Próby robienia na drutach, kończą się potęgowaniem bólu kciuka, więc w dalszym ciągu odpuszczam. Będą to najdłużej dziergane skarpety jakie mam ale robienie oczek przekręconych we wzorze nie za bardzo służy mojej ręce. Skarpetę udało mi się doprowadzić do pięty, w tej chwili robię pietę inaczej niż tą, której nauczyła mnie babcia (opisałam ten sposób dawno temu na blogu). Wyjątkowo podoba mi się zastosowanie "rzędów skróconych" w uzyskiwaniu ładnej zaokrąglonej pięty. Sposób jest wyjątkowo prosty a skarpeta ładnie układa się na okrągłej pięcie.
![]() |
| na stopie wygląda zgrabniej |
Kiedy przerabiane oczka (z dwóch drutów) osiągną wysokość pięty (u mnie 32 rzędy) zaczynamy zbierać je by utworzyły to ładne zaokrąglenie. Oczka piety dzielimy na pół (ja mam 2 x po 18 oczek) przerabiamy 19, następnie dwa zbieramy razem (na lewo) i przerabiamy jeszcze 1 oczko. Odwracamy robótkę (lewa strona) - pierwsze oczko ściągamy, przerabiamy 3o. lewe, następnie 2 oczka lewe razem i 1 o. lewe i znowu obracamy. Czynności powtarzamy tak długo aż braknie nam oczek do dobierania po bokach przy każdym obrocie - a później to już tradycyjnie, nabieranie oczek po bokach pięty i skarpeta prawie gotowa :)
Sweter z dodatkiem angory też utknął, dobrze było do czasu jak robiłam prawe w okrążeniach, teraz rozdzieliłam pod pachami przód tył i już nie jest tak świetnie - leży odłogiem. Za to przędę i farbuję, poprzednia angora okazała się jednak za ciemna ale mam już na nią pomysł (a może tyko mi się wydaje). Do szpuli angory zafarbowałam merynosa 23 mic, będzie 3-nitka na rękawiczki. Zdjęcia zupełnie nie oddają kolorystyki - jest tu: ciemny cynamon, orzech włoski i cafe late - w każdym razie daleko temu zestawowi do pomarańczu na zdjęciach.
Nawet namiot bezcieniowy nic nie pomógł, nie wiadomo skąd wywlekł tyle tego pomarańczowego koloru.
Pod ostatnim postem Ewa (Rosa canina) zastanawia się czy farbowanie nie osłabia włosa angory. Angorę farbowałam bardzo sporadycznie i trudno mi coś więcej napisać, za to wełnę farbuję bardzo długo. Nie prowadzę jakiś badań, czy statystyk ale trwałość wełny farbowanej i tej niefarbowanej przetestowała moja rodzina w skarpetach i nie ma żadnej różnicy - przynajmniej dla mnie dostrzegalnej. Pewnie, że włókno poddawane farbowaniu w jakiś sposób się osłabia ale nie aż na tyle by miało to jakiś znaczący wpływ na jakość samej dzianiny. Mam dwa swetry sprzed 25 lat jeden z naturalnej wełny, drugi z tej samej wełny ale poddanej farbowaniu - były intensywnie noszone i oba w dalszym ciągu są dobre.
Przy niewłaściwym farbowaniu można wełnę lub inną sierść sfilcować i to wydaje mi się poważniejszym problemem prowadzącym do osłabienia i uszkodzenia trwałości runa niż samo nadanie koloru.
![]() |
| w namiocie i też pomarańcz |
Asia (Jot Ha) pisała, że jej glicynia zbiera się powoli, ja po ostatnich opadach z porywistym wiatrem, kwiecie mogę zbierać po okolicy, nawet liście zostały uszkodzone - cóż na stan aury niestety zupełnie nie poradzimy. Z powodu tej "cudnej" pogody robienie zdjęć roślinności odpuściłam, za to dosłownie na chwilkę odwiedziła mnie Aldona ( od ceramiki) mój zbiór cudów się powiększył, więc zamiast zdjęć przyrody ceramiczne cuda.
Podziwiam te koraliki, przekładki, drobne kwiateczki - wszystko mnie zachwyca. Mam sobie coś z tego uczynić ale czy ja wiem, mnie się podoba to w takiej formie, wysypuję na stół i miziam, zestawiam z tym co już mam - ot takie zabawy człowieka z "lichym" paluszkiem :)
Jedynie z tego owalu zrobię sobie wisior będzie cudnie wyglądał na moim rudym swetrze (tym co utknął) a na dodatek ta faktura - no bardzo mi się podoba.
Pozdrawiam z nieśmiałymi przebłyskami słońca :)











































