Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farbowanie naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farbowanie naturalne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 września 2019

Bez efektu

Posiadam wielką słabość do naturalnego barwienia, mam spory zapas ufarbowanego przez Monikę merynosa w indygo, sama ufarbowałam trochę wełny w orzechu włoskim.  Dawno temu za czasów "Prząśniczki" dostałam od dziewczyn marzannę barwierską wyszedł cudny kolor pomarańczu z podtekstem. Od zeszłego roku zbierałam łupiny po avocado, pierwsze moje barwienie w ten sposób wyszło dość marnie, prawdę powiedziawszy nie wyszło ale też łupin miałam mało, do tego wełna taka prosto z marszu, niczym niezaprawiona.



 Tym razem przygotowałam się lepiej, łupin tyle ile widać w 10 litrowym wiadrze po farbie, do tego wełna zaprawiona w zimnej bejcy (składniki dostałam dawno i czekały na ten czas) podgrzane łupiny puściły kolor nie do końca taki jak się spodziewałam ale nic pewnego do czasu jak nie umieszczę w tym wełny.



 Wełna, to oczywiście moja przędza, tradycyjna 3 nitka uprzędziona z czesanki Chubut, po trzech dniach w bejcy wełna dostała ubranko z gazy i poszła do gara.


Dla wzmocnienia efektu trzymałam motek ponad tydzień w tej zupie, kolor całkiem ładnie się zapowiadał ale na tej gazie. Wełna po wyjęciu z gara była nieprzyjemnie śliska więc wyprałam a z praniem spłynął jakiś tam kolor, który i tak mnie nie satysfakcjonował. Całkowita porażka, nie wiem jak innym wychodzi tak ładny kolor po avocado, mnie nie wyszło zupełnie.


Mam motek lekko pocieniowany w ciemniejsze i jaśniejsze ecru, chyba wrócę do marzanny bo to wyszło mi od razu a jeszcze lepiej wychodzi mi barwienie w Jaquard'ach :)  Zostałam z motkiem do ponownego farbowania i gazą w beżowo-pomarańczowo-brudnym kolorze.   


Do rzeczy przyjemniejszych należy odkrycie jakie poczyniłam całkiem nie dawno, okazało się, że w ogrodzie pod leszczyną rosną grzyby, wg atlasu grzybów są to borowiki ponure (bagniak, siniak) albo borowiki ceglastopore (stawiam na te drugie) - trudno stwierdzić bo nim dorosną zjadają je robaki - ja nie mam odwagi.


 Całkiem przyjemnie przyrasta rękawiczki na drutach, pomimo dość drobnych drutów wyraźnie działa na mnie relaksująco takie dzierganie. Dwa razy rysowałam palce bo ciągle mi coś nie pasowało mam nadzieję, że to co wymyśliłam będzie wyglądało dobrze ale o tym opowiem jak rękawiczki skończę.



 Chodzi mi już po głowie taka para w niebieskościach z indygo, z dodatkiem bieli i może tym razem z jednym palcem by nie "kroić" tak bardzo wzoru od wewnętrznej strony dłoni. Przy zbliżającej się porze roku mogę już bez oporów wełnę tu serwować :)


Po ostatnich zakupach na chińskim Ali moja kolekcja nożyczek się powiększyła, już prawie wiem jakie potrzebuję do ścinania nitek łączących, które zostawia hafciarka tyko czy takie znajdę bo te są świetnie ale do cięcia innych rzeczy. 


Pozdrawiam Was niedzielnie :)


niedziela, 14 października 2018

Mnogość planów

Dłubię sweter PM nudno mi, bo wzór już opatrzony, zapamiętany, a tu jeszcze połacie rękawów do zrobienia. Podczas tej nudy dziergania wpadłam na pomysł poprawienia jesiennego swetra, tzn. sweter jest ze wszech miar dobry tylko trochę za krótki jak na taki ciepły "kocyk". Czesankę jeszcze mam więc uprzędłam motek 4- nitki by plan wprowadzić w życie. Przy okazji na przędzenie załapała się czesanka Corriedale farbowana w łupinach orzecha. 



