niedziela, 5 marca 2017

Ile kosztują skarpety?

"Tak chyba ze stówę ale ja zapłacę, tylko żeby były takie z ręcznie przędzionej wełny, bo ona przeczytała u mnie na blogu, że taka lepsza, no i żeby we wzory były - stówa to dużo ale jak trzeba to ona da."
Zostałam rozpoznana po kamizelce, którą miałam ubraną, pani mnie zaczepiła, że wie  kim  jestem i co robię, grzecznie się wykręciłam z tych skarpet, dalej potężnie mi dokuczającą dyskopatią. 

Będzie dzisiaj o skarpetach ale trochę inaczej,  właśnie skończyłam jedną parę dla mojej siostry, nie jest z mojej przędzy bo zależało mi na czasie ale gdyby była to taki ręcznie przędziony motek kosztowałby skromnie licząc jakieś 75 - 90 zł. 


Wzór narysowałam sama bo mało jest wzorów na 64 oczka a taki mi właśnie rozmiar jest potrzebny, jest wiele darmowych ale nie zawsze spełniają moje oczekiwania a jak mam przerabiać to wolę narysować od podstaw.  Można też wzór kupić ceny są różne i zaczynają się od 3$.


Robię na drutach tylko wieczorami lub późnym popołudniem, w tych kilku wolnych chwilach, które zostają mi po dniu pracy. Robię na drutach nie z myślą o zarobku tylko o przyjemności dziergania ale to nie oznacza, że robię to z nudów i tylko czekam aż ktoś raczy zaproponować kupno. Potrzebuję od 10 do 14 godzin by zrobić jedną skarpetkę bo tak to średnio wychodzi, jedna na tydzień.  I tak sobie myślę, że nawet skarpet ze sklepowej przędzy nie sprzedałabym za "stówę".
Swoją pracę sobie cenimy chcemy za nią godnej zapłaty i tak sobie myślę, że w ten sam sposób należy traktować rękodzielników, nie mam pojęcia jakie są w tej chwili minimalne stawki godzinowe (chociaż nie powinno się tego tak liczyć) ale za "stówę" takich skarpet się nie kupi pomimo, że to tylko skarpety.



Skarpetki dla mojej siostry powstały z włóczki Flora, jest to lepsza wersja Fabela ale mniej trwała, za to wyjątkowo miła. Wzory pochodzą z książki A. Starmore,  wzór na podeszwie jest z internetu, od pewnego czasu preferuję skarpety z palcami robionymi do końca wzorem, chociaż tu aż się prosi zakończyć tym ciemniejszym beżem nawiązując do ściągacza i pięty to, to rozwiązanie jest lepsze.



Nic tak mnie nie denerwuje jak ciepła stopa i zimne palce bo w tym miejscu skarpetka była z pojedynczej włóczki, teraz staram się tak opracować wzór by palce też były ciepłe. 

Wzór umieszczę za jakiś czas w pasku bocznym do pobrania, wiem że jest kilka osób z małymi stopami może się przyda a kto wie może ktoś zamiast proponować stówę sam zmierzy się z takimi skarpetami. 


Zrobiłam małego psikusa, tym osobą które tu zajrzały z powodu informacji na FB, na temat miarek grubości przędzy a trafiły na przydługie wywody o cenie skarpet :) 


