niedziela, 6 marca 2022

Pastelowe skarpety


Nie mam ochoty pisać o tym o czym wszyscy mówią z przerażeniem, słucham "Braci Karamazow" może z tego się dowiem co to za ludzie, którzy wojnę czynią :(  
Napiszę za to o skarpetach, które powstały z motków, które z taką przyjemnością ostatnio przędłam. 



Nitki to tak jak już pisałam wcześniej, resztka merynosa wymieszanego z nylonem w bieli, oraz różne pastelowe kolory mieszane przeze mnie na drumku również z dodatkiem nylonu. Nitek jest na tyle, że zaczęłam następną parę w tej kolorystyce ale wzorek inny bo jednak szybko się nudzę przy tym samym.





Skarpety są zrobione wg wzoru z książki Op-Art Socks, i chyba wykorzystałam wszystkie wzory, które mi się w tej książce podobały  - dwie czapki dla PM (wzory przerobione) no i te skarpety. Stopa skarpety ma całkiem miłe dla oka kratki ale pomimo uwagi i tak trochę za mocno pościągałam spodnią nitkę. 



Skarpety zrobione na 63 oczka, rozmiar na moje oko 37- 38 nie są dla mnie pójdą do ludzi :) Stąd też wszystkie zdjęcia na płasko bo u mnie nikt nie ma tak drobnej stopy. Druty nr 2 wspomniane ostatnio Lykke Driftwood. 


Kolorystyka narzuca raczej sypialne zastosowanie tych skarpet ale ostatnio widziałam, że Mohito jakieś sweterki w pastelowych barwach na wiosnę promuje więc kto wie może skarpety nawet z obecną modą się zgrały. Na pewno zgrały się z kolorem dywanu, który posłużył za tło bo jedynie tam światło jako tako dopisywało :) Na białej serwecie kontrast kolorów jest dość duży a te skarpety mają bardzo delikatną kolorystykę. 
Zrobiłam też parę skarpet z ostatnio pokazywanego białego Polwarth'u, lnu i jedwabiu pokażę w następnym wpisie bo opis włóczki powstałej z tego połączenia też godny kilku słów. 


Uprzędłam pięć motków grafitowego merynosa, o samej nitce i czesance mam zamiar napisać podczas prezentacji swetra, który z niej powstaje. 



Zrobiłam próbę policzyłam oczka, zmierzyłam sweter podobny do tego co mam zamiar zrobić... no i nabrałam oczka i zaczynam robić, włóczka ma 16 WPI, spokojnie można robić na drutach 3,75, jedynie ściągacz zrobię na 3,5. Wzór na sweter, który posłużył mi za inspirację jest do kupienia ale popatrzyłam na zdjęcie i doszłam do wniosku, że nie kupię bo i tak zawsze przerabiam po swojemu a trzy romby i cztery oczka krzyżowane w plecionkę wzdłuż rękawa są w każdej książce ze wzorami, którą posiadam. Zrobię po swojemu popatrując na zdjęcie co wyjdzie to wyjdzie, niepowodzenie jak się przydarzy to spruję i poprawię ale więcej będę miała satysfakcji, że dałam radę bez szczegółowej instrukcji. 


Na razie sama nie mogę się nadziwić, że tak siadłam i uprzędłam prawie 500 g  włóczki, tradycyjnej 3- nitki. Motki dość równe w grubości, jednolite ponad 90 g  każdy i oby starczyło na sweter :) Bo jak się ciągiem przędzie jedno, to zachowanie jednolitości jest bardziej prawdopodobne niż próba doprzędzenia po jakimś czasie.  Włóczka jest miła, delikatna, sprężysta jak to merynos ale kolor to coś pięknego :)




Na kołowrotku mam Bfl w szarości i tu też jestem pełna zachwytu może nie nad kolorem ale samym runem bo to jednak całkiem inne przędzenie niż merynos - o tym też pewnie napiszę bo o czym tu pisać by nie eskalować złych myśli.


