Pokazywanie postów oznaczonych etykietą corriedale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą corriedale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2021

Ach te skarpety

Pozorowany tydzień wiosny minął i ze sobotą zrobiło się znowu przedwiośnie z chłodem i deszczem. Nawet dobrze pomyślałam, bo zimowe skarpety, które miałam zamiar zrobić mamie jakieś 5 tygodni temu, doczekały się realizacji. Moja mama nie za bardzo gustuje w ciepłych skarpetach, bo jest jej ciepło, a że praktycznie stale w ruchu to jeszcze to ciepło potęguje. 





Ostatnio postanowiła zrobić wielkie porządki w piwnicach, a że tam nie jest tak ciepło jak w domu to ubiera wełniane skarpety. Tylko jedna para, którą ma to za mało, bo jak się suszą po praniu to nie ma co założyć. 
Dobrze, że mama te porządki sobie dawkuje z rozwagą bo przy moim tempie robót mogłaby jeszcze te porządki skończyć :) 
Skarpety są zrobione z pozostałego motka z moich skarpet i motka brązowej nitki skarpetowej z moich zapasów, nawet nie wiem jak starego bo nie pamiętam kiedy kupowałam motki na skarpety po 100 g. Zdjęcie skarpet z tym wzorem znalazłam w internecie, nie wiem czy jest do kupienia.  Wzorki narysowałam sama ze zdjęcia i rozpisałam dodawanie oczek na kliny w inny sposób niż zwykle, nie po bokach ale od spodu - oczywiście dalej robię skarpety od palców. 




Palce, pieta i ściągacz są bez wzorów z gładkiego brązu ale w pięcie użyłam dodatkowej nitki z bardzo cienko przędzionej alpaki suri - bardziej dla wrażeń dotykowych, że niby grubsza niż ze względu na wzmocnienie. Mam do zrobienia w dalszym ciągu kilka par skarpet i nie wiem czy te skarpety dotrą do tych, do których miały dotrzeć w tym sezonie zimowym ale pocieszam się tym, że w grudniu znowu będzie zima :)


Musiałam przerwać produkcję skarpet bo obiecałam zrobić następne mitenki w brązowo-czarnym kolorze. Drobniutkie ale nie mam już włóczki, której używałam w poprzednich, tą którą miałam w składzie była inna i farbowanie nie wyszło po mojej myśli. Kupiłam motek brązowo czarnego melanżu ale też mi się nie podobał więc musiałam uprząść coś co będzie wyglądało przyzwoicie. 


Wybrałam trzy gatunki runa: czarny Shetland, merynos 23 mic farbowany na czarno i bardzo ciemne brązowe Corriedale. Na pierwszej szpuli od góry merynos wymieszany z Shetland'em , w środku Shetland a na samym dole Corriedale. W nitce wygląda trochę jak tweed.



Nitkę powieliłam w tradycyjną 3-nitkę i po dłuższym zastanowieniu wybrałam jako dodatek ciemno brązową nitkę suri dla miłego meszku ale również dla "ocieplenia" wizerunku. Pewnie po weekendzie będą gotowe do oddania i chyba już nie będę Was uszczęśliwiać widokiem następnych całkiem prostych mitenek. Piszę o nich z czysto kronikarskiego obowiązku bo nie opisuję prostych projektów i aby później coś powtórzyć lub odtworzyć graniczy z cudem. 
Mitenki na bardzo małą dłoń (48 oczek) druty nr 2, nitka trochę cieńsza niż na skarpety, po 27 rzędach ściągacza na wnętrzu dłoni zmieniam ściągacz w dżersej przeplatając w każdym następnym okrążeniu po dwa oczka aż kończą się na wierzchu dłoni ładnym szpicem. Mam nadzieję, że to co tu napisałam i to co pozaznaczałam przy obrysie dłoni, na którą to robię pozwoli w przyszłości na odtworzenie w razie potrzeby. 


Nie wiem czy zdołam skończyć szalo-kołnierz ale pewnie tej zimy już nie zaistnieje w kurtce bo ja czekam już na wiosnę :) A jak pomyślę o ilości cebul tulipanów, które zasadziłam na jesieni to jeszcze bardziej czekam.

