niedziela, 3 grudnia 2017

Te grube druty nr 2

Teoria względności nie jest mi obca ale ostatnio dotarła do mnie z całkiem niespodziewanej strony, właśnie za sprawą drutów dotarło do mnie jak wszystko może być względne. Druty nr 2 do 2, 75 to moje naturalne środowisko dziewiarskie, owszem grubsze się zdarzają ale sporadycznie wszak ja czynię skarpety i rękawiczki. Nawet inne dziewiarki  utwierdziły mnie w przekonaniu, że dziergam na "igłach" i nagle takie odkrycie, że to jednak grube druty :) 


A stało się tak, że Monika bez jakichkolwiek oporów zafarbowała dla mnie wełnę w indygo, w dodatku nie chciała pieniędzy - bo coś wymyśli - no i wymyśliła, zapragnęła rękawiczek. 
Cudne indygo na zdjęciu pod spodem bo lubię na nie patrzeć :)


Chciała coś w ciemnym brązie (prawie czarnym) z niebieskim, ja potraktowałam jej prośbę dość luźno i ma ciemny zimny brąz z morskim - niebieskim lub zielonym jak kto woli. Motki pokazywałam ostatnio ale, że kolor w rękawiczkach nijak nie pasuje do oryginału to prezentuję zdjęcie kolorów najbliższych rzeczywistości. 


Wzór narysowałam specjalnie pod te nitki z myślą o drutach, z których normalnie robię rękawiczki czyli nr 2. Złapałam za druty i nijak nie mogłam z nimi się porozumieć, takie "grubasy", no cóż jak poprzednie rękawiczki robiłam na nr 1 to coś raz większego musi być grubasem. Dawno nic mnie tak nie zaskoczyło, nawet kilka razy sprawdzałam nr drutów czy czasem się nie pomyliłam :)


Wzór zaczerpnięty z książki o łotewskich rękawiczkach, przerobiony wg mojego pomysłu czyli wzór główny znajduje się tylko na wierzchu dłoni. 



Wnętrze ma swój wzór ale nawiązujący elementem do wzoru głównego, tak samo z ozdobnym borderem mankietu, wzór powtórzony na kciuku (czego na zdjęciach nie widać) a jeden z elementów wpisuje się we wzór główny. Właściwie to tak sobie wyobrażam dobrze rozpisany wzór na rękawiczki, powinien być jakiś motyw wspólny, powtarzalny nadający rytm czemuś tak symetrycznemu jak rękawiczki. 


Rękawiczki trafiły już do właścicielki, zostały zaakceptowane tzn, podobają się :) więc mogę z czystym sumieniem prezentować je tutaj.
Przez jakiś czas rękawiczki nie będą się u mnie pojawiały, bo muszę czynić skarpety i tutaj jakoś druty nr 2 zupełnie mi nie przeszkadzają :)


Mama zrobiła dla mnie wieniec adwentowy, porażająco ten czas pędzi,  dopiero był marzec a tu już święta za 4 tygodnie i to nie Wielkanocne.



Powiadomiłam już na FB i drogą mailową klientów sklepiku ale nie zaszkodzi jeszcze tutaj wspomnieć o drobnym upominku na Mikołaja :)



Pozdrawiam Was z życzeniami słonecznego tygodnia bo u mnie smutno za oknami po mimo śniegu.

niedziela, 26 listopada 2017

Drobiazgi

Wyjątkowo ciepło dziękuję za wyrazy uznania, które zostawiłyście pod poprzednim postem o rękawiczkach miałam odpowiedzieć każdej z osobna ale jak zwykle życie kreśli swoje scenariusze. 
Zauważyłam, że im więcej mam zajęć i mniej czasu tym więcej mam planów, pomysły się mnożą i kłębią. No wszystkiego mi się chce - prząść, farbować, mieszać na drumku, dziergać no jeszcze mam haftowane poduszki w głowie i święta to tradycyjnie powinnam jakieś śnieżynki zrobić na szydełku :) 

Na razie przędę wełnę na rękawiczki takie "wdzięcznościowe" miało być niebiesko z prawie czarnym ale "prawie czarny" okazał się nie do przyjęcia więc jest zimny brąz (naturalne Corriedale) oraz farbowana czesanka (też Corriadale) o nazwie teal (morski niebieski lub zielony - jak kto woli lub w zależności od światła).


Przędza jest tradycyjną 3- nitką (dalej mnie trzyma takie wykańczanie nitek) w rozmiarze ok 450 m na 100 g. 
Wcześniej uprzędziony motek naturalnego runa czarno-brązowego South American okazał się zbyt gruby a na dodatek samo runo nie wiele ma wspólnego ze swoim białym odpowiednikiem. Jest wyraźnie inne, niejednorodne, przypomina runo owiec prymitywnych z sporym dodatkiem ości ale o pięknym głębokim kolorze. Nie będzie leżał ten motek zbyt długo bo dziecko przedziera wełniane skarpety z taką lubością, że czas na nowe. Jakieś dwa albo i trzy lata temu ufarbowałam trochę runa Eider w łupinach orzecha włoskiego i patrzę na te  dwa motki z myślą jakie ładne będą z nich skarpety szkoda tylko, że sezonu nie wytrzymają bo to słabe runo. 



Finiszu doczekały się skarpety robione dla siostry (latem zaczęłam) bezkształt był z nich totalny ale po upraniu i nadaniu kształtu wyglądają całkiem przyzwoicie. Wzór z internetu z tego co pamiętam darmowy o nazwie "Broken seed", białe runo to moja mieszanka a kolor to Malabrigo iris - czesanka.

 


 Pewnie już nie pamiętacie mojego eksperymentu z cieniowanym motkiem  ale zmienił się w taką oto chustę, motek dostała siostra żony kuzyna :)), która też robi na drutach (chyba znalazłam wdzięczny materiał do testowania moich pomysłów).
Iza ( bo tak ma na imię) czasu ma niewiele ale bardzo lubi robić na drutach a co ważniejsze lubi moją przędzę :)
Chusta wprawdzie do drobiazgów się nie zalicza ale mam zdjęcia to piszę o niej od razu, bo mogę zapomnieć pokazać.


 Leżąca chusta przypomina mi łany na polach, jest zrobiona wg wzoru z internetu ( nie pamiętam jakiego) i moim zdaniem to cieniowanie jest naprawdę przyjemne dla oka aż mi się chce jeszcze czegoś podobnego.


Tylko tym razem jak będę farbować to nie będę się upierać przy jednym motku, spróbuję ufarbować fragmentami i jakoś sensownie połączyć - oby się udało bo w płynności przejść koloru cały efekt.


Już teraz ogłaszam, że 6 grudnia z okazji Mikołaja w sklepiku przesyłki będą darmowe - pewnie za tydzień ogłoszę bardziej oficjalnie ale gdyby ktoś planował wcześniejsze zakupy to może przecież skorzystać :)


niedziela, 19 listopada 2017

Prawie ideał

Bywają rzeczy, które pomimo upływu czasu mi "nie przechodzą" - tak mam od lat z łotewskimi rękawiczkami. Moje próby czynienia takowych są całkiem nieźle uwiecznione na blogu, długo ciągnęło się za mną pasmo niepowodzeń aż natrafiłam na włóczkę Holst, a raczej jej parametry były mi potrzebne 50 g - 275 - 330 m. Jak już wiedziałam jakiej nitki potrzebuję to ją sobie zrobiłam. 



 O nitkach pisałam dość dawno ale były właśnie robione z myślą o takich rękawiczkach, wprawdzie pierwsza wersja zakładała powstanie czegoś bez koloru tylko biel i szarość ale jak zobaczyłam ten wzór kwiatków a do tego miałam motek powstały z czesanki ufarbowanej w indygo (tu ukłon w stronę Moniki) to reszta jakoś się sama narysowała.


