Pięknie Wam dziękuję, za miłe słowa pod poprzednim postem, w którym prezentowałam nie do końca udany szal. Wpