Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesanka nowozelandzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesanka nowozelandzka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2020

Nieużytek

O skończonym lnianym swetrze wspomniałam ostatnio, że dzisiaj poświęcę mu więcej uwagi, chociaż właściwie nie za bardzo mam ochotę. Włóczka jak wspominałam była resztką z włoskiej wyprzedaży cewek. Kolorystyka i zgrzebna faktura bardzo mi się spodobały, od razu wiedziałam, że chce mieć duży, niechlujny, oversize'owy sweter. Pierwsze podejrzenie, że coś jest nie tak dotarło do mnie w połowie dziergania.


                                                     

                                                

Nie, nie zaliczyłam jakiejś pomyłki w obliczeniach, to włóczka okazała się nie do końca tym czego się spodziewałam a raczej nie spodziewałam się tego po niej. Okazało się, że włóczka pozostawia "kłaki" na ubraniach podobnie jak angora. Dziergałam dalej bo doszłam do wniosku, że po praniu może się jej poprawi. 


Nic się nie poprawiło jak kłaczyła tak kłaczy, jedyna zmiana to to, że po praniu sweter zrobił się twardy ale to len i miał do tego prawo, wystarczy założyć i trochę pochodzić a robi się miękki. Tylko trzeba mieć ochotę go założyć, bo kolor włóczki taki, że "obmeszenie" widać  na ciemnych  i jasnych ubraniach :(  

Pewnie następne prania niewiele wniosą bo to przecież nie wełna i nawet próba filcowania z premedytacją nie wchodzi w grę - dalej będzie zostawiał ślady. Pomyśleć, że mam kupioną bawełnę na ten wielki letni oversize a mnie się zachciało lnu. Sweter prawdopodobnie poleżakuje w szafie i trafi do worków Czerwonego Krzyża, jako posiadaczka kota mam dość ściągania kłaków ze wszystkiego a jak kota systematycznie czeszę to nawet z nim nie ma problemów - swetra nie wyczeszę :(

Taki to nieużytek sobie zafundowałam.  


Z rzeczy przyjemniejszych kończę prząść a właściwie zostało potrojenie ostatniego motka z czesanki nowozelandzkiej tak radośnie i pstrokato ufarbowanej. O dziwo motki wyglądają całkiem przyjemnie dla oka, a sposób przędzenia nadał im lekko tweedowy wygląd. 


W dodatku kolorystyka zgrała się  w połączeniu z ostatnio kupionym moherem (ten bez pomysłu)  i mam nadzieję, że ten sweter będę mogła zaprezentować z satysfakcją. 


 Nie mogłam się powstrzymać i jak tylko motki wyschły po praniu, a ja rozrysowałam sweter, który nie ma wzorów, zaczęłam go robić.  Pewnie będzie to ze szkodą na rzecz celtyckiego swetra ale cóż ten zrobię o wiele szybciej, o postępach w tej sprawie się dowiecie :)





Uszyłam dwa wsypy z inletu na resztę łuski gryczanej, która została mi po zrobieniu wałka do jogi. Poduszki są ciężkie i szeleszczą ale tyle się naczytałam o zaletach spania na poduszce z gryczanym wypełnieniem, że po uszyciu stosownych (czyli lnianych) poszewek mam zamiar spróbować na tym spać. 



Na wiosnę pisałam o zamiarze uprawy różnych odmian pomidorów. Po zaliczeniu kilku błędów w stylu nadmiernego nawożenia obornikiem z pokrzyw oraz nie pozbycia się bocznych pędów przy tych odmianach, które tego wymagają - zbieram to co urosło, a trochę tego jest.



Nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego, a też nie wszystkie pomidory na surowo mi smakują to co w nadmiarze zmieniam w dodatek do wielu potraw, które zimą będę gotować. Do tej pory zrobiłam 16 litrów dość solidnie odparowanego soku pomidorowego - jest gęstszy od tradycyjnej passaty.  Pewnie jeszcze trochę zrobię bo sam sok pomidorowy też chętnie wypijam. 




Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 9 lutego 2020

Do kompletu

Ileż to razy się przekonywałam, że robienie planów rozśmiesza nie tylko Stwórcę ale również resztę świata :) A miałam planów sporo, cudnie wolny czas jak się nagle zaczął tak raptownie się skończył, nawet nie zdołałam się nacieszyć planowaniem a co dopiero realizacją :( 
Niestety posypało się dzierganie, przędzenie i szycie, w wieczornych godzinach dziergałam rękawiczki a reszta czeka na nowy przypływ wolnego czasu.



