sobota, 13 października 2012

Drobny wzór

Trochę wybrzeża na jakiejś wysepce a do tego łodzi, i zacięcia rybackiego jeszcze mi trzeba bo bezrękawnik już mam. Trwało to trochę, bo to jednak dłubanina ale jak ja lubię takie projekty :)) Właściwie to najbardziej kocham, ten typ dzianiny, ma w sobie jakąś zapowiedź trwałości (prędzej się znudzi niż zużyje), już w dotyku sugerowana jest solidność takiego swetra. Nic dziwnego, że swetry w oryginale to robocze ubranka rybaków, ciepłe i solidne.



typowe dla projektów "fair isle" drobne wzory w pasach
Taki tekst znalazłam w internecie reklamujący atrakcje wyspy (oprócz ornitologicznych): 
"Nazwa „Fair Isle Knitting” rozpoznawana jest na całym świecie jako określenie kolorowej robótki z horyzontalnymi pasami geometrycznych kształtów.  Zwłaszcza w  latach 20-stych XX wieku swetry robione na drutach przez kobiety z Fair były niezwykle modne."
Przeczytałam również, że oryginalnie wykorzystywano naturalną kolorystykę runa owiec (Wyspy Szetlandy niedaleko) oraz barwiono naturalnymi barwnikami na czerwono, niebiesko, żółto. Inspiracją do wzorów była  tematyka religijna wszelkie krzyże ale również przyroda (rogi baranie, liście paproci, kwiaty) a do tego kotwice, kwadraty, romby itp. 




pomimo zbieranych oczek bok wygląda dobrze
nie, nie jest za krótki tak miało być :)
Udało mi się i mam, tym razem zdjęcia własnej osoby w ubranku, żeby nie było, że tylko manekin chodzi w tym co wydziergam. 
Charakterystyczną cechą tego typu dziewiarstwa jest praca w okrążeniach, czyli dziergamy cały czas prawą stronę, w tym celu w miejsca na ręce i dekolt wstawiamy obszar oczek roboczych (miejsce cięcia) i przerabiamy dalej pamiętając o zbieraniu oczek na wykroje pod pachami i przy dekolcie. Sama końcówka dziergania gdzie oczek było już naprawdę niewiele odbyła się u mnie na zwykłych drutach skarpetowych. 
Zabezpieczone brzegi pomiędzy cięciem podwija się i przyszywa do lewej strony. 
Trochę też przesadziłam z wielkością a raczej "małością" drutów, ściągacze na 2,5 a reszta 2,25 spokojnie mogło być więcej do 2, 75 ale jakoś tak odruchowo złapałam za rozmiary, które najlepiej mi leżą w ręce. 


oryginalnie w dwóch kierunkach na okrętkę u mnie płotek
 W książce pokazują jak przyszyć, ja uczyniłam to tak, wydawało mi się trochę solidniej niż na okrętkę ale czas pokaże czy się sprawdzi.
Zdjęcie na manekinie jeszcze przed wrabianiem plis dekoltu i rękawów, już wtedy czułam, że mi się będzie podobał.  




Wprawdzie są głosy, że chodzić w tym będę od "wielkiego dzwonu" bo nie ma rękawów  a ja nie chodzę w rzeczach, które nie mają ciepłych rękawów. 
Wiem, że to nie mój ostatni tak popełniony "udzierg" następny będzie sweter z długim rękawem myślę, że przy tej technice dziergania można by się pokusić o zrobienie czegoś kurtko-podobnego. 
Cieszy mnie, że własnoręcznie przędziona i farbowana wełna wygląda bardzo dobrze a ręczne wykonanie dodaje uroku. Przędza zrobiona z runa South American ale bardziej włochate runo shetland'ów nadaje oryginalnym dzianinom niepowtarzalny urok więc kto wie czy następny projekt nie będzie właśnie z tego runa. 
Handlowo ale bez przesady - wełny zostało dokładnie na jeszcze jeden bezrękawnik, jakby ktoś chciał (do rozmiaru 42) to mogę odsprzedać (za 6 motków po 50g - 180 zł ) a wzór do pobrania tutaj lub mogę przesłać pobrany plik. 



