niedziela, 14 sierpnia 2016

Ciąg dalszy


 "Chyba się wściekłaś" - tak PM skomentował następne skarpety na blogu ale cóż zrobić jakoś nie mam sił i weny na coś innego. Na dodatek w dalszym ciągu muszę czynić rzeczy konieczne a nie te, którymi zajęłabym się z chęcią, więc skarpety to jakby naturalny wybór wręcz samoobronny przed popadaniem w marazm nieczynienia niczego.


Skarpety narysowałam sama ale pomysł nie do końca mój bo widziałam takie kolanówki na okładce książki o skarpetach, a że paski koloru umiem robić już od dawna postanowiłam książki nie kupować. 


Skarpety nie są dla mnie (pocieszające, że jakaś kobieta ma większą stopę niż ja :)  Pojadą za granicę do pewnej starszej pani, która odkryła urok moich wełnianych skarpet, a że miały być "takie z resztek" to chyba na takie wyglądają. 
Do zrobienia tych skarpet użyłam ostatnio pokazywanej wełny Cheviot + nylon w kolorze pomarańczu i bladego turkusu oraz bfl przędzionego metodą opposing-ply oraz cytrynowy motek również runa bfl z przeznaczeniem na czapkę, która może kiedyś powstanie. 



Dochodzę do wniosku, że jest to całkiem niezły sposób na wykorzystanie stosu drobnych kłębuszków tylko skupić się muszę jak to sensownie połączyć by tworzyło zgrabną całość. 
Przy paskach robionych w okrążeniach występuje widoczny przeskok pomiędzy rzędami koloru ale można to dość skutecznie zamaskować. Zaczynamy drugi rząd koloru wbijając się w pierwszym oczku rząd niżej i o dziwo to wygląda już dobrze - teraz przesunięcie jest takie jakby o pół rzędu. 




Palce i pięty zrobiłam z wzmocnionego Bfl bo tam najczęściej pojawiają się pierwsze ślady zmęczenia materiału. Reszta jak najzwyczajniej tylko drobny rząd wzoru na stopie burzy monotonię pasków. 



Mam nadzieję, że następny post będzie o czymś innym niż skarpety ale nie mogę tego w 100% obiecać bo różnie to bywa a uzależnienie trzeba dokarmiać :)


Posty w te wakacje pojawiają się w odstępach dwu-tygodniowych ale jak już wcześniej pisałam mam dość sporo pracy zawodowej a i okres wakacyjny obfituje w tym roku w imprezy, które mnie absorbują.

Takim to sposobem życzę Wam miłej niedzieli i idę świętować z rodzicami 50-tą rocznicę ślubu :)

niedziela, 31 lipca 2016

Bez zmian

Tytuł to kontynuacja ostatniego "mogłabym", jak widać w dalszym ciągu skarpety mają nade mną władzę, jest tak od dawna jedynie moc tej władzy zmienną bywa. Bardzo podobają mi się skarpety we wzory strukturalne, mam kilka takich par, kilka już pożegnałam ale czynię je rzadko bo takie niby nic a dłubania od groma.


Wzory wrabiane zawsze kojarzą się z czymś pracochłonnym i wymagającym uwagi ale nic bardziej mylnego przynajmniej w moim przypadku "wrabiane" wychodzi mi szybko i przyjemnie. A przy takim niby wzorku z lewych oczek przerywanych falami prawych przekręconych jest tyle dłubania, o które nawet bym ich nie podejrzewała. Prawie dwa tygodnie zajęło mi tych skarpet (dłubię tylko wieczorami).

78 oczek w obwodzie 

W roli głównej motek pomarańczu z ostatniego postu w formie 3-nitki tylko sama końcówka to navajo bo single okazały się "prawie" równe co widać na końcówce palców - navajo daje tonalne przejścia stąd te paseczki koloru.


Wzór pochodzi z wspominanej tu już niejednokrotnie książki :"Around the world in knitted socks" Stephanie van der Linden. Książkę upatruję jako jeden z bardziej udanych zakupów tego typu nie dość, że pełna inspiracji to skarpety w całym spektrum rozmiarów od tych bardzo wielkich po 86 oczek w obwodzie po te 60 - 66 oczek oraz kilka ciekawych rozwiązań do samodzielnego wykorzystania w czymś własnym.



