Znam się z szydełkiem ale to prawie tak jak z maszyną do szycia - znamy się, szanujemy się ale do miłości daleko. Bywają za to lekkie fascynacje i chwilowe porywy uczuć, tak też stało się ostatnio. Przeglądając zapasy włóczki, znalazłam trzy motki bawełny z dodatkiem PAC (lepiej brzmiąca nazwa sztuczności) na dodatek przypomniałam sobie, że kupiłam kiedyś spódnicę (w odzieży używanej) z myślą o tej bawełnie.
Teraz na skraju lata zrobienie takiej "tasieczki" jest jak najbardziej wskazane, bo to dodatek do letnich ubiorów, a że mam w tej chwili lekki przestój bo przędę dopiero motki na następny "udzierg" to uczyniłam coś szydełkiem.
Projekt całkiem prosty i właściwie jak kupowałam te motki to dokładnie z takim przeznaczeniem i wizją takiej torebki. Jedyna rzecz, którą dodałam to guzik, bez niego torebka była zbyt "otwarta" :)
Sama "produkcja" wnętrza przypominała raczej stół kreślarski (linijki, kątowniki, szablony i kredki), tak mnie pochłonęła, że nie mam zdjęć z tego etapu ale ogarnęłam to podczas jednego przedpołudnia - na dłuższą przygodę z szyciem nie miałabym siły. Wnętrze torebki to wiskoza w 100 %, wiotka, lejąca - do tej chwili jestem pełna podziwu dla siebie, że wpadłam na pomysł podklejenia tego materiału flizeliną - szycie samego byłoby koszmarem. Podszewkę spódnicy w kolorze czerwonym wykorzystałam jako materiał zewnętrzny dla wnętrza - jest stabilniej a torebka na wierzchu jest jednolicie czerwona. Dno torebki jest podwójne z kieszenią na kawałek spienionego PCV o grubości 1 mm, przez tą wkładkę jest stabilne i proste, a do prania plastik można wyciągnąć.
Torebka ma dwie kieszenie, jedną zamykaną na zamek (ten ze spódnicy), drugą tej samej wielkości ale przedzieloną z częścią na telefon.
Torebka jest całkowicie prosta poza ozdobną szarfą na górze - PM upiera się, że to krawat. Dobrze, że ten kawałek szarfy zostawiłam do szycia na końcu, tą wiotkość uszyłam już siłą rozpędu. Wzór jak widać to same słupki, jedynie brzeg to półsłupki - sama prostota ale mnie odpowiada - szczególnie pojemność :) Długość to 36 cm na 8,5 cm a wysokość to 27 cm - uchwyty na tyle długie, że spokojnie może być noszona na ramieniu.
Uchwyty są raczej osłoną i ozdobą właściwych, zrobionych z tasiemki bawełnianej, zapobiega to nadmiernemu naciąganiu się szydełkowych i są dużo stabilniejsze, pomysł nie mój (nie pamiętam z jakiego bloga) ale bardzo dobry i chętnie przysposobiłam.
Z 3 motków włóczki zostało dokładnie tyle ile widać na zdjęciu - zaczynam się obawiać popadania w skrajności - z rozbuchania resztkowego po projekty grożące nieukończeniem z powodu braku wystarczającej ilości włóczki.
Na letnie zakupy jestem gotowa, a na razie u mnie wiosna :)
Jesienią posadziłam ponad 80 cebul białych tulipanów i teraz mam przyjemność podziwiać taki dywan kwiecia. Magnolia gwieździsta również już zakwitła, do tego szafirki.
Część tulipanów kupiłam w Aldi'ku i muszę przyznać okazały się prawdziwą niespodzianką - to odmiana pełna, musiałam przeoczyć tę informację na opakowaniu.
Wyglądają zadziwiająco pięknie, a u ich podnóża rozgościły się zawilce równie piękne w swej prostocie.
Chłodne dni zeszłego tygodnia przedłużyły im życie ale to już ostatnie chwile by się cieszyć widokiem wiosennych kwiatów.