niedziela, 11 sierpnia 2013

Usterki

 Przez prawie tydzień żyliśmy bez internetu, to znaczy było WiFi ale kabel nie działał, skomentowanie czegokolwiek z tabletu jak na razie jest ponad moje siły a raczej cierpliwość. Do tabletu jest klawiatura ale bez polskich znaków i ogólnie denerwuje mnie, że "miziata" klawiatura ma polskie znaki ale pisanie na niej wychodzi mi słabiutko.
Dlatego wybaczcie brak komentarzy pod Waszymi postami, a było co komentować: Ania (Chmurka) pokazała cudowną chustę wg projektu M. Stove, u Antosi piękne wrabiane toczki. U Frasi i Jot Ha oraz "Wśród słoneczników" koralikowa biżuteria pięknie się mieni. Kusiło do komentowania farbowanie, które widziałam u Aldony (Finextra), Vladki i Lavendelblau ,  jak Garfield przyklejona do wyświetlacza tabletu zastanawiałam się -  będzie internet albo nie. (Usterka nie usunięta tylko ominięta ale mogę przynajmniej to opublikować :)


Do usterek należy też zaczęta skarpeta, miałam zrobić skarpety  w 100% z mieszanki Corriedale + nylon. Wełna mieszana wg mojego zapotrzebowania z przeznaczeniem na "trwałe" skarpety. Wzór po najmniejszej linii oporu, gotowy z internetu i pierwszy raz zrobiłam za mało włóczki i braknie :( Oczywiście zwaliłam na karb upału, który mnie zupełnie nie szkodzi ale na coś lub kogoś trzeba zwalić, no przecież ja nie mogę mieć takiej "usterki". Mam teraz do wyboru albo ufarbować jeszcze trochę czesanki lub spruć - muszę przemyśleć co z tym począć ale na razie mnie to złości.


Biorąc pod uwagę, że druga skarpeta jest na tym etapie to jest o czym myśleć, ostatni z pomysłów to zrobić jasne palce.



W zielonej tonacji zaczęłam też następne koraliki, całkiem niezłe zajęcie jako przerywnik od wełnianej działalności ale na dłuższą metę jak dla mnie za mało "wełniane". Nawet zastanawiałam się nad zakupem następnej partii koralików ale jakoś tak co pomyślę o zakupach to nachodzą mnie myśli o nowych mieszankach czesanek albo następne druty - ja chyba jednak mam jakąś usterkę.




Wspomniany ostatnio haft na poduszkę ukończyłam, oczywiście z szyciem nie pójdzie tak łatwo, a że wszystko mam na materiał obiciowy krzeseł to go zaczęłam haftować. Nijak nie mogłam poprzednio złapać koloru tych nici, tym razem prawie się udało a przynajmniej u mnie na monitorze wygląda prawie jak w rzeczywistości. Jak zwykle mam wątpliwości czy dobrze to będzie wyglądało, na podstawie tego skrawka nie wiele można powiedzieć wiem jedno kolor tła, co do którego miałam wątpliwości podoba mi się bardziej.

Przyszły tydzień zapowiada się malarsko i nie będą to warsztaty malowania obrazów tylko prozaicznie ścian. Będziemy odnawiać wygląd pracowni, już co najmniej od 5 lat powinniśmy to zrobić ale sama myśl o rozmontowaniu sprzętu skutecznie nas powstrzymywała. Teraz klamka zapadła kładziemy siatkę, gips i malujemy, a że mam "uczulenie" na specjalistów to zawsze czynimy to sami, jakoś mniej wtedy sprzątania.
Takim oto sposobem następny tydzień będę śledziła Wasze poczynania z wyświetlacza tabletu a i prawdopodobnie nie będę miała czasu i sił na czynienie czegoś przyjemnego.

Pozdrawiam Was serdecznie z lubością korzystając z tradycyjnego zestawu komputerowego :D


niedziela, 4 sierpnia 2013

Bratki i szycie

Wiosenną porą stwierdziłam, że pomimo posiadania 5 kompletów firanek do kuchni wszystkie jakoś mi się opatrzyły. Mama wyraziła zgodę na wyhaftowanie... ba nawet materiał zaproponowała więc zaczęłam poszukiwania wzoru. Pomimo ogromu literatury posiadanego przez mamę typowe firanki jakoś minie nie zachwyciły a te co mnie zainteresowały już mam. Takim oto sposobem na podstawie wzoru serwetki w bratki a raczej dwóch wzorów narysowałam sobie sama motyw na firankę. 


 Oczywiście trochę zabawy z tym było ale nie będę Was zanudzać wyższą matematyką na temat powtarzalności wzoru w oknie podzielonym na 1/3 i 2/3 dość nierówno - a firanka jakiś rytm i symetrię powinna mieć.  Teraz mogę się pochwalić już gotową firanką, jak tylko będzie wisiała w oknie to zrobię zdjęcie bo powinna prezentować się pięknie. Przypisuję sobie trochę tego pięknego efektu no bo jednak projekt mój :)


 Jakoś tak na początku roku zaczęłam haft z myślą o materiale obiciowym na moje krzesła, po różnych perypetiach piszę o nich tu powstała poduszka. Materiał, który posłużył mi jako druga strona to jakiś bardzo luźno tkany żakard z dużą domieszką wełny.


Poduszka nie wygląda źle i nawet przy moich bardzo mizernych umiejętnościach szycia na maszynie, napawa mnie lekką dumą. Szyło się źle bo żakard snuł się okropnie,  bardzo dokładnie obrzuciłam ściegiem zygzakowym wszystkie krawędzie ale i tak jakoś nie do końca byłam przekonana o solidności wykończenia więc dodałam podszewkę.

nawet zamek wygląda całkiem przyzwoicie
 Podszewka jest z dwóch powodów, po pierwsze nie wyobrażałam sobie wpychania poduszki, uwielbiam jak się wślizgują, no i podszewka zapobiegnie rozciąganiu się materiału na szwach (podwójnych).


No cóż może nie jest to pierwsza klasa ale moim zdaniem całkiem ładna oprawa dla pięknego wzoru z książki A. Starmore.

 Haft pod drugą poduszkę jest już też na etapie wykańczania  ale na szczęście wszystkie kawałki materiału mam już przycięte i obrzucone więc będzie tylko pranie haftu dla wyrównania i mam nadzieję szybsze szycie.
Wełny mam ufarbowanej na jeszcze dwie takie poduszki ale muszę od tego odpocząć teraz zabiorę się za materiał obiciowy na krzesła, wszystko czeka -wełna ufarbowana, kanwa jest wzór dawno wybrany -  nic tylko haftować  :))
nudne wypełnianie 
Pozdrawiam Was w ciepły niedzielny poranek :)

niedziela, 28 lipca 2013

Pod nieobecność

Ostatnio pisałam, że post opublikował się z automatu bo byłam na wyjeździe, w dzisiejszych czasach dostęp do internetu jest wszechobecny. Urządzenia też są coraz sprytniejsze zapewniając wielką swobodę w poruszaniu się po wirtualnym świecie bez względu na miejsce pobytu właściciela.
Moja siostra postanowiła zamieszkać w stolicy naszego zachodniego sąsiada, pomagając przy tej przeprowadzce miałam chwilkę by chociaż trochę zobaczyć. Muszę przyznać, że ponad 30 stopniowy upał jak wampir wysysał siłę do włóczenia się po mieście  ale kilka drobiazgów znalazłam dla siebie.

mam słabość do mozaiki 

 Już teraz sobie obiecałam, że wycieczkę powtórzę i zrobię zdjęcia wszystkiemu co można sfotografować, dla koloru, dla faktury, dla wzoru lub dla przyjemności.


Spacerowaliśmy po mieście pełnym turystów na placu budowy (bardzo dużo przebudowują) ale z powodu upału i braku czasu nastawiam się na ponowne zwiedzanie w innym terminie no i może ceny wstępu do muzeów nie przyprawią mnie o zawrót głowy.

nawet najmniejsze mozaiki wypatrywałam łapczywie

 Bardzo podoba mi się ta roślina jest to Agapant baldaszkowy pochodzi z Afryki, jest byliną i wygląda cudownie w wielkich donicach - niestety na zimę musi być przechowywany w domu.
agapanty na tle muzeum 
 Z roku na rok jest mnie coraz więcej w rzeczywistości i  na zdjęciach ale ogrom tych drzwi jakoś to zrównoważył :))


Najstarsza stacja w mieście, już zastanawiałam się jak by to przerobić na Fair Isle - inspiracja jest wszędzie i wszystko nią może być.