Pozdrawiam Was niedzielnie.  

niedziela, 22 kwietnia 2018

Prawie ideał

Okazuje się, że jednak plany należy robić ostrożnie lub ich nie robić. Miałam zamiar robić remont w domu ale wyszło jak zawsze czyli udało mi się pomalować jeden pokój, nawał pracy zawodowej udaremnił moją chęć uczynienia wnętrz czystych i świeżych. Nie narzekam bo jak nie teraz to za chwilę pomaluję ale to wszystko spowodowało przerwę w "nadawaniu" na blogu. Za to po dwóch tygodniach milczenia mogę zaprezentować mój całkowicie własny sweter - no dobrze zamek jest ze sklepu :)


 Zdjęć sporo ale też jest o czym pisać bo jak wiecie włóczka moja począwszy od wymieszania na drumku, doboru kolorów i składu oraz przędzenia (typowa 3- nitka).

zabezpieczone miejsce cięcia 

Projekt swetra mój, w oparciu o wzory z posiadanych książek i internetu, karczek rozpisany też wg mojego pomysłu (podczas dziergania wprowadziłam dodatkową linię wzoru) ale reszta zgadza się z pierwotnym projektem. Następna zmiana to środkowy pasek wzoru delikatnie zanika by za chwilę się znowu wybielić i przejść w kolor. Wykończenie pod kołnierz lub półgolf kształtowanie za pomocą rzędów skróconych.

wzór 1:1 wydrukowany na drukarce wielkoformatowej


Nie mogłam się zdecydować czy mają być guziki czy zamek ale ostatecznie stanęło na zamku, bo wprowadzanie plisy przy tak bogatym wzornictwie mogłoby zaszkodzić. 

 Sam proces cięcia ma w sobie jakąś nutkę ucisku w sercu, strach w oczach ale przy dobrze zabezpieczonych brzegach nie powinno być niespodzianek.


Zamek wszywałam maszynowo bo to jednak zamek i cięta  dzianina podlega innym naprężeniom niż pojedynczo zapinane guziki.
nowe zastosowanie dla klipsów biurowych 

Po przyszyciu zamka co nie obyło się bez problemów bo ząbki maszyny nie specjalnie chciały przesuwać dzianinę ręcznie wykończyłam lewą stronę wszywając ozdobny ryps. Taka taśma rypsowa nie dość, że maskuje  cięty brzeg to jeszcze go zabezpiecza, nitki cięcia ukryte pod nią nie są narażone na zaciąganie.


Oczka nabrałam dokładnie wg przepisu z książki A. Starmore pod dzianinę typu Fair Isle,  muszę przyznać, że strasznie się martwiłam podczas dziergania bo ściągacz wywijał się do góry. Po praniu brzeg wygląda bardzo dobrze, lepiej niż kończone tradycyjnie rękawy bo szarości jest ociupinkę więcej tak jakby w lewych oczkach co daje wrażenie solidności wykończenia.



Robiąc zdjęcia reklamowe w namiocie bezcieniowym nie mogłam się powstrzymać by nie zrobić zdjęcia mojemu swetrowi bo kolory trudno opisać. Nie wiem co widać na waszych monitorach ale zdjęcie pod spodem ukazuje prawdziwą kolorystykę. 


 Sweter ma kołnierzyk bo przy tak ciepłej dzianinie typowe wykończenie swetra z okrągłym karczkiem zupełnie mi nie odpowiada, mam taki zrobiony wg wzoru z Drops'a, ciągle mam wrażenie, że mi wieje po karku, dlatego mój sweter ma podniesiony tył i dorobiony kołnierz, który może służyć za półgolf .


A skoro mi się w nim wszystko podoba to dlaczego "prawie ideał"  -  BO NIE MA KIESZENI, to jedyny mankament ale na prosto mi się nie podobały, powinny być po skosie ale na razie nie wiem jak ten problem rozwiązać w takiej dzianinie. Może za jakiś czas znowu napadnie mnie chęć posiadania swetra we wzory wrabiane i wtedy się zmierzę z tym problemem.



 Włóczki zostało dokładnie tyle ile widać na zdjęciu, ale w trakcie doprzędłam motek ciemnej szarości i bieli, jasno szary wyrobiony całkowicie.
Sweter z zamkiem waży 544 g ale podwójny i ma golfik, druty na ściągaczu 2, 75 a reszta na 3.

Kilka zdjęć swetra na mnie by jednak było jasne, że pasuje i nadaje się do chodzenia, zdjęcia na szybko zrobione przez przymuszonego PM.


