Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 grudnia 2022

Czapka

Drobna przerwa w produkcji skarpet zaowocowała powstaniem czapki, tak za mną chodzi jakiś zestaw czapek wzorzystych - bo to jedna z wielu, które mam zamiar uczynić. 


Miało być inaczej bardziej ekskluzywnie (tak mi się wydawało) chciałam użyć dwóch cieniowanych nitek jednej do tła a drugiej do wzoru. Tak też zaczęłam ale jak to bywa z singlami równowagi w nich tyle co kot napłakał, dzianina robiła wrażenie robionej "pod wpływem" czegoś odurzającego.



 Jedna z nitek to Lang Mille Colori a druga to był chyba jakiś estoński singiel zupełnie nie pamiętam gdzie kupiłam. Ta niby estońska była w różnych wagowo motkach, farbowana z przejściem tonalnym i miała dużo materiału roślinnego i ona była głównie odpowiedzialna za krzywienie się dzianiny. Nie było wyjścia i postanowiłam spruć i zacząć od nowa.



Tym razem do singla Langa dodałam z tej samej firmy Jawoll w kolorze antracytu, antracytowa nitka to typowa skarpetowa 4-nitka więc nic się nie kosi oczka trzymają się przyzwoicie a wzór jest czytelny.


Motek Mille Colori jest w bardzo intensywnych barwach ale antracytowe tło skutecznie tą ostrość stłumiło nawet można powiedzieć, że kolory są mało widoczne. Pewnie to też zasługa wzoru, w którym tła jest dość sporo. Kolorowy motek z ledwością nadwyrężony pewnie powstanie jeszcze z niego jakaś czapka ale już na pewno nie będą to dwa single jakoś nie mam ochoty czekać na to czy pranie i formowanie dzianiny wprowadzi ład w "pijane" szeregi oczek. 


 Czapka jest bardzo miła ale też wyjątkowo cieniutka więc raczej na chłodne dni niż regularną zimę. Myślę, że robiłam ją na drutach nr 3 ale w tej chwili już nie wiem bo może to były 3,25. 
Zrobiłam też następne skarpety i raczej z obowiązku kronikarskiego umieszczam niż z chęci pokazywania, te szare włochate dla mnie bo są cieniutkie, do botków zimowych włóczka to jakaś mieszanka weny, moheru i czegoś sztucznego, wściekle białe paski to czysta angora. 




Drugie skarpetki do mieszanka wełny i bawełny po połowie, tym razem dla drugiego syna, który nigdy za skarpetami wełnianymi nie przepadał bo gryzą ale takie to chętnie przygarnie. 



Teraz postanowiłam trochę odpocząć od skarpet i robię sobie getry ale o tym napiszę dopiero po Nowym Roku.

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 2 stycznia 2022

Zazdrość

Przed sobą się nie przyznaję a co dopiero przed innymi, że brzydkie przywary też mnie dopadają i to ostatnio całkiem często. Bo jak inaczej nazwać to kłujące i nie dające spokoju poczucie niespełnienia, niemożności zaspokojenia, niedosytu... a dopadał mnie ostatnimi czasy ten stan dość często. Szczególnie dotkliwie podczas pakowania czesanki w paczki dla prządek, wędrowały w paczki a to Bfl z jedwabiem, Corriedale, South American, jedwabie, alpaka. Przed moimi oczami sunąca przez palce czesanka, ten lekki szum koła i delikatny skręt wymuszający podawanie następnej partii włókna, ta senna mantra dająca ukojenie... i marzenie pryska bo czesanka dla innej szczęściary a ja jak łasuch przez okno wystawowe oglądam "kofekty". O tak zazdrość to przykre uczucie szczególnie gdy zaspokojenie niedostatku na wyciągnięcie ręki tylko nijak to uczynić bo po ogarnięciu rzeczy koniecznych zegar wskazuje kolejny równie intensywny dzień.   



Namiastką tej mojej niemocy kołowrotkowej są druty, pewnie że to nie to samo ale przynajmniej ta drobina mi została. Powstają głównie skarpety ale zdarzyła się też czapka wg wzorów z japońskiej książki. Kolor to jasny brudny róż, połączenie wełny z moherem, pewnie nie ostatnie bo wyjątkowo mi przypadło do gustu, a sweter który mam tak zrobiony jest w tej chwili moim nr 1.





Włóczka to wełna, 100 firmy ISPE i moher by Canard w moim ulubionym połączeniu z jedwabiem, wełnę kupiłam przy okazji zakupu włóczki na skarpety (bardzo stonowanie, beżowe zostały zatwierdzone jako jedyne dopuszczalne przez PM). Czapka okazała się pomimo użycia mniejszych drutów niż zalecane we wzorze dość duża a ilość wełny (100 g ) za mała, brakło na 10 rzędów ale jest w tym trochę mojej winy bo ściągacz czapki we wzorze ma 10 rzędów a ja zrobiłam sobie 14. 



Pierwsza myśl to oczywiście dokupić motek ale okazało się, że już nie ma, z moich pudeł resztek wydłubałam coś prawie w tym samym kolorze i czapkę dokończyłam, właściwie mi to nie przeszkadza ale już podczas dziergania miałam ochotę dodać jej taki biały, futerkowy pompon i jak tylko taki dostanę to pewnie czapka będzie pomponiasta :)



Pierwsze skarpety testowe dla PM okazały się za duże (cały czas robię dla dziecka i mojego ojca ich stopy to 45 a PM ma 43) dziecko dostało te za duże ale ja robię następne i pewnie wszystkie, które zrobię dla PM będą wyglądały dokładnie tak samo jak to co poniżej. Skarpety robione od palców, wierzch stopy w prążki 1 oczko lewe i 3 prawe; stopa gładka, pięta wzmocniona dodatkową nitką, góra skarpet w podobnym odcieniu ale z włóczki Flora  - połączenie z alpaką - na stopie filcuje się wręcz rewelacyjnie więc tylko cholewka, reszta czyli stopa to dowolnie Fabel lub przyjemniejsza w dotyku Jawoll. Mam nadzieję, że oprócz opisywania stanów niepohamowanej zazdrości i bardzo nudnych skarpet będę robić z Nowym Rokiem rzeczy na tyle ciekawe, by były warte opisywania i pokazywania na blogu. 


Nie pamiętam ile razy nasza wspólna znajoma artystka (moja i PM) zapraszała mnie na Nikiszowiec w Katowicach, na jarmark świąteczny. Te jarmarki odbywały się tam cyklicznie co jakiś czas z różnych okazji i dalej się odbywają a ja zawsze sobie obiecuję, że może kiedyś uda mi się tam chociaż na chwilę wpaść, niestety jak na razie pozostaje to w sferze chęci. Piszę o tym bo chociaż nie byłam na jarmarku to mam namiastkę świątecznej atmosfery tego jarmarku, dostałam ozdoby ręcznie robione przez naszą znajomą, które co roku można u niej kupić :)
Pewnie na wiosnę będzie nowy jarmark i kto wie może tym razem mi się uda ... 


Pozdrawiam Was niedzielnie i Nowo Rocznie 

PS. Dziękuję za życzenia świąteczne :)  

niedziela, 5 grudnia 2021

Awaria

Pierwszy śnieg, pierwsze oznaki zimy i pierwsze niemiłe niespodzianki. Bardzo mokry śnieg w zeszłym tygodniu oblepił tak skutecznie moje sosny, że jeden konar nie wytrzymał tego ciężaru i pękł, pech chciał, że przy okazji pozbawił nas światłowodu a tym samym internetu. Takim to sposobem nawet nie zabrałam się za pisanie na blogu, bo pisanie w telefonie (gdzie internet mam) jest ponad moje siły i pewnie większości. 



A od ostatniego wpisu zdarzyło się i dużo, i mało bo nakupiłam włóczek na skarpety, na czapki, przyszła książka i pomalowałam do końca klatkę schodową ale brak internetu też ma swoje dobre strony takie nawet krótkie odcięcie działa jak delikatne zawieszenie pomiędzy tym, że coś trzeba ale się nie da i nic się na to nie poradzi. Do robienia na drutach internet nie jest potrzebny więc przynajmniej coś jednak szło starymi torami. 
Czapkę zrobiłam w ciągu czterech wieczorów w piąty ją wręczyłam żonie kuzyna, na jesieni dostałam od niej piękną kolekcję traw ozdobnych do ogrodu, w dodatku każda wybrana przeze mnie roślina była opatrzona dokładną instrukcją jak "używać" :)


Czapka chyba się spodobała, bo uśmiech na twarzy wywołała mam nadzieję, że nie tylko z powodu ulubionej kolorystki ale również z powodu bardzo wdzięcznego wzoru (Agathis). Do zrobienia czapki użyłam włóczki kupionej bardzo dawno temu, przy okazji mojego domowego, brązowego swetra, który w zeszłym roku skończył w kuble po się zużył. Powodów zakupu czterech motków (200 g) włóczki DK w kolorze żywej czerwieni nie mogę odkryć to tej pory, więc pewnie nie odkryję nigdy :) Do tej czerwieni kupiłam motek Kid Silk'a z Dropsa równie czerwony (oba kolory praktycznie takie same) i zastosowałam to jakże ostatnio popularne połączenie w tej oto dzianinie.



