niedziela, 29 listopada 2020

Kwiatki

Kwieciste skarpetki skończone, wzór pochodzi z bogatych zbiorów Drops'a i pewnie jeszcze kiedyś wykorzystam bo robi się dobrze a prezentuje jeszcze lepiej. Zdjęcia skarpet jakości takiej, jak się je robi samemu :) Najciekawsza rzecz w tych skarpetach to nie przyjemny dla oka wzór tylko metoda zbierania pięty czyli ciąg dalszy testu a przy dwóch kolorach sprawia to trochę kłopotu.


Zamykanie oczek w rzędach skróconych na piecie to pierwsze schody, na które trafiłam, druga sprawa to zamykanie pięty z klinami bocznymi. Pierwszą skarpetę robiłam tak jak się robi w przypadku pojedynczej nitki - czyli, na który kolor trafiło ten służył jako owijka dla oczka skróconego a w zbieraniu padło na oczka jasne więc tak zebrałam - jasną nitką okazało się, że przy takim przerabianiu wzoru nie ma szans na ścisłe dociągnięcie nitek (zapobiega to powstaniu dziur z powodu zbyt luźnego oplatania) .



Drugą skarpetę a raczej piętę zrobiłam już inaczej do oplatania oczka skróconego użyłam obu kolorów a na dodatek zbierałam oczka po bokach też przerabiając dwie nitki koloru co widać na zdjęciu. Skarpeta na dole ma rząd jasnych oczek a ta na górze taką mieszaninę ale to podwójne zastosowanie nitki zdało egzamin wszystkie połączenia są na tyle ścisłe, że nie powstają żadne nieplanowane luzy. Piętę w tej pierwszej skarpecie musiałam poprawić szydełkiem dociągając nitki bo mankament ujawnił się dość późno.



Skarpeta nie ma wzmocnienia nad piętą bo tutaj ono zupełnie niepotrzebne, mam zamiar wykorzystywać ten sposób robienia skarpet maksymalnie, na razie na bazie wzorów już posiadanych. A jak tylko opanuję wszelkie niuanse to będę rysować własne wzory na tak robione skarpety bo jak już wcześniej wspomniałam nie ma nic lepszego niż dobrze dopasowana, ciepła skarpeta - najlepiej wełniana :)


Skarpety będą się przewijać przez blog pewnie do marca ale to nie oznacza, że nie robię nic innego.

Popełniłam małe farbowanie, potrzebowałam motka w kolorze ceglasto-ziemistym ale trudno na jeden motek namieszać farby zawsze jest za dużo a wylać szkoda. Mało teraz farbuję więc resztki stały by nie wiadomo do kiedy. 



Resztkami farby zabarwiłam czesankę - mieszanka wełny i jedwabiu - jaka wełna nie wiem bo tam gdzie kupowałam też nie wiedzieli. Do tego dorzuciłam trochę nylonu i jak tylko wyschło poszło na drum carder.

 


Do mieszania dodałam trochę ciepłej zgaszonej czerwieni, rudego i czerwono-pomarańczowego i wyszedł "głóg" tak sobie to roboczo nazwałam. Pierwsza partia już się przędzie nie wiem po co ale już się nauczyłam, że niektóre rzeczy, które zaczynam bez planu kończą w całkiem efektownym stylu




Robię następne całkiem proste skarpety ale zaczęłam też szalo-kołnierz do kurtki na razie jest tyle.  Przyglądam mu się bo nie do końca mam pewność czy do prawie białej kurtki tak ciemna rzecz nie będzie zbyt kontrastowa. 




Powstał też motek włóczki z podobnej mieszanki jaką zrobiłam dla PT, jest z myślą o skarpetach, pewnie się o nich dowiecie jak powstaną. Jest to mieszanka runa Chubut, Corriedale w kolorze pieprz, resztki jedwabiu Oxalis oraz nylonu. W normalnym świetle wygląda jak ściery z resztek do podłóg w czasach PRL-u ale w sztucznym świetle lub w słońcu jedwab i nylon mienią się i połyskują nadając mu szczyptę luksusu.




Kupiłam dla miękkiej żyłki druty addi, chociaż jestem miłośniczką ChiaoGoo ale w rozmiarze 2,5 to druty metalowe,  mam ich trochę w metalu ale jak mogę mieć drewno lub bambus to zawsze wybiorę to drugie. Dziewiarka potrafi zgromadzić majątek w drutach :)

 



Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 22 listopada 2020

Skarpety trzy

Właściwie to trzy pary skarpet, prawie trzy bo trzecią parę  kończę i na prawdziwą sesję dopiero się załapie następnym razem. Wszystkie trzy pary są robione od palców ale pierwszy raz robiłam je z klinem. 