Rękawiczki to trochę moja fanaberia, mam ich przecież całkiem sporo ale lubię mieć pasujące do czapki lub szalika o czym pisałam wcześniej. Szalik dostał czapkę, a czapka czekała na rękawiczki :)


Pokazywałam wcześniej już ufarbowaną czesankę pod te rękawiczki, jest to runo nowozelandzkie jagnięce, ładnie przyjmuje barwnik, do tego przędzie się wyśmienicie i jest na tyle mocne, że nawet po dłuższym użytkowaniu wygląda dobrze. 


 Rodzaj farbowania narzucił sposób przędzenia, nie chciałam tonalnych przejść bo taki układ w rękawiczkach się nie sprawdza, chyba że ma się szczęście jak Asia :)  Postanowiłam uprząść fraktala ale fraktal to dwie nitki a ja chciałam trzy, uprzędłam udawanego fraktala.  Podzieliłam czesankę na trzy części, dwie uprzędłam tak jak były a ostatnie pasmo podzieliłam na 8 pasków i je uprzędłam kolejno.
Teraz wiem, że lepiej byłoby dwa pasma podzielić jedno na osiem pasm a drugie na 4 wtedy wyszło by coś na wzór tweedu a tak jednak cieniowanie jest widoczne.


W motku (mokrym) włóczka wyglądała całkiem przyjemnie i gdy tylko był suchy od razu przewinęłam bo ciekawość układu kolorów nie dawała mi spokoju.


 Rękawiczki miały być zupełnie proste przez tą niejednolitą kolorystycznie wełnę ale kusił mnie jakiś drobny detal, wzorek, taki drobiazg. Zanim zaczęłam przeglądać książki, trafiłam w internecie na takie rękawiczki autorstwa Julii Mueller i już wiedziałam, że ten drobny wzorek odszedł w niepamięć bo rzadko się zdarza tak dobrze rozpisana rękawiczka.


 Wzór jest darmowy, więc jak ktoś pragnie dobrze dopasowanej rękawiczki to niech się tej przyjrzy, jedynie ktoś o bardzo małych dłoniach może mieć problem, to jednak dość spore rękawiczki a zróżnicowanie na rozmiary niewiele daje.


Zmieniłam tylko sam początek, nie podobały mi się te wielkie guzy, więc u mnie drobny ząbek, który tworzy taką kryzę ale o dziwo wygląda to bardzo dobrze. Kciuk nie tworzy się przez dodawanie klina na wnętrzu dłoni ale przez dodawanie oczek na wierzchu dłoni - i to działa. Najważniejsza rzecz to zróżnicowanie poziomów palców dłoni, w rękawiczkach ze wzorem bardzo trudno zastosować obniżenie małego palca, bo trzeba przyciąć wzór ale tu ten problem jest rozwiązany przez rozchodzenie się wzoru na boki i można zrobić te 3 rzędy więcej pod palce wskazujący, środkowy i serdeczny. To na prawdę dobra konstrukcja rękawiczki, już kiedyś pisałam o tym "szyciu na miarę" to jest właśnie taki wzór. 


Rękawiczki wyglądają przyjemnie dla oka, wzór pomimo niejednolitej wełny jest widoczny i dodaje im szyku. Lewa rękawiczka jest bardziej jednolita w kolorze, w prawej mieszanie czesanki nie pomogło na cieniowanie palców ale zmieniać nie mam zamiaru. Na pewno są niepowtarzalne :)


 Mnie się podobają a jeszcze bardziej podoba mi się, że pomimo oporów do udziwnień rękawiczki pasują doskonale i to nie tylko do czapki i szalika ale również dłoni.


 Z rzeczy planowanych ale dziwnych udało mi się wszyć ochraniacze anty- smarwatch'owe w sweter PM. Normalny zegarek g-shock nie miał nic do spodnich nitek wzorów wrabianych ale PM zegarek zmienił na mądrzejszy tylko nie dla swetra.  Jedyne co usłyszałam to : "Zrób coś bo się czepia"


Trochę to trwało zanim obmyśliłam strategię ale jedyne co mi sensownego przyszło do głowy to po prostu wszyć do środka rękawy z dżerseju możliwie najcieńszego. Teraz jeszcze wszyję jakiś ocieplany brzuszek i plecki i kurtka gotowa :)



 PM na razie nie marudzi bo zrobiło się chłodniej ale jak będzie cieplej to sweter pójdzie w odstawkę.

