Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 czerwca 2023

Coś innego

Nareszcie mam do pokazania coś innego niż skarpety, zmagałam się z tym otulaczem dość długo ale nie ma się co dziwić zwykłe skarpety robi się prosto i szybko. Wzór może nie jest zabójczo wymagający ale jednak uwagi wymagał, szczególnie te fragmenty z większą ilością oczek tła, tam łatwo można pomylić ilość oczek.
 


Sama koncepcja takiego otulacza pojawiła się u mnie kilka lat temu i była objawem pozbycia się przeogromnej ilości reszek włóczki. Drugi szal powstał w zeszłym roku z tego samego powodu, ten się różni tym, że jest zrobiony z nowych motków. Już podczas wyrabiania resztek obiecałam sobie, że zrobię otulacz, który będzie nie tylko formą wykorzystania resztek ale będzie miał cechy przemyślanej dzianiny. 




Sam wzór wyklucza użycie resztek nie ma tu drobnych pasków wzoru a całkiem solidne fragmenty. Jednak użycie tylko dwóch kolorów w każdym fragmencie wzoru byłoby takie zwyczajne, dlatego w obrębie tego samego kawałka wzoru zmienia się kolor wzoru i tła co daje taki efekt jak widać. 





Szal nie ma prawej i lewej strony jest to taka zszyta "rura" co daje wyjątkowo ciepłą dzianinę w dodatku to wrażenie mięsistości pogłębia wrabiany wzór. Wiem, że z ledwością doczekałam letnich dni a tu  wyskakuję z typowo zimową dzianiną ale cóż w końcu to blog o wełnie, a każda zapobiegliwa osoba latem dzierga to co zimą będzie wkładać :) 




Włóczka, z której powstał szal to Flora, jak kupowałam włóczkę na skarpety to zauważyłam dwa nowe kolory ten niby róż i jasny petrol a, że przyszło to z beżami na skarpety tak zrodził się pomysł kolorystki. Wzór z książki A. Starmore, druty nr 2,5 i właściwie z danych technicznych to wszystko. Jeszcze przed zszyciem zrobiłam zdjęcie telefonem ale było to tuż przed zmrokiem i zdjęcie parszywej jakości. Chociaż tak lepiej widać, że jest to całkiem sporej długości dzianina. 



Takim to sposobem po długotrwałym katowaniu Was widokiem skarpet nareszcie jest coś innego, mam rozrysowany wzór na następny taki szal tylko teraz jednak trochę od tego odpocznę. 

Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 26 lutego 2023

Kilka motków

Dalszy ciąg przędzionej "błyskotki" zmienił się w nitki tak szybko, że nie zdążyłam się nacieszyć tymi kilkoma chwilami przy kołowrotku. Został wprawdzie jeden kawałek czesanki ale w tak ostrym różu, że nijak mi nie pasuje to tych raczej stonowanych barw.




Mam dziesięć motków po ok 25g z każdego koloru, przetykanych tęczowym nylonem z zupełnym brakiem pomysłu co można z tego zrobić. Ale jak już się kilkakrotnie przekonałam pomysły potrafią się pojawiać nieoczekiwanie więc ja na ten moment poczekam :)  



W dalszym ciągu mam zastój we wspominanym swetrze z mnóstwem narastających wątpliwości, więc by nie robić skarpet zabrałam się za coś co od dawna mi chodziło po głowie. Tym razem nie wykorzystuję resztek tylko kilka motków Flory z Dropsa, robię następny szal na okrągło ale tym razem trochę zwariowany mam nadzieję, że jak zrobię więcej to zamysł będzie bardziej widoczny.  


Niestety szal okazał się dość żarłoczny i musiałam dokupić beżowe motki, do tego oczywiście merynos + bawełna dla syna na skarpety. Przy okazji zakupów wpadł motek pod tytułem "mgła" mam zamiar zrobić sobie skarpetki z Cthulhu H.P. Lovecrafta wzór mam dzięki uprzejmości dziewczyn z FB. Wzór jest dostępny na Ravelry w wersji na rękawiczki wiec na skarpety trzeba będzie przerobić albo uprząść grubszej włóczki i ten pomył bardziej do mnie przemawia. Takie skarpety z "potworem" powinna cechować ponura kolorystyka a nie błękitno-szara mgiełka. 


Robiąc zakupy włóczkowe zawsze buszuję po sklepie w poszukiwaniu czegoś ciekawego i tym razem znalazłam takie motki z przeznaczeniem na skarpetki. Włóczka jest w dwóch motkach po 50g/200m, barwionych z przejściem tonalnym pomiędzy poszczególnymi barwami. Kolorów jest całkiem sporo ja wybrałam w tonacji szaro-brązowo-czerwono-fioletowej i od razu wrzuciłam na druty. 


Mało co potrafi mną zawładnąć ale przejścia tonalne to jedno z moich ulubionych wykończeń kolorystycznych dzianiny, wielokrotnie pisałam o moich zachwytach nad Noro. No i tyle było z nie robienia skarpet, bo robię skarpetki z przejściem tonalnym, a te z "potworami" muszą poczekać tak jak rozgrzebany szal i sweter, nie wspominając o rzeczach innych. 


Zrobiłam zamówienie uzupełniające do sklepiku, powinno przyjść w tym tygodniu, nie będzie nowości ale wróci "Czarna Pantera" i "Lis Polarny" więc podstawy do tworzenia przędzy pod "potwory" też będą, dlatego z pewnością skarpet nie zabraknie.

Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 25 września 2022

Końca resztek nie widać

 Opowieści o resztkach włóczkowych przewijają się od czasu do czasu przez wpisy na moim blogu, zawsze postrzegane są jako problem do pilnego rozwiązania. Tym razem bohaterami tego postu też są wszelkie pozostałości włóczkowe. 


Z premedytacją piszę włóczka bo w składzie tych nitek jest gro wełny ale nie na 100%, jest sporo alpaki, jedwabiu, trochę nylonu, moheru a nawet włókna bambusowego. Wszystkie nitki oscylują rozmiarowo 100g - 420 m.


Ten rozmiar jest umowny bo oprócz typowych resztek po skarpetach (Lang, Fabel, Flora itp.) jest bardzo wiele nitek, które uprzędłam z myślą o czapkach, swetrach czy rękawiczkach. Kilka z kłębuszków wplecionych w ten niby szal pochodzi z jednego z pierwszych swetrów, który robiłam w stylu Fair Isle. 
 

Te różnice materiałowe są nieznaczne ale jest kilka miejsc gdzie można zaobserwować rozbieżność w grubości nitki, no cóż taki urok rzeczy z resztek. Robi się z tego co się ma a nie z tego co by się chciało mieć :)



Pomimo dość sporych rozmiarów bo to prawie dwa metry długości i 17cm  szerokości złożonego szala, bo tu nie ma lewej strony (a raczej jest w środku) - to i tak jakoś tych nieszczęsnych resztek nie ubyło. Wzór z jakiegoś starszego magazynu Rowan trochę zubożony bo w oryginale te środkowe oczka we wzorku są w trzecim kolorze mnie aż na taką ekstremę nie było stać. Zszywałam tradycyjnie bo kiedyś już robiłam taki "resztkowiec" i zostawiłam żywe oczka bardzo źle się to zbierało. Jedyna rzecz, która mnie dobijała to chowanie nitek, pomyślałam o takich resztkowych skarpetach ale dłużej bym chowała  nitki niż robiła te skarpety - to najmniej przyjemne zajęcie przy dzierganiu jakie znam. 



Zastanawiam się czy zrobienie takiego szala zaplanowanego, z tym samym motywem kolorystycznym też nie byłoby ciekawe, może coś takiego jeszcze zrobię :) Pomimo powtarzalności wzoru nie była to nudna praca bo samą zabawą było dopasowywanie następnych sekwencji kolorystycznych. Nie wszystkie paski do końca "grają" ale te drobne zgrzyty dodają całości smaczku. Druty 2,75 moje ulubione bambusy ChiaoGoo. Myślałam że będę używać z większą przyjemnością oliwnych bo są takie stynowo-gładkie w dotyku i na tyle twarde, że się nie odkształcają jak bambus ale ta ich sztywność powoduje, że pękają a przy ich cenie serce może boleć. 





Zdjęcia ogrodowe zrobił PM bo z kilkunastu zrobionych zdjęć przeze mnie jedyne nadające się do umieszczenia w internecie ładnie prezentuje ścianę za mną. 



Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 10 lipca 2022

Najwyższy czas

Na drugi weekend czerwca zapowiedziała się z krótką wizyta moja siostra z Berlina. Pomimo bardzo krótkiego czasu tej wizyty starałyśmy się nadrobić wszystkie pogaduszki ciesząc się własnym towarzystwem. Nawet nie myślałam o tym by odrobinę czasu stracić na druty czy inną działalność tu opisywaną, więc nie było o czym specjalnie pisać. W następny weekend czerwca szłam na spotkanie klasowe ale zaległości z pobytu siostry trzeba było nadrobić w dodatku ogród zaczął domagać się natychmiastowej interwencji więc zamiast opisywać poczynania na drutach czy kołowrotku doprowadzałam ogród do stanu ujarzmionej dżungli. Lubię mój ogród i uwielbiam posiadanie własnego warzywniaka i zielnika ale jeśli chce się mieć jakieś "plony" to uwaga jest konieczna no i trochę pracy :)





Później przyszło wielkie ciepło, które mi nie przeszkadzało ale skutecznie rozleniwiało i odbierało chęć robienia czegokolwiek wełnianego. Coś tam robiłam ale w tempie pracy w strefie tropikalnej, więc czesanka z zdjęcia powyżej bardzo wolno zmieniła się w trzy szpule singla, 


który stał się poniższym motkiem. Wełna jest miła, w energetycznej barwie ale co z tego będzie tego nie wiem, takie sobie przędzenie bo kolory ładnie się układały na szpulkach :)


Z dużym zapałem pozbywam się resztek wełnianych, które przybierają kształt podwójnego szala (robię na okrągło) na razie mam trochę ponad metr więc jeszcze brakuje drugie tyle ale podczas upału nie było szans by to robić, grzało podwójnie. Szal będzie zbieraniną wszelkich resztek włóczek od mojej przędzy po włóczki sklepowe. Na razie jednak leży w odstawce bo mnie pochłonęły inne rzeczy.


Na początku sierpnia przyjeżdża siostrzeniec w odwiedziny do babci, a że lubi moje skarpety w wersji wełniano-bawełnianej to zabrałam się za taką parę. Niestety nie mam własnej takiej przędzy a moja chęć zrobienia takiej czesanki spełzła na niczym bo opcja takiego mieszania była niedostępna. Nie było wyjścia musiałam przędzę kupić, jest to zawsze CottonMerino z Dropsa. Jakaż to byłaby idealna przędza gdyby miała dodatek nylonu dla wzmocnienia obu włókien na piętach... muszę się jakoś z tym pogodzić, że ulubione skarpety mojego syna i siostrzeńca są z wyjątkowo słabej do tego celu przędzy. 




Jak już zabrałam się za zakupy to przez ten upał pomyślałam o bawełnie i jakimś topie z niej stworzonym, więc dokupiłam trochę nitek recyklingowej bawełny. Kiedy kupiłam to miałam wymówkę by odstawić szal z resztek, porzucić skarpety i zacząć top, który mam nadzieję skończyć tego lata bo kto wie co jeszcze zacznę jak mnie najdzie ochota. Między tymi zajęciami ogrodowo dziewiarskimi, próbuję dalej wypełniać wielki haft a w tle słucham wręcz maniakalnie książek. 



