niedziela, 4 stycznia 2015

Zaskoczenie


W tym roku poczułam się tak jak co roku nasi drogowcy, zima mnie zaskoczyła. Okazało się, że zimą bywa zima. No niby wiedziałam, że tak może być, prognozy pogody też to zapowiadały ale jakoś nie dawałam wiary w jakieś drastyczne zmiany. Ciepło było, trochę mgliście, niekiedy pięknie słonecznie, trochę siąpiło ale kwitnące stokrotki na moim trawniku utwierdzały mnie w przekonaniu, że to taki bardzo długi marzec i było mi z tym dobrze. Pomimo obrazu świąt pełnych śniegu, kulików z dzieciństwa i wielu godzin spędzonych na zimowych zabawach z obowiązkowym lepieniem bałwana w tej chwili zimowy pejzaż najchętniej oglądam na zdjęciach lub w telewizji. 
Poddana tej nagłej i zupełnie niespodziewanej hibernacji wszelką działalność ograniczyłam do minimum, nawet nie miałam siły pisać postu w zeszłym tygodniu, sinymi z zimna końcami palców nie dało rady. Nie ogrzewania nie wyłączyliśmy ale widok temperatury na tremometrze działał tak dołująco, że jedyne na co było mnie stać to przerabianie wełny. 



 Opatulona w wełniane kocyki zatopiłam się w fotelu i dziergałam, udało mi się skończyć coś co można nazwać szalikiem ale nim tak do końca nie jest :) 
Jak ktoś robi na drutach tyle co ja nie ma szans by uniknął resztek, nawet więcej niż resztek to solidne ilości włóczki w różnych kolorach i o różnych gabarytach. Oprócz zalegających kompletów pełnowymiarowych motków mam więc całkiem spore ilości kłębków resztkowych.  


Inspiracją do tego szala był podobny, który kiedyś zobaczyłam na blogu Kate (tej od guzika) tylko jej był dwu kolorowy a mnie chodziło o wykorzystanie resztek więc kolorów musiało być więcej. Narysowałam wzór na 48  (x2) oczek i 70 rzędów, szal jest robiony na okrągło więc nie ma lewej strony a na dodatek jest zszyty na końcach. 


Są w nim wszelkie resztki o podobnej grubości jakie się nadawały kolorystycznie, resztki Bfl z mojego jesiennego swetra, resztki z jedwabno-angorowego swetra, resztka alpaki z czapki PM oraz alpaka z jedwabiem też z mojego swetra, trochę białej angory z jedwabiem dającej piękny meszek no dosłownie wszelkie dobro nadające się.


Szal jest tak mięsisty i miły, że gdybym nie była taka leniwa uczyniła bym sobie tą metodą jakiś kocyk wielkości małego państwa wtedy zima by mnie tak nie przeraziła, siedziałabym opatulona po czubki uszu i wyczekiwała plusowych temperatur :)  Motyw powtórzyłam 7 razy, resztek mam na jeszcze jedno do dwóch powtórzeń ale wtedy szal na trzy przełożenia jest za krótki a na dwa za długi.
Rozmiar nie jest jakiś imponujący bo to 16 cm szerokości na jakieś 2 metry długości ale można się nim solidnie opatulić.


Jak tylko skończyłam szalik zaczęłam się przyglądać innym planom na najbliższy czas no i wyszło na to, że potrzebuję drutów 5,5 a trudno kupić jedne druty więc kupiłam skarpetowe 3,5 nie z konieczności ale z chęci posiadania i dwa motki alpaki dla samej nazwy koloru - "Suszone Pomidory". Mam wielką słabość do pomidorów pod każdą postacią no może za wyjątkiem ketchupu, to czemu nie mieć coś do ubrania w kolorze mojego ulubionego warzywa. Pomidorowy kolor już ma przeznaczenie na rękawiczki do czapki z resztek jesiennego swetra powinny wyglądać całkiem ładnie razem.


Bardzo Wam dziękuję za życzenia świąteczne i noworoczne, starałam się odpowiedzieć wszystkim ale jak zwykle na pewno kogoś niechcący pominęłam albo nie odpowiedziałam przez niedopatrzenie  - wybaczcie - a już w okresie wielkiego chłodu w stanie hibernacji zupełnie nie mogłam się skupić na pisaniu czegokolwiek dlatego -  wszystkim moim "wydumanym" przyjaciołom życzę wszelkiej pomyślności  w Nowym Roku :)
Jutro w godzinach popołudniowych napiszę kto został trafiony w candy :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Szarość

Przędę mglistość ale nie do końca jestem pewna czy dokładnie jest to to czego się spodziewałam. W słońcu wygląda bajecznie, perliście, srebrzyście, mgliście bardzo jasno i wtedy mi się podoba jest właśnie tym czego chciałam.


