niedziela, 18 czerwca 2017

Drobny eksperyment

To, że internet zżera czas odkryciem nie jest, więc ograniczam ile mogę, bo ciągle czasu mi brak ale z drugiej strony jest miejscem inspiracji oraz szalonych pomysłów.  Przez przypadek trafiłam na dyskusję na FB na temat farbowania przędzy przy pomocy odżywki do włosów. Ja z braku wyżej wymienionego czasu w dyskusji nie uczestniczyłam ale sam temat mnie zaintrygował a jeszcze bardziej efekt takiego farbowania - było zdjęcie motka poddanego takiemu zabiegowi. Motek wyglądał bardzo interesująco nazwałabym to "omszały kolorem".  Wyglądało to tak, że rdzeń nitki był nadal prawie biały tylko delikatne włoski wokół były pokryte kolorem - a przynajmniej ja to tak widziałam, na bardzo małym zdjęciu. 


Oczywiście nikt dokładnie nie wiedział jak takie coś ufarbować więc prób będzie kilka no i jak się domyślacie musiałam spróbować bo "omszały" kolor to coś dla mnie. Miałam motek wełny do farbowania w wymiarze i składzie skarpetkowym, intuicyjnie zamoczyłam w wodzie z octem bo czymś trzeba utrwalić ten barwnik na włóczce.



Marzył mi się motek w takim szałwiowym kolorze ale przędza była dość żółta, odpuściłam na rzecz łososiowego i delikatnie kasztanowego  w podwójnym eksperymencie  - farba na sucho i mokro. Odżywkę do włosów kupuję w wielkich puszkach bo często nią myję włosy, przy takiej ilości nie ma się co martwić, że braknie. 


Do jednej miseczki wsypałam farbę w proszku a do drugiej dodałam ją w płynie tzn. rozpuściłam proszek w odrobinie wody.


Później już poszło tradycyjnie, no prawie bo farbę nakładałam pędzlem do farbowania włosów.


Całość zawinęłam w folię i wrzuciłam do garnka nad parę, następne etapy jak przy zwykłym farbowaniu jedynie co, to płukanie tego motka zajęło wieki zanim spłukałam odżywkę no i niestety farbę, jednak ta odrobina octu w wodzie to stanowczo za mało by utrwalić barwnik.


 Intensywniej złapał kolor w proszku (łosoś) ale jego było też znacznie więcej niż kasztanowego brązu po którym pozostało tylko wspomnienie.


 Mam sobie motek w delikatnie łososiowym kolorze, trochę w cętki z farbowania proszkiem, z delikatnym przejściem w beż za to o bogatym zapachu odżywki, w sam raz na jakieś romantyczne dziewczęce skarpetki :)
I dokładnie wiem, że nie tędy droga farbowanie musi odbywać się inaczej, przede wszystkim trwałość koloru jest do niczego, ten ocet jest jak najbardziej konieczny. No i moczenie motka jednak pozwoliło na dogłębną penetrację koloru w nitce, chociaż odżywka teoretycznie powinna utrzymywać go na powierzchni.


Mój wniosek, trzeba spróbować z suchą przędzą a farbę (dużo farby) rozpuścić w gorącym occie  i połączyć z odżywką i taka papkę nanieść na nitki - chyba będzie następny eksperyment :)
A, że intryguje mnie wszystko co nowe i uwielbiam sprawdzać wszystkie pomysły to pewne, że się o tym dowiecie.


Jak widać na załączonych zdjęciach mieszanki są u mnie na porządku dziennym, bardzo mnie wciąga ta zabawa a i możliwości jest tak wiele. Częściami składowymi powyższego batt'a jest wszystko co czarne czyli: alpaka, jedwab (farbowany), bambus, finnish, merynos, jedynie co kolorowe to drobinki wełniane w bieli, czerwieni, fiolecie i niebieskim. Tym razem przepuściłam czesanki dwa razy przez grępel by skład nitki i drobiny koloru były bardziej równomierne. Batt jest niewyobrażalnie delikatny, tweed to nie będzie ale na pewno będzie artystycznie.
                         

          


Druga mieszanka to bfl z jedwabiem i moherem w kolorze wisterii i petrolu z przejściem tonalnym po środku ze sporą dawką angeliny - taka błyskotka. 
Trzecie mieszanie to niegdyś ufarbowany Kent Romney w kilku czerwieniach, których tu nie widać i beżo- brązach wzbogacony brązowym naturalnym merynosem, jedwabiem i odrobiną angeliny.
Myślałam, że chociaż na jednym zdjęciu uda mi się uchwycić to przechodzenie barw ale niestety widać tylko przejście pomiędzy brązem a czerwienią :( 



Eksperyment farbiarski nie daje mi spokoju, znalazłam pół motka tej samej przędzy i od ufarbowania go powstrzymuje mnie tylko odkryty brak octu - nawet nie wyobrażam sobie jakim sposobem mógł się skończyć tak pokaźny zapas ? Chyba ktoś u mnie w domu jeszcze farbuje wełnę :)


Pozdrawiam Was z tęsknotą za ciepłem bo ponoć lato się zbliża ale ja tego nie czuję.

niedziela, 11 czerwca 2017

Ciągle kręcę

Ciągle mi mało, jak tylko zobaczę jakiś sweter i mi się spodoba to poddaję go próbie czasu, jak chęć zrobienia powraca co jakiś czas to znak, że jednak trzeba go zrobić. "Brich Bay" to dość stary wzór a ja cały czas do niego wracam myślami.  Zdaję sobie sprawę, że w takim swetrze wyglądają dobrze szczupłe osoby, jego forma nie nadaje się do noszenia pod płaszczem czy innym wierzchnim wdziankiem a on dalej zaprząta mi myśli. Wzoru jeszcze nie kupiłam bo chyba zrobię go ze zdjęcia ale już nie mam zamiaru dłużej się opierać, a że "wiecznie żywy celtycki" w dalszym ciągu nieskrystalizowany to zrobię coś co nie daje mi spokoju. 


zdjęcie ze strony Brooklyn Tweed
Przy poprzednich zakupach do sklepiku zamówiłam mieszankę Bfl, która kolorystycznie bardzo mi się podoba, nawet podejrzewam, że przez ten kolor ten sweter tak mi się podoba :) Drobnymi kroczkami, wolniutko powstają motki, przędę po 25-30 g na 4 szpulach i robię tradycyjną 4- nitkę.



Pierwszy motek już jest trochę przesadziłam z grubością miało być 260 m w 100 g ja mam 210 metrów ale to nie ma znaczenia skoro i tak będę robiła po swojemu. 
Runo to moje ulubione Bfl i po tych wszystkich super cienkich niteczkach z kaszmirem, jedwabiem i delikatnymi merynosami jest dla mnie czymś wyjątkowo miłym do przędzenia. 
Motek jeszcze nieuprany ale mnie już się bardzo podoba.




 Mieszanie na gręplarce to ostatnio jedno z milszych zajęć ale, pomimo zakupienia sporej ilości "efektów specjalnych" ja bez jedwabiu żyć nie mogę, jedwab ma taki rodzaj blasku, który nadaje nitce szlachetności i mnie nie zastąpi go nic innego :)

farbowany jedwab

Jedyna czesanka bez jedwabiu jaka powstała to "Leśne Skrzaty", tak sobie ja nazwałam jak zobaczyłam skrzącą się angelinę w tych leśnych kolorach. Angeliny nie jest zbyt wiele ale bałam się efektu "braku umiaru" a przy tych drobinkach łatwo przesadzić , o dziwo efekt nie jest zły.


W drugim mieszaniu użyłam jedwabiu i jakoś mi z tym lepiej nawet jak się przesadzi z jedwabiem to będzie "na bogato", za to użyłam wełnianych kulek, to takie drobinki runa filcowane na kulko podobne kształty. 


Kolorystyka i te wełniane białe punkciki przywodzą mi na myśl film "Avatar" i tak zostanie bo i czesanka i film mi się podobają :) 



 Namieszałam też coś co mi się kojarzy z piwonią, w ogrodzie mojej babci zawsze kwitły piwonie, nigdy mi się specjalnie nie podobały o wiele bardziej fascynowały mnie lilie. Obecnie przy reorganizacji ogrodu posadziłam siedem różnych krzaków piwonii ( biała kwitnie) - ciekawe czy to gusta mi się z wiekiem tak bardzo zmieniają czy to jakaś tęsknota za dzieciństwem ale czesanka przywodzi mi na myśl blado różowe piwonie.



 Na drutach w dalszym ciągu sweter dla PM i tak jeszcze dość długo pozostanie, kończę skarpety robione od palców ale w bólach, zupełnie nie fascynuje mnie ta metoda. Za to powstała całkiem prosta para skarpet dla wujka, wełnę kupiłam bardzo okazyjnie przez FB chyba na 'Bazarku dla dziewiarek" 4 motki w sam raz na podgryzające skarpety. Cena była bardzo okazyjna więc przy moim zapotrzebowaniu na taką wełnę nawet się nie zastanawiałam, czemu ta cena tak okazyjna okazało się później. Jak wełna przyszła wszystko wyglądało dobrze, prawdę o tej przędzy ujawniło dopiero przewijanie, okazało się, że wełna była wyjątkowo pocięta przez mole. Po robalach ani śladu ale podczas przewijania pogryzione miejsca po prostu się rozpadały. Na skarpety to się z biedą nadaje ale gdybym to kupiła w innym celu to byłoby mi przykro :(
Mam nadzieję, że osoba, która to sprzedawała po prostu o tym nie wiedziała ...


Wspomniany sweter dla PM jest zrobiony gdzieś do wysokości pach (no prawie) no to trzeba pomyśleć o guzikach, to co ma w domu nie pasuje no więc trzeba kupić, guziki znalazłam całkiem przyzwoite naturalne z kokosa no i kupiłam moher bo wszyscy mają "piórkowe" sweterki tylko nie ja :( 
Przestudiowałam wszystkie wpisy o takowych a szczególnie tu i dalej nic nie wiem, ja nie za bardzo wiem co należy z tym moherem zrobić - na metce piszą druty 3,5 dziewczyny robią na 5, metka podaje, że powinnam nabrać ponad 90 oczek na sam przód a czytam, że nabierają po 120 na cały sweterek. Jak macie jakiś doświadczenie to oświećcie mnie ile potrzebuję tych oczek na sweter w rozmiarze 40 - 42, nic nie będę wydziwiać zupełnie prosty mi się marzy, tradycyjnie od dołu czyniony. Pewnie doszłabym sama do wszystkiego po próbkach ale prucie ... moheru to nic przyjemnego. 


P.S. Jeśli ktoś lubi runo Gotland (biały) to proszę zajrzeć do sklepiku jest do końca czerwca (lub do wyczerpania) w całkiem przyjemnej cenie :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Dorset Horn i inne nowości


 Dzień Dziecka nie dotyczy tylko dzieci ja taki dzień mam zawsze jak przychodzi paczka z czesankami do sklepiku :) Uzupełniam stany magazynowe ale staram się kupić zawsze coś nowego, bo poznawanie nowych run to jeden z przyjemniejszych aspektów życia prządki. Takie poznawanie runa to nie tylko empiryczne doświadczenia, na które o zgrozo mam mało czasu, staram się znaleźć jakieś wiadomości na temat rasy to runo oferującej, bardzo pomocna jest w tym książka "The Flece & Fiber", często właśnie z niej czerpię różne ciekawostki.

Dorset Horn
 Pierwsza nowość to Dorset Horn, powstanie rasy nie do końca jest jasne, wg jednej teorii rasa powstała z krzyżowania hiszpańskich merynosów i walijskich rogatych owiec. Druga teoria powstanie rasy opiera na przekonaniu, że powstała ona w wyniku długiego selekcjonowania rodzimych angielskich owiec. Książka podaje, że runo jest kremowo białe, sprężyste i doskonałe do przędzenia - trzeba to sprawdzić :)

Jacob
 Druga nowość to angielski Jacob czyli owce św. Jakuba.  Nazwa tych owiec pochodzi od postaci biblijnej - Jakuba, syna Izaaka. On to bowiem przejął dzięki swym hodowlanym umiejętnością i sprytowi stado owiec swego teścia. Jako zapłatę za swoją pracę zażądał bowiem tylko łaciatych owiec, a że on sam zajmował się hodowlą w taki sposób krzyżował owce, że po jakimś czasie wszystkie stały się pstrokate. Pomimo nazwy nie ma żadnych genetycznych dowodów łączących te owce z pochodzeniem z czasów biblijnych. Dzięki umaszczeniu nazywane są często "łaciatymi" owcami, jest to również rasa posiadająca imponujące rogi i to w różnej ilości od 1 do 3 par. W sklepiku pojawi się wersja biała i czarna tego runa.

Manx Loaghtan
 Ostatnia "wełniana" nowość nie do końca jest nowością, bo już kiedyś to runo było w moim posiadaniu ale w sklepiku ma premierę, to runo Manx Loaghtan. Rasa należy do północno-europejskiej rodziny owiec "Short-Tailed". Owce pochodzą z wyspy Man, do XVIII wieku owce nazywano "górskimi owcami z Man". Były to owce wielobarwne od białych, szarych, czarnych po delikatnie brązowe. Hodowano je ze względu na mięso (przypomina dziczyznę w smaku) i futro. Rasa była bliska wyginięcia ale dzięki niepowtarzalnemu, delikatnie brązowemu wybarwieniu runa znalazła miłośników, którzy zadbali o jej przetrwanie a raczej o przetrwanie owiec o brązowym wybarwieniu. Owce rodzą się czarne ale w przeciągu kilku tygodni ich runo zmienia kolor na brązowy, rasa jest chroniona prawem unijnym.

włókno różane
Jako nowość będzie też włókno różane w czystej postaci ale również poprzednia wersja wymieszana pół na pół z runem Falkland. Będzie na pewno rarytasem dla tych co lubią ciekawostki do przędzenia. Dla mnie włókno problematyczne bo nie mogę znaleźć sposobu wytwarzania (może źle szukam), niestety nie wszystkie tzw. przyjazne włókna są takie przyjazne. Popularna wiskoza włókno pochodzenia roślinnego jest włóknem przy pozyskiwaniu którego używa się toksyn a by je zneutralizować zużywa się hektolitry wody. Niekiedy niby takie naturalne włókno może o wiele bardziej zaszkodzić środowisku niż pomóc.

Ramia
Ramia jest włóknem łykowym pochodzącym z  pokrzywowatych, uprawianych głównie w Azji i wykorzystywana jako roślina włóknodajna. Wyróżnia się podobnymi cechami jak bawełna i jednocześnie jest podobna do lnu. Włókna rami są wysokowartościowe, bardzo wytrzymałe, gładkie, jednolite, o trwałym połysku. Są odporne na światło i bardzo dobrze wchłaniają wilgoć. W sklepiku pojawi się jej czysta forma, niestety czesanka jest bardzo sypka więc przy pakowaniu może okazać się, ze będzie w kawałkach. Ja mam zamiar trochę poeksperymentować  i wymieszać ramię z wełną bo może będzie całkiem niezłym dodatkiem do włóczki na skarpety skoro taka wytrzymała :)

jedwab morwowy "brick"
Jedwab morwowy nie jest nowością ale jest  w 100 g  porcjach o wdzięcznej nazwie "cegła" :) 
Włókna są piękne i długie, będę go sprzedawała w takich właśnie "cegłach". 

nylon błyszczący
Już kilkakrotnie klientki wspominały mi o chęci zakupu drobnych ilości nylonu celem wzmocnienia przędzy, kupowałam mieszankę z nylonem ale moja mieszanka jest wg moich preferencji w tej chwili będzie można samodzielnie domieszać nylonu do wełny. Kupiłam nylon w dwóch wersjach matowej (idealnie się ukryje w wełnie) oraz z połyskiem (ten to raczej będzie odstawał) w zależności od upodobań. Sprzedawany będzie po 20 g bo tego nie dodaje się tak jak jedwabiu dla luksusu to raczej dodatek z konieczności.

nylon mat
 Trzy ostatnie zdjęcia przedstawiają rzeczy, które pojawią się w sklepiku ale w postaci batt'ów, od czasu jak tylko kupiłam gręplarkę wiedziałam, że należy uatrakcyjnić mieszanki ciekawymi dodatkami.



Będą więc drobinki wełniane w różnych kolorach, dbające o nierówną fakturę nitek oraz dyskotekowy blask angeliny. 

angelina
Kupiłam również trochę kolorowej czesanki bo sama nie wiem jak długo bym się zastanawiała na jaki kolor farbować i co farbować, a tak mam jakieś podstawy by zacząć mieszać, a co najważniejsze da mi to jakieś rozeznanie czego potrzebuję na przyszłość, a że będę mieszać w przyszłości - tego jestem pewna :)


Pozdrawiam Was niedzielnie i chociaż wiosna w pełni to przędzenie jest wyjątkowo miłym zajęciem bez względu na porę roku :)

niedziela, 28 maja 2017

Miękko i biało

Tydzień minął w oka mgnieniu a ja znowu nic specjalnego nie zrobiłam, coraz częściej zastanawiam się jak czas szybko umyka, ktoś mi go chyba podbiera :) Udało mi się skończyć motek mojej mieszanki autorskiej, będącej już stałą pozycją w sklepiku jest to Polwarth + kaszmir + jedwab morwowy. Pomyślałam sobie, że skoro bardzo delikatne włókna to i nitkę wyciągnę super cienką więc przędłam na przełożeniu 25:1, niestety nie wzięłam pod uwagę krótkiego włosa kaszmiru. 


Jest cienko ale nie tak jak chciałam w 100 g ok 2000 m singla, marzyło mi się jakieś 2600 do 2800 m ale kaszmir pohamował moje zapędy. Zrobiłam z tej czesanki tradycyjną 3 - nitkę i muszę przyznać, że jest to bardzo ekskluzywna nitka. Na zdjęciach widać ten delikatny kaszmirowy meszek odpowiedzialny za niesamowitą miękkość, jedwab nadał nitce perłowy blask a Polwarth dodał sprężystości. Miałam jakąś niewyraźną wizję ufarbowania czesanki przed uprzędzeniem ale ostatecznie pozostała biała i właściwie dobrze bo ja dokładnie wiem jak się ją przędzie a bez koloru też ma prawo się podobać. Jest to nitka dla największych wrażliwców nie ma szans by cokolwiek  pogryzło, podrapało lub ukłuło - sama miękkość. 



Bardzo krótko zaistniała w sklepiku mieszanka włókna różanego z Falkland'em, mnie zostało z całego kilograma ok 40 g, ale to wystarczająca ilość by sprawdzić czy decyzja o wymieszaniu była słuszna. Mieszanka to 50/50,  moim zdaniem przędzie się sympatycznie, bez uniesień ale dobrze bo włókno różane zachowuje się podobnie do angory czyli włoski fruwają po okolicy ale pomimo blasku nie jest super śliskie jak alpaki czy jedwab, jest to poślizg "kontrolowany" :)


W sklepiku pojawi się znowu i to całkiem niedługo bo w piątek otrzymałam informację, że moje zamówienie z początku miesiąca zostało wysłane. Zakupiłam też samo włókno różane dla tych co nie lubią mieszanek, ja na razie nie mam pomysłu co można z takiego włókna zrobić. Te moje 40 g przerobię na 3 - nitkę (ostatnio mam jakąś słabość do tak wykończonej przędzy) i użyję w skarpetach bo może jest na tyle mocnym włóknem by mogło zastąpić nylon - a co naturalne to naturalne w dodatku ten blask może imitować jedwab :)



W minionym tygodniu zmobilizowałam się też by wszyć zamek w mój przybornik a raczej "drutownik" :) Kot z wielkim upodobaniem wysypuje mi druty ( mnie też się zdarza ;) nie było innego wyjścia, jak nie chce się spędzać czasu na kolanach poszukując rozsypanych drutów pod meblami to należy coś z tym zrobić i zrobiłam. Wszywanie zamka w gotowe już ubranko okazało się dość niewygodne ale jakoś udało mi się to zrobić, zamek trochę faluje ale przynajmniej teraz i kot i ja nie sypiemy drutami po okolicy :)
A drutów mi przybywa, bo przy ostatnio złamanym jednym druciku - mam 3 pary więcej, po dokładnym przeszukaniu internetu trafiłam na pasmanterię E-Motek i okazało się, że tam są moje ulubione bambusy o długości 5 cali czyli ok 13 cm i jak nie kupić pomimo, że już kupiło się dwie inne pary. Oczywiście nie kupię samych drutów bo kto to będzie takie gołe pakował wiec do towarzystwa wpadł motek, bo układowi kolorów a i samym kolorom nie mogłam się oprzeć.
Przy zamówieniu dostałam cały pęczek próbek włóczki i muszę się przyznać, że chociaż od lat pracuję w reklamie i jestem odporna na takie chwyty to przy włóczkach i czesankach nie mogę za siebie - zdrowy rozsądek ginie gdzieś za zamglonym wzrokiem przy gładzeniu tych nitek :)



Pochwalę się też nowym nabytkiem, kupiłam sobie maszynę do szycia - wiem tysiąc razy pisałam, że szyć nie lubię  - ale muszę, stara maszyna była całkiem prościutka, a ta ma kilka udogodnień, które umilą mi niezbyt lubiane zajęcie a kto wie może nawet się polubimy :)
Ten model ma owerlok a raczej taki ścieg, do tego opuszczane ząbki, płynną regulację długości i szerokości ściegu no i przyrząd do nawlekania igły a to już jak dla mnie duży plus. Dokupiłam kilka stopek i mogę szyć dość dużo skomplikowanych rzeczy - tylko muszę to jeszcze polubić. Na razie się oswajamy, poznajemy i testujemy :)





Miłej, prawdziwie letniej niedzieli Wam życzę.


niedziela, 21 maja 2017

Takie nic


W tym roku z premedytacją czekałam na promocję Drops'a, kilka motków w ciągu roku jakoś mi wpadnie ale przy większej ilości to taką promocję mile widzę. Po akceptacji tego swetra  PM, stwierdził że chętnie przygarnie drugi. 
Muszę przyznać, że miałam zamiar robić z innej włóczki ale po dogłębnym przemyśleniu sprawy, oględzinach poprzedniego swetra stanęło ponownie na alpace z Drops'a. 


Włókno alpaki jest mocniejsze, bardziej odporne na mechaniczne uszkodzenia, do tego lekki włosek maskuje notorycznie zaciągane nitki, które ja z poświęceniem przeciągam. Włóczka z alpaki nadaje się dla kogoś mało uważnego, a zarazem ma wszelkie atrybuty włókna naturalnego czyli grzeje wtedy gdy ma grzać, jest przewiewna gdy się człowiek zgrzeje no i moim zdaniem brud się mało ima tego włókna, chociaż trudno rzec bo sweter PM ma grafitowy :)
Tym razem sweter w kolorze ciemno szarym z grafitowymi dodatkami, a że dzierganie prawych oczek jest dość nudne to z początkiem jesieni powinnam skończyć. 


Przy dzierganiu skarpet złamałam drut w ulubionym rozmiarze 2,25 -13 cm (długość)  niby wiem, że bambusowe czy drewniane druty mogą ulec takiemu przypadkowi ale za każdym razem jestem tym bardzo zaskoczona.  Prace ze skarpetami stanęły w miejscu bo jak ja się już do czegoś przyzwyczaję to trudno to zmienić. Niestety jak się okazało drutów z Hiay Hiay bambusowych o wspomnianej długości nie ma, kupiłam dwie pary jedne 15 cm, drugie 10 cm. Okazało się, że 10 cm są za krótkie i za śliskie więc robię na 15 ale jak tylko będę widziała gdzieś 13 cm to je kupię - jak dla mnie to idealny rozmiar druta do robienia skarpet i rękawiczek.


Jedną skarpetę od palców skończyłam druga się robi ale w międzyczasie zrobiłam 2 pary metodą tradycyjną i jak widać mam zamiar zrobić jeszcze jedną bo do drutów zakupiłam jeszcze dwa motki Cotton Merino.
Skarpeta robiona od palców wydaje mi się niekształtna, chociaż na nodze wygląda zgrabnie, tylko nie na mojej bo jest za mała :) Moja siostra już się cieszy bo to w sam raz na jej stopę.


Wiosna się znalazła i najwyższy czas na przycinanie mojego drzewka liścia laurowego, drzewko obcięte a ja obieram listki i suszę będą czekały na występy w jakiejś potrawie.


Ciepłe dni pozwoliły zaistnieć roślinności w ogrodzie, oczywiście zaistniała ta roślinność, która przeżyła przymrozki, moja glicynia tak pięknie obsypana kwieciem w zeszłym roku w tym roku prezentuje się tak, że aż żal patrzeć. Jedna kiść kwiecia na suchych pomrożonych patykach, jest kilka miejsc gdzie pokazały się pędy ale 2/3 do wycięcia bo pomrożona. 
Stanowczo protestuję przed taką wiosną bez ciepła. 



Pozdrawiam Was, życząc miłej i słonecznej niedzieli.

niedziela, 14 maja 2017

Nadal mieszam

Najbardziej lubię ostatnio mieszać, smutne kawałki czesanek zamieniam w puszyste, połyskliwe jedwabiem batt'y. Nie mam za wiele kolorowych czesanek by tak naprawdę poszaleć (niedługo to się zmieni :) ale nawet z tych kilku kolorów, które u mnie po pudłach są pochowane można coś sensownego namieszać. I gdyby nie długi u PM za gręplarkę nic z tego mieszania nie trafiło by do sklepiku :) Tak mnie kusi zmieniać to w nitki.


Brązowe Corriedale, merynos w kolorze jasnej oliwki, szczypta "lisa polarnego" i jedwab w kolorze rozbielonych jeżyn i mamy wrzosowisko a przynajmniej tak mnie się kojarzy. Ukręciłam na razie jeden ale mam jeszcze czesanki na drugi.


Tą czesankę zafarbowałam z premedytacją jak farbowałam jedwab pod batt'y nie miałam od razu pomysłu jak ją wymieszać ale ostatnio gustuję w samodzielnie robionych sorbetach z mrożonych owoców i pomysł sam się nawinął. 


Sorbet "malinowo-morelowy" runo Corriedale w kolorze malin, moreli i starego złota z dodatkiem jedwabiu sari w kolorze ostrego pomarańczu i różu oraz jedwab morwowy w kolorze jasnego starego złota. 


 Kila osób mnie pytało czy pojawi się jeszcze jakieś mieszanie z różem i złotem (były takie batt'y w sklepiku pod nazwą  "tequila sunrise"). Oczywiście to co jednorazowe pozostanie jednorazowe ale można uczynić coś podobnego. Niestety do namieszania takich samych batt'ów brakło złotego jedwabiu ale miałam pomarańczowo-złoty, resztki różowego i łososiowego oraz kawałki naturalnego Chubut'a, merynosa 23 mic i Rambouillet'a.


 W tym batt"cie jest też dodatek angory ale tak niewielki, że szczyptą powinnam nazwać, angora okazała się niezwykle oporna na takie czesanie. Muszę się dokształcić z czesania tego włókna bo na razie jakoś nie za  bardzo mi chce się poddać, wygląda to mniej więcej tak jak oliwa na wodzie - nie chce się połączyć z wełną i już.


Za to ten zestaw kolorystyczny powstał jak na FB mignęło mi zdjęcie plaży ze szmaragdowym morzem, białym piaskiem i hamakiem :)


Wyjątkowo miękki batt z samych merynosów ze sporym dodatkiem jedwabiu w trzech odcieniach metalicznie niebieskiego, szmaragdowego i białego.



I to byłoby tyle na temat miłego mieszania, bo teraz będzie o tym, że nie zawsze jest tak pięknie. Kilka lat temu jak kupowałam alpakę bezpośrednio od producenta, Pani sprzedająca była w stanie mnie "pożreć" jak powiedziałam, że grępel nie załatwi wybrania paprochów z runa i lepiej ich unikać od samego początku czyli uważać by zwierzę, które lubi kąpiele w piachu robiło to jednak w piachu. 



To co leży na gręplarce to runo suri z innego źródła już przeze mnie kilkakrotnie przerobione na czesakach, mam z niego motek w I gatunku no i zostały te wyczeski, które tu widać. Paprochy podczas gręplowania z upodobaniem pozostawały w runie zamiast wylatywać od spodu (coś tam wyleciało) więc ja uzbrojona w pincetę do hafciarki pieczołowicie wydłubywałam. 


 Po godzinie takiego przebierania i przepuszczeniu runa dwa razy przez igły mam 22 gramy nie do końca pozbawione drobin trawy, za to o wiele mniej cierpliwości do tego co zostało, a zostało 2/3.
Nitka z tego boska nie będzie ale na pewno bardzo pracochłonna.


Na drutach w dalszym ciągu skarpety od palców, piętę robiłam 6 razy za skarby świata mi się nie podoba takie nabieranie oczek tzn, pomysł przedni ale jak dla mnie za dużo z tym kombinowania, ja jestem już zmanierowana robieniem skarpet od góry:)




Pozdrawiam Was niedzielnie w prawie słoneczny poranek :)