niedziela, 17 marca 2019

Słodycze i niby "piórkowy"

Słodycze to oczywiście "candy - umilacz w oczekiwaniu na wiosnę" takie dwie chmurki czegoś miękkiego, puchatego i błyszczącego :)


Ukręciłam dwa batt'y o następującym składzie : niemiecka czesanka z jedwabiem (dostępna w sklepiku, w proporcjach 50/50) angora z jedwabiem, jedwab morwowy i jedwab sari - na bogato z tym jedwabiem ale to ma być luksus, który odwróci uwagę od opieszałości wiosny.



Dzisiaj "skoro świt" pomocna dłoń wyciągnęła taką karteczkę :)


Droga Małgorzato :) poproszę o adres na   e-welenka@pn.pl   - czesanki czekają  by umilić Tobie czas. 
Dziękuję Wam wszystkim, za udział w zabawie i zapraszam na następne zabawy, bo pewnie za jakiś czas trzeba będzie czekać na następną porę roku albo inna okazja się znajdzie :)



"Piórkowe" sweterki jakoś mi nie wychodzą, nie wiem co jest ze mną ale to trzecie podejście i znowu nie do końca to co miało być. 




Tak prawdę napisawszy to nie jest to typowy piórkowy sweter, jest to połączenie dwóch nitek, alpaki z jedwabiem w wersji lace oraz kid moheru również z jedwabiem. Sweter robiłam od dołu w okrążeniach, prawymi oczkami do wysokości pach. Na wysokości pach przód swetra dostał guziki więc przeszłam na ścieg francuski, dalej mogłam robić prawe oczka, a na lewych zbieranie oczek nie jest tak widoczne. 

Sweter robiłam zgodnie z próbką, która jakoś w praniu się aż tak nie rozjechała, za to kusy sweterek z przykrótkimi rękawkami po praniu wygląda tak ....
Najmniej "mgliste" zdjęcie, które sobie zrobiłam pokazuje, że rękawy są długie nawet jak na mnie za długie, do tego milutkie włóczki mnie podgryzają i nie wiem o co chodzi ale przy takim lub nawet gorszym podgryzaniu wełny mnie nie rusza, a przy innych włóknach zaczynam wydziwiać. 


 Sweter planowałam do tej długości co na zdjęciu poniżej (góra kieszeni) ale jest do dolnej krawędzi tylnych kieszeni nie mam ochoty na prucie, szczególnie, że to moher. Może się przekonam i trochę pochodzę albo pójdzie do "ludzi" :)


Na manekinie sweter się ślizga, więc jeszcze trudniej zrobić zdjęcia a PM tak się spieszył robiąc mi zdjęcia, że wybrałam tylko to pokazujące tył swetra i mój ...


Guziki z muszli trochę za duże jak na mój gust ale mniejszych w pasmanterii nie mieli, a w internecie jeszcze nie szukałam. Jeśli będę chodzić w swetrze to pewnie je zmienię na mniejsze ale najpierw się upewnię czy da się w tym chodzić bez objawów nerwicy natręctw, że sweter mnie żywcem zeżre.


Z danych technicznych to poszło 2, 5 motka alpaki lace oraz 4 i trochę 5 motka moheru drutki 3,75 tylko mankiety na 3,25 wzór z głowy ale inspirowany internetem.

Z pozdrowieniami w niedzielny poranek :)

niedziela, 3 marca 2019

Candy


Wiosny mi się zachciało, a że na kalendarzową muszę jeszcze poczekać, a ta w naturze przyjdzie jak będzie, to wymyśliłam drobne Candy by się czas nie dłużył :)




Tym cukierkiem, który ma czas oczekiwania na wiosnę osłodzić ma być batt mojej produkcji : będzie w nim trochę miłej wełny (jeszcze nie wiem jakiej) do tego jedwab morwowy, trochę angory w bieli by przypominała kotki na wierzbie a do tego jedwab sari by migotał kolorem jak pierwsze wiosenne kwiaty - tak to sobie wymyśliłam :) Zasady jak to u mnie najprostsze, należy umieścić w komentarzu pod postem chęć posiadania "umilacza w oczekiwaniu" na wiosnę a ja znajdę jakąś sierotkę, która zajmie się losowaniem. Wyniki ogłoszę 17 marca czyli tuż przed nadejściem kalendarzowej wiosny.
Batt,y będą dwa tak by czesanki było ponad 100 g na jakiś sensowny motek.



Pomysł na candy wpadł mi do głowy podczas przędzenia moich śmieci (batt na candy będzie z pełnoprawnych czesanek:), nitka cudnie mieniła się kolorem a dodatek angory przypomina właśnie takie puchate kotki z wierzby. Moja nitka nie jest jednorodna bo i materiał był bardzo szczątkowy.




 Właściwie to mi nie przeszkadza ta totalna zbieranina ale jako mieszanka wzorcowa niestety nie posłuży bo skład w połowie tajemniczy.  Nitka, w moim przypadku tradycyjna 3-nitka jest cudnie miła w dotyku, z lekkim chłodem i dość ciężka ale to pewnie jedwab i to co się pod niego podszywało.




Zrobiłam drugi podobny motek dla Pani Teściowej ale tutaj już skład całkowicie znany, kolor taki sam tylko zdjęcie kilka dni później w słoneczne popołudnie zrobione więc taki poblask żółci na nim. Motek dla PT z ostrzejszej wełny (Shetland) z jedwabiem morwowym, jedwabiem sari oraz angorą, na razie nie wiem czy się podoba bo PT ma nowy telefon i się oswaja, na motek przyjdzie czas po oswojeniu technologi :) Ale mniej więcej tak będzie wyglądała nitka z 




 Przyszła paczka z czesanką do sklepiku, wrócił więc jedwab sari (bardzo wdzięczny materiał do mieszanek), bfl w wersji superwash, bfl z moherem no i kilka innych.


Z nowości jest czesanka o wdzięcznej nazwie "zimowy pocałunek" w skład, której wchodzą: merynos "morski" (25%), merynos "popiół" (12,5%), super błyszczący nylon (25%), jedwab morwowy "miętowy" (12,5%), Polwarth biały (12,5%) - na zdjęciu powyżej.
Dolne zdjęcie przedstawia mieszankę naturalnej kolorystki run rasy Bfl czyli biel, oatmeal i brąz. 


W sklepiku z nowości będzie jeszcze Tencel ale to raczej dla zaspokojenia ciekawości niż jako stała pozycja.


Pozdrawiam niedzielnie i zapraszam do zabawy :)

niedziela, 17 lutego 2019

Śmieci

Dwa słoneczne dni i już mi się wiosna marzy - kalendarz jasno pokazuje, że to połowa lutego i do wiosny jeszcze daleko. Nic innego mi na pozostało tylko pocieszać się kwiatkami na skarpetach, wzór pokazywałam ostatnio , to adaptacja haftu krzyżykowego. Tak jak przypuszczałam poprzednie skarpety zrobiłam na za dużych drutach,  te będą o wiele lepiej pasowały, robię na 2. Wzór jest na tyle wymagający, że nie ma szans na zapamiętanie czy rutynę, cały czas muszę się pilnować ale efekt powinien być niezły. 



Z racji tego, że skarpety "dzieją" się wolno i z rozmysłem, postanowiłam zmierzyć się po raz kolejny z "piórkowym" swetrem.  Dwie poprzednie próby mnie nie satysfakcjonują tzn. jeden sweter dostała moja mama (ją satysfakcjonuje :) a drugi był z "mierzwionej" alpaki, niby wszystko w nim ok poza tym, że mi się nie podoba ta "mierzwa". 
Tym razem postanowiłam porzucić formę "piórkową" na rzecz połączenia nitki typu lace (alpaka + jedwab) z kid-silk'iem  - ściągacz zrobiłam z samej alpaki by "ciążył" ku dołowi, sprawa eksperymentalna więc nie wiadomo czy nie będzie do wyprucia. Na razie kończę pierwszy  motek moheru więc wiele jeszcze się nie dzieje ale pewnie o wszystkim napiszę jak skończę. 



Tytułowe "śmieci" to wszelkie resztki czesanek, jak na razie z 4 pudeł, które zostały poddane inspekcji. Mam zamiar przed angielskim "rozwodem" kupić jeszcze coś do sklepiku, w sumie nikt dokładnie nie wie na jakich zasadach rozłąka nastąpi ale na pewno nie zostanie tak jak jest. Przeglądałam pudła co właściwie powinnam zakupić by starczyło na czas zapoznania się z nowymi zasadami handlu z Anglią. Przy przeglądaniu pudeł ciągle wpadały mi w ręce jakieś drobne kawałki, więc je odkładałam. Część włókien nie było dla mnie zagadką, angora, alpaka, jedwab wszelaki, trochę wełny z merynosa, corriedale lub innej o podobnej miękkości ale były też kawałki włókien, które kupiłam w resztkach i nie mam pojęcia co to (mogę się tylko domyślać).



Podzieliłam na kolory, to co było w kolorze zostawiłam celem czynienia mieszanek, a i tak został stosik resztek no powiedzmy bez kategorii.  Z tego co zostało zrobiłam dwie grupy białe lub prawie białe i wszystko inne. Białego było całkiem sporo, wyrzucić nie wyrzucę,  pomimo że resztki, a że wzrok padł na gręplarkę to ukręciłam z tych resztek batt'y.



Te jasne przerobię na 3- nitkę będzie na jakieś dziwne skarpety, w mieszance jest tyle jedwabiu, że będą pomimo, że śmieciowe  i tak ociekające luksusem :)

nie tylko jedwab błyszczy :)

Drugi stosik był znacznie mniejszy ale nie mniej bogaty w jedwab, kaszmir i inne skarby ze śmieci, tutaj ciemniejsze naturalne runa są tłem dla kolorowych "śmieci".


W jednym batt'cie zmieściło się bardzo dużo różnych włókien, tak różnych, że nie jestem pewna czy jest to bat dla mnie bo nitka z tego wyjdzie bardzo artystyczna. 



Mam zamiar jeszcze trochę poprzeglądać pudła i kto wie ile jeszcze nakręcę takich resztek ale przynajmniej mam poczucie, że nie wyrzuciłam tylko na coś tam będzie :)


W niedzielny poranek ślę pozdrowienia.

niedziela, 10 lutego 2019

Niby o skarpetach

 Celem usprawiedliwienia się, że nie odpowiedziałam na tak przychylne i serdeczne komentarze pod postem o swetrze PM, piszę ten dość długawy elaborat - kto ma ochotę czytać o skarpetach niech pominie kursywę.

Od sierpnia zeszłego roku wiem, że posiadam kamień, nie jakiś budowlany czy inny przydatny tylko taki zupełnie niepotrzebny w pęcherzyku żółciowym. Ów kamień był odpowiedzialny za ataki bólu, o które podejrzewałam wątrobę (wątroba po przejściach).  Jak się wyjaśniło, że jak kamienia się pozbędę to ataki miną to szybko przystałam na taką możliwość. Niestety jak to u nas bywa, to że ja chcę a nawet powinnam się pozbyć kamienia nie oznacza, że władni by to uczynić lekarze zgadzają się ze mną. Tak więc z początkiem września udałam się na oddział chirurgiczny by ustalić termin pozbycia się balastu, chirurg termin wyznaczył na 3 grudnia pod warunkiem, że wyleczę nerki. Na początku listopada wizyta u urologa, wniosła badanie tomografem z kontrastem, termin na 18 grudnia. Nie było innego wyjścia poszam do szpitala termin przesunąć, dopóki nie wypowie się urolog. Terminu nie przesunięto, mam przyjść z nowym skierowaniem i wszystkimi badaniami po wizycie u urologa. Badanie tomograficzne do odbioru zaraz po nowym roku, termin u urologa na opis tego badania wyznaczony na 11 lutego (tak jutrzejszy poniedziałek). Badanie tomograficzne wykazało, że pomiędzy sierpniem a grudniem ktoś wymienił mi wnętrze, wszystko jest w najlepszym porządku nawet kamień zniknął (tylko ciekawe skąd te ataki bólu :). Nowe USG i kamień znowu jest ale pomna zalecenia, że reszta musi być w porządku by kamienia się pozbyć, z nowym skierowaniem i tomografem udałam się na oddział chirurgiczny. Chirurg i owszem pooglądał ale opinię urologa i tak chce, a terminu nie wyznaczy bo i tu cytat: " ból w 99 % jest prawdopodobnie z pęcherzyka ale nie wiadomo co jest w żołądku trzeba zrobić gastroskopię ". Odesłał mnie z kwitkiem do lekarza rodzinnego po skierowanie na gastroskopię, którą w tym szpitalu robią !!! Moja lekarka rodzinna niewiele powiedziała, tylko na karteczce napisała nazwisko lekarza z Bytomia z oddziału chirurgicznego i kazała się tam udać. Tak też zrobiłam 29 stycznia we wtorek przyjął mnie chirurg w Bytomiu. Wizyta była krótka i rzeczowa, kamień trzeba usunąć :
- Kiedy Pani chce usunąć ten kamień ? 
- No.... jak najszybciej ..........
- To w piątek. 
- Który piątek ???
- No ten piątek, w czwartek proszę przyjść na badania, w piątek zabieg a w sobotę do domu. 
I tak jak powiedział tak się stało,kamienia nie ma, a ja z pocerowanym brzuchem w sobotę 2 lutego byłam w domu. Dochodzę do siebie, bo pomimo małej wagi zabiegu, jednak narkoza i ogólne boleści po zabiegu są - tak więc wybaczcie brak odpowiedzi na komentarze ale za wszystkie pięknie dziękuję :) Sytuację z lekarzami zostawiam bez komentarza bo nie wiadomo czy się "śmiać czy płakać".



 Skarpety skończyłam niedawno bo w lekarsko - szpitalny tydzień nie zrobiłam wiele, niestety muszę przyznać, że skarpety są za duże. Powinnam je zrobić na mniejszych drutach i byłoby dobrze a tak może się okazać, że będą raczej do spania lub dla syna, któremu kolor nie przeszkadza.



To co mnie zainspirowało pokazywałam tu wzór podpatrzony ale domki w 100 % narysowane własnoręcznie, jedynie gwiazdki bestialsko policzyłam ze zdjęcia. 


Skarpety w takiej beżowo-szaro- różowej tonacji z białym rysunkiem domków i śnieżynek, jedynie pięta cała w szarości, gładka nawiązująca trochę do ściągaczy.


Właściwie to są przerośnięte skarpety, prawie pół-kolanówki, jak zaczyna się rysować domki to jakoś same pną się ku niebiosom i nie wiadomo kiedy skończyć. 


Domki są dookoła nogawki ale jak robiłam skarpety to tak by nie były z takim samym układem, tylko by wyglądało jakby na drugiej skarpecie był dalszy ciąg miasta z innym układem budynków. Wiem, że w butach tego nie widać ale taka asymetria wydaje mi się ciekawsza . Stopa cała w śnieżynki czy gwiazdki jak kto woli układ kolorów zupełnie przypadkowy ale o dziwo motki Fabel'a z dopiskiem "long print" wyglądają w skarpecie przyjemnie. 


Ściągacz zrobiłam z resztek włoczek, które idealnie wpasowują się kolorystyką w wspomnianego wyżej Fabel'a. Zwykle narzekam na wszelkie resztki a tutaj ich posiadanie bardzo mi się spodobało, było w czym wybierać.


Dane techniczne to : motek Fabel'a , motek Flory, druty na ściągacz 2, reszta zrobiona na 2,25, wzór rozpisany na 72 oczka. 

Od zawsze mam słabość do margaretek (kwiatków nie ciastek) przeglądając internet wpadł mi w oko wzór na haft krzyżykowy ale jako, że nie param się już tego typu haftem to margaretki w tym wydaniu tylko mi się podobały do czasu aż nie narysowałam skarpet :) Rysowania i dopasowywania było tyle, że teraz już muszę je zrobić. 



Narysowałam jeszcze coś innego, od dawna podobały mi się takie "prawidła" na skarpety ale nie miałam czasu się tym zająć, a że ostatni tydzień trochę się oszczędzałam to znalazł się czas by takie coś narysować. PM wyciął laserem, muszę je przeszlifować papierem ściernym bo haczą nitki i jak zrobię następne skarpety to je wypróbuję :)



Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 27 stycznia 2019

Odmienne stany świadomości

Nie przepadam za horrorami ale kończąc sweter PM, zaczął mi się przypominać stary horror a raczej moja świadomość uciekała byle dalej od tego swetra. Wzór pochodzi z celtyckiej kolekcji A. Starmore, po tak długim "byciu razem" zaczęły nawiedzać mnie hordy Celtów żądnych krwawej ofiary :)
Nie będę ukrywać zmęczył mnie, duży, cały we wzór, do tego szereg "wytycznych" do spełnienia po drodze -  no ale wreszcie jest. Mnie nie do końca satysfakcjonuje ale oby był ok dla właściciela, to przeżyję to co mnie irytuje.



 Oczywiście sweter na manekinie bo, PM i tak nie będzie prezentował się w swetrze celem publikacji, no i manekin przynajmniej nie jęczy "długo jeszcze? ".


Sweter ma półgolfik, wzorem poprzednich swetrów dla PM, ta forma wykończenia przy szyi sprawdza się najlepiej, bo PM szalika nie nosi a jak zimno powiewa to przynajmniej nie świeci całkiem gołym karkiem.


 Tym razem zamiast guzików wszyłam zamek, było przy tym sporo zabawy no bo przecież wzór musiał się idealnie schodzić, zamek od środka jest maskowany kawałkiem dzianiny. Zrobiłam to dla wygody noszenia (materiał z zamków drapie) no i dla estetyki, lepiej wygląda taki ukryty zamek, a PM i tak chodzi z rozpiętym zamkiem więc wnętrze widać.


Półgolf jest kontynuacją głównego wzoru, tak jak mankiety rękawów, pierwotnym zamysłem było wykończenie tym samym wzorem co na dole swetra ale mózg powoli zaczął odmawiać zajmowania się tą dzianiną więc zrobiłam kontynuację.  Na szczęście zostawiłam żywe oczka, więc przejście jest całkowicie płynne. 


Tył równie pełen wzoru co przód, nie wiem kiedy najdzie mnie ochota robić znowu coś podobnego ale teraz stanowczo muszę odpocząć a raczej mój mózg, który zapamiętał ten wzór a jak się już zapamięta coś takiego to należy się bać :)
PM nie toleruje ściągaczy przy mankietach więc robię je podwójnie, z wierzchu wzór od spodu prawe oczka na drobniejszych drutach wszyte bardzo plastycznie. Tak samo potraktowałam wykończenie półgolfu, zrobiłam kawałek dzianiny w jednolitej szarości (tu oczka 2 na 2) z listwami maskującymi lewą stronę zamka, wygląda to całkiem dobrze.

w trakcie szycia 
Jedyne co mnie drażni to rękawy a raczej sposób ich wrabiania, ja przy tym wzorze chciałam reglan, wyglądałby o niebo lepiej, wzór można dopasować, ładnie zebrać oczka. Niestety PM jak już sobie coś upatrzy, i to mu spasuje, to nie ma szans wprowadzić jakąkolwiek zmianę. Przez długi okres kupował rzeczy w tym samym kolorze i fasonie, wyglądało w najlepszym razie jakby tęsknił za skoszarowaniem, w najgorszym jakby chodził stale w tych samych ubraniach.
Rękaw miał być jak w poprzednich swetrach, szerszy pod pachą bo tamte trochę za wąskie ale drastycznie zwężony przy nadgarstku by się nie plątał.



PM sweter naciągnął na grzbiet i chodzi, o dziwo wszystko mu pasuje, rękawy są dobre, zapięcie pod szyją też, nawet zima odpowiednia do noszenia swetra nastała :)

Włóczka: Fabel z Drops'a, oraz Jawoll z Lang (antracyt) druty 3,25 na wewnętrzne wykończenia druty 2,75, adaptacja wzoru z książki Alice Starmore.
Nie wiem ile poszło motów bo potrzebowałam na skarpety więc zabrałam i dokupiłam więcej, by znowu zrobić skarpety i dokupić :)


Pozdrawiam Was niedzielnie z obietnicą koloru w następnych wpisach.

niedziela, 20 stycznia 2019

Superbohater w skarpecie

Moje podstarzałe bliźniaki dość późno zainteresowały się telewizją, mieli jakieś 4 lata, właściwie oglądali tylko kreskówki. Ale jak już zaczęli oglądać to przepadli, jeden dla Batmana, drugi dla Wolverina i  można powiedzieć  "stara miłość nie rdzewieje" :) Batman ma się u nas dobrze, wciąż gdzieś zostawia swoje znaki, a to tapeta na tablecie, zakładka do książki, jakiś gadżet sygnowany nietoperzem lub nawet "on" sam w pluszowej postaci. 



Dziecko podstarzałe ale z Batmana nie wyrasta, a że ostatnio zadeklarował chęć posiadania skarpet, które mogą być nawet żółte to moje skojarzenie było jedyne słuszne - użyć kolorów jego "idola" z lat dzieciństwa :)


Znaczek Batmana niby prosty do narysowania ale posłużyłam się gotowym znalezionym w internecie, do tego trochę prostych wzorków i wzór na całkiem zgrabne skarpety gotowy. Skarpety w rozmiarze typowo męskim, więc od razu uprzedzam, że to 72 oczka w obwodzie i dla jakiegoś młodocianego wielbiciela Batmana stanowczo za duże. 


Teściowa jak zobaczyła wzór, to skwitowała " e, i tak nie będzie widać bo nogawka zasłoni górę" ale dziecko chodzi w samych skarpetach po domu, i nawet jak nogawka zasłania górę to znak umieszczony na wierzchu stopy widać.


Na spodzie stopy też umieściłam znaczek Batmana, jak już zrobiłam takie skarpety to niech będą oznakowane na maksa, pewnie drugich już takich nie będzie :)
Z danych technicznych to wzór jak już wspomniałam na 72 oczka, druty nr 2,25, ściągacz zwykły 2 x 2 na drutach nr 2, włóczka to czarna Flora i musztarda Fabel obie włóczki to Drops.


W trakcie poszukiwania wzoru Batmana trafiłam na takie...., no to już chyba pończochami można nazwać :) Nawet nie wiecie jak mi się podobają takie długie kolanówki, jest tylko jeden mankament zupełnie to niepraktyczne, no bo cóż można do tego włożyć by wzór był widoczny ? Z mini wyrosłam dawno (nawet nie chodziłam), na modne szorty wiek i brak nóg jak u gazeli nie pozwala.
Właściwie to takie cudne pończochy są tylko po to by nogi spoczywały na kolorystycznie dopasowanym kocyku i jedyne co można w nich robić to tak trwać czkając aż ktoś się zachwyci :)

autorka tego cuda

Projektantka tych pończoch ma na swoim koncie całkiem sporo podobnych projektów i jak macie chwilę to zachęcam do odwiedzenia jej profilu na Ravelry (vikkyzm), mieszka na Syberii - to wiele wyjaśnia jeśli chodzi o te przerośnięte skarpety :)
Tak mnie zainspirowało to "miasto we śniegu", że postanowiłam narysować własne, zrobię sobie skarpety i będę miała namiastkę takich eleganckich pończoch.




Dobrej Niedzieli Wam życzę , u mnie mroźno więc  całkiem miło patrzy się na ciepłe skarpety :)

niedziela, 13 stycznia 2019

Sezon na skarpety


Właściwie jest to sezon na robienie dziur w skarpetach :)  robię skarpety praktycznie przez cały rok, zawsze mam poczucie, że nic innego nie robię tylko te skarpety a tu ciągle deficyty. Poprzednio wspomniałam, że moja mama wylądowała na okres świąteczno-noworoczy w szpitalach a jak ktoś musi leżeć, bo z aparaturą ciężko się włóczyć po korytarzach to w stopy robi się zimno, no to wełniane skarpy najlepsze.


Okazało się, że mama ma słownie jedną parę skarpet bo jej zawsze ciepło, za to ojciec 2 szuflady bo on ciągle utyskuje na zimne stopy. Nie było innego wyjście tylko zrobić szybko jakieś proste skarpetki. Nie chciałam robić ze sklepowej włóczki, a że to skarpety do łóżka to mogą być delikatne i białe. Przy tym całym bogactwie wełen wszelakich okazało się, że nie mam 100 g, ba nawet 70 g by wystarczyło, na skarpety z jednorodnej bieli.


Skarpetki powstały z 48 g włóczki z runa Polwarth (navajo) a palce i pięty z merynosa superwash 23 mic w ilości równie małej. Różnica jest widoczna ale raczej dla wprawnego oka. Same skarpety na 64 oczka, ściągacz po piętę, z przodu wzór, a raczej fragment większego wzoru z japońskiej książki, na stopie kontynuacja wzoru, spód gładki.   


 Skarpety mamie się bardzo spodobały, na szczęście w ubiegły czwartek wampiry z zabrzańskiej kliniki mamę wypuściły, skarpety prawdopodobnie trafią do szuflady bo teraz mama nadrobi te ponad 3 tygodnie leżenia aktywnością, która przynosi ciepło bez skarpet.


Za to dziecko moje podstarzałe, wygenerowało dziury już w całym zestawie skarpet, które w ciągu minionego roku do niego trafiły a ma ich naprawdę sporo, niestety dla części z nich to było ostatnie cerowanie więcej nie będzie, bo cera na cerze to już przesada. 
Powiedział, że jemu jest obojętne jakie dostanie, mogą być nawet żółte, ale niech będą ciepłe, wełniane i niegryzące. Pomyślałam skoro mogą być nawet żółte to czemu nie, będą żółte :)
O "batmankach" napiszę jak będą gotowe.  
Kupując żółty motek, kupiłam również dla siebie włóczkę na skarpety, bo zaczyna powoli obowiązywać stare powiedzenie, że szewc bez butów chodzi, dwa motki Fabela będą dobrym dodatkiem do jakiejś szarości lub bieli, nawet nie łudzę się, że włóczkę na nie uprzędę.  No i jeszcze moher kupiłam bo koncepcja swetra ewoluuje. Obawiam się, że zaczynam przypominać znajome mojej mamy, które przez całe życie gromadziły dodatki pasmanteryjne, nici do haftu, płótna bo będą haftować jak tylko trochę czasu będzie - jedna z nich odeszła, druga żyje we własnym świecie z alzheimerem. 



Pozdrawiam Was ciepło w ten pochmurny niedzielny dzień.