Właściwie to trzy pary skarpet, prawie trzy bo trzecią parę kończę i na prawdziwą sesję dopiero się załapie następnym razem. Wszystkie trzy pary są robione od palców ale pierwszy raz robiłam je z klinem.
Pierwsze, na których się uczyłam tej metody to skarpety syna, są zupełnie proste ale on takie chce a dla mnie to idealny moment do nauki czegoś nowego bo nic nie odciąga uwagi od nowych zasad konstruowania skarpety.
Całą naukę przeprowadziłam "zdalnie" :) za pomocą bardzo dobrej instrukcji Intensywnie Kreatywnej (polecam Jej film z YT). Metoda jest dobra, nawet bardzo dobra i przy tych prostych skarpetach sprawdza się wyśmienicie.

Druga para to moje własne skarpety (wyrzuciłam cztery pary, jedna została do cerowania i trzy pary, których żywot niedługo się dokona) miały być z mojej przędzy ale kusiły mnie motki Lang, które kupiłam dość dawno temu. Tym razem już jest wzór ale tam gdzie nowe zasady w dalszym ciągu prosto więc metoda utrwalona.
Wzór wierzchni z japońskiej książki, tył skarpety powyżej pięty moje wariacje, długie płynne cieniowanie włóczki wyraźnie odcina się w miejscu gdzie przerabia się tylko piętę. Włóczka przyjemna ale niepowalająca.
 |
| bardzo "piękna" pięta :) |
Przez lata robiłam skarpety od góry, piętę tak jak mi pokazała babcia, kilka lat temu odkryłam, że to sposób holenderski, trochę zmodyfikowałam ten sposób zamykając piętę rzędami skróconymi ale cały czas były to skarpety robione od góry.
Później był długi wpis na temat początków przygody ze skarpetami robionymi od palców, tą najprostszą metodą jaka może istnieć i nie do końca mi się podobało. Ale wiedziałam, że jest jeszcze metoda na skarpety od palców z klinem - no i nastała pora roku, która wymaga zaopatrzenia najbliższego otoczenia w skarpety, w dużo skarpet. Nie może być lepszego czasu na testowanie nowego sposobu dziergania - przy tej ilości skarpet, które powinnam zrobić - poznam ją dogłębnie :)

Muszę przyznać, że to największe odkrycie jakie poczyniłam od czasu rękawa robionego z główką do góry :) To naprawdę bardzo dobrze przemyślana i skonstruowana skarpeta, do tego od początku do końca wszystkie połączenia oczek są plastyczne (łączy się żywe oczka) więc nic nie ciągnie, nie zacina się jest elastycznie. Jedyne do czego mogę się przyczepić to nie widzę zasadności robienia wzmocnionej pięty w tym miejscu w którym ono jest. Jak długo chodzę w wełnianych skarpetach i chodzą w nich moi najbliżsi to w tym miejscu nigdy nie zrobiliśmy dziury a nawet przetarcia. Dziury na pietach robi się od spodu lub dokładnie na pięcie tam gdzie rzędy skrócone nigdy powyżej pięty. Ale taki mankament to żaden mankament, po prostu lepiej przy konstruowaniu samej główki pięty zastosować dodatkową nitkę niż bawić się w pogrubianie nad piętą, co może skutecznie zdyskwalifikować skarpetę przy ubieraniu butów.
Ostatnia para, która jest już praktycznie skończona to już trochę wyższa szkoła jazdy bo tu wzór wrabiany po całości i nie tylko na prostych płaszczyznach ale jak widać pięta też we wzorze, wprawdzie to tylko paski ale jednak by zrobić to dobrze, musiałam się trochę nagimnastykować. Dokładnie opiszę jak skończę i upiorę. Różowy wzorek to resztki motków z moich skarpet, szare tło też resztki z jakiś skarpet i to mnie tak ucieszyło, że wykorzystałam resztki, więc kupiłam nowe motki na skarpety - chociaż cały czas przędę czesankę z myślą o skarpetach :)
Pozdrawiam Was niedzielnie z zapowiedzą następnych skarpet :)