niedziela, 24 października 2021

Wakacje


Problemy z kręgosłupem dość skutecznie uniemożliwiają mi poruszanie się na dłuższe dystanse samochodem, więc raczej nie podróżuję. Przez dłuższy czas nawet podróż do Warszawy na Rema Days była poza moim zasięgiem a co dopiero jakaś podróż na przykład nad morze. Ale już w zeszłym roku wpadłam na pomysł, że podróż samolotem nie trwa tak długo i nie powinna być aż tak uciążliwa, niestety plany pokrzyżowała mi wszystkim znana zaraza. Za to w tym roku z nastawieniem na okres naszej późnej jesieni postanowiliśmy się udać na urlop, udało się tak skutecznie, że po intensywnym tygodniu wypoczywania na Krecie potrzebowałam 6 dni odpoczynku po urlopie :)


 Na wyspie zrobiliśmy prawie 700 km samochodem na dość krótkich odcinakach z miasta do miasta, bo to jedyny rozsądny sposób na poruszanie się po wyspie ale pieszo prawie po 10 km dziennie. 
Kultura antyczna zawsze mnie fascynowała i jeszcze w czasach szkoły podstawowej i średniej przeczytałam wszystko co wpadło mi w ręce a nosiło znamię mitologii i opracowań z tego okresu. Teraz słuchając audiobooków by wczuć się w nastrój antyku słucham beletrystki pod tytułem "Ja, Klaudiusz". Tym razem moją uwagę w książce nie przykuwają  jak kiedyś spiski i knowania a opisy czesania wełny, przędzenia i tkania, wprawdzie jest tego jak na lekarstwo ale motyw się powtarza. Każda kobieta nawet te z wysokich rodów, dziewczynki i staruszki wszystkie miały porcję wełny do uczesania i  uprzędzenia każdego dnia, z czego musiały się skrupulatnie wywiązać i efekty zaprezentować najczęściej przed antenatką. 


Na Krecie owce są, nawet bardzo wiele, z opracowań znacznie starszych wiadomo, że to runo również Grecy przetwarzali, przerabiali i używali z powodzeniem. Moja chęć rozmowy z pasterzami owiec lub kóz wypasających się w gajach oliwnych gdzie mieszkaliśmy niestety się nie powiodła bo te stadka chodziły samopas, nikt ich nie pilnował, nie zaganiał, same sobie spacerowały dzwoniąc dzwonkami.


Pasmanterii znalazłam kilka ale pytania o wełnę z owiec chodzących po okolicy kwitowano uśmiechem godnym politowania dla pytającego. Zdjęć z wnętrza nie mam bo raczej mało wełniane to wnętrze a przewaga bawełny, wiskozy i wszelakiej sztuczności jakoś nie zachęcała do prezentacji. 



Jedyne co ma znamię produktu miejscowego to włóczka "Crocus" 100 % wełna w wydaniu 8-nitkowym, lekko szorstka tak między Shetlandem a Kentem. Powiedziałam Pani sprzedawczyni, że mam zamiar zrobić sobie skarpety a ona na to, że ma rewelacyjną włóczkę do tego celu hiszpańską :) 
Byłam w trzech pasmanteriach, wszystkie miały podobny asortyment, próby zakupienia włóczki typowo lokalnej spełzły na niczym, nie mówiąc już o totalnym szoku wywołanym opowieściami o tym, że ludzie jeszcze przędą - to była dla miejscowych mitologia :)


Z włóczki przywiezionej robię skarpety do spania, bo pewnie ta biel tylko do tego się nadaje, następna rzecz, o którą pytałam w pasmanteriach to o druty z drewna oliwnego, mam takie z Addi i są to druty lepsze niż bambus, który bardzo lubię. Wybór drutów był szczątkowy jakieś takie a'la teflony z Aldi lub zestawy z wyższej półki firmy Prym nic więcej, w jednej zamkniętej pasmanterii widziałam metalowe Addi'ki i tyle.