Książka opatrzona bardzo ładnymi fotografiami aż zachęca do czynienia następnej pary. Pokazałam PM te zdjęcia i mówię zrób tym moim skarpetką też takie "smakowite" zdjęcia jak w książce: by było widać, że też się staram by oczka przy palcach ładnie zbierać, by było widać, że pięta ładnie się okrągli, że kocham je czynić :)
Dowiedziawszy się co to za sprzęt potrzebny by zdjęcia książkowe czynić odpuściłam i poprosiłam o zestaw zdjęć na bloga :)


Może to i nieprzyzwoite letnią porą wełnianymi skarpetami straszyć ale to najlepszy czas by je robić wszak moje ulubione hasło to "winter is coming" a skoro zima nadejdzie to bez względu jaka będzie, para ciepłych skarpet się przyda. 
Nie do końca jeszcze się przesyciłam robieniem skarpet i pod wpływem okładki innej książki o skarpetach powstaje następna para, uprzędłam trochę Cheviota z nylonem, podzieliłam i ufarbowałam.  
             

Do tych dwóch motków dobrałam coś z zapasów, wzór już jest - i znowu będą skarpety :)



Pozdrawiam Was letnio z zimowymi udziergami :)

niedziela, 17 lipca 2016

W starym stylu

Wyjątkowo przy tych skarpetach mam skojarzenia z czymś w starym stylu, jakieś babcine koronki, stare fotografie z brzegiem w ząbek, jakieś stare swetry z lat 70- tych. Może przez ten kolor, bo biel to nie biel tylko taka  z śmietankową poświatą, a brąz taki przerywany bo to mieszanka trzech naturalnych kolorów z runa Bfl. 


To już drugie skarpety z tych run i w dalszym ciągu zachwyca mnie to połączenie i całkiem możliwe, że zrobię dla siebie takie bo rzeczy w starym stylu rzucają na mnie urok :)
Jak już wspomniałam takie skarpetki już były, trochę inaczej ale były, a że potrzebuję cały stosik skarpet "dla ludzi" i nie za bardzo mam chęć wymyślać wzorki na małe stopy to postanowiłam wykorzystać coś istniejącego ale inaczej.


Tym razem bez ściągacza tylko w ażurek, co nie było zbyt trafnym wyborem ale zamarzyła mi się taka fala, wzorek na początek to trójkąciki a kwiatki bez lustrzanego odbicia ale za to pięta w ciemnym kolorze ładnie komponuje się z ciemnymi palcami. Jeden wzór a wersji może być kilka, ta ma też inny wzór na stopie, spodobało mi się zbieranie oczek na spodzie stopy a nie po bokach i tutaj też się dobrze to sprawdziło. Skarpety nie dla mnie co zresztą widać po nodze, która je rozpycha, a ażur wygląda jakby oczko uciekło ale na stopie docelowej w rozmiarze 38 będą wyglądały dobrze. 



Wzór postanowiłam narysować i umieścić w pasku bocznym - jest do poprania. Jak będzie w komputerze to nie zaginie, a ma szansę w tonie innych papierowych rysunków a ja będę mogła poddawać go dalszej ewolucji.
Skarpetki  narysowane wg wzorów z książki A. Starmore do tego spód stopy z książki Stephanie van der Linden, druty nr 2,25, wełna moja ręcznie przędzione Bfl, nitka typu opposing-ply.
I tyle, a ja dalej w na kupie niedokończonych rzeczy mam głowę pełną skarpet :)

Pomarańczowe runo zmieniłam na motek a teraz czynią się z niego skarpetki - tym razem dla mnie, a jak zostanie wystarczająco nitki to mam już na nią pomysł w następnych skarpetach. Tak to moje życie toczy się ostatnio wokół skarpet ale jak pogoda będzie taka jak za oknem to mogą się okazać wręcz niezbędne.


Niby wakacje a ja mam czasu coraz mniej, na dodatek ziąb zupełnie nieletni dlatego nie mam oporów przed zachwycaniem się rękawiczkami tu i tu - zaraz mi cieplej :)

Pozdrawiam Was z nadzieją na cieplejsze dni.




niedziela, 10 lipca 2016

Mogłabym

Mogłabym a nawet powinnam kończyć sweter dla PM z alpaczej nitki, mogłabym kończyć haft do kuchennej firanki, ba nawet mogłabym skończyć szydełkowany pierwszy panel do firanki ze sypialni ale nie - ja robię coś zupełnie innego - robię skarpety.  Runo Gotland zmienione na przyzwoitą 3-nitkę przerobiłam na męskie skarpety w dość konkretnym rozmiarze. 


Runo w dzianinie jest dokładnie tym czego się po nim spodziewałam, czyli dotykowo dźga ale w skarpecie się tego nie czuje. Kolor naturalny w pięknej, ciemnej, melanżowej szarości idealny na męskie skarpety na dodatek włos dość gruby więc powinny przetrwać dłużej. Od dłuższego czasu stosuję w skarpetach oczka przekręcone co poprawia sprężystość ściągaczy. Tutaj wersja lewych oczek w przekręconej formie, na całej długości cholewki i wierzchniej części stopy - całkiem ładnie się układa na stopie taka skarpeta, a ściągacze trzymają ją w ryzach by się nie okręcała. Runo Goltland polecam na skarpety dla tych, którzy lubią lekkie podgryzanie i bardziej rustykalne w wyglądzie skarpety.



Na samym finiszu skarpet z Gotland'a na druty wskoczyła następna para tym razem Bfl, w wersji wzorów wrabianych - nitka ciemna (mieszanka wszystkich kolorów run Bfl) oraz nitka w kolorze białym z tegoż również runa. Ciemną nitkę mam od dawna a jasną uprzędłam w zeszłym  tygodniu obie nitki to opposing-ply, skarpety wg wzoru, który już kiedyś robiłam ale trochę inaczej - jak skończę na pewno je tu pokażę :) Wzór na małą stopę więc może rozrysuję i wstawię jako pdf.


Za to na kołowrotku następna partia czesanki na skarpety, wydobyta z otchłani czesanka Corriedale + nylon - farbowana daliami (opisałam tu) ale kiedyś tam podrasowałam kolor jakimś pomarańczem bo jakoś żółty z dali do mnie nie przemawiał. W tej chwili morelowy kolor czesanki bardzo przypadł mi do gustu i już wiem jakie z tego zrobię dla siebie skarpety :) 
Czesanka po tylu zabiegach z farbowaniem wyraźnie straciła na płynności podczas przędzenia więc została potraktowana mieszanką wody i oleju z awokado i przędzie się znacznie lepiej. 


A na innej parze drutów mam następne skarpety tym razem wersja testowa z bawełny - bardzo jestem ciekawa czy tak zrobione bawełniane skarpety nadają się do noszenia - bo mam zamiar zrobić dla siebie bardzo ażurowe  - czyli jeszcze jedną parę prócz tego wszystkiego :))


Skarpet nigdy za wiele a ładnych skarpet tym bardziej :D
Pozdrawiam Was niedzielnie z skarpetką w ręce.

niedziela, 3 lipca 2016

Coś starego, coś nowego

Wełna dotarła szczęśliwie na początku tygodnia, stany w sklepiku uzupełnione (no prawie :) a ja kupiłam trochę nowości bo chociaż mam już dość ugruntowane poglądy co do ulubionych włókien to nic nie jest tak fascynujące jak zasiąść do kołowrotka z nowym rodzajem runa. 
Oprócz owiec typowo wełnodajnych są jak wiadomo owieczki wielozadaniowe, gatunki mięsno-mleczne z pominięciem aspektu runa lub z drugorzędnym jego traktowaniem. 
Takie właśnie są 3 z pięciu nowości, które pojawią się w sklepiku, będzie to raczej partia jednorazowa tylko by poznać runo oferowane przez te owieczki no chyba, że wyraźnie ktoś sobie zażyczy lub mnie zachwyci by było stałą pozycją w sklepiku. 


Zwartbles
Pierwsze z nich to runo prawie czarne z owiec rasy Zwartbles. Rasa powstała z krzyżowania owiec z terenów Holandii, bezrogie i krótko-ogoniaste Fryzy pokrzyżowano z rasą Drenlhe posiadającą rogi i długą wełnę. Zwartbles tradycyjnie jest rasą mleczno-mięsną ale piękny, niespotykanie czarny kolor runa jest chętnie wykorzystywany do tworzenia odzieży wierzchniej oraz rękawiczek i czapek.
Długość włosa to ok. 10 -12,5 cm oraz 27 - 30 mic.

Texel
Drugie runo też pochodzi z Holandii, to Texel - rasa wzięła nazwę od wyspy Texel leżącej u wybrzeży Holandii. Powstała w wyniku krzyżowania miejscowych owieczek z angielskimi "długowełniastymi" rasami takimi jak Lincoln i Leicester. Jest to stara rasa datowana na ok 1800 rok.
Rasa jest rasą typowo mięsną ale przez dodatek krwi ras wełniastych ma użytkowe runo w dobrym gatunku.
Jest raczej runem matowym, spotyka się trochę włosów ościstych ale ma 28-33 mic, włos o długości od 7,5 - 15 cm więc czemu nie spróbować co za nitka z tego powstanie :)

Charollais
Trzecia nowość to Charollais. Rasa wzięła nazwę od regionu we wschodnio-centralnej Burgundii. Francuscy hodowcy w XIX w. skrzyżowali miejscowe gatunki z brytyjskimi Leicesterami. W 1974 francuski rząd oficjalnie zarejestrował i zaczął promować rasę jako szybko rosnącą i mięsną. Jako, że rasa mięsna nie zwracano uwagi na wełnę uważaną jako odpad. 
Wełna jest uważana za runo średniej jakości. 
Włos ma od 23-27 mic ale jest dość krótki od 3,8- 6,5 cm - bardzo mnie interesuje coś co nie jest merynosem a ma tak drobny włos. 
Cała ta wiedza oczywiście z książki więc na pewno pojawią się jakieś moje uwagi jak tylko zasiądę z tymi runami do kołowrotka. 


Polwarth + kaszmir + jedwab

Następna nowość to moja autorska mieszanka o bardzo luksusowym składzie:
48,86% - Polwarth
28,57% - Kaszmir
28,57% - Jedwab
Wełna ma zapewnić nitce sprężystość, kaszmir niezwykłą miękkość i delikatny włosek a jedwab blask i delikatnie "lejącą się" dzianinę. Czesankę będę sprzedawać po 50 g, sam kaszmir jest bardzo drogi ale na odrobinę luksusu można sobie pozwolić :)
Ostatnią nowością jest Bfl w wersji superwash, więc już bez zdjęcia, wersja dużo droższa od tradycyjnego Bfl ale jakby ktoś chciał niefilcujące się skarpetki w wersji de lux  :)



Tym razem dla siebie nie zakupiłam, specjalnej mieszanki za to pod koniec zamówienia wpadły do koszyka 3 motki wełny z wielbłądem w wersji 100 g - 500 m, z nadzieją na jakąś koszulinę prostą w formie. 
Ostatni tydzień był równie pracowity zawodowo jak kilka poprzednich więc w sferze dziewiarko-prządkowej niewiele się dzieje za to gromadzę następne motki :)



Zakupiłam na próbę motki bawełny bo stwierdziłam, że skarpety nie tylko muszą być wełniane, a że ja i syn nie cierpimy zbyt mocnych gumek w skarpetach mam zamiar zmierzyć się z próbą uczynienia zdatnych do noszenia skarpetek z bawełny.
Dłubię trochę filet na firankę ale marnie bo okazał się strasznie nudnym zajęciem.


Jako prządka wykorzystuję czesankę w konkretnym celu czyli czynię nitki, od dłuższego czasu mam przyjemność podziwiać zupełnie inne wykorzystanie czesanki ale jakże twórcze :)


Te cudne loki to alpaka z jedwabiem, więcej przykładów odmiennego wykorzystania czesanki możecie znaleźć na blogu Elis  - dziękuję Pani Elżbieto za udostępnienie zdjęć :)


Pozdrawiam Was w bardzo chłodny i deszczowy ranek.

niedziela, 26 czerwca 2016

Gotland, Wens i Brexit


Uwolniwszy kołowrotek od nitek na celtycki sweter z prawdziwą przyjemnością zaczęłam prząść runa, które od dawna chciałam poznać. Pierwsze to runo Gotland - pisałam o nim tu, wiedza książkowa to jedno ale samo spotkanie z runem przy kołowrotku to już inna historia :)


Przędzie się dobrze nawet bym zaryzykowała stwierdzenie, że znacznie lepiej niż inne tego typu runa, włos sunie pomiędzy palcami płynnie, nitka przypomina trochę szczotkę do mycia butelek ale to ma swój urok, jedyny minus to przy przędzeniu czesanka się sypie podobnie jak alpaki i moher. Moja nitka jest z przeznaczeniem na męskie skarpety, uprzędłam 3 single, które połączyłam w tradycyjnej 3-nitce.


 Nitka wyszła ładna, o dziwo miękka jak na dość ostre runo tzn. podgryza ale obawiałam się o wiele większego wampira.
Drugie z run, które czekało na mnie to znane Wensleydale ale to runo kupiłam z innego źródła jest trochę delikatniejsze od typowego brytyjskiego Wensa ale z tą samą falą i błyskiem.


Poddałam je farbowaniu na kurczaka - złotego kurczaka :), użyłam wszelkiej żółci jaką posiadam bo tak jak pisałam kilka postów temu o farbach to obawiam się, że już długo nie pożyją. Oczywiście żółtego barwnika zostało mi jeszcze na ufarbowanie całego stada owieczek ale przynajmniej wiem, że na razie jest dobry.

ptasi żółty, żółty, ciepły żółty, ochra  i azteckie złoto 
Kolory piękne się mienią na błyszczącym włosie owieczek rasy Wensleydale, czesankę przędło się średnio przyjemnie jak to runa tego typu bardzo długi włos nie zawsze gwarantuje ładną nitkę, na dodatek to runo dość szorstkie i nie wszystkim przypadnie do gustu.


Nitka również jest 3-nitką może nie do końca to dobry wybór ale jak się nie spróbuje to się nie wie - typowe 2- nitki są o wiele wdzięczniejsze z tego runa.
"Złoty Kurczak" dla mnie jest nie do wykorzystania ale znam kogoś komu powinien sprawić przyjemność :)


Temperatura otoczenia wymusiła porzucenie dziergania swetra z alpaki dla PM na rzecz form mniejszych nie opatulających człowieka - czynię skarpety z wcześniej opisanego Gotlanda i muszę przyznać w dzianinie wełna też mi się podoba.
Prawdopodobnie będzie to odpowiednie runo na skarpety dla osób, które lubią lekkie podgryzanie chociaż na stopach może okazać się, że tego w ogóle się nie czuje.


Mój blog jest o wełnie, o różnorodności run i raczej nie wtrącam tu innych sfer życia ale trudno przejść obojętnie nad tym, że Anglicy postanowili wyjść z unii. Nie mam zamiaru tu roztrząsać powodów za i przeciw, z coraz większym smutkiem patrząc jak populizm skutecznie zabija wspólnotę ale z mojego punktu widzenia nie jest dobrze. Prowadząc mały sklepik z runem oparty na angielskim dostawcy mam powody do obaw czy nie jest to ostatni, krótki okres kiedy mogę jeszcze kupić wełnę w ramach wspólnoty - po wyjściu z unii zakupy staną się procedurą celną będzie to trwało dużo dłużej  i nie ulega wątpliwości na pewno będzie drożej :(
Pewnie można szukać na terenie Europy innego dostawcy ale nie ma co ukrywać nikt nie ma takich tradycji, zamiłowania, wiedzy na temat ras wełnodajnych  oraz tak bogatej i różnorodnej oferty - to tak jakby szukać serów w Anglii mając ograniczony dostęp do Francji.
Przykro mi, że ta wolność poznawania tak szybko się skończyła w przypływie paniki miałam zamiar nakupić runa dla siebie ale na ile lat mam ten zapas uczynić :(
Właśnie czekam na dostawę z Anglii kto wie kiedy i czy będzie następna i na jakich warunkach.

Tak trochę smutno Was pozdrawiam



niedziela, 19 czerwca 2016

W miejscu

Niby do przodu ale tak jakbym w miejscu stała, kiedy kradnie się czas to nawet to co sprawia przyjemność staje się udręką, że dzieje się tak wolno. Nareszcie udało mi się uporać z uprzędzeniem wełny na celtycki sweter trwało to dość długo, już nie wspominając o tym od kiedy mam zamiar zrobić ten sweter. Niestety samo dzierganie poczeka do jesieni w tej chwili mam sporo innych zajęć pobocznych i nie tylko a na dodatek rozgrzebane robótki, cały zestaw "wdzięcznościowych" skarpet do zrobienia no i chęć poznania nowych run, które od miesięcy czekają.
Motki wyprałam, nawet nie miałam czasu suszyć jak to mam w zwyczaju pod obciążeniem tak sobie powiewały na wietrze,  dlatego takie "dzikie"  ale naturalna kolorystyka sama w sobie bardzo mi się podoba i kto wie może coś w tej tonacji należy uczynić.


Pomimo tego, że motki będą używane dopiero za jakieś 2 miesiące to nie mogłam się powstrzymać by części nie zwinąć, poukładać kolorami jak ma to wyglądać w swetrze. Teraz mam czas się zastanawiać czy to na pewno ten zestaw oczywiście dzienne światło trochę przekłamuje kolorystykę ale namiot bezcieniowy już znacznie lepiej ją ukazuje.


Cały ten urobek to prawie 1800 g wełny uprzędzionej w 3-nitkę,  oczywiście na sweter tego stanowczo za dużo ale mam jeszcze chęć zrobić szal w tych barwach, a może się okazać, że zostanie jeszcze na czapkę :)


Tonacja ciepła, lekko przydymiona, jedynie czerwienie dość ostre ale na szarym tle powinny wyglądać dobrze.




 Sweter będę robiła na jesieni ale próby zrobiłam już teraz, oczka trochę "pijane" - już odzwyczaiłam się od robienia wzorów wrabianych po lewej i prawej, przepadłam dla stylu dziergania Fair Isle. Ta próbka powiedziała mi jakich użyć drutów a na dodatek będą zmiany kolorystyczne łososiowy motek pominę a róże staną się jeszcze bardziej przydymione - w brąz pójdą :) Całkiem możliwe, że do jesieni wyewoluuje coś zupełnie innego. 





Sweter PM powoli pnie się ku górze do jesieni skończę :), a ja trwam w zachwycie nad drutami z czerwoną żyłką, bardzo ostrożnie piszę wszelkie pochwały ale te druty (bambusowe ChiaoGoo) są dla mnie objawieniem - oby mój zachwyt z czasem rósł dalej.



Haftu na firankę przybywa mizernie bo wydłubałam igłą dziurę w palcu ale do czasu drobnego remontu w kuchni powinna być gotowa. 


Pomimo, że szydełka nie lubię a czasu jak na lekarstwo to dopadła mnie chęć posiadania nowej firanki w oknie sypialni, na dodatek z filetu, co do którego mam bardzo mieszane uczucia niby go nie lubię ale koniecznie muszę spróbować jak się go robi - grunt to zdecydowane poglądy :)
Sama wyrysowałam taki panel i po zrobieniu pierwszego zdecyduję czy dalej w to brnąć czy jednak sobie odpuścić.


A w tej chwili cieszę się z odzyskanej wolności przy przędzeniu - będę poznawać "stare nowe" czesanki, a na dodatek czekam z niecierpliwością na dostawę uzupełniającą stany w sklepiku i oczywiście przy okazji na kilka nowości :)

Pozdrawiam Was przędąc Gotlanda.