Mnie się podoba, nawet za bardzo bo już kombinuję, którą wersję kolorystyczną batów poddać takiej obróbce.
Batty przędzie się całkiem przyjemnie, jest kilka zgrubień, ich się nie uniknie podczas czesania ale ogólnie jest dobrze. Drobne włókna sprzyjają cienkości nitki a wyczesanie pięknie rozluźnia czesankę więc z przędzeniem nie ma problemu.
Mieszam w realu i w głowie, ciągle mam wiele do wypróbowania a pomysły same się mnożą. Powoli, z czasem mam nadzieję nabrać pewności siebie w tych mieszankach i czynić je o wiele bogatszymi nie tylko kolorystycznie ale również fakturowo.
Pierwsza partia mieszanek już oznakowana, spakowana, czeka na swoje miejsce w sklepiku.
W minionym tygodniu znowu trochę użyłam barwników, wszystkie widoczne kolorki pojawią się w postaci battów w sklepiku, jedwab pogłębia kolor wełny i nadaje mu cudnego blasku.
Skoro pokazałam nitkę powstałą z batt'a to znaczy, że zdjęłam z kołowrotka nitkę z bardzo długim przejściem tonalnym, inspirowaną zdjęciem kwitnącej gałązki pigwowca.
Nie pamiętam ale chyba pierwszy raz przędłam Falkland'a 20, 7 mic a w sklepiku już jest od dawna i muszę przyznać, że jest to całkiem przyjemne runo na każdym etapie pracy z nim. Podczas farbowania pomimo drobnych mikronów nie zachowuje się jak merynosy, którym wystarczy cieplejsze spojrzenie by się filcowały. Przędzie się przyjemnie, nitka jest sprężysta i ma ładny połysk, na dodatek jest miłe w dotyku, cóż więcej sobie życzyć.
No może farbowania bardziej zbliżonego to kwiecia pigwowca niż kojarzącego się z rastamanem :)









