niedziela, 15 stycznia 2017

Lekkie skrzywienie

Stało się, przepadłam, teraz to już zamęczę Was opowieściami na temat litewskich rękawiczek i włóczki, którą mam zamiar na nie czynić. Rękawiczki w litewskim stylu to po Fair Isle następne skrzywienie, które mnie dopadło i nie chce puścić. 
Rękawiczki z poprzedniego wpisu już prawie gotowe, a ja już poczyniłam zakupy włóczkowe i będę robić wzorzyste rękawice, jeszcze nie wyprałam pierwszej pary ale już wiem, że to musi być 3-nitka w rozmiarze 333 m na 50 g. 


 Oczywiście mogę poprzestać na włóczce sklepowej ale to jednak połowa sukcesu, bo od bardzo dawna mam zamiar robić sama nitki pod takie rękawiczki, a że ostatnio zaczęłam trochę prząść (resztki moich mieszanek) to mam zamiar znaleźć optymalną mieszankę na taką nitkę. Niby wystarczy jakieś runo o bardzo drobnych mikronach ale sprawa wcale nie jest tak prosta jak by się wydawało.


Runo, które jest na motowidle to resztka mojej autorskiej mieszanki : merynos 18,5 mic, kaszmir i jedwab, WPI 32, dwunitka 600 metrów w niecałych 75 g, czyli powinno być 800 m na 100 g.


No i ta nitka, gdyby była 3-nitką, jest za "gruba" na te rękawiczki,  bo to jakieś 1600 m singla a ja potrzebuję czesankę, która da mi ze 100 g ok 2000 m singla. Udało mi się już kiedyś uprząść bardzo drobną nitkę  gdzie w 100 g było ok. 2200 m singla ale to znowu za dużo więc ta mieszanka jest dobra tylko trzeba odpowiednio uprząść. 


Przyglądając się moim mieszanką widzę, jaki wpływ na jakość nitki ma rodzaj użytych run, w tej chwili przypuszczam, że z mieszanki Polwarth + jedwab + kaszmir powinnam uzyskać nitkę o interesujących mnie wymiarach. Tak szybko nie powstanie bo taką nitkę będę przędła dość długo.
Tą prezentowaną na zdjęciach przędłam ok 2 ale tylko trochę i przy świetle dziennym a i tak nie uniknęłam drobnych zgrubień źle wyczesanego kaszmiru.

prosto z motowidła - idealna równowaga :)

Niestety krótki włosek jaki ma kaszmir zbija się niekiedy w pęczki i przędąc nagle natrafiamy na taki pęczek krótkich włosków co wyraźnie wpływa na jakość nitki. Moja nitka nie była jeszcze prana i mam nadzieję, że te lekkie "guzełki" kaszmiru trochę się zbiją by nitka zyskała na równości.


Jeżeli nic mnie nie odkręci to przez jakiś czas na blogu będzie królowała tematyka nitek pod litewskie rękawiczki :)
No i muszę pamiętać, że nie należy zwijać przędzy przy kocie, bo ciekawski nie mógł za siebie i raz przerwał nitkę :(

niedziela, 8 stycznia 2017

Drobienie

Było o ciepłych stopach na Nowy Rok teraz będzie o rączkach, no na razie o jednej rączce ale druga się czyni. Inaczej tego nie da się nazwać jak "drobienie" - sto (100) oczek, druty 1,25, włóczka 333 m w 50 g no i pełno krzyżowania, przekładania, zbierania i narzutów. Efekt jak na razie wzbudza mieszane uczucia bo niby mi się podoba ale nie do końca. 



