niedziela, 18 października 2020

Na jesienne smutki

 Na smutki jesienne zawsze u mnie były jakieś słodycze, by tradycji stało się zadość powinnam jakieś candy zorganizować. W tym roku przy zwyczajnej szarudze jesiennej mamy jeszcze inne poważniejsze smutki więc może chociaż na chwilkę coś innego.

Tak sobie myślę, że bardzo odbiegłam z tematyką od głównego założenia, że miało być głównie o przędzeniu. Przędę mało, a jeśli już to runo, które znam i lubię czyli opisane z każdej strony. Muszę trochę poprawić swój wizerunek prządki wiec organizuję candy bardzo tematyczne.




Tym razem nagroda jest jedna ale powinna się spodobać obecnym i przyszłym prządką - jest to książka "Spin, Dye, Sttich" - w bardzo przystępnej i skoncentrowanej formie opisuje każde z zagadnień. Nie jest to kompendium szczegółowej wiedzy ale raczej coś co naświetla temat jak zacząć lub przypomina jak coś się robi. Książka jest pełna zdjęć więc nawet prządka, taka jak ja nie władająca biegle językiem angielskim sobie poradzi. 
Do tej książki są dwa baty po 70 g.



Kolorystycznie takie same w bardzo jesienno-dyniowej tonacji ale z dodatkiem puchu z jaka, brązowej alpaki i cynowej poświaty jedwabiu puduncle, wełna to merynos 23 mic. 




Aby wziąć udział w losowaniu należy zostawić komentarz pod tym postem wyrażający chęć i czekać do ranka 1 listopada kiedy to złapię jakąś sierotkę i przymuszę do wylosowania jednej osoby :)


Pozdrawiam Was niedzielnie z nadzieją wypatrując poprawy pogody - cebule tulipanów muszę posadzić a zanosi się na sadzenie ryżu :(


niedziela, 11 października 2020

Drobiazgi


Mitenki, do których potrzebowałam bardzo cienko przędzionej alpaki suri są gotowe. Trafiły w miejsce docelowe i się podobają - co mnie cieszy. Cienko przędziona suri miała tylko jedno zadanie, dodać drobny włosek całej dzianinie. Ostatnio bardzo mi się podoba dzianina z drobnym włoskiem - miłym włoskiem :) Dodaje on dzianinie takiej przytulności, miękkości, chęci "miziania" jak zwierzaka z miłym futerkiem. 



Mitenki miały być bardzo proste, więc takie zrobiłam ale zamiast tradycyjnie kończyć ściągacz na prosto postanowiłam zrobić to trochę inaczej. Zaczęłam od wnętrza dłoni i w kolejnych okrążeniach zmieniałam stopniowo po dwa oczka ściągacza na prawe. Od wnętrza dłoni wyszła taka łezka w dół, która okala wnętrze z prawych oczek ściągaczem na nadgarstku. 


Wnętrze na tyle mi się spodobało, że postanowiłam w dalszym ciągu tak zmieniać oczka ściągacza w dżersej na wierzchu dłoni, kończąc skrzyżowaniem dwóch ostatnich oczek w delikatnym szpicu ściągacza. Na wierzchu ściągacz kończy się dość wysoko ale ładnie zbiera prawe oczka dżerseju, które robione po ściągaczu zawsze poszerzają dzianinę. Tym sposobem mitenka lepiej dopasowuje się do dłoni. Zastosowałam w tych mitenkach to co powinno być robione przy każdych dobrze dopasowanych rękawiczkach, zrobiłam mały palec i dorobiłam 2 rzędy więcej by dopiero później robić resztę palców. Tak dopasowane palce będą na pewno leżały lepiej, takie rękawiczki są "skrojone" na miarę, niestety często robię rękawiczki we wzory wrabiane i to bardzo psuje szyki przy rozrysowywaniu wzoru. 
Wszelkie niuanse z klinami przy kciuku też zastosowałam ale będę Was tym męczyć przy jaśniejszej dzianinie bo na tych zdjęciach z ledwością widać ściągacz, o którym piszę :( 


Mniej kłopotów miałam ze zrobieniem zdjęć ostatnio uprzędzionym nitkom, chociaż kolory też przekłamane. W ostatnim poście zastanawiałam się czy sposób ściągania batta z drumka ma wpływ na układ kolorów w nitce. Brązowa szpula to mieszaniec, środkowa ściągnięta przez diz, ostatnia w tradycyjny sposób. Jeżeli jest jakaś różnica w rozmieszczeniu kolorów - to ja jej nie widzę. 



Jedyne co musze przyznać, że ściąganie przez diz dało mi jedno długie pasmo, ładnie poluzowanej i rozciągniętej czesanki przez co przędło się o wiele przyjemniej. 


Nitka wyszła w wiosennej kolorystyce ale pierwsze skojarzenie do "mohito" też może być, drobne niedoskonałości związane z ponownym czesaniem są ale i tak uważam, że przędło się bardzo przyjemnie. Do tego ponownie złapałam się na tym, że bardzo lubię runo Chubut. Przy całej mojej niechęci do merynosów ich krzyżówki wręcz mnie zachwycają, Chubut  jest dla mnie wyższą formą merynosa pomimo, że "mieszaniec" :)



Wrzuciłam jeszcze na kołowrotek batt, który powstał ze "śmieci" dość dawno temu i był tylko przekładany z miejsca na miejsce. Sam w sobie miał to coś i pewne by tego nie stracił ale mnie zachciało się 3-nitki na grube stopki (bo na skarpety nie starczy).


Gdybym zostawiła nitkę w singlu to pewnie miałaby jakiś charakter a tak jest szara, ponura i tylko gdzieniegdzie pobłyskuje kolorem i pomyśleć jak niewiele potrzeba by coś zepsuć - dobrze, że to były totalne resztki :) 



Pozdrawiam Was niedzielnie. 
 

niedziela, 4 października 2020

Szarość mięty

Zachciało mi się nowoczesności, po rozważeniu za i przeciw postanowiliśmy zamontować panele fotowoltaiczne - nie dzisiejszy wpis nie będzie o prądzie :) Panele zamontowano bardzo szybko i sprawnie ale by je zamontować musieliśmy spełnić warunek posiadania prądu 3-fazowego oraz liczników na zewnątrz (zgodnie z obecnymi normami) a tego nie mieliśmy. Aby to wszystko mieć trzeba było rozpruć ściany wewnątrz i na zewnątrz domu. Klatka schodowa gdzie były liczniki jest  do malowania. Skoro trzeba malować to potrzebna farba - kolor tego roku na ściany w farbach Dulux to "Szarość mięty" - nie wiem czy bardziej spodobała mi się nazwa czy kolor ale przeglądając wzornik z kolorami to pierwsze co mi się spodobało. By nie było za "miętowo" dołożę do tego kolor naturalnego lnu,  pewnie za tydzień lub dwa trzeba się będzie z malowaniem zmierzyć. 


Cała to sytuacja z doborem nowych kolorów na ściany, napędziła chęć namieszania jakiś wełen w odcieniach zielonkawych i tak powstały baty do sklepiku w kolorze "miętowo-śmietankowego sorbetu" z włóknem miętowym dla podkreślenia "miętowości" projektu. Mają poblask tej szarości, która mi się tak spodobała w farbie na ścianę. 



to chyba najbardziej zbliżony kolor do rzeczywistego 


Druga zielona mieszanka jest dla mnie, już została poddana obróbce na kołowrotku, tym razem zielona mięta w połączeniu z limonką i cukrem trzcinowym z dużym dodatkiem wody sodowej :) Powstało coś co mi przypomina mohito i pod taką nazwą pozostanie. 
Namieszałam tyle by starczyło na parę skarpet, bo mam zamiar się zmierzyć z skarpetami od palców ale z klinem na piętę.


światło wariuje jesienią i kolor przekłamany


Skarpety powstaną za jakiś czas ale ta czesanka jest poddana jeszcze innemu eksperymentowi. Mam zamiar sprawdzić jak układają się kolory w czesance ściągniętej z drumka w tradycyjny sposób i ściągniętej przez diz (krążek z dziurą w środku). 



Nie będę ukrywać taki sposób ściągania czesanki jest o wiele bardziej kłopotliwy i wymaga sporo cierpliwości ale powstaje taśma podobna do tej, w której najczęściej kupujemy czesankę. Pierwsza szpula to mieszaniec bo część ściągnęłam tradycyjnie a część przez diz w następnych różnica powinna być widoczna albo przynajmniej bym chciała ją zauważyć. 
O wszystkich niuansach napiszę jak skończę prząść na razie cieszę się, że znajduję czas na tą najlepszą dla mnie formę medytacji :)



Przy mieszaniu zieloności namieszał się również nowy Klimt, to przecież jesień i jakieś barwy jesienne koniecznie powinny nas podnosić na duchu swym ciepłym kolorem. Poprzedni zestaw znalazł bardzo szybko amatorkę - lubię kolorystykę obrazów Klimta - bogactwo złoceń daje poczucie czegoś wyjątkowego  jak jedwab eri :) 



Ostatnie zdjęcie mówi, że to już jesień stuprocentowa, jak co roku o tej porze kiszę kapustę ale tym razem mam nowy garnek i jestem bardzo z niego zadowolona bo mieści ponad 10 kg kapusty. Garnek ma pokrywkę a ja kupię chyba jeszcze krążek obciążeniowy i pozbędę się wielkiego kamienia używanego do tej pory. Pewnie na początku listopada kapusta już będzie gotowa a to już zwiastuje zimę. 




Pozdrawiam Was niedzielnie.