niedziela, 15 października 2017

Lekko i ciepło

Niewątpliwie oprócz lekkości i ciepła trzeba zwrócić jeszcze uwagę na ekskluzywny skład włóczki (moher +jedwab) i tak można opisać sweterek, który ostatnio zrobiłam "super lekki i ciepły" . Jest rewelacyjnie lekki bo na rozmiar ok 44- 46 poszły 3, 5 motka czyli tak coś koło 90 g. 


Pomimo bardzo skromnej wagi sweterek jest niezwykle ciepły o czym przekonałam się podczas dziergania gdy już spory kawałek dzianiny leżał mi na kolanach. Myślałam,  że robienie na drutach moheru będzie utrudnione przez włosek, który posiada nitka ale robiło się bardzo przyjemnie, wprawdzie moher pozostawia ślad po sobie na ubraniach ale nie on jeden to czyni. Mogłam dziergać ściślej może wtedy byłby dla mnie ale od czego są "nauczki na przyszłość" :)


Robiłam z myślą o sobie ale, że był to mój pierwszy w "wadze piórkowej" to nie obeszło się bez wpadki i to bolesnej bo z rozmiarem. Rozumiem, że taki sweterek może być większy i robić za "oversize" ale ja jednak wolę coś bardziej w moim rozmiarze.
Sweter nawet nie miał szansy "leżakować" u mnie na półce, moja mama wpadła w zachwyt nad kolorem i formą, więc sweter powędrował do niej.


Sweter jest najprostszy w świecie, cały z prawych oczek z wyjątkiem karczku mankietów i dołu - to ścieg francuski a dekolt wykończony ściągaczem 2 na 2. Dzianina lekko prześwituje ale nie jest to rzecz noszona na gołe ciało tylko jako sweterek na t-shirt lub bluzkę. Właściwie pomimo, że to nie wełna to bardzo mi się podoba szkoda tylko, że nie dla mnie :)



Z danych technicznych to wzór z głowy o ile coś tak prostego można nazwać wzorem, do tego druty nr 4 i włóczka Kid-Silk z Drops'a w kolorze szarym. Włóczkę kupiłam podczas promocji więc cena jest całkiem rozsądna za tak miły sweterek. 
Z racji tego, że ten nie jest mój postanowiłam jednak taki sobie zrobić niestety moher kosztuje dość sporo a kto wie co znowu mi się przydarzy więc kupiłam alpakę z jedwabiem w wersji "brushed" (szczotkowana -jak dla mnie mierzwiona:). Przy tej dzianinie nie mogę się pozbyć wrażenia II gatunku w porównaniu z moherem pomimo cudnego koloru alpaka wygląda jakby była lekko sfilcowana, tak jakbym ją już z dwa razy spruła. Czynię dalej bo kolor ładny i szkoda porzucić już na początku a nic innego z tej włóczki nie ma szans powstać.



Na kołowrotku ostatni, czwarty motek mojej srebrzystej mieszanki, o dziwo  dwa pierwsze były bardzo napuszone Polwarth'em. Trzeci ten ze zdjęcia poniżej ma w sobie wyraźnie więcej jedwabiu ciekawe czy czwarty będzie różnił się kolorem :)
A to wszystko z jednej czesanki, mieszanej specjalnie dla mnie, podzieliłam ją na 100 g kawałki i tak je przędę a tu takie cuda przy wersji najbardziej równomiernie wymieszanej czesanki.


Nitka jest bardziej zwarta i ma więcej blasku ale jak na razie i tak nie wiem co z niej powstanie, więc niech sobie są jedne motki napuszone a inne błyszczące.


Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 8 października 2017

Rzeczy zbędne

Rzeczy zbędnych posiadam wg mnie bardzo niewiele, wg mojego męża za wiele :) W tym przypadku muszę się z nim zgodzić, to co sobie zrobiłam jest zupełnie mi niepotrzebne ale musiałam mieć... to zrobiłam. Nie mam pojęcia jak nazywa się ta część garderoby bo getrami ciężko to nazwać, to takie mankiety z getrów :)


 Służą ku temu by kobietom o szczupłych łydkach nie wiało w buty, no właśnie o - szczupłych łydkach - mnie to nie grozi ale mankiety musiałam sobie zrobić.


 Na zapiętym bucie widać, że wełna delikatnie się "wylewa" i lepszym wyborem byłoby zrobienie takiego mankietu ze ściągacza przewiniętego celem maskowania ale mnie zachciało się koronek. Tak właściwie to nawet nie widać tych mankietów bo wszystkie zdjęcia są zrobione z podciągniętą spódnicą.


Wszystkie moje spódnice sięgają za kolano więc szansę ma zaistnieć pierwszy rząd dziurek a właściwie to nawet to nie ma szans na zaistnienie bo ja chodzę w spodniach :) 


 Z danych technicznych to wełna:  moja 3- nitka w wymiarze "lace" merynos z jedwabiem (dostałam taką mieszankę jako próbkę kiedy kupowałam jedwab w Indiach - czesanka była totalnie przesuszona), wzór: radosna twórczość własna wspomagana książkami o skarpetach.

Mój pierwszy "piórkowy" sweter z moheru na ukończeniu ale chyba zrobiłam go trochę na wyrost więc miałam doskonałe wytłumaczenie by zakupić włóczkę na następny - no przecież nikt nie będzie pruł moheru :)





W ubiegłym tygodniu uporałam się z zamówieniem uzupełniającym stany w sklepiku bez jakiś nowości ale za to będą dwie nowe mieszanki, w dodatku zupełnie inne niż dotychczas bo poprosiłam o wymieszanie włókien zwierzęcych z roślinnymi i sztucznymi. Myśląc o tych mieszankach wpadłam na pomysł Candy i takie mam zamiar ogłosić ale będzie inaczej niż dotychczas. 




Candy jest właściwie z myślą o prządkach, bo nagrodą będą czesanki. Nagroda będzie jedna dla prządki, która w komentarzach zdeklaruje chęć przygarnięcia jej ale tym razem nie będzie tak łatwo - trzeba będzie napisać coś o mieszankach :) 
Czyli chcę poznać Wasze zdanie na temat mieszanek, niekoniecznie tych moich sklepikowych ale również innych, które same zrobiłyście, dostałyście, kupiłyście gdzieś indziej. Czy mieszanki są dobre, czy je lubicie a jeśli tak to za co, a może trafiłyście na tą idealną i już innych nie chcecie. Można też napisać, że mieszanki są złe ale trzeba uzasadnić:) 
I tym razem będzie bardzo subiektywnie nagrodzę wpis, który mi się najbardziej spodoba. 
W zestaw nagrody będą wchodziły 4 moje mieszanki po 50 g oraz calówka i miarka WPI. 
Zabawa będzie trwała do momentu aż przyjdzie moje zamówienie z Anglii obstawiam bite 3 tygodnie, wiec tak gdzieś po 1 listopada ale bezpieczniej obstawiać koło 7 dnia tego miesiąca. 

Pozdrawiam Was serdecznie zapraszając do zabawy.

niedziela, 1 października 2017

Wielkie nic

To nie tak, że nic nie powstaje w czasie kiedy posty się nie ukazują, robię coś stale ale... no właśnie czym się tu chwalić, same "zwyklaki". Po sukcesie pierwszych  bawełniono- wełnianych skarpet dziecko stanowczo zażądało następnych. Testowaliśmy obydwoje i obydwoje mamy o nich dobre zdanie są to skarpetki przejściowe, kiedy jeszcze za wcześnie na wełniane ale stanowczo za chłodno w cienkiej bawełnie - jedyna wada jak zwykle trwałość.


Miałam w domu ten seledyn ale nie przypuszczałam, że dziecko zechce skarpety w tym kolorze - zechciało więc dokupiłam jeszcze seledynu dla siebie i brązu dla dziecka, na razie powstały dwie pary skarpet dla dziecka w rozmiarze 45 :)


Obie pary się różnią sposobem nabierania oczek w brązowych metoda włoska, bo ponoć zwykłe nabieranie jest za mało plastyczne no i pięta w seledynowych jest wzmocniona a w brązowych nie, zobaczę co z tego wyniknie, na razie dziecko skarpety przedziera na stopie koło dużego palca a pięty są ok.


Od dawna śledzę poczynania dziewiarek w sferze "piórkowych swetrów" ale sama jakoś tak bez przekonania co do słuszności posiadania.  Mam nawet gdzieś zaczęty jakiś kawałek takiego swetra w kolorze beżu ale porzuciłam. Za to moher jak wpadnie mi  w oko to kupię, a że swego czasu była promocja w Dropsie to zakupiłam piękną szarość no i jest tyle ile widać na zdjęciu i jakoś zupełnie nie chce się skończyć samo. A sweterek na razie pochłonął niecałe 3 motki więc wydajność super, do tego moher jest leciutki, cudnie grzeje i błyszczy jedwabiem.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie go skończę i poddam testowaniu.


Skończę moherowego jak pobawię się w drobne koronki, to nawet nie jest coś ważnego, rzecz zbędna i właściwie mnie niepotrzebna ale jak to często bywa właśnie to musiałam zrobić bo w tej chwili mam taką zachciankę i kołata się po głowie :) a co to jest i do czego służy opiszę w następnym poście a Was pozostawię w lekkiej niepewności. 


Powoli przygotowuję się do uzupełnienia stanów w sklepiku, wszak zbliża się zima więc wełna będzie potrzebna. Jesienią trzeba też pomyśleć o wiośnie, nowe poletko tulipanów posadziłam ale tym razem nie w bieli tylko w dwóch kolorach - mieszanka nazywa się "dzień i noc" , kupiłam 4 paczki po 20 sztuk, do tego białe w kształcie lilii.


Od mamy dostałam paczkę w podobnych kolorach tylko strzępiaste - bardzo jestem ciekawa czy będą wyglądały tak pięknie jak na obrazkach. 


Kiedyś wspominałam, że za szafą ukrywam kosze wypełnione motkami, do  dwóch górnych doszedł największy na spodzie, bo zza szafy zaczęło się wysypywać, co przynosiło wielka radość kotu. W koszach znajdują się nie tylko pełne motki na przyszłe dzierganie, jest też bardzo sporo po poprzednich projektach i mam zamiar jakoś to wykorzystać tylko ja co roku mam taki zamiar :)


W kwestii lnianej pościeli: korzystając z pięknej pogody ostatnich dni postanowiłam pościel wysuszyć na dworze, len ze starych zapasów jest wyraźnie inny, taki prawdziwie lniany ciężki, chłonie wodę i suszenie tego w domu trochę mnie przerasta. Len, który kupiłam na poduszki jest bardziej delikatny a tym samym schnie szybko. Nie wyobrażam sobie suszenie takiej pościeli w suszarce nawet gdybym takową posiadała - kto by to doprasował :)


Pozdrawiam Was serdecznie mając nadzieję na trochę więcej czasu by mieć o czym tutaj pisać.

niedziela, 17 września 2017

Spanie

Spanie a raczej jego jakość zawsze w jakiejś formie powraca w rozmowach, czy między członkami rodziny, czy przy rozmowach ze znajomymi. O jakości spania się mówi, w sumie nie ma się co dziwić bo na spaniu spędzamy 1/3 życia - no niektórzy mniej. Te poważniejsze zmiany co do jakości mojego łóżka zaistniały już dość dawno, czyli materac ortopedyczno- rehabilitacyjny do tego specjalna poduszka i właściwie to co najważniejsze mam. Z racji tego, że mam letnią garderobę praktycznie całą we lnie a na wielu metkach jest znaczek zakazu prania (czyszczenia chemicznego nie znoszę) szukałam jakiejś informacji jak ten len prać nie robiąc ubraniom krzywdy. 