Kosmetyczka to bardzo dobry wynalazek może służyć na wiele sposobów ale najczęściej spodziewamy się w niej kobiecych "niezbędników" no i proszę oto zawartość mojej kosmetyczki i moje "niezbędniki" :))
Żeby nie było, że tak całkiem nic "robótkowo" się u mnie nie działo oto dowód skarpety pojechały ze mną i były dzierganie na wyjeździe w tej chwili je kończę - będą dla mojej mamy. 

podróżna kosmetyczka :))

 Pięknie Wam dziękuję za zachwyty w komentarzach pod poprzednim postem i tak w skrócie zbiorczo odpowiem -  czarny bez farbuje w odcieniach fioletu ciepłego i zimnego - mam zamiar męczyć Aldonę by powiedziała czego mam namieszać by było dobrze:))
Czesankę na skarpety dzielę wzdłuż i staram się by kolory się pokrywały - nie zrywam nitki podczas dziergania by kolory się pokrywały bo jestem za leniwa i nie cierpię chowania nitek - taki sposób udaje się przy czesance w taśmie.
Barwienie naturalne bardzo zaprząta moje myśli (następna "sroka"do trzymania za ogon) mam za sobą trochę takich prób i jeśli nawet sposób jest dla mnie bardziej czasochłonny to kolorystyka w ten sposób uzyskana zawsze wzbudza mój zachwyt.

A teraz się będę chwalić, że kupiłam druty 1,25  i mam zamiar ich używać :))
Od dłuższego czasu mam zamiar zrobić prawdziwe litewskie rękawiczki ale one mają 120 oczek w obwodzie więc polowałam na druty, które będą wystarczająco cienkie. Trochę martwi mnie długość tych drutów 20 cm -  15 centymetrowe byłby wygodniejsze ale nic mnie nie powstrzyma by spróbować :)
Jak wygląda tak robótka możecie zobaczyć tutaj - pojedynczą nitkę oczywiście sama sobie zrobię.

metalowe ale jakoś dam radę :)
Serdecznie pozdrawiam w ponoć najupalniejszy weekend tego lata :)



niedziela, 21 lipca 2013

Zabawa farbkami

Poddaję sukcesywnie farbowaniu moją mieszankę (Corriedale + nylon) przeznaczenie - na skarpety, farbuję bo przędziona "żywa" sypie nylonem po okolicy. Farbowanie czesanki bardziej mi odpowiada niż farbowanie gotowych nitek chyba, że farbuję na jeden kolor.


Kolory same jakoś się zrobiły, jedne namieszane, inne żywe z pudełka - celem sprawdzenia co można z tego uzyskać lub czego domieszać. Solidny kawałek czesanki jakieś 100 g przerobiłam w 4 motki na dwie pary skarpet - pierwsze skojarzenie, "turecka" kolorystyka i chyba tak zostanie :)


Z resztek białego South American (moja kamizelka Fair Isle) czynię górę skarpetek, wzór to powyższe motki "tureckie", na piętę i stopę wykorzystam białą włóczkę sklepową Drops (też resztka) - muszę jakoś kombinować by pozbyć się tych resztek w kłębuszkach bo już nie wiem gdzie to upychać, a żal wyrzucić.



