niedziela, 27 czerwca 2021

Przędzenie

Już nie pamiętam kiedy przędłam w ten sposób w jaki robię to ostatnio, czyli całkowicie bez planu co z tych nitek powstanie. O ile mnie pamięć nie myli to doświadczałam czegoś podobnego na samym początku mej przygody z przędzeniem. Wtedy gnała mnie chęć doskonalenia nowej umiejętności, napawanie się nią i uprzedzenie wszystkiego co się dało, nie było tego zbyt wiele bo w tamtych czasach nie było jeszcze wszystkiego za wiele. Później był etap przędzenia rzeczy nowych, wszelkich niedostępnych dla mnie rodzajów runa owczego i nie tylko owczego, i to też było takie przędzenie dla samego przędzenia bo nie chęć dalszego wykorzystania a chęć poznania materiału mnie napędzała. Konkretne przędzenie pod konkretne rzeczy trwało później długo a tu nagle po tylu latach siadam do kołowrotka i przędę tak bez zamysłu na co przeznaczę te nitki. Jedno jest pewne przynosi mi to taką radość albo raczej radosny spokój, że nie zamierzam rezygnować z tych kilku chwil dziennego odpoczynku i odprężenia. Na szczęście moim zapędom ulegają na razie tylko resztki, które nie nadają się do sprzedaży.  


Pierwszy motek powstał z resztki mojej autorskiej mieszanki, którą na moje życzenie przygotowano z : 37,5% - merynosa z Falklandów, 25% - włókna perłowego, 25% - bambusa, 12,5 % - lamy (wersja uszlachetniona). Resztka jest pięknie biała i taka inna w dotyku od wełnianych mieszanek, bo roślinno-wiskozowy dodatek daje się odczuć. O dziwo jak przędłam tą czesankę by się z nią zapoznać jak ją dostałam  to mi się nie podobała, przez różnorodne materiały przędło mi się źle - teraz przędło się cudownie jakoś tak zupełnie inaczej po prostu sama się skręcała. Czyżby stan ducha miał znaczenie :) 


Drugi motek tak jak zresztą wszystkie to tradycyjna 3- nitka, która powstała z resztki alpaki, bfl superwash oraz merynosa 23 mic. Każda z nitek składowych to jeden z materiałów i o dziwo trzeba bardzo dokładnie się przyglądać by zauważyć, że to trzy różne nitki składowe tworzą ten miły w dotyku motek.


Motek trzeci powstał z mieszanki, która jest w sklepiku a raczej z resztek z tejże. Jest to merynos 18,5 mic, alpaka, wielbłąd i jedwab. W tym przypadku również moim zachwytom nad łatwością z jaką mi się to przędzie nie było końca. Nitka powstała z tych trzech bardzo cienkich singli jest miła, puszysta i w dodatku błyszczy jedwabiem no jest taką nitką, która miło będzie sunąć po drutach jak zdecyduję by ją użyć. 


Ostatni z powstałych motków to bfl w wersji humbug, czyli mieszanka trzech naturalnych kolorów run bfl czyli białego, brązu i owsianki. Tutaj efekt końcowy podoba mi się najmniej, chociaż to moje ulubione runo. Bardzo mi się podoba to runo we wzorach wrabianych na jasnym tle, wzór z tej nitki daje efekt zanikania, zrobiłam kiedyś skarpety z takiej nitki i kto wie może to jest jakaś myśl na te powstające w niekontrolowany sposób motki. Motek w skarpetach to też 3 nitka ale navajo więc może ten nowy nie do końca będzie spełniał się w tych zanikających wzorach bo wydaje się bardzo jednolity kolorystycznie. 
Następny motek już powstaje i pewnie będzie tu niedługo prezentowany a jak mi się nie odmieni to pewnie w towarzystwie nowo powstałych. 



Przez ostatnie dni upał dawał się tak we znaki, że jedyną rzecz, którą próbowałam skończyć i właściwie mi się udało to szalo-kołnierz teraz tylko zabezpieczenie brzegów i cięcie. Po burzach trochę się ostudziło i właściwie to czas wrócić do porzuconych swetrów ale w tej chwili jedyną przyjemność czerpię z przędzenia bez zobowiązań :)


 Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 13 czerwca 2021

Top w jedwabiu

 Druty o rozmiarze 2,25* to jednak cienkie druty i praca na nich, jeśli nie ma się nieograniczonych ilości wolnego czasu posuwa się tak wolno, że prawie niezauważalnie. Następuje jednak taki moment, że to "drobienie" dobiega końca, i wtedy - ja sobie obiecuję, że już nigdy nie będę robić takiej połaci z tak cienkiej włóczki (do następnego czegoś co muszę :) i z ulgą mogę zaprezentować efekt. Ulga faktycznie na mnie spłynęła jak zakończyłam ten top bo pomimo, że lubię jedwab w formie burety to tym razem się zmęczyłam. Drobne oczka przy chropowatej i nierównej nitce wychodziły nierówne i musiałam się bardzo starać by tej równości pilnować. 


Pomimo tego pilnowania, starania się nie do końca ta równość mi się udała ale poprawiać nie będę :) Inną sprawą jest, że pomimo zrobienia próbki, uprania i wszelkich obliczeń nie za bardzo byłam w stanie zapanować nad nadmiernym wyciągnięciem się dzianiny. Miało być tak z 10 cm poniżej pasa, robiłam na wzór jedwabnego topu, który po praniu raczej się zbił i przypomina derkę niż rozwlekł a tu taka niespodzianka zjechało w dół i to sporo. 



Przez to, że bluzka się wydłużyła to musiałam skrócić trochę ramiączka ale i tak dekolt jeszcze wydaje się zbyt głęboki. Oczka zbierałam podczas zmiany ściągacza w dżersej co dało mi zupełnie gładką pozbawioną nierówności i zaburzenia wzoru dzianinę po bokach. 


Jak na taką prostotę to było całkiem sporo przemyśleń co do tego jak zakończyć zgrabnie ten boczny ściągacz i postanowiłam nie kończyć, płynnie ciągnie się po samą górę, z tyłu zamyka oczka ramion i  dekoltu na karku, z przodu łączy się w żeberka ramiączek. 


Ramiączka przodu doszyłam do górnej listwy, wykańczającej tył, widziałam takie rozwiązanie w jakiś dziewiarskich wzorach nie dość że, spodobało mi się to tak, że postanowiłam wykorzystać to rozwiązanie. Oczywiście takie robienie ze zdjęcia pozwala na samodzielne zmierzenie się z tym co się chce a tym co wychodzi :)


Podziwiam te wszystkie osoby, które potrafią zrobić sobie zdjęcie telefonem czy aparatem jedną ręką i to zdjęcie jest dobre. Do tego widać obiekt, który ma być widoczny, a w dodatku sama osoba wygląda jakby pozowała komuś nie musząc się martwić o ostrość, światło i jeszcze coś tam w tle - ja do tych ludzi nie należę i chociaż zrobiłam setki zdjęć, kilka nawet całkiem dobrych, to sobie nigdy nie zrobiłam zdjęcia na tyle dobrego by się chwalić. 
Z danych technicznych:  włóczka ITO  - 3 cewki po 50g (zostało pół jednej), druty 2,25 mm, wzór bez wzoru czyli z głowy ale z inspiracją z netu. 


Letni top gotowy i chociaż od mojego ostatniego wpisu aura znacznie jest łaskawsza to dla mnie jeszcze stanowczo za chłodno by paradować w tak skąpym odzieniu. Za to ta odrobina ciepła wyraźnie posłużyła mojemu warzywniakowi w podwyższonych grządkach jedynie co muszę zrobić to zakupić jakieś kruki czy sokoły bo wiatraczki tylko przez moment były straszakiem na gołębie. 


Ogród cieszy ale też martwi, bo dwa tygodnie temu budząc się rano dokonaliśmy zaskakującego odkrycia braku połowy frontowego ogrodzenia, za to mamy dość sporo plastiku z samochodowych części. Pijany kierowca uratował swe życie kasując całkowicie od lat pielęgnowaną ścianę zieleni, która nas odgradzała od ulicy, która z prawie wiejskich wertepów przekształciła się w jedną z bardziej ruchliwych ulic miasta.

Uderzenie było tak silne, że złamał ponad 20 letnią sosnę i wyrwał żywopłot na ponad 12 m z korzeniami, niestety niszcząc wszystkie rośliny. Ustawiliśmy prowizoryczne ogrodzenie i czekamy co powie ubezpieczalnia ale obojętnie co powie to rośliny cudownie nie odrosną. 


Wzięłam się za kończenie zaczętych projektów, ciekawe jak długo potrwa ten zapał, dalej przędę na kołowrotku bez przeznaczenia a dla czerpania samej przyjemności z tej czynności :)  Sezon na dżem właśnie się zaczyna więc kto wie może następny post będzie o truskawkach :)

Pozdrawiam Was niedzielnie.

* wygląda na to, że wszystko jest względne kiedyś nr 2 nie był dla mnie drobnym drutem a tu 2,25 już jest :D