Wtedy pierwszy raz trafiłam na blogi osób wypisujących peany na temat tego jaki ten len cudowny na wszystko, że skóra inaczej się czuje, że chłodzi gdy ciepło a grzeje gdy zimno, jaki jest idealny dla alergików i tych z atopią skóry i wreszcie, ze ma "aurę" - to były moje pierwsze spotkania z ideą lnianej pościeli. Tak się "obczytałam", że właściwie tylko zaporowa cena tej pościeli mnie skutecznie powstrzymywała przed kupnem i sprawdzeniem tego cudu. No i się zdarzyło coś nieoczekiwanego znajoma mamy robiąc porządki w szafach pozbyła się całkiem sporego zapasu płótna lnianego, a że moja mama nie miała zamiaru wykorzystywać go do haftu to cały stosik wszedł w moje posiadanie.


Sporo czasu upłynęło zanim się uporałam z szyciem a właściwie zanim się za nie wzięłam bo samego szycia było może z tydzień, dłużej trwało rozrysowanie i zaplanowanie jak uszyć poszewki z materiału o szerokości 135 cm na kołdry  o szerokości 160 cm. A materiał był w 4 nierównych kawałkach.
Oczywiście oprócz tego cały ten materiał musiałam zdekatyzować bo wiadomo to len, no i by było prosto a przynajmniej by tak wyglądało, posługiwałam się wyciąganiem nitek, len jest materiałem "lejącym się" więc tradycyjne mierzenie odpada.


Prasowałam stale, mierzyłam, wyciągałam nitki a i tak niektóre fragmenty nie do końca są jak od linijki bo tkanina żyła własnym życiem nawet przypięta szpilkami (fastryga byłaby lepsza ale nie za bardzo mi się chciało). 


Moje poszewki ozdobiłam bawełniana koronką, PM ma wstawkę ecru zrobioną z lamówki, która mi została po jakimś szyciu, pościel pierwotnie mała mieć troczki do wiązania ale odpuściłam i mam guziki metalowe obciągane materiałem takie typowo pościelowe. 


Poszwy na kołdry uszyłam w miarę sprawnie pomimo łączenia we wszystkich możliwych kierunkach za to na poduszki musiałam materiał kupić i za pierwszym razem kupiłam źle. Drugi kawałek materiału okazał się lepszy chociaż wyraźnie jaśniejszy od gotowych już poszewek na kołdry. Mnie to nie przeszkadza a przypuszczam, że z biegiem czasu i prania kolorystyka i tak się zrówna. 



Pierwsze słowa PM : "jak to będziemy w takich workach po kartoflach spać ?"  - no będziemy a przynajmniej spróbujemy :) O dziwo przy starych meblach ta pościel wygląda całkiem ładnie, kolorystyką i "klimatem" wpasowuje się w naszą sypialnię. Może jeszcze kiedyś uszyję sobie prześcieradła lniane ale najpierw musimy przetestować o co tyle zamieszania. 



A śpi się właściwie normalnie, pościel jest ciężka, lekko drapiąca (ten mój len jest z tych najzwyklejszych) ale się tego nie czuje, wyraźnie inna od bawełny, trochę mi przypomina adamaszek swym chłodem, kiedyś  to był mój ulubiony materiał pościelowy. Na razie śpimy, nie mam jakiś konkretnych wniosków, za i przeciw jest w porządku ale nie popadam.



Na pewno nie jest to pościel dla tych co lubią mieć wszystko idealnie uprasowane, len prasuje się źle, szybko się gniecie ale pomimo mojej miłości do idealnych uprasowań zupełnie mi to nie przeszkadza. W mojej świadomości len ma prawo się gnieść, źle prasować gdyby tego nie robił byłby podejrzany o jakiś dodatek, kiedy jest to jedwab czy wiskoza to jest ok gorzej jak dodadzą czegoś sztucznego. 