Wszystko okaże się po praniu i to dosłownie,  na razie mam wątpliwości co do wielkości, no bo niby pasuje mi na rękę ( 8,5 rozmiar mojej dłoni, więc nie mały) ale jest za duża, palce i tak nie zrobiłam na długość wg wzoru bo jedne za długie inne za krótkie. Na dodatek wszystkie palce strasznie szerokie,  niby sprytnie zrobiony kciuk wcale nie jest taki sprytny, no i te dziury w zimowej rękawiczce kto to widział. Dokładnie przeanalizuję te rękawiczki jak będzie para i po upraniu, w tej chwili na świeżo zapisuję wrażenia i spostrzeżenia, bo litewskie rękawiczki to coś co od lat zaprząta mi głowę.



Na samym początku już schody bo czemu ma być łatwo, nabiera się taki dwustronny łańcuszek w dwóch kolorach i to na tych drobnych drutkach. Nie będę ukrywać trzeba poćwiczyć na czymś grubszym a i tak nie gwarantuje to, że na tych drobinach pójdzie nam od razu lepiej. Dużą pomocą okazały się filmiki instruktażowe od IK , niby mam te techniki w książce ale i tak jak ktoś rozsądnie wytłumaczy to jakoś lepiej wychodzi do głowy :)


Po nabraniu początkowego łańcuszka jest kilka rzędów "dziurawego" wzoru a potem należy zrobić poziome łańcuszki, tych w książce nie mam ale jak w przypadku nabierania oczek sięgnęłam po filmik i jakoś się udało z podkreśleniem słowa "jakoś". Nad tym będę musiała jeszcze trochę popracować by łańcuszek był z idealnie równych oczek a na dodatek oczka główne rękawiczki nie żyły własnym życiem. To co mi się podoba to to, że 50 g ciemnego koloru starcza na parę, włóczka jak na razie spełnia moje wymagania co do metrażu ale dopiero po praniu ocenię jej jakość bo na razie jest dość sztywna ale ona ponoć tak ma.
Takie rękawiczki z pojedynczej nitki aż tak mi się nie podobają moim marzeniem są te we wzory wrabiane a jak na razie mam co do tego obawy, że będą mimo wszystko za duże. Kawałek wzoru wrabianego jest również w tej rękawiczce i jest to najszersze miejsce - chociaż wiadomo taka dzianina ma wręcz przeciwne zapędy.


Trochę z premedytacją nie pokazuję dokładnie tej rękawiczki, mam zamiar napisać o nich jeszcze kilka słów więc aby nie było tak strasznie nudno to przynajmniej będzie na co patrzeć. 
Muszę tu jeszcze wspomnieć o tym, że jednak w kwestii drutów karbony w rozmiarze 1,25 o długości ok 15 cm są jak najbardziej godne uwagi. Metalowe druty są dla mnie zbyt metalowe i za śliskie, bambusowych w tym rozmiarze nie ma, więc karbony i o dziwo nie odkształciłam ich -  w dalszym ciągu proste, nie mają tej okropnej metalowej końcówki co ich grubsi kuzyni - jedynie co to wydają taki delikatny szelest jak pilnik, no i ja lubię ostrzejsze końce ale to już niuanse:)

Za to zupełnie już bez zaskoczenia przyjęłam fakt, że robiąc sweter wg zakupionego wzoru przeliczam wszystko na nowo i nie powoduje tego inna włóczka użyta niż w projekcie bo różnica jest na prawdę niewielka  ich 200 m na moje 240 m / 100 g. Po przeliczeniu robię sweter wg najmniejszego wzoru - mnie jest miło ale co robią osoby, które są znacznie szczuplejsze niż ja. 



W ten niezwykle mroźny poranek pozdrawiam Was z nadzieją na ciepło :)

niedziela, 1 stycznia 2017

W Nowy Rok z stopami na ciepło

 Pozostałości po szaliku z poprzedniego wpisu zmieniłam w parę skarpet, jest to mariaż wzorów szalika z skarpetami w koniki morskie (wzór z paska bocznego). Wymyślać mi się za dużo nie chciało a potrzebowałam wzoru na wąską stopę takiego na 60 oczek, a ten idealnie daje się dopasowywać.