W tej chwili muszę czymś zapełnić myśli więc rysuję rękawiczki ale jak tylko opanuję wystarczająco nowy kołowrotek to czuję, że z prawdziwą przyjemnością zabiorę się za następny projekt w tym stylu. 

niedziela, 7 października 2012

Bankructwo z defraudacją w tle

Wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew zasadom prowadzenia małego sklepiku, wbrew wszystkiemu - popełniłam lekkie szaleństwo.  Cały fundusz na zakupy celem uzupełnienia zapasów w sklepiku został skasowany i jeszcze trochę ponad to co miałam, no bo jak już kupić to cały zestaw, dodatkowe przełożenia i zestaw "Jumbo". 
Wiem, że osoby kupujące u mnie czesankę zaglądają tu czasami i z tego miejsca chcę przeprosić, niestety w najbliższym czasie nie pojawią się nowości, jak nazbieram funduszy to uzupełnię stany - wybaczcie mi moje szaleństwo ale nosiło mnie od dłuższego czasu.


"Polonez"

Kołowrotek dostałam w ostatni poniedziałek, bez jakiś specjalnych problemów z pomocą pana Męża i filmiku na stronie Kromskich został złożony, niestety filmik i instrukcja dołączana do kołowrotka po angielsku co nie przeszkadza ale po polsku było by tak jakoś milej. Wygląda majestatycznie i chociaż nie jest w mim stylu, wolę finezyjną i bardziej współczesną budowę np. Fantazji, to spoglądam z podziwem na staranność wykonania, przechodząc koło niego nie sposób się oprzeć by dotknąć i pogładzić.



Uprzędłam ponad 350 g więc spokojnie można uznać, że powiedzieliśmy sobie "Dzień Dobry", nie nie padłam na kolana, od razu wiedziałam, że muszę się przestawić, jednak między "Fantazją", na której przędłam a "Polonezem" jest różnica.  Trochę to potrwa zanim się dotrzemy i poznamy swoje możliwości, jak na razie jestem zafascynowana mnogością ustawień jakie daje ten kołowrotek.

brązowy Finnish

Testuję przełożenia: zaczęłam prząść od białego Southdown, później Dorset Horn, na wyższym przełożeniu uprzędłam Finnish i znowu w niebieskościach Dorset Horn.

"etniczna" kolorystyka Dorset Horn

 Ten w ciepłych kolorach fraktal z Dorset Horn jakoś "etnicznie" mi się kojarzy, w czesance wyglądał tak sobie a w fraktalach przywodzi mi na myśl jakąś ceramikę egzotycznego plemienia.

Dorset Horn we fraktalach oraz kawałek Finnish'a w navajo
 
Wczoraj założyłam przełożenie 1:25 i zaczęłam prząść Polwarth - w tej chwili  jest pół szpuli. 
Dopiero wtedy dotarło do mnie,  dlaczego tak bardzo chciałam ten kołowrotek - narzędzia jednak mają znaczenie a raczej ich możliwość przystosowania do materiału, który mamy zamiar obrabiać. To tak jak z wiertarką: są takie co wiercą tylko dziury ale są też takie, które wiercą dziury na dodatek maja obroty w prawo i lewo, mają udar, mogą robić za wkrętarkę (śrubokręt) mają płynną regulację obrotów i jeszcze kilka rzeczy, o które byśmy ich nie podejrzewali. Po takim tłumaczeniu mąż i ojciec ze zrozumieniem kiwnęli głową :)) - tutaj może bardziej obrazowo byłoby podać przykład maszyn do szycia lub jakiegoś melaksera do tarki ale mnie wiertarka też jest bliższa :D


Jak tylko skończę prząść Polwarth napiszę co z tego wyszło,  przy porównaniu z nicią do maszyny do szycia ta nitka Polwarth'u jest nieznacznie grubsza - może będę miała szansę uprząść nitkę na koronkowy szal w stylu Margaret Stove.
Trochę przez to wszystko spóźniona mam zamiar przystąpić do zabawy na "Prząśniczce" czyniąc jesienny szal, bo pogoda po wczorajszym słońcu dzisiaj pozostawia wiele do życzenia. 

