Jest kilka komercyjnych włóczek, których zawsze będę pożądać bez względu na stan posiadanej przędzy i zasobność konta. Do jednych z nich należy Noro, ta włóczka wyjątkowo rozpala mi wyobraźnię. Te połączenia kolorystyczne, przenikanie kolorów, niby płynne przejścia a jednak opatrzone drobinkami różnych barw, sama rozkosz dla oczu by cieszyć je tymi kolorami. Mam jeden motek kupiony ileś tam lat temu kiedy Noro dopiero się pojawiło u nas (chyba w e-dziewiarce), leży w szafie bo mam kilka takich motków zakupionych dla koloru :)
Oprócz kolorów, Noro zachwyca mnie swą zgrzebną fakturą, bo nitka jest nierówna, niekiedy z grudkami i zgrubieniami, ma taką rustykalność ręcznej przędzy wielomateriałowej. Tym moim zachwytom nie byłoby końca gdyby nie to, że Noro to single wiec najsłabsza przędza z możliwych i nawet dodatek nylonu nic na to nie poradzi. Pomimo, że w ofercie jest włóczka na skarpety nawet by mi na myśl nie przyszło je z niej robić.
Oraz morska fala gdzie oprócz merynosa, pojawiała się czesanka farbowana przeze mnie, w kolorze navy blue i szafirowym oraz turkusy w jedwabiu sari.
Ciepło ostatnich dni nie do końca mi przeszkadza ale trochę rozleniwia więc takie mieszanie kolorów wydaje się zajęciem wręcz wymarzonym przy tej pogodzie. Powolutku mam pomysł na następne mieszanie w stylu Noro i kto wie może zrobię sobie z tego skarpety będzie to taki luksus zupełnie pozbawiony rozsądku :)
















