Sweter używam, może nie namiętnie bo też pogoda w tej chwili wyśmienita ale w chłodniejsze jesienne dni jest ubiorem idealnym, jedynie co mi przeszkadza to jego długość a raczej "krótkość".
Postanowiłam, że przedłużę tylko tył i zobaczę czy to wystarczy  no i przedłużyłam ale .... przód :)


Zupełnie nie wiem jak to zrobiłam miałam wszystko przygotowane by pruć tył a sprułam przód, teraz nic innego mi nie pozostanie tylko przedłużyć jeszcze tył, bo pruć tego co dopiero zrobiłam nie mam zamiaru. Stanowczo za dużo rzeczy mam na głowie, muszę się zacząć sprawdzać bo takich akcji może być więcej. Zastanawia mnie też inna kolorystyka doprzędzionej nitki, wyraźnie ciemniejsza, a czesanka dokładnie ta sama czyżby użytkowanie tak zmieniło kolor, pewnie po kilku praniach się wyrówna.  


dłuższy przód :)

Przeglądając propozycje projektantów dzianin na nadchodzący sezon znalazłam coś tak energetycznego, szalonego kolorystycznie, że aż mi się zamarzyło coś tak żywego na zimowe szare dni. Oczywiście tak dużego szala nie będę robić ale coś mniejszego, czemu nie :)

zdjęcie z strony Vogue
Mam na zimę taką kurtkę, bez tego futra (sztuczne i ogólnie niepowalające)  kurtka jest smutna, na dodatek jakoś wyjątkowo pasowałby mi tutaj kaptur i mam zamiar zrobić sobie prototyp. Futro jest dopinane na guziki więc można się go bardzo szybko pozbyć.
zdjęcie z google 
Zrobię kołnierz w środku z dzianiny a na zewnątrz kupię materiał wodoodporny doszyję zamek by spinać ten kołnierz jak kaptur gdy będzie potrzebny, trochę mnie martwi brak symetrii. Zrobię szablon i zobaczę czy ten dłuższy koniec kołnierza można jakoś ciekawie spiąć by kaptur nie wyglądał jakby go szyli na ulicy w Chinach.


Oczywiście nie mam czasu na przędzenie nitek pod ten kołnierz, więc zakupiłam coś kolorowego ale poszłam na łatwiznę bo typowe Fair Isle w projekcie, który jest nie do końca sprawdzoną zachcianką to jednak za dużo szczęścia :) Wzór pierwszy raz od dawna rysowałam ręcznie a nie  w komputerze, bo prosty a ja przynajmniej kredki odkurzyłam. Już bardzo mi się chce to zacząć ale obiecałam sobie, że sweter od PM doprowadzę do stanu początków drugiego rękawa bo inaczej znowu będzie leżał odłogiem.



W piątek wyciągnęłam z łupin orzecha czesankę co to miała na czarno złapać :) Wcześniej tydzień moczyły się w roztworze inne czesanki i pomimo dołożenia kilku świeżych łupin, trzymania czesanki dwa tygodnie w kąpieli, roztwór załapał dużo słabiej. Jedynie czego nie napisałam, to tego, że czesanka, która wylądowała w garnku pochodzi z tego eksperymentu. Pomyślałam, że i tak jej nie wykorzystam w tym stanie a bardziej już jej zepsuć kolorystycznie się nie da :)


 W tej chwili śmiem twierdzić, że czesanka wygląda o niebo lepiej, nawet może się podobać i pomyśleć, że spisałam ją na straty.


Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 30 września 2018

Niuanse

Nie potrafię znaleźć przyczyny tak różnego postrzegania koloru, jedynie w świetle dopatruję się różnicy, chyba że kolor z czasem się jakoś "rozwija" lub "uwydatnia" na czesance. Ostatnio  ufarbowane runo w łupinach orzechów jest w ciepłej tonacji. W lipcu wyglądało to zupełnie inaczej, na zdjęciu poniżej są dwa rodzaje runa, które ufarbowałam tydzień temu. Tym razem do garnka włożyłam dwa rodzaje runa : Corriedale i merynosa 18 mic (to samo runo, które farbowałam w lipcu) .

po prawej Corriedale , po lewej merynos 18 mic superwash
  Po wysuszeniu, bo mokre niewiele mówiło, runo Corriedale ma wyraźnie cieplejszy odcień, wręcz grają w nim czerwone nuty, do tego złapało bardziej równomiernie, runo merynosa farbowało się jak to merynos, opornie przyjmując barwnik, kolor z zimniejszym poblaskiem, gdzieś tam ma w podtekście coś zimno żółtego.

zdjęcie z lipca, nitka Eider farbowana w zeszłym roku i "zielony" merynos

Zdjęcie z lipca pokazuje co mi się nie podobało, to znaczy barwienie samo w sobie było ok ale wyraźnie zielonkawy odcień przypisywałam niedojrzałym łupiną orzechów.  Dlatego też farbowanie powtórzyłam i proszę taka niespodzianka niby do samo a jednak drobne niuanse są, na dodatek głęboko mnie zastanawia czy kolor orzecha nie utlenia się jakoś z biegiem czasu bo, na poniższym zdjęciu pośrodku leży motek z tego "zielonkawego" merynosa i nijak nie mogę się dopatrzeć tej lipcowej zieleni :)




W garnku wylądowała następna partia czesanki, ciekawe co z tego wyniknie tym razem mam zamiar potrzymać ją tam 2 tygodnie, mam nadzieję, że jej to nie zaszkodzi a zaowocuje bardzo ciemnym brązem. Wygląda na to, że będziemy chodzić odziani w orzechowe brązy :)


Z rzeczy dziewiarskich skończyłam "kadłubek" swetra dla PM, ma być dużo cięcia bo zastosowałam typową technikę dla Fair Isle, czyli wszystko na okrągło, i teraz muszę przeciąć dzianinę w miejscach rękawów i na zamek pod szyją.


Zabezpieczanie miejsca cięcia wymaga trochę skupienia i światła bo ciemno szare oczka mi się zlewają, a trzeba złapać każdą nitkę by się później nie dziwić. 



Trochę się niepokoję o te rękawy bo, w oryginałach Fair Isle rękawy robi się oba na raz od mankietów do momentu wyrabiania główki wtedy się je łączy robiąc w okrążeniach dalej, na końcu główki się przecina i rękawy się wszywa. Ja postanowiłam rękawy nabrać od góry i zrobić je w dół, zastanawiam się czy taki nabrany rękaw wytrzyma użytkowanie PM. Na razie rękaw robię ale mam chwile zwątpienia i wtedy zastanawiam się czy jednak nie zrobić ich zgodnie ze sztuką przynależną tego typu dzianinie.  Oby sweter nie skończył jak obszarpany bezrękawnik bo PM potrzebuje wytrzymałych rzeczy przy swoim stylu użytkowania.


Dziękuję za odwiedziny, za komentarze pod poprzednim postem,  nie miałam czasu odpowiedzieć ale jeszcze chwila i może znowu będzie czas na przyjemności :)

Pozdrawiam Was niedzielnie z poważnym chłodem za oknami.


niedziela, 29 lipca 2018

Wszystkiego po drobinie

Awokado a raczej barwienie w nim jakoś mi nie wyszło, mam nawet wrażenie, że zdjęcie jest łaskawsze dla tego co mi wyszło, a wyszedł jakiś nieokreślony, brudny beż. Spodziewałam się patrząc na poczynania innych w takim farbowaniu raczej zgaszonego ciepłego różu a tu takie coś zupełnie bez ikry, bez podtekstu, który lubię w barwieniu naturalnym.


Popatrzyłam na to z tydzień i postanowiłam nadać temu jakiś kolor, który będzie pasował do orzechowego brązu ale również żywo kontrastował a nie zlewał się z nim. Chciałam ten motek zafarbować metodą "glazurowania" ale zupełnie się nie nadawał, kolor wlazł do środka praktycznie natychmiast. Gdzieś niejasno w zakamarkach mojego mózgu kiełkuje myśl o rękawiczkach z tego połączenia ale najpierw skończę moje antracytowe. 


Ciepło rozleniwia, nie zrobiłam za wiele od ostatniego wpisu, zaczęłam drugą rękawiczkę, sweter PM leży odłogiem, bo jest na etapie karczku i grzeje niemiłosiernie, jedynie udało mi się skończyć skarpety z resztek.

Wzór darmowy, pod nazwą Dither, zaletą tego wzoru jest raport o 4 oczka więc nie ma ograniczeń i można z powodzeniem zastosować na każdą stopę. Dziecko trochę marudziło, że za gorąco ale tylko na jego stopie skarpety się prezentują dobrze bo to wielka stopa :)



To co mnie cieszy to to, że wykorzystałam 2 resztki cieniowanego granatu, 4 różne jasno szare melanże oraz 1 jasno niebieski, który był resztką po tych skarpetach. Jeszcze jakieś 10 - 12 par takich skarpet i może trochę okiełzam chaos resztek. 


Niestety w tym tygodniu przędzenia nie było :( nawet nie spojrzałam na kołowrotek, jedyną zabawą, którą sobie zafundowałam było stworzenie kilku battów.



Dwie wersje "Piwonii" jedna bardziej rozbielona a druga intensywniejsza w barwach, miałam zamiar zostawić dla siebie ale przypomniałam sobie, że jednak merynos to nie moje ulubione runo więc poszły do sklepiku. W skład wchodzi barwiony merynos 23 mic, biały merynos superwash 23 mic oraz całkiem sporo jedwabiu morwowego.


Za to te batty powstały z runa Corriedale,  Chubut, trochę Lisa Polarnego z dodatkiem jedwabiu sari, taki zestaw mam zamiar zrobić dla siebie, kojarzą mi się z Indiami. Patrząc na to widzę jakieś rozgrzane, zakurzone i walące się kamienne budynki z obdartą spłowiałą pomarańczową farbą... chyba upał mi szkodzi :)



Pozdrawiam  Was niedzielnie.

niedziela, 8 lipca 2018

Orzech

Po prawie dwóch tygodniach kąpieli, wyciągnęłam czesankę z orzechowego "kompotu". Pomna swego poprzedniego farbowania spodziewałam się ciepłego z nutą czerwieni brązu, a tu takie coś niby jakiś brąz to jest ale wyraźnie oliwkowy, ta nuta zieleni przebija się wyjątkowo intensywnie. 


 Na zdjęciu dla porównania poprzednie farbowanie (nitka) oraz czesanka, którą farbowałam teraz. Różnica jest i to ogromna, zastanawiam się co ma na ten kolor wpływ i chyba pora tego farbowania, bo wprawdzie runo też zupełnie inne ale w obu przypadkach wełna jest ufarbowana z cieniowaniem ale obie czesanki są pokryte kolorem, nie ma miejsc nieufarbowanych lub wręcz opornych.


 To pierwsze farbowanie robiłam jesienią i łupiny, których użyłam były odpadem po dojrzałych orzechach za to obecne farbowanie odbywało się na całych orzechach, jeszcze zupełnie niedojrzałych więc pokrojonych nożem, garnek w obu przypadkach był ten sam:)
Zupełnie mi ten zielonkawy kolor nie pasuje do niebieskości indygo, zamysł miałam inny, więc nie pozostaje mi nic innego tylko zmiana kolorystyki albo czekanie do jesieni, by farbowanie powtórzyć w jesiennych łupinach i potwierdzić lub nie swoje przypuszczenia. Na razie zbieram pestki i skórki awokado bo też pięknie barwią wełnę tylko nie wiem ile ich powinnam nazbierać by na niecałych 50 g uzyskać jakiś sensowny kolor.



Skończyłam skarpety z "glazurowanego" motka, są takie jak widać, zupełnie nie mój klimat kolorystyczny, tzn.  tak jak pisałam przy farbowaniu każdy kolor z osobna mi się podoba ale to nagromadzenie już zupełnie nie i pasiasto-łaciata natura dzianiny też do mnie nie przemawia.


Wzór skarpet pochodzi z książki "Folk Socks" Nancy Bush, z drobną zmianą, u mnie zwykły ściągacz w miejsce bardzo ozdobnego książkowego brzegu, to i tak jak dla mnie dziwne połączenie ciepłe wełniane skarpety z "dziurami" :)




Za to z prawdziwą przyjemnością oddaję się drobnym wzorkom w rękawiczce, właśnie nabrałam oczka na drugą, drobno bo na drutach nr 1 w dodatku oczka są na łańcuszku bo potrzebuję "żywy" brzeg by później je złapać jako podwójny mankiet.


Pierwsza rękawiczka podciągnięta pod palce i właściwie to cały efekt bo jak wspominałam palce będą jednolite. przy takim nagromadzeniu drobnych wzorków, jeszcze palce kolorowe to jednak chyba za dużo szczęścia - chociaż kusi by tam jeszcze poszaleć.


Wzór lekko rozwodniony,  zamglony, zanikający ale taki był mój zamysł, po to farbowałam wełnę efektem glazury by nie dość, że kolor był niedopowiedziany to jeszcze wzór zanikał. Pewnie po upraniu wszystko trochę się wyostrzy ale nieznacznie, pozostanie to lekkie niedopowiedzenie.

Pozdrawiam Was niedzielnie.



niedziela, 22 października 2017

Taka torba

 Na początku października byłam z PM w Warszawie na targach multimediów reklamowych. PM był zainteresowany nowym laserem no i ogólnie chciał zobaczyć "co w trawie reklamowej piszczy na nową nutę" ja pomimo pokrewnych zainteresowań bardziej zwracałam uwagę na tekstylia,  materiałów reklamowych przywieźliśmy dość sporo ale jak to zwykle bywa praca nas dorwała i dopiero całkiem niedawno zrobiliśmy dokładny przesiew tego co nam się przyda na przyszłość.


 Mnie na pewno zainspirował katalog firmy oferującej gadżety z filcu, było tego całkiem sporo ale mnie interesowały torby, które mogą się przydać dziewiarce lub prządce. W drodze do stolicy robiłam na drutach i wiem, że wiele dziewiarek nie będących kierowcami tak wykorzystuje czas spędzony w trakcie podróży.


Torby oferowane przez wspomnianą firmę dla dziewiarki są za duże (tamte służyły między innymi do noszenia drewna kominkowego), ja moją wzorowałam na projekcie dziewiarskiej torby znalezionym w internecie. Tamta jest materiałowa co ma swoje zalety ( czesanka się nie czepia ) ale również wady jest wiotka i nie stoi a nie zawsze musi wisieć nam na ramieniu.
Jedna z współpracujących z nami firm zajmuje się właśnie filcem więc o materiał nie musiałam się martwić bo mam katalog z próbkami koloru i grubości wystarczyło tylko zamówić i spróbować coś stworzyć.


 Filc cięty laserem ma ładnie wykończony brzeg bo poliester lekko się nadtopi, niestety laserowy stolik ma ograniczone pole robocze więc wycięcie torby odpada. Wpadłam na pomysł przyszycia lamówki by brzegi wyglądały zgrabniej no i muszę przyznać, że tak wyglądają, tylko najpierw lamówkę musiałam przyfastrygować bo przyszpilić się nie dało do 3 mm filcu.


 Taką torbę z filcu można dowolnie ozdobić więc na początek postanowiłam wyhaftować moje logo ale można coś wyciąć laserem lub ozdobić metodą flock i chyba wszystkie te metody kiedyś wypróbuję bo zabawa całkiem przyjemna. Oczywiście jednej torby szyć nie będę, od razu wycięłam trzy a dwie już uszyłam no i uważam, że jest całkiem poręczna dla kogoś z drutami czy wrzecionem, ale nawet jako pojemnik na czesanki przy kołowrotku się sprawdzi. Nad torbami jeszcze muszę pomyśleć by w jakiejś formie mogły zaistnieć w sklepiku wełnianym czy jako towar lub gadżety ale na pewno zaistnieje tam coś innego - etui na druty dziewiarskie.


To czego mi brakuje to etui na druty dziewiarskie, zapewne pamiętacie moją dumę z tego na poniższym zdjęciu ale duma dumą a życie swoje. Po pierwsze jest za śliskie, po drugie ja nie mam jednej pary drutów z danego rozmiaru w przypadku nr 2 i 2, 25 to są 3 pary, niektórych drutów w ogóle nie wykorzystuję albo tak sporadycznie, że mogą mieć osobne miejsce do leżakowania. 
No i długość drutów najczęściej używanych to 13,5 cm i 15 cm. Muszę opracować jakieś zgrabne etui dla "skarpeciarek" drobno dziergających i średnio bo z bardzo grubej włóczki to chyba skarpet się nie robi. Takie etui na druty na pewno się przyda tylko muszę się jeszcze zorientować jakie preferujecie długości tych drutków - gorzej jak są z żyłką :) bo na to nie mam zgrabnego pomysłu. 
Wszystkie gadżety są ze sztucznego filcu nie jestem jego zwolenniczką ale cena za wełniany jest taka jaka jest ale kto wie może kiedyś się odważę popsuć wełniany. 


                                 


Muszę napisać jeszcze kilka słów o tym niebieskim cudzie - to wełna farbowana w indygo przez Monikę (Incarna). Już kiedyś miałam przyjemność dostać od niej kawałek tak zabarwionej czesanki i jak zaproponowała, że może mi ufarbować więcej to szybko przyjęłam jej propozycję. Mam czesankę cudownie wybarwioną w kilku odcieniach - na razie będę patrzeć ale jak tylko znajdę trochę czasu zaraz zacznę prząść bo pomysł przyszedł z kolorem :)


Od Moniki dostałam również kawałek mieszanki poddanej takiemu barwieniu a w mieszance jest merynos, jedwab i len i muszę przyznać, że jak Monika o tym opowiadała to sceptycznie podchodziłam do tematu dopiero ten kawałek uświadomił mi, że to bardzo ciekawa mieszanka a jeszcze ciekawsza może okazać się nitka ten len daje jej to coś czego poszukuję w mieszankach :)