niedziela, 30 września 2012

Mała rzecz

Muszę przyznać, że rękawiczki wyglądają całkiem przyzwoicie tylko zdjęcia robi się coraz gorzej, światło już nie te. Korzystając z pięknej słonecznej pogody zrobiłam im zdjęcia na dworze i właściwie na moim monitorze jest oryginalna kolorystyka, są dokładnie takie nasycone barwami w bardzo ciepłej tonacji oprócz tego paska błękitu. 
kolorystyka najbliższa prawdzie :))
Lubię dziergać takie małe rzeczy, dobierać materiały, rozliczać i rozrysowywać wzór, wybierać kolorystykę, mogłabym robić je cały czas, to miłe zajęcie. Tylko ileż można mieć rękawiczek :))

na rękach :))
Miałam zamiar zrobić rękawiczki w stylu litewskim ale one nie do końca mi się podobają jedyna rzecz, która mi nie pasuje w tych rękawiczkach to to że, wnętrze dłoni ma ten sam wzór co wierzch.  Może się czepiam ale osobiście wolę taki układ jak w tych prezentowanych z przerobionego wzoru z Drops'a - góra inna i dół też. Oczywiście cieniowane tło narzucało też inny, bardziej masywny wzór.
 Po głowie chodzą mi dwa następne projekty na rękawiczki, jeden na pewno w stylu fair isle.
kciuk też musi jakoś wyglądać
 Na dłuższy czas starczy mi  farbowania w takiej kolorystyce,mam jeszcze jakieś rozrobione resztki farby ale już nie będę Was torturować tym samym zestawem kolorystycznym - mnie już też starczy :))
Teraz mam zamiar używać a nawet nadużywać czarnego, muszę wrócić do normy po tych wszystkich kolorystycznych "fiestach". To co wyfarbowałam ostatnio to merynos 23 mic z włóknem soi, które przypomina trochę jedwab, oryginalnie ma kolor beżowo - żółty i nie do końca łapie farbę ( ale to roślina więc ma prawo). Kupiłam sobie na sweterek ale zmieniłam zdanie, golfik na gołe ciało postanowiłam zrobić sobie z blf z jedwabiem ( w przyszłości :)))

koniec lata  i pożegnanie z tą kolorystyką
 Zabawa z suri w przypadku czekoladowego runa była o wiele przyjemniejsza ale i tak super nitki mam ok 72 g, ponad  30 g drugiego gatunku  i 60 g sierści jako dodatek do grępla - z ponad 250 g to niewiele ale cóż warto było poznać to runo - tak jak każde ma swoje wady i zalety.


po wyczesanu
 Nitka w 2-ply ponad 250 m - teraz tylko wystarczy dobrać do tego jakiś wzór a to nie będzie łatwe, do cudownego blasku, niezwykłej miękkości, lekkiego włoska oraz lejącej się natury włókna dochodzi całkowity brak sprężystości, tendencja do zbijania się, dzianina potrafi zrobić się płaska a wręcz "derkowata". Jak na razie poleży z innymi motkami suri czekając na przypływ natchnienia lub wzór wydobywający walory a kryjący wady.


Pozdrawiając Was niedzielnie mam zamiar nadrobić zaległości i poczytać co się dzieje u Was :)))


sobota, 22 września 2012

Fraktale i Navajo

 Niejednokrotnie przędłam już metodą fraktali ale jakoś przędza zawsze trafiała do sklepiku, jak dla mnie była za "dzika". Ciężko się pozbyć uprzedzeń ale postanowiłam zrobić coś dla siebie z takiej włóczki. W bardzo bogato kolorystycznie farbowanych włóczkach zawsze przeraża mnie efekt "ciapek", "łatek" jakiegoś chaotycznego rozkładu kolorów, bez względu na to jak próbuję się przekonać i tak nic z tego nie wychodzi. Jedyny rodzaj włóczki (dla mnie do przyjęcia) z drobinkami innego koloru to tweed oraz włóczki z długim przejściem tonalnym. 
Fraktalowa dzianina zaskoczyła mnie rytmem, jakimś delikatnym uporządkowaniem kolorystycznych przejść, takie Noro inaczej. Delikatne złamanie barwy przez skręt dwóch różnych kolorów daje taki miękki efekt przenikania koloru. O dziwo myślę o jakiś dodatkach w tym stylu dla siebie. 

"miękkie" kolory :)
Skarpety, które zrobiłam są niestety za delikatne by służyły jako zimowe więc będą raczej z tych "do spania" lub na jakieś jednorazowe wyjścia ( nitka typu 2-ply i ponad 450 m w 100g )  za cienkie i tyle.