Pozdrawiam Was niedzielnie 

P.S. tak mnie naszło, że w obliczu nowej rzeczywistości takie podstawowe umiejętności jak zrobienie skarpet, rękawiczek, uszycie czegoś ugotowanie od podstaw a nie z torebki nabierają innego znaczenia...


niedziela, 20 lutego 2022

Len

Ta omijana przeze mnie czesanka, omijana ale spoglądałam na nią z zadowoleniem posiadacza czegoś ładnego, w składzie : merynos, len i jedwab, nagle okazała się wyjątkowym materiałem. No, nie jest to taka wyjątkowość jak bfl ale jednak jest :)
Nagle to coś czemu się tylko przyglądałam, nie ukrywam z przyjemnością stało się z materiału dekoracyjnego czymś o bardzo praktycznym zastosowaniu. 



Po równomiernym wyczesaniu, powstała nitka, która ma cechy wełny z jej sprężystością (ale bez przesady), blask jedwabiu i to coś co się kojarzy z lnem, taka prostota z cechami jakiejś pierwotności materiału.




Jest jakiś fundamentalizm w włóknie lnu, bliżej natury już być nie może, to moje bardzo subiektywne odczucie ale powraca zawsze kiedy mam do czynienia ze lnem czy to ubierając koszulę, śpiąc w lnianej pościeli czy kładąc lniany obrus na stole, len wzbudza we mnie poczucie czegoś w swej prostocie wyjątkowego.



Motek nie był zbyt wielki więc obawa o to czy starczy na dwie niedługie skarpety była słuszna, zostały jakieś dwa metry włóczki. We wcześniejszych wpisach wspomniałam, że wzorek jest z japońskiej książki maił imitować patyczki lnu, niebieskie kwiatki to moja wariacja na temat kwiatków lnu (sama rysowałam), bąble pomiędzy kwiatami mają przywodzić na myśl torebki nasienne lnu.
Wzór rozpisany na 72 oczka, druty nr 2,  tym razem Lykke driftwood - ale o nich napiszę innym razem bo już nie mam sił opisywać moich fanaberii sprzętowych :) 
Zdjęcia na nogach własnych zrobione jak zwykle przez PM, całkowicie pozbawionego jakichkolwiek uczuć entuzjazmu przy tym zajęciu. 



Przędło mi się dobrze te nitki, do tego przyjemnie się dziergało jedynie co wzbudza moje wątpliwości to brak nitki wzmacniającej piętę a brak dodatku nylonu wróży skarpetką rychły koniec żywota.

Z tymi przemyśleniami sama namieszałam na następny motek runo Polwarth, len bielony, jedwab morwowy i błyszczący nylon.  Powstała dość cienka i nawet równa nitka ale już bez tego mojego zachwytu dla pierwowzoru nie wiem czy to bielenie lnu czy dodatek nylonu ale już nie wzbudza we mnie tak głębokich przemyśleń - po prostu następny materiał do przetestowania w skarpecie.


Po skręceniu 3-nitki zostało mi trochę singla więc tak go zostawiłam by był mi wzmocnieniem w piętach. Może się uda zrobić z tego motka dwie pary krótkich skarpet. 
Niestety ta biel bardzo ogranicza zastosowanie tych skarpet, będą raczej do spania niż do chodzenia, jednak te w kolorze naturalnego lnu są praktyczniejsze.


Jak tylko ściągnęłam z kołowrotka tą biel to od razu zabrałam się za grafitowego merynosa pod spodem na zdjęciu jeszcze nieprany pierwszy motek ale nie mogłam się powstrzymać by o tym nie napisać. Już mam pomysł na sweter z tego grafitu, za inspirację posłużył mi sweter, który widziałam w magazynie Knit Wear (starszy numer) i myślę, że będzie mi się podobał :) Do swetra jeszcze droga daleka w tej chwili  robię "pościelowe" skarpety z motków, które pokazałam ostatnio a później może jeszcze z tego bielonego lnu jakieś szybkie skarpetki i jak nic będzie wiosna więc sweter zaistnieje pewnie w przyszłym sezonie zimowym. 



