niedziela, 22 października 2017

Taka torba

 Na początku października byłam z PM w Warszawie na targach multimediów reklamowych. PM był zainteresowany nowym laserem no i ogólnie chciał zobaczyć "co w trawie reklamowej piszczy na nową nutę" ja pomimo pokrewnych zainteresowań bardziej zwracałam uwagę na tekstylia,  materiałów reklamowych przywieźliśmy dość sporo ale jak to zwykle bywa praca nas dorwała i dopiero całkiem niedawno zrobiliśmy dokładny przesiew tego co nam się przyda na przyszłość.


 Mnie na pewno zainspirował katalog firmy oferującej gadżety z filcu, było tego całkiem sporo ale mnie interesowały torby, które mogą się przydać dziewiarce lub prządce. W drodze do stolicy robiłam na drutach i wiem, że wiele dziewiarek nie będących kierowcami tak wykorzystuje czas spędzony w trakcie podróży.


Torby oferowane przez wspomnianą firmę dla dziewiarki są za duże (tamte służyły między innymi do noszenia drewna kominkowego), ja moją wzorowałam na projekcie dziewiarskiej torby znalezionym w internecie. Tamta jest materiałowa co ma swoje zalety ( czesanka się nie czepia ) ale również wady jest wiotka i nie stoi a nie zawsze musi wisieć nam na ramieniu.
Jedna z współpracujących z nami firm zajmuje się właśnie filcem więc o materiał nie musiałam się martwić bo mam katalog z próbkami koloru i grubości wystarczyło tylko zamówić i spróbować coś stworzyć.


 Filc cięty laserem ma ładnie wykończony brzeg bo poliester lekko się nadtopi, niestety laserowy stolik ma ograniczone pole robocze więc wycięcie torby odpada. Wpadłam na pomysł przyszycia lamówki by brzegi wyglądały zgrabniej no i muszę przyznać, że tak wyglądają, tylko najpierw lamówkę musiałam przyfastrygować bo przyszpilić się nie dało do 3 mm filcu.


 Taką torbę z filcu można dowolnie ozdobić więc na początek postanowiłam wyhaftować moje logo ale można coś wyciąć laserem lub ozdobić metodą flock i chyba wszystkie te metody kiedyś wypróbuję bo zabawa całkiem przyjemna. Oczywiście jednej torby szyć nie będę, od razu wycięłam trzy a dwie już uszyłam no i uważam, że jest całkiem poręczna dla kogoś z drutami czy wrzecionem, ale nawet jako pojemnik na czesanki przy kołowrotku się sprawdzi. Nad torbami jeszcze muszę pomyśleć by w jakiejś formie mogły zaistnieć w sklepiku wełnianym czy jako towar lub gadżety ale na pewno zaistnieje tam coś innego - etui na druty dziewiarskie.


To czego mi brakuje to etui na druty dziewiarskie, zapewne pamiętacie moją dumę z tego na poniższym zdjęciu ale duma dumą a życie swoje. Po pierwsze jest za śliskie, po drugie ja nie mam jednej pary drutów z danego rozmiaru w przypadku nr 2 i 2, 25 to są 3 pary, niektórych drutów w ogóle nie wykorzystuję albo tak sporadycznie, że mogą mieć osobne miejsce do leżakowania. 
No i długość drutów najczęściej używanych to 13,5 cm i 15 cm. Muszę opracować jakieś zgrabne etui dla "skarpeciarek" drobno dziergających i średnio bo z bardzo grubej włóczki to chyba skarpet się nie robi. Takie etui na druty na pewno się przyda tylko muszę się jeszcze zorientować jakie preferujecie długości tych drutków - gorzej jak są z żyłką :) bo na to nie mam zgrabnego pomysłu. 
Wszystkie gadżety są ze sztucznego filcu nie jestem jego zwolenniczką ale cena za wełniany jest taka jaka jest ale kto wie może kiedyś się odważę popsuć wełniany. 