Pierwsze, na których się uczyłam tej metody to skarpety syna, są zupełnie proste ale on takie chce a dla mnie to idealny moment do nauki czegoś nowego bo nic nie odciąga uwagi od nowych zasad konstruowania skarpety. 




Całą naukę przeprowadziłam "zdalnie" :) za pomocą bardzo dobrej instrukcji Intensywnie Kreatywnej (polecam Jej film z YT). Metoda jest dobra, nawet bardzo dobra i przy tych prostych skarpetach sprawdza się wyśmienicie. 



Druga para to moje własne skarpety (wyrzuciłam cztery pary, jedna została do cerowania i trzy pary, których żywot niedługo się dokona) miały być z mojej przędzy ale kusiły mnie motki Lang, które kupiłam dość dawno temu. Tym razem już jest wzór ale tam gdzie nowe zasady w dalszym ciągu prosto więc metoda utrwalona. 



Wzór wierzchni z japońskiej książki, tył skarpety powyżej pięty moje wariacje, długie płynne cieniowanie włóczki wyraźnie odcina się w miejscu gdzie przerabia się tylko piętę. Włóczka przyjemna ale niepowalająca. 


bardzo "piękna" pięta :)

Przez lata robiłam skarpety od góry, piętę tak jak mi pokazała babcia, kilka lat temu odkryłam, że to sposób holenderski, trochę zmodyfikowałam ten sposób zamykając piętę rzędami skróconymi ale cały czas były to skarpety robione od góry. 

Później był długi wpis na temat początków przygody ze skarpetami robionymi od palców, tą najprostszą metodą jaka może istnieć i nie do końca mi się podobało. Ale wiedziałam, że jest jeszcze metoda na skarpety od palców z klinem - no i nastała pora roku, która wymaga zaopatrzenia najbliższego otoczenia w skarpety, w dużo skarpet. Nie może być lepszego czasu na testowanie nowego sposobu dziergania - przy tej ilości skarpet, które powinnam zrobić - poznam ją dogłębnie :)



Muszę przyznać, że to największe odkrycie jakie poczyniłam od czasu rękawa robionego z główką do góry :) To naprawdę bardzo dobrze przemyślana i skonstruowana skarpeta, do tego od początku do końca wszystkie połączenia oczek są plastyczne (łączy się żywe oczka) więc nic nie ciągnie, nie zacina się jest elastycznie. Jedyne do czego mogę się przyczepić to nie widzę zasadności robienia wzmocnionej pięty w tym miejscu w którym ono jest. Jak długo chodzę w wełnianych skarpetach i chodzą w nich moi najbliżsi to w tym miejscu nigdy nie zrobiliśmy dziury a nawet przetarcia. Dziury na pietach robi się od spodu lub dokładnie na pięcie tam gdzie rzędy skrócone nigdy powyżej pięty. Ale taki mankament to żaden mankament, po prostu lepiej przy konstruowaniu samej główki pięty zastosować dodatkową nitkę niż bawić się w pogrubianie nad piętą, co może skutecznie zdyskwalifikować skarpetę przy ubieraniu butów.



Ostatnia para, która jest już praktycznie skończona to już trochę wyższa szkoła jazdy bo tu wzór wrabiany po całości i nie tylko na prostych płaszczyznach ale jak widać pięta też we wzorze, wprawdzie to tylko paski ale jednak by zrobić to dobrze, musiałam się trochę nagimnastykować. Dokładnie opiszę jak skończę i upiorę. Różowy wzorek to resztki motków z moich skarpet, szare tło też resztki z jakiś skarpet i to mnie tak ucieszyło, że wykorzystałam resztki, więc kupiłam nowe motki na skarpety - chociaż cały czas przędę czesankę z myślą o skarpetach :)



 Pozdrawiam Was niedzielnie z zapowiedzą następnych skarpet :)

niedziela, 8 listopada 2020

Sama sobie uprzędę


Zachciało mi się nowego szalo-kołnierza do kurtki, tym razem miał być o ciemno szarym tle z wzorem z cieniowanego kolorami motka Lang. Wzór narysowałam dość szybko (to mi ostatnio najlepiej wychodzi) zakupiłam włóczkę Florę w ciemnej szarości... i przędę sobie tą ciemną szarość. 
Włóczka, którą kupiłam jest o ton jaśniejsza od resztki, którą mam u siebie i która mi pasowała do tego projektu. Nowe motki zupełnie się nie sprawdzą są za jasne, a ja nie mam zamiaru kupować do czasu aż trafię na ten właściwy kolor.


 

 Chciałam coś ciemno szarego ale kolor miał być niejednolity, dlatego szara Flora z delikatnym jaśniejszym włoskiem wydawała się idealna, tylko niestety w tej partii koloru, jasnego włoska jest za dużo. Postanowiłam, że nitkę uprzędę z czarnego runa Shetland, które naturalnie posiada jaśniejszy włosek ale trochę je przyciemnię farbowanym na czarno South American'em, kapką brązu z tegoż samego runa no i jakoś tak nie mogło się obejść bez jedwabiu w mojej ulubionej wersji czyli Puduncle. 





Mam już dwie szpule, bo to będzie 3-nitka i właśnie wymieszałam ostatnią partię, pewnie jeszcze w tym tygodniu wrzucę na druty i się przekonam czy to na pewno to czego chcę. Włóczki powinno starczyć a nawet sporo zostać i zaczynam się przymierzać po raz kolejny do czapki dla PM. Do tej pory nie udało mi się zrobić lepszej od tej "jedynej słusznej" ale jakoś się tym nie przejmuję bo jak "jedyna słuszna" się zużyje to będzie musiała jakaś w jej miejsce zaistnieć. 


Mieszanka ściągnięta z drum carder'a wygląda na bardzo ciemną ale jest poprzetykana blaskiem jedwabiu więc wygląda całkiem przyzwoicie w nitce. Mało kiedy tak dobitnie uzmysławiam sobie, że umiejętność przędzenia daje mi tyle możliwości - zawsze mogę sobie sama uprząść to czego potrzebuję, co sobie wymyślę i na co mam ochotę:) 



Wymieszałam jeszcze jeden batt dla teściowej, bo z racji pandemii każemy jej siedzieć w domu, a że ją nosi to postanowiłam zadbać o siedzące zajęcie :)  Zrobiłam dla niej przegląd resztek po ostatnich mieszankach, które robiłam do sklepiku. Ma tam resztki soi, włókna miętowego, błyszczący nylon, trochę angory, lisa polarnego, south anerican  i corriedale w kolorze pieprzu. Moim zdaniem wygląda całkiem interesująco i powinna sprawić, że teściowa będzie chciała prząść a nie fruwać po mieście. 




Wspominałam, że będę testować robienie skarpet od palców z klinem na pietę, te na zdjęciu to druga para tak robionych. Będzie o tym sposobie osobny wpis ale muszę jeszcze zacząć trzecią parę we wzory wrabiane by mieć obraz całokształtu :) 

Nie wiem czy Wy też szyjecie maski ale ja co jakiś czas jedne wyrzucam a następne szyję, obiecałam sobie, że nie kupię ani jednej bo skoro te sprzedawane nie chronią przed wirusem, to skuteczność moich jest podobna - nie dostanę mandatu.  

Przeczytałam w internecie, że z domowych materiałów najskuteczniej chroni filtr do kawy, więc może się zastanowię jak pomiędzy warstwami materiału w tych maskach umieszczać ten filtr.  


Pozdrawiam Was niedzielnie. 


p.s.  posadziłam 75 cebul tulipanów i 5 narcyzów - co to będzie za wiosna :)

 

niedziela, 1 listopada 2020

Wyniki Candy

 Dzisiaj krótko ale do zwykłych pandemiczno-jesiennych smutków doszły nowe i nawet dziesięć candy nie osłodzi tej sytuacji :( 

 Zapowiedziałam ogłoszenie wyników na 1 listopada tak też czynię, przynajmniej jedna osoba przez moment będzie miała myśli zajęte czymś przyjemnym :)

Za sierotkę jak zwykle PM z braku innych chętnych o poranku. 





Wylosował karteczkę z sygnaturą "anonimowa72" - proszę tą osobę o podanie adresu, na który mam wysłać nagrodę. Mój mail: e-welenka@pn.pl  


Dziękuję Wam za chęć udziału, gratuluję osobie wylosowanej a resztę zapewniam, że pewnie za jakiś czas znowu będzie u mnie jakieś candy - bo bez drobnych przyjemności rzeczywistość staje się zbyt ciężka do zniesienia. 