Podczas spacerów po miejskich starówkach natrafiłam na dwa sklepy jeden miał na szyldzie napis "Silk" i wzdłuż drzwi wejściowych dugi opis opatrzony historią obrazkową jak powstaje jedwab, w środku ubrania butikowe z jedwabiem nie mające wiele wspólnego. Drugi sklep miał przed oknem wystawowym kosz kokonów jedwabnika w środku jakieś rękodzieło, haftowane obrusy na płótnie z koronką szydełkową, pełno tkanych poduszek i dywaników z motywem wszędobylskich kotów ale jak usłyszałam, że to ręczna robota za 15 euro to jakoś moje myśli poszybowały w okolice Bangladeszu i Chin. 



Jedyne co na Krecie jest w obfitości to oliwki i oliwa, i to spełniło moje oczekiwania,  tak jak feta, chałwa, baklawa, owoce i morze do pływania bo woda ciepła. 



Myślałam, że przywiozę jakąś niszową włóczkę odpowiednią dla regionu i godny pozazdroszczenia zestaw drutów z drewna oliwnego a tak mam zestaw oliwy, octu, oliwek, miodu, chałwy i ziół.


Gojnik to zioło, które wszyscy na Krecie zachwalają jako czyniące cuda więc też zakupiłam a że lubię smak ziół wszelakich to piję. Mnie smakuje PM odmówił kategorycznie uczestnictwa w degustacji :)


Ostatnia rzecz, o której chcę napisać to gelato, w wyjątkowy sposób się przyjęły i sprzedawane na równi z greckim mrożonym jogurtem były mi rozkosznym utrapieniem :) Tyle jadał PM ja swoich porcji nie pokażę bo aż strach się bać :D 



Pozdrawiam Was niedzielnie.

PS. W jednym ze sklepów oferujących praktycznie wszystko z drewna oliwnego obiecano mi, że jak wrócę za rok to będą szpatułki kuchenne dla leworęcznych i druty :)

5 komentarzy:

  1. Podziwiam Cię bo ja już dawno odpuściłam sobie szukania lokalnej włóczki, gdzie bym nie była. Kreta jest super fajna. Byłam tam kiedyś z rodzicami na jachcie, zacumowaliśmy w porcie w Chani miałam okazję zwiedzić Knossos, Balos i Samarię. A w Samarii nasza towarzyszka podróży skręciła kostkę więc miałam też okazję zwiedzić w sobotę wieczorem kreteński SOR. Było ciekawie, żart o stopie, który opowiedziała mi kiedyś moja grecka przyjaciółka otworzył wiele drzwi w tym do prześwietlenia, po grecku znam tylko kilka słów ale jak widać same przydatne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa ps i chciałam jeszcze powiedzieć, że ja też (i chyba na Krecie właśnie) weszłam do sklepu z rękodziełem i też próbowano mi wmówić, że to ręczna robota. Nie ze mną takie numery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkasz w takim miejscu, że właściwie nie musisz szukać niszowych włóczek one po prostu są :) Nawet się nie spodziewałam jakiś odkryć i rewelacji w tym zakresie po prostu ciekawość. Inna sprawa moje oczekiwania, skoro są owce to czemu nie sprzedać oprócz sera i tradycyjnych "papci" w góralskim stylu jeszcze włóczki, bo turyści to najczęściej zmarzluchy z północy :)
      Sama Kreta zrobiła na mnie wielkie wrażenie, jest to miejsce od wieków krzyżowania się wielu kultur, sama w takim mieszkam i to było pierwsze moje odczucie - czegoś znajomego, prawie domowego.
      Niestety wyroby folklorystyczne pod nasze Tatry również docierają z Azji :(
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Zdaje się, że byłam na Krecie dokładnie w tym samym czasie, co Ty

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdaje się, że byłam na Krecie dokładnie w tym samym czasie, co Ty. Też z tubylczych wyrobów głównie wino, oliwę i ser feta przywoozłam. Ale znam dziewczynę, która tam na stałe w wiosce w górach mieszka, może by dała radę jakiee "złote runo" zdobyć?

    OdpowiedzUsuń