                                 


Muszę napisać jeszcze kilka słów o tym niebieskim cudzie - to wełna farbowana w indygo przez Monikę (Incarna). Już kiedyś miałam przyjemność dostać od niej kawałek tak zabarwionej czesanki i jak zaproponowała, że może mi ufarbować więcej to szybko przyjęłam jej propozycję. Mam czesankę cudownie wybarwioną w kilku odcieniach - na razie będę patrzeć ale jak tylko znajdę trochę czasu zaraz zacznę prząść bo pomysł przyszedł z kolorem :)


Od Moniki dostałam również kawałek mieszanki poddanej takiemu barwieniu a w mieszance jest merynos, jedwab i len i muszę przyznać, że jak Monika o tym opowiadała to sceptycznie podchodziłam do tematu dopiero ten kawałek uświadomił mi, że to bardzo ciekawa mieszanka a jeszcze ciekawsza może okazać się nitka ten len daje jej to coś czego poszukuję w mieszankach :)




Monika posłała mi również chmurki czesanej alpaki - no same dobroci :) 



W deszczowy niedzielny poranek pozdrawiam Was z tęsknotą za słońcem minionego tygodnia.

niedziela, 15 października 2017

Lekko i ciepło

Niewątpliwie oprócz lekkości i ciepła trzeba zwrócić jeszcze uwagę na ekskluzywny skład włóczki (moher +jedwab) i tak można opisać sweterek, który ostatnio zrobiłam "super lekki i ciepły" . Jest rewelacyjnie lekki bo na rozmiar ok 44- 46 poszły 3, 5 motka czyli tak coś koło 90 g. 


Pomimo bardzo skromnej wagi sweterek jest niezwykle ciepły o czym przekonałam się podczas dziergania gdy już spory kawałek dzianiny leżał mi na kolanach. Myślałam,  że robienie na drutach moheru będzie utrudnione przez włosek, który posiada nitka ale robiło się bardzo przyjemnie, wprawdzie moher pozostawia ślad po sobie na ubraniach ale nie on jeden to czyni. Mogłam dziergać ściślej może wtedy byłby dla mnie ale od czego są "nauczki na przyszłość" :)


Robiłam z myślą o sobie ale, że był to mój pierwszy w "wadze piórkowej" to nie obeszło się bez wpadki i to bolesnej bo z rozmiarem. Rozumiem, że taki sweterek może być większy i robić za "oversize" ale ja jednak wolę coś bardziej w moim rozmiarze.
Sweter nawet nie miał szansy "leżakować" u mnie na półce, moja mama wpadła w zachwyt nad kolorem i formą, więc sweter powędrował do niej.


Sweter jest najprostszy w świecie, cały z prawych oczek z wyjątkiem karczku mankietów i dołu - to ścieg francuski a dekolt wykończony ściągaczem 2 na 2. Dzianina lekko prześwituje ale nie jest to rzecz noszona na gołe ciało tylko jako sweterek na t-shirt lub bluzkę. Właściwie pomimo, że to nie wełna to bardzo mi się podoba szkoda tylko, że nie dla mnie :)



Z danych technicznych to wzór z głowy o ile coś tak prostego można nazwać wzorem, do tego druty nr 4 i włóczka Kid-Silk z Drops'a w kolorze szarym. Włóczkę kupiłam podczas promocji więc cena jest całkiem rozsądna za tak miły sweterek. 
Z racji tego, że ten nie jest mój postanowiłam jednak taki sobie zrobić niestety moher kosztuje dość sporo a kto wie co znowu mi się przydarzy więc kupiłam alpakę z jedwabiem w wersji "brushed" (szczotkowana -jak dla mnie mierzwiona:). Przy tej dzianinie nie mogę się pozbyć wrażenia II gatunku w porównaniu z moherem pomimo cudnego koloru alpaka wygląda jakby była lekko sfilcowana, tak jakbym ją już z dwa razy spruła. Czynię dalej bo kolor ładny i szkoda porzucić już na początku a nic innego z tej włóczki nie ma szans powstać.



Na kołowrotku ostatni, czwarty motek mojej srebrzystej mieszanki, o dziwo  dwa pierwsze były bardzo napuszone Polwarth'em. Trzeci ten ze zdjęcia poniżej ma w sobie wyraźnie więcej jedwabiu ciekawe czy czwarty będzie różnił się kolorem :)
A to wszystko z jednej czesanki, mieszanej specjalnie dla mnie, podzieliłam ją na 100 g kawałki i tak je przędę a tu takie cuda przy wersji najbardziej równomiernie wymieszanej czesanki.