Cieszę się tym, że wróciłam do pisania bo już był najwyższy czas się opamiętać z tego rozleniwienia. Jeszcze trochę i kto wie czy nie obudziłabym się pod koniec lata ze zdziwieniem, że nic nie napisałam a lato leniwie przelało się między palcami ja ciepły piasek.

Pozdrawiam Was niedzielnie  

niedziela, 19 lipca 2020

Titanic

Dawno temu był taki blog o estońskich szalach, wtedy zaczęła się moja fascynacja tą zupełnie niepraktyczną formą dzianiny. Popełniłam kilka estońskich szali ale o wiele bardziej zafascynowała mnie koronka szetlandzka a raczej fakt, że z runa owiec rasy Shetland można uprząść nitkę i zrobić taki szal, takie płynne przejście od runa po gotowy wyrób to coś dla mnie,


Koronka szetlandzka ma jeszcze jedną zaletę robi się ją cały czas prawymi oczkami czyli minimum wysiłku, przynajmniej w moim przypadku bo muszę zawsze pilnować naprężenia nitki przy lewych oczkach. Zaletą takiego przerabiania jest też to, że wzór jest bardziej kwadratowy niż prostokątny jak w przypadku prawej i lewej strony.


Zafascynowana nitkami jakie przędzie pod koronkowe szale Margaret Stove kupiłam jej książkę, pierwsze co zrobiłam to małą trójkątną chustę ze sklepowej włóczki, podobała mi się ale jeszcze bardziej mi się podobał ten sam wzór z mojej przędzy. Zachęcona tym, że jakoś tak sprawnie i przyjemnie mi się uprzędło nitkę pod chustę postanowiłam uprząść jej więcej pod znacznie poważniejszy projekt. 



 Zamówiłam specjalnie pod ten szal mieszankę rasy Shetland i jedwabiu morwowego (75% / 25%), było tego 500 g więc spokojnie miało starczyć. Zaczęłam z wielkim zapałem ale zaraz na początku zrobiłam coś czego nie powinnam robić. Zamiast uprząść całą nitkę to uprzędłam część i już zaczęłam robić szal, bo przecież w trakcie dziergania doprzędę resztę. No i stało się to co często mnie dopada przy wielkich projektach wzór zapamiętałam i zaczął być nudny, robótka poszła do leżakowania bo ja znalazłam coś bardziej interesującego. 


W międzyczasie posłałam kilka próbek mieszanki celem pochwalenia się jaka świetna, później uprzędłam z niej nitkę pod rękawiczki w dodatku ufarbowałam na kolorowo i do dzisiaj leżakuje bo jednak to nie to.
Co pewien czas wracałam do szala przerabiałam tak długo aż mnie nie znudził by znowu mógł spokojnie leżakować do mojego następnego zrywu.


No i pewnego dnia doszłam do wniosku, że jak tak dalej pójdzie to zdążą mole go pociąć nim skończę więc mocne postanowienie, już bez wymówek trzeba kończyć. Uprzędłam resztę czesanki na 2-nitkę i dziergałam tylko, że brakło !!!
Tak sobie myślałam nie przędę tak dobrze jak Margaret, ani nie mam się co porównywać z 2-nitką maszynową na tego typu szale (100 g -1200m, 2-ply) no i uszczknęłam z tej mieszanki niejednokrotnie. 
Musiałam ostatni koronkowy bok zrobić z nitki już z samego runa Shetland, w dodatku trochę jaśniejszego co dokładnie widać (na zdjęciach też) , po dłuższym czasie powinno się wyrównać kolorystycznie ale już sama świadomość drażni.  