Wzory pochodzą z książek o łotewskich  rękawiczkach ale jest to składanka czyli całkiem nowy projekt na podstawie kilku różnych wzorów. No i wspomniane kwiatki - po nocach mi się majaczyły jak je zastosować. Nie jest to dokładnie to co bym chciała z tymi kwiatami czynić ale powiedzmy prawie mi się udało :)



Z danych technicznych to przędza moja 3 - nitka : jakieś 340 - 350 m w 50 g, 
druty nr 1, dwa komplety jeden z żyłką, drugie dziewiarskie. 
Z powodu braku tak drobnych drutów z innego materiału niż metal musiałam zrezygnować z robienia na dziewiarskich na rzeczy tych z żyłką, po prostu pomimo drobnych oczek druty z łatwością się wysuwały, jedynie palce robiłam na dziewiarskich. 
Wzór rozpisany na 114 oczek w obwodzie i rękawiczki pasują na moje dłonie !! nie są wielkie, "łapciowate" jak te poprzednie wersje. 
Są "prawie" idealne jedyny drobny mankament to przesunięcie bocznego paska wzoru o 1 oczko przy robieniu palców by zachować płynność i względną symetrię wzoru wnętrza dłoni. 



Mankiet rękawiczki podwójny, w środku sam dżersej w szarości robiony od dołu przedzielony pasmem *narzut, 2 oczka razem* co dało brzeg w bardzo drobny ząbek.



Po zakończeniu wzoru na mankiet nabierałam na początku tego dżerseju oczka (wypruwając nitkę tymczasową), dolne oczka przerobiłam z następnym rzędem wzoru tym sposobem oczka zamknęłam w najbardziej plastyczny sposób jaki można.


Powyższe zdjęcia z czerwca bo wtedy zaczęłam je robić, z dużą letnią przerwą ale i tak nie ma co ukrywać, przy tak drobnym dzierganiu męczę oczy bardzo szybko. W ogóle drobność oczek sama w sobie jest męcząca.  


Palce maja "boczki", kciuk ma klin, no wszystko z dbałością o szczegół, by swą misternością przykuwały uwagę. Dzianina jest niezwykle zwarta i ciepła, dodatek kaszmiru w szarej nitce nadaje im lekko meszkowatego wyglądu, są raczej z tych ciepłych rękawiczek ale o tym przekonam się jak nastanie zima. 


Patrzę na nie i już mam zamiar zrobić jeszcze jedne ale tym razem z większą ilością kolorów, kto wie może za jakiś czas znowu zechcę się zmierzyć z drutami nr 1.



Zdjęcia miały być idealne, w plenerze, w towarzystwie grafitowego wełnianego płaszcza i pary jeansów (to ten kolor w rękawiczkach) ale jedyny fotograf w domu to dwudziestoparolatek ze stanem skupienia 3-latka, więc zdjęcia względne mam dwa w tym ani jednego z całą głową. Więc musicie mi uwierzyć, że rękawiczki są w delikatnej szarości z kolorem niebieskim (jeansowym) bez względu na to co widać na zdjęciach w pomieszczeniu.




Niespecjalnie tęskniąc za aurą do noszenia rękawiczek - pozdrawiam Was :)

niedziela, 12 listopada 2017

Nowości i candy

 Paczki dotarły szczęśliwie, stany magazynowe w sklepiku uzupełnione (nie wszystko ale całkiem sporo) nowości dwie i to mocno namieszane.


 Pierwsza z nich to pasmowo wymieszane (w 5 stopniowej skali na 4) czesanki  w takich proporcjach:
37,5% - merynos z Falklandów,
25% - włókno perłowe,
25% - bambus,
12,5 % - lama (wersja uszlachetniona)
Chciałam czegoś co będzie łączyło w sobie zalety wszystkich tych włókien z nutą perłowej dekadencji w porażającej bieli. Wełna merynosów jest delikatna ta z Falklandów w dodatku wyjątkowo biała. Włókno perłowe - nowe włókno celulozowe pokryte proszkiem perłowym, bogatym w aminokwasy i minerały (cokolwiek to ma znaczyć), włókno jest filtrem UV ponoć o faktorze powyżej 30 - z tego co się orientuję to właściwie ubrania chronią przed słońcem no ale nich będzie, niewątpliwie zaletą jest praktycznie czysta biel i idealna absorpcja barwników. Lama w wersji "odwłosionej" jest samym puchem a bambus jest włóknem, z którym mam kłopot bo mam ręczniki z jego dodatkiem i je lubię, w skarpetach sklepowych też uważam bambus za ekstra dodatek ale jako czesanka mi skrzypi. Może jego niewielki dodatek okaże się  całkiem dobrym pochłaniaczem wilgoci i nie będzie skrzypiał podczas przędzenia.



 Druga mieszanka wymieszana jeszcze delikatniej bo na 3 więc pasma całkiem widoczne to:
50 % - Corriedale,
25% - włókno miętowe,
12, 5% - bambus,
12,5% - tencel

Włókno miętowe  o złotawym kolorze, to włókno celulozowe nasączone proszkiem z liści mięty pieprzowej ma ponoć właściwości antybakteryjne i chłodzące - jak długo, czy po praniu zanikają nie mam pojęcia wszak to eksperyment :)
Tencel włókno wytwarzane tak jak wiskoza z pulpy drewnianej w tym przypadku z eukaliptusa ma blask i gładkość jedwabiu.

Czesanki kupiłam po kilogramie i będę sprzedawać po 50 g bo to raczej ciekawostka, eksperyment, by poczuć pod palcami coś innego a w dzianinie doświadczyć wyjątkowości lub mierności połączenia - a jak się sprawdzą to będą pozycjami w sklepiku.



A teraz o tym co najważniejsze czyli o Candy nagroda miała być jedna ale są dwie pierwsza dla Finextra  ujęła mnie tym: " można nawet mniej szlachetnym surowcem tak uszlachetnić niezwykle szlachetny surowiec".  Dokładnie o to mi chodziło, że eksperyment może iść w różnych kierunkach a czyniony z głową dać wyśmienity efekt. W tym komentarzu znalazłam sedno sensu mieszania :)


dwie nowe mieszanki i dwie, które już od jakiegoś czasu są stałą pozycją w sklepiku
 Nowe mieszanki są opisane a starsze to:
pierwsza

48,86 % - Polwarth,
28,57 % - Kaszmir,
28,57 % - Jedwab,
druga

42,85 % - Bfl,
28,57% - lama
28,57% - jedwab


Druga nagroda jest dla Nordstjerna, jej wpis też mnie ujął  "To jest niesamowite, jak niewielki dodatek "czegoś innego" tak zmienia nitkę i sam proces przędzenia."  Dokładnie to uczucie pod palcami podczas przędzenia kiedy niewielki dodatek do wełny zmienia cały proces nie tylko podczas tworzenia nici ale już sama dzianina czy tkanina zachowuje się inaczej. 

jedna mieszanka nowość a druga z tych starszych

Bardzo proszę o adresy (poślijcie na maila) bym mogła paczuszki Wam wysłać, mam nadzieję, że sprawią Wam te czesanki trochę radości. 


Ja oprócz pozostawienia sobie celem sprawdzenia trafności połączeń nowych mieszanek kupiłam pierwszy raz barwioną czesankę. Nie jest tego wiele bo 500 g ale jak zobaczyłam ten "damaszkowy kolor" bo tak go nazwali to nie mogłam za siebie. Do tego jeszcze morski chociaż to nie do końca jest morski i ten szary beż - to zobaczyłam sweter we wrabiane wzory i przepadłam ciekawe, w której dziesięciolatce zrealizuję. 





 Zabawa z filcem trwa w dalszym ciągu, z przerwami ale trwa. Na razie wniosków kilka, drobne metalowe druty wbijają się w filc, kieszonki na druty trzeba zrobić szersze, oznakowania przygotować tak by wszystkie przyłożyć jednocześnie.




 Koniecznie kupić grubą szarą nić bo czerwona uwypukla niedoskonałości krawieckie na i tak kłopotliwe przeszywanych warstwach,  muszę jeszcze kupić jakąś stopkę, która pozwoli na szycie koło zapięcia.

Koniecznie należy zmierzyć czy zmieszczą się druty zanim przyczepi się drugą część zapięcia :) Eksperymentuję dalej i mam nadzieję na jakiś całkiem zgrabny i funkcjonalny pojemnik na druty. 


dwa zapięcia bo jedno umieściłam za nisko i druty się nie mieściły 
Dziękuję Wam za zabawę, pomimo nawału obowiązków, braku czasu napisałyście o swoich doświadczeniach z mieszankami dla mnie to inne spojrzenie jest ważne :)
Pozdrawiam niedzielnie.