Zdjęcia czapki są przed praniem więc trochę zgrzebne wygląda zwieńczenie ale myślę, że pranie tylko lekko wyrówna oczka a cała reszta pozostanie niezmienna. Wzór w oryginale jest na 132 oczka ja czapkę robiłam na 110 bo na małą głowę. 

Przyszła książka i teraz ta, która przyszła pierwsza nabrała sensu, pierwsza (ta z poprzedniego wpisu) to same wzory za to w tej poniżej prezentowanej jest klucz do tych wzorów. 



Muszę przyznać, że to na prawdę bardzo bogate, opatrzone wiedzą wszechstronną wydanie, jak dogłębna i użyteczna jest ta wiedza nie mogę na razie napisać bo by coś napisać to trzeba się w tą wiedzę zagłębić a mnie starzyło czasu na obejrzenie obrazków.



Po tym co na razie zobaczyłam to jest tutaj wiedzy bardzo dużo, od rzeczy najprostszych po te karkołomne, wszelkie techniki i rodzaje dzianin jakie sobie zamarzymy. Okładka opatrzona jest naklejką informującą o ponad milionie sprzedanych egzemplarzy czyli bez mojego sprawdzania, książka jest warta zakupu.



Mnie cieszy na razie samo posiadanie książki bo wiedzy w niej zawartej na razie nie użyję, przez długi okres czasu będą tylko skarpety nic innego nie będzie się działo, no może moja czapka :)
Skarpety poniżej, te jasne z dość szorstkiej wełny dla mojego ojca a te w ciemnej zieleni dla siostrzeńca, obie pary w okolicach numeru 45 więc jest co dziergać. Mam tych skarpet z roku na rok coraz więcej do robienia i chociaż to naprawdę przyjemne dzierganie to po pewnym czasie jednak nuży. 
W tej chwili moją ulubioną metodą na skarpety jest ta od palców z klinem, po prostu dzierganie na miarę a to najlepsze co może być tylko czemu tak szybko te udziergi oddają "ducha".


Nie wiem czy już kiedyś nie pisałam o tym, że jednym z moich ulubionych zajęć jest malowanie ścian. Tylko jeszcze przędzenie wprowadza mnie w taki stan zen. Po ponad roku od założenia paneli fotowoltaicznych i rozpruciu ścian pod nowe kable udało mi się doprowadzić klatkę schodową do stanu z przed kucia rowków, zostały tylko listwy przypodłogowe do montażu. Namówiłam PM by mi wyciął szablon na przejście pomiędzy kolorami i taki oto motyw cieszy me oczy przy wejściu do jednego z pokoi :) 


 Pomiędzy skarpetami powinnam uszyć jeszcze firany bo leżą od lata ale już chyba braknie czasu w tym roku. Na razie muszę przyznać, że to już druga niedziela Adwentu i nawet nie wiadomo kiedy czas tego roku przemknął pomiędzy skarpetami. 

Pozdrawiam Was niedzielnie :) 

niedziela, 21 lutego 2021

Mitologia i podania ludowe

 Tłem dzisiejszej opowieści jest czapka, którą zrobiłam bo musiałam. Taka jedna Babaruda z FB ciągle coś cudnego wynajdzie i w dodatku za darmo no i ja muszę :) W sumie to nawet dobrze bo czapkę zaczęłam innym wzorem, pomyliłam się i straciłam zainteresowanie więc jak zobaczyłam ten piękny wzór to "pomyleńca" sprułam i zrobiłam tą. Włóczka to jakiś singiel z etykietą "schurwolle" farbowany ręcznie w indygo do tego moher od Makunki, druty 3,5 i 4 w wersji Addi - drewno oliwne. Wzór "White Frost - Beanie" autorstwa Babette Ulmer, tyle o czapce a teraz właściwa opowieść.




Po wojnie brat mojej babci wrócił ze zsyłki z ZSRR, wylądował tam bo był Ślązakiem. Niemcy traktowali go jak Polaka a po wojnie Polacy jak Niemca - do dzisiaj szczególnie ci drudzy nie mogą pojąć, że można być Ślązakiem i być z tego zadowolonym ale to nie miejsce na ten temat tylko o babcinym bracie. Brat babci wracał pieszo lasami, z dala od ludzkich siedzib, żywiąc się tym co znalazł. Jak wrócił był tak chudy z głodu, że pierwsze co zrobił to zabrał się za jedzenie, a że prababcia miała piec chlebowy i piekła chleb na cały tydzień to wygłodniały Antek zabrał się  za ten chleb. I tutaj zaczyna się mitologia, jako dziecko słuchając tej opowieści pamiętam, że od "dużo chleba" skończyło się na trzech bochenkach. Wersja każdego z rodzeństwa babci stawała się z czasem bardziej niewiarygodna i przesadzona. Jak miałam jakieś 23 - 25 lat mieszkałam z babcią i wieczorami często z nią rozmawiałam o dziejach rodziny, pewnego dnia spytałam o te trzy chleby. Babcia stwierdziła, że jej przy tym nie było ale pokazała mi jakiej wielkości był ten prababciny bochen i stwierdziła, że nawet człowiek normalnie jedzący a nie ze skurczonym od głodu żołądkiem miałby problem z połową tego chleba. 


Pewnie się zastanawiacie po co ja tu stare rodzinne dyrdymały wyciągam i co mają wspólnego z blogiem o przędzeniu. Wspomniany już wcześniej FB jest dla mnie jednym ze źródeł inspiracji o czym świadczy prezentowana tu czapka, jest również miejscem dzielenia się różnym radami. Ostatnio przyglądam się ze szczególnym zainteresowaniem tematowi prania wełny (przędzy), jestem bardzo ciekawa w jaki sposób to wyewoluuje, bo powoli zaczyna przybierać coś na kształt z pogranicza "fantasy" ale jeszcze nie si-fi :)

 

Myślę, że tak jak w tej opowieści o chlebach, każdy coś od siebie dodaje, ujmuje, zasłyszy coś,  zrobi z tego własną mądrość i powstaje jakiś twór nie przypominający rzeczy najprostszej na świecie. Wg Fb są jakieś jedyne słuszne płyny do prania, odżywki do włosów, lanolina nanoszona po praniu oraz inne cudowności i nie dotyczy to tylko wełny ale również runa alpak, których włos jest całkowicie lanoliny pozbawiony. Właściwie nawet nie wiem czemu ma ta lanolina służyć na martwych włosach. Lanolina to sebum wytwarzane  przez gruczoły łojowe owcy, by ją chroniło przed zimnem i wilgocią więc co ma robić na naszej przędzy albo dzianinie. Włos owczy wygląda pod mikroskopem jak drut kolczasty, ma takie łuski, które podrażniają naszą skórę w większym lub mniejszym stopniu i przez to wełna grzeje a jak my skleimy te łuski to co ma nas grzać ten tłuszcz ?
To może lepiej zamiast swetra zainwestować w krem z lanoliną. 



 Sam proces prania wełny takiej prosto ze strzyży opisała na swoim blogu Rosamar i pod nim się podpisuję. Pranie przędzy po uprzednim uprzędzeniu z odtłuszczonej czesanki wygląda jak pranie, każdej wełnianej włóczki sklepowej czyli wszystkie etapy prania w wodzie o jednakowej temperaturze z użyciem środka piorącego ku temu przeznaczonego, bez tarcia i nadmiernego ugniatania *, uprane motki odgnieść w ręczniku frotowym lub odwirować w małej wirówce po babci :), suszyć w zależności od rodzaju przędzy bez lub z obciążeniem. Zasada jest taka im delikatniejsze runo tym delikatniej się z nim obchodzimy. Jest jeszcze sprawa octu dodawana przy płukaniu, kiedyś jak ludzie myli włosy mydłem to były matowe z tegoż mydła więc płukano wodą z octem by się tego mydła pozbyć. Ja używam octu w płukaniu przędzy farbowanej bo zapobiega to blaknięciu kolorów ale to jedyny powód. 


Podejrzewam skąd się wzięła ta lanolina na gotowej przędzy w "podaniach ludowych", często czesanka jest tak dobrze odtłuszczona i przesuszona, że przy przędzeniu nie sunie pięknie ale ciągle hamuje, dlatego prządki stosują wspomaganie, spryskując czesankę "emulsją".  Taką emulsję można przygotować samodzielnie, przypomina to trochę robienie winegretu tylko my łączymy wodę z olejem, olej może być jadalny ale też taki do ciała lub włosów. Z tym, że po tym zabiegu przędzę się pierze i już nie natłuszcza :) 



Takim to sposobem dzisiejszy wpis opatrzony zdjęciami czapki zupełnie nie jest jej poświęcony :) Jedyne zdjęcie zgodne z tematem to runo Corriedale, które ostatnio przędłam i poddałam działaniu emulsji bo było bardzo suche. Pod spodem motek Bfl w brązie, tradycyjna 3-nitka z resztek runa nie nadających się do sprzedaży bo w kawałkach wielu, za to w nitce wygląda godnie. 



