niedziela, 17 listopada 2019

Czapka

Po takim zachwycie z jakim spotkały się rękawiczki trudno zaistnieć z czymś równie spektakularnym, po prostu się nie da :) Pierwszy raz opublikowałam swoją pracę w "Dzianej Bandzie" na Fb i jak to PM stwierdził - "popularność ją zabiła". To niezmiernie miłe jak tak dużo osób zwróci uwagę na to co robisz ale niesie za sobą podbijanie poprzeczki przy następnych pracach. Od lat robię dla siebie i niespecjalnie przejmuję się opiniami innych ale "drobna menda" siedząca mi za uchem szepcze - "to nie wygląda tak dobrze, mogłaś zrobić to lepiej, a te kolory do niczego ...." 



Tym razem już bez ujawniania się na Fb czapka, która powstała bo musiała :) Najpierw były resztki, dużo resztek, w ilościach pokonujących mnie od zawsze, później wzór, ten główny w internecie mi się kilka razy przewinął (nie potrafiłam dotrzeć do autora by zakupić) narysowałam ze zdjęcia ale jeszcze bez pomysłu gdzie ma zaistnieć.


Dni robią się chłodniejsze PM od dawna w czapce pomyka a ja jak zwykle "nie mam czapki", aż wstyd się przyznać ile ich było, jest i będzie ale jeszcze nie trafiłam na taką, która jest ideałem :)
Coraz częściej myślę, że są ludzie, którzy chodzą w czapkach i dobrze się w nich czują i jestem ja zawsze coś jest nie tak.


Czapka jest albo za duża lub za mała, nie trzyma się głowy, zjeżdża na oczy, włosy po zdjęciu wyglądają jak przysłowiowy "piorun w szczypiorek", nie chroni przed wiatrem uszu - no sto wymówek a stosik czapek rośnie ( dobrze, że jest Etsy) - tu nagle takie olśnienie zrobię nową :)


Narysowany wzór cudnym trafem wpisuje się w "mandalę" z "Faded Splendor Tam", kiedyś był do pobrania darmowy wzór tej czapki, to go wykorzystuję jak się da. Włóczki to wspomniane resztki i nie tylko ale głównie z tego swetra bez tła sam kolor, do tego trochę alpaki z Drops'a (pertol) i beżowy Fabel. 



Zdjęcie z najprawdziwszą kolorystyką pomimo lampy błyskowej -  powyżej, poniżej zdjęcie najmniej głupiej miny właścicielki w czapce :)



Druty na ściągacz 2,75 na resztę 3,25 ChiaoGoo  (dalej moje ulubione bambusowe) zużycie włóczek niewystarczające, trzeba myśleć o nowej czapce - wzór już mam,  od zeszłego roku leży tylko zapomniałam, bo mnie inne rzeczy zajmowały.

Jedną z tych rzeczy co mnie zajmuje, jest całkiem spora ilość wełny, która przyszła wraz z uzupełnianiem zapasów w sklepiku. Jest to wełna do tkania, bardzo cienka 10 000 metrów na kg mam tego 1,5 kg i wielką chęć uczynienia jakiejś prostej sukienki. Muszę to zdwoić bo z czegoś tak cienkiego nie mam zamiaru robić na drutach. Przydałaby się maszyna dziewiarska ale tam to chyba tylko proste połacie się czyni a ja myślę o jakimś wzorku - zobaczymy bo to już druga taka szpula, którą mam. Nie powinni pokazywać takiego tweedu bo tweed zawsze mnie skusi :)




Uzupełniłam niektóre braki w sklepiku  a z nowości jest jedwab sari w innej kolorystyce niż do tej pory. Mam pomysł na nowe skarpety, pokonałam niechęć do skarpet robionych od palców ale o tym napiszę następnym razem. 