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 25 października 2020

Sweter

Trochę to trwało ale jest, sweter z czesanki barwionej impulsywnie, w dzikich kolorach ale przy całej przypadkowości naprawdę jestem zadowolona z efektu jaki otrzymałam. Po pierwsze podoba mi się detal czyli niejednorodna kolorystyka, nie ma miejsca by nie mieniło się dwoma lub trzema kolorami, do tego delikatny włosek moheru i pobłyski jedwabiu - no wszystko jest cudnie zgrane. 



Sweter jest bardzo prosty, wynikało to z kilku rzeczy ale przede wszystkim prostotę narzucała włóczka bo pomimo nienachalności kolorystycznej ma wyraźne paskowanie, które widać w dzianinie. Przez to paskowanie koloru postanowiłam listwę na guziki robić od razu - obojętnie co bym wymyśliła, osobno robiona listwa wyglądałaby źle a tak jest spójna z całością. No i musiał to być raglan w ten sposób mam niezaburzoną ciągłość pasków na ramionach. 


Listwa wychodzi prosto ze ściągacza i kończy się razem z  kołnierzo-golfem. Sweter całkiem prosty ale ma kilka "smaczków", które przyszły w trakcie dziergania, lubię nosić rzeczy proste ale takie są najnudniejsze w dzierganiu. Jest kilka niby ozdobnych detali, po pierwsze ściągacz po bokach jest pociągnięty wyżej (mógł być jeszcze wyżej) co dało ładne dopasowanie  bez zbierania oczek w tali. 



Taki sam motyw zastosowałam przechodząc z dżerseju w ściągacz przy kołnierzo-golfie oczka zmieniałam stopniowo co dało moim zdaniem całkiem ładny efekt. 


Przód i tył ma taki ukośnie zaczynający się kołnierz, do tego nie musiałam  przy reglanie martwić się o płynne przejście w kołnierz - samo się robi. 


W taki sam sposób wykończone są mankiety rękawów, z wierzchu widać zwykły ściągacz pnący się w górę po bokach ręki. 



By skończyć się dość wysoko po wewnętrznej stronie, tutaj też wyjątkowo ładnie dopasowuje się do ręki, takie drobne rzeczy a wnoszą całkiem sporo. 



najbardziej zbliżony kolor do rzeczywistego

Sweter jest wyjątkowo ciepły i miły, kolorystycznie bliski mym upodobaniom, nie ma kieszeni, przy tych bocznych skosach ściągacza nie za bardzo było jak wmanewrować zgrabnie wyglądające kieszenie ale tym razem ich brak przeżyję :)



Z danych technicznych to sweter robiony od dołu  w całości, na wysokości pach dodane oczka żywe na rękawy, które później robiłam w dół. Włóczka moja 3-nitka ok 300 g w grubości na skarpety 100 g - 420 m, 4 i pół motka moheru z Drops'a (Kid Silk) w kolorze rdzy. 
Druty 3,75 i 4 mm.  



 Nie pamiętam kiedy praca nad dzianiną tak mnie cieszyła a zarazem zaskakiwała bo kolorystyka czesanki nie wskazywała, że powstanie coś tak przyzwoitego :)



Przypominam zachęcająco do udziału w candy z poprzedniego wpisu - swetra z tej czesanki nie zrobicie ale może się przyda jako dodatek do czegoś większego. 

Pozdrawiam niedzielnie. 

niedziela, 18 października 2020

Na jesienne smutki

 Na smutki jesienne zawsze u mnie były jakieś słodycze, by tradycji stało się zadość powinnam jakieś candy zorganizować. W tym roku przy zwyczajnej szarudze jesiennej mamy jeszcze inne poważniejsze smutki więc może chociaż na chwilkę coś innego.

Tak sobie myślę, że bardzo odbiegłam z tematyką od głównego założenia, że miało być głównie o przędzeniu. Przędę mało, a jeśli już to runo, które znam i lubię czyli opisane z każdej strony. Muszę trochę poprawić swój wizerunek prządki wiec organizuję candy bardzo tematyczne.




Tym razem nagroda jest jedna ale powinna się spodobać obecnym i przyszłym prządką - jest to książka "Spin, Dye, Sttich" - w bardzo przystępnej i skoncentrowanej formie opisuje każde z zagadnień. Nie jest to kompendium szczegółowej wiedzy ale raczej coś co naświetla temat jak zacząć lub przypomina jak coś się robi. Książka jest pełna zdjęć więc nawet prządka, taka jak ja nie władająca biegle językiem angielskim sobie poradzi. 
Do tej książki są dwa baty po 70 g.



Kolorystycznie takie same w bardzo jesienno-dyniowej tonacji ale z dodatkiem puchu z jaka, brązowej alpaki i cynowej poświaty jedwabiu puduncle, wełna to merynos 23 mic. 