Przeglądam ostatnio stany w sklepiku i mam dla klientów wiadomość taką, że jest to co jest i na razie nie będzie nic uzupełniane bo angielski dostawca wstrzymał wysyłkę do Unii, ponoć kurierzy nie mogą się dogadać z urzędem celnym. Czekam niecierpliwie bo w sklepiku zaczyna hulać wiatr po pustych półkach, mamy prawie koniec lutego a oni od początku stycznia się układają, kiedy skończą nie wiem - pewnie oni też nie wiedzą :( Jeśli macie jakąś zachciankę wełnianą i ona jeszcze figuruje to zachęcam do zastanowienia się nad kupnem teraz, bo po pierwsze nie wiem kiedy będzie nowa dostawa a jak już będzie, to będzie clona czyli siłą rzeczy droższa.

*chyba, że to wełna superwash z nylonem wtedy można sobie pozwolić na wiele 


Pozdrawiam Was niedzielnie z takim słońcem, że prawie myślę o wiośnie :) 


niedziela, 31 stycznia 2021

O swetrze, którego nie ma.

 Dzisiaj napiszę dlaczego nie zrobiłam dla siebie swetra pomimo wielkiej chęci zmierzenia się z tym wyzwaniem, a wyzwanie jest całkiem spore. Za przerywniki nudnego wpisu "robi" następna czapka dla PM. 

Dość dawno temu trafiłam w sieci na zdjęcie pochodzące z sklepu z odzieżą IVCO, był to cudnej urody wzorzysty, bardzo wzorzysty sweter :) Postanowiłam, że taki sobie uczynię, a że był to czas kiedy kończyłam drugi sweter z alpaki dla PM zostało mi sporo motków.  Takie dobro nie może się marnować, motki w kolorze antracytu i ciemnej szarości do tego dokupiłam, petrol, suszone pomidory i trochę jasnej szarości, zrobiłam próbę, narysowałam wzór i zaczęły się schody. 



Wzorzysty sweter najlepiej robić jak Fair Isle czyli na okrągło tylko on jest zapinany więc trzeba ciąć. Nigdy nie cięłam alpaki ale to włókno śliskie i zaczęła mnie nurtować myśl czy zdołam to cięcie odpowiednio zabezpieczyć - pewnie nie. Pogodziłam się z myślą, że sweter będzie powstawał w bólach robiony tradycyjnie - prawa i lewa strona z wzorem. W tym czasie skończyłam sweter dla PM z Flory, PM swetry z alpaki porzucił na rzecz nowego z Flory. Pomyślałam a może zrobię dla siebie z Flory bo wtedy solidny dodatek wełny pozwoli na bezpieczne cięcie - wszak wypróbowałam na swetrze dla PM. Niestety Flora ma kolorystykę taką jaką ma, która zupełnie mi nie pasowała. 




Powrót do myśli o alpace nie za bardzo mi się spodobał ale co zrobić na razie zostało po staremu, czas płynął ja zrobiłam drugi sweter dla PM z Karismy a on płynnie do niego przeszedł i uznał za jedyny słuszny. Dla siebie przerobiłam sukienkę na sweter domowy i powróciła myśl o  zrobieniu tego na wzór Ivco. Domowy sweter z Limy tak szybko jak ubrałam tak ściągnęłam wysoki półgolf okalający włosiem z alpaki mój nagi kark był nie do zniesienia. Jakież było moje rozczarowanie jak pomyślałam o swetrze, do którego tak długo się przymierzam a tam taki kołnierz a'la półgolf , wywinięty ale przylegający do szyi. Pomysł na wykorzystanie alpaki poległ, spróbuję z niej zrobić skarpety ale czy dam radę w tym chodzić.  Po dłuższym śledztwie wyciągnęłam od PM, że te swetry z alpaki są świetne ale go ciągle gryzą i to nie tak jak wełna, tylko gorzej. 


Okazuje się, że obecnie prezentowana czapka też jest dobra i da się nosić - te dwie poprzednie, których się nie dało też miały w sobie alpakę. Wygląda na to, że nie tylko ja jestem wełniana, PM też i pomimo mojej ciągłej chęci stosowania różnych materiałów wełna jest mi przypisana :) 





Bardzo mi się chciało zrobić ten sweter ale alpaki nie wykorzystam bo nie będę w nim chodzić, prząść nie mam ochoty bo to jednak będzie cięte i za dużo niewiadomych by spaprać ręcznie przędzioną wełnę, postanowiłam, że włóczkę kupię. Jest to włóczka z wełny szetlandzkiej z e-supelek (wiem o tym od Rene)w takiej cenie, że nawet jak coś pójdzie nie tak to bardzo mnie serce nie rozboli (no tylko troszeczkę :) 


Pod spodem zdjęcia tego co chcę zrobić, (oczywiście to moda z przed jakiś 4-5 lat ale ja za nią nie gonię) mój sweter nie będzie w tak żywych barwach ale będzie równie pełen wzorów. Jedynie co to spróbuję nadać jednemu motkowi bardziej musztardowy kolor bo taki wydawał się na zdjęciu w sklepiku ale zdjęcie na monitorze swoje a rzeczywistość swoje. Zdjęcia z internetu, źródła nie podam bo nie pamiętam ale znalezione przez Pinterest. 






