Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 kwietnia 2024

Kolor brzydoty

 Coś mi się wydawało, nawet nie wiem co, ale jak mieszałam te czesanki to wydawało się to świetnym pomysłem. Były to resztki, osobno całkiem ładne, taki głęboki ciemny brudny róż, bfl w wersji humbug, trochę bieli tegoż bfl i na szczęście dodałam nylonu. Bez tego nylonu nie wiem do czego mogłaby ta nitka być. 



Podczas przędzenia wyszło coś "maziastego" nie mam lepszego określenia, ale jak nazwać taki "bez kolor".  


Potrojenie nitki ten brak koloru jeszcze pogłębiło i nawet nie wiem jak określić to coś. Kolor  jest po prostu brzydki, to nawet trudno nazwać jakimś kolorem, po prostu brzydota. 



 Na szczęście skarpety wyszły z tego całkiem zgrabne w dodatku ten zapobiegliwy dodatek nylonu, uczynił je całkiem trwałymi skarpetami. W piętę wrobiłam dodatkową nitkę, która została po trojeniu głównego motka, brąz i trochę bieli sprawiły, że poziom tragedii nie jest tak wielki :)


Za to całkiem miłe dla oka są ostatnie skarpety, które zrobiłam, co do ich trwałości mam pewne wątpliwości, bo ta kolorowa włóczka to singiel. Jest to jakaś włóczka z firmy Lang z dodatkiem nylonu, niby na skarpety, ale w dalszym ciągu to singiel. 


Na szczęście skarpety są z przeznaczeniem do spania (nie mojego), więc pewnie trochę czasu minie jak się zepsują, ale im również wzmocniłam  piętę. 

Wzór pochodzi z książki o skarpetach "Master Class" ale ja go dostosowałam do swoich potrzeb bo to co było w książce, było zbyt udziwnione jak na skarpety. 


Wzór na stopie wg mojego pomysłu by nawiązywał do wzoru głównego, ale go nie przytłaczał. Kolory nie rozkładają się równo i jest rozjazd, nawet się tym nie zmartwiłam, po poprzedniej "brzydocie" wszystko wygląda dobrze. 
 

Powstały jeszcze jedne zwyklaki, te są dla mojej siostry ona też lubi wełniane skarpety i chętnie przyjmuje każde, które zrobię. 


Pewnie przez jakiś czas wpisy będą pojawiać się sporadycznie, bo czynimy remont i to dość poważny. Wymiana ogrzewania, z częściową wymianą grzejników, a do tego w jednym z pokoi wymiana sufitu i podłogi. Jak wymienią ogrzewanie to malowanie kuchni i piwnic. To będzie bardzie bardzo intensywne lato, pełne prac zupełnie nie związanych z  włóczkami i wełną. 
Ogród po cudnym rozkwicie, zmroziły przymrozki, tam też będzie potrzebna solidna interwencja. 



Podczas ostatnich zakupów do sklepiku, kupiłam czesankę, wymieszaną z myślą o skarpetach, mieszanka się sprzedała, a ja dopiero teraz zrobiłam z resztki motek. Przy przędzeniu te subtelne kolory całkowicie zniknęły. Kolor zrobił się jednolity, trudno jednak prząść grubego singla na skarpety, by uwydatnić to delikatne przechodzenie barw. Włóczka na skarpety powinna jednak być wielonitką by skarpeta miała szansę przetrwać choć pół sezonu. 


Pozdrawiam Was niedzielnie i nie wiem, kiedy znowu się pojawię, a jak się pojawię to pewnie ze skarpetami. 


niedziela, 12 listopada 2023

Nic gotowego

Sweter dla PM bez rękawów więc nie nadaje się do publikacji. Rozgrzebana rękawiczka czeka na zmiłowanie, by ukończyć. Jest jeszcze kilka innych grzechów, a ja radośnie brnę w nowe skarpety. Jeszcze dość intensywnie wzywał ogród z ostatnimi pracami przed zimą, przekopaniem grządek, grabieniem (nie wszystkich) liści, ścinaniem iglaków, no i chowaniem do domu cytrusów, liścia laurowego oraz oliwki. Mam zamiar jeszcze przesadzić dwa skrzydłokwiaty, bo jakoś marnie wyglądają po lecie.


W wełnianym świecie też się coś działo, oprócz swetra dla PM robiłam mieszanki dla mojej stałej w tej kwestii Klientki. Namieszałam różu z turkusem, jedwabiem i angeliną nazwałam sobie to "Unicorn", bo to pierwsze przyszło na myśl patrząc na te kolory.


Drugi zestaw kolorystyczny to "Halloween" fiolety, pomarańcze i cudny jedwab Eri. Nawet zrobiłam specjalnie zdjęcie z lampą, by było widać piękny blask tego jedwabiu. 


Trzeci mieszaniec to błękit z czerwienią, też sporo jedwabiu sari w połączeniu z South American i merynosem. Nazwałam sobie to "Barber shop" wprawdzie powinna być jeszcze biel, ale nie chciałam "rozcieńczać"  tego intensywnego połączenia barw. 


Uwolniłam kołowrotkowe szpule od Gotlanda, którego zaczęłam prząść chyba wczesną wiosną, tak -całe lato nie siedziałam przy kołowrotku :( To runo Gotland kupiłam, kiedy pierwszy raz kupowałam runo w Niemczech, czyli bardzo dawno temu, był to błam, a nie czesanka. Leżało już tak długo, że obawiałam się samoistnego filcu. O dziwo przędło się całkiem dobrze, może nie rewelacyjnie, ale nitka z tego błamu wyszła napuszona i sprężysta, czego raczej po czesance Gotlanda nie należy się spodziewać. 


Wykończyłam to w tradycyjnej 3-nitce i będę robić z tego wspomniane skarpety, raczej do spania, bo mam poważne obawy co do trwałości takiej przędzy przy intensywnym użytkowaniu. 



 Robiąc mieszanki dla Klientki, ciągle przekładałam dość sporo resztek, ale takich resztek z resztek po 10 - 20 g. Uprząść to samodzielnie mija się z celem no chyba, że robimy ubranka dla skrzatów, ale po wymieszaniu nabiera sensownej wagi i można zaplanować jakieś rękawiczki, skarpety lub czapkę. Ja na razie stawiam na czapkę, bo został mi ponad motek moheru po ostatnim swetrze i tak mnie kusi czapka w japońskie wzorki. Za jakiś czas zawita tu pewnie sweter dla PM, a potem to już będą chyba tylko skarpety. 

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 19 marca 2023

Mieszanie

Przy uzupełnianiu stanów w sklepiku, poddałam przeglądowi czesanki i jak zwykle znalazło się wiele niehandlowych resztek. Z takich resztek najczęściej robię batty lub jeśli resztka oscyluje w granicach 80g to przędę nitkę na skarpety po wcześniejszym domieszaniu nylonu. Już nie dyskutuję z tym dodatkiem w składzie wełny na skarpety. 


Tym razem namieszałam dwa różne kolorystycznie batty pod skarpety z Cthulhu, całe to uniwersum ocieka mrokiem, posępnością i grozą w dodatku stwory mieszkają w głębinach. Pierwszy batt to czarny shetland, czarna alpaka, oliwkowo zielony merynos, czarny jedwab i trochę angeliny w kolorze lasu dla połysku niby oślizgłej wilgoci :)



Drugi batt jest w kolorze mglistym, ma być tłem dla wzoru, mglisty opar miał być złowrogi ale jak z puchatej owieczki zrobić coś strasznego :) w skład tej mglistości wchodzi Lis Polarny ( runo owiec islandzkich) trochę South Amerikan w bieli, drobina szarego bfl i nylon.



 

Oba batty zmieniłam w motki ok 50 g i po zaadoptowaniu wzoru z rękawiczek we wzór na skarpety mogę zacząć mroczną przygodę z Cthulhu. Ciągle mnie to zaskakuje jak niewiele trzeba by zrobić coś od podstaw nadając rzeczy dokładnie te cechy jakich chcemy - przędzenie ma jednak moc.



Za to zupełnie bez cech indywidualizmu powstały następne skarpety dla syna z mieszanki wełniano-bawełnianej. W wersji z piętą wzmocnioną i bez wzmocnienia bardzo mi ta wiedza potrzebna bo ostatnio ceruję skarpety wszędzie tylko nie na piętach. Może zupełnie bezpodstawnie upieram się przy wzmacnianiu miejsc wybranych zamiast postawić na całą wzmocnioną nić.






Przy okazji zakupu nitek do wzmacniania pięt kupiłam druty dedykowane pracy z  małymi dzianinami robionymi w okrążeniach. Mam spory zapas kompletów drutów do skarpet oraz drutów na żyłkach nie koniecznie do skarpet ale bardzo chętnie w tym celu wykorzystywanych. 
Najczęściej robię na bambusowych ChiaoGoo ale z czerwoną żyłką ta obrotowa mi nie pasuje ale ta czerwona też do końca nie jest ideałem bo jest na tyle sztywna, że rozciąga dzianinę na przejściach pomiędzy jednym a drugim drutem. Stąd moje zainteresowanie tym wynalazkiem z Addi i dawno mnie nic tak nie rozczarowało. Pewnie są to pomocne druty przy przerabianiu jakiegoś szczególnie niewygodnego fragmentu dzianiny przy użyciu normalnych drutów ale na pewno nie są to druty by zrobić na nich całe skarpety - mnie to nie wyszło. Lubię przerabiać oczka gdy drut opiera mi się o dłoń w pobliżu małego palca, panuję nad naprężeniem nici i jakością oczek a w przypadku tych drutów brak tego oparcia powoduje brak kontroli nad powstającą dzianiną. Może powinnam kupić dłuższe te druty i wszystko byłoby dobrze ale na razie pozostanę przy starym.

 


Z motków pokazanych w poprzednim wpisie powstały podkolanówki, mnie się podobają wprawdzie chodzić w nich nie będę ale znajdą się u kogoś kto pewnie będzie używał. 


Może kupię następne takie motki bo kolory układają się przyjemnie dla oka a włóczka jest miła w dotyku, takie dzierganie dla mojej przyjemności robienia i dla czyjejś przyjemności używania :)


Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 26 lutego 2023

Kilka motków

Dalszy ciąg przędzionej "błyskotki" zmienił się w nitki tak szybko, że nie zdążyłam się nacieszyć tymi kilkoma chwilami przy kołowrotku. Został wprawdzie jeden kawałek czesanki ale w tak ostrym różu, że nijak mi nie pasuje to tych raczej stonowanych barw.




Mam dziesięć motków po ok 25g z każdego koloru, przetykanych tęczowym nylonem z zupełnym brakiem pomysłu co można z tego zrobić. Ale jak już się kilkakrotnie przekonałam pomysły potrafią się pojawiać nieoczekiwanie więc ja na ten moment poczekam :)  



W dalszym ciągu mam zastój we wspominanym swetrze z mnóstwem narastających wątpliwości, więc by nie robić skarpet zabrałam się za coś co od dawna mi chodziło po głowie. Tym razem nie wykorzystuję resztek tylko kilka motków Flory z Dropsa, robię następny szal na okrągło ale tym razem trochę zwariowany mam nadzieję, że jak zrobię więcej to zamysł będzie bardziej widoczny.  


Niestety szal okazał się dość żarłoczny i musiałam dokupić beżowe motki, do tego oczywiście merynos + bawełna dla syna na skarpety. Przy okazji zakupów wpadł motek pod tytułem "mgła" mam zamiar zrobić sobie skarpetki z Cthulhu H.P. Lovecrafta wzór mam dzięki uprzejmości dziewczyn z FB. Wzór jest dostępny na Ravelry w wersji na rękawiczki wiec na skarpety trzeba będzie przerobić albo uprząść grubszej włóczki i ten pomył bardziej do mnie przemawia. Takie skarpety z "potworem" powinna cechować ponura kolorystyka a nie błękitno-szara mgiełka. 


Robiąc zakupy włóczkowe zawsze buszuję po sklepie w poszukiwaniu czegoś ciekawego i tym razem znalazłam takie motki z przeznaczeniem na skarpetki. Włóczka jest w dwóch motkach po 50g/200m, barwionych z przejściem tonalnym pomiędzy poszczególnymi barwami. Kolorów jest całkiem sporo ja wybrałam w tonacji szaro-brązowo-czerwono-fioletowej i od razu wrzuciłam na druty. 


Mało co potrafi mną zawładnąć ale przejścia tonalne to jedno z moich ulubionych wykończeń kolorystycznych dzianiny, wielokrotnie pisałam o moich zachwytach nad Noro. No i tyle było z nie robienia skarpet, bo robię skarpetki z przejściem tonalnym, a te z "potworami" muszą poczekać tak jak rozgrzebany szal i sweter, nie wspominając o rzeczach innych. 


Zrobiłam zamówienie uzupełniające do sklepiku, powinno przyjść w tym tygodniu, nie będzie nowości ale wróci "Czarna Pantera" i "Lis Polarny" więc podstawy do tworzenia przędzy pod "potwory" też będą, dlatego z pewnością skarpet nie zabraknie.

Pozdrawiam Was niedzielnie 

niedziela, 12 lutego 2023

Coś na stopy

Na temat wełnianych skarpet mam więcej teorii niż wszyscy poszukiwacze "drugiego dna". Coraz częściej zauważam, że skarpety zrobione z ręcznie przędzionej wełny grzeją lepiej ale przedzierają się dwa razy szybciej. Skarpety z przemysłowej włóczki po jakimś czasie robią się dziwnie "sztywne" i nie jest to efekt filcu, który często dopada ręcznie przędzioną wełnę w skarpetach. Ta dziwna sztywność pochodzi jakby od tych tylko 25% nylonu, najczęściej zauważam ją przy włóczce Fabel za to Lang Jawoll mniej jest podatny na tę "sztywność".




Pomimo stałego poszukiwania idealnego skrętu nici na skarpety staram się czynić je najczęściej z własnych 3-nitek lub z 4-nitki sklepowej. Za najgłupszy pomysł uważam zrobienie skarpet z singla bo to nie ma prawa przetrwać tygodnia - ale takowe zrobiłam i do teraz nie rozumiem dlaczego owe skarpety wciąż pomimo użytkowania są całe.  Nie do końca zgadza się to z moimi wcześniejszymi wnioskami o całkowitej nieprzydatności singla w skarpecie - chyba, że w tej włóczce jest więcej sztuczności niż wskazuje opis. 




Skarpety ze zdjęcia wykonane zostały z resztek po swetrze oraz ciemnoszarej Flory, do wzmocnienia pięty użyłam cieńszej nitki oferowanej przez Lang. Zrobiłam je dla siebie, bo okazuje się, że im szybciej je dla siebie robię tym szybciej się dziurawią. Potrzebowałam też w dalszym ciągu przerwy w robieniu swetra bo wątpliwości co do kontynuacji tego projektu nie minęły. 
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      

Za to już bez wątpliwości ale z prawdziwą przyjemnością wróciłam do kołowrotka. Przy ostatnim zamówieniu kupiłam kilka paczek koloru i teraz przędę sobie te kolorowe drobiny z wściekle tęczowym połyskiem. 



Dla takich nitek z błyszczącym nylonem trudno znaleźć jakieś konkretne zastosowanie, nie jest tego wiele bo w każdym motku zaledwie ok. 25g. Błysku ma to sporo i trudno zdecydować co z tego zrobić ale wlepiam się w to jak sroka w błyskotki :)





Nie ma szans by uchwycić prawdziwą kolorystykę tych nitek chyba tylko to ostatnie zdjęcie się o tę prawdę ociera, światło na dworze albo jest tak ostre, że wszystko się wściekle błyszczy albo go nie ma.