 Jak widać karczek z tyłu wyraźnie wyższy ale jak już pisałam taki był zamiar niestety wzoru się nie dało w to wprowadzić bo rytm rzędów zaburzają rzędy skrócone.


 Rękawy dość wąskie ale sweter będzie noszony zimą pod płaszczem i kurtką a oba okrycia mają wąskie rękawy. Lubię szersze rękawy w swetrach bo przy wąskich dzianina cierpi pod pachami ale takie mi się nie zmieszczą w zimowych płaszczach.


Plączący się kot pod nogami też załapał się na uwiecznienie, właściwie to raczej zazdrosny o brak uwagi.



Pozdrawiam Was wiosennie z nadzieją na co tygodniowe wpisy :)

niedziela, 3 grudnia 2017

Te grube druty nr 2

Teoria względności nie jest mi obca ale ostatnio dotarła do mnie z całkiem niespodziewanej strony, właśnie za sprawą drutów dotarło do mnie jak wszystko może być względne. Druty nr 2 do 2, 75 to moje naturalne środowisko dziewiarskie, owszem grubsze się zdarzają ale sporadycznie wszak ja czynię skarpety i rękawiczki. Nawet inne dziewiarki  utwierdziły mnie w przekonaniu, że dziergam na "igłach" i nagle takie odkrycie, że to jednak grube druty :) 


A stało się tak, że Monika bez jakichkolwiek oporów zafarbowała dla mnie wełnę w indygo, w dodatku nie chciała pieniędzy - bo coś wymyśli - no i wymyśliła, zapragnęła rękawiczek. 
Cudne indygo na zdjęciu pod spodem bo lubię na nie patrzeć :)


Chciała coś w ciemnym brązie (prawie czarnym) z niebieskim, ja potraktowałam jej prośbę dość luźno i ma ciemny zimny brąz z morskim - niebieskim lub zielonym jak kto woli. Motki pokazywałam ostatnio ale, że kolor w rękawiczkach nijak nie pasuje do oryginału to prezentuję zdjęcie kolorów najbliższych rzeczywistości. 


Wzór narysowałam specjalnie pod te nitki z myślą o drutach, z których normalnie robię rękawiczki czyli nr 2. Złapałam za druty i nijak nie mogłam z nimi się porozumieć, takie "grubasy", no cóż jak poprzednie rękawiczki robiłam na nr 1 to coś raz większego musi być grubasem. Dawno nic mnie tak nie zaskoczyło, nawet kilka razy sprawdzałam nr drutów czy czasem się nie pomyliłam :)


Wzór zaczerpnięty z książki o łotewskich rękawiczkach, przerobiony wg mojego pomysłu czyli wzór główny znajduje się tylko na wierzchu dłoni. 



Wnętrze ma swój wzór ale nawiązujący elementem do wzoru głównego, tak samo z ozdobnym borderem mankietu, wzór powtórzony na kciuku (czego na zdjęciach nie widać) a jeden z elementów wpisuje się we wzór główny. Właściwie to tak sobie wyobrażam dobrze rozpisany wzór na rękawiczki, powinien być jakiś motyw wspólny, powtarzalny nadający rytm czemuś tak symetrycznemu jak rękawiczki. 


Rękawiczki trafiły już do właścicielki, zostały zaakceptowane tzn, podobają się :) więc mogę z czystym sumieniem prezentować je tutaj.
Przez jakiś czas rękawiczki nie będą się u mnie pojawiały, bo muszę czynić skarpety i tutaj jakoś druty nr 2 zupełnie mi nie przeszkadzają :)


Mama zrobiła dla mnie wieniec adwentowy, porażająco ten czas pędzi,  dopiero był marzec a tu już święta za 4 tygodnie i to nie Wielkanocne.