Nitka jest bardziej zwarta i ma więcej blasku ale jak na razie i tak nie wiem co z niej powstanie, więc niech sobie są jedne motki napuszone a inne błyszczące.


Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 8 października 2017

Rzeczy zbędne

Rzeczy zbędnych posiadam wg mnie bardzo niewiele, wg mojego męża za wiele :) W tym przypadku muszę się z nim zgodzić, to co sobie zrobiłam jest zupełnie mi niepotrzebne ale musiałam mieć... to zrobiłam. Nie mam pojęcia jak nazywa się ta część garderoby bo getrami ciężko to nazwać, to takie mankiety z getrów :)


 Służą ku temu by kobietom o szczupłych łydkach nie wiało w buty, no właśnie o - szczupłych łydkach - mnie to nie grozi ale mankiety musiałam sobie zrobić.


 Na zapiętym bucie widać, że wełna delikatnie się "wylewa" i lepszym wyborem byłoby zrobienie takiego mankietu ze ściągacza przewiniętego celem maskowania ale mnie zachciało się koronek. Tak właściwie to nawet nie widać tych mankietów bo wszystkie zdjęcia są zrobione z podciągniętą spódnicą.


Wszystkie moje spódnice sięgają za kolano więc szansę ma zaistnieć pierwszy rząd dziurek a właściwie to nawet to nie ma szans na zaistnienie bo ja chodzę w spodniach :) 


 Z danych technicznych to wełna:  moja 3- nitka w wymiarze "lace" merynos z jedwabiem (dostałam taką mieszankę jako próbkę kiedy kupowałam jedwab w Indiach - czesanka była totalnie przesuszona), wzór: radosna twórczość własna wspomagana książkami o skarpetach.

Mój pierwszy "piórkowy" sweter z moheru na ukończeniu ale chyba zrobiłam go trochę na wyrost więc miałam doskonałe wytłumaczenie by zakupić włóczkę na następny - no przecież nikt nie będzie pruł moheru :)





W ubiegłym tygodniu uporałam się z zamówieniem uzupełniającym stany w sklepiku bez jakiś nowości ale za to będą dwie nowe mieszanki, w dodatku zupełnie inne niż dotychczas bo poprosiłam o wymieszanie włókien zwierzęcych z roślinnymi i sztucznymi. Myśląc o tych mieszankach wpadłam na pomysł Candy i takie mam zamiar ogłosić ale będzie inaczej niż dotychczas. 




Candy jest właściwie z myślą o prządkach, bo nagrodą będą czesanki. Nagroda będzie jedna dla prządki, która w komentarzach zdeklaruje chęć przygarnięcia jej ale tym razem nie będzie tak łatwo - trzeba będzie napisać coś o mieszankach :) 
Czyli chcę poznać Wasze zdanie na temat mieszanek, niekoniecznie tych moich sklepikowych ale również innych, które same zrobiłyście, dostałyście, kupiłyście gdzieś indziej. Czy mieszanki są dobre, czy je lubicie a jeśli tak to za co, a może trafiłyście na tą idealną i już innych nie chcecie. Można też napisać, że mieszanki są złe ale trzeba uzasadnić:) 
I tym razem będzie bardzo subiektywnie nagrodzę wpis, który mi się najbardziej spodoba. 
W zestaw nagrody będą wchodziły 4 moje mieszanki po 50 g oraz calówka i miarka WPI. 
Zabawa będzie trwała do momentu aż przyjdzie moje zamówienie z Anglii obstawiam bite 3 tygodnie, wiec tak gdzieś po 1 listopada ale bezpieczniej obstawiać koło 7 dnia tego miesiąca. 

Pozdrawiam Was serdecznie zapraszając do zabawy.

niedziela, 1 października 2017

Wielkie nic

To nie tak, że nic nie powstaje w czasie kiedy posty się nie ukazują, robię coś stale ale... no właśnie czym się tu chwalić, same "zwyklaki". Po sukcesie pierwszych  bawełniono- wełnianych skarpet dziecko stanowczo zażądało następnych. Testowaliśmy obydwoje i obydwoje mamy o nich dobre zdanie są to skarpetki przejściowe, kiedy jeszcze za wcześnie na wełniane ale stanowczo za chłodno w cienkiej bawełnie - jedyna wada jak zwykle trwałość.


Miałam w domu ten seledyn ale nie przypuszczałam, że dziecko zechce skarpety w tym kolorze - zechciało więc dokupiłam jeszcze seledynu dla siebie i brązu dla dziecka, na razie powstały dwie pary skarpet dla dziecka w rozmiarze 45 :)


Obie pary się różnią sposobem nabierania oczek w brązowych metoda włoska, bo ponoć zwykłe nabieranie jest za mało plastyczne no i pięta w seledynowych jest wzmocniona a w brązowych nie, zobaczę co z tego wyniknie, na razie dziecko skarpety przedziera na stopie koło dużego palca a pięty są ok.


Od dawna śledzę poczynania dziewiarek w sferze "piórkowych swetrów" ale sama jakoś tak bez przekonania co do słuszności posiadania.  Mam nawet gdzieś zaczęty jakiś kawałek takiego swetra w kolorze beżu ale porzuciłam. Za to moher jak wpadnie mi  w oko to kupię, a że swego czasu była promocja w Dropsie to zakupiłam piękną szarość no i jest tyle ile widać na zdjęciu i jakoś zupełnie nie chce się skończyć samo. A sweterek na razie pochłonął niecałe 3 motki więc wydajność super, do tego moher jest leciutki, cudnie grzeje i błyszczy jedwabiem.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie go skończę i poddam testowaniu.


Skończę moherowego jak pobawię się w drobne koronki, to nawet nie jest coś ważnego, rzecz zbędna i właściwie mnie niepotrzebna ale jak to często bywa właśnie to musiałam zrobić bo w tej chwili mam taką zachciankę i kołata się po głowie :) a co to jest i do czego służy opiszę w następnym poście a Was pozostawię w lekkiej niepewności. 


Powoli przygotowuję się do uzupełnienia stanów w sklepiku, wszak zbliża się zima więc wełna będzie potrzebna. Jesienią trzeba też pomyśleć o wiośnie, nowe poletko tulipanów posadziłam ale tym razem nie w bieli tylko w dwóch kolorach - mieszanka nazywa się "dzień i noc" , kupiłam 4 paczki po 20 sztuk, do tego białe w kształcie lilii.


Od mamy dostałam paczkę w podobnych kolorach tylko strzępiaste - bardzo jestem ciekawa czy będą wyglądały tak pięknie jak na obrazkach. 


Kiedyś wspominałam, że za szafą ukrywam kosze wypełnione motkami, do  dwóch górnych doszedł największy na spodzie, bo zza szafy zaczęło się wysypywać, co przynosiło wielka radość kotu. W koszach znajdują się nie tylko pełne motki na przyszłe dzierganie, jest też bardzo sporo po poprzednich projektach i mam zamiar jakoś to wykorzystać tylko ja co roku mam taki zamiar :)


W kwestii lnianej pościeli: korzystając z pięknej pogody ostatnich dni postanowiłam pościel wysuszyć na dworze, len ze starych zapasów jest wyraźnie inny, taki prawdziwie lniany ciężki, chłonie wodę i suszenie tego w domu trochę mnie przerasta. Len, który kupiłam na poduszki jest bardziej delikatny a tym samym schnie szybko. Nie wyobrażam sobie suszenie takiej pościeli w suszarce nawet gdybym takową posiadała - kto by to doprasował :)


Pozdrawiam Was serdecznie mając nadzieję na trochę więcej czasu by mieć o czym tutaj pisać.

niedziela, 17 września 2017

Spanie

Spanie a raczej jego jakość zawsze w jakiejś formie powraca w rozmowach, czy między członkami rodziny, czy przy rozmowach ze znajomymi. O jakości spania się mówi, w sumie nie ma się co dziwić bo na spaniu spędzamy 1/3 życia - no niektórzy mniej. Te poważniejsze zmiany co do jakości mojego łóżka zaistniały już dość dawno, czyli materac ortopedyczno- rehabilitacyjny do tego specjalna poduszka i właściwie to co najważniejsze mam. Z racji tego, że mam letnią garderobę praktycznie całą we lnie a na wielu metkach jest znaczek zakazu prania (czyszczenia chemicznego nie znoszę) szukałam jakiejś informacji jak ten len prać nie robiąc ubraniom krzywdy. 


Wtedy pierwszy raz trafiłam na blogi osób wypisujących peany na temat tego jaki ten len cudowny na wszystko, że skóra inaczej się czuje, że chłodzi gdy ciepło a grzeje gdy zimno, jaki jest idealny dla alergików i tych z atopią skóry i wreszcie, ze ma "aurę" - to były moje pierwsze spotkania z ideą lnianej pościeli. Tak się "obczytałam", że właściwie tylko zaporowa cena tej pościeli mnie skutecznie powstrzymywała przed kupnem i sprawdzeniem tego cudu. No i się zdarzyło coś nieoczekiwanego znajoma mamy robiąc porządki w szafach pozbyła się całkiem sporego zapasu płótna lnianego, a że moja mama nie miała zamiaru wykorzystywać go do haftu to cały stosik wszedł w moje posiadanie.


Sporo czasu upłynęło zanim się uporałam z szyciem a właściwie zanim się za nie wzięłam bo samego szycia było może z tydzień, dłużej trwało rozrysowanie i zaplanowanie jak uszyć poszewki z materiału o szerokości 135 cm na kołdry  o szerokości 160 cm. A materiał był w 4 nierównych kawałkach.
Oczywiście oprócz tego cały ten materiał musiałam zdekatyzować bo wiadomo to len, no i by było prosto a przynajmniej by tak wyglądało, posługiwałam się wyciąganiem nitek, len jest materiałem "lejącym się" więc tradycyjne mierzenie odpada.


Prasowałam stale, mierzyłam, wyciągałam nitki a i tak niektóre fragmenty nie do końca są jak od linijki bo tkanina żyła własnym życiem nawet przypięta szpilkami (fastryga byłaby lepsza ale nie za bardzo mi się chciało). 


Moje poszewki ozdobiłam bawełniana koronką, PM ma wstawkę ecru zrobioną z lamówki, która mi została po jakimś szyciu, pościel pierwotnie mała mieć troczki do wiązania ale odpuściłam i mam guziki metalowe obciągane materiałem takie typowo pościelowe. 


Poszwy na kołdry uszyłam w miarę sprawnie pomimo łączenia we wszystkich możliwych kierunkach za to na poduszki musiałam materiał kupić i za pierwszym razem kupiłam źle. Drugi kawałek materiału okazał się lepszy chociaż wyraźnie jaśniejszy od gotowych już poszewek na kołdry. Mnie to nie przeszkadza a przypuszczam, że z biegiem czasu i prania kolorystyka i tak się zrówna. 



Pierwsze słowa PM : "jak to będziemy w takich workach po kartoflach spać ?"  - no będziemy a przynajmniej spróbujemy :) O dziwo przy starych meblach ta pościel wygląda całkiem ładnie, kolorystyką i "klimatem" wpasowuje się w naszą sypialnię. Może jeszcze kiedyś uszyję sobie prześcieradła lniane ale najpierw musimy przetestować o co tyle zamieszania. 



A śpi się właściwie normalnie, pościel jest ciężka, lekko drapiąca (ten mój len jest z tych najzwyklejszych) ale się tego nie czuje, wyraźnie inna od bawełny, trochę mi przypomina adamaszek swym chłodem, kiedyś  to był mój ulubiony materiał pościelowy. Na razie śpimy, nie mam jakiś konkretnych wniosków, za i przeciw jest w porządku ale nie popadam.



Na pewno nie jest to pościel dla tych co lubią mieć wszystko idealnie uprasowane, len prasuje się źle, szybko się gniecie ale pomimo mojej miłości do idealnych uprasowań zupełnie mi to nie przeszkadza. W mojej świadomości len ma prawo się gnieść, źle prasować gdyby tego nie robił byłby podejrzany o jakiś dodatek, kiedy jest to jedwab czy wiskoza to jest ok gorzej jak dodadzą czegoś sztucznego. 


Może za jakiś czas napiszę jeszcze kilka słów o tej pościeli bo widzę, że jest coraz więcej miejsc gdzie taką można kupić więc coś w niej musi być. A ja z prawdziwą przyjemnością powróciłam do przędzenia nitki pod kabelki.  A patrząc na to co za oknami jakoś tak ostatnio farbowanie chodzi mi po głowie może już najwyższy czas zająć się wełną :)



Pozdrawiam niedzielnie :)

niedziela, 3 września 2017

Całkiem jesiennie


Chciałabym pisać bloga, prząść, robić na drutach ale nic z tego, powróciło wariactwo.  Po krótkim wakacyjnym przestoju obowiązki zawodowe zwaliły mi się na głowę a czasu wolnego znowu ubyło. Wprawdzie udało mi się skończyć Brich Bay ale reszta będzie powstawać w ślimaczym tempie - no ale dzisiaj o swetrze. 
  


Jest zupełnie niepraktyczny (konstrukcja nie pozwala założyć go pod płaszcz no chyba, że mamy jakiś o kimonowym fasonie, ja takiego nie mam. Jest ciężki i wyjątkowo ciepły, ma wielgachny golf, który nie zawsze mi pasuje - szczególnie jak mam ubraną koszulę z kołnierzykiem. Jest bezkształtny nie ma tu ani wcięcia w tali, ani kształtowania dzianiny w okolicach biustu nie ma też kształtnych ramionek.


I ktoś mógłby zadać sobie pytanie to po co robiłam sweter, który ma tyle na "nie" - bo po prostu jest świetny :) Zupełnie nie rozumiem ale bywają  takie projekty, które aż proszą się o to by je mieć - prawdopodobnie każda dziewiarka ma takie swoje "must have" Mnie najczęściej dopadają rzeczy w stylu Fair Isle ale tym razem całkowita prostota mną owładnęła i cieszę się, że mi się chciało na ten sweter uprząść wełnę bo taka wełna to gwarancja, że sweter będzie ze mną bardzo długo.



Włóczka to moja 4- nitka powstała z runa bfl wymieszanego na moje życzenie 80 % Bfl w bieli i 20 %  Bfl Oatmeal , mieszanka trafiła do sklepiku i miała tam czekać na jakąś amatorkę naturalnych melanży no i się doczekała na mnie :)  Chyba nie mogę kupować tej mieszanki bo zawsze skończy jako mój sweter lub inna część garderoby. Wszystko mi się w tym runie podoba kolor, włos, miły ale nie przesłodzony, blask, to jak się przędzie no i dzianiny wyglądają z takiej włóczki bardzo dobrze. 


solidny kawał dzianiny

Sweter jest robiony w kawałkach więc boki musiałam zszyć i pierwszy raz od bardzo dawna zszyłam na okrętkę bo tak wydawało mi się najtrafniej przy całej kompozycji  - szef jest widoczny ale pasuje do całości. 



Na sweter poszło około 650 g włóczki, oczywiście pomimo kupna wzoru i tak wszystko przeliczyłam, bo gdybym robiła wg wzoru to miałabym solidnych rozmiarów ponczo. 


Ja zrobiłabym sobie więcej zdjęć ale jak zwykle wszystko w biegu. Przynajmniej widać, że sweter jest dla mnie, pasuje i mam zamiar używać. Przy okazji postanowiłam uwiecznić osobnika przeszkadzającego w robieniu zdjęć ale jak widać sam się nie kwapi pozować - trzeba przymusić :)



 Pisałam przy swetrze dla PM o wszywaniu taśmy rypsowej lub innej pod listwę guzików, odczuwałam ogromny brak ładnych taśm w stacjonarnych pasmanteriach za to w internecie czego dusza zapragnie. Właściwie nastawiłam się na bawełniane ale kilka sztucznych rypsów tak mnie urzekło, że musiałam mieć a nuż znajdzie się jakiś miłośniki Super Bohaterów albo lisków czy ptaszyn.


Na pewno przyszyje sobie  w moim szaro - malinowym swetrze zamiast szarej zwykłej tasiemki taką piękną w róże do razu sweter zyska piękniejsze wnętrze.


Taśmy tak mi się spodobały, że zakupiłam spory zapasik i teraz nic tylko czynić swetry z guzikami, chociaż zastanawiam się czy w nowym nie wszyć tasiemki w miejscu pęknięć po bokach.


I to byłoby wszystko, nie wiem czy posty będę pisać tak jak do tej pory raz na tydzień może się okazać, że z powodu solidnej dawki pracy "nieblogowej"  będą się ukazywać co dwa tygodnie nad czym ubolewam bo wolałabym jednak czas poświęcać na to co bardzo lubię :)

Pozdrawiam Was niedzielnie z nadzieją na trochę cieplejszą jesień niż to co za oknami.