 Ta niepozorna kostka to skarpetki w rozmiarze 38 pełne świątecznych gwiazdek, w świątecznej kolorystyce na dodatek z całkiem przyjemnej włóczkowej nowości z Dropsa. Jedynie co jest z typowej mieszanki na skarpety (75% wełna i 25% nylon) to pięta i palce, miejsca newralgiczne lepiej jednak uczynić z mocniejszej włóczki.



O włóczce pisałam już przy okazji szalika ale nie dodałam jednego istotnego faktu, czerwona włóczka puszcza farbę, przy ręcznym praniu pojedynczej rzeczy i wygnieceniu w ręcznik nie powinno mieć to znaczenia ale lepiej nie prać z czymś delikatnie pastelowym bo można się zdziwić.


 Dzianina ma lekki włosek bo włóczka jest mieszanką wełny i alpaki przez co jest taka lekko śliska, trochę inaczej się układa niż typowa włóczka na skarpety. Skarpety trafią do właścicielki szalika, już o tym wie bo zakomunikowałam, że resztki włóczki tak przerobię.


A ja zrobiłam próbkę i nawet wyprałam bo mam zamiar zrobić sobie sweter, który tak mi się spodobał. Wymyśliłam sobie, że zrobię go z połączenia weny z bawełną (50/50) bo mam wełniane golfy, które nadają się tylko do chodzenia po dworze, w pomieszczeniu pot ścieka mi po plecach. 
Próbę zrobiłam bo nie wiedziałam jak zachowa się ta włóczka przy tak wielu przekładanych oczkach ale wygląda dobrze więc całkiem niedługo będę pokazywała nudne kawałki dzianin w 2 prawe i 2 lewe :)


Post ukazuje się w pierwszy dzień Nowego Roku,
 więc z tej okazji życzę Wam: 
Wszelkiego Dobra,
 Zdrowia
 i spełnienia planów wszelakich :)


niedziela, 25 grudnia 2016

Taki szaliczek

Można by przypuszczać, że szalik to najprostsze dzierganie jakie może być, no bo cóż trudnego w zrobieniu prostokąta dzianiny w odpowiednich wymiarach. No chyba, że się wymyśli coś co jest szalikiem ale zachowuje odpowiednie parametry estetyczne  - przynajmniej dla mnie :) 



Wrabiane wzory mają to do siebie, że lewa strona, jest lewą stroną, w wypadku czapki, skarpet, swetrów to specjalnie nie przeszkadza, jednak już w przypadku szalika ta lewa strona nie za bardzo jest pożądana. Można zastosować "podwójne dzierganie" ale jak ktoś stosował to wie ile to wymaga samozaparcia a mnie na razie nie stać na prawie 2 metry dzianiny w tej technice.


Kiedyś popełniłam już podobny szalik, powstał z przemożnej chęci pozbycia się resztek włóczek, które zaczęły powoli wysypywać się z szafy. O dziwo ten szal szybko znalazł bardzo zadowolonego amatora gdzieś w Wielkiej Brytanii, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie jest to całkiem zły pomysł. Na bazie tego "resztkowca" powstał szalik - prezent do wcześniej czynionych rękawiczek, czapki i getrów . Wszystkie te dzianiny mają wspólny motyw wielkiej czerwonej gwiazdy na pasiastym tle ( wzór z Drops'a przerobiony na moje potrzeby).


Reszta wzorów to wariacje na temat gwiazdek lub po prostu wzór wpasowujący się w wymiar wzoru głównego. Szal dopełnia prezentowany wcześniej komplet a warkocze na szarym tle nawiązują do warkoczy pojawiających się w getrach. Niestety tym razem włóczka nie jest moją przędzą, jest to nowy produkt Drops'a Flora, włóczka to mieszanka wełny i alpaki (50g - 200 m). Włóczka całkiem przyjemna podczas dziergania na dodatek miła w dotyku a kolorystyka zbliżona do tej, której potrzebowałam.


