przeglądaniu dzianinowych propozycji na nadchodzącą jesień i zimę znalazłam taki oto golf i chyba sobie go uczynię, mam włóczkę wełniono-jedwabną w malinowej czerwieni i jakoś tak by mi pasowała w takim wydaniu. Ta propozycja znalazła się w najnowszym magazynie Knitescene i jako jedyna zwróciła moją uwagę.


Za to zupełnie nie rozumiem mojej fascynacji tym sweterkiem, ale bardzo mi się spodobał, pochodzi z najnowszego katalogu Kim, tam już więcej rzeczy znajduje moje uznanie ale ten sweterek wręcz mnie przyciąga swą niepraktycznością - bo nie dość, że moher to jeszcze ten "goło - ramienny" dekolt a na dodatek mogę w nim wyglądać jeszcze bardziej "puszyście" :)
Poddaję go próbie czasu jak za jakiś miesiąc będę patrzeć na niego przychylnie to kto wie może uczynię. 

Znalazłam jeszcze wzór na skarpety, które uczynię na pewno bo skarpet nigdy za wiele, a co najważniejsze nie trzeba samemu wyliczać bo wzór gotowy jak na Drops przystało.



Z tymi zachciankami pozdrawiam Was jesiennie :)

niedziela, 26 października 2014

Z miłości do wrabiania

Nie znudził mnie, no może rękawy  już na finiszu ale tak tyci tyci, właściwie dziergać ten sweter to była sama przyjemność. Skończony,  nitki pochowane, listwy przednie podszyte, guziki na miejscu, uprany, wysuszony i gotowy do noszenia. 


najbardziej oryginalny kolor (przynajmniej u mnie)

Zrobienie swetra z własnej przędzy jest sporym wyzwaniem te godziny spędzone przy kołowrotku (w tym wypadku na każde 100 g ok 10 godzin) ale satysfakcja i możliwość noszenia czegoś tak jednorazowego są warte tego wysiłku. Specjalnie pod ten sweter chciałam cienkiej przędzy, miał to być sweter na bluzkę lub t-shirt, grubość a raczej cienkość jest taka jak chciałam. Na sweter uprzędłam 500 g runa Corriedale oraz 40 g naturalnego czarnego Shetland'a, nitka w skręcie navajo.

raglanowe rękawy i ładny nie za duży okrągły dekolt 


Projekt i rozmieszczenie wzorów oraz kolorystyka też wg mojego pomysłu ale nie będę ukrywać, że podczas dziergania projekt uległ pewnym zmianą - moim zdaniem korzystnym. Wyrzuciłam jedną linię wzoru a powieliłam linię "serc" - no jak z miłości do wrabiania to serca są jak najbardziej na miejscu :)


Od czasu jak zrobiłam pierwszą rzecz w stylu Fair Isle z tzw. steek'iem  ta metoda mną zawładnęła. Listwa wygląda tak solidnie, jest tak ładnie nabrana nic nie odstaje, normalne robione listwy nigdy mi tak nie wychodzą. Robienie w okrążeniach jest też o wiele wygodniejsze niż robienie rzędów lewych i prawych, szczególnie przy wzorach wrabianych, zawsze mamy prawą stronę przed sobą.
Nie dziergam już z myślą, że po pewnym czasie może przerobię teraz zaczynam robótkę już z bardzo ugruntowanym projektem i efekt końcowy jest ostateczny.
Pewnie, że potrafię robić rzędy prawe i lewe ale z wiekiem robię się leniwa i wybieram najwygodniejsze dla mnie rozwiązania :)

mój pierwszy zapinany w stylu Fair Isle

Na tradycyjne Fair Isle wełna też była przędziona ręcznie, może dlatego są to swetry tak mi bliskie, nawet najpiękniejsza i najmilsza wełna sklepowa nie może się równać z tą ręcznie przędzioną. Dawno zauważyłam, że noszę najczęściej te swetry z własnej przędzy, zapewne w dalszym ciągu będę dziergać ze sklepowych włóczek ale coraz mniej. 
Przy własnej przędzy mam wpływ na wszystko grubość nitki, jakość skrętu, z ilu nitek ma się składać docelowa nitka no i kolor - mogę cieniować do woli. 



Sweter jest robiony z włóczki o parametrach : 50 g - ok 240 m (trochę cieniej niż na skarpetki) części we wzory robione są na drutach 2,75 a gładkie na 2,25. Dzianina jest cienka ale nie taka prześwitująca, nie jest to sweter na dzikie mrozy ale na zimne dni będzie idealny. Szwy boczne zaznaczyłam za pomocą dwóch przekręconych oczek co wygląda całkiem zgrabnie. Rękawy robione w dół, przy tej metodzie mam pewność, że nie będą za krótkie - są jakieś 4-5 cm poniżej nadgarstka czyli tak jak lubię. Góra na bogato ale myślę, że gładki dół równoważy tą mnogość wzorów. 