Pozdrawiam niedzielnie 

niedziela, 3 listopada 2019

Rękawiczki, bo czemu nie


Następne rękawiczki za mną, już wiem co udoskonalić w następnych, chociaż już nie wiele można w nich poprawić. Wzory poskładane i skomponowane wg mojego pomysłu, włóczki moje i nie moje ale w 100 % ręcznie zrobione na drutach - drobnych drutach :)



Wielki szron okazał się cudną scenerią dla sesji, tylko PM wykazał nikłe zainteresowanie robieniem zdjęć. Rękawiczki są niewątpliwie zimowe, drobne druty i nagromadzenie przekładanych nitek dało dość grubą dzianinę.



Palce w gwiazdki, wzór wnętrza dłoni przechodzi płynnie na palce, kciuk również dopracowany tak by scalał się z resztą.



Trochę trwa zrobienie takich rękawiczek, czas wydłuża się jeszcze gdy nitki przędzie się samemu, tutaj tło jest nitką sklepową Holst Garn "Noble" w kolorze Cinnabar. To nietypowy cynober w delikatnym tweedzie dla mnie bardziej to karminowy ale w pełnym słońcu coś z cynobru ma.



Przy tego typu rękawiczkach coraz częściej uważam, że mankiet musi być podwójny by rękawiczka wyglądała na schludnie wykończoną. Taki podwójny mankiet nie dość, że grzeje to jeszcze jest stabilny i nie naciąga się właśnie przez tą podwójność po prostu wygląda przyzwoicie. Z takim składaniem jest trochę zabawy ale efekt jest na tyle dobry, że warto poświęcić te kilka godzin na drobienie dżerseju na drutach 1 mm.


Wzór wnętrza dłoni przy kciuku tak rozrysowany by płynnie przechodził z wnętrza na palec, to zawsze jest dla mnie wyzwaniem bo w tym miejscu zbiera się oczka i trudno o płynne przejście.



Wzór drobnych listeczków idzie wzdłuż palca wskazującego i małego, trochę mnie to martwiło czy będzie to dobrze wyglądać ale wygląda całkiem nieźle.




Rękawiczki są mieszanką kilku różnych wzorów, drobne precyzyjne wzorki to łotewska inspiracja, do tego norweskie gwiazdki, a w mankietach typowe dla Fair Isle cieniowanie wzoru. Takim sposobem może dojdę do wzoru typowego dla mnie:)
Z danych technicznych to włóczka wspomniany Holst, do tego moja 3-nitka z jasno szarego merynosa, biel to moja angora z jedwabiem, białe wnętrze w mankietach to mój Polwarth + jedwab+ kaszmir, jest jeszcze ciemna szarość o tym samym składzie farbowana pod te rękawiczki. Druty drobne bo 1,25 i 1 mm ale bez nich próżno o taki efekt.


Pewnie za chwile znowu tu będą jakieś nowe prawie doskonałe rękawiczki ale na razie te ostatnie mnie cieszą.
Pozdrawiam Was niedzielnie

niedziela, 20 października 2019

Zaginięcie

 Zaginęłam pomiędzy sprzątaniem ogrodu, sadzeniem cebul tulipanów w ilościach sporych, 10 kg kapusty do kiszenia takąż samą ilością buraczków wekowanych na dwa sposoby, passatą pomidorową z 14 kg pomidorów oraz szlifowaniem dębowego stołu. Trzy niedziele wpis się nie ukazał bo jak co roku nastała jesień ale ja w tym roku jakoś mało na nią  byłam przygotowana, wszystko skumulowało się, łącznie z pierwszym parszywym przeziębieniem. W tej chwili nie wiem czy odnalazłam się na chwilę czy na dłużej ale planów mam sporo tylko ginąć nie należy w jesiennym przetwórstwie by było co pokazywać na blogu:)

Skończyłam domowy sweter dla siebie,  jest wzorowany na tym od PM teraz i ja mam sweter a'la Mc Fly. Wprawdzie nie mam zamków tylko guziki w dodatku po całości no i ja mam dodatek koloru oraz element zupełnie niezbędny jeżeli chodzi o mój domowy sweter - kieszenie, bez nich sweter jako domowy nie ma szans zaistnieć.


