Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 grudnia 2017

Świątecznie

Ja i szydełko to raczej niedobrana para ale moją niechęć do szydełkowania przełamuję w okresie przedświątecznym kiedy to ze wszystkich stron atakują mnie śnieżynki i gwiazdki czynione tym narzędziem :)



W tym roku dość skromnie ale co tu dużo pisać inne zajęcia dawały mi się we znaki. Właściwie nawet bym nie musiała dłubać szydełkiem ale znalazłam wzór gwiazdki do okna kuchennego wystarczająco duży by mógł zaistnieć z cienkiego kordonka na szydełku nr 0,9.
Okno kuchenne mam sporych rozmiarów (150 cm) podzielone na dwie części w tej mniejszej 60 cm wieszam zawsze jakiś ozdoby ale wszelkie moje gwiazdki czy śnieżki są dość drobne.


Wiem, że można zrobić sobie takie śnieżki z grubszego kordonka i większym szydełkiem ale mnie zupełnie się nie podobają ( mam zrobione grubasy i są takie masywne ...)




 Większa gwiazdka ładnie się prezentuje w oknie niestety pomimo moich starań zdjęcia nie oddają jej całego uroku.

Post ukazuje się w Wigilię więc mam nadzieję, że to zapowiedź ukazywania się postów przez cały następny rok właśnie w niedzielę a skoro święta to przyjmijcie moje życzenia :)



niedziela, 25 września 2016

Długofalowo

Niektóre rzeczy nijak nie chcą robić się szybko, ślimaczą się, wloką, wręcz pełzają miesiącami u mnie te miesiące zmieniają się w już w lata. Tak było z tą firanką oczywiście sama myśl uczynienia takiej zakiełkowała błyskawicznie, wystarczyło trafić na odpowiedni wzór a tak się stało jak przeglądając kiedyś internet trafiłam na tą szydełkową koronkę. 


Szybko wymyśliłam z czym tą koronkę połączyć, nitkę odpowiednią miałam, szydełek też mi nie brakuje (chociaż mało zażywam) i już tylko siąść i czynić. No i na tym czynić poległam już na jesieni zeszłego roku, miałam gotową dłuższą koronkę, trzy motywy krótszej i wyhaftowany materiał do tej długiej.

Zimą nie zrobiłam nic, bo przy sztucznym świetle nie widzę, wiosna okazała się absorbująca inaczej. Dopiero u schyłku lata udało mi się skończyć firankę do mniejszego okna i to nie do końca jeszcze moje dzieło bo jeden z motywów hafciarskich wykonała moja mama ja już nie miałam czasu - no nie ukrywam haft też mnie trochę znudził.


Firanka jest dość sporych rozmiarów bo większy kawałek ma trochę ponad 1 metr a mniejszy 60 centymetrów. Okno w kuchni jest duże więc i firanka jest solidnych rozmiarów.
Teraz po odmalowaniu kuchni mogę ją zaprezentować w pełnej krasie i nieskromnie przyznam, że mi się podoba i to o każdej porze dnia :)



Z danych technicznych to kordonek Burano 16/3 firmy Ispe w kolorze białym, szydełko 0,75, płótno len z bawełną i mulina biała z Ariadny - no i ponad rok zabawy w moim wydaniu.
Wyhaftowałam jeszcze coś ale to już był ekspres otóż drewniane krzesła stojące przy ścianie w kuchni swoimi oparciami zostawiają na tej ścianie ślad, który nie jest przeze mnie pożądany, wiec postanowiłam je ubrać.


Nie chciałam gołych gładkich ubranek ale też nie mogę zrobić ich z materiału w liście, który jest na siedziskach bo byłoby zbyt "liściasto". Mam zamiar jeszcze tymi liśćmi ozdobić ścianę (po wysezonowaniu farby) więc przesyt nie jest wskazany, dlatego drobny motyw w kolorze materiału wygląda całkiem ładnie. Pod spodem tych kokonków jest kołdra z Ikei taka za 10 zł, przeszyta na kształt oparć - nie ma szans na jakiekolwiek uszkodzenie ściany :)
No i ta sprawa zajęła mi niecałe dwie godziny ale szyły maszyny.


A ja pominąwszy bawełniane ażurowe skarpetki od razu wskoczyłam w chłodniejszą wersję wełnianych skarpet wszak rano termometr pokazywał 4 - 5 stopni  a to już kataklizm jak dla mnie. 
Skarpety powstały z włóczki Fabel w kolorze określanym jako leśny i muszę przyznać, że ich pasiasta natura bardzo mi się podoba. 


Pozdrawiam Was jesiennie :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Śnieżnie

Przerzuciłam się na formy drobne, wręcz maleńkie bo większe wymagają więcej uwagi i czasu, a jednego i drugiego w dalszym ciągu mi brakuje. Już się cieszę na świąteczne lenistwo, już planuję co zrobię, co zacznę i co postaram się skończyć :)


A na razie pozostaje mi tylko gwieździć trochę, nawet te niewielkie formy wymagają czasu, który ostatnio mi się skurczył niemiłosiernie. Wzory na śnieżynko-gwiazdki pochodzą z internetu, wyszukane przeze mnie lub przysłane przez osoby, które też się gwiazdkują a ja na wzory takich gwiazdek jestem łasa, więc wyprosiłam.  


Mam jeszcze zamiar kilka zrobić do świąt ale to już będą śladowe ilości, kończę pierwszą część haftu na torbę i chciałabym skończyć jak najszybciej zanim mi się znudzi albo zapamiętam wzór, poza tym wełniana torba na lato to raczej kiepski pomysł. 


 Muszę napisać też o prezencie, który sobie zrobiłam w połowie października a przyszedł dopiero w zeszłym tygodniu. W połowie listopada napisałam do BD, że moja książka zakupiona w październiku jeszcze nie przyszła i czy mogą posłać jakiś nr przesyłki by szukać zguby. Grzecznie mi odpisano, że mam popytać na poczcie lub listonosza bo przesyłki darmowe więc bez numerów.


Listonosz i pani na poczcie znają mnie bardzo dobrze bo od lipca ginie moja prenumerata NG co doprowadza mnie do szału bo wydzwanianie do wydawnictwa, że znowu nie doszedł następny nr robi ze mnie jakiegoś naciągacza :(
Jak było do przewidzenia na poczcie nic nie mieli, więc piszę to tych Anglików (za pomocą dziecka bo to już wyższa szkoła), że bez tego nr nie znajdę i co teraz - oni na to, że wyślą nowy egzemplarz ale jak przyjdą dwa to mam ten pierwszy odesłać. 
Wysłali go 22 listopada przyszedł 17 grudnia całkiem możliwe, że ten pierwszy też jeszcze dojdzie za miesiąc. 


 O książce mogę napisać tyko, że nie warta tego czekania, wypisywania i wszelkich zabiegów, niestety to pozycja z tych, w które nie ma wglądu w sklepie internetowym więc kupowałam po okładce i kilku opiniach przeczytanych w internecie. Wszystkie rzeczy w niej prezentowanie są idealnie rozpisane co do rozmiarów, kolorów, wzory rozrysowane wszytko jak powinno być tylko ja już to wszystko wiem. Myślałam, że przynajmniej jakiś wzorek będzie, którego nie znam a tu wszystko już było. Książka dla kogoś kto zaczyna przygodę z wzorami wrabianymi będzie pomocna a może i idealna ale dla mnie już nie.
Pozdrawiam Was przed świątecznie.

niedziela, 10 maja 2015

Ciąg dalszy odmienności

Odmienne formy działalności rękodzielniczej mnie trzymają, nie wiem jak długo taki stan będzie trwał ale na razie tak jest. Dawno temu (przed blogiem) miałam etap fascynacji na temat szydełkowych koronek, mam sporą kolekcję serwet z tego okresu, wiele poszło "do ludzi". Zrobiłam wtedy mojej mamie firankę do okna z koronką  irlandzką, w dalszym ciągu przyciąga wzrok. Od tamtej pory noszę się z zamiarem uczynienia czegoś w tym stylu dla siebie.



Firanką ma być wyhaftowany wąski pasek płótna z przyszytą u dołu koronką irlandzką, na zdjęciu u góry jeden z powtarzalnych motywów. Na razie podchodzę do projektu z rezerwą bo okno jest solidnych rozmiarów i motywów potrzebuję 16 - a w każdym 4 listki a listek czynię ok 40 min, więc zastanawiam się co zwycięży - moja chęć posiadania firanki czy druty z czymkolwiek ale jednak druty :)


Jak tylko jest słonecznie i mam chwilę czynię jakiś element układanki, na razie ich niewiele ale lato jeszcze przed nami kto wie może na jesieni będzie. Bawełnianą nitkę kupiłam jakieś 2 lata temu w e-dziewiarce z myślą o firance do kuchni, miał to być filet - wzór niby mi się podoba ale do końca nie wiem czy na pewno - takie cudactwo. Szydełko nieprzesadnie cienkie 0,8 ale i tak potrzebuję okularów. Szpula bardzo słusznych rozmiarów ponad 2000 metrów - przypuszczam, że jak ta druga dojrzeje do realizacji to też starczy.


W sferze wełnianych rzeczy dzieje się też trochę ale nic spektakularnego, wydziergałam dziecku skarpety (rozmiar ogromny :) nitka to moje pierwsze nieudane próby uczynienia kabla było za mało skrętu więc zrobiłam normalną 4-nitkę. Jedyne co ogarniam to kolor niebieski jest na pewno czesanką z merynosa, szarość i biel to resztki po jakiś mieszaniach. Nitka jest gruba, mięsista i bardzo miła, został spory kawałek do cerowania dziur, a te pojawią się szybko.


Udało mi się uprząść ok 200 g "cumy" i przędę dalej, single takiej grubości przędą się praktycznie same, wyjątkowo odpoczywam przy tym przędzeniu. Jeszcze z tydzień i będę mogła się zająć szalem wg wzoru z BT - ciekawe jak na tym ucierpi irlandzka koronka :)

Corriedale w delikatnej szarości


Na przekór pogodzie, serdecznie pozdrawiając życzę Wam słońca :)


niedziela, 3 maja 2015

Odmiennie

  Znam się z szydełkiem ale to prawie tak jak z maszyną do szycia -  znamy się, szanujemy się ale do miłości daleko. Bywają za to lekkie fascynacje i chwilowe porywy uczuć, tak też stało się ostatnio. Przeglądając zapasy włóczki, znalazłam trzy motki bawełny z dodatkiem PAC (lepiej brzmiąca nazwa sztuczności) na dodatek przypomniałam sobie, że kupiłam kiedyś spódnicę (w odzieży używanej) z myślą o tej bawełnie.



 Teraz na skraju lata zrobienie takiej "tasieczki" jest jak najbardziej wskazane, bo to dodatek do letnich ubiorów, a że mam w tej chwili lekki przestój bo przędę dopiero motki na następny "udzierg" to uczyniłam coś szydełkiem.


Projekt całkiem prosty i właściwie jak kupowałam te motki to dokładnie z takim przeznaczeniem i wizją takiej torebki. Jedyna rzecz, którą dodałam to guzik, bez niego torebka była zbyt "otwarta" :)



Sama "produkcja" wnętrza przypominała raczej stół kreślarski (linijki, kątowniki, szablony i kredki), tak mnie pochłonęła, że nie mam zdjęć z tego etapu ale ogarnęłam to podczas jednego przedpołudnia - na dłuższą przygodę z szyciem nie miałabym siły. Wnętrze torebki to wiskoza w 100 %, wiotka, lejąca - do tej chwili jestem pełna podziwu dla siebie, że wpadłam na pomysł podklejenia tego materiału flizeliną - szycie samego byłoby koszmarem. Podszewkę spódnicy w kolorze czerwonym wykorzystałam jako materiał zewnętrzny dla wnętrza - jest stabilniej a torebka na wierzchu jest jednolicie czerwona. Dno torebki jest podwójne z kieszenią na kawałek spienionego PCV o grubości 1 mm, przez tą wkładkę jest stabilne i proste, a do prania plastik można wyciągnąć. 


Torebka ma dwie kieszenie, jedną zamykaną na zamek (ten ze spódnicy), drugą tej samej wielkości ale przedzieloną z częścią na telefon. 