Powiadomiłam już na FB i drogą mailową klientów sklepiku ale nie zaszkodzi jeszcze tutaj wspomnieć o drobnym upominku na Mikołaja :)



Pozdrawiam Was z życzeniami słonecznego tygodnia bo u mnie smutno za oknami po mimo śniegu.

niedziela, 26 listopada 2017

Drobiazgi

Wyjątkowo ciepło dziękuję za wyrazy uznania, które zostawiłyście pod poprzednim postem o rękawiczkach miałam odpowiedzieć każdej z osobna ale jak zwykle życie kreśli swoje scenariusze. 
Zauważyłam, że im więcej mam zajęć i mniej czasu tym więcej mam planów, pomysły się mnożą i kłębią. No wszystkiego mi się chce - prząść, farbować, mieszać na drumku, dziergać no jeszcze mam haftowane poduszki w głowie i święta to tradycyjnie powinnam jakieś śnieżynki zrobić na szydełku :) 

Na razie przędę wełnę na rękawiczki takie "wdzięcznościowe" miało być niebiesko z prawie czarnym ale "prawie czarny" okazał się nie do przyjęcia więc jest zimny brąz (naturalne Corriedale) oraz farbowana czesanka (też Corriadale) o nazwie teal (morski niebieski lub zielony - jak kto woli lub w zależności od światła).


Przędza jest tradycyjną 3- nitką (dalej mnie trzyma takie wykańczanie nitek) w rozmiarze ok 450 m na 100 g. 
Wcześniej uprzędziony motek naturalnego runa czarno-brązowego South American okazał się zbyt gruby a na dodatek samo runo nie wiele ma wspólnego ze swoim białym odpowiednikiem. Jest wyraźnie inne, niejednorodne, przypomina runo owiec prymitywnych z sporym dodatkiem ości ale o pięknym głębokim kolorze. Nie będzie leżał ten motek zbyt długo bo dziecko przedziera wełniane skarpety z taką lubością, że czas na nowe. Jakieś dwa albo i trzy lata temu ufarbowałam trochę runa Eider w łupinach orzecha włoskiego i patrzę na te  dwa motki z myślą jakie ładne będą z nich skarpety szkoda tylko, że sezonu nie wytrzymają bo to słabe runo. 



Finiszu doczekały się skarpety robione dla siostry (latem zaczęłam) bezkształt był z nich totalny ale po upraniu i nadaniu kształtu wyglądają całkiem przyzwoicie. Wzór z internetu z tego co pamiętam darmowy o nazwie "Broken seed", białe runo to moja mieszanka a kolor to Malabrigo iris - czesanka.

 


 Pewnie już nie pamiętacie mojego eksperymentu z cieniowanym motkiem  ale zmienił się w taką oto chustę, motek dostała siostra żony kuzyna :)), która też robi na drutach (chyba znalazłam wdzięczny materiał do testowania moich pomysłów).
Iza ( bo tak ma na imię) czasu ma niewiele ale bardzo lubi robić na drutach a co ważniejsze lubi moją przędzę :)
Chusta wprawdzie do drobiazgów się nie zalicza ale mam zdjęcia to piszę o niej od razu, bo mogę zapomnieć pokazać.


 Leżąca chusta przypomina mi łany na polach, jest zrobiona wg wzoru z internetu ( nie pamiętam jakiego) i moim zdaniem to cieniowanie jest naprawdę przyjemne dla oka aż mi się chce jeszcze czegoś podobnego.


Tylko tym razem jak będę farbować to nie będę się upierać przy jednym motku, spróbuję ufarbować fragmentami i jakoś sensownie połączyć - oby się udało bo w płynności przejść koloru cały efekt.


Już teraz ogłaszam, że 6 grudnia z okazji Mikołaja w sklepiku przesyłki będą darmowe - pewnie za tydzień ogłoszę bardziej oficjalnie ale gdyby ktoś planował wcześniejsze zakupy to może przecież skorzystać :)


niedziela, 29 stycznia 2017

Konieczność

A jednak inaczej, dzisiaj tylko mała wzmianka o rękawiczkach, a spowodowała ją jak zwykle konieczność życiowa - czyli ratunku są potrzebne skarpety i to od zaraz. Dzisiejszy post sponsorują potrzeby mego syna i ostatni wpis  Ani . Od samego początku blaga skarpety to najczęściej powracający na nim temat, bo są w mojej rodzinie wełniane skarpety prawie od zawsze i w obecnej chwili nie ma szans by ktoś zrezygnował, a wręcz zwolenników przybywa, jak to w przypadku mego podstarzałego dziecka. 