Całe życie odkrywam coś tylko czemu to co już wiedziałam od początku, że jednak wolę wełnę :D

Dane techniczne z czapki to 168 oczek wzoru, druty 2 na wnętrze  i 2,75 na lico. Włóczka moja, resztki po czapce wg Eschera (na dwie czapki PM poszło mniej niż 100 g włóczki).  Wzór na podstawie książki o skarpetach Op-art, wykorzystuje grafiki  Agama Ja'cowa - u mnie w formie pozytyw i negatyw. 

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 24 stycznia 2021

Czapka dla PM

PM jest ciężkim przypadkiem jeśli chodzi o dzianinę, owszem lubi, chodzi ale zanim się dopasuje, zanim dokładnie wyłuszczy czego chce lub nie chce to ja zdążę zrobić trzy rzeczy. Czapkę jedyną słuszną jak chodził do liceum zrobiła PT i chodził tak długo, że się rozpadła. Później był okres kupowania różnych mniej udanych wersji - bardzo długi okres. Kilka lat temu postanowiłam czapkę mu zrobić - nie żeby konkurować z jedyną słuszną ale rozpadłą - tylko te plastikowe mnie drażniły.


Czapkę zrobiłam i jakimś sposobem utrafiłam w gusta PM-skie, czapka noszona intensywnie zimową porą od prawie ośmiu lat. Pewnie, że były próby obdarowania PM następnymi nic to nie dało, pierwsza była dobra to po co następne. Mam jeszcze jedne podejrzenie co do odrzuconych następnych wersji czapek ale o tym napiszę następnym razem pisząc czemu nie zrobiłam dla siebie swetra :)
Kupując książkę o skarpetach PM zauważył grafiki Eschera  stwierdził, że skarpet nie chce ale czapkę w taki wzór to i owszem.


Przez osiem lat nawet jak dzianina jeszcze dobrze wygląda to ma prawo się znudzić więc przystałam na to, że czapkę uczynię. Przyjrzałam się dokładnie starej, policzyłam oczka, narysowałam wzór, uprzędłam wełnę i czapkę zrobiłam. Jest dokładną repliką kształtu pierwowzoru, jedynie wzór inny i zamiast brązowego Corriedale jest beżowy merynos, Bfl w brązie bez zmian. Czapka ma tak samo podwinięty brzeg, tak samo zbierane oczka na górze (7 części) takie same wymiary, jedynie jest nieco grubsza bo merynos ma swoje prawa i pęcznieje. 


Zdjęcia na sztucznej za małej głowie, jedyne które mam na głowie właściciela to to poniżej. PM nie dość, że wykazał zerowe zainteresowanie pozowaniem do zdjęć to jak zwykle w biegu. Udało mi się zrobić jedno przyzwoitej jasności zdjęcie ukazujące, że czapka okala głowę zgodnie z życzeniem właściciela.





Na manekinie przypomina trochę jurtę ale to moje subiektywne odczucie :) sam wzór aż się prosił by rozwijać się jeszcze trochę, zaistnieć większym nagromadzeniem gekonów ale czapka musiała być idealnie na wymiar. Pomimo mizernych rozmiarów ma w obwodzie 175 oczek, mogłam drobić z nitki typu lace  ale  taki lace to miałby chyba z 300. 



Z danych technicznych to:  włóczka moja 3-nitka tradycyjna w 50 g / 250 m (trochę cieniej niż włóczka na skarpety) oczka spodu 160 na drutach  nr 2, góra 175 oczek na drutach 2,5. 
Nie mogłam znaleźć rozpiski dotyczącej tej pierwszej czapki a w blogu zapisałam dość ogólnie, więc teraz spisuję bo a nuż za 10 lat PM zapragnie następnej jedynie słusznej czapki. 
Włóczki zostało, nie wiadomo co zrobić z takimi resztkami więc robię jeszcze jedną czapkę ale góra będzie inna i pewnie PM czapkę zignoruje, może jakieś dziecko sobie przysposobi lub będzie leżakować.


Dla siebie zaczęłam skarpety z ostatnio pokazywanych motków, miały być całkiem proste ale wkradł się drobny szlaczek, jednak całkiem proste jest nudne. 


Przędę siedząc na nowym stołku, jak uprzędę to opiszę, bo może coś z tych nitek trafi do sklepiku. 