Do poprzednio ufarbowanego "złotka" ufarbowałam trochę zgniłej zieleni i chyba te jedne skarpety będą w 100% z mojej wełny - no i będą moje :))
Mam jeszcze kawałek runa ufarbowany na "Navy Blue" - niejednolicie i chociaż miał być bardzo mocny w kilku miejscach jest trochę za słaby - a na czesance farba wyglądała jakby miał być prawie czarny (zdjęcia brak).
No i na samym końcu pokazuję wełnę na mój materiał obiciowy - nawet nie wiem ile zrobiłam zdjęć nijak, nie oddają prawdziwości kolorów, jest to stalowo szary wpadający w niebieski ale bardzo nieznacznie, kasztanowy brąz ale nie świeże kasztany takie, które już poleżały jesienią w strugach deszczu i straciły czerwień ale nie do końca  oraz ochra ze starym złotem. Jako drugi kolor do motywów, które wybrałam do haftu mam motki oliwki ale trochę podrasowanej beżem i ochrą - to ten cytrynowo żółty z tyłu :(


Drugie zdjęcie pokazuje jak tło i oświetlenie zmieniają kolorystykę i szare robi się totalnie niebieskie a brąz czerwienieje. Uzyskałam kolory jakie sobie życzyłam (prawie na 94 %) ale nijak nie mogę Wam ich pokazać. 


Lubię farbować wełnę a jeszcze bardziej lubię jak moje oczekiwania pokrywają się z tym co wychodzi na końcu :)) Będę to prząść ciesząc się na farbowanie naturalne, które będę mogła wypróbować dzięki Aldonie - ale co ma z tym farbowaniem wspólnego Aldona napiszę jak dojrzeje czarny bez :)))

Pozdrawiam serdecznie, nie wiem skąd bo post opublikował się z automatu a ja jestem na wyjeździe :D


P.S. Jot Ha - zrobiłam sorbet z malin (bez pestek) zdjęcia nie ma bo zeżarłam - różnica jak między włóczką zrobioną samemu a sklepową z dodatkiem akrylu :D

niedziela, 14 lipca 2013

Ludowe przysłowia

Jest takie przysłowie o "trzymaniu dwóch srok za ogon" w moim przypadku to raczej cała ptaszarnia - będzie  o tym za chwilę :)
Najpierw o tym że, skończyłam sukienkę dla siostrzenicy trochę było z nią problemów, nie za bardzo podobał mi się początek (pruty trzy razy) i nie do końca podoba mi się boczne zbieranie oczek - jakoś w wełnie wychodzi wszystko tak miękko. 



Sukienka nabrana metodą z nitką pomocniczą, ryż i prawe oczka jedynie plisa zrobiona ściągaczem i dodane dziurki na wstążkę. 

kolor najbliższy prawdzie - łosoś 
 Dekolt dość mały więc jedno ramię jest zapinane na zatrzaski miejsce ich przyszycia zamaskowałam krążkami z masy perłowej, listwa zatrzasków podszyta tą samą wstążką satynową co w tali.

wstążka w talii też zapinana na zatrzask można zmienić na inną

Pod sam koniec dziergania jak zwykle spanikowałam i dokupiłam motek - bo braknie - braknąć nie brakło  - nawet zostało - no i ja zostałam z motkiem tego łososiu. Poszłam do pasmanterii z zamiarem oddania ale po drodze przypomniałam sobie o takiej malinowej czerwieni i pewnej torebce, która mi się spodobała. Wróciłam z motkami na torebkę i materiałem na podszewkę (spódnica z lumpeksu). Nie wiem kiedy  to zrobię ale obiecuję sobie, że znajdę czas. 


 Na dodatek farbowałam wełnę na nasze skarpetki, które też mam zamiar zrobić przed jesienią (moja mieszanka Corriedale + nylon). Jak zaczęłam farbować to przy okazji ufarbowałam jeszcze wełnę na materiał obiciowy dla krzeseł - kończę haftować drugą poduszkę ale mizernie mi to idzie. Do tego uprzędłam jakieś 250 g mieszanki shetlanada z jedwabiem no i zabieram się za runo na skarpety. Oczywiście dziergam wieczorami szal z shetlanda oraz dłubię sweter z lnu z bawełną. To nie wszystkie "sroki" teraz doszła jeszcze jedna - przez Frasię.
Tak przyglądam się tej biżuterii u Frasi, ciągle coś nowego i nawet bym to przeżyła wszak nie noszę biżuterii ale sama chęć spróbowania jak to zrobić to już inna kwestia  nie dawało mi to spokoju.  A już całkowicie pogrążyło mnie to - bardzo mi się spodobała ta forma bransoletki.