 Miał swoje 4 pary skarpet wełnianych ale jak to bywa z każdym z nas okazuje się, że  jedna para to ta prawie idealna więc używana nagminnie a najgorsze, że trafiło na parę zrobioną z delikatnych merynosów bez wzmacnianej pięty, takie se skarpetki jak ewentualnie będzie chłodniej, bo ma przecież inne piękne, ciepłe, we wzory wrabiane.  Skarpety mają już praktycznie pocerowaną całą podeszwę a dziecko twierdzi, że tylko one. Włóczki na skarpety mam nawet dość sporo ale sklepowa do niczego,  nie chce z niej bo zimniejsze, do tego muszą być miłe, no i to co najważniejsze bardzo wysokie podbicie eliminuje całkiem ładne skarpety, które ma z mojego opposing-ply (Corriedale + nylon). Więc ładuję się w moje miękkie motki bfl, merynosa trochę Corriedale, wszystko to włóczki bez dodatku nylonu ale cóż zrobić jak dziecko chce.


Ania w swoim wpisie z troską o trwałość, wspomniała o mieszance, którą zamówiłam specjalnie na skarpety z tym, że dla mojego ojca ( te muszą "gryźć" bo inaczej nie grzeją) Cheviot + nylon. Zrobiłam mu skarpety z nitki opposing-ply z tej mieszanki, ze wzmacnianą piętą (fałszywy angielski wzór) ale niestety mój ojciec jako emeryt testerem jest raczej średnim, chadza po domu, trochę po podwórku i tyle, no i skarpet ma dość sporo, więc te jego na razie zdają egzamin ale ja już nie mam złudzeń - po prostu trzeba się z tym pogodzić, że to wyrób pomimo luksusu nietrwały. 
Obecnie czyniąc skarpety robiąc piętę dodaję sklepową nitkę wełny z nylonem, jeszcze celem wzmocnienia, dokładam już do wszystkich pięt bez względu czy to trochę zmienia postrzeganie tej pięty jako "przerośniętej" czy nie, daje to nadzieję na trochę dłuższe życie ale niewieczne :)
Takie dodatkowe nitki ma w swojej ofercie firma Lang, w bardzo szerokiej gamie kolorystycznej a na dodatek dodają ją do swoich motków skarpetkowych ( nie wiem czy wszystkich). 


O rękawiczce jest tyle bo skarpety ale nie mogłam się już powstrzymać by choć kilka rzędów nie zacząć, dłubie się to mozolnie, powolutku ale mnie bawi.


Próbuję nie dyskutować z oryginalnym wzorem, stosuję wszelkie techniki zalecane, udaję, że nie widzę nagłej zmiany ilości oczek tylko cierpliwie dodaję i odejmuję, nawet nie żachnęłam się na niepasujące do siebie na styku wzory - trochę to takie nie do końca przemyślane wzornictwo.


Za to z prawdziwą przyjemnością myślę o tym co powstanie jak ja sobie opracuję wzór, gdzie będzie pasowało (taką mam nadzieję) wszystko i będzie to z mich motków.
Mieszanka Polwarth + jedwab + kaszmir + szczypta szarego merynosa - przędziona cienko, bardzo cienko :)


Pozdrawiam Was niedzielnie i z obietnicą dalszego ciągu na rękawiczki.

niedziela, 31 lipca 2016

Bez zmian

Tytuł to kontynuacja ostatniego "mogłabym", jak widać w dalszym ciągu skarpety mają nade mną władzę, jest tak od dawna jedynie moc tej władzy zmienną bywa. Bardzo podobają mi się skarpety we wzory strukturalne, mam kilka takich par, kilka już pożegnałam ale czynię je rzadko bo takie niby nic a dłubania od groma.


Wzory wrabiane zawsze kojarzą się z czymś pracochłonnym i wymagającym uwagi ale nic bardziej mylnego przynajmniej w moim przypadku "wrabiane" wychodzi mi szybko i przyjemnie. A przy takim niby wzorku z lewych oczek przerywanych falami prawych przekręconych jest tyle dłubania, o które nawet bym ich nie podejrzewała. Prawie dwa tygodnie zajęło mi tych skarpet (dłubię tylko wieczorami).

78 oczek w obwodzie 

W roli głównej motek pomarańczu z ostatniego postu w formie 3-nitki tylko sama końcówka to navajo bo single okazały się "prawie" równe co widać na końcówce palców - navajo daje tonalne przejścia stąd te paseczki koloru.


Wzór pochodzi z wspominanej tu już niejednokrotnie książki :"Around the world in knitted socks" Stephanie van der Linden. Książkę upatruję jako jeden z bardziej udanych zakupów tego typu nie dość, że pełna inspiracji to skarpety w całym spektrum rozmiarów od tych bardzo wielkich po 86 oczek w obwodzie po te 60 - 66 oczek oraz kilka ciekawych rozwiązań do samodzielnego wykorzystania w czymś własnym.



