niedziela, 6 sierpnia 2017

Coś dla PM

 Było długo i nudno ale mimo wszystko całkiem przyjemnie i bezstresowo, wzór już opatentowany, bo na podstawie tego swetra, z przerwami podczas ciepła ale skończyłam - oto sweter dla PM. Tym razem w pięknej szarości z akcentami grafitu, włóczka to alpaka z Dropsa, po dość długim myśleniu o zmianie włóczki jednak ze względów oczywistych pozostałam przy alpace. Alpaka jako włókno jest o wiele bardziej odporna na mechaniczne uszkodzenia a z racji długotrwałej znajomości z PM śmiem twierdzić, że jeno żelazne odzienie przetrwa na wspomnianym grzbiecie.


PM stanowczo odmówił przymiarki oraz prezentacji swetra na swojej osobie, ponoć jest za ciepło :)
a skoro zaistniał brak współpracy ze strony PM to sweter prezentuje obojętny na upały manekin.
Postura PM zupełnie nieprzypomina smukłości kształtów styropianu ale sweter jest zupełnie prosty więc i nie ma co wielce pokazywać.


Zadowolona jestem z listwy guzików całkiem ładnie układających się ramion, kształtowanych za pomocą rzędów skróconych do tego pas drobnego wzoru zaburzający ogrom prawych oczek ale tak nienachalnie, prawie niewidocznie. Ogólnie takie całkowite "nic specjalnego"  ale jednak coś tam w sobie ma. 


PM nie cierpi wszelkich ściągaczy dlatego rękawy, dół swetra oraz półgolf są wykończone listwą prawych oczek złamanych rzędem lewych, oczka od wewnątrz są w ciemniejszym kolorze. Pomimo podwójnej dzianiny brzegi nie są grube, zastosowałam mniejszą liczbę oczek i mniejszy rozmiar drutów, oczka ciemne i jasne przerobiłam razem, dalej robiąc pojedynczo co dało wyjątkowo plastyczne połączenie. Reszta przerabiana na drutach 2,75 dzianina nie jest zbyt zbita ani zbyt prześwitująca.


O czasu jak zobaczyłam u Kate Davies podszytą listwę na guziki, stosuję ten trik zawsze, może strona wewnętrzna przez to trochę traci na elegancji ale od strony praktycznej jest to bardzo dobry patent. Miejsce przyszytych guzików nic się nie wyciąga, guziki nie wiszą no i ładniej wygląda sama dzianina przeznaczona pod listwę.


Guziki kupiłam u IK, są zrobione z kokosa i muszę przyznać wyjątkowo mi pasują do tego swetra, na jasnej włóczce wyglądałyby ładnie ale dwa rzędy ciemnej szarości podkreślają ich kolor. I to byłoby na tyle, no może jeszcze wspomnę, że zostało mi 5 szarych motków i jeden grafitowy, z tym co zostało mi z poprzedniego swetra i z tym co mam zachomikowane to mam alpaki na co najmniej  3 swetry dla siebie - tylko ja jestem wełniana :)



A skoro o guzikach to muszę się pochwalić, że powolutku ale systematycznie pracuję nad pościelą z lnu, a z moją siostrą z Berlina przybył ostatni element potrzebny do wykończenia poszewek - guziki pościelowe. U nas znalazłam je w jednej internetowej pasmanterii - guziki drogie ale koszty przesyłki pobiły wszystko - taniej było kupić w Niemczech.
Guziki są śnieżno białe ale prawdopodobnie po kilku praniach nabiorą odpowiedniego koloru z lnu i nie będą tak bieliły się ale o pościeli napiszę więcej jak skończę.