Brakło mi naturalnej szarości, doprzędłam 38 g, po zrobieniu swetra zostało mi 134 g - chyba będzie czapka :) Mam jasno szary i drugi grafitowy płaszcz zimowy czapka w kolorystyce swetra powinna pasować do obu.


Serdecznie Was pozdrawiam z nadzieją, że będzie jeszcze ciepło.

niedziela, 1 grudnia 2013

Do kompletu

 Więcej światła chciałoby się wołać ale pojawiające się dekoracje w postaci wieńca adwentowego przypominają, że o tej porze roku bywa ciemno - co nie koniecznie musi mi się podobać. Nawet nie wiem kiedy przeleciał ten rok tak trochę za szybko, jeszcze nie zdążyłam nacieszyć się latem a tu już trzeba zapalać świeczki na wieńcu bo adwent i święta prawie.



podarunek od mamy :)

Rysuję, mając odpowiednie kredki to sama przyjemność. Na początku mojej przygody z runem owiec "zza wody" zrobiłam żonie kuzyna rękawiczki (Shetland z Bfl) w tonacji szaro czerwonej (wzór z Dropsa). Jakiś czas temu miała urodziny (latem to było) i na prezent zażyczyła sobie getry do tych rękawiczek. Narysowanie sensownych getrów wymaga trochę pracy, tak jak wszystko dobrze dopasowane do przyszłego właściciela, więc było mierzenie łydki, mierzenie moich getrów, próby - no i powinno być dobrze. Główny motyw to ten z rękawiczek resztę dopasowywałam ja, by miało to jakiś wygląd i myśl "przewodnia" była zachowana. Tym razem runo Corriedale - poznaję je dogłębnie :))
Kolor czerwony wyfarbowany w trzech tonacjach by nie było to takie jednolicie czerwono-szare, a dawało lekkie wrażenie typowego Fair Isle. Jedynie biel będzie dodawana osobno ale bardzo oszczędnie, chciałam bardzo mocne kolory czerwieni no i dałam tego barwnika solidnie - nie złapało wszystko, pomimo prawie zagotowania. Teraz mam obawy czy dodana biel nie zostanie różem.
Żona kuzyna coś nieśmiało wspominała o czapce do kompletu ale dam jej wełnę i projekt niech sobie sama zrobi wszak dzierga na drutach i to bardzo ładne rzeczy, ja już myślę o czymś następnym :))


Niestety muszę kupić drugi raz druty 3,25 bo jeden się "rozszczelnił" czyli ma pęknięcie i można robić nimi tylko w okrążeniach. Ciekawe ile musiałyby kosztować druty idealne bo drewniane KP do tanich nie należą a zdarzają się pęknięcia, zadziory i rozpadające się żyłki. 
Dokupię jeszcze dziewiarskie 3,25 bo jakoś nie potrafię robić skarpet i rękawiczek na żyłce, a że getry to prawie skarpety, więc konieczne jest posiadanie 5 drutów.  

Mama obdarowała mnie takim cudem :)) Bardzo lubię drobne kwiateczki i chociaż serwetka jest niewielka to na dużym drewnianym stale i tak zwraca na siebie uwagę.


Mieszkająca w Berlinie siostra po zakupach w "ichniejszym" Kauflandzie, posłała mi takie oto włóczki skarpetkowe, chyba będę robiła skarpety :)


Wczoraj na chwil kilka zrobiło się "prawie" widno, więc udało mi się zrobić "prawie" sensowne zdjęcia komina, otulacza, niby szala, tuby - nie mogę znaleźć sensownej nazwy. Komplet pełny - coś na głowę, szyję i ręce. Całość powstała z runa Corriedale, które ostatnio dość solidnie testuję, bo to ciekawe runo. Niby miłe ale ma charakterek, przędzie się wyśmienicie nitka wygląda na szpuli taka cienka a po praniu nabiera objętości.
Ma w sobie lekką sztywność ale dzianina z niej jest bardzo miła.

tytułowy komplet :))
Mój otulacz wzorowałam na podobnych podglądanych w sieci no i oczywiście na stronie gdzie podpatruję projekty A. Starmore. Nie za bardzo wiem jak to nosić ale myślę, że każdy posiadacz otulacza ma jakiś patent:) 




















Z głębokim pragnieniem światła słonecznego pozdrawiam serdecznie.