Aby wziąć udział w losowaniu należy zostawić komentarz pod tym postem wyrażający chęć i czekać do ranka 1 listopada kiedy to złapię jakąś sierotkę i przymuszę do wylosowania jednej osoby :)


Pozdrawiam Was niedzielnie z nadzieją wypatrując poprawy pogody - cebule tulipanów muszę posadzić a zanosi się na sadzenie ryżu :(


niedziela, 11 października 2020

Drobiazgi


Mitenki, do których potrzebowałam bardzo cienko przędzionej alpaki suri są gotowe. Trafiły w miejsce docelowe i się podobają - co mnie cieszy. Cienko przędziona suri miała tylko jedno zadanie, dodać drobny włosek całej dzianinie. Ostatnio bardzo mi się podoba dzianina z drobnym włoskiem - miłym włoskiem :) Dodaje on dzianinie takiej przytulności, miękkości, chęci "miziania" jak zwierzaka z miłym futerkiem. 



Mitenki miały być bardzo proste, więc takie zrobiłam ale zamiast tradycyjnie kończyć ściągacz na prosto postanowiłam zrobić to trochę inaczej. Zaczęłam od wnętrza dłoni i w kolejnych okrążeniach zmieniałam stopniowo po dwa oczka ściągacza na prawe. Od wnętrza dłoni wyszła taka łezka w dół, która okala wnętrze z prawych oczek ściągaczem na nadgarstku. 


Wnętrze na tyle mi się spodobało, że postanowiłam w dalszym ciągu tak zmieniać oczka ściągacza w dżersej na wierzchu dłoni, kończąc skrzyżowaniem dwóch ostatnich oczek w delikatnym szpicu ściągacza. Na wierzchu ściągacz kończy się dość wysoko ale ładnie zbiera prawe oczka dżerseju, które robione po ściągaczu zawsze poszerzają dzianinę. Tym sposobem mitenka lepiej dopasowuje się do dłoni. Zastosowałam w tych mitenkach to co powinno być robione przy każdych dobrze dopasowanych rękawiczkach, zrobiłam mały palec i dorobiłam 2 rzędy więcej by dopiero później robić resztę palców. Tak dopasowane palce będą na pewno leżały lepiej, takie rękawiczki są "skrojone" na miarę, niestety często robię rękawiczki we wzory wrabiane i to bardzo psuje szyki przy rozrysowywaniu wzoru. 
Wszelkie niuanse z klinami przy kciuku też zastosowałam ale będę Was tym męczyć przy jaśniejszej dzianinie bo na tych zdjęciach z ledwością widać ściągacz, o którym piszę :( 


Mniej kłopotów miałam ze zrobieniem zdjęć ostatnio uprzędzionym nitkom, chociaż kolory też przekłamane. W ostatnim poście zastanawiałam się czy sposób ściągania batta z drumka ma wpływ na układ kolorów w nitce. Brązowa szpula to mieszaniec, środkowa ściągnięta przez diz, ostatnia w tradycyjny sposób. Jeżeli jest jakaś różnica w rozmieszczeniu kolorów - to ja jej nie widzę. 



Jedyne co musze przyznać, że ściąganie przez diz dało mi jedno długie pasmo, ładnie poluzowanej i rozciągniętej czesanki przez co przędło się o wiele przyjemniej. 


Nitka wyszła w wiosennej kolorystyce ale pierwsze skojarzenie do "mohito" też może być, drobne niedoskonałości związane z ponownym czesaniem są ale i tak uważam, że przędło się bardzo przyjemnie. Do tego ponownie złapałam się na tym, że bardzo lubię runo Chubut. Przy całej mojej niechęci do merynosów ich krzyżówki wręcz mnie zachwycają, Chubut  jest dla mnie wyższą formą merynosa pomimo, że "mieszaniec" :)



Wrzuciłam jeszcze na kołowrotek batt, który powstał ze "śmieci" dość dawno temu i był tylko przekładany z miejsca na miejsce. Sam w sobie miał to coś i pewne by tego nie stracił ale mnie zachciało się 3-nitki na grube stopki (bo na skarpety nie starczy).


Gdybym zostawiła nitkę w singlu to pewnie miałaby jakiś charakter a tak jest szara, ponura i tylko gdzieniegdzie pobłyskuje kolorem i pomyśleć jak niewiele potrzeba by coś zepsuć - dobrze, że to były totalne resztki :) 



Pozdrawiam Was niedzielnie.