niedziela, 5 listopada 2017

Nie do końca ładny sweter

Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że blog zaczyna schodzić na dalszy plan w nawale zajęć. Nie mam zamiaru rezygnować z pisania bo z wiekiem pamięć już nie ta, a to jednak całkiem dobry zbiór wiadomości lub danych technicznych różnych moich projektów, już kilkakrotnie zdarzyło mi się wracać do starszych wpisów celem odświeżenia pamięci. Mam nadzieję, że jednak jakoś uda mi się coś tworzyć by posty nie były tylko o zamiarach :) 
Dzisiejszy wpis jest właśnie taki o zamiarach jeszcze do końca niesprecyzowanych ale już coś tam można wyobraźnią musnąć. 



Ostatnio pisałam o torbie z filcu a przy okazji o chęci uczynienia jakiegoś rozsądnego etui na druty dziewiarskie. Filc już przycięty, mam nawet koronkę filcową - PM opanowuje nowy laser, jak opanuje to już mu się nie będzie chciało bawić w moje koronki więc muszę wykorzystać okazję :) Tak jak przypuszczałam brzegi równiutkie i nadtopione - trzymają fason. Do tego wycięłam z flocka (taki zamsz na kleju, do wgrzewania  w tkaniny) oznakowanie grubości drutów, moje logo, mam zakupione zapięcia magnetyczne no i teraz muszę wykombinować: ile tych podziałek, czy wszystkie równe, czy jednak zwiększać je stopniowo tak jak rośnie grubość drutów a może przy tych cienkich nie ma to znaczenia - no muszę pomyśleć.


Na razie pokusiłam się o przyklejenie ozdobnej koronki, na zdjęciu tylko przymiarka przykleiłam równo wg brzegu, mam jeszcze dylemat związany z przebijaniem się drutów przez filc, szczególnie tych w bardzo drobnych rozmiarach, chyba będę musiała poprosić PM o wycięcie większej ilości tych etui bo trzeba sprawdzić kilka wariantów - na razie nagromadziłam części składowych.


 Za to zupełnie rzeczą skończoną jest sweter z alpaki + jedwab (Drops wersja nitki mierzwiona), po praniu sweterek nie nabrał jakiegoś szlachetniejszego wyrazu w dalszym ciągu wygląd ma lekko zużytego ale postanowiłam się tym nie przejmować i uważać, że ma taki "design".


Wzór - bez wzoru, robiony od dołu na okrągło, z głębokim okrągłym dekoltem, rękaw z główką od góry za pomocą rzędów skróconych, wykończony dość długim ściągaczem. Zużycie materiału 4 motki i nadwyrężony 5.  


Ma przyciągać urodą koloru i "łachmyciarskim" wyglądem, na razie mam mieszane uczucia i sweter wylądował w szafie, chociaż znalazł amatora podczas suszenia na płask - przyłapałam  kota rozciągniętego na całości:)

Jak zwykle z powodu braku fotografa sweter na manekinie, na mnie wygląda podobnie tylko rękawki bardziej wypchane. Martwiłam się, że alpaka będzie dźgała ale w tej nitce na razie jest ok, na gołe ciało nosić nie będę ale na bluzkę  z krótkim rękawkiem czy t-shirt więc ręce są narażone.


Patrząc na ten sweter mam poczucie, że ten prawdziwy moherowy "piórkowy" jeszcze przede mną :)


Z wielką radością powitałam na początku tygodnia informację o wysłanym zamówieniu uzupełniającym stany w sklepiku,w piątek moja radość była połowiczna bo przyszła połowa. Po interwencji okazało się, że i owszem listy przewozowe na paczki zrobiono ale kurier dostał tylko jedną, drugą wyślą w poniedziałek bo im się jakoś zawieruszyła. Jak to dobrze, że moje candy opatrzyłam datą 12 listopad bo część mieszanek w paczce, która nie przyszła :( 

Podziwiając późną jesień w słonecznej odsłonie pozdrawiam niedzielnie. 

niedziela, 22 października 2017

Taka torba

 Na początku października byłam z PM w Warszawie na targach multimediów reklamowych. PM był zainteresowany nowym laserem no i ogólnie chciał zobaczyć "co w trawie reklamowej piszczy na nową nutę" ja pomimo pokrewnych zainteresowań bardziej zwracałam uwagę na tekstylia,  materiałów reklamowych przywieźliśmy dość sporo ale jak to zwykle bywa praca nas dorwała i dopiero całkiem niedawno zrobiliśmy dokładny przesiew tego co nam się przyda na przyszłość.