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 30 lipca 2017

Półprodukty

Półprodukty to coś, czego robienie ostatnio wychodzi mi najlepiej i to już nawet nie chodzi o okres wakacyjny ale mam jakiś przestój i finalne produkty jakoś nijak nie wychodzą spod moich rąk. Za to gromadzenie i robienie nowych nitek ma się u mnie całkiem dobrze. Precelki, motki i wszelkie inne dobro wełniane znajduje się u mnie w dwóch pudłach kartonowych w szafie, dwa następne pudła są  w "wełnianym pokoju" (ten gdzie jest czesanka ze sklepiku). Z boku wspomnianej szafy dwa kosze z trawy morskiej przebierają wełnianymi motkami, teraz motki zagościły już na stole w dekoracyjnej misie.

Nie przetwarzam tego dobra tylko robię i gromadzę, niektóre motki mają konkretne przeznaczenie ale ja w dalszym ciągu tylko to dobro w postaci nitek produkuję i pomnażam. Ostatnio pisałam, że postanowiłam zmieniać moją autorską mieszankę (Polwarth, szary merynos, jedwab i kaszmir) w nitki ale nie takie jak zawsze tylko trochę inaczej wyglądającą 4-nitkę - tzn. : kabelek - następna nitka do kompletu.


Trochę się martwiłam czy przy pierwszym skręcaniu 2- nitek, nie mam za mało skrętu ale jak widać kabelek wyszedł więc skręt był w porządku, no ale też podczas podwajania sprawdzałam czy ten kabelek się pojawi - czyli sama się trochę niepotrzebnie nakręciłam.


 Nitka pomimo 4 singli nie do końca równa a to za sprawą dość cienkiego przędzenia (myślałam, że będzie jednak cieniej a jest tylko - w75g - 340m), są miejsca gdzie trafia jedwab na jedwab i tam jest wyraźnie cieniej za to w miejscach wełnianych nitka jest bardzo puchata. 


Jeszcze nie wiem co z niej powstanie ale bardzo mi się podoba bo pomimo swych drobnych parametrów jest nitką, która może zaistnieć na całkiem sporych drutach - ja myślę, że druty od 2,75 do 3, 25 będą dobre. 
Oczywiście następnymi półproduktami czynionymi z lubością są batty, już nawet nie kręcę nosem, że nie są dla mnie tylko do sklepiku po prostu bawię się kolorami i materiałami a pocieszam się tym, że jak kupi jakaś znajoma prządka to i tak zobaczę co powstało :) 

morska zieleń z różowo fioletowym a do tego jedwab


Kolory na bazie merynosa ale przemieszane bielą South American i oczywiście jedwab bo bez niego jakoś tak biednie a ma być na bogato. Obiecałam znajomej, że namieszam jej podobne batty do wcześniej kupionych ale nie ma szans. Tamto mieszanie było z użyciem przeze mnie farbowanej czesanki czyli nie do powtórzenia do tego jeszcze wszystkie kolory jakie mam też nie pasują - na próbach  powtórki  najczęściej się polegnie. 


pudrowy róż, fiolety po złamane błękity z dużym jedwabiem

Ostatnie mieszanie wstawię do sklepiku ale jak się nie sprzeda to będzie chyba dla mnie bo to brązowe alpaki, brązowe Corriedale, Shetland Moorit, merynos w oliwkowym kolorze no i trochę błysku angeliny - dla mnie niekoniecznie musi być ta angelina ale jak już jest to nie będę rwać włosów. Kolorystyka jak najbardziej moja - takie leśne runo jest w moim guście. 



W prawdziwie letni niedzielny poranek pozdrawiam Was.

niedziela, 23 lipca 2017

Brak pomysłów

Sweter PM praktycznie na ukończeniu, mój oversize - przód podciągnięty pod pachy ale z powodu letniej pogody a wręcz gorąca obie dzianiny omijam. W tej chwili relaksuję się przędąc troszeczkę, zupełnie bez planu, bez przeznaczenia. Zamieniam w nitkę czesankę wymieszaną na moje życzenie:
Polwarth, szary merynos, jedwab i kaszmir. Nitka będzie 4- nitką ale o wykończeniu "kabla", w książce prezentowane kawałki dzianiny z tak wykończonej nitki wyglądają całkiem kusząco więc może gotowe nitki podpowiedzą co mogę z nich zrobić.



Takie składanie nitki wymaga trochę wyczucia, szczególnie przy podwajaniu, nie wiem czy nie mam za mało skrętu w 2-nitce, mam nadzieję, że nitka będzie dobrze wyglądać. O takiej nitce pisałam tutaj , później jeszcze raz tak wykończyłam nitkę i od tego czasu zarzuciłam bo to jednak pracochłonna technika. W tej chwili lekkie zmęczenie materiału mnie dopadło więc zajęcie się czymś nowym może jakoś pozwoli spojrzeć na wszystko inaczej.

Udało mi się skończyć drugi jagodowy motek ale oba będą leżakowały bo na razie nie mam pomysłu na wzór. Coraz więcej motków zaczyna u mnie leżakować tak jakby musiały dojrzeć do jakiegoś pomysłu.


 Za to zupełnie nie trzeba mnie zachęcać do tworzenia nowych battów, te powstają same pomimo upałów, może nie w takich ilościach jak bym chciała ale staram się by były przynajmniej dwa z jednego koloru (jak się domyślacie drugi jest już nudny bo wiadomo co wyjdzie :)


 Kolorowe czesanki jakie mam to głównie merynos 23 mic ale chętnie dodaję również naturalnie kolorowych run i w tym przypadku jest to brązowy merynos, za to beż i jasny brąz to runo Kent Romney, które ufarbowałam jakiś czas temu.


 W drugim przypadku to praktycznie same merynosy (brąz też naturalny) ale jest dodatek bfl w kolorze jasno fioletowym no i całkiem sporo jedwabiu od naturalnej bieli po pomarańcz.



Jedwab idealnie dodaje blasku a kolory są żywe, kontrastujące takie lekko zwariowane. Patrząc na te kolory odpoczywam i poszukuję straconej weny oby to długo nie trwało bo nic tak nie męczy jak brak iskry poczynań.


Tradycyjnie w lipcu prządki pedałują w rytmie "Tour de Fleece", zostałam poproszona o wymyślenie jakiejś nagrody dla prządki, która będzie liderką w tej rywalizacji. Moja wstępna propozycja wygląda tak - jest coś wełnianego w różnej postaci i o różnym stopniu "podgryzania", jest coś wełnianego w kolorze, są mieszanki, jest blask jedwabiu i super miękkość lamy i puch wielbłąda, jest coś roślinnego a na dodatek będzie coś wymieszanego przeze mnie. Pewnie ostateczna wersja będzie jeszcze z jakimś dodatkiem ale to jest filar tej nagrody i mam nadzieję, że sprawi wiele radości podczas przędzenia. 



Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 16 lipca 2017

Jagodowo

"Very berry" tak nazywała się paczka czesanki w jagodowych kolorach, każdego jagodowego koloru po 25 g. Dla zabawy, dla sprawdzenia przenikalności koloru podczas jednorazowego czesania, w ogóle celem eksperymentu zrobiłam coś takiego. Oba zawijasy po 25 g czyli naprawdę niewiele ale w sam raz na jakiś dodatek do rękawiczek lub skarpet. 


Przejście od malinowego po głęboki granat, starałam się uprząść bardzo cieniutko ale to merynos 23 mic i pomimo przełożenia 1: 25 nitka w rozmiarze około 450 m / 100 g. Na super drobne rękawiczki trochę za gruba ale na takie średnie, do 90 oczek w obwodzie w sam raz, tylko wzór muszę wymyślić. Podczas przędzenia w singlu przenikanie kolorów nie podobało mi się, navajo pozwoliło spojrzeć na nitkę trochę przychylniejszym okiem ale całą prawdę o niej ukarze dzianina.




Kolory dość intensywne w połączeniu z bielą powinny łagodnie przechodzić jeden w drugi ale na razie muszę uprząść drugą porcję no i czeka mnie jeszcze inny eksperyment. 