Torebka jest całkowicie prosta poza ozdobną szarfą na górze - PM upiera się, że to krawat. Dobrze, że ten kawałek szarfy zostawiłam do szycia na końcu, tą wiotkość uszyłam już siłą rozpędu. Wzór jak widać to same słupki, jedynie brzeg to półsłupki - sama prostota ale mnie odpowiada - szczególnie pojemność :) Długość to 36 cm na 8,5 cm a wysokość to 27 cm - uchwyty na tyle długie, że spokojnie może być noszona na ramieniu. 


 Uchwyty są raczej osłoną i ozdobą właściwych, zrobionych z tasiemki bawełnianej, zapobiega to nadmiernemu naciąganiu się szydełkowych i są dużo stabilniejsze, pomysł nie mój (nie pamiętam z jakiego bloga) ale bardzo dobry i chętnie przysposobiłam.


Z 3 motków włóczki zostało dokładnie tyle ile widać na zdjęciu - zaczynam się obawiać popadania w skrajności - z rozbuchania resztkowego po projekty grożące nieukończeniem z powodu braku wystarczającej ilości włóczki. 
Na letnie zakupy jestem gotowa, a na razie u mnie wiosna :)
Jesienią posadziłam ponad 80 cebul białych tulipanów i teraz mam przyjemność podziwiać taki dywan kwiecia. Magnolia gwieździsta również już zakwitła, do tego szafirki. 



Część tulipanów kupiłam w Aldi'ku i muszę przyznać okazały się prawdziwą niespodzianką - to odmiana pełna, musiałam przeoczyć tę informację na opakowaniu.  


Wyglądają zadziwiająco pięknie, a u ich podnóża rozgościły się zawilce równie piękne w swej prostocie. 


Chłodne dni zeszłego tygodnia przedłużyły im życie ale to już ostatnie chwile by się cieszyć widokiem wiosennych kwiatów.

piątek, 22 czerwca 2012

Andy

Andy zawsze mi się kojarzyły z kolorem czerwono-różowo-brązowym i chociaż wiem, że wiele zależy do fotografa, oświetlenia i aparatu to w mojej świadomości zawsze będzie ta kolorystyka gór Ameryki Południowej.  
merynos, alpaka, wielbłąd i jedwab
Jedną z pierwszych czesanek, którą kupiłam w WofW była mieszanka merynosa 18mic, brązowej alpaki, jasno brązowego wielbłąda i jedwabiu. Miałam tego 100g  zrobiłam dwa motki jeden singiel na chustę Annis a drugi to skręt navajo i powstała czapka. Pomimo, że jest to jedna z droższych czesanek zachwyca miękkością.

Oryginalna kolorystyka czesanki daje w nitce brązowy melanż, nie do końca mój ulubiony ale dla jakości tej przędzy nawet ja uczyniłam sobie drobiazgi. Zastanawiałam się jak zachowa się takie połączenie różnych włókien podczas farbowania i jaka wyjdzie z tego nitka. Użyłam tylko 2 barwników głębokiej czerwieni i bardzo niewiele dyniowego - czesanka po farbowaniu wyglądała nijak nawet byle jak, a w nitce moim zdaniem ma to coś co sprawia, że się zastanawiam co można z tego udziergać :)
Przędzie się przyjemnie, trochę przeszkadza krótki włos wielbłądzi ale za miękkość mu wybaczam.



Uprzędłam 106g w dwóch motkach ok. 270 m skręt navajo. Wprawdzie upał trochę odstrasza od kołowrotka i wełny ale ja tak długo nie przędłam, wiec jak tylko znajdę wolną chwilkę to z przyjemnością zasiadam do mojej "medytacji".
Teraz będę narzekać na Violę - dziewczyna ma tak szerokie zainteresowania, że nie nadążam, przed chwilą pokazała tunikę z koronki irlandzkiej, później haft przestrzenny a teraz cudny kocyk dziergany metodą szydełka tunezyjskiego. Nie wiem kiedy Ona to czyni a może ma siostrę bliźniaczkę lub jakieś zaprzyjaźnione skrzaty ale przyśpieszenie ma niezłe.
No i przez Viole wydłubałam elementy na firankę, które zaczęłam robić bagatela 3 lata temu i dorabiam nowe elementy.


 To co ja robię jest szydełkowym podrabianiem koronki weneckiej lub igłowej, mam nadzieję, że kiedyś zrobię coś oryginalnego w tej technice. Na razie postanowiłam, że dorobię trochę nowych elementów, zobaczymy może uda się posunąć projekt trochę do przodu.
Od typowej koronki irlandzkiej ta metoda różni się tym, że elementy wykonywane są na osnowie nitek pomocniczych, które nadają poszczególnym elementom bardziej wypukły przestrzenny charakter a siatki w środku imitują pracochłonne siateczki wykonywanie igłą w oryginalnej koronce weneckiej.



 Oryginalne koronki wykonywane były i są z nitki jedwabnej,  taką kupię jak będę czynić oryginał. Na firankę wykorzystuję nitki bawełniane dość cienkie - szydełko nr 0,9. Każdy z elementów to średnio godzina dłubania więc przybywa bardzo wolno.


 Na kawałku materiału wyrysowałam docelowy wymiar firanki, jak widać w tym tempie za jakieś 2-3 lata będzie gotowa. Wszystkie elementy będą połączone łańcuszkiem co powinno tworzyć zgrabną całość.
Dzierganie i przędzenia daje  jednak szybsze efekty  - no chyba, że jest się Violą - wtedy wszystko jest możliwe :))




czwartek, 29 września 2011

Lawendowo


Tym razem nie o wełnie chociaż ... u mnie wiele rzeczy pozornie z nią nie związanych jest w podtekście o niej. Jesień  trzeba letnie ubrania przenieść do szaf na piętrze a te cieplejsze znieść na parter, przy tej pracy sypnęło lawendą. Wyschła, zrobiła się łamliwa więc wpadłam na pomysł opanowania tego kruszenia się.
Miałam taki mały kawałek lnu, resztka z firanki którą kiedyś robiłam, zostało też trochę kordonka w kolorze ecru . Dla odmiany szydełko nie druty, maszyna  i są 4 małe woreczki. 

pomimo suchości nadal pachnie intensywnie

stare szafy mają takie kołki z tyłu w sam raz na woreczki :))

ostatnie kwiatki zebrane w ogrodzie 
Na pytanie czy wiem że, będą zamknięte w szafie i nikt ich nie będzie widział - to po co tyle zabawy,
odpowiadam że, nie wszystko co ładne i cieszy oczy musi być widoczne. To takie moje małe przyjemnostki
jak otworzę szafę i mogę na coś takiego zerknąć.
w nowych szafach powieszę na wieszaku 
za mało ich a szaf  trochę jest






wtorek, 12 lipca 2011

Leżakowanie

Niektóre przedmioty by nabrać ważności, charakteru i doskonałości smaku  muszą leżakować jak wino, sery, szynka parmeńska. Daleko mi do wytwórców tych wspaniałości ale u mnie też niektóre rzeczy leżakują.  Jakieś 2 lata temu postanowiłam zgłębić tajniki szydełka (dla leworęcznych nie do końca proste) powstała cała seria serwet, serwetek, firanek do okien, wdzianek itp. Z rozpędu zrobiłam tego dość sporo no ale niektóre zaległy. Przy porządkach które, robię z lepszym lub gorszym efektem znalazłam takiego leżakowicza brakowało tylko trochę góry, dorobić uchwyt i uszyć wnętrze i oto prezentuje się tak :))

turecka bawełna przerobiona na torbę
duże kwadraty robione osobno 












nawet wszyłam kieszonkę na telefon :))


podszewka w 2 kolorach dla kontrastu


Oczywiście też przędę skończyłam ok. 430 g -1800m skręt navajo -wielbłąd z jedwabiem mam nadzieję  że,na żakiet który wymyśliłam wystarczy.


Może jutro zrobię próbę ale przyszły nowe przełożenia do kołowrotka i już wiem że, muszę je wypróbować, do tego dokupiłam szpule więc mam teraz większe pole manewru niż przy 3 sztukach - będę prząść:)))