Jak zwykle próby uczynienia sobie zdjęcia zaowocowały dość sporą ilością zdjęć do niczego z tego udało mi się wybrać jedno pokazujące sweter przed praniem a raczej moczeniem by dzianinę uformować. 
Włóczka to Karisma z Drops'a, kupiłam podczas promocji na dwa swetry ale ten od PM pochłonął więcej więc musiałam coś pokombinować z kolorem bo z tej partii szarości już nie było. 



Nigdy nie piorę próbek a to błąd bo dzianina ze sklepowej włóczki po pierwszym zamoczeniu zawsze jest większa i to, że większa to wiem tylko nigdy nie wiem o ile. Sweter zrobiłam dokładnie na wymiar był wręcz obcisły, nawet się trochę bałam, że taki zostanie :)


Po zamoczeniu okazało się, że jest dobre 5 cm dłuższy no i na szerokość też z jakieś 3-3,5 cm, rękawy zrobiłam do nadgarstka, teraz mogę wywinąć mankiecik - zdjęcie zrobiłam przez przypadek podczas ustawiania aparatu - i po co pozować jak jedyne przyzwoite zdjęcie zrobiłam przez przypadek :)

Półgolf wykończony tak jak u PM metodą, którą udostępniła Ania  (dziękuję Aniu to bardzo pomocny link :) na swoim blogu, wygląda przyjemnie, chociaż w przypadku dwóch kolorów włóczki jest to trochę większe wyzwanie - by równo wyglądało. Listwy w kolorze swetra,  tym razem obrzuciłam dziurki płotkiem bo przy tych guzikach (lakierowana sklejka) nie było płynnej współpracy.


Wspomniane "must have" czyli kieszenie - najprościej jak się da wnętrze w kolorze dodatków a wykończenie brzegu to rząd lewych oczek - minimalizm do bólu.


Rękawy są trochę przekombinowane ale to cały urok tego swetra, u PM robiłam poprzeczny ściągacz zbierając żywe oczka z zrobionego półrękawka u mnie w tym miejscu jest zmiana koloru więc nie było sensu zostawiać żywych oczek. Oczka zakończyłam  bardzo plastycznie a poprzeczny ściągacz zrobiłam osobno i doszyłam, dół nabrany tradycyjnie. Sweter był już mi bardzo potrzebny bo poprzedni domowy  zrobiłam dobre 4 lata temu !! - nawet nie przypuszczałam, że upłynęło tyle czasu.



Słoików z zaprawami nie będę serwować ale stół pokażę, od dawna rozglądamy się za przyzwoitym stołem do kuchni, mieliśmy stół z Ikei drewniany ale to nie było to, marzył mi się solidny ciężki stół a taki stół to spory wydatek.
 PM z dzieckiem wybrał się na ostatni w tym roku Pchli Targ, powrócili ze stołem i to jakim - lity dąb, blat o grubości 6,5 cm, ciężki i solidny jedynie kolor był straszny - ciemny brąz ze śladami solidnego używania.


PM chciał go w takim rustykalnym stylu wstawić do kuchni ale ja stanowczo zaprotestowałam i w ciągu trzech dni stół oszlifowałam, zabezpieczyłam olejem tungowym, co jeszcze bardziej podkreśliło piękno naturalnego drewna, nie mam zdjęć pierwotnego wyglądu ale uwierzcie ponurak był z niego straszny a teraz aż miło patrzeć. Stół posłuży wiele lat a pewnie już komuś służył latami, jednak jak coś jest zrobione z naturalnych materiałów to ma szansę cieszyć długo - czy to wełna czy drewno. A jak przestanie służyć to przynajmniej nie będzie się rozkładać 300 lat. 