Pozdrawiam Was niedzielnie :)

PS. Rękawiczki po teście - są bardzo długie, wzór gubi się pod rękawem kurtki i widać tylko wierzch dłoni i palce.
PM czepia się teraz plecków w swetrze - jak nic będzie kurtka lub następny "leżakujący" :(


niedziela, 22 kwietnia 2018

Prawie ideał

Okazuje się, że jednak plany należy robić ostrożnie lub ich nie robić. Miałam zamiar robić remont w domu ale wyszło jak zawsze czyli udało mi się pomalować jeden pokój, nawał pracy zawodowej udaremnił moją chęć uczynienia wnętrz czystych i świeżych. Nie narzekam bo jak nie teraz to za chwilę pomaluję ale to wszystko spowodowało przerwę w "nadawaniu" na blogu. Za to po dwóch tygodniach milczenia mogę zaprezentować mój całkowicie własny sweter - no dobrze zamek jest ze sklepu :)


 Zdjęć sporo ale też jest o czym pisać bo jak wiecie włóczka moja począwszy od wymieszania na drumku, doboru kolorów i składu oraz przędzenia (typowa 3- nitka).

zabezpieczone miejsce cięcia 

Projekt swetra mój, w oparciu o wzory z posiadanych książek i internetu, karczek rozpisany też wg mojego pomysłu (podczas dziergania wprowadziłam dodatkową linię wzoru) ale reszta zgadza się z pierwotnym projektem. Następna zmiana to środkowy pasek wzoru delikatnie zanika by za chwilę się znowu wybielić i przejść w kolor. Wykończenie pod kołnierz lub półgolf kształtowanie za pomocą rzędów skróconych.

wzór 1:1 wydrukowany na drukarce wielkoformatowej


Nie mogłam się zdecydować czy mają być guziki czy zamek ale ostatecznie stanęło na zamku, bo wprowadzanie plisy przy tak bogatym wzornictwie mogłoby zaszkodzić. 

 Sam proces cięcia ma w sobie jakąś nutkę ucisku w sercu, strach w oczach ale przy dobrze zabezpieczonych brzegach nie powinno być niespodzianek.


Zamek wszywałam maszynowo bo to jednak zamek i cięta  dzianina podlega innym naprężeniom niż pojedynczo zapinane guziki.
nowe zastosowanie dla klipsów biurowych 

Po przyszyciu zamka co nie obyło się bez problemów bo ząbki maszyny nie specjalnie chciały przesuwać dzianinę ręcznie wykończyłam lewą stronę wszywając ozdobny ryps. Taka taśma rypsowa nie dość, że maskuje  cięty brzeg to jeszcze go zabezpiecza, nitki cięcia ukryte pod nią nie są narażone na zaciąganie.


Oczka nabrałam dokładnie wg przepisu z książki A. Starmore pod dzianinę typu Fair Isle,  muszę przyznać, że strasznie się martwiłam podczas dziergania bo ściągacz wywijał się do góry. Po praniu brzeg wygląda bardzo dobrze, lepiej niż kończone tradycyjnie rękawy bo szarości jest ociupinkę więcej tak jakby w lewych oczkach co daje wrażenie solidności wykończenia.



Robiąc zdjęcia reklamowe w namiocie bezcieniowym nie mogłam się powstrzymać by nie zrobić zdjęcia mojemu swetrowi bo kolory trudno opisać. Nie wiem co widać na waszych monitorach ale zdjęcie pod spodem ukazuje prawdziwą kolorystykę. 


 Sweter ma kołnierzyk bo przy tak ciepłej dzianinie typowe wykończenie swetra z okrągłym karczkiem zupełnie mi nie odpowiada, mam taki zrobiony wg wzoru z Drops'a, ciągle mam wrażenie, że mi wieje po karku, dlatego mój sweter ma podniesiony tył i dorobiony kołnierz, który może służyć za półgolf .


A skoro mi się w nim wszystko podoba to dlaczego "prawie ideał"  -  BO NIE MA KIESZENI, to jedyny mankament ale na prosto mi się nie podobały, powinny być po skosie ale na razie nie wiem jak ten problem rozwiązać w takiej dzianinie. Może za jakiś czas znowu napadnie mnie chęć posiadania swetra we wzory wrabiane i wtedy się zmierzę z tym problemem.



 Włóczki zostało dokładnie tyle ile widać na zdjęciu, ale w trakcie doprzędłam motek ciemnej szarości i bieli, jasno szary wyrobiony całkowicie.
Sweter z zamkiem waży 544 g ale podwójny i ma golfik, druty na ściągaczu 2, 75 a reszta na 3.

Kilka zdjęć swetra na mnie by jednak było jasne, że pasuje i nadaje się do chodzenia, zdjęcia na szybko zrobione przez przymuszonego PM.