Ale to nic w porównaniu z odkryciem jakie poczyniłam w trakcie czynienia tego ostatniego boku koronki ...
Szal jest kwadratowy zaczynamy od zrobienia całego dolnego pasa koronki i rożków, później  nabieramy oczka wzdłuż wewnętrznego boku koronki i przerabiamy: boczną koronkę, wnętrze szala i drugą koronkę, jak dochodzimy do końca to przerabiamy tylko koronkę zamykającą zbierając oczka wnętrza szala. I tu ujawnia się "dziewiarska katastrofa na miarę Titanica" :)
Przy nabieraniu oczek na pierwszy bok koronki solidnie się pomyliłam bo o jakieś 50 oczek a raczej o 10 rombów, niestety odkryłam to dopiero próbując policzyć jak powinnam zbierać te żywe oczka na samym końcu. By poprawić ten błąd powinnam spruć cały szal do pierwszego  koronkowego brzegu a na to nie miałam siły, postanowiłam skończyć w takim stanie jak jest, uprać i ułożyć a później zdecydować co z tym zrobić.
Z kwadratowego szla zrobiłam prostokąt, szal jest olbrzymi bo to prawie 4 metry kwadratowe, ciężki, bardziej kocyk niż zwiewna koronka jedyna pociecha to to, że nitki powinno zostać bo szal ma o 1/3 więcej oczek środka - ciekawe czemu mi się tak dłużyło przy nim :)
Przy układaniu musiałam dwa boki bardziej rozciągnąć by pomieścić te dodatkowe oczka.


Właściwie to jest miły dla oka, trochę nieforemny przy złożeniu w trójkąt ale to nie ujmuje mu urody tak jak jeden błędny romb, który ujawnił się dopiero przy suszeniu,  chociaż on też ginie przy złożeniu dzianiny.
W tej chwili mam mieszane uczucia - ulgę, że nareszcie skończyłam wiecznego UFO'ka ale ta porażka rachunkowa długo będzie mnie męczyć.


Pozdrawiam Was niedzielnie powolutku tonąc jak Titanic z dziurą w wierze własnych umiejętności. 

niedziela, 25 grudnia 2016

Taki szaliczek

Można by przypuszczać, że szalik to najprostsze dzierganie jakie może być, no bo cóż trudnego w zrobieniu prostokąta dzianiny w odpowiednich wymiarach. No chyba, że się wymyśli coś co jest szalikiem ale zachowuje odpowiednie parametry estetyczne  - przynajmniej dla mnie :) 



Wrabiane wzory mają to do siebie, że lewa strona, jest lewą stroną, w wypadku czapki, skarpet, swetrów to specjalnie nie przeszkadza, jednak już w przypadku szalika ta lewa strona nie za bardzo jest pożądana. Można zastosować "podwójne dzierganie" ale jak ktoś stosował to wie ile to wymaga samozaparcia a mnie na razie nie stać na prawie 2 metry dzianiny w tej technice.


Kiedyś popełniłam już podobny szalik, powstał z przemożnej chęci pozbycia się resztek włóczek, które zaczęły powoli wysypywać się z szafy. O dziwo ten szal szybko znalazł bardzo zadowolonego amatora gdzieś w Wielkiej Brytanii, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie jest to całkiem zły pomysł. Na bazie tego "resztkowca" powstał szalik - prezent do wcześniej czynionych rękawiczek, czapki i getrów . Wszystkie te dzianiny mają wspólny motyw wielkiej czerwonej gwiazdy na pasiastym tle ( wzór z Drops'a przerobiony na moje potrzeby).


Reszta wzorów to wariacje na temat gwiazdek lub po prostu wzór wpasowujący się w wymiar wzoru głównego. Szal dopełnia prezentowany wcześniej komplet a warkocze na szarym tle nawiązują do warkoczy pojawiających się w getrach. Niestety tym razem włóczka nie jest moją przędzą, jest to nowy produkt Drops'a Flora, włóczka to mieszanka wełny i alpaki (50g - 200 m). Włóczka całkiem przyjemna podczas dziergania na dodatek miła w dotyku a kolorystyka zbliżona do tej, której potrzebowałam.