Nie mogłam zdecydować, które z tych zdjęć bardziej mi odpowiada więc są oba :)


W ostatnim poście pisałam o rami, która jako włókno samodzielne zupełnie nie przypadła mi do gustu, więc wymieszałam ją z wełną. Po uprzędzeniu i potrojeniu (tradycyjna 3- nitka) motek mnie nie przekonywał dalej, był sztywny jakiś taki zgrzebny w dotyku. Dopiero pranie pokazało, że to bardzo miła wełenka, szorstkość gdzieś zniknęła, drobne zgrubienia rami się pogubiły i mam całkiem ładny motek przeznaczony do testu wytrzymałości w skarpetach.

Ze względów praktycznych przestaję robić zupełnie białe skarpety dlatego w tych jako dodatek posłuży nitka z czesanki malabrigo (już nie pamiętam kiedy byłam tak niezadowolona z efektu i komfortu przędzenia - chyba przy przędzeniu pierwszej części tej czesanki). Gdyby nie gręplarka nie przędła bym tego malabrigo, może farbują ładnie, może można się zakochać w ich kolorach ale mnie nie odpowiada zbita wręcz podfilcowana czesanka a kolory to też kwestia gustu. Zmarnować nie zmarnuję bo swoje kosztowała ale to koniec mojej przygody z ich czesankami. 


Nudne prawe oczka w swetrze PM dają mi tak popalić, że wrzuciłam na druty moje ulubione Bfl w kolorze rozbielonej owsianki i zaczynam wielki sweter - nic tak nie cieszy jak własna przędza na drutach w projekcie swetra, który bardzo mi się podoba. To na razie początek ale dzierga się przyjemnie a, że druty grubasy to przybywa bardzo szybko.


Z czystego lenistwa ale też z braku czasu mam w ogrodzie bardzo mało kwiatów, a te co  mam jak np.: piwonie, to kwiaty mało wymagające a wręcz wymagające minimum interwencji, za to zupełnie nie mogłam się oprzeć tym cudownie wyglądającym tawułką. Dostałam trzy rośliny, każda w innym kolorze, posadziłam na lekko ocienionym miejscu, wymagają  wilgotnego podłoża co przy deszczowej pogodzie nie jest trudne - obym tylko pamiętała w suche dni. Całkiem miły widok w ogrodzie pełnym funki, paproci i ziół.





Pozdrawiam Was wyglądając cieplejszych dni - ponoć jest lato :)

niedziela, 9 lipca 2017

O pokrzywie

Musiałam się pozbierać, lekko otrząsnąć z letargu w jaki wpadłam przed planowanym zabiegiem chirurgicznym, a który w zeszłym tygodniu lekarz przesunął na początek sierpnia. Właściwie nie wiem czy się cieszyć czy martwić na razie wiem, że w zeszłą niedzielę post się nie ukazał bo ja biłam się z innymi myślami, teraz nie jest może klarowniej ale już na spokojnie przyjmuję to co zaistniało. Skoro wszystko wywrócone do góry nogami to ja też zajęłam się czymś zupełnie innym i nowym jak dla mnie czyli ramią (pokrzywa chińska). 


Włókno w opisie podobne do lnu tylko delikatniejsze z cechami bawełny, więc jak tego nie sprawdzić, a że moje doświadczenie z włóknami roślinnymi jest praktycznie zerowe to z lekką tremą zabrałam się za przędzenie tej czesanki. No i nie podoba mi się, przędzie się źle (może jestem już zmanierowana wełną) sypie się, nitka nie jest równa bez względu na sposób jej podawania, do tego ma tą szorstkość spotykaną przy lnie, która też nie pomaga w przędzeniu - no taki len inaczej :(




Kocham lniane ubrania i mam ich sporo ale to tkaniny, mam też jeden sweter z mieszanki lnu z bawełną i myśl o zrobieniu czegoś dla siebie od podstaw z podobnego surowca bardzo mi się podobała bo dawałaby możliwość przędzenia nitek na typowo letnie ubrania. Pewnie, że można z gotowych ale jak w przypadku wełny to nie to samo. Niestety w czystej postaci nitka jak dla mnie jest zbyt surowa, zbyt kłopotliwa,  nie wykluczam braku doświadczenia ale jakoś tak nie potrafię sobie przypomnieć by przędziono len z zamiarem dziergania, raczej z myślą o zamianie w płótno poza tym może jednak maszyny lepiej obrabiają ten len dziewiarski bo mnie to nie wychodzi.




Jedyne co mi się podoba w tym włóknie to to, że nie skrzypi jak róża czy bambus a to wielki plus, nie znoszę skrzypiących włókien, a że zaczynałam od bambusa, który skrzypi jak styropian o szybę to brak dźwięków jest dla mnie miłym zaskoczeniem. 
Uprzędłam może jakieś 20 g, nitka nierówna, włochata, sztywna jak sznurek, przy mocniejszym skręcie można się pokusić o przędzenie własnych napędów do kołowrotka :)
Zastanawiałam się nad wykorzystaniem tego nietypowego singla i wpadłam na pomysł zrobienia śnieżynek na choinkę ale nierówności nie dodają im uroku a liczenie oczek jest kłopotliwe więc pomysł odpada. 


Nie pozostało mi nic innego tylko wdrożyć w życie  pierwotną myśl  dodawania tego włókna do wełny celem wzmocnienia np.: pięty w skarpecie - przecież nie musi to być nylon może być coś naturalnego.
Wymyśliłam sobie, że wykorzystam runo Shetland'ów z uwagi na bardzo podobną fakturę do rami, wymieszałam na gręplarce dokładnie, przepuszczając trzy razy. Mieszając te czesanki nareszcie poczułam dogłębnie dlaczego kupiłam tą gręplarkę - dokładnie o to mi chodziło sprawdzić na drobnej ilości materiału różne połączenia i dopiero później zamawiać kilogramy - tak to był idealny pomysł :)

38 g Shetland + 17 g ramia + może z 3 g jedwabiu
Mieszankę przędzie się cudownie co nie oznacza, że jest idealna ma trochę kulek z bardzo drobnych włókien rami ale te można usunąć. Na razie nitka jest na szpulkach, będzie to 3 nitka w wymiarze na skarpety i to przesądzi o losie tej pokrzywy.


Za to bez zbędnej zachęty i kłopotów uprzędłam sobie ponad 500 g 4- nitki na sweter pokazywany kilka wpisów wcześniej. Zamysł był taki by nie kupować wzoru tylko coś wykombinować ale nawet kombinować mi się ostatnio nie chciało, więc wzór kupiłam no i chyba wrzucę za chwilę na druty - tylko wzór przerobię pod siebie :)

bfl w mieszance białej z oatmeal 

Do nitki z ramią rozczesałam leżące u mnie Malabrigo iris, czesanka była już tak zbita, że przędzenie w tym stanie byłoby katuszą. Cudowniejsze nie będzie ale na pewno prostsze w obróbce. 


Powoli mam zamiar wrócić do eksperymentów farbiarskich więc następny post może znowu być o poszukiwaniu sposobu na "omszałą" kolorem wełnę.

Pozdrawiam Was niedzielnie dziękując za komentarze pod poprzednim postem.

niedziela, 25 czerwca 2017

W dalszym ciągu eksperymenty

 Najgorsza opcja jak dla mnie to natrafić na pytanie "jak to jest zrobione ?" - wygląda na to, że próba ufarbowania "glazurowanej" jak to ładnie określiła  Nordstjerna, w dalszym ciągu bez powodzenia. Nie tędy droga, a najgorsze jest to, że właściwie nie do końca jestem przekonana czy dzianina z  takiej włóczki powstała będzie mi się podobała, bo to, że sama włoczka mi się podoba to wiem. Często tak bywa, że włóczka cudna tylko dzianina nijaka,  za to na pewno bardzo mi się podoba nazwa włóczki "omszałej kolorem".
Tym razem postawiłam na suchą wełnę i farbę rozpuszczoną w gorącym occie, jak widać na bokach szklaneczki, farba nie do końca się rozpuściła co widać również na motku.
 