Może za jakiś czas napiszę jeszcze kilka słów o tej pościeli bo widzę, że jest coraz więcej miejsc gdzie taką można kupić więc coś w niej musi być. A ja z prawdziwą przyjemnością powróciłam do przędzenia nitki pod kabelki.  A patrząc na to co za oknami jakoś tak ostatnio farbowanie chodzi mi po głowie może już najwyższy czas zająć się wełną :)



Pozdrawiam niedzielnie :)

niedziela, 3 września 2017

Całkiem jesiennie


Chciałabym pisać bloga, prząść, robić na drutach ale nic z tego, powróciło wariactwo.  Po krótkim wakacyjnym przestoju obowiązki zawodowe zwaliły mi się na głowę a czasu wolnego znowu ubyło. Wprawdzie udało mi się skończyć Brich Bay ale reszta będzie powstawać w ślimaczym tempie - no ale dzisiaj o swetrze. 
  


Jest zupełnie niepraktyczny (konstrukcja nie pozwala założyć go pod płaszcz no chyba, że mamy jakiś o kimonowym fasonie, ja takiego nie mam. Jest ciężki i wyjątkowo ciepły, ma wielgachny golf, który nie zawsze mi pasuje - szczególnie jak mam ubraną koszulę z kołnierzykiem. Jest bezkształtny nie ma tu ani wcięcia w tali, ani kształtowania dzianiny w okolicach biustu nie ma też kształtnych ramionek.


I ktoś mógłby zadać sobie pytanie to po co robiłam sweter, który ma tyle na "nie" - bo po prostu jest świetny :) Zupełnie nie rozumiem ale bywają  takie projekty, które aż proszą się o to by je mieć - prawdopodobnie każda dziewiarka ma takie swoje "must have" Mnie najczęściej dopadają rzeczy w stylu Fair Isle ale tym razem całkowita prostota mną owładnęła i cieszę się, że mi się chciało na ten sweter uprząść wełnę bo taka wełna to gwarancja, że sweter będzie ze mną bardzo długo.



Włóczka to moja 4- nitka powstała z runa bfl wymieszanego na moje życzenie 80 % Bfl w bieli i 20 %  Bfl Oatmeal , mieszanka trafiła do sklepiku i miała tam czekać na jakąś amatorkę naturalnych melanży no i się doczekała na mnie :)  Chyba nie mogę kupować tej mieszanki bo zawsze skończy jako mój sweter lub inna część garderoby. Wszystko mi się w tym runie podoba kolor, włos, miły ale nie przesłodzony, blask, to jak się przędzie no i dzianiny wyglądają z takiej włóczki bardzo dobrze. 


solidny kawał dzianiny

Sweter jest robiony w kawałkach więc boki musiałam zszyć i pierwszy raz od bardzo dawna zszyłam na okrętkę bo tak wydawało mi się najtrafniej przy całej kompozycji  - szef jest widoczny ale pasuje do całości. 



Na sweter poszło około 650 g włóczki, oczywiście pomimo kupna wzoru i tak wszystko przeliczyłam, bo gdybym robiła wg wzoru to miałabym solidnych rozmiarów ponczo. 


Ja zrobiłabym sobie więcej zdjęć ale jak zwykle wszystko w biegu. Przynajmniej widać, że sweter jest dla mnie, pasuje i mam zamiar używać. Przy okazji postanowiłam uwiecznić osobnika przeszkadzającego w robieniu zdjęć ale jak widać sam się nie kwapi pozować - trzeba przymusić :)



 Pisałam przy swetrze dla PM o wszywaniu taśmy rypsowej lub innej pod listwę guzików, odczuwałam ogromny brak ładnych taśm w stacjonarnych pasmanteriach za to w internecie czego dusza zapragnie. Właściwie nastawiłam się na bawełniane ale kilka sztucznych rypsów tak mnie urzekło, że musiałam mieć a nuż znajdzie się jakiś miłośniki Super Bohaterów albo lisków czy ptaszyn.


Na pewno przyszyje sobie  w moim szaro - malinowym swetrze zamiast szarej zwykłej tasiemki taką piękną w róże do razu sweter zyska piękniejsze wnętrze.


Taśmy tak mi się spodobały, że zakupiłam spory zapasik i teraz nic tylko czynić swetry z guzikami, chociaż zastanawiam się czy w nowym nie wszyć tasiemki w miejscu pęknięć po bokach.