Szal ma niecałe 2 metry na jakieś 16 -17 (x 2) cm, tak się śpieszyłam, że nawet dokładnie nie zmierzyłam ale to całkiem spory kawał dzianiny. I tu właśnie muszę nadmienić, ze niby taki szalik a wymagał dość sporo pracy :)
Nosić można na kilka sposobów a łączenie z żywych oczek daje możliwość przerobienia na tradycyjny szalik z dwoma końcami. Prezent został przyjęty przychylnie a ja mam nadzieję, że posłuży kilka lat nie nudząc się zbyt szybko.

Włóczki zostało na skarpety więc będą jeszcze skarpetki, które już się tutaj pojawiły a przynajmniej ich kawałek. Od ponad trzech tygodni walczę z rwą kulszową więc przędzenie w dalszym ciągu w ilościach aptekarskich ale na drutach na pewno coś powstanie a skoro coś powstanie to na pewno tu zaistnieje.

Gwieździsty szal jak najbardziej wpasowuje się w święta z gwiazdką w tle, wiec na dalsze świętowanie wszystkiego dobrego ślę.

niedziela, 4 grudnia 2016

Bez zmian

A u mnie bez zmian nie wiem czy to znak czasów, czy już ten etap w życiu kiedy wszystko trwa wieki, pomysłów tysiące, zajęć dziesiątki tysięcy a czasu nie ma -  wyszedł jakiś rok temu i nie wrócił :( 
Zrobiłam dziecku skarpety (rozmiar 45 :),  z mieszanki bawełny z wełną (włóczka z Drops'a)  nie wiem czy na skarpety to dobry wybór. Pięta nie dość, że robiona fałszywym angielskim to wzmocniona nitką, którą dodają do włóczki Lang w wersji na skarpety ale czy ta włóczka długo wytrzyma nie wiem, chyba raczej nie. 


Sama włóczka zwróciła moją uwagę z powodu właśnie tego nietypowego połączenia, taka sprężysta bawełna niby chłodna a jednak objętością zapowiadająca ciepło. Mam nieodpartą chęć wypróbowania tego w swetrze i już nawet wiem, który to będzie.
Sama włóczka jest dwukolorowa ale w wypadku skarpet zupełnie to nie przeszkadza, za to na sweter wybiorę może coś bardziej jednolitego.


Jakieś dwa tygodnie temu lub nawet więcej narysowałam wzór na szalik i ten nieszczęsny szalik jeszcze z dwa tygodnie będę czynić. Szalik jest na prezent więc całości na razie nie pokaże tylko wzór główny, który przewija się przez cały komplet. Jest to takie dzierganie i w takiej ilości, że prawdopodobnie z powstałej dzianiny byłby sweter. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć jeszcze w tym roku.


No i jakoś tak nawet nie wiem kiedy postanowiłam namieszać bo jak dłużej nie będę prząść to popadnę w rozpacz. Mieszanki nie dużo, wykorzystałam jakieś resztki, oraz inne mieszanki nawet nie wiem co dokładnie tam jest - na pewno trochę brązowego Corriedale, trochę innego owczego brązu, trochę alpaki w brązie, coś czarnego podejrzewam bambus, jakieś włókno roślinne - to te białe, no i kolorowy jedwab.


Zdjęcie z lampą ukazuje dopiero w pełni blask jaki daje jedwab, bo przy zwykłym świetle to tylko plamy koloru. Mam zamiar zrobić trochę grubszą nitkę połączyć z inną równie grubą i zobaczyć jak będzie się prezentować w dzianinie.


Nie wiem czy na przyszły tydzień wpis się ukaże a całkiem możliwe, że będzie coś dopiero na święta w desperacji zaczynam przygotowywać list gończy za zbiegłym "wolnym czasem" :(

Pozdrawiam Was niedzielnie z zimą za oknem i bolącym gardłem - jeszcze tego mi trzeba.

niedziela, 31 maja 2015

Bardzo duży szal

Ukończyłam szal  wg wzoru z BT,  był to jeden z przyjemniejszych projektów, który zrobiłam w ostatnim czasie. Zakupiony wzór leżał już od jakiegoś czasu, pierwszy raz zaczęłam robić ten szal z własnoręcznie przędzionego merynosa z jedwabiem ale okazało się, że zupełnie mi nie odpowiada ten merynos w szalu. Mając czesankę Corriedale wymieszaną zgodnie z moim życzeniem a do tego chęć poznania nowego sposobu skręcania nitki - zaowocowało to takim tworem. Uprzędłam nową włóczkę na szal i zaczęłam dziergać.


Okazuje się, że nitka typu "cuma" to dokładnie ten rodzaj przędzy, który widziałam w tym szalu, nitka jest zwarta nie mechaci się, na dodatek zachowała swą sprężystość nawet wydaje mi się, że ma jej więcej niż tradycyjna 4 - nitka, czuje się w nim taką solidność przędzy. Szal jest dokładnie taki ja ma być, po prostu dla mnie ideał a Corriedale zaczyna być runem wyjątkowo przeze mnie lubianym. 


 Jak zwykle z barku ludzi szal prezentuje manekin ale na człowieku (czyli mnie:) wygląda równie dobrze tylko zdjęcia w lustrze wychodzą  do niczego. Uprzędłam trochę ponad 500 g runa niestety zupełnie nie wiem ile było metrów w motkach ale tak średnio ok 200 - 210 m w 100 g - tak sobie to wydedukowałam po ilości nawojów na motowidle. Zostało mi 42 g włóczki i w pierwszej chwili chciałam doprząść by zrobić jeszcze jedno powtórzenie wzoru ale się powstrzymałam  - i dobrze.


Oryginalny wymiar szala to 77 1/4 cala  czyli jakieś 196 cm - mój ma 230 cm czyli sporo dłuższy ale też jest o 4 cm węższy bo w oryginale to 42 cm a u mnie 38 cm, tak to bywa jak się robi z własnej przędzy a nie tej, wg której wzór został rozpisany - tylko w tym przypadku to zupełnie nie ma znaczenia przynajmniej dla mnie. Szal robiłam na drutach nr 5 więc robótka wręcz ekspresowa a podczas ostatniego chłodnego tygodnia bardzo pożądana - cudnie grzał kolanka.



Wzory z BT bardzo trafiają w moje gusta i upodobania a ten szal wręcz ujął mnie swą prostą elegancją a delikatnie szare runo jeszcze bardziej podkreśliło jego urok. Wzór pomimo prostoty i układu prawych i lewych oczek wymagał uwagi, na jednolitej dzianinie drobne różnice musiałam dość uważnie śledzić.
Przędzenie nitki na skarpety dla ojca zakończyłam i powinnam prząść merynosa superwash + nylon na moje testowe skarpety ale musiałam uprząść kawałek "Pieśćca" :) O nowych runach, które pojawiły się w sklepiku pisałam kilka postów temu, jednym z nich jest mieszanka różnokolorowych run owiec z Islandii a raczej włosa puchowego z tych run bo to 25 mic. Kolor mnie zachwycił i dla porównania zdjęcie z moim szalem w tle, "Lis Polarny" bo tak oficjalnie nazywa się ta mieszanka jest kolorystycznie cieplejszą i bardziej równomierną wersją mojego mieszańca z Corriedale.
Przędzie się bardzo przyjemnie, nitkę można wyciągnąć cienką ale przy powielaniu (navajo) już nie było tak miło, włos puchowy sam w sobie jest dość krótki i słaby, nitka w niektórych miejscach się rozwarstwiała i rwała - tradycyjna 3- nitka jest w przypadku tego runa lepszym wyborem - nitka trafi w rękawiczki i tam będzie poddana testowi na wytrzymałość - bo kolor jest piękny.