Pod wieczór w blasku lampy zaczyna być mgłą wieczorową porą, wyraźnie ciemnieje a tego nie za bardzo chciałam, bez słońca i bez lampy jest nocną mgłą z "zerową widocznością". Pod wieczór jest to całkiem ciemna nitka, pocieszam się tym, że będzie to szal noszony na grafitowym płaszczu więc powinien być widoczny.


Nitkę przędę na szal, o którym pisałam tu, oczywiście przed rozpoczęciem przędzenia zapoznałam się z parametrami włóczki z jakiej szal jest zrobiony (50 g - 250 m), w oryginale jest to 2-nitka z BT, ja postanowiłam zrobić moją nitkę o tych samych parametrach. Jest tylko  jedna różnica moja przędza to 4- nitka (eksperyment -bardzo ściśle przędę by nitka się nie mechaciła) . Uprzędłam już dwa motki, jeden z nich to 106 g - 501,6 m czyli udało się trafić z grubością. Pomyślałam, że jak już mam te dwa motki to mogę zakupić sobie wzór, a tam taka notka "With 2 strands of yarn held together" - robić z dwóch nitek razem !! Lekko zgrzytam zębami bo mogłam prząść trochę cieniej i zrobić jedną 9-nitkę w navajo, oby wyglądał ten szal tak jak sobie wymyśliłam bo inaczej zostanę z 0,5 kg nitki o niewiadomym przeznaczeniu.


lewy prany, prawy nie 
Pranie rozpulchnia trochę merynosy więc jest nadzieja, że szal będzie wyglądał jednolicie i nie będzie widać, że jest ze składanej przędzy. Uprzędłam jeszcze trochę Corriedale bo może uda mi się w święta narysować czapkę pod resztki z ostatniego swetra. Dla porównania bieli zrobiłam zdjęcie z moją szarością i białe Corriedale to raczej białe nie jest, a w swetrze ta różnica aż tak mi nie przeszkadzała, może wykorzystam bielsze runo to czapki.


Za to bez zbędnych rozterek przyjęłam to urządzenie, jest to mega wielka golarka do wszelkiej dzianiny i tkaniny. Miałam małą na baterie ale nie byłam z niej zadowolona a i baterie wyczerpywały się zbyt szybko. Ta jest sieciowa z akumulatorem i pomaga mi "odmeszać" wszelkie dzianiny - czapka PM znów ma wzory, oczyściłam również skarpety i nabrały ładniejszego wyglądu, na dodatek ma dodatkowe ostrza więc jest szansa, że posłuży trochę dłużej. 



Wszelkie starsze dzianiny wyglądają po spotkaniu z golarką na młodsze, a i te niedawno zrobione swetry w miejscach newralgicznych odnowiłam.
Wzór gwiezdnej czapki przerobiłam na PDF'a jest do pobrania w pasku bocznym.

Pozdrawiam Was serdecznie i pamiętajcie o Candy :)

niedziela, 14 grudnia 2014

Do moich wydumanych przyjaciół

Trudno mi sobie przypomnieć kiedy zaczęło u nas  funkcjonować  to powiedzonko - " ty i twoi wydumani przyjaciele". Na pewno jest trawestacją tytułu bajki   "Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster".
"Akcja serialu toczy się w świecie, w którym powstający w wyobraźni dzieci przyjaciele mogą pojawić się w rzeczywistości. Zmyśleni przyjaciele nie rosną, w przeciwieństwie do swoich stwórców – którzy po osiągnięciu dojrzałości przestają się nimi interesować i zostawiają ich na pastwę losu. Właśnie w celu zapewnienia opieki wytworom wyobraźni został założony dom przeznaczony dla bezdomnych zmyślonych przyjaciół, kierowany przez podstarzałą panią Foster. Jako, że dom pełni jednocześnie funkcję ośrodka adopcyjnego, jego pensjonariusze mogą zostać zaadoptowani przez inne dzieci."
Na pewno odnosi się do moich blogowych poczynań: a to musiałam komuś odpisać, a to coś skomentować, a to post napisać bo jakże tak bez postu może ktoś się już przyzwyczaił, że się pojawiają - powolutku znajomości z internetu stały się ważne i pożądane. Nie tak od razu powiedzonko się pojawiło, dopiero po jakim roku lub dłuższej obecności w blogosferze zaczęło funkcjonować na dobre. Nie pomogły tłumaczenia, że ci "wydumani przyjaciele" jak najbardziej są realni, że gdzieś tam fizycznie są - sam fakt znajomości w internecie nadaje jej charakter czegoś nienamacalnego i to ugruntowuje moją rodzinę do przypisywania mi zmyślonych przyjaciół :)