moja całkiem pierwsza - trochę za duża 
Mam trochę koralików ale one nie za bardzo się nadawały, a i stosownych zapięć nie miałam, takim sposobem zakupiłam nowe - o zgrozo mam ochotę na więcej !!!  Moje koraliki są mrożone ponoć przypominają pudrowe cukierki w bransoletkach - zrobię jeszcze kilka, będę miała do kompletu do pięknych naszyjników, które kiedyś dostałam, razem będą leżakować w szafie jak moje koronkowe szale.


koraliki Toho - 28 w okrążeniu - z tej jestem w pełni zadowolona 

Miotając się pomiędzy tymi "ptaszyskami" nie wiem kiedy pokażę coś skończonego .
Pozdrawiam Was serdecznie próbując się opamiętać :))

niedziela, 7 lipca 2013

Koronka


Zapomniałam jak się cudownie dzierga takie koronki, stawiam oczka bez pośpiechu delektując się tym dzierganiem. O dziwo muszę przyznać, że połączenie runa Shetland z jedwabiem udało mi się :) 
Nitka dość przyjemna WPI 43(podwójnej nitki) czyli całkiem nieźle jak na koronkowy szal a i sama myśl, że sama ją własnoręcznie uczyniłam miła jest memu sercu. 


Cóż tu dużo pisać robiłam szale z sklepowych włóczek : merynosów cieniutkich (Ispe, Dlg),z mieszanek wełny z alpaką i sztucznością, z moherów wszelakich, z prawdziwej estońskiej wełny na ich słynne szale i z alpaki z dodatkiem jedwabiu (Drops). Mam też w szafie szalik z własnoręcznej alpaki ale dopiero Shetland przy Rosebad  uzmysłowił mi czego poszukuję.
W tej chwili wiem, że jedyna włóczka, która w tego typu szalu mi się podoba to własnoręcznie przędziony Shetland.
Nie wiem po co mi tyle szali, nie chodzę w nich bo i to raczej nie za bardzo rzecz do chodzenia, przy moim nastawieniu na rzeczy praktyczne jest to tak wielkie odstępstwo od normy, że sama jestem zdziwiona swoim zamiłowaniem do czynienia rzeczy tak mało przydatnych.


 W tej chwili wygląda tak nieciekawie wymięty, jakiś koślawy ale już wiem, że forma ostateczna będzie czymś co będzie mi się podobało.
W tym tygodniu uprzędłam niewiele, po rozmowie z Panią Kromską czekam na bezszelestny i nie naciągający się napęd do kołowrotka. Rzemienie zakupione na allegro przyszły ale nie za bardzo mam pojęcie jak je połączyć by szew nie był wyczuwalny podczas pracy - mam kilka pomysłów więc będę czynić próby.
Ten tydzień też upłynął pod znakiem ogrodu po deszczowych dniach wyrosło wszystko, a chwasty jak zawsze najlepiej.
narecznica samcza, narecznica czerwonozarodnikowa, języcznik zwyczajny,
onoklea  i jeszcze kilka innych 
 Moje ulubione paprocie w tym roku wyjątkowo efektownie się prezentują to tylko mały fragment ale za to bardzo różnorodny :)

Niewielkie miejsca obsadzone krzewami zarosły tak, że nie było widać kamieni granicznych, odwracałam ten proces zdziczenia mojego ogrodu przy wielkiej uciesze komarów. Nawet trawnik już nie jest trawnikiem przypomina raczej leśną łąkę.



Czas również na zbiory lawendy, starą zamieniam na peeling solny tym razem trochę za gruboziarnisty.
Nowe wiązki lawendy zbierałam cały tydzień, jak tylko wyschnie trafi do szaf.  

Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do koronki :))

niedziela, 30 czerwca 2013

Cienko przędę

Cienko przędę nitki pod szal, który tak mi się spodobał w książce M. Stove a zobaczyć go można u Theli ale też w przenośni to "cienkie przędzenie" mnie dotyczy. Mieszanka runa Shetland z jedwabiem specjalnie zamówiona i mieszana pod ten projekt ma swoje ograniczenia ale daje się prząść dość cienko by spełnić moje oczekiwania. 