Pozdrawiam Was niedzielnie, zimowo z sypiącym śniegiem. 

niedziela, 17 stycznia 2021

Siedzę sobie

Od czasu jak praktykuję jogę, a jest to kilka ładnych lat, wiem że źle siedzę przy przędzeniu. Siedziałam na starym kuchennym taborecie, który może był kiedyś dobry ale od dłuższego czasu przy dłuższym przędzeniu pokazywał mi gdzie mam nerw kulszowy. Od kilku sezonów rozglądałam się za czymś ciekawym na targu staroci,  chociaż krzeseł i stołków wszelakich tam nie brakuje, to niestety niczego nie było co zadałoby egzamin przy przędzeniu. Doszłam do wniosku, że jeśli przędzenie nadal ma być dla mnie przyjemnością to nie mam innego wyjścia i zaopatrzyć się w stosowne ku temu siedzisko, a że były moje urodziny to rodzina kupiła mi stołek do przędzenia od Kromskich :)
Teraz moje oba guzy kulszowe są odpowiednio podparte a nerw nie jest uciskany, ja jestem bardzo zadowolona - jedynie kot kręci nosem bo na starym taborecie przesiadywał przyglądając mi się jak gotuję a ten na razie jest mu "obcy" :) Stołek w jasnym wykończeniu bo po latach upodobania kolorystyczne też ulegają zmianie - kołowrotek  zostaje w tym kolorze bo się rozumiemy bez słów :) 



 Bardzo szybko stołek wypróbowałam bo uprzędłam nitki na skarpety, skarpety będą dla mnie, całkiem proste, możliwie jak najcieńsze by wchodziły do zimowych kozaków.  Motki w kolorach szarości, rdzy, pomarańczy, rudości i kilku nitek bieli. Od dawna nie wykańczałam przędzy sposobem navajo ale ta aż się prosiła, sama nie wiem ale namieszałam na drumku przejścia tonalne i tak to przędłam jedynie trzecia nitka jest pomieszana ale ona właściwie zbędna jest bo to co leży w motkach na skarpety starczy.





Skarpety będę zaczynać już na dniach ale najpierw skończę czapkę dla PM,  przyrasta jej powoli bo mam za krótkie żyłki w drutach 2,5 a nie chce mi się kombinować na 5 bo mam tylko13-sto  centymetrowe w rozmiarze 2,5 a w czapce 175 oczek. Pewnie za tydzień będzie gotowa wtedy opiszę dokładnie.
 


Skończyłam czarne "prawie" rękawiczki, pokazuję tylko jako udokumentowanie rzeczy skończonej bo są tak proste, że prościej się nie dało po prostu ściągacz i dżersej. Dzianina powstała z motka włóczki Flora oraz tej czarnej cienkiej nitki alpaki, którą w tym celu uprzędłam - druty na ściągaczu 1,75 reszta na 2. 




Mój syn powiedział : "takie świetne rękawiczki,  w jedynie słusznym kolorze tylko palce byś dokończyła"  :) 




Mam zaczętą również czapkę dla siebie ale muszę pruć, bo przez tą bolącą wątrobę, która jest bolącą nerką pomyliłam się, a ja nie cierpię pruć. Pewnie do końca zimy się z nią uporam ale teraz mnie złości.



Na temat obolałych nerek nic się nie dowiedziałam bo mój lekarz jest na kwarantannie a ten w zastępstwie posłał na inne badanie, które będzie dopiero pod koniec miesiąca, na wszelki wypadek nie szaleję z jedzeniem bo a nuż to jednak wątroba :))

Pozdrawiam Was niedzielnie z takim śniegiem i mrozem, że aż nie wiem jak to skomentować - odzwyczaiłam się od takiej zimy :)

niedziela, 8 marca 2020

Aż strach pomyśleć ...


Tydzień temu w sobotę, była u mnie siostra, niby nic dziwnego ale była w czapce, którą dla niej zrobiłam - kiedyś tam. Czapka nie nosiła śladów zużycia, nosiła ślady nadużycia a w dodatku podpisana, że to ja ją zrobiłam. Jakoś tak mnie tknęło, że jak w tej czapce będzie dalej chodzić, z tym podpisem i jakaś dziewiarka to zobaczy ... aż strach się bać ! 
Długo nie myślałam, wydobyłam resztki stosowne do stworzenia czapki, przejrzałam katalog wzorów pt.: czapki. Posiadam kilka takich katalogów, jak trafiam na darmowe wzory w internecie to ściągam i umieszczam zgodnie z kategorią, wszystkie zakupione też tam są - mam sporą kolekcję na czasy bez pomysłu własnego :) 



Taki zbiór jest pomocny nie tylko jak szybko chce się coś wydziergać ale również jest doskonałą pomocą jak się samemu chce stworzyć wzór - jest na czym bazować i nie trzeba odkrywać ponownie Ameryki :) 