 W tej chwili już się nie bronię bo lepszych przyjaciół bym sobie nie wymyśliła, kochają to co ja, bawią się tak jak ja, mają świetne pomysły, którymi się dzielą, pocieszą jak smutno, a na dodatek zawsze są na miejscu wystarczy włączyć komputer :)

 Dlatego dla moich wydumanych ale jakże prawdziwych przyjaciół postanowiłam zorganizować drobne Candy. Nie jest to rocznicowe candy chociaż niedługo będzie prawie 200 postów na dodatek obserwatorów jest całkiem sporo, no i od marca zacznie się piąty rok mojego blogowania więc czemu nie :)
Przygotowałam coś dla miłośniczki farbowania, coś dla prządki i coś dla dziewiarki - zasady takie jak zwykle ale niekoniecznie musicie się chwalić bo zależy mi na tym by obdarować kogoś kto do mnie zagląda. Jak zwykle trzeba wybrać i zapisać się na jedną rzecz a kto zostanie obdarowany ogłoszę 4 stycznia.

Pierwszy fant to barwniki do wełny z Eurolany - zestaw podstawowy w CMYK (no prawie :) Barwniki są bardzo wydajne i spokojnie można nimi ufarbować wiele kilogramów wełny.



Drugi zestaw to 250 g runa rasy Merynos 23 mic w ośmiu zimowych odcieniach, w sam raz do mieszania na fantazyjną przędzę lub na nitki pod wzory wrabiane w stylu Fair Isle.



Trzeci zestaw to moja przędza Bfl + moher, każdy motek ma trochę ponad 100 g, w skręcie navajo - do wyboru albo odcienie lawendy lub pistacja z limonką.


Życząc  miłej zabawy pozdrawiam Was serdecznie moi wydumani przyjaciele :))



niedziela, 7 grudnia 2014

Pocieszacze

Czekałam z niecierpliwością na uzupełniane stanów w sklepiku, mam prawie pół roku na myślenie co tu wymyślić :) Wymyślam mieszanki dla siebie jedne ciekawsze inne mniej,  komponuję pod względem koloru, jakości runa, no i przeznaczenia. Tym razem chodziła mi po głowie jakaś srebrzysta kompozycja, z połyskiem , a wszystko przez przedostatni katalog z BT.



przędzie się srebro

 Jakiś czas temu się pojawił wzbudził mój zachwyt i nie tylko mój - Theli również wzdycha do kilku projektów z niego. Mnie zachwycił ten szal, jakoś tak mnie ujęła jego prostota a zarazem elegancja - no napatrzeć się nie mogę. Zachciało mi się takiego w połyskliwej szarości, włóczkę można kupić  w BT ale jak to policzyłam to wyszło mi, że sama sobie zrobię, na dodatek z jedwabiem.

zdjęcie z katalogu Brooklyn Tweed 
To pierwsze takie odstępstwo jakiego się dopuściłam, na mieszankę wybrałam MERYNOSY,  no cóż o kolor chodziło, a szary merynos wpada w taki niebieskawy odcień, na dodatek Polwarth to bardzo białe runo no i jedwab dla blasku - z każdego rodzaju runa jest równa część ale teraz myślę, że bieli mogło być jeszcze więcej. Postanowiłam, że uprzędę jak tylko cienko się da, bardzo dobrze skręcone nitki by się nie "mechaciły" - będzie to jak się uda,  4- nitka - taka z tych cieńszych.  Jak na razie nitka jest cienka i ma taki satynowy połysk tylko natura nie chce współpracować podczas robienia zdjęć.

zdjęcie nie oddaje prawdy o kolorze :(


Przędzenia będzie trochę bo mam tego 500 g, na drutach coś tam kończę ale ostatnie niepowodzenie z litewską rękawiczką tak mnie zdołowało, że 500 g runa zupełnie nie wystarczy jako pocieszenie.
W tym samym katalogu z BT zobaczyłam sweter, który też chętnie bym uczyniła dla siebie (po kilku przeróbkach) ale już bez konieczności przędzenia na niego wełny wystarczy kupić i tak też się stało.