I to byłoby wszystko, nie wiem czy posty będę pisać tak jak do tej pory raz na tydzień może się okazać, że z powodu solidnej dawki pracy "nieblogowej"  będą się ukazywać co dwa tygodnie nad czym ubolewam bo wolałabym jednak czas poświęcać na to co bardzo lubię :)

Pozdrawiam Was niedzielnie z nadzieją na trochę cieplejszą jesień niż to co za oknami.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Same wpadki

 Albo czegoś mam za dużo albo za mało ale ostatnio prześladują mnie jakieś dziwne wpadki, które normalnie nie powinny zaistnieć. Uprzędłam sobie wełnę na sweter Birch Bay, około 500 g i nie wiem co sobie myślałam przy wielkim oversize'owym swetrze ale taka ilość zakrawa nie na optymizm a wręcz na cud, że starczy. Gdzieś tak na wysokości 3/4 pleców stało się jasne, że pozostały jeden motek nie wystarczy na rękawy i wielki golf - nic innego nie pozostało tylko doprząść wełny, na razie doprzędłam jeden motek ale sprawa zostaje otwarta bo golf jest dość spory.
Wszystko się wyjaśni w tym tygodniu bo prawdopodobnie tyle czasu potrzebuję by sweter skończyć.


W zeszłym tygodniu post się nie ukazał bo nie miałam zamiaru dręczyć Was widokiem zwykłych skarpet. Kuzyn mojego ojca zarzucił mi, że jestem przyczyną jego nowego uzależnienia (trochę się wystraszyłam bo jestem świeżo po obejrzeniu "Breaking Bed" :) - okazało się, że uzależniam ludzi od wełnianych skarpet !  Kuzyn ojca mieszka w Berlinie tak jak moja siostra i przy okazji jej wizyty prosił o dostarczenie chociaż pary skarpet, więc je czyniłam - zupełnie proste, podgryzające, takie zupełnie nie do podziwiania na blogu.
Za to skarpety, które zrobiłam dla siostry okazały się być za małe, to że były dla mnie za małe miało zagwarantować im miejsce na nogach siostry niestety były zbyt małe dostała je jej córka - też miłośniczka wełnianych skarpet :)


Już je kilkakrotnie pokazywałam w trakcie dziergania, to moje pierwsze robione od palców i tylko dla tego wzoru je robiłam, raczej więcej nie będę zaczynać tak skarpet. 



A że siostra skarpet nie dostała to obiecałam zrobić następne, od dawna miałam zamiar spróbować wzór, który na zdjęciach bardzo mi się podobał "Broken Seed" no i tu następna wpadka, może na zdjęciach wygląda dobrze ale w realu jakoś mi się nie widzą - na razie utknęłam, pruć raczej nie będę zobaczę co pokaże pranie, może jakoś da się uformować ten "bezkształt". No i przy tych skarpetach pierwszy raz zrezygnowałam z przerabiania na drutach pończoszniczych no normalnie mi nie szło, musiałam zmienić na druty z żyłką - coś jest ze mną nie tak:(



Przy lnianej pościeli też wpadka, uszyłam drugą poszewkę na kołdrę bez koronki bo dla PM ale jak już wszystko policzyłam pokroiłam to okazało się, że to co zostanie nijak nie starczy na poduszki trzeba zakupić kawałek materiału. No to poszłam to sklepu z tkaninami wymyślałam, przeglądałam, dopasowywałam  no i kupiłam za namową Pani super len ubraniowy wstępnie dekatyzowany kolorystycznie prawie identyczny ale po dokładnym zdekatyzowaniu mi się nie podoba. Nie wiem o co chodzi ale jest jakiś dziwny, owszem na poduszki ozdobne na kanapę całkiem niezły ale na pościel zupełnie mi nie pasuje. Nic innego mi nie pozostanie tylko pójść po nowy kawałek lnu. 

na zdjęciu poszewki na kołdry w wersji dla PM i moja

Za to prawie bez większych wpadek udało mi się uprząść następną porcję "kabelka" miał być jeden motek ale przez nieuwagę przerwałam nitki, mam  przyjemne trzy motki bardzo puszystej 4- nitki. 