coraz bardziej powiększający się zestaw gadżetów 

Ale wystarczy tylko trochę przewinąć i proszę "gadżeciarstwo" w czystej postaci, na początku mojej przygody z przędzeniem i drutami niewiele mi było potrzeba wystarczył kołowrotek i druty. Przędzę nawijałam na stary wymięty zeszyt A4, przewijałam ręcznie, a z braku dodatkowych szpul nitki dwoiłam i troiłam w dzianinie, robiąc np. z dwóch singli. Nie wiedziałam, że istnieją markery i druty do warkoczy, a za agrafki do odkładania oczek robiły luźne nitki.  W tej chwili mam "leniwą Kaśkę", motowidło, karuzelę i młynek do wełny oraz calówki, które uważam za idealny wynalazek. Ostatnio do kompletu doszły jeszcze ściągi na temat grubości przędzy, długości i jak to ma się do WPI oraz do drutów i szydełka. Oczywiście nie są to stałe niezmienne, znalazłam kilka wersji różniących się niekiedy dość mocno, ja wybrałam taką, która moim zdaniem jest najbardziej uniwersalna. 
Przy wpisie o tej ściądze w komentarzach pojawiła się sugestia ze strony Melisski o przydatności "Spinners control card". Sama specjalnie jakoś nie pożądałam takiej kontrolki grubości przędzionej nitki ale mam możliwości uczynić coś takiego a raczej wiem jak. No i będą takie "miarki grubości przędzy"-  pod koniec tygodnia w sklepiku, będzie możliwość zakupu.  Po zrobieniu pierwszych mąż skalkulował cenę na 25 zł za sztukę (laser pracuje nad jedną ponad 45 min do tego dochodzi wycinanie samych formatek). 
A ja do zamówień w kwocie ok 300 zł taką dorzucę jako gratis, więc jeśli ktoś miał zamiar zrobić większe zakupy niech poczeka do przyszłego weekendu :D 
Miarka ma służyć zachowaniu tej samej grubości przędzy, przy przędzeniu większej ilości nitek pod jeden projekt, muszę to wypróbować kto wie może będzie to następny ulubiony "przydaś".


W ostatnim tygodniu przędzenia prawie nie było, powstał motek 3-nitki z mieszanki Polwarth'u + jedwab - calówka i miarka powiedziały, że ma ok 24 WPI :) 



Z tymi przydługimi wywodami pozdrawiam Was  życząc miłej niedzieli.

niedziela, 26 lutego 2017

Cieniowanie

W mojej rodzinie i to nie najbliższej są tylko trzy osoby, które robią na drutach a przynajmniej o tych wiem. Jest to żona kuzyna (ta od gwieździstego kompletu) jej siostra i ich mama, resztę rodziny pod tym względem mam zupełnie obojętną, więc cenię sobie to, że te trzy dusze są. Nie widujemy się zbyt często ale jak już się widzimy to "robótkowe" tematy zawsze są poruszane i właśnie ta siostra zadała mi ostatnio pytanie opatrzone zdjęciem czemu nie mam w sklepiku takiej włóczki z bardzo długim przejściem tonalnym w metrażu wystarczającym np.: na chustę. 


Oczywiście w sklepiku taka włóczka raczej się nie pojawi, a nawet jeśli to bardzo sporadycznie z tej prostej przyczyny, że aby otrzymać w 100 g - 750 m to musiałaby być bardzo delikatna mieszanka, chociażby ostatnio testowany Polwarth + kaszmir + jedwab, a tu już za 100 g cena 70 zł, do tego z tydzień jak nie lepiej bym to przędła by wyciągnąć te ponad 2200 m więc cena za przędzenie by powalała. No i farbowanie technicznie też nie najłatwiejsze bo to ponad 5 metrów czesanki trzeba ufarbować z przejściem tonalnym, aby wyglądało to dobrze to najlepiej w pojedynczym paśmie. 


Ja na eksperyment przystałam bardzo chętnie po pierwsze koniecznie musiałam już przetestować czesankę widniejącą w sklepiku jako "Jedwab tussah + wełna", białe przędzie się nudno więc czemu nie połączyć dwóch rzeczy. Nie wiem co to za runo a próby dowiedzenia się, spełzły na niczym, stawiam na mieszankę delikatnych run, bo sam merynos to na pewno nie jest, za dobrze się przędzie. Nie za bardzo mi się podoba nierównomierne mieszanie co dokładnie widać na zdjęciach z farbowania, jedwab barwi się inaczej stąd te smugi innego koloru.
Samo farbowanie też nie do końca mi wyszło bo z racji tego, że w dalszym ciągu mam nieczynny kręgosłup  i nie mogę się schylać więc farbowałam na ladzie kuchennej a ona ma tylko ponad 2 m, i w jednym miejscu mam przeskok koloru. 


Nierównomierne mieszanie ma też wpływ na jakoś przędzenia niestety jedwab ma w sobie też bardzo krótkie, zbite w pasma włókna, w przypadku równomiernego wymieszania najczęściej ich się nie zauważa. W tym przypadku kilka razy trafiłam na takie miejsce i albo się rwie nitka albo powstaje grubszy kulfon, gdy przędziemy grubszą nitkę to nie przeszkadza ale przy czymś cienkim jest to może niewielkie utrudnienie ale jednak jest. 


Na szpulę wcisnęłam prawie 130 g nitki, ma ok 650 m, no i jest to absolutne maksimum, które te szpule pomieszczą.



Przy skręcaniu w navajo parę razy zwątpiłam czy się zmieści, zmieściło się ale jest kilka wystających nitek bo ostatnie metry to już było nawijanie na siłę. 


Wymyśliłam sobie, że skoro ma być z długim przejściem tonalnym w dodatku dla osoby lubiącej zieleń to zrobię coś w stylu srebrne świerki po szałwię i kocankę trochę pasm żółtego kwiecia tejże kocanki, mech wściekle zielony, trochę trawy i głęboki szafir zielonych drzew.


Mam nadzieję, że na jakąś chustę wystarczy tak by ukazać całe to bogactwo barw i cieniowane przejścia pomiędzy nimi. Wprawdzie nie wiem kiedy ta chusta powstanie ale jak powstanie to poproszę o dokumentację fotograficzną bym mogła ją tutaj pokazać. 


Motek przewinęłam, sama byłam ciekawa jak będzie wyglądał w takim kłębuszku no i może coś dla siebie wymyślę z bardzo długim gradientem tylko ja specjalnie za chustami nie przepadam, musiał by mi wpaść w oko jakiś super piękny projekt. 


Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 19 lutego 2017

Obrus ale nie tylko

Ta mandala to środek obrusu, który dostałam od mamy. Mam obrus haftowany na złożony stół, drugi na całkiem rozłożony brakowało mi takiego na stół rozłożony częściowo no i mam :) Obrus jest wyhaftowany na płótnie lnianym, ozdobiony mereżkami i haftem richelieu. 


Takie prawdziwe obrusy spotyka się coraz rzadziej bo utrzymanie ich w eleganckim stanie wymaga trochę wysiłku, muszą być krochmalone, do magla nie oddam bo mogą zniszczyć więc trzeba się przyłożyć przy prasowaniu, na dodatek gniotą się szybko.  Ale efekt jest jedyny w swoim rodzaju a do moich starych mebli po babci obrus z plamoodpornej tkaniny raczej nie pasuje. 


Obrus trochę wygniotłam przy rozkładaniu ale niecierpliwa byłam jak to będzie wyglądać a wygląda tak jak sobie życzyłam, ozdobny środek, reszta blatu pusta by talerze nie chwiały się na hafcie, ozdobne rogi stołu, no i mereżki.  Jak to dobrze mieć mamę, która lubi haftować :)


W kwestii rękawiczek dalej się dzieją, niestety jest to dość pracochłonne dłubanie a ciemne kolory wyjątkowo nie są wdzięcznym tematem do przerabiania przy sztucznym świetle. Równolegle dziergam jeszcze sweter i skarpety więc przybywa wszystkiego wolno ale przynajmniej nie znudzi mnie jedna rzecz, tylko mam urozmaicenie.


Dawno już nie farbowałam a patrząc na prządkowe wpisy na FB wszystkie tęsknimy za wiosną, chciałam przetestować sklepikową czesankę wełny z jedwabiem. Uzupełniając stany magazynowe nie miałam odwagi zakupić następnej partii przed zapoznaniem się z tą mieszanką, teraz kiedy przędę tą zieloną "galaktykę" wiem, że czesanka jest całkiem przyjemna w przędzeniu, wełna to nie do końca merynos ale coś podobnego, trochę jak dla mnie zbyt słabo wymieszana ale da się przeżyć. 
Ufarbowałam ok 130 g z bardzo długim przejściem tonalnym przez zielenie do żółci a później to szałwia i świerki - nie środek nie jest niebieski :)



Jak uprzędę pokażę i opowiem czemu tak to zafarbowałam.


Od bardzo dawna zastanawiałam się w jaki sposób uzupełnić calówkę, którą dorzucam do czesankowych zakupów w sklepiku, najrozsądniej o jakieś przydatne informacje na temat WPI, niestety wszystkie jakie znalazłam są w języku angielskim. Na podstawie "The Standard Yarn Weight System Handy Chart - Compliments of Spinderella’s Fiber Mill" i kilku podobnych narysowałam tabelkę, a za pomocą piktogramów określiłam kilka wartości przydatnych nie tylko dla prządek ale również dla druto i szydełko maniaczek :) Zachowałam anglojęzyczne określenia grubości włóczek nawet nie miałam zamiaru tworzyć jakiegoś polskojęzycznego tworu. Nie czuję się na siłach by próbować to tłumaczyć a i nie widzę potrzeby by robić coś co funkcjonuje właściwie tylko w wersji anglojęzycznej, u nas nie spotkałam się nigdy z podobną klasyfikacją (co nie oznacza, że taka nie istnieje), a to co jest dotyczy raczej przemysłu włókienniczego niż ręcznego przędzenia. Jedynie co pominęłam to dwie pierwsze grubości a raczej cienkości nitek Zephyr i Cobweb bo rzadko kto przedzie aż tak cienko.
Teraz do czesankowych zakupów będę dorzucała taką małą ściągawkę, jest wydrukowana na karcie plastikowej więc powinna być dużo trwalsza niż tradycyjny papier, opatrzona dziurką więc można przywiązać do calówki. Mam nadzieję, że taki mały gadżet umili wymiarowanie przędzy i będzie pomocny w określeniu własnych nitek. Zupełnie nie pamiętam komu posłałam calówki więc,  jeśli ktoś będzie robił zakupy a takiej nie posiada to proszę się upomnieć bo po cóż rozpiska jak nie ma miarki :)


No i muszę się pochwalić bo do posiadanego już drobnego w numeracji zestawu drutów kupiłam duże rozmiary, teraz mam komplet i chyba już pozostanę przy ChiaoGoo wyjątkowo mi się spodobała bambusowa kolekcja. Moje ulubione druty do skarpet to właśnie bambusy więc nie ma się co dziwić, że takie właśnie powinnam mieć. Niestety te musiałam kupić za granicą bo u nas jakoś wszyscy preferują metal, nawet nie można dokupić pojedynczych dokręcanych bambusowych.
Dobrze, że przynajmniej "skarpetkowce" są w wielu bambusowych wersjach.


Życzę Wam miłej niedzieli :)

niedziela, 12 lutego 2017

Biznesowo


W połowie stycznia a dokładnie 16 złożyłam zamówienie w Anglii jak zwykle odpisali, że dziękują i wysłali ile do zapłaty, sama w sklepiku stosuję zasadę przedpłaty więc to rozumiem. Pieniądze poszły w ten sam dzień, ja ze swojej strony posłałam jeszcze potwierdzenie przelewu bo kiedyś nie zauważyli, że im zapłaciłam. Podziękowali i napisali co będą pakować. Po 3 tygodniach uprzejmie zapytuję na jakim etapie jest pakowanie mojego zamówienia. Późnym popołudniem firma kurierska zgłasza, że przejęła dla mnie paczkę, wieczorem dostaję maila od Anglików, że paczkę wysłali. 
W tym tygodniu w poniedziałek robię zamówienie w Niemczech, tak samo przychodzi mail, że dziękują za zamówienie i, że mają 8 dni na jego realizację jeżeli mi się spieszy to mam dać znać to postarają się, że będzie szybciej. Ja odpisuję, że bardzo dziękuję i poczekam, w piątek paczka jest u mnie z fakturą do opłacenia. 
W Anglii zamówiłam ok 30 kg, w Niemczech ok 20 i cały czas zachodzę w głowę jak można pakować 10 kg na tydzień. 

Takim to sposobem powiadamiam, że pusty sklepik ma znowu na swych półkach towar a i znalazło się kilka nowości. 



Bfl + szczypta Bfl Oatmeal

Pierwsza z nowości nie jest nowością bo mam z niej 2 swetry ale nigdy nie było tej mieszanki w sklepiku, więc jednak nowość - to Bfl z odrobiną Bfl w kolorze owsianki. Kolor nitki jest przepiękny i jakoś tak zapragnęłam następnego swetra z niej, tym razem trafi też do sklepiku bo może ktoś się zachwyci kolorem tak jak ja (tak wygląda sweter z tej nitki).


Bfl + Tussah naturalny

Mieszanka Bfl + jedwab to żadna nowość ale tym razem przez pomyłkę zaznaczyłam niebielony jedwab tylko naturalny z dębu morwowego co dało nieoczekiwany efekt kolorystyczny - taki karmelek :)


Falkland + włókno różane 50/50

 Nowością jest mieszanka runa Falkland z włóknem różanym w proporcjach 50/50 , długo się zastanawiałam nad zakupem tego włókna, samą różę przędzie się źle,  lepiej prząść jedwab ale często się spotykam z pytaniem o to włókno dlatego postanowiłam, że będzie  ale w formie przyjaźniejszej do przędzenia. Nie wiem jak z farbowaniem prawdopodobnie trzeba będzie używać barwników do bawełny albo użyć kwasowych i pogodzić się z białymi różanymi pasmami. Włókna róży to celuloza więc jest podobna do wszystkich tego typu włókien czyli bambusa, tencelu czy wiskozy. 


Merynos 18,5 mic superwash

Merynos 18,5 mic superwash - to wersja super bezstresowego włókna dla fanów totalnej miękkości.



Gotland
Gotland w wersji białej dla tych, którzy kochają jego szarą wersję.


Rambouillet

Następna nowość to wełna z całkiem sporą historią w tle chodzi o francuskie merynosy Rambouillet. W trudnych dla Francji czasach Ludwik XVI postanowił hodować owce ufundował Bergerie Royal i poprosił swojego kuzyna ówczesnego króla Hiszpanii o sprzedaż owiec. W 1786 r. jego prośba została rozpatrzona i kupiono około 380 owiec dając tym podstawy nowym rasom francuskim, np. Ile-de-France. Następna partia hiszpańskich merynosów dotarła do Bergerie Royal  w 1801 roku, a potem za czasów panowania Napoleona wielokrotnie. Jak to określano w celu „dolewania krwi". Czesanka z historycznym zacięciem ale też warto poznać coś co w dalszym ciągu od prawie 300 lat jest kontynuowane. 


Nowa Zelandia w wersji brązowej


Kupiłam jeszcze niewiele runa z owiec nowozelandzkich w kolorze brązu, nie będzie to stała pozycja bo nawet w Anglii jest tylko chwilowo ot taki smaczek dla zapoznania się z kolorem a kolor całkiem ładny. 





Za to zupełnie nie do przyjęcia jest 100 g, które  kupiłam dla koloru i nie myślcie sobie, że to co widzicie na monitorze mi się nie podoba właśnie dla tego koloru to kupiłam ale jak zobaczyłam w oryginale to myślałam, że się pomylili. W oryginale, na żywo jest to ciemno-brzydko zielony to aparat nadał temu taki kolor. 

Z czesanki się nie cieszę pozostanie mi patrzenie na zdjęcie i podziwiane tych kolorów. 

Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 5 lutego 2017

O wyższości mieszanek albo nie

Jeden rodzaj runa do przędzenia może latami przynosić satysfakcję, co najwyżej zmieniamy rasę owieczki i dalej jest pięknie ale mnie już to dawno przestało wystarczać. Pragnę mieszanek, które nie tylko będą wdzięcznym materiałem do przędzenia ale również w dzianinie będzie to coś nad czym warto się zachwycić. Pewnie, że takiego ideału jak BFL nie ma co poprawiać :) ale taki kaszmir, czy alpakę albo merynosy to czemu nie. 



A tak na poważnie to każde włókno ma jakieś plusy i minusy nie ma ideału albo zbyt sprężyste, lub lejące, sypiące się włoski, w dzianinie "kulki", filcuje się albo rozciąga i można tak wymieniać bez końca lub spróbować jakoś to połączyć i zobaczyć co z tego wyniknie. 

Polwarth + kaszmir + jedwab 
Do znudzenia piszę, że merynosy to nie moja bajka ale ich krzyżówki zachwycają mnie jakością runa. Rasa Polwarth to merynosy ale w 1/4 Lincoln, trudno przejść obojętnie obok tak wybornego runa, bo bardzo miłe, w pięknej bieli i całkowicie pozbawione "budyniowatości" merynosów, przędzie się równo bez szarpnięć i mogłoby takie być ale czemu nie uczynić go ideałem. Muszę przyznać, że dodatek jedwabiu i kaszmiru wyniósł tę mieszankę na inny poziom, do etapu tworzenia nitki jest naprawdę bardzo dobrze. Mam zamiar zrobić z niej rękawiczki czyli coś używanego dość ekstremalnie i przekonać się czy mieszanka jest pozbawiona złych cech filcowania, kulkowania i innych przypadłości związanych z bardzo delikatnym włosem, bo na koronkowy szal to bardzo dobra nitka.
Polwarth + jedwab + kaszmir + merynos szary
Druga nitka to ten sam zestaw ale ze szczyptą szarości merynosa, wymieszane specjalnie dla mnie nie do sklepiku, i niestety nadmiernie się  puszy, powinno być trochę więcej jedwabiu. 


Merynos 18,5 mic + jedwab + kaszmir 
Mieszanka merynosa z jedwabiem i kaszmirem zupełnie nie spełniła moich oczekiwań, może też przez trudne miksowanie tych run, bo pomimo prośby o maksymalne wymieszanie, podczas przędzenia pojawiały się kępki kaszmiru i jedwabiu a merynos prządł się nierówno - więcej jej nie będzie jest miła ale nic poza tym. 

Bfl + lama + jedwab 
Na sam koniec zostawiłam coś co wprawiło mnie w taki zachwyt, że chyba sama muszę sobie jakiś medal przyznać :)  Bfl to runo posiadające wszystkie cechy ideału ( dla mnie !) ale ma swoje ograniczenia - takiej "cienizny" jak z Polwarth'u nie wyciągnę : 3- nitka WPI 32. Z mieszanki runa Bfl z włosem puchowym lamy i jedwabiem  uprzędłam 3- nitkę o WPI 28 i jest to dla mnie całkiem inny wymiar przędzenia bo o dziwo przędło się lepiej niż wyśmienicie - z tego motka też będą testy w rękawiczkach a mieszanka będzie w sklepiku.

Moje dziewiarskie poczynania krążą wokół rękawiczek, mozolnie przerabiam te 90 oczek i o dziwo rękawiczka jak na razie tylko w nadgarstku jest zbyt obszerna. Pewnie minie sporo czasu zanim będą do pokazania dwie ale przynajmniej tyle mogę pokazać bo widok mnie cieszy.



Mam już narysowany wzór na następne, bo właściwie to ja najbardziej lubię palczaste rękawiczki, tym razem jeszcze nie mój wzór.  Znalazłam go w internecie, wprawdzie musiałam przeliczyć i narysować od nowa bo nic się nie zgadzało ale kciuk dobierany a palce we wzorki, będzie wyzwanie ale oczek za to tylko 80 w obwodzie. Włóczka też jeszcze sklepowa ale po motkach prezentowanych na górze widać, że wszystko dąży ku rękawiczkach z własnej przędzy :)




Pozdrawiam Was niedzielnie. 

niedziela, 29 stycznia 2017

Konieczność

A jednak inaczej, dzisiaj tylko mała wzmianka o rękawiczkach, a spowodowała ją jak zwykle konieczność życiowa - czyli ratunku są potrzebne skarpety i to od zaraz. Dzisiejszy post sponsorują potrzeby mego syna i ostatni wpis  Ani . Od samego początku blaga skarpety to najczęściej powracający na nim temat, bo są w mojej rodzinie wełniane skarpety prawie od zawsze i w obecnej chwili nie ma szans by ktoś zrezygnował, a wręcz zwolenników przybywa, jak to w przypadku mego podstarzałego dziecka. 