PM zrobił mi kilka calówek ze sklejki i oznakował stojaki pod telefon/tablet sklepikowym logiem. Ten stojak mam zamiar jakoś wykorzystać przy korzystaniu ze wzorów podczas dziergania, jeszcze nie wiem jak ale myśl mnie fascynuje. Wygodne i w odpowiedniej odległości czytanie wzorów jest moją ciągle udoskonalaną bolączką, może nareszcie coś się zmieni w tym temacie. 



Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 6 lutego 2022

Nowości w sklepiku

Myślałam, że będę ten post pisać w drugiej połowie lutego ale okazuje się, że trzeba mieć wiarę :) W połowie stycznia zrobiłam zamówienie uzupełniające do sklepiku i po ostatnich doświadczeniach spodziewałam się jej prawie pod koniec lutego. Okazało się, że powoli wszyscy ogarniamy nową rzeczywistość. Tym razem pomimo obostrzeń z powodu zarazy paczka była w Polsce już 27 stycznia a u mnie po ocleniu 1 lutego. 
Nauczyłam się, żeby nie robić autorskich mieszanek bo to trwa o 2 tygodnie dłużej i chociaż niekiedy kusi mnie by coś namieszać to odpuszczam. Tym razem uzupełniłam jak zwykle to co się dało uzupełnić ale kupiłam też trzy zupełne nowości. Na samym początku pochwalę się, że dla siebie kupiłam dwie cewki Bfl (po 1 kg każda,  3- nitka, jakieś 165 m w 100 g, aran). Cewki były w promocji i gdyby nie to, że to Bfl to bym nawet nie popatrzyła ale czegóż ja nie zrobię dla Bfl:) Na razie chodzi mi po głowie jakiś  oversize gładki sweter, z bogato wykończonym karczkiem ale to się zobaczy za jakiś czas. Wełna pomimo, że w promocji wygląda tak jak powinien wyglądać Bfl. Jak nic nie wymyślę to albo poddam leżakowaniu w szafie albo trafi do sklepiku.



 
Z nowości tym razem pokusiłam się o włókno z lotosu, o lekko kremowym wykończeniu, z połyskiem, lekko skrzypi pod palcami i jest w pełni biodegradowalne. Będzie równie dobrym dodatkiem do czesanek jak tencel czy inne wiskozy. Czesanka jest miła w dotyku, jeszcze nie wiem jak się przędzie ale kiedyś się dowiem. 




Piszę, że kiedyś się dowiem bo jako zupełna nowość zaistniał Bfl w szarości, wzięłam 2 kg ale do sklepiku trafi trochę mniej. Jak tylko się dotknie tej czesanki to od razu wiadomo, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym, ta miękkość, delikatna śliskość jak przy moherze i połysk, no czesanka ideał tylko kolor tej szarości taki mało cudny. Nie jest to srebrzysta szarość a raczej taka stalowa z nutą niebieskiego - no nie tak sobie to wyobrażałam a na zdjęciach wyglądało cudnie. 



Za to druga czesanka wełniana, która zaistnieje w sklepiku to merynos ciemno - szary, i tu po prostu oniemiałam z zachwytu nad kolorem, to taki grafit z pojedynczymi jaśniejszymi włosami, żadnych poblasków w kierunku brązu. Czysty, piękny grafit i mogę na to patrzeć godzinami tylko nie dotykać - po prostu merynos, "budyń" i tyle :( Jakby tak zamienić kolor tego Bfl na ten z merynosa to byłby ideał, który pewnie w pierwszej partii nawet nie trafiłby do sklepiku a tak muszę się pogodzić z stanem rzeczy. 
Merynos pomimo, że jest merynosem też nie trafił cały do sklepiku bo tak jakby sweter mam z tego koloru w głowie i na razie nie chce mnie ta zachcianka opuścić. 
Przeczytałam ostatnio na temat szafy kapsułowej - świetna sprawa bardzo mi się podoba tylko ja mam taką szafę prawie w każdym pomieszczeniu :P Bardzo by mi było trudno ograniczyć się do kilkunastu rzeczy, ciągle mnie gna do posiadania następnego wełnianego swetra, rękawiczek, czapek i skarpet. 