Może zrobię z tych nitek czapkę i będę uważać, że to czapka na czas karnawału, na razie cieszy mnie sama myśl o przędzeniu a później podziwianie tych motków bez konieczności nadawania im ostatecznego kształtu. 



Ostatnie zamówienie jak przyszło przejrzałam pobieżnie bo to był koniec roku, nie miałam czasu  i teraz się złoszczę. Nie wszystko wygląda tak jak bym sobie życzyła. 
Co zrobić po takim czasie chyba tylko siąść przy kołowrotku i prząść nitki bo to koi nerwy :)

Pozdrawiam Was niedzielnie 

 

niedziela, 29 stycznia 2023

Lonk

Po takiej przerwie w przędzeniu można mieć wątpliwości czy jeszcze się pamięta jak to się robi ale na szczęście przędzenie to jak z jazdą na rowerze nie zapomina się. Postaram się być obiektywna w opisie jak się przędzie runo rasy Lonk ale może być w tym trochę zbyt wiele entuzjazmu z racji tej właśnie postnej przerwy. Sam opis rasy jest dość wyczerpujący w Wikipedii i nie mam zamiaru go tutaj kopiować bo zainteresowani sami znajdą wiedzę ale linka podpinam bo może się przydać. Runo nie należy do run miłych bo i sama rasa Lonk jest zaliczana do owiec górskich a to jednak zobowiązuje ale jeśli ktoś spodziewa się czegoś w stylu naszych górskich owiec to się zawiedzie lub będzie mile zaskoczony bo runo jest średniej szorstkości.


Nawet bym powiedziała jak na górskie owieczki to całkiem miłe runo, przędzie się dobrze nawet bardzo dobrze (opina osoby po długim odstawieniu, która z radością przędłaby nawet kurz spod mebli:) Uprzędłam niecałe 100 gram tradycyjnej 3-nitki o grubości WPI 14, na przełożeniu 1: 20. Same runo jest delikatnie przetykane włoskami w szarości, ubolewam że przy tym świetle tego nie widać bo ma to swój urok, jest trochę kempu ale naprawdę niewiele. W nitce o dziwo ma zaskakującą sprężystość, o którą raczej podejrzewa się merynosy, włos równy i przyjemnie poddający się skręcaniu.  
 


Mam zamiar zrobić sobie z tego motka skarpety, raczej do spania, wtedy ocenię trwałość, podatność na filcowanie i szybkość pojawiania się przetarć.  Jak ja lubię coś nowego :D

Na prośbę klientki mieszałam baty w kolorze fuksji ale najpierw musiałam ufarbować runo moje zapasy farbowanego runa wyczerpały się już dość dawno. Gotowe baty przetykane jedwabiem sari przypominają kolor roku ogłoszony przez Pantone - Viva Magenta. Pewnie gdybym chciała uzyskać dokładnie ten kolor za nic by mi się nie udało :) - za farbowaniem też tęsknię chociaż mniej niż za przędzeniem. 



Za to zupełnie nie tęsknię za produkcją skarpet, która w najlepszym razie jest w połowie realizacji, zrobiłam dwie pary skarpet dla PM, bym całkiem przy tym nie zmarniała z nudów zrobiłam paski ale też postanowiłam wykorzystać na nie resztki. Z dwóch motków po 50 gram i kilku resztek powstały dwie pary męskich skarpet w rozmiarze 43.


Resztki są nagminnym problemem z, którym muszę się stale zmagać ale tak prawdę powiedziawszy to o wiele łatwiej zaplanować coś z motka w całości niż wykorzystywać resztki. Niestety z tą produkcją skarpet tak szybko się nie uporam bo właśnie odkryłam, że nagminnie ceruję własne a syn przyniósł dwie pary dziurawych. Tak bardzo bym chciała znaleźć jakąś wełnę o trwałości adamantium :) 


Własny niedobór skarpet uzupełniłam ostatnio o dwie pary do getrów ale idąc za ciosem zrobię jeszcze trzecią z resztek. PM chce wełniane skarpety ale nie za grube ja zaś chętnie ubieram te robione podwójnie bo są cieplejsze, wykorzystuję do tego jedną z posiadanych książek z drobnymi wzorkami resztki wymagają jednak o wiele staranniejszego planowania niż by się chciało. 



Skarpety powstają też z powodu tego, że utknęłam zniechęcona nad swetrem, który obecnie robię z euforii robienia początkowych rzędów zostało naprawdę niewiele. Może się okazać, że będzie spektakularne prucie :( 

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 20 listopada 2022

U mnie bez zmian - skarpety

Byłam pełna nadziei, że akupunktura cudownie pomogła na migreny a przynajmniej złagodziła ich przebieg na tyle, że da się żyć. W zeszły weekend okazało się, że migrena chyba ze mną pozostanie i to w tej najpaskudniejszej formie. Do tego pogoda zrobiła się iście listopadowa, ponuraki za oknami się snują dodając jeszcze swoje do i tak parszywego samopoczucia. Miałam ostatnio pokazać skarpety ale przez powyższe się nie udało więc czynię to dziś. 




Ostatnie z trzech par, które powstały z seledynowej włóczki, już miałam z tej włóczki nie robić ale musiały powstać a dlaczego to napiszę. Tak jak poprzednie na mniejszą stopę na 64 oczka, wzór z nieśmiertelnej japońskiej książki jak wszystkie poprzednie. Każdy z wzorów inny bo jakoś nie wyobrażam sobie robić tego samego w kilku skarpetach jak w książce takie bogactwo.




Pięty wzmocnione dodatkową nitką uprzędzioną specjalnie w tym celu, jakie to szczęście, że można sobie takie drobiazgi i nie tylko drobiazgi samemu dorobić. Nitki było na tyle dużo, że powstały jeszcze inne skarpety. Ale najpierw była następna para białych gładkich, po tych białych dla cioci i szarych dla ojca moja mama stwierdziła, że właściwie jej nie jest specjalnie zimno ale jak siedzi przed telewizorem to kocykiem okrywa stopy. 
 


W tym czasie kończyłam te biało-seledynowe ale porzuciłam celem uczynienia rodzicielce bo jakże to kocykiem okrywać jak może mieć ciepłe skarpety, a biało-seledynowe rozmiarowo dla mnie. Zrobiłam w trzy wieczory proste białe, dość grube. Kilka godzin od chwili gdy je dostała dzwoni, i mówi że widziała je bardzo dobra znajoma i tak się zachwycała, że mama nie mogła jej odmówić i skarpety podarowała - "ale mnie to tak szybko idzie to zrobię następne, no i te były takie gryzące".  Pomyślałam sobie, że kiedyś z runa polskich owiec i to nie merynosów, bez wzorków skarpety były dobre, a teraz to już tylko "puch i jedwab" bogato zdobiony odbiorcę zadowoli :) Dokończyłam te moje z dość słabej włóczki ale wzmocnionej tą moją seledynowo-nylonową i zabrałam się za te z początku wpisu z mniej gryzącej włóczki ale we wzorki zdobne. 




Pomiędzy tymi skarpetkowymi zawirowaniami udało mi się zrobić próbkę na sweterek, który tak mi się przewija w myślach. Jego wzorzystość będzie powalająca więc patrząc na to, że w tej chwili kończę tylko skarpety jaki będzie los tego sweterka zobaczymy albo nie. 
Przez te "cudne" ceny opału grzejemy bardzo skromnie ku memu ogromnemu niepocieszeniu, podczas normalnych warunków grzewczych mnie było chłodno a co dopiero teraz, do tego pomimo wentylacji, pochłaniaczy wilgoci i roślinności ponoć pochłaniającej wilgoć szyby mi się pocą. 



Muszę jakoś przemyśleć w newralgicznych oknach firanki, stąd moje wątpliwości co do rychłej realizacji swetra, bo będę szyć. Kupiłam gipiurę i mam zamiar uszyć coś bardzo skromnego, krótkiego i dość "dziurawego" by była jak najlepsza cyrkulacja powietrza a szyby jednak całkowitą nagością nie straszyły. Oby starczyło mi cierpliwości bo nigdy nie ukrywałam, że szycie i ja to dwie różne drogi. 