Niestety przez wpadkę przy swetrze na razie muszę zrezygnować z dalszego przędzenia "kabli" bo mam tylko 5 szpul a przy 4 nitkach wykorzystywane są wszystkie więc muszę się spieszyć z dzierganiem by stwierdzić czy potrzebuję jeszcze motka na sweter czy dalej mogę "kablować". 



Pozdrawiam Was niedzielnie pełna nadziei na powrót rozsądnych decyzji :)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Coś dla PM

 Było długo i nudno ale mimo wszystko całkiem przyjemnie i bezstresowo, wzór już opatentowany, bo na podstawie tego swetra, z przerwami podczas ciepła ale skończyłam - oto sweter dla PM. Tym razem w pięknej szarości z akcentami grafitu, włóczka to alpaka z Dropsa, po dość długim myśleniu o zmianie włóczki jednak ze względów oczywistych pozostałam przy alpace. Alpaka jako włókno jest o wiele bardziej odporna na mechaniczne uszkodzenia a z racji długotrwałej znajomości z PM śmiem twierdzić, że jeno żelazne odzienie przetrwa na wspomnianym grzbiecie.


PM stanowczo odmówił przymiarki oraz prezentacji swetra na swojej osobie, ponoć jest za ciepło :)
a skoro zaistniał brak współpracy ze strony PM to sweter prezentuje obojętny na upały manekin.
Postura PM zupełnie nieprzypomina smukłości kształtów styropianu ale sweter jest zupełnie prosty więc i nie ma co wielce pokazywać.


Zadowolona jestem z listwy guzików całkiem ładnie układających się ramion, kształtowanych za pomocą rzędów skróconych do tego pas drobnego wzoru zaburzający ogrom prawych oczek ale tak nienachalnie, prawie niewidocznie. Ogólnie takie całkowite "nic specjalnego"  ale jednak coś tam w sobie ma. 


PM nie cierpi wszelkich ściągaczy dlatego rękawy, dół swetra oraz półgolf są wykończone listwą prawych oczek złamanych rzędem lewych, oczka od wewnątrz są w ciemniejszym kolorze. Pomimo podwójnej dzianiny brzegi nie są grube, zastosowałam mniejszą liczbę oczek i mniejszy rozmiar drutów, oczka ciemne i jasne przerobiłam razem, dalej robiąc pojedynczo co dało wyjątkowo plastyczne połączenie. Reszta przerabiana na drutach 2,75 dzianina nie jest zbyt zbita ani zbyt prześwitująca.


O czasu jak zobaczyłam u Kate Davies podszytą listwę na guziki, stosuję ten trik zawsze, może strona wewnętrzna przez to trochę traci na elegancji ale od strony praktycznej jest to bardzo dobry patent. Miejsce przyszytych guzików nic się nie wyciąga, guziki nie wiszą no i ładniej wygląda sama dzianina przeznaczona pod listwę.


Guziki kupiłam u IK, są zrobione z kokosa i muszę przyznać wyjątkowo mi pasują do tego swetra, na jasnej włóczce wyglądałyby ładnie ale dwa rzędy ciemnej szarości podkreślają ich kolor. I to byłoby na tyle, no może jeszcze wspomnę, że zostało mi 5 szarych motków i jeden grafitowy, z tym co zostało mi z poprzedniego swetra i z tym co mam zachomikowane to mam alpaki na co najmniej  3 swetry dla siebie - tylko ja jestem wełniana :)



A skoro o guzikach to muszę się pochwalić, że powolutku ale systematycznie pracuję nad pościelą z lnu, a z moją siostrą z Berlina przybył ostatni element potrzebny do wykończenia poszewek - guziki pościelowe. U nas znalazłam je w jednej internetowej pasmanterii - guziki drogie ale koszty przesyłki pobiły wszystko - taniej było kupić w Niemczech.
Guziki są śnieżno białe ale prawdopodobnie po kilku praniach nabiorą odpowiedniego koloru z lnu i nie będą tak bieliły się ale o pościeli napiszę więcej jak skończę.



Pozdrawiam Was niedzielnie :)