Było o ciepłych stopach na Nowy Rok teraz będzie o rączkach, no na razie o jednej rączce ale druga się czyni. Inaczej tego nie da się nazwać jak "drobienie" - sto (100) oczek, druty 1,25, włóczka 333 m w 50 g no i pełno krzyżowania, przekładania, zbierania i narzutów. Efekt jak na razie wzbudza mieszane uczucia bo niby mi się podoba ale nie do końca.
Wszystko okaże się po praniu i to dosłownie, na razie mam wątpliwości co do wielkości, no bo niby pasuje mi na rękę ( 8,5 rozmiar mojej dłoni, więc nie mały) ale jest za duża, palce i tak nie zrobiłam na długość wg wzoru bo jedne za długie inne za krótkie. Na dodatek wszystkie palce strasznie szerokie, niby sprytnie zrobiony kciuk wcale nie jest taki sprytny, no i te dziury w zimowej rękawiczce kto to widział. Dokładnie przeanalizuję te rękawiczki jak będzie para i po upraniu, w tej chwili na świeżo zapisuję wrażenia i spostrzeżenia, bo litewskie rękawiczki to coś co od lat zaprząta mi głowę.

Na samym początku już schody bo czemu ma być łatwo, nabiera się taki dwustronny łańcuszek w dwóch kolorach i to na tych drobnych drutkach. Nie będę ukrywać trzeba poćwiczyć na czymś grubszym a i tak nie gwarantuje to, że na tych drobinach pójdzie nam od razu lepiej. Dużą pomocą okazały się filmiki instruktażowe od
IK , niby mam te techniki w książce ale i tak jak ktoś rozsądnie wytłumaczy to jakoś lepiej wychodzi do głowy :)

Po nabraniu początkowego łańcuszka jest kilka rzędów "dziurawego" wzoru a potem należy zrobić poziome łańcuszki, tych w książce nie mam ale jak w przypadku nabierania oczek sięgnęłam po filmik i jakoś się udało z podkreśleniem słowa "jakoś". Nad tym będę musiała jeszcze trochę popracować by łańcuszek był z idealnie równych oczek a na dodatek oczka główne rękawiczki nie żyły własnym życiem. To co mi się podoba to to, że 50 g ciemnego koloru starcza na parę, włóczka jak na razie spełnia moje wymagania co do metrażu ale dopiero po praniu ocenię jej jakość bo na razie jest dość sztywna ale ona ponoć tak ma.
Takie rękawiczki z pojedynczej nitki aż tak mi się nie podobają moim marzeniem są te we wzory wrabiane a jak na razie mam co do tego obawy, że będą mimo wszystko za duże. Kawałek wzoru wrabianego jest również w tej rękawiczce i jest to najszersze miejsce - chociaż wiadomo taka dzianina ma wręcz przeciwne zapędy.
Trochę z premedytacją nie pokazuję dokładnie tej rękawiczki, mam zamiar napisać o nich jeszcze kilka słów więc aby nie było tak strasznie nudno to przynajmniej będzie na co patrzeć.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o tym, że jednak w kwestii drutów karbony w rozmiarze 1,25 o długości ok 15 cm są jak najbardziej godne uwagi. Metalowe druty są dla mnie zbyt metalowe i za śliskie, bambusowych w tym rozmiarze nie ma, więc karbony i o dziwo nie odkształciłam ich - w dalszym ciągu proste, nie mają tej okropnej metalowej końcówki co ich grubsi kuzyni - jedynie co to wydają taki delikatny szelest jak pilnik, no i ja lubię ostrzejsze końce ale to już niuanse:)
Za to zupełnie już bez zaskoczenia przyjęłam fakt, że robiąc sweter wg zakupionego wzoru przeliczam wszystko na nowo i nie powoduje tego inna włóczka użyta niż w projekcie bo różnica jest na prawdę niewielka ich 200 m na moje 240 m / 100 g. Po przeliczeniu robię sweter wg najmniejszego wzoru - mnie jest miło ale co robią osoby, które są znacznie szczuplejsze niż ja.
W ten niezwykle mroźny poranek pozdrawiam Was z nadzieją na ciepło :)