 Z tego samego farbowania powstały 2 kłębuszki po 25g w skręcie navajo na rękawiczki, tutaj przejścia tonalne wyraźnie widoczne z dużo większym kontrastem i o dziwo w tej chwili moim faworytem kolorystycznym są skarpety.
 Różnica w odbiorze koloru też dość pokaźna : skarpety są bardziej pomarańczowe z takim wręcz przesyceniem kolorystycznym  w rękawiczkach ten pomarańcz jest ale bardziej stłumiony - a to to samo farbowanie. 
Wzór na rękawiczki z Dropsa (u nich to skarpety)  wprowadziłam trochę zmian, przeliczyłam, rozrysowałam nieco ujęłam, nieco dodałam i robię rękawiczki. 
Z ciekawostek dodam, że w Dropsie najnowsza kolekcja jest w polskiej wersji językowej, myślę, że to ładny gest z ich strony. 

złe światło
Wzór w wielkie kwiaty bardzo mi się spodobał a wyśmienitym tłem miała być dla niego włoczka ufarbowana w bardzo energetyczne kolory.  Teraz przy skarpetach wydaje mi się zbyt "dosłowny". Myślę, że  częściej będę sprawdzać co powstaje w dzianinie z przędzy w różny sposób łączącej barwy, kto wie co jeszcze mnie zaskoczy swym urokiem :))


 Na sam koniec inny rodzaj "flokati" - lewa strona bezrękawnika, niestety zanim cokolwiek uczynię dalej muszę uporać się z zakończeniem tych nitek, oraz odpowiednim zabezpieczeniem obszarów, które będą cięte. Jak to uczynię to zostanie wykończenie dekoltu i ramion no i chyba będzie gotowy. 


Na "Prząśniczce" jesienne wyzwanie -  szalik w barwach jesieni,  jeszcze nie wiem czy dam radę się przyłączyć ale kto wie jak na razie myślę o jakimś otulaczu -  jakiejś chuście nie chuście.  Tak mi się podobają te trójkąty lub półkola robione wzorem francuskim taki owijacz w obronie przed chłodem :))  


piątek, 14 września 2012

64 gramy

Nie to nie hasło z filmów o mafii narkotykowej, dokładnie tyle waży motek, który zrobiłam z prawie 300 g surowego runa suri.  

64g suri

4 dni po 3 godziny czesania i wydłubywania paprochów wszelkiej maści, jeszcze podczas przędzenia wyciągałam trawki i kołtuny, taka nitka spełnia moje standardy  - nie, nie jest to ideał ale jest wolna od wszelkich zanieczyszczeń. Mam jeszcze z 30g wyczesanego runa w gatunku skarpetowym oraz 50 g, które prawdopodobnie trafi  kiedyś z runem owczym do grępla jako dodatek kolorystyczny. Poznawanie nowych gatunków runa jest fascynujące, ta fascynacja jest jeszcze większa jak mogę poznać runo od początku czyli runo prosto z strzyży. Na szczęście nie całe runo było w tak fatalnym stanie, teraz czeszę czekoladowe i to już raczej relaks. 

Zrobiłam sobie dokumentację fotograficzną paprochów, ku pamięci jak znowu zacznie mnie nosić by kupić surowe runo. Chociaż wiem, że z czasem i tak kupię jakieś - choćby dla koloru :) Wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak kupimy runo surowe musimy liczyć się z odpadem, czasem poświęconym na czyszczenie i nie zawsze efektem jakiego się spodziewaliśmy a cena nie zawsze jest super atrakcyjna. Nitka przygotowana z takiego runa jest inna mniej "umęczona", włos jest wyraźnie ładniejszy. Gotowe czesanki na pewno są droższe ale nie tracimy sił na czasochłonne czyszczenie, nie ma odpadów nic tylko prząść ciesząc się z przyjemności i czystości takiego zajęcia. Niestety musimy brać pod uwagę, że nikt nie będzie ręcznie wydłubywał paprochów lub delikatnie rozczesywał runa, niektóre z metod drastycznie nadwyrężają jakość czesanek. Nie zawsze też jest szansa na kupienie czesanki z runa, które nas interesuje - a tak było w przypadku suri. Następnym razem pokażę właśnie wyczesane czekoladowe runo suri.