Monika posłała mi również chmurki czesanej alpaki - no same dobroci :) 



W deszczowy niedzielny poranek pozdrawiam Was z tęsknotą za słońcem minionego tygodnia.

niedziela, 8 listopada 2015

Znowu o niczym


W ostatnim tygodniu wiele rzeczy nie powstało, bo ogród wymagał zabezpieczeń na zimę, więc stawialiśmy chochoły, okładałam truskawki i sypałam liście pomiędzy donice z miętą może coś przeżyje. Pogoda w dalszym ciągu nas rozpieszcza a na mgliste, oszronione poranki z przebłyskami słońca nie mogę się wręcz napatrzeć :))
Przędzenia było niewiele ale już teraz wiem, że runo z owiec nowozelandzkich w wersji "soft" będzie mi towarzyszyło w niejednym projekcie. Wielokrotnie pisałam, że sam merynos mnie nie zachwyca ale jego krzyżówki to już inna historia. 
 




Szare Corriedale dla kontrastu bo biel tego runa jest wyjątkowa a na dodatek włos ma blask, to runo po prostu się błyszczy może nie jak jedwab ale nie ustępuje mojemu ulubionemu Bfl. Jak na merynosa przystało ma ową "puchatość" charakterystyczną dla run merynosów, no i przędzie się o dużo lepiej niż merynosa - przynajmniej mnie.
Z pofarbowanej w odcienie niebieskiego czesanki powstał taki oto motek, będzie tłem do wzoru śnieżynek na czapce, którą ostatnio narysowałam. Zobaczymy jak będzie wyglądał w dzianinie bo czesanka była farbowana przez posypywanie barwnikami, farbowałam tak motki i w dzianinie we wzory wrabiane wyglądało to całkiem znośnie ale tutaj najpierw była farba a dopiero później nitka - bardzo jestem ciekawa efektu. Sam motek wygląda tak, trudno się dopatrywać jakiejś prawidłowości w układzie kolorów po prostu wielokolor  niebieskiego.


Przy okazji niebieskości muszę się pochwalić, że dostałam takie cudo, Monika znana bardziej jako Incarna obdarowała mnie własnoręcznie, naturalne barwionym runem :) Jest to runo farbowane w indygo mam nadzieję, że widać to niepowtarzalne wybarwienie, które można uzyskać tylko z naturalnych barwników, to nigdy nie jest czysty kolor to kolor z podtekstem i dlatego tak mnie fascynuje :))

Bardzo dziękuję Moniko :)

Takie światło jest jak najbardziej wskazane do zabaw w farbowanie i chociaż czasu jak zwykle tyle co nic to trochę musiałam się pobawić. Mój wiecznie żywy projekt "celtyckiego" swetra jest już w sferze doboru kolorów. Ten motek będzie wykorzystany w zupełnie innym celu ale kolorystyka w nim jest wybarwiona z myślą o tym właśnie swetrze na dodatek wzór z tego swetra będzie nim haftowany co da mi ogólny pogląd czy to słuszna droga.


Za tło do wzoru posłuży wcześniej pokazywany motek szarego Corriedale , w swetrze tło będzie znacznie bogatsze ale ten zestaw już powinien dawać przedsmak tego co zamierzam.Wiem jakich run użyję do przędzenia na ten sweter, wiem jak powinien wglądać, bo wprowadzę kilka zmian nie będę się sztywno trzymać oryginału tylko jeszcze nie zdecydowałam czy barwić runo czy gotowe motki.


   

Golf z malinowej czerwieni jest do bólu nudny, z wyglądu i podczas dziergania, no po prostu same prawe, już nawet zaczęłam czapkę w śnieżki ale okazuje się, że potrzebuję drutów ze swetra więc nic innego mi nie pozostało tylko cierpliwie kończyć lub kupić nowe bo tak też czynię :)




Jeżeli zastanawia was dziwna ostrość zdjęć a raczej jej barak to muszę się przyznać do ręcznych ustawień aparatu, aparat z firmy o super renomie po 2 latach nie działa i to nie jakiś kompakt tylko lustrzanka już za niezła kasę, miało być wygodnie a jest tak, że muszę ustawiać wszystko :(  Jakbym chciała aż takiej wiedzy to bym na kurs fotograficzny poszła lub do jakiejś szkoły a tak pozostanie odkładać na naprawę albo zabrać się za pokaźny zbiór książek PM z tego zakresu.


Słonecznie, jesienne pozdrawiam Was.