Książka opatrzona bardzo ładnymi fotografiami aż zachęca do czynienia następnej pary. Pokazałam PM te zdjęcia i mówię zrób tym moim skarpetką też takie "smakowite" zdjęcia jak w książce: by było widać, że też się staram by oczka przy palcach ładnie zbierać, by było widać, że pięta ładnie się okrągli, że kocham je czynić :)
Dowiedziawszy się co to za sprzęt potrzebny by zdjęcia książkowe czynić odpuściłam i poprosiłam o zestaw zdjęć na bloga :)


Może to i nieprzyzwoite letnią porą wełnianymi skarpetami straszyć ale to najlepszy czas by je robić wszak moje ulubione hasło to "winter is coming" a skoro zima nadejdzie to bez względu jaka będzie, para ciepłych skarpet się przyda. 
Nie do końca jeszcze się przesyciłam robieniem skarpet i pod wpływem okładki innej książki o skarpetach powstaje następna para, uprzędłam trochę Cheviota z nylonem, podzieliłam i ufarbowałam.  
             

Do tych dwóch motków dobrałam coś z zapasów, wzór już jest - i znowu będą skarpety :)



Pozdrawiam Was letnio z zimowymi udziergami :)

niedziela, 10 lipca 2016

Mogłabym

Mogłabym a nawet powinnam kończyć sweter dla PM z alpaczej nitki, mogłabym kończyć haft do kuchennej firanki, ba nawet mogłabym skończyć szydełkowany pierwszy panel do firanki ze sypialni ale nie - ja robię coś zupełnie innego - robię skarpety.  Runo Gotland zmienione na przyzwoitą 3-nitkę przerobiłam na męskie skarpety w dość konkretnym rozmiarze. 


Runo w dzianinie jest dokładnie tym czego się po nim spodziewałam, czyli dotykowo dźga ale w skarpecie się tego nie czuje. Kolor naturalny w pięknej, ciemnej, melanżowej szarości idealny na męskie skarpety na dodatek włos dość gruby więc powinny przetrwać dłużej. Od dłuższego czasu stosuję w skarpetach oczka przekręcone co poprawia sprężystość ściągaczy. Tutaj wersja lewych oczek w przekręconej formie, na całej długości cholewki i wierzchniej części stopy - całkiem ładnie się układa na stopie taka skarpeta, a ściągacze trzymają ją w ryzach by się nie okręcała. Runo Goltland polecam na skarpety dla tych, którzy lubią lekkie podgryzanie i bardziej rustykalne w wyglądzie skarpety.



Na samym finiszu skarpet z Gotland'a na druty wskoczyła następna para tym razem Bfl, w wersji wzorów wrabianych - nitka ciemna (mieszanka wszystkich kolorów run Bfl) oraz nitka w kolorze białym z tegoż również runa. Ciemną nitkę mam od dawna a jasną uprzędłam w zeszłym  tygodniu obie nitki to opposing-ply, skarpety wg wzoru, który już kiedyś robiłam ale trochę inaczej - jak skończę na pewno je tu pokażę :) Wzór na małą stopę więc może rozrysuję i wstawię jako pdf.


Za to na kołowrotku następna partia czesanki na skarpety, wydobyta z otchłani czesanka Corriedale + nylon - farbowana daliami (opisałam tu) ale kiedyś tam podrasowałam kolor jakimś pomarańczem bo jakoś żółty z dali do mnie nie przemawiał. W tej chwili morelowy kolor czesanki bardzo przypadł mi do gustu i już wiem jakie z tego zrobię dla siebie skarpety :) 
Czesanka po tylu zabiegach z farbowaniem wyraźnie straciła na płynności podczas przędzenia więc została potraktowana mieszanką wody i oleju z awokado i przędzie się znacznie lepiej. 


A na innej parze drutów mam następne skarpety tym razem wersja testowa z bawełny - bardzo jestem ciekawa czy tak zrobione bawełniane skarpety nadają się do noszenia - bo mam zamiar zrobić dla siebie bardzo ażurowe  - czyli jeszcze jedną parę prócz tego wszystkiego :))


Skarpet nigdy za wiele a ładnych skarpet tym bardziej :D
Pozdrawiam Was niedzielnie z skarpetką w ręce.