 Jak widać karczek z tyłu wyraźnie wyższy ale jak już pisałam taki był zamiar niestety wzoru się nie dało w to wprowadzić bo rytm rzędów zaburzają rzędy skrócone.


 Rękawy dość wąskie ale sweter będzie noszony zimą pod płaszczem i kurtką a oba okrycia mają wąskie rękawy. Lubię szersze rękawy w swetrach bo przy wąskich dzianina cierpi pod pachami ale takie mi się nie zmieszczą w zimowych płaszczach.


Plączący się kot pod nogami też załapał się na uwiecznienie, właściwie to raczej zazdrosny o brak uwagi.



Pozdrawiam Was wiosennie z nadzieją na co tygodniowe wpisy :)

niedziela, 19 czerwca 2016

W miejscu

Niby do przodu ale tak jakbym w miejscu stała, kiedy kradnie się czas to nawet to co sprawia przyjemność staje się udręką, że dzieje się tak wolno. Nareszcie udało mi się uporać z uprzędzeniem wełny na celtycki sweter trwało to dość długo, już nie wspominając o tym od kiedy mam zamiar zrobić ten sweter. Niestety samo dzierganie poczeka do jesieni w tej chwili mam sporo innych zajęć pobocznych i nie tylko a na dodatek rozgrzebane robótki, cały zestaw "wdzięcznościowych" skarpet do zrobienia no i chęć poznania nowych run, które od miesięcy czekają.
Motki wyprałam, nawet nie miałam czasu suszyć jak to mam w zwyczaju pod obciążeniem tak sobie powiewały na wietrze,  dlatego takie "dzikie"  ale naturalna kolorystyka sama w sobie bardzo mi się podoba i kto wie może coś w tej tonacji należy uczynić.


Pomimo tego, że motki będą używane dopiero za jakieś 2 miesiące to nie mogłam się powstrzymać by części nie zwinąć, poukładać kolorami jak ma to wyglądać w swetrze. Teraz mam czas się zastanawiać czy to na pewno ten zestaw oczywiście dzienne światło trochę przekłamuje kolorystykę ale namiot bezcieniowy już znacznie lepiej ją ukazuje.


Cały ten urobek to prawie 1800 g wełny uprzędzionej w 3-nitkę,  oczywiście na sweter tego stanowczo za dużo ale mam jeszcze chęć zrobić szal w tych barwach, a może się okazać, że zostanie jeszcze na czapkę :)


Tonacja ciepła, lekko przydymiona, jedynie czerwienie dość ostre ale na szarym tle powinny wyglądać dobrze.




 Sweter będę robiła na jesieni ale próby zrobiłam już teraz, oczka trochę "pijane" - już odzwyczaiłam się od robienia wzorów wrabianych po lewej i prawej, przepadłam dla stylu dziergania Fair Isle. Ta próbka powiedziała mi jakich użyć drutów a na dodatek będą zmiany kolorystyczne łososiowy motek pominę a róże staną się jeszcze bardziej przydymione - w brąz pójdą :) Całkiem możliwe, że do jesieni wyewoluuje coś zupełnie innego. 





Sweter PM powoli pnie się ku górze do jesieni skończę :), a ja trwam w zachwycie nad drutami z czerwoną żyłką, bardzo ostrożnie piszę wszelkie pochwały ale te druty (bambusowe ChiaoGoo) są dla mnie objawieniem - oby mój zachwyt z czasem rósł dalej.



Haftu na firankę przybywa mizernie bo wydłubałam igłą dziurę w palcu ale do czasu drobnego remontu w kuchni powinna być gotowa. 


Pomimo, że szydełka nie lubię a czasu jak na lekarstwo to dopadła mnie chęć posiadania nowej firanki w oknie sypialni, na dodatek z filetu, co do którego mam bardzo mieszane uczucia niby go nie lubię ale koniecznie muszę spróbować jak się go robi - grunt to zdecydowane poglądy :)
Sama wyrysowałam taki panel i po zrobieniu pierwszego zdecyduję czy dalej w to brnąć czy jednak sobie odpuścić.


A w tej chwili cieszę się z odzyskanej wolności przy przędzeniu - będę poznawać "stare nowe" czesanki, a na dodatek czekam z niecierpliwością na dostawę uzupełniającą stany w sklepiku i oczywiście przy okazji na kilka nowości :)

Pozdrawiam Was przędąc Gotlanda.

niedziela, 5 czerwca 2016

Farbiarsko

Sprawa przędzenia wełny na celtycki sweter ciągnie się jak brazylijski serial jest już tak nudno, że za chwilę się zniechęcę do realizacji całego projektu. Niestety zostało jeszcze dość sporo brązu do uprzędzenia i poddania farbowaniu ale ja by przerwać tą monotonię postanowiłam dla odmiany kilka motków pokolorować. No i entuzjazm lekko powrócił, jestem znowu zafascynowana wzorem, kolory wyszły tylko Wy tego nie widzicie bo to co na zdjęciu nijak ma się do rzeczywistości.