W ostatnich postach króluje szarość więc może nie super kolorowo ale inaczej - zestaw guzików, które jakoś tak same się zakupiły :) 
Oczywiście potrzebowałam 5 guzików + jeden w zapasie do swetra PM a reszta to już wypadek ale czyż można się im oprzeć ...


W dalszym ciągu wyczekując ciepła pozdrawiam Was :)

niedziela, 26 kwietnia 2015

Niewiosenna zieleń

Zieleń ale z wiosną niewiele ma wspólnego, jakiś czas temu w Knitting  Daily pojawiła się taka ozdobna tuba w całości, która nie dawała mi spokoju. Jest kilka rzeczy, które mam zamiar zrobić ale nie mam jeszcze uprzędzionej wełny, jest kilka rzeczy które koniecznie powinnam skończyć ale weny brak . Na taki zestaw mocy i niemocy najlepszy jest nowy pomysł.


Został mi motek prószonej zieleni, zostało mieszane Corriedale (jest w nim odrobina szarości), zaczęłam dziergać, powolutku od świąt po kilka rzędów przyrastało aż stało się oczywiste, że ciemnej prószonej zieleni nie wystarczy, doprzędłam motek oprószyłam jaśniej i dziergałam dalej. Brakło jasnego szarego, to doprzędłam i tak dziergałam aż tuba - zwana przez PM "workiem na kartofle" osiągnęła  ponad 50 cm długości. 


 Zieleń we wzorze łagodnie przechodzi z ciemnych paciek w jaśniejsze, o dziwo ta "paciatość" w tego typu dzianinie mi się podoba co jest dla mnie samej zaskakujące - nie cierpię "paciatych" włóczek a tu jest dobrze.




Już jak zaczynałam wiedziałam, że ten kawałek szala będzie zapinany na guziki, nie wiedziałam jak wykończę ale miało być funkcjonalnie i to we wszystkich możliwych wariantach, Niestety z barku chętnych a właściwie pod nieobecność domowników zdjęcia na pomocy "naukowej". 



Pobawiłam się w różne ustawienia, układy i pozy, zdjęć narobiłam sporo - "szalo otulacz" można ubierać na płaszcz lub pod niego w zależności od temperatury na dworze i odporności na zimno. Centralna wzorzysta część jest robiona w okrążeniach,więc nie ma lewej strony a na dodatek jest bardzo ciepła, do wykończenia końców posłużyła mi cuma :)
Zależało mi by jak najszybciej sprawdzić jak będzie wyglądała w dzianinie nitka (cuma) z poprzedniego wpisu - mięsistość podwójnej dzianiny eliminowała wszelkie inne nitki, które mam a ta swoją objętością, i grubością pasowała całkiem dobrze. Cuma zdała egzamin i mam zamiar popełnić jej prawie 500 g na kolejny szal bo pięknie wyglądają wydzierganie z niej wzory fakturowe. 



Wzory dobrałam tak by pasowały do niedawno skończonych rękawiczek, w szalu kwadraty nawiązują do kwadracików rękawiczek a wzór ściągacza rękawiczki przerobiłam tak by mnogość dziurek dawała wiele możliwości spinania szala. Prószonej zieleni zostało tyle, że może to nie ostatnia odsłona tego zestawu.


By nie było, że wiosna za oknami a ja wyskakuję z zimowym kompletem proszę nawet całkiem egzotyczne zdjęcie - jedyny owoc, który przezimował ale i tak jesteśmy zadowoleni bo w tym roku cytryny przezimowały całkiem dobrze.


Oraz zdjęcie z ogrodu,  wiosna u mnie też już jest ale te okoliczności przyrody zostawię bo za tydzień nie będzie o czym pisać - zajęć mam mnóstwo tylko nie tych, na które mam ochotę, więc zaserwuję Wam ogród.


Pozdrawiam Was z wiosną w tle :)