Farbę połączyłam z odżywką do włosów i delikatnie urękawiczoną dłonią nanosiłam na suchą wełnę.



Od razu wiedziałam, że jednak nie tędy droga bo sucha wełna ładnie wchłaniała kolorową odżywkę, w kilku miejscach delikatnie maźnełam tylko po wierzchu ale i tak wlazło do środka.





Efekt to delikatnie niebieski motek z ciemniejszymi plamkami koloru, który nie do końca dobrze rozpuścił się w occie. Jest tego 50 g, będzie połowa włóczki na jakieś skarpety.




Temat nie daje mi spokoju więc zakupiłam następne włóczki w wymiarze skarpetowym celem eksperymentowania, jest jeszcze całkiem dobry pomysł Kruliczycy (pozostawiła go pod poprzednim postem) by włóczkę nasączyć odżywką a później pokryć farbą. No i chyba spróbuję bo skoro już mam włóczkę, zapas octu zrobiony to cóż mi szkodzi dalej się bawić, jedynie co mnie martwi to to, że może się okazać, że farbuję nie taki rodzaj włóczki jaki był poddany "omszałemu farbowaniu".



Prawdopodobnie gdyby to była mieszanka delikatnego merynosa z jedwabiem to efekt "glazury" jest do uzyskania w chwilę bo to włókna, które z lubością przyjmują farbę powierzchownie. 
Z włóczką do dalszych eksperymentów przyszły próbki, bardzo mi się spodobała włóczka wyglądająca jak dziany tunelik, taka tasiemka z całkiem niezłą sprężystością w bawełnie, za to zupełnie nie pojmuję intencji łączenia jedwabiu z poliestrem.


W innych sferach mojej działalności niewiele, sweter PM przyrasta ale wolno - nudno mi przy nim, robię jeszcze coś bardzo drobnego na drutach ale to pokażę jak skończę, bo to takie coś czego nie chcę zapeszyć przedwczesnym chwaleniem się.


Na kołowrotku czwarty motek grubaska, trzy na poniższym zdjęciu już powoli dojrzewają na mój oversize'owy sweter, który zupełnie mi nie jest potrzebny, zupełnie jest niepraktyczny ale mi się podoba i se zrobię:)



Dzisiaj już zawiadamiam, że od 02.07 do prawdopodobnie 12.07 będzie przerwa w działalności sklepiku - no powiedzmy, że taki "urlop zdrowotny", więc jak ktoś coś potrzebuje na gwałt to niech kupi teraz chyba, że rzecz niepilna to zapraszam po 12 lipca.



Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 18 czerwca 2017

Drobny eksperyment

To, że internet zżera czas odkryciem nie jest, więc ograniczam ile mogę, bo ciągle czasu mi brak ale z drugiej strony jest miejscem inspiracji oraz szalonych pomysłów.  Przez przypadek trafiłam na dyskusję na FB na temat farbowania przędzy przy pomocy odżywki do włosów. Ja z braku wyżej wymienionego czasu w dyskusji nie uczestniczyłam ale sam temat mnie zaintrygował a jeszcze bardziej efekt takiego farbowania - było zdjęcie motka poddanego takiemu zabiegowi. Motek wyglądał bardzo interesująco nazwałabym to "omszały kolorem".  Wyglądało to tak, że rdzeń nitki był nadal prawie biały tylko delikatne włoski wokół były pokryte kolorem - a przynajmniej ja to tak widziałam, na bardzo małym zdjęciu. 


Oczywiście nikt dokładnie nie wiedział jak takie coś ufarbować więc prób będzie kilka no i jak się domyślacie musiałam spróbować bo "omszały" kolor to coś dla mnie. Miałam motek wełny do farbowania w wymiarze i składzie skarpetkowym, intuicyjnie zamoczyłam w wodzie z octem bo czymś trzeba utrwalić ten barwnik na włóczce.