Pozdrawiam Was niedzielnie już bez obietnic, że się poprawię z wpisami :)

niedziela, 22 września 2019

Bez efektu

Posiadam wielką słabość do naturalnego barwienia, mam spory zapas ufarbowanego przez Monikę merynosa w indygo, sama ufarbowałam trochę wełny w orzechu włoskim.  Dawno temu za czasów "Prząśniczki" dostałam od dziewczyn marzannę barwierską wyszedł cudny kolor pomarańczu z podtekstem. Od zeszłego roku zbierałam łupiny po avocado, pierwsze moje barwienie w ten sposób wyszło dość marnie, prawdę powiedziawszy nie wyszło ale też łupin miałam mało, do tego wełna taka prosto z marszu, niczym niezaprawiona.



 Tym razem przygotowałam się lepiej, łupin tyle ile widać w 10 litrowym wiadrze po farbie, do tego wełna zaprawiona w zimnej bejcy (składniki dostałam dawno i czekały na ten czas) podgrzane łupiny puściły kolor nie do końca taki jak się spodziewałam ale nic pewnego do czasu jak nie umieszczę w tym wełny.



 Wełna, to oczywiście moja przędza, tradycyjna 3 nitka uprzędziona z czesanki Chubut, po trzech dniach w bejcy wełna dostała ubranko z gazy i poszła do gara.


Dla wzmocnienia efektu trzymałam motek ponad tydzień w tej zupie, kolor całkiem ładnie się zapowiadał ale na tej gazie. Wełna po wyjęciu z gara była nieprzyjemnie śliska więc wyprałam a z praniem spłynął jakiś tam kolor, który i tak mnie nie satysfakcjonował. Całkowita porażka, nie wiem jak innym wychodzi tak ładny kolor po avocado, mnie nie wyszło zupełnie.


Mam motek lekko pocieniowany w ciemniejsze i jaśniejsze ecru, chyba wrócę do marzanny bo to wyszło mi od razu a jeszcze lepiej wychodzi mi barwienie w Jaquard'ach :)  Zostałam z motkiem do ponownego farbowania i gazą w beżowo-pomarańczowo-brudnym kolorze.   


Do rzeczy przyjemniejszych należy odkrycie jakie poczyniłam całkiem nie dawno, okazało się, że w ogrodzie pod leszczyną rosną grzyby, wg atlasu grzybów są to borowiki ponure (bagniak, siniak) albo borowiki ceglastopore (stawiam na te drugie) - trudno stwierdzić bo nim dorosną zjadają je robaki - ja nie mam odwagi.


 Całkiem przyjemnie przyrasta rękawiczki na drutach, pomimo dość drobnych drutów wyraźnie działa na mnie relaksująco takie dzierganie. Dwa razy rysowałam palce bo ciągle mi coś nie pasowało mam nadzieję, że to co wymyśliłam będzie wyglądało dobrze ale o tym opowiem jak rękawiczki skończę.



 Chodzi mi już po głowie taka para w niebieskościach z indygo, z dodatkiem bieli i może tym razem z jednym palcem by nie "kroić" tak bardzo wzoru od wewnętrznej strony dłoni. Przy zbliżającej się porze roku mogę już bez oporów wełnę tu serwować :)


Po ostatnich zakupach na chińskim Ali moja kolekcja nożyczek się powiększyła, już prawie wiem jakie potrzebuję do ścinania nitek łączących, które zostawia hafciarka tyko czy takie znajdę bo te są świetnie ale do cięcia innych rzeczy. 


