Nie mam ochoty pisać o tym o czym wszyscy mówią z przerażeniem, słucham "Braci Karamazow" może z tego się dowiem co to za ludzie, którzy wojnę czynią :(
Napiszę za to o skarpetach, które powstały z motków, które z taką przyjemnością ostatnio przędłam.
Nitki to tak jak już pisałam wcześniej, resztka merynosa wymieszanego z nylonem w bieli, oraz różne pastelowe kolory mieszane przeze mnie na drumku również z dodatkiem nylonu. Nitek jest na tyle, że zaczęłam następną parę w tej kolorystyce ale wzorek inny bo jednak szybko się nudzę przy tym samym.
Skarpety są zrobione wg wzoru z książki Op-Art Socks, i chyba wykorzystałam wszystkie wzory, które mi się w tej książce podobały - dwie czapki dla PM (wzory przerobione) no i te skarpety. Stopa skarpety ma całkiem miłe dla oka kratki ale pomimo uwagi i tak trochę za mocno pościągałam spodnią nitkę.
Skarpety zrobione na 63 oczka, rozmiar na moje oko 37- 38 nie są dla mnie pójdą do ludzi :) Stąd też wszystkie zdjęcia na płasko bo u mnie nikt nie ma tak drobnej stopy. Druty nr 2 wspomniane ostatnio Lykke Driftwood.
Zrobiłam też parę skarpet z ostatnio pokazywanego białego Polwarth'u, lnu i jedwabiu pokażę w następnym wpisie bo opis włóczki powstałej z tego połączenia też godny kilku słów.
Na razie sama nie mogę się nadziwić, że tak siadłam i uprzędłam prawie 500 g włóczki, tradycyjnej 3- nitki. Motki dość równe w grubości, jednolite ponad 90 g każdy i oby starczyło na sweter :) Bo jak się ciągiem przędzie jedno, to zachowanie jednolitości jest bardziej prawdopodobne niż próba doprzędzenia po jakimś czasie. Włóczka jest miła, delikatna, sprężysta jak to merynos ale kolor to coś pięknego :)
Uprzędłam pięć motków grafitowego merynosa, o samej nitce i czesance mam zamiar napisać podczas prezentacji swetra, który z niej powstaje.
Zrobiłam próbę policzyłam oczka, zmierzyłam sweter podobny do tego co mam zamiar zrobić... no i nabrałam oczka i zaczynam robić, włóczka ma 16 WPI, spokojnie można robić na drutach 3,75, jedynie ściągacz zrobię na 3,5. Wzór na sweter, który posłużył mi za inspirację jest do kupienia ale popatrzyłam na zdjęcie i doszłam do wniosku, że nie kupię bo i tak zawsze przerabiam po swojemu a trzy romby i cztery oczka krzyżowane w plecionkę wzdłuż rękawa są w każdej książce ze wzorami, którą posiadam. Zrobię po swojemu popatrując na zdjęcie co wyjdzie to wyjdzie, niepowodzenie jak się przydarzy to spruję i poprawię ale więcej będę miała satysfakcji, że dałam radę bez szczegółowej instrukcji.
Na kołowrotku mam Bfl w szarości i tu też jestem pełna zachwytu może nie nad kolorem ale samym runem bo to jednak całkiem inne przędzenie niż merynos - o tym też pewnie napiszę bo o czym tu pisać by nie eskalować złych myśli.
Pozdrawiam Was niedzielnie
P.S. tak mnie naszło, że w obliczu nowej rzeczywistości takie podstawowe umiejętności jak zrobienie skarpet, rękawiczek, uszycie czegoś ugotowanie od podstaw a nie z torebki nabierają innego znaczenia...