 Miał swoje 4 pary skarpet wełnianych ale jak to bywa z każdym z nas okazuje się, że  jedna para to ta prawie idealna więc używana nagminnie a najgorsze, że trafiło na parę zrobioną z delikatnych merynosów bez wzmacnianej pięty, takie se skarpetki jak ewentualnie będzie chłodniej, bo ma przecież inne piękne, ciepłe, we wzory wrabiane.  Skarpety mają już praktycznie pocerowaną całą podeszwę a dziecko twierdzi, że tylko one. Włóczki na skarpety mam nawet dość sporo ale sklepowa do niczego,  nie chce z niej bo zimniejsze, do tego muszą być miłe, no i to co najważniejsze bardzo wysokie podbicie eliminuje całkiem ładne skarpety, które ma z mojego opposing-ply (Corriedale + nylon). Więc ładuję się w moje miękkie motki bfl, merynosa trochę Corriedale, wszystko to włóczki bez dodatku nylonu ale cóż zrobić jak dziecko chce.


Ania w swoim wpisie z troską o trwałość, wspomniała o mieszance, którą zamówiłam specjalnie na skarpety z tym, że dla mojego ojca ( te muszą "gryźć" bo inaczej nie grzeją) Cheviot + nylon. Zrobiłam mu skarpety z nitki opposing-ply z tej mieszanki, ze wzmacnianą piętą (fałszywy angielski wzór) ale niestety mój ojciec jako emeryt testerem jest raczej średnim, chadza po domu, trochę po podwórku i tyle, no i skarpet ma dość sporo, więc te jego na razie zdają egzamin ale ja już nie mam złudzeń - po prostu trzeba się z tym pogodzić, że to wyrób pomimo luksusu nietrwały. 
Obecnie czyniąc skarpety robiąc piętę dodaję sklepową nitkę wełny z nylonem, jeszcze celem wzmocnienia, dokładam już do wszystkich pięt bez względu czy to trochę zmienia postrzeganie tej pięty jako "przerośniętej" czy nie, daje to nadzieję na trochę dłuższe życie ale niewieczne :)
Takie dodatkowe nitki ma w swojej ofercie firma Lang, w bardzo szerokiej gamie kolorystycznej a na dodatek dodają ją do swoich motków skarpetkowych ( nie wiem czy wszystkich). 


O rękawiczce jest tyle bo skarpety ale nie mogłam się już powstrzymać by choć kilka rzędów nie zacząć, dłubie się to mozolnie, powolutku ale mnie bawi.


Próbuję nie dyskutować z oryginalnym wzorem, stosuję wszelkie techniki zalecane, udaję, że nie widzę nagłej zmiany ilości oczek tylko cierpliwie dodaję i odejmuję, nawet nie żachnęłam się na niepasujące do siebie na styku wzory - trochę to takie nie do końca przemyślane wzornictwo.


Za to z prawdziwą przyjemnością myślę o tym co powstanie jak ja sobie opracuję wzór, gdzie będzie pasowało (taką mam nadzieję) wszystko i będzie to z mich motków.
Mieszanka Polwarth + jedwab + kaszmir + szczypta szarego merynosa - przędziona cienko, bardzo cienko :)


Pozdrawiam Was niedzielnie i z obietnicą dalszego ciągu na rękawiczki.

niedziela, 22 stycznia 2017

O rękawiczkach - bo jakże inaczej

 Przez jakiś czas tak już będzie, o rękawiczkach i to pod każdą postacią, Nareszcie mogę się zmierzyć z tematem tak jak to sobie wyobraziłam. Mam odpowiednie narzędzia w postaci drutów do tego włóczka, która spełnia moje oczekiwania (no prawie ale o tym później) no i całą masę wzorów dostępnych w internecie no i  książki.



 Prezentowane poniżej rękawiczki są właśnie z internetu, swego czasu u Intensywnie Kreatywnej było o nich dość sporo. Ja zaczęłam je ale nie dość, że ze złej włóczki to jeszcze na metalowych zbyt długich drutach więc siłą rzeczy to dzierganie umarło śmiercią naturalną.
Dopiero włóczka Holst (3 - nitka) spełniła moje włóczkowe oczekiwania i druty z włókna węglowego. Włóczka Holst Noble jest mieszanką wełny Geelong z dodatkiem 5% kaszmiru, lekko sztywna, po praniu ta sztywność miała zniknąć, no nie zniknęła za bardzo, a kaszmir jest zupełnie nieodczuwalny. No ale mnie chodziło raczej o parametry - 50 g - 333 m.


Rękawiczki wbrew sobie zrobiłam bardzo dokładnie wg wzoru, zmieniłam tylko długość palców ale to nie ma wpływu na obraz całości. Przyglądam się takim rękawiczką od dłuższego czasu i na zgrabne jeszcze nie trafiłam. Owszem są uwspółcześnione wersje tych rękawiczek całkiem ładnie leżące na dłoniach ale mnie chodziło o odtworzenie rękawiczki a nie przeróbka.


 W tej chwili przymierzam się do zrobienia takich z jednym palcem całych we wzory wrabiane też dokładnie wedle wzoru z książki, ale już teraz wiem, że prawdopodobnie rękawiczki w litewskim stylu pasujące na moje dłonie będę musiała narysować sobie sama.
Wygląda na to, że taka już uroda tych rękawic - oryginały są wielgachne :)
Bardzo lubię rękawiczki z palcami ale w tym przypadku wszystkie palce są szerokie, wygląda to tak jakbym te rękawiczki odziedziczyła po starszym rodzeństwie.


Bardzo mi się podobał pomysł z robieniem kciuka, w momencie kiedy trzeba oddzielić oczka na kciuk, nie zrzucamy ich na agrafkę a brakujące oczka dłoni nabieramy - tylko przerabiamy oczka do zrzucenia na osobnej nitce, i dalej spokojnie na tej nitce kończymy dłoń do palców. 


Kiedy przychodzi czas na zrobienie kciuka tą "fałszywą" nitkę wypruwamy i mamy z dwóch stron żywe oczka. To bardzo elegancki sposób na brak śladów po nabieraniu oczek ale mnie się nie podoba ilość tych oczek i przy moich rękawiczkach w tym miejscu zastosuję klinowe zbieranie oczek, by kciuk nie miał ich prawie 40 a wnętrze dłoni też nie musi być takie szerokie. Wzór wrabiany narzucił dość sporą ilość oczek i kciuk nie powstaje przez dobieranie oczek tylko jakoś tak wynika z dłoni to nie jest najszczęśliwsze rozwiązanie.


Powoli powstaje też nitka pod takie rękawiczki ale zanim one powstaną to jeszcze poćwiczę na sklepowych włóczkach, a później będę rysować liczyć i przeliczać by powstały moje rękawiczki w "litewskim stylu" :) 

Nitka na motowidle to Polwarth + jedwab + kaszmir  ( 3 części + 2 + 2) i jest to mieszanka, która będzie chyba stale gościła w ofercie sklepiku pomimo ceny. Nie mam do niej zastrzeżeń bo Polwarth niby merynos ale jakże inny, przędzie się równo, bez kępek i na dodatek jest w cudnej bieli no a dość spory dodatek jedwabiu pozwala wyciągnąć bardzo cienką nitkę, a kaszmir - no cóż to kaszmir :)


Uprzędłam 63 g i mam w nich ponad 430 m - 3 nitki, czyli gdyby to była pełna setka to było by jakieś 682 m - trochę cieniej niż wspomniany wyżej Holst. Mam jeszcze podobną mieszankę z odrobiną szarości i ona będzie też zmieniana na taką nitkę. Zdjęcie pod spodem to dwa motki powstałe ostatnio i muszę przyznać, że 3 - nitka o wiele bardziej mi się podoba niż 2- nitka taka zgrabniejsza, równiejsza. 

oba czekają na pranie ale i tak wyglądają ładnie

Pozdrawiam Was serdecznie, dziękując że zaglądacie :)

P.S. Jeśli w moich komentarzach są jakieś literówki, braki spójności wypowiedzi to wybaczcie ale zaczynam ósmy tydzień walki z bólem rwy kulszowej i dyskopatią odcinka lędźwiowego kręgosłupa, więc albo jestem otumaniona bólem albo lekarstwami  :(