Pozdrawiam Was niedzielnie :)


niedziela, 8 września 2019

Po czasie

Tyle rzeczy się dzieje, nawet niektóre skończone tylko ja nie mam czasu by uwieczniać i opisywać. Przez 2 tygodnie nic nie napisałam ale pierwszy z nich  minął pod znakiem końcówki remontu. Musiałam doprowadzić przedsionek do stanu normalności po wymianie drzwi wejściowych - drzwi wymieniono w marcu więc aż strach pomyśleć albo ja jestem tak wolna albo czas tak szybko upływa :) Drugi tydzień cały praktycznie poświęcony przygotowywaniu zestawu koszulek na dość spore, coroczne święto miasta zwane "Gwarkami".
Oczywiście nie zarzuciłam zajęć ulubionych więc powstały skarpety dla żony kuzyna z włóczki, która coraz bardziej mi się podoba czyli Flora z Drops'a. Jest to mieszanka wełny z alpaką 50 g - 210 m - taka grubość najbardziej mi odpowiada na skarpety, Jedynie pięty wzmacniam dodatkiem ku temu z firmy Lang.


Wzór narysowałam w oparciu o coś podobnego co znalazłam w internecie, jest to jeden długi motyw na 23 oczka powtórzony 3 razy. Potrzebowałam małego rozmiaru skarpet a 69 oczek na drutach 2,25 przy wzorach wrabianych, daje taką właśnie nie za dużą skarpetę.



Oczka gubione na spodzie stopy by wzór wijących się listków płynnie przechodził po całości. Skarpety są robione w lustrzanym odbiciu, tak mi się wydaje, że jest ciekawiej. Zrobione były już w zeszłą niedzielę ale dopiero w czwartek wyprałam i na ostatni moment zaniosłam bo kuzynostwo wybiera się na urlop.


Skarpety na nogach właścicielki prezentują się o wiele ładniej niż na blokerze ale zdjęcia robione na szybko nie do końca ukazują ich urok :)  Przeznaczone do spania skarpety są w delikatnych kolorach z drobnym wzorkiem, powinny wpasować się w pościel. 


Kończąc poprzednie rękawiczki maiłam w głowie następne, wzór narysowałam dość sprawnie oprócz palców, mam jeden ale to tak jakby były wszystkie. Wzór ekskluzywny bo wydrukowany w kolorze, przy nowej drukarce do koszulek nabierają również koloru moje szare wzory. Trochę to potrawa bo rękawiczka na 96 oczek w obwodzie ale druty 1,25 więc drobnica ale jak skończę to pewnie się pochwalę :)


Moje dziecko jest mistrzem chińskich zakupów w dodatku za takie pieniądze, że się zastanawiam jakim sposobem to działa. Poprosiłam go o zakup 3 par nożyczek do ścinania nitek w haftach (tych z hafciarki do znakowania odzieży firmowej). Podczas wybierania tych nożyczek wpadły mi w oko guziki, które o dziwo przyszły bardzo szybko - na nożyczki jeszcze czekam.


Ale to co zakupiłam jeszcze to już "odlot" w innym kierunku - wielki haft krzyżykowy (70 cm x 100 cm). W zamierzchłych czasach PRL haftowałam krzyżykami ale, kanwę robiłam sama, mulinę zdobywałam z Czechosłowacji lub NRD w dodatku wzory miałam powielane na powielaczach do ulotek, z symbolami, bez koloru z opisem po niemiecku :) 



Teraz taki komplet to gotowa kanwa z bardzo precyzyjnym nadrukiem (chyba, że jest się sierotą tak jak ja i zaleje część herbatą wtedy bardzo pomocny okazuje się dołączony schemat na papierze) dokładne oznaczenie kolorów z ponumerowaną tekturą do ich spięcia , ścinacz nitek, nożyk do prucia, igły, wosk by nici się nie strzępiły, inne przedmioty, o których przeznaczeniu nie mam pojęcia no i zestaw nitek. U nas zakupiłam ochraniacze na palce bo pierwsze kilka nitek i już mam dziurę w palcu, niestety drutami też tak sobie robię :(

