Tydzień minął błyskawicznie, zaczęłam czapkę ale robię po kilka rzędów bo walczę ze swetrem dla PM, który porzuciłam w trakcie dziergania na rzecz mojego swetra udokumentowanego w poprzednim wpisie.
A wspominając ten mój sweter bardzo dziękuję za wszelkie komentarze pełne ciepłych słów - bardzo mi miło się je czytało i przypuszczam, że posłużą niejednokrotnie jako forma terapii w chwilach zwątpienia :)
Czapki pokazuję tyle ile jest bo sweter PM już kilka razy tu widniał, a że wzór cały czas ten sam tylko na wielkości przybywa to lepiej coś w kolorze pokazać. Z rzeczy dziewiarskich to muszę jeszcze na szybko zrobić kocyk dla niemowlaka, kupiłam bawełnę (no dla siebie też kupiłam tą ciemniejszą) oby wyszło jakoś sensownie bo nigdy nie robiłam takich rzeczy.
Pisałam ostatnio, że zabrałam się za malowanie pomieszczeń w domu, udało mi się odświeżyć pokój dzienny, cały wystój jest pod stare meble po babci, wszystko niby współgrało jedynie sofa wyraźnie odstawała, nawet Pronto nie pomogło :)
Sofa jest równie stara jak meble po babci, z początku poprzedniego wieku, to już jej trzecie wcielenie, tym razem zamarzyło mi się by obić ją lnem. Znalazłam odpowiedni materiał i już byłam skłonna pomysł realizować jednak powstrzymał mnie widok obszarpanych boków sofy. Tak sobie pomyślałam, że przecież kot i tak ma w nosie, że nowy materiał na obicie sofy kosztuje tyle co nowa kanapa, więc na razie odpuszczę kupno ale sofa nie może zostać w takim stanie.
Kiedyś kupiłam dość spory kawał materiału w odzieży używanej, z myślą o poszewkach na poduszki ale po całkiem bogatej serii poszewek zbyt śliskich (opinia PM) materiał leżał na "coś tam".
Materiału było trochę za mało i naprawdę musiałam się nagimnastykować by to jakoś ogarnąć, więc było sztukowanie, doszywanie innych kawałków materiału w niewidocznych miejscach, czyli partyzantka.
Kanapę pomógł mi obić syn, jednak w takich pracach potrzebna jest dodatkowa para rąk ale to obicie było niczym w porównaniu z gimnastyką jaką zafundowałam sobie przy obszywaniu frontowych dekorów a do tego guziko-gwoździ by je jakoś umocować.
Zszywałam resztki materiału by było czym obszyć te drobne panele, niestety nie dość, że wzór w paski to jeszcze opary tkaniny więc muszę być zadowolona z tego co mam.
Ogólnie jestem zadowolona bo kanapa pasuje do pomieszczenia, jest czysta, nie wiszą smętne strzępy kociej interwencji. Jedynie co mnie złości to brak dopasowania pasów siedzenia i oparcia,zgodnie ze sztuka powinny się zgadzać na siedzeniu i oparciu.
Niestety nijak się nie dało tego obejść ale obicie za 40 zł i dwa dni pracy to i tak nie jest źle a przynajmniej na jakiś czas będzie całkiem przyzwoicie wyglądać.
Na razie kot kanapy nie zauważa - ciekawe jak długo, pewnie musi mu spowszednieć i kto wie kiedy znajdę pierwsze oznaki ponownego zainteresowania.
Pozdrawiam Was niedzielnie z myślą o remoncie przedpokoju.