zdjęcie z katalogu Brooklyn Tweed
Jak już robiłam zakupy uzupełniające do sklepiku to czemu nie kupić sobie włóczki w dodatku wełny z jedwabiem w całkiem znośnej cenie, wyglądała ładnie na zdjęciu taki niby grafit niby szarość, zamiast nazwy koloru słowo "gentleman".  No i mam dżentelmena w brązie :) Niby nic się nie stało bo brąz też kocham ale ja już się nastawiłam na grafit. Sprawa musi dojrzeć, a że sweter będzie miał kieszenie i będzie rozpinany w całości, i rękawy nie będą lewe tylko prawe to może uda się go zrobić z tego brązu. 



Z nowości w sklepiku pojawiła się alpaka suri, przypominająca w dotyku i wyglądzie jedwab, jedno z run, które od dawna chciałam przetestować oraz runo lamy. 


Alpaka suri


Runo lamy wzbudziło mój zachwyt, jest to wersja "odwłosiona" - moje słowotwórstwo ale tak oddam najlepiej charakter tego produktu. W przypadku wielbłądów, jaków czy innych zwierząt o mieszanej okrywie włosowej lamy posiadają ją również - w bardzo miękkim i delikatnym puchu znajduje się sporo włosów ostrych. Specjalny proces wyczesywania pozwala na usunięcie niepożądanych grubych włosów pozostawiając sam puch. Puch lam ma jeszcze inną zaletę jest o wiele dłuższy od puchu wielbłąda i jaka, a to przy przędzeniu spora zaleta. 


Lama w śmietankowej bieli

Tak mi się spodobała ta miękkość, że chyba uczynię sobie jakąś czapkę lub rękawiczki w takiej śmietankowej bieli. Przez te lata obróbki wełny i nie tylko jej, dochodzę do wniosku, że runo owcze prosto ze strzyży jest o wiele prostszym i wdzięczniejszym materiałem do samodzielnej obróbki niż wielbłądowate. Taką lamę czy wielbłąda trudno ręcznie pozbawić ostrych włosów, a alpaki też bywają różne - mnie dźgających wielbłądów starczy - teraz chcę miękkości. 
Z nowości wełnianych jest runo rasy Kent Romney, chciałam je już kupić jakiś czas temu ale była tylko wersja nieuczesana. Postanowiłam również nie kupować wersji Bfl pasmowo mieszanej z jedwabiem (zostały resztki), od tej chwili w sklepiku będzie tylko moja wersja równomiernie mieszana - jest trochę droższa ale moim zdaniem równomierne mieszanie jest dużo sensowniejsze. 

Przędąc srebrzyste nitki pozdrawiam Was serdecznie. 


niedziela, 30 listopada 2014

W zastępstwie czapka

Dzisiejszy wpis miał być o czymś zupełnie innym ale jak to w życiu bywa często nie mamy na niektóre rzeczy wpływu i plany muszą ulec zmianie. Miało być trochę o nowych czesankach, trochę o moich pomysłach na nowe mieszanki  i czego namieszałam, i trochę o tym jak się pocieszam. Niestety paczka szła pieszo :(
Stwierdziłam, że jak tak dalej pójdzie to w niedzielę post się nie ukarze bo nie ma o czym pisać, robótka z resztek bez szans na ukończenie, podkoszulek z bambusa też. Gdzieś koło wtorku wpadłam na myśl uczynienia szaro-czerwonej czapki w gwiazdy dla żony kuzyna, a że w sobotę byliśmy na imprezie urodzinowej kuzyna to czapkę mogłam zanieść - co z tego, że to urodziny kuzyna - żona może dostawać prezenty na swoje urodziny i na urodziny męża. Post ukazuje się w niedzielę to z czystym sumieniem mogę napisać czy czapka się podobała czy nie, a i obdarowana osoba zobaczyła ją pierwsza.
Z rysowaniem wzoru miałam trochę problemów ale po dokładnym przeliczeniu, odliczeniu i doliczeniu udało się jakoś to ogarnąć (jak będę miała czas to wzór może będzie w PDF).



Przy dzierganiu czapek korzystam najczęściej z drutów do skarpet (tych dłuższych) chociaż zdarza mi się też robić na żyłkowych (metodą magic loop) - za to przy rękawiczkach i skarpetach nie ma szans zawsze są to druty dziewiarskie. Cały czas mnie zastanawiało dlaczego drutów dziewiarskich KP jest 6 w komplecie, przy tej czapce chwaliłam sobie tą ilość drutów, czapka jest 5 panelowa, a nie ma nic lepszego niż każdy panel wzoru na osobnym drucie, nie ma szans na jakąkolwiek pomyłkę :)



Czapka miała pasować do gwieździstych getrów, motywem głównym miała być ta wielka gwiazda, ja musiałam tylko sensownie rozpisać górę by wyglądała gwieździście.




 Getry są  zrobione z runa Corriedale (kolorystycznie ładniejszy szary)ale czapka miała być milusia i nie drapiąca w czoło - merynos ma trochę niebieskawy odcień ale na pewno nie będzie drapał. Jasna czerwień to Bfl a cieniowana to reszta farbowanego Corriedale na getry.



Samo zrobienie czapki poszło całkiem sprawnie na dodatek myśli miałam zajęte to i o przesyłce nie wspominałam, która gdzieś tam krążyła po Europie, a jak już kończyłam to aż westchnęłam - zrobię guzik :)


Guzik zrobiłam z mieszanki angory z jedwabiem jest totalnie biały z meszkiem i połyskiem bardzo mi się podoba no ale jak pisałam kocham te guziki.
Czapka się spodobała i mam nadzieję, że będzie noszona, w piątek późnym popołudniem kurier przywiózł poobijaną, z pękniętym bokiem paczkę.



W moim otoczeniu nowe elementy dekoracji, dostałam od mamy wieniec adwentowy  - jak ten czas mknie to aż niemożliwe, że za niecałe cztery tygodnie święta.


Pozdrawiam Was ciepło pomimo zimna na dworze.

niedziela, 23 listopada 2014

Na szorstko

Jakiś czas temu przerabiałam poduszki, a że nabrały nowego kształtu to też konieczna była zmiana poszewek. Uszyłam moim zdaniem całkiem przyzwoite, dwie zmiany poszewek . Jestem z nich zadowolona wyglądają ładnie, są w kolorystyce pasującej do reszty pomieszczenia i jako "ozdobniki" zdają egzamin. Niestety PM nie zaprzyjaźnił się z nimi, są za "śliskie", wypoczywając na kanapie, podczas oglądania telewizji PM się "ślizga". Mówiłam, że musi się przyzwyczaić, że to nowy kształt itp. nic nie pomogło musiałam uszyć nowe - antypoślizgowe. 


Takim to sposobem w krótkim czasie uszyłam 10 ozdobnych poszewek na 3 poduszki, tak bogato to one nigdy nie miały :) Tym razem moje poszukiwania materiału nie skupiły się w 100 % na kolorystyce tylko poszukiwałam czegoś szorstkiego wręcz chropowatego ale nie przesadnie by nie usłyszeć, że te drapią. Materiał kupiłam jak ostatnio w sklepie z używaną odzieżą, była to kotara o składzie bawełna-poliester, o fakturze tkanego lnu - śliskie nie jest.



Tym razem ozdobny brzeg uszyłam sama, wykorzystując lamówkę, którą miałam w domu i dość gruby lniany sznurek. Nowe poszewki zostały przyjęte z rezerwą ale po przetestowaniu usłyszałam, że są lepsze. Poprzednie bardziej mi się podobały kolorystycznie ale te też nie wyglądają najgorzej. 



Smętny kawałek rękawiczki z poprzedniego postu został zmierzony, przeliczyłam ilości oczek na centymetry, przeprowadziłam wszelkie niezbędne operacje by zaczynając od nowa nie zostać w połowie dziergania ze zdziwioną miną - jednego jestem pewna, że przy tej ilości oczek nie jestem w stanie uprząść tak cienkiej nitki z Shetlanda by rękawiczka była w miarę zgrabna. Na razie odpoczywamy od siebie. 
Przyrasta za to dzianiny z utylizacji resztek, jeszcze kilka wieczorów i może z dużej ilości resztek zrobię małe resztki. Szerzej o tym projekcie napiszę jak skończę bo jeszcze nie do końca wiem czy jest to trafiony pomysł. 



 Uprzędłam też szarego merynosa jako dodatek do czerwonego Bfl, będę robić czapkę dla żony kuzyna. Czapka ma pasować do tych getrów, wzór na getry mam, teraz muszę tylko przerobić go na czapkę i można dziergać. Na dworze coraz zimniej więc czapka będzie intensywniej wyczekiwana, szczególnie, że ma być do kompletu z getrami i rękawiczkami.

Bfl i szary merynos

W oczekiwaniu na mniej ponure dni pozdrawiam Was.