W ramach poznawania gatunków runa postanowiłam sięgnąć po runo owiec Dorset Horn, kupiłam 300g z myślą o zimowych skarpetach moich panów. Niestety nie do końca wybór runa jest trafny, to runo jest po prostu za słabe na skarpety. Jak przędłam to runo miałam jakieś wrażenie "budyniowatości" merynosów ( "budyniowatość" - to moje określenie na jedno z wrażeń dotykowych  runa merynosów, na które nie mam lepszej nazwy) jak zaczęłam pisać ten post sięgnęłam po moją książkę o runach. Jest tam cały rozdział o grupie owiec "Dorset" a na wstępie wzmianka o spekulacjach na temat powstania tej rasy : przez krzyżówkę hiszpańskich merynosów z rogatymi owcami walijskimi :)) - moja mała satysfakcja. 
Dane techniczne : długość włosa od 6,5 do 12,5 cm - moje było raczej z tych krótszych, od 26-33 mikronów (spinning counts 48s - 58s), runo wygląda na mocne ale takie nie jest, pofalowane ale nieregularnie, dobrze przyjmuje farbę ale bez zachwytu - brak głębi koloru, który tak zachwyca przy runach z większym połyskiem. Runo raczej matowe.


Skarpety, które robiłam na wiosnę w ramach zabawy na "Prząśniczce"  powstały z runa Southdown - ta sama grupa owiec, zdążyłam już przedrzeć pięty a oba gatunki runa niewiele się różnią. Poza słabością runa kolorystyka jaką wybrałam miała być bardzo ciemna, to runo pochłania barwnik, wręcz pożera ale go na nim nie widać.  Uprzędłam metodą fraktali, mnie by się podobały takie skarpety ale czy warto je robić z tak nietrwałego materiału. 

czarny Finnish w navajo na rękawiczki i fraktal z Dorset Horn
 Pochwalę się jeszcze niespodzianką, którą zrobiła dla mnie siostra -florystka. W ramach nadchodzącej jesieni uczyniła dla mnie taki oto pocieszacz, wisi na drzwiach wejściowych, dodaje wszystkim energii w deszczowe dni, mnie nie tylko w deszczowe :)


Życzę Wam miłego weekendu :)))


sobota, 8 września 2012

Energetycznie

Jakiś czas temu Kankanka napisała post o przędzeniu surowego runa alpaki a raczej o doprowadzaniu tegoż runa do zaszczytnego miana włóczki . Ja też postanowiłam rozprawić się z runem suri zakupionym w zeszłym roku. Dredy tego runa były tak skręcone, że rozsupływanie na sucho odpadało więc przelewałam delikatnie wodą nie prałam, nie gniotłam tylko rozciągałam, a filc i kołtuny i tak są. W środkach tych dredów wkręcone są takie ilości siana, mchu i pyłu, że nie wiem czy będzie z tego jakakolwiek nitka. Za pomocą długich czesaków wyciągam trochę ładnego runa, reszta zostaje jako odpad. Kupiłam zgrzebła ręczne by te odpady jakoś ratować no i czeszę te resztki :(((  Czeszę, trzęsę, trzepię, dmucham i chucham a paprochy jak były tak są, z lubością wczepione w delikatny włos, jeżeli cokolwiek z tego uprzędę to tylko na skarpety.
Dla poprawy nastroju trochę farbuję, bardzo intensywne kolory, jeszcze raz runo Wensleydale i też pojedyncza nitka (singiel). 

cudowny blask  Wensa
 Nitka nie jest specjalnie cienka, przędłam na przełożeniu 10 : 1, w 104g jest ponad 510 m więc na jakiś otlacz, ocieplacz lub zawijas wokół szyi (ale nie mojej :) starczy. Patrzę na te energetyczne zestawienie barw by nabrać sił i chęci na dalszą walkę z runem alpaki.

zdjęcia podwórkowe 

Udało mi się skończyć sweterek z mieszanki alpaki i jedwabiu (włóczka z Dropsa). Nie przypuszczałam, że mam tak długie ręce (chyba od tego czesania tej nieszczęsnej suri), rękawy nie chciały się skończyć co przymierzałam były za krótkie.  Po wypraniu i zblokowaniu nie zauważyłam jakiejś drastycznej zmiany no może trochę ale nieznacznie sweter się wydłużył. Dzierga się z tej włóczki przyjemnie, ładnie sunie po drutach.
mnóstwo guzików  
O tym co mnie  zainspirowało już pisałam, zmieniłam ściągacz, dodałam rękawy , sweter robiłam od dołu na okrągło a nie w częściach, rękaw robiony od góry, dekolt wykończony dżersejem od lewej strony. 