Z jedwabi sari uzupełniłam tylko jeden, który jest w sklepiku, to czego bym chciała nie było, to kupiłam nowe kolory. Czerwień żywą, głęboką, prawie pozbawioną dodatku innych kolorów, takie maki albo czerwony krzyż co kto woli :)



Drugi z jedwabi jest w kolorze różu, wpada trochę w lila ale to róż, też raczej jednolity kolor bez większych dodatków w innych barwach - z tym grafitem wyglądałby obłędnie, ta czerwień też pasuje do niego, właściwie wszystko pasuje do tego grafitu :D


Uprałam nitki merynosa na skarpety, to moje mieszanie wyszło tak smętnie przy tych żywych kolorach jedwabiu ale w zamyśle są skarpety do spania więc powinno być dobrze. 



Kolorowy motek jest tradycyjną 3 - nitką i praktycznie się nie zdarza by, któraś z szpul nie była o kilka metrów dłuższa, kiedyś takie resztki skręcałam navajo by nie gromadzić resztek singli. Tu zostawiłam z premedytacją jako nitkę wzmacniającą piętę w skarpecie, nic nie będzie pasowało lepiej. 



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 30 stycznia 2022

Dodatek lnu

Pisałam ostatnio o czesance w składzie len, merynos i jedwab, bardzo długo nie mogłam się przekonać, że może z tego powstać nitka, która mi się spodoba. Jak wspomniałam czesanka jest wymieszana pasmowo co w moim przypadku jest raczej wadą niż zaletą. Takie różne fakturowo pasma przędzie się źle a do tego nitka jest wyjątkowo artystyczna. Przy czesaniu battów wyczesałam a raczej domieszałam trochę tej mieszanki na drumku i postanowiłam uprząść.


Pomijając fakt tej wielkiej radości z samego przędzenia, to moje przypuszczenia o bardziej równomiernym wyczesaniu się potwierdziły, to się przędło dobrze. Może nie jest to klasa mistrzowska bo jednak między merynosem a dość zgrzebnym lnem jest przepaść ale dodatek jedwabiu tę przepaść niwelował na tyle, że przędłam te nitki na przełożeniu 1:25. 




Nitka jest bardziej jednolita kolorystycznie a po potrojeniu (tradycyjna 3-nitka) nabrała prawie równości co czyni ją nitką skarpetową. Nie było innego wyjścia tylko zrobić skarpety. 



Wzór wybrałam z japońskiej książki, chciałam jakiś patyczków, które nawiązywałyby do materiałowej zawartości nitki. Najbardziej cienkie patyczki wzoru, układają się w romby ale mam nadzieję, że narysowane przeze mnie zwieńczenie jakoś ten len będzie przypominać. Na razie cieszy mnie sam dotyk tej skarpety bo przy tak małym udziale lnu jest on zdecydowanie materiałem wyczuwalnym pod palcami a nawet zdominował resztę. To może być świetne połączenie materiałów na skarpety tylko jeszcze muszę przeprowadzić test trwałości. 




Jak tylko skarpety skończę to tu zaistnieją a ja przy tym czesaniu namieszałam takich pościelowych pasteli jako dodatek do następnych skarpet. Znalazłam resztkę merynosa z nylonem, niecałe 80 g, to z jakiejś mojej autorskiej mieszanki na skarpety. Do farbowania jeszcze nie dojrzałam w tym roku, a białych robić nie chcę więc namieszałam jako drugi kolor taką pościelówę.




Lepiej wygląda to w tych battach niż w nitce ale ma to być 3 nitka więc może wyglądać jeszcze bardziej jednolicie pomarańczowo. Nic nie poradzę, że przy robieniu nitek włącza mi się bardzo cienkie przędzenie, szczególnie jeśli chodzi o nitki na skarpety. 