Czapka powstała wg wzoru Agathis, nie wiem jak mam długo ten wzór ale widnieje data 2015 więc trochę leżakował. Moja siostra jest bardzo stonowana w doborze kolorystyki ubioru, czyli nosi się na czarno, ewentualnie na szaro i czarno, więc resztki po swetrze PM -Karisma z Dropsa a jako dodatek uszlachetniający Kid Silk. Czapka długa bo takie gnomie czapy siostra nosi. Druty trochę mniejsze niż zalecane oraz mniej o jeden motyw wzoru bo na małą głowę. Dzianina wyszła cudowna w dotyku, mięsista i cudnie ślisko-miękka dzięki moherowi. 


Przy całej mnogości ozdobnych guzików jakie mam nie mogłam znaleźć odpowiednich - czyli dochodzę do wniosku nie mam ich aż tak dużo :) Tym razem zamiast metki z podpisem są trzy guziki jak za jakieś 3-4 lata siostra dalej będzie czapkę zakładać to przynajmniej nie będzie mnie straszyć, że z moim podpisem w starej czapce paraduje.

Tak sobie myślę, że za jakiś dłuższy czas chyba dojrzeję do postu pod tytułem o wyższości ręcznie przędzionych nitek nad sklepowymi :)



Ta czapka tak mi się spodobała, że postanowiłam zrobić podobną dla siebie, też z resztek po swetrze dla PM, też Karisma, tylko jaśniejsza w swej szarości. Moją czapkę zrobię wg wzoru o nazwie "Father Cables" i też będzie taka wydłużona i z moherem ale o tym napiszę jak ją zrobię. 



"Szmacianego" swetra przybywa ale w ślimaczym tempie, w dalszym ciągu z tych samych powodów, które wyłuszczyłam w poprzednim wpisie. Nie oczekujcie rychłego końca, bo takowy nie nastąpi szybko.



Kończąc poprzednie skarpety miałam już wizję następnych, wzór zobaczyłam w internecie i wiedziałam, że muszę mieć skarpety z kocim "zjazdem". Motyw na 25 oczek, po narysowaniu mam wzór na skarpetę z 73 oczkami w obwodzie. Stopa też w koty, część wzorów podpatrzonych w internecie, resztę dorysowałam i jak zrobię to pokażę. 
Włóczki to wszelkie resztki, które mam po poprzednich skarpetach oraz swetrze PM w celtycki wzorek czyli Flora, Fabel i Lang. 
Niestety będąc w Aldi i tak nie powstrzymały mnie te wszystkie resztki przed zakupem włóczki na skarpety: bo wełna i przeceniona była  z 25 na 17 za 200 g :( całkowity brak nadziei na poprawę. 


Bardzo rzadko piszę  tu o rzeczach, które nie dotyczą wełny a jeszcze rzadziej o jakiś zjawiskach zupełnie oderwanych od głównego tematu moich zainteresowań. Po przeczytaniu pod ostatnim postem komentarzy od Danonk i wpisu u Theli muszę napisać, że zupełnie nie rozumiem motywów takiego postępowania przez anonimów piszących te obraźliwe słowa. Długo nad tym myślałam by znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie takiego zachowania i zupełnie nic mi nie pasuje. Można się z kimś spierać o techniczne niuanse i metody  ale w oparciu o pokazanie własnych osiągnięć, można uważać kogoś za odtwórcę, pokazując własne autorskie, wyszukane projekty do czasu aż nie trafi się ktoś o większym polocie ale zawsze robiąc to pod własnym imieniem i bez wulgaryzmów. Taki anonim wiedzie dość nędzne życie nie ma się czym pochwalić więc mąci, wyzywa i obraża ale cóż on z tego ma - no zysk jakiś musi być bo przecież dla idei nikt się nie będzie tak wygłupiał. Idealiści czynią coś ze szlachetnych pobudek a przynajmniej tak mi się kojarzy a tu takie coś -  no logiki w tym szukam i nic innego nie przychodzi na myśli jedynie machnięcie ręką bo szkoda czasu.
Od dawna mam włączoną moderację komentarzy, do popularnych postów doczepiano mi linki z "golasami" a to zupełnie nie moje klimaty. Teraz sobie myślę, że może te golasy na miejscu były bo przyodziewku szukały, skoro ja ubranka czynię to trza jakoś odziać :)  tylko u mnie najczęściej skarpety i rękawiczki więc jak goły był, tak będzie :D
Merytoryczne dyskusje coś wnoszą, kształcą, ubogacają i takich kontaktów nam rękodzielnikom życzę.

Pozdrawiam Was niedzielnie.