Marzył mi się motek w takim szałwiowym kolorze ale przędza była dość żółta, odpuściłam na rzecz łososiowego i delikatnie kasztanowego  w podwójnym eksperymencie  - farba na sucho i mokro. Odżywkę do włosów kupuję w wielkich puszkach bo często nią myję włosy, przy takiej ilości nie ma się co martwić, że braknie. 


Do jednej miseczki wsypałam farbę w proszku a do drugiej dodałam ją w płynie tzn. rozpuściłam proszek w odrobinie wody.


Później już poszło tradycyjnie, no prawie bo farbę nakładałam pędzlem do farbowania włosów.


Całość zawinęłam w folię i wrzuciłam do garnka nad parę, następne etapy jak przy zwykłym farbowaniu jedynie co, to płukanie tego motka zajęło wieki zanim spłukałam odżywkę no i niestety farbę, jednak ta odrobina octu w wodzie to stanowczo za mało by utrwalić barwnik.


 Intensywniej złapał kolor w proszku (łosoś) ale jego było też znacznie więcej niż kasztanowego brązu po którym pozostało tylko wspomnienie.


 Mam sobie motek w delikatnie łososiowym kolorze, trochę w cętki z farbowania proszkiem, z delikatnym przejściem w beż za to o bogatym zapachu odżywki, w sam raz na jakieś romantyczne dziewczęce skarpetki :)
I dokładnie wiem, że nie tędy droga farbowanie musi odbywać się inaczej, przede wszystkim trwałość koloru jest do niczego, ten ocet jest jak najbardziej konieczny. No i moczenie motka jednak pozwoliło na dogłębną penetrację koloru w nitce, chociaż odżywka teoretycznie powinna utrzymywać go na powierzchni.


Mój wniosek, trzeba spróbować z suchą przędzą a farbę (dużo farby) rozpuścić w gorącym occie  i połączyć z odżywką i taka papkę nanieść na nitki - chyba będzie następny eksperyment :)
A, że intryguje mnie wszystko co nowe i uwielbiam sprawdzać wszystkie pomysły to pewne, że się o tym dowiecie.


Jak widać na załączonych zdjęciach mieszanki są u mnie na porządku dziennym, bardzo mnie wciąga ta zabawa a i możliwości jest tak wiele. Częściami składowymi powyższego batt'a jest wszystko co czarne czyli: alpaka, jedwab (farbowany), bambus, finnish, merynos, jedynie co kolorowe to drobinki wełniane w bieli, czerwieni, fiolecie i niebieskim. Tym razem przepuściłam czesanki dwa razy przez grępel by skład nitki i drobiny koloru były bardziej równomierne. Batt jest niewyobrażalnie delikatny, tweed to nie będzie ale na pewno będzie artystycznie.
                         

          


Druga mieszanka to bfl z jedwabiem i moherem w kolorze wisterii i petrolu z przejściem tonalnym po środku ze sporą dawką angeliny - taka błyskotka. 
Trzecie mieszanie to niegdyś ufarbowany Kent Romney w kilku czerwieniach, których tu nie widać i beżo- brązach wzbogacony brązowym naturalnym merynosem, jedwabiem i odrobiną angeliny.
Myślałam, że chociaż na jednym zdjęciu uda mi się uchwycić to przechodzenie barw ale niestety widać tylko przejście pomiędzy brązem a czerwienią :( 



Eksperyment farbiarski nie daje mi spokoju, znalazłam pół motka tej samej przędzy i od ufarbowania go powstrzymuje mnie tylko odkryty brak octu - nawet nie wyobrażam sobie jakim sposobem mógł się skończyć tak pokaźny zapas ? Chyba ktoś u mnie w domu jeszcze farbuje wełnę :)


Pozdrawiam Was z tęsknotą za ciepłem bo ponoć lato się zbliża ale ja tego nie czuję.