 Mnie na pewno zainspirował katalog firmy oferującej gadżety z filcu, było tego całkiem sporo ale mnie interesowały torby, które mogą się przydać dziewiarce lub prządce. W drodze do stolicy robiłam na drutach i wiem, że wiele dziewiarek nie będących kierowcami tak wykorzystuje czas spędzony w trakcie podróży.


Torby oferowane przez wspomnianą firmę dla dziewiarki są za duże (tamte służyły między innymi do noszenia drewna kominkowego), ja moją wzorowałam na projekcie dziewiarskiej torby znalezionym w internecie. Tamta jest materiałowa co ma swoje zalety ( czesanka się nie czepia ) ale również wady jest wiotka i nie stoi a nie zawsze musi wisieć nam na ramieniu.
Jedna z współpracujących z nami firm zajmuje się właśnie filcem więc o materiał nie musiałam się martwić bo mam katalog z próbkami koloru i grubości wystarczyło tylko zamówić i spróbować coś stworzyć.


 Filc cięty laserem ma ładnie wykończony brzeg bo poliester lekko się nadtopi, niestety laserowy stolik ma ograniczone pole robocze więc wycięcie torby odpada. Wpadłam na pomysł przyszycia lamówki by brzegi wyglądały zgrabniej no i muszę przyznać, że tak wyglądają, tylko najpierw lamówkę musiałam przyfastrygować bo przyszpilić się nie dało do 3 mm filcu.


 Taką torbę z filcu można dowolnie ozdobić więc na początek postanowiłam wyhaftować moje logo ale można coś wyciąć laserem lub ozdobić metodą flock i chyba wszystkie te metody kiedyś wypróbuję bo zabawa całkiem przyjemna. Oczywiście jednej torby szyć nie będę, od razu wycięłam trzy a dwie już uszyłam no i uważam, że jest całkiem poręczna dla kogoś z drutami czy wrzecionem, ale nawet jako pojemnik na czesanki przy kołowrotku się sprawdzi. Nad torbami jeszcze muszę pomyśleć by w jakiejś formie mogły zaistnieć w sklepiku wełnianym czy jako towar lub gadżety ale na pewno zaistnieje tam coś innego - etui na druty dziewiarskie.


To czego mi brakuje to etui na druty dziewiarskie, zapewne pamiętacie moją dumę z tego na poniższym zdjęciu ale duma dumą a życie swoje. Po pierwsze jest za śliskie, po drugie ja nie mam jednej pary drutów z danego rozmiaru w przypadku nr 2 i 2, 25 to są 3 pary, niektórych drutów w ogóle nie wykorzystuję albo tak sporadycznie, że mogą mieć osobne miejsce do leżakowania. 
No i długość drutów najczęściej używanych to 13,5 cm i 15 cm. Muszę opracować jakieś zgrabne etui dla "skarpeciarek" drobno dziergających i średnio bo z bardzo grubej włóczki to chyba skarpet się nie robi. Takie etui na druty na pewno się przyda tylko muszę się jeszcze zorientować jakie preferujecie długości tych drutków - gorzej jak są z żyłką :) bo na to nie mam zgrabnego pomysłu. 
Wszystkie gadżety są ze sztucznego filcu nie jestem jego zwolenniczką ale cena za wełniany jest taka jaka jest ale kto wie może kiedyś się odważę popsuć wełniany. 


                                 


Muszę napisać jeszcze kilka słów o tym niebieskim cudzie - to wełna farbowana w indygo przez Monikę (Incarna). Już kiedyś miałam przyjemność dostać od niej kawałek tak zabarwionej czesanki i jak zaproponowała, że może mi ufarbować więcej to szybko przyjęłam jej propozycję. Mam czesankę cudownie wybarwioną w kilku odcieniach - na razie będę patrzeć ale jak tylko znajdę trochę czasu zaraz zacznę prząść bo pomysł przyszedł z kolorem :)


Od Moniki dostałam również kawałek mieszanki poddanej takiemu barwieniu a w mieszance jest merynos, jedwab i len i muszę przyznać, że jak Monika o tym opowiadała to sceptycznie podchodziłam do tematu dopiero ten kawałek uświadomił mi, że to bardzo ciekawa mieszanka a jeszcze ciekawsza może okazać się nitka ten len daje jej to coś czego poszukuję w mieszankach :)




Monika posłała mi również chmurki czesanej alpaki - no same dobroci :) 



W deszczowy niedzielny poranek pozdrawiam Was z tęsknotą za słońcem minionego tygodnia.

niedziela, 15 października 2017

Lekko i ciepło

Niewątpliwie oprócz lekkości i ciepła trzeba zwrócić jeszcze uwagę na ekskluzywny skład włóczki (moher +jedwab) i tak można opisać sweterek, który ostatnio zrobiłam "super lekki i ciepły" . Jest rewelacyjnie lekki bo na rozmiar ok 44- 46 poszły 3, 5 motka czyli tak coś koło 90 g. 


Pomimo bardzo skromnej wagi sweterek jest niezwykle ciepły o czym przekonałam się podczas dziergania gdy już spory kawałek dzianiny leżał mi na kolanach. Myślałam,  że robienie na drutach moheru będzie utrudnione przez włosek, który posiada nitka ale robiło się bardzo przyjemnie, wprawdzie moher pozostawia ślad po sobie na ubraniach ale nie on jeden to czyni. Mogłam dziergać ściślej może wtedy byłby dla mnie ale od czego są "nauczki na przyszłość" :)


Robiłam z myślą o sobie ale, że był to mój pierwszy w "wadze piórkowej" to nie obeszło się bez wpadki i to bolesnej bo z rozmiarem. Rozumiem, że taki sweterek może być większy i robić za "oversize" ale ja jednak wolę coś bardziej w moim rozmiarze.
Sweter nawet nie miał szansy "leżakować" u mnie na półce, moja mama wpadła w zachwyt nad kolorem i formą, więc sweter powędrował do niej.


Sweter jest najprostszy w świecie, cały z prawych oczek z wyjątkiem karczku mankietów i dołu - to ścieg francuski a dekolt wykończony ściągaczem 2 na 2. Dzianina lekko prześwituje ale nie jest to rzecz noszona na gołe ciało tylko jako sweterek na t-shirt lub bluzkę. Właściwie pomimo, że to nie wełna to bardzo mi się podoba szkoda tylko, że nie dla mnie :)



Z danych technicznych to wzór z głowy o ile coś tak prostego można nazwać wzorem, do tego druty nr 4 i włóczka Kid-Silk z Drops'a w kolorze szarym. Włóczkę kupiłam podczas promocji więc cena jest całkiem rozsądna za tak miły sweterek. 
Z racji tego, że ten nie jest mój postanowiłam jednak taki sobie zrobić niestety moher kosztuje dość sporo a kto wie co znowu mi się przydarzy więc kupiłam alpakę z jedwabiem w wersji "brushed" (szczotkowana -jak dla mnie mierzwiona:). Przy tej dzianinie nie mogę się pozbyć wrażenia II gatunku w porównaniu z moherem pomimo cudnego koloru alpaka wygląda jakby była lekko sfilcowana, tak jakbym ją już z dwa razy spruła. Czynię dalej bo kolor ładny i szkoda porzucić już na początku a nic innego z tej włóczki nie ma szans powstać.



Na kołowrotku ostatni, czwarty motek mojej srebrzystej mieszanki, o dziwo  dwa pierwsze były bardzo napuszone Polwarth'em. Trzeci ten ze zdjęcia poniżej ma w sobie wyraźnie więcej jedwabiu ciekawe czy czwarty będzie różnił się kolorem :)
A to wszystko z jednej czesanki, mieszanej specjalnie dla mnie, podzieliłam ją na 100 g kawałki i tak je przędę a tu takie cuda przy wersji najbardziej równomiernie wymieszanej czesanki.


Nitka jest bardziej zwarta i ma więcej blasku ale jak na razie i tak nie wiem co z niej powstanie, więc niech sobie są jedne motki napuszone a inne błyszczące.


Pozdrawiam Was niedzielnie :)