niedziela, 10 kwietnia 2022

W kolorze

Miałam napisać o tym farbowaniu w poprzedni weekend ale wredny, migrenowy ból głowy pokrzyżował większość zeszłotygodniowych planów. Obecny weekend nie jest dużo lepszy jeśli chodzi o ból głowy ale jak tak dalej pójdzie to mało będzie dni bez jakiegokolwiek bólu, więc chyba po prostu trzeba zacząć z tym żyć bez czekania na lepsze czasy. 
Tęsknota za kolorowymi nitkami zaczęła się podczas przędzenia grafitowego merynosa i tak sobie trwała a jej objawy okazały się niepokojące.


Objawem tęsknoty za kolorem w nitce jest u mnie przeglądanie sklepików internetowych z takowym asortymentem :) Nie są to poszukiwania czegoś konkretnego, pod konkretny projekt - ja kupuję motki dla koloru bo mi się podoba układ barw, nasycenie, nieoczywiste połączenie lub niuanse kolorystyczne.


Tym razem resztkami silnej woli (na daną chwilę silnej, co za miesiąc może okazać się nieprawdą) powstrzymałam się od zakupów na rzecz farbowania. Miałam ochotę na bardzo żywą kolorystykę i taką mam, po poprzednich pastelowych nitkach (te ze skarpet) tym razem nasycenie jest wręcz drapieżne, szczególnie ta neonowa zieleń. 



Pomysł jest taki by zrobić ... skarpety :D we wrabiane wzory, jako drugi kolor będzie motek głębokiego ecru (jedwab, bfl, wielbłąd), wzór a raczej projekt ma już w lekkim zarysie (w głowie), powinnam go narysować na dniach i jak nie zacznę rękawiczek z szarego bfl to będą znowu skarpety. Runo poddane farbowaniu to Polwarth, sama nitka jako singiel bardzo cienka (przędziona na przełożeniu 1:25), zależało mi na stopniowym przenikaniu się barw więc wykończyłam w navajo. Jakoś nie mogę się przekonać do uprzędzenia singla do skarpet, chociaż mam takie zrobione z włóczki sklepowej. Po tak długim przędzeniu tradycyjnej 3-nitki, navajo okazało się wyzwaniem, ten sposób wykańczania nitki ma swój rytm i swoje prawa, więc nie obeszło się bez kilku wpadek przy pierwszym motku, drugi poszedł już bezproblemowo. 



Sama myśl o tym, że będę robić skarpety poprawia mi humor, mało jest rzeczy, które poprawiają mi humor ale robienie skarpet zawsze :) Więc nie ma się co dziwić, że prezentuję następną parę, która właśnie zeszła z drutów.





Włóczka, która posłużyła mi do zrobienia tych skarpet to opisywana wcześniej mieszanka :Polwarth'u, jedwabiu, bielonego lnu i nylonu. Nitka spełnia moje oczekiwania chociaż wizualnie wolę wersję z niebielonym lnem i dzikim jedwabiem.  Sama dzianina z tej nitki ma lekko rustykalny wygląd, niesforne i sztywniejsze włókna lnu ponoszą za to odpowiedzialność ale mnie to nie przeszkadza.                 




 Z tej samej nitki powstały skarpety dla PT i już zdążyła mi donieść, że jest nimi zachwycona. Nie może wyjść z podziwu nad tym tak trafnym w przypadku skarpet połączeniem materiałowym. Połączenie wełny z bawełną czy lnem nie jest tak od razu oczywiste ale ma to swoje uzasadnienie a mnie utwierdzają w tym opinie ludzi, którzy skarpety z takich nitek ode mnie otrzymali.  



 Skarpety na zdjęciu to skarpety robione od palców, na 73 oczka w obwodzie, druty nr 2, wzór z japońskiej książki (tej ostatnio zakupionej). 
Powinnam jeszcze wspomnieć o swetrze z grafitowego merynosa ale napiszę tylko, że narysowanie wzoru strukturalnego ze zdjęcia to nie to samo co wzorki wrabiane i jest okupione mnogością prób ale .... co nas nie zabije to nas rozdrażni :)....



 Pozdrawiam Was niedzielnie obiecując, że pewnie w następnym wpisie będą -  skarpety.

2 komentarze:

  1. No i wcięło posta 🤨 no to w skrócie bo brakło mi sił. Welenka bosssska, nie przepadam za zielenią, ale na widok tego zestawu kolorów, aż mi się oczy zaśmiały.

    OdpowiedzUsuń