Szal ma niecałe 2 metry na jakieś 16 -17 (x 2) cm, tak się śpieszyłam, że nawet dokładnie nie zmierzyłam ale to całkiem spory kawał dzianiny. I tu właśnie muszę nadmienić, ze niby taki szalik a wymagał dość sporo pracy :)
Nosić można na kilka sposobów a łączenie z żywych oczek daje możliwość przerobienia na tradycyjny szalik z dwoma końcami. Prezent został przyjęty przychylnie a ja mam nadzieję, że posłuży kilka lat nie nudząc się zbyt szybko.

Włóczki zostało na skarpety więc będą jeszcze skarpetki, które już się tutaj pojawiły a przynajmniej ich kawałek. Od ponad trzech tygodni walczę z rwą kulszową więc przędzenie w dalszym ciągu w ilościach aptekarskich ale na drutach na pewno coś powstanie a skoro coś powstanie to na pewno tu zaistnieje.

Gwieździsty szal jak najbardziej wpasowuje się w święta z gwiazdką w tle, wiec na dalsze świętowanie wszystkiego dobrego ślę.

piątek, 23 grudnia 2016

Świątecznie


Świąt choinką pachnących,
Oraz śniegiem skrzypiących,
Prezentów wspaniałych,
Wielu kolęd wyśpiewanych,
Świąt wolnych od zmartwień,
Z barszczem z uszkami i z karpiem
W Boże Narodzenie samej radości
i wełnianych przyjemności :)

Życzę Wam wszystkim. 

niedziela, 18 grudnia 2016

Trochę medytacji

Tragicznie jest prowadzić sklepik z czesankami, do tego wymyślać własne mieszanki i nie mieć szans na to by sprawdzić co się namieszało, bo zwyczajnie nie ma czasu. Jedna z takich mieszanek zaistniała w sklepiku ponad rok temu, sprzedała się a ja nawet nie wiem czy to dobre było, czy proporcje dały taki efekt jak sobie wymyśliłam - teraz nawet nie pamiętam czego się właściwie wtedy spodziewałam - jaki miał być ten efekt "łał" :)


Jak w przypadku wszystkich czesanek została mi resztka, zupełnie niehandlowa jakieś 75 g, a że czasu nie mam wcale ale niekiedy w ramach terapii koniecznie trzeba prząść obojętnie co byle posiedzieć przy kołowrotku to przędę. Kiedyś przeczytałam w Spinning Daily, że przędzenie jest jak joga bo wycisza i w 100 % to potwierdzam ja tak odpoczywam.
Przędąc zastanawiam się nad tą mieszanką : w składzie merynos 18,5 mic, jedwab i kaszmir, przędę drobną nitkę by podwoić i już wiem, że merynos to nie jest wełna dla mnie, nigdy nią nie była i nie będzie. Nie ma sensu ładować drogiego kaszmiru z jakimś ostrym włóknem więc stąd ten merynos ale zupełnie nietrafiony jak jest "budyniowaty"tak pozostał, pomimo dodatku jedwabiu i kaszmiru.


Mam w planach, bez planu na przeznaczenie tych motków po prostu prząść te moje mieszanki by przed następnym zamówieniem uzupełniającym stany sklepiku skrystalizował mi się obraz mieszanki o właściwych parametrach. Mam nadzieję, że będzie to coś co docenią również inne prządki.
Na razie cieszę się tymi drobnymi chwilami medytacji przy kołowrotku :)
Z ostatnio pokazywanych "roladek" uprzędłam nitkę, nie wygląda tak źle jak mi się wydawało po praniu ale na razie będzie nabierać mocy prawnej bo na drutach będą przez dłuższy czas królować skarpety mam do zrobienia z 6 par, wszystkie do rozdania "po ludziach".