Wspomniany merynos z nylonem jest już gotowy, jeszcze nieprany ale będę go przerabiać razem z tym co dopiero przędę więc jest czas. Merynos jest też tradycyjną 3-nitką tylko dość cienką bo w tych niecałych 80 g jest ponad 400 m. Oby ten kolor co teraz przędę był równy w swej cienkości  temu merynosowi.


PM dostał następne skarpety, nie chodzi w nich bo jeszcze nie jest mu zimno, a że nie mamy psa by wychodzić z nim na spacer to nie ma gdzie przemarzać więc skarpety czekają na wielką zimę :)



Skarpety założył tylko do zdjęcia i by sprawdzić czy pasują, oby nie podzieliły losu czapek bo PM chodzi nadal w jedynej słusznej. Te dwie dodatkowe zrobione dokładnie w tym samym wymiarze co "jedyna słuszna" są dobre ale ta pierwsza jest najlepsza i pewnie jak będzie zimno PM znajdzie jakieś skarpety zrobione 10 lat temu. 



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

P.S. znalazłam resztki czesanki bielonego lnu, jedwab mam i resztki runa Polwarth - chyba znowu będę mieszać. 

niedziela, 16 stycznia 2022

Mieszanki, skarpety i inne

Dni mijają a ja z dala od kołowrotka dziczeję, kiedyś nie pomyślałabym by kupić wełnę na sweter tylko bym ją uprzędła a teraz kupuję. No właściwie to kupiłam na dwa swetry, jeden dla mnie i to jest przyzwoity Bfl w bardzo przyzwoitej cenie, bo złożyłam zamówienie uzupełniające do sklepiku i tak przy okazji wpadło coś dla mnie. Na drugi sweter dla PM kupiłam włóczkę Nord  z Dropsa i pomimo, że to PM to sklepowa włóczka przy użytkowaniu  odzieży przez PM będzie o wiele lepsza.  Przede wszystkim będzie szybciej i bez mojej rozpaczy jak PM dziurę w swetrze "wypiłuje". Ale bez tego przędzenia to chodzę tak jakby mi czegoś ujęto i to solidnie ujęto, więc moje postanowienie, że zmienić to należy jak najszybciej jak tylko się da. 



Jeszcze dobrze przed świętami obiecałam jednej z klientek, że namieszam coś podobnego co było w sklepiku ale już nie ma. Jak się domyślacie udało się to dopiero teraz, bo przed świętami nawał pracy, po świętach nawał dalej do tego spis z natury na to wszystko parszywe migreny, które spotęgowała 2 dawka, po świętach 3 dawka pokazała, że umie jeszcze więcej niż poprzedniczka. Teraz jakoś się otrzepałam z nadmiaru atrakcji i udało mi się nareszcie coś namieszać. 


A skoro mieszałam do sklepiku to postanowiłam namieszać też coś dla siebie. Od bardzo dawna miałam 100 g czesanki w składzie merynos, jedwab i len. Te 100 g dalej mam i się mu przyglądam ale tą samą czesankę dostałam ufarbowaną pięknie przez Monikę w indygo, później znajoma Joanna od cudnie barwionych nitek kupiła cały mój zapas sklepikowy tej czesanki i chciała więcej. Ja tylko się temu przyglądałam, bo próba uprzędzenia tego zupełnie mnie nie satysfakcjonowała. 



Zmanierowana jestem i lubię prząść nie dość, że cienko to jeszcze czesanka musi mi sunąć gładko przez palce a tu nijak tą gładkość osiągnąć. Czesanka jest wymieszana pasmowo i tak ją się kupuje ma to swój urok (te 100 g dalej leży ku podziwianiu :) ale co innego podziwiać a co innego uprząść coś sensownego. 