Pozdrawiam Was niedzielnie - dzisiaj dla odmiany mróz ale przynajmniej słonecznie. 


niedziela, 16 października 2022

Czapka


Jest taka rzecz, którą robię namiętnie ale w niej nie chodzę, no może sporadycznie jak PM z wyrzutem patrzy jak na ziąb z gołą głową chcę się wybrać. Mam czapek naprawdę sporo, robię je z prawdziwą przyjemnością wręcz z namiętnością ... i układam w sosik na półce w szafie tuż obok rękawiczek :) Nie trafiłam jeszcze na czapkę idealną ale trwam w tych poszukiwaniach konsekwentnie.




Ufarbowane resztki Bfl z moherem zmieniłam w motek dość grubej tradycyjnej 3-nitki. Czesanka miała kilka wyraźnych kolorów ale już podczas przędzenia zadbałam o to by kolory jak najbardziej się wymieszały i powstał motek kolorystycznie jednolity niejednolicie. Trochę podobny do fraktalowego wykończenia przędzy lecz tylko trochę. 



 
Ta jego ostrość została stłumiłam jeszcze, poprzez dodanie nitki moheru z jedwabiem w kolorze curry. Trochę mnie martwiło to, że czapka będzie sztywno-śliska bo moher ma zerową sprężystość a runo Bfl porównywane jest właśnie do moheru więc też tej sprężystości nie ma za wiele.



Czapka jest we wzór bez wzoru no chyba, że pasek oczek ryżowych można uznać za jakiś wzór ale nie chciałam tracić subtelnych maźnięć koloru w jakiejś plątaninie warkoczyków. W oczkach ryżowych pięknie połyskuje blask moheru a prawe oczka mienią się barwami otulone meszkiem z Kid Silk'a.


Czapka pomimo braku ściągacza trzyma się głowy i jest wyjątkowo miła i ciepła, z daleka wpada w rudości i dopiero z bliska widać, że ma tysiące drobinek koloru. 


Wzór gdzieś kiedyś mi mignął w internecie a do czegoś takiego nie trzeba wzoru po prostu robi się na okrągło i na końcu zbiera :) Takie nic a mnie sprawiło sporo radości bo tygodnie upływają mi na zaopatrywaniu rodziny w skarpety. 

Zwykłe bez udziwnień, we wszelkich rozmiarach, bez kolorystycznych fanaberii, para za parą produkuję skarpety. Jedyne co je łączy to sposób robienia - od palców, powoli zaczynam popadać w odrętwienie tą jednostajnością wyrobów ale zimne dni nieuchronnie nadciągają a lista chętnych nie wiele się skróciła. 




Dla mojego ojca robię skarpety w rozmiarze 45 a gdybym mu pozwoliła na wymysły to robiłabym kolanówki, nie cierpi zbyt krótkich skarpet i zawsze pyta czy nie miałam już więcej włóczki bo mogły być trochę dłuższe. 


Jeszcze pewnie nie raz wyląduje tu zdjęcie zwyklaków ale takie życie dziewiarki - nie zawsze robi się cuda :)
Kupując motek moheru do czapki kupiłam kilka motków Flory bo promocyjna cena mnie skusiła, bo po ostatnim szaliku wymyśliłam, że mogłabym powtórzyć ale z mniejszą ilością kolorów, bo włóczki mam  za mało... pewnie popatrzę na kolory i schowam do szafy na później bo będę robić skarpety. 


Teraz pomiędzy skarpetami staram się skończyć bawełniany top co go latem zaczęłam ale dopadła mnie zaraza i nie dałam rady doprowadzić do finału. Powoli też patrzę co należałoby uzupełnić w wełnianym sklepiku przed zimą i czy są jakieś nowe runa, które chętnie bym poznała. Nic tak mnie nie ekscytuje ja nowy gatunek runa lub włókna - no jeszcze książki mają taką moc. 

Pozdrawiam Was niedzielnie.