Na pewno będzie pokazywać się rękawiczka wg tego wzoru co na zdjęciu pod spodem ale robiona z Holst'a, który ostatnio kupiłam. Ta na zdjęciu to moje letnie wprawki ale przędza to shetland typu lace, niby wydawało mi się, że powinien zdać egzamin ale nic z tego zupełnie mi się nie podoba, a że dzierganie tego typu to jednak ekstrema będzie się tu przewijać w wielu odsłonach .



Za to zupełnie szybko robi się skarpety i mam nadzieję, że te trafią przed świętami razem z szalikiem do właścicielki. Szalik z ostatniego wpisu skończony, zostało trochę włóczki w sam raz na chudo małe skarpety, a że to jedna z tych par, które mam uczynić to robię ciągiem, wzory trochę z szalika, trochę z innych skarpet, powinno być ok. i tak jak na kogoś z zapaleniem nerwu kulszowego całkiem dużo udało mi się zrobić :)



Pozdrawiam Was przed świątecznie z takim zimnem za oknami, że skarpety wełniane są wręcz pożądane :)

niedziela, 4 grudnia 2016

Bez zmian

A u mnie bez zmian nie wiem czy to znak czasów, czy już ten etap w życiu kiedy wszystko trwa wieki, pomysłów tysiące, zajęć dziesiątki tysięcy a czasu nie ma -  wyszedł jakiś rok temu i nie wrócił :( 
Zrobiłam dziecku skarpety (rozmiar 45 :),  z mieszanki bawełny z wełną (włóczka z Drops'a)  nie wiem czy na skarpety to dobry wybór. Pięta nie dość, że robiona fałszywym angielskim to wzmocniona nitką, którą dodają do włóczki Lang w wersji na skarpety ale czy ta włóczka długo wytrzyma nie wiem, chyba raczej nie. 


Sama włóczka zwróciła moją uwagę z powodu właśnie tego nietypowego połączenia, taka sprężysta bawełna niby chłodna a jednak objętością zapowiadająca ciepło. Mam nieodpartą chęć wypróbowania tego w swetrze i już nawet wiem, który to będzie.
Sama włóczka jest dwukolorowa ale w wypadku skarpet zupełnie to nie przeszkadza, za to na sweter wybiorę może coś bardziej jednolitego.


Jakieś dwa tygodnie temu lub nawet więcej narysowałam wzór na szalik i ten nieszczęsny szalik jeszcze z dwa tygodnie będę czynić. Szalik jest na prezent więc całości na razie nie pokaże tylko wzór główny, który przewija się przez cały komplet. Jest to takie dzierganie i w takiej ilości, że prawdopodobnie z powstałej dzianiny byłby sweter. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć jeszcze w tym roku.


No i jakoś tak nawet nie wiem kiedy postanowiłam namieszać bo jak dłużej nie będę prząść to popadnę w rozpacz. Mieszanki nie dużo, wykorzystałam jakieś resztki, oraz inne mieszanki nawet nie wiem co dokładnie tam jest - na pewno trochę brązowego Corriedale, trochę innego owczego brązu, trochę alpaki w brązie, coś czarnego podejrzewam bambus, jakieś włókno roślinne - to te białe, no i kolorowy jedwab.


Zdjęcie z lampą ukazuje dopiero w pełni blask jaki daje jedwab, bo przy zwykłym świetle to tylko plamy koloru. Mam zamiar zrobić trochę grubszą nitkę połączyć z inną równie grubą i zobaczyć jak będzie się prezentować w dzianinie.


Nie wiem czy na przyszły tydzień wpis się ukaże a całkiem możliwe, że będzie coś dopiero na święta w desperacji zaczynam przygotowywać list gończy za zbiegłym "wolnym czasem" :(

Pozdrawiam Was niedzielnie z zimą za oknem i bolącym gardłem - jeszcze tego mi trzeba.