Setland jako runo dwuwarstwowe ma swoje ograniczenia - byłam ich świadoma, daje lekko nierówną nitkę ale nie to mi przeszkadza ta nierówność nawet dodaje charakteru dzianinie.
Niestety powodem niezadowolenia i frustracji jest kołowrotek a raczej napęd zrobiony z sznurka lnianego, ja wiem, że nic nie jest wieczne ale to rozwiązanie bardzo mi nie odpowiada.
Obecnie w kołowrotkach stosuje się linkę sylikonową, która całkiem nieźle zdaje egzamin a przede wszystkim się nie przeciera no i na łączeniu nie jest odczuwalna podczas pracy kołowrotka. Muszę zadzwonić do producenta i dowiedzieć się czy są jakieś ograniczenia technologiczne aby nie stosować sylikonu w typie kołowrotka, który ja mam.
Lniany sznurek pękł w trakcie składania tych nitek - pękł nie pierwszy raz, związałam jak najbardziej płasko i przeszyłam, niestety łączenie zawsze jest wyczuwalne podczas pracy.
Z bólem dokończyłam,  sznurek rozlazł się w innym miejscu, zastąpiłam jakimś sztucznym (koszmarnie się przędło).
w 4 nierównych moteczkach mam coś ponad 1500 m 2-ply

Na drugi dzień pomimo angielskiej pogody popędziłam do pasmanterii, zakupiłam sznurek lniany, trochę innych "przydasiów" i motek bawełny bo kilka kolorów mnie w nim  zachwyciło, ciekawe na co komu 50 g bawełny - coś sobie po drodze tłumaczyłam, że może jakąś lamówkę zrobię ...



Zrobiłam nowy naciąg i przędę ale niewyrobione połączenie przechodząc przez szpulkę (przędę na podwójnym sznurku bez hamulca, na przełożeniu 1:20) wprawia szpulkę w terkot, który na dłuższą metę jest nie do wytrzymania - smarowanie łagodzi ten efekt ale na jedną szpulkę przy drugiej smarowanie trzeba powtarzać. 
Na dodatek rzemień, który wiąże pedał z ramieniem wprawiającym koło napędowe w ruch też pękł (też nie pierwszy raz). W przypływie rozgoryczenia zakupiłam rzemienie na allegro i zastanawiam się czy z nich nie zrobię naciągu, moja babcia miała taki w maszynie do szycia, problemem będzie tylko jakość połączenia a musi być jednak idealne. 
Dla uspokojenia nerwów zrobiłam kilka rzędów a właściwie połówkę rogu chusty, na razie wygląda nieciekawie ale Shetland tak ma, że dopiero po praniu i uformowaniu pokazuje swoje prawdziwie piękne, lekko zgrzebne oblicze. Oryginalna chusta jest z merynosów ale jak dla mnie zbyt sprężysty to materiał. 



 Jeżeli ktoś pamięta to jedynym postanowieniem noworocznym (ogólnie nie robię żadnych) była wizyta u okulisty. Przy czytaniu drobnych literek lub haftowaniu ostrość mi się traciła. Po szeregu badań, mierzeniu ciśnienia i badaniu na jaskrę okazało się, że widzę :)) Przy moim sprzeciwie i pokazaniu wielkości tekstu jaki czytam pani okulistka stwierdziła, że każdy nawet z idealnym wzrokiem po godzinie czytania takich literek zmęczy oczy. Zamiast okularów kupiłam sobie tablet teraz czcionka będzie idealna, paluszkiem ustalę jej wielkość - jedyna wada haftować się nie da :)

Ta krótka notka o wizycie u okulisty spodobała się autorowi bloga o bardzo szeroko pojętej tematyce medycznej jeśli macie ochotę poszerzyć wiedzę okulistyczną polecam wpis - z cyklu wszystko co chcecie wiedzieć na temat oczu a boicie się zapytać :D


Pozdrawiam Was serdecznie tradycyjnie kibicując TdF i czekając na moje rzemienie.