Niestety z braku fotografów musiałam zdjęcia zrobić na manekinie, nie do końca widać fałszywe szwy i to jak wiele oczek muszę zebrać a później dodać by sweter dobrze na mnie leżał. Gotowe wzory najczęściej przerabiam rysując wykrój zgony z moimi rozmiarami, rozpisując na nowo wzór oraz robiąc próby niezbędne przy zbieraniu i dodawaniu takiej ilości oczek.


Z sweterka jestem zadowolona, nie jest tak miły w dotyku jak mój jedwab z wielbłądem pokazywany jakiś czas temu. Na gołą skórę dam radę nosić ale o wiele bardziej komfortowo będzie na T-shirt. Przerobiłam 7 motków po 50g i  3 cm rękawa z 8 motka, więc gdyby nie te długie ręce - 350 g  na pewno by starczyło :)

niedziela, 2 września 2012

Fraktale

Fiesta zmieniła się w motek włóczki przędzionej metodą fraktali. Przędłam już kilkakrotnie tą metodą ale jakoś nie miałam ochoty nic dziergać z takiej włoczki, połączenia kolorystyczne w nitce nie do końca mnie przekonywały. Przędzenie metodą fraktali jest bardzo dobrze opisane na  "Prząśniczce" przez Jagienkę i nie tylko :)) 

"Fiesta" w fraktalach
Nie za bardzo wiedziałam co to za czesanka bo zostały mi takie resztki w jednym woreczku, teraz stawiam na runo rasy Falkland, w 110g mam 460 metrów 2-ply więc na całkiem spore skarpety starczy. Tylko przy tej podwójnej nitce trwałość tych skarpet mnie martwi.
Druga resztka została przerobiona na 2 moteczki navajo po 25g - mam zamiar wykorzystać je jako tło w projekcie rękawiczkowym. 
Oczywiście musiałam zacząć skarpetę z fraktali - skarpeta rzecz mało widoczna więc jak dzianina mi się nie spodoba to nie będzie aż tak rzucać się w oczy. Na razie zaskakuje mnie to, że myślę o tej włóczce w kategoriach męskiego szalika lub czapki oczywiście nie w tej tonacji kolorystycznej :))
Włóczka o dziwo podoba mi się w dzianinie no może swetra bym z niej nie chciała ale małe formy są zaskakująco przyjemne dla oka. Ładne przejście tonalne złagodzone dodatkiem drugiego koloru, ogólnie całość do siebie pasuje. Na efekt końcowy trochę poczekam bo to 72 oczka i druty nr 2. 

navajo, fraktale i skarpeta
Jakiś czas temu brałam udział w urodzinowym candy i wygrałam !!!! I to pierwszą nagrodę  -cudowną włóczkę połączenie bawełny z lnem w ilości na sweter, bardzo się z tej wygranej cieszę - teraz przymierzam guziki i szkicuję projekty.  Nie załapie się ten sweter na to lato  ale na przyszłe ma spore szanse :))
Myślę o czymś całkiem prostym by uwydatnić splot włóczki.

moja wygrana
Pierwszy raz od dłuższego czasu, z rozmysłem zostawiłam jakąś przędzę w singlu, przez tak długi czas (przed blogowy) przędłam tylko single, że możliwość zrobienia czegoś innego tak mnie cieszyła więc powstawały wszelkie "składaki" :))
Dawno temu ufarbowałam runo Wensleydale na brąz orzechów laskowych i szmaragdową zieleń, uprzędłam ponad 600m w 112g. Patrząc na tą nitkę wyobraziłam sobie jakiś szal w wielkie oka dziergany, by nie zatracił charakteru sterczących włosków tak ładnie imitujących moher. Coś zwiewnego i bardzo ażurowego jak pajęczyna - a jest ich w tym roku tak wiele :))



Z braku czasu jak zwykle nie dałam rady odpowiedzieć na wszystkie komentarze zostawione pod poprzednim postem, każdy z nich jest dla mnie ważny, miło mi  i obiecuję poprawę :))
Od bardzo dawna nie chodzę do szkoły ale koniec wakacji działa na mnie przygnębiająco a w połączeniu z końcem lata to już prawie "depresja" - intensywnie myślę o ciepłej słonecznej jesieni dla poprawy humoru.