Jak  będzie komplet czyli jeszcze brakujące brązy postaram się o zrobienie zdjęć w namiocie bezcieniowym by jak najlepiej oddać wybarwienie tych motków bo na zdjęciu wszystkie krzyczą kolorem a tak nie jest barwy są żywe, intensywne ale nie krzykliwe - zdjęcie kłamie !! Czerwienie są dwie jedna to "Fire Red" z Jacquard'a kolor z puszeczki niemieszany a druga to moja mieszanka z barwnika Eurolany, czerwień w ciepłym wydaniu taki cynober - na zdjęciu różnica subtelna.


 Druga fotograficzna porażka to kolor różowy, który w rzeczywistości jest bardzo stłumiony wymieszany z Jacuqard'a i Eurolany użyłam trzech barwników w tym żółci wiec motki na zdjęciu kolor sobie zmyśliły w rzeczywistości są różowe ale bez tego szaleństwa ze zdjęcia. Łososiowy też jest bardzo spokojny - nic nie pozostanie tylko zrobić zdjęcia jeszcze raz bo to zupełnie oderwane od stanu rzeczywistego.
Musiałam jeszcze ufarbować kolor wielbłądzi (taki brązowo-żółty) jak wymieszać wiem, jak farbować też ale to nigdy nie gwarantuje, że efekt będzie taki jak oczekujemy. Ostatnio na FB też była dyskusja, że barwniki lubią się rozwarstwiać i proszę oto przykład tego na co nie mamy wpływu.


Po analizie tych przypadków rozwarstwienia dochodzę do takich wniosków :
- rozwarstwienie barw występuje najczęściej jak chcemy ufarbować wełnę na pastelowe kolory z mieszanki barwników, którą same zrobimy - wtedy pomimo zachowania wszelkich procedur najszybciej łapie barwnik najmocniejszy w moim przypadku czerwony, 
- mocnego barwnika jest na tyle mało, że łapie tylko fragmentarycznie stąd te smugi koloru, 
- pastelowe kolory najlepiej farbować z barwników przygotowanych fabrycznie dobierając tylko odpowiednie nasycenie koloru ( ecru z Jacquard'a),
- na runach delikatnych zdarza się to najczęściej.




No i mamy później taki melanż, którego wcale nie chciałyśmy jeszcze na etapie runa można to jakoś sensownie uprząść farbowana nitka taka pozostanie. 


Rozmawiając ostatnio z Moniką  zadała mi pytanie, które barwniki bym poleciła. Właściwie to nie mam ulubionych każde z nich mają swoje zalety i wady.




"Kakadu" - zaletą jest cena i dostępność, wadą nie do końca odpowiadająca mi paleta barw i czarny, który jest mieszaniną innych barwników co przy próbie barwienia na grafit lub szary daje efekt brudnej szmaty. "Jacquard" - piękna gotowa kolorystyka, w miarę bezproblemowe łączenie barwników ale cena dość spora i trzeba naprawdę sporo farbować by je szybko wykorzystać, bo moje barwniki po 2 latach się zniszczyły, szczególnie te z żółtym i czerwienią chociaż burgund też  przepadł :(
"Simplicol" jest w tej chwili dostępny w drogeriach Rossmann ale ja farbowałam nim od dawna (siostra słała z zagranicy) wybarwia dobrze ale się spiera, cena też nie najmniejsza.
"Eurolana" ma małą paletę barw do tego spora cena i mam wątpliwości co do żółtego barwnika, który zbija się w grudy, kolory można uzyskać przez mieszanie barwników, nie zawsze otrzymujemy o co chcemy ale jak już zapoznamy się z zasadami przynoszą sporo radości, bardzo intensywny barwnik - małą ilością można wiele.
Oczywiście są to moje spostrzeżenia bardzo subiektywne i bardzo rozciągnięte w czasie bo nie farbuję wiele chociaż niekiedy coś tam zmaluję :)


Prawie ale nie do końca oryginalne wybarwienie różu w towarzystwie brązu, który się przędzie na zakończenie prac nad motkami na ten sweter. Brąz to Finnish w naturalnym kolorze, wygląda dość dobrze w tym zestawie.


Pozdrawiam Was z nadzieją na rychłe ukończenie brakujących motków :)