Tak jak piszę mam już swoje maniery i nierówny, grubszy singel, który z tej czesanki potrafi zachwycić jako materiał na chustę lub wstawka na wzór do większego projektu nie jest dla mnie. Ja robię skarpety, włóczka powinna być nade wszystko mocna i równa a reszta jest na dalszym planie.
Z tym, że skład tej mieszanki na skarpety powinien być idealny jak dla mnie to taka luksusowa wersja skarpet z mieszanki wełniano-bawełnianej. Wszystkie części składowe tej mieszanki są moimi ulubionymi więc tylko forma podania do niczego. Przy mieszaniu czesanek do sklepiku wpadłam na pomysł by tą pasmową czesankę wymieszać tak by przestała być tak drastycznie pasmowa. Wygląda po tym czesaniu całkiem dobrze i jak się pewnie domyślacie będę prząść :)  A później zrobię skarpety :D



Jeszcze przed świętami postanowiłam z PM, że czekając na bunt maszyn zakupimy iRobota, z tym że nie koniecznie ma się buntować tylko sprzątać. Prowadząc działalność w wydzielonym pomieszczeniu w miejscu gdzie mieszkamy (w dużej mierze opartą na znakowaniu odzieży) kurzu z tych koszulek i polarów mam tyle, że właściwie dziennie tracę czas na odkurzanie.          



Na parterze gdzie R2D2 (bo tak sobie robota nazwałam) sprząta wszystko, odbywa się  to w miarę bezproblemowo więc postanowiłam, że piętro gdzie są sypialnie też może ogarniać. Jako alergik nie mam dywanów jedyny wyjątek to wełniane flokatti  przy łóżkach, zrobione przeze mnie lata temu no i okazało się, że długi włos robotowi szkodzi. Flokatti jest zrobione na workach jutowych i przez te wszystkie lata prania worki zaczęły się pruć, ja łatałam a one pruły się dalej. 



Z żalem ale bez jakiś tragedii pogodziłam się, że dywaniki trzeba wymienić tylko, że ja nie mam już ani worków jutowych na nowe, ani nie mam czasu prząść takich ilości wełny a zbuntowany odkurzacz nie będzie tam sprzątał bo długi włos mu nie służy. Zakupiłam sobie dwa dywaniki z wełny nowozelandzkiej, oba miały być w ten niby skandynawski wzorek ale okazało się, że jest tylko jeden i trzeba sprowadzać z fabryki. Doszłam do wniosku, że mogą być dwa różne i tak widać tylko jeden na wejściu do sypialni drugi wybrałam z taką przetartą mandalą PM stwierdził, że wygląda jak całun turyński ale robot z nimi nie ma problemu. 


Z przyjemniejszych rzeczy "rękodzielniczych" poskładałam sobie bukiet, od dzieciństwa lubiłam klocki bardziej niż lalki, dzieciństwo moich chłopców było z powodu klocków naszą wspólną radością:) W tej chwili jeden z synów zajmuje się klockami zawodowo więc na  mój prezent urodzinowy synowie wybrali komplet klocków, które do naszych sklepów nie trafiły więc jestem jedną z bardzo nielicznych osób w Polsce, która ma takie kwiatki. 



Powstały następne pary skarpet jedne dla PM, drugie dla mnie robię następne też dla PM a potem może następne z tego co uprzędę. 


Skarpety dla PM Fabel + Flora, moje 1 motek Fabela i jakieś resztki bieli z dodatkiem szarej nitki wzmacniającej na piętę. Z moich skarpet nie została ani drobina resztki i to bardzo mi się spodobało, bo resztki są moim odwiecznym problemem. 

 


Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 2 stycznia 2022

Zazdrość

Przed sobą się nie przyznaję a co dopiero przed innymi, że brzydkie przywary też mnie dopadają i to ostatnio całkiem często. Bo jak inaczej nazwać to kłujące i nie dające spokoju poczucie niespełnienia, niemożności zaspokojenia, niedosytu... a dopadał mnie ostatnimi czasy ten stan dość często. Szczególnie dotkliwie podczas pakowania czesanki w paczki dla prządek, wędrowały w paczki a to Bfl z jedwabiem, Corriedale, South American, jedwabie, alpaka. Przed moimi oczami sunąca przez palce czesanka, ten lekki szum koła i delikatny skręt wymuszający podawanie następnej partii włókna, ta senna mantra dająca ukojenie... i marzenie pryska bo czesanka dla innej szczęściary a ja jak łasuch przez okno wystawowe oglądam "kofekty". O tak zazdrość to przykre uczucie szczególnie gdy zaspokojenie niedostatku na wyciągnięcie ręki tylko nijak to uczynić bo po ogarnięciu rzeczy koniecznych zegar wskazuje kolejny równie intensywny dzień.   



Namiastką tej mojej niemocy kołowrotkowej są druty, pewnie że to nie to samo ale przynajmniej ta drobina mi została. Powstają głównie skarpety ale zdarzyła się też czapka wg wzorów z japońskiej książki. Kolor to jasny brudny róż, połączenie wełny z moherem, pewnie nie ostatnie bo wyjątkowo mi przypadło do gustu, a sweter który mam tak zrobiony jest w tej chwili moim nr 1.





Włóczka to wełna, 100 firmy ISPE i moher by Canard w moim ulubionym połączeniu z jedwabiem, wełnę kupiłam przy okazji zakupu włóczki na skarpety (bardzo stonowanie, beżowe zostały zatwierdzone jako jedyne dopuszczalne przez PM). Czapka okazała się pomimo użycia mniejszych drutów niż zalecane we wzorze dość duża a ilość wełny (100 g ) za mała, brakło na 10 rzędów ale jest w tym trochę mojej winy bo ściągacz czapki we wzorze ma 10 rzędów a ja zrobiłam sobie 14. 



Pierwsza myśl to oczywiście dokupić motek ale okazało się, że już nie ma, z moich pudeł resztek wydłubałam coś prawie w tym samym kolorze i czapkę dokończyłam, właściwie mi to nie przeszkadza ale już podczas dziergania miałam ochotę dodać jej taki biały, futerkowy pompon i jak tylko taki dostanę to pewnie czapka będzie pomponiasta :)



Pierwsze skarpety testowe dla PM okazały się za duże (cały czas robię dla dziecka i mojego ojca ich stopy to 45 a PM ma 43) dziecko dostało te za duże ale ja robię następne i pewnie wszystkie, które zrobię dla PM będą wyglądały dokładnie tak samo jak to co poniżej. Skarpety robione od palców, wierzch stopy w prążki 1 oczko lewe i 3 prawe; stopa gładka, pięta wzmocniona dodatkową nitką, góra skarpet w podobnym odcieniu ale z włóczki Flora  - połączenie z alpaką - na stopie filcuje się wręcz rewelacyjnie więc tylko cholewka, reszta czyli stopa to dowolnie Fabel lub przyjemniejsza w dotyku Jawoll. Mam nadzieję, że oprócz opisywania stanów niepohamowanej zazdrości i bardzo nudnych skarpet będę robić z Nowym Rokiem rzeczy na tyle ciekawe, by były warte opisywania i pokazywania na blogu. 


Nie pamiętam ile razy nasza wspólna znajoma artystka (moja i PM) zapraszała mnie na Nikiszowiec w Katowicach, na jarmark świąteczny. Te jarmarki odbywały się tam cyklicznie co jakiś czas z różnych okazji i dalej się odbywają a ja zawsze sobie obiecuję, że może kiedyś uda mi się tam chociaż na chwilę wpaść, niestety jak na razie pozostaje to w sferze chęci. Piszę o tym bo chociaż nie byłam na jarmarku to mam namiastkę świątecznej atmosfery tego jarmarku, dostałam ozdoby ręcznie robione przez naszą znajomą, które co roku można u niej kupić :)
Pewnie na wiosnę będzie nowy jarmark i kto wie może tym razem mi się uda ... 


Pozdrawiam Was niedzielnie i Nowo Rocznie 

PS. Dziękuję za życzenia świąteczne :)