precyzyjny nadruk z moim herbacianym zaciekiem :)
Nie wiem kiedy to skończę i czy w ogóle się uda ale ma być to coś podobnego do tego co umieszczone pod spodem. Oby starczyło cierpliwości i czasu bo coraz częściej wszystko jest ... po czasie.
zdjęcie z internetu - to rysunek oby mój haft go przypominał 
Pozdrawiam niedzielnie z nadzieją, że z następnym postem zdążę na czas :)

niedziela, 18 sierpnia 2019

Rękawiczki

 Skończyłam rękawiczki, nie są dla mnie, nawet już nie powinny, rękawiczek mam pół szafy, chodzę sporadycznie w dwóch, trzech parach. Posiadam taki zapas jakbym była co najmniej Kali z 10-cioma rękami, strojącą się w nowy zestaw na każde wyjście.


W tej chwil czerpię przyjemność z samego robienia rękawiczek, rysowania na nie wzorów, przędzenia wełny, już nie muszę koniecznie posiadać wszystkich, które zrobię.


Nitki na te rękawiczki to moja produkcja, wszystko tradycyjna 3-nitka, w 50 g jakieś 380 - 420 metrów w zależności od składu. Druty tym razem całkiem grube bo 1,5 mm ale rękawiczki małe bo tylko 80 oczek w obwodzie czyli taki rozmiar M.
Wzór pomyślany tak by kwiatki na palcach szły w każdej rękawiczce w przeciwnym kierunku, dotyczy to również kciuków. Brzegi wzdłuż dłoni mają wzorek, który kończy się z jednej strony na końcu małego palca z drugiej na  końcu wskazującego, ten sam wzór jest na kciukach. Wnętrze dłoni z innym wzorem ale płynnie przechodzącym na palce, mankiety podwójne w ząbek na zgięciu.



Wełna farbowana w łupinach orzecha włoskiego (brąz) oraz w indygo, biel naturalna. Takie białe rękawiczki nie są może super praktyczne ale raczej nie robiłam ich z myślą o zabawie w śnieżki brudnym śniegiem lub skrobanie szyb samochodu, to raczej takie rękawiczki "na wyjście" albo jak to określiła moja znajoma "do wód" celem odpoczynku :)



Patrzę sobie na nie i wiem, że nawet jeśli nie są dla mnie to i tak przyniosły mi sporo radości podczas dziergania, a skoro mają takie właściwości podnoszące poziom zadowolenia to całkiem niedługo opowiem o nowych bo pomysł już kiełkuje a raczej kolorystyka tylko wzór muszę wymyślić.



Kolor na nowe to nic odkrywczego ale zestawienie jest tak ponadczasowe, a że z  takich  kolorów rękawiczek jeszcze nie robiłam więc najwyższy czas zrobić :) 
Jasno szary motek to świeżynka na gorąco z kołowrotka, jasno szary merynos z oferty sklepikowej doczekał się mojej uwagi. Nie przędę merynosów chyba, że muszę ale potrzebowałam czegoś w jasnej szarości na wzór, a nie chciałam farbować. O dziwo w drobnej ilości przędzenie merynosa było bardzo przyjemne, chyba, że to wyjątkowy merynos lub ja bardzo się stęskniłam za przędzeniem. 



Zanim pojawią się tu nowe rękawiczki to będą jeszcze skarpety bo żona kuzyna pokazała mi ostatnio swoją kolekcję "moich" skarpet do spania - właściwie to powinna już się z nimi rozstać :)
Myślałam o takiej kolorystyce ale niestety po pierwszych rzędach widzę, że wzór musi być z jednolitego koloru - straszna sieczka wychodzi przy tak drobnym wzorze i takim farbowaniu.

P.S. Zdjęcia rękawiczek wpadają w zimne tony, przez światło, w rzeczywistości są w bardziej ciepłej tonacji.


Pozdrawiam Was niedzielnie :)

niedziela, 11 sierpnia 2019

Męczennik

Nie dość, że ta czesanka była poddana męczarnią podczas farbowania tradycyjnego, to z racji swej brzydoty trafiła do gara z łupinami orzecha włoskiego. Tam leżała ponad tydzień, poddawana zabiegom tłamszenia i przewracania celem nabrania sensownego koloru. Po tym farbowaniu odleżała swoje przekładana i poszarpywana pomiędzy innymi zapomnianymi resztkami aż wreszcie doszłam do wniosku, że za jakiś czas nie będzie się nadawała do niczego bo już jest wystarczająco zmierzwiona.


By zapobiec całkowitemu skołtunieniu czesanka trafiała na kołowrotek, a że ostatnio bardzo zastanawia mnie jakie ma znaczenie i czy w ogóle ma kierunek skrętu, to czesankę podzieliłam na dwa kawałki i uprzędłam jedną nitkę z skrętem "S" a drugą z "Z". W przypadku singla, ma znaczenie skręt o tyle, że dzianina "kosi się" w lewo lub prawo i to tylko jeśli nitka nie jest odpowiednio zrównoważona ale czy to ma znaczenie jeśli się dubluje lub troi ?


Przędłam oba motki na tym samym ustawieniu kołowrotka, ten ze skrętem "S" wydaje mi się bardziej puszysty i miękki za to ten z skrętem "Z" ma bardziej "perłowe" wykończenie i więcej blasku ale jest bardziej "sznurkowaty".  Trudno mi powiedzieć czy poza moimi subiektywnymi odczuciami jest tu jakaś większa różnica wszak motki przez odkręcanie są zrównoważone, pewnie tylko kawałek dzianiny z jednego i drugiego motka jest w stanie ujawnić jakieś zasadnicze różnice pod warunkiem, że istnieją :) Jak "męczennik" trafi na druty i będzie zdatny do noszenia to się wypowiem teraz tylko mogę patrzeć i dumać na tym.



zdjęcia pod światło ale w oknie trudno inaczej zrobić

Chyba był luty lub początek marca jak kupiłam firany celem uszycia paneli do okien w jadalni (4 duże okna) i nawet sporo w tym kierunku zrobiłam bo wszystko przycięłam, obrzuciłam overlockiem, przyszyłam po bokach lamówki i....  porzuciłam. Przez ostatnie dni nie mogę kontynuować prac remontowych z powodu bólu biodra. Chciałam odpoczywać przędąc ale okazuje się, że biodro boli parszywie, więc minimalizm ruchowy w postaci szycia - chyba uszyję jeszcze firankę do sypialni :)


Ostatnio pisałam, że zajmuję się wymyślaniem wzorów na koszulki, normalnie jako firma reklamowa, znakujemy odzież logotypami ale znajomy ma sklep z pamiątkami tarnogórskimi i zasugerował, że przydałyby się jakiś inne wzory na koszulki promujące nasze miasto. Tarnowskie Góry to może nie tak stare miasto ale z bogatą historią a w zeszłym roku nasza kopalnia rud srebra została wpisana na listę UNESCO.



Właściwie to jedyny rodzaj patriotyzmu, który jakoś do mnie przemawia ten regionalny najbliższy ziemi przodków, więc i praca wydawała się ciekawa.



Miasto wpisane jest w historię Śląska więc na przestrzeni wieków pod różnym panowaniem i z całym szeregiem sentymentów. 





 Dzwonnica Gwarków jeden z symboli miasta, PM narysował ją i dostosował do grafik na koszuli w wersji dla tych co pamiętają bardzo starą nazwę i tych co wolą  obecną :)




 Wzory na takie koszulki to jednak zupełnie inny rodzaj zabawy, prawie jak coś artystycznego tylko w wielu kopiach :)  Wszystkie wzory naniesione za pomocą druku laserowego i prasy termicznej ale to takie techniczne już parametry.


Jak się domyślacie te koszulki, a raczej wzory na nie zżerają wolny czas na inne zajęcia więc mało dzisiaj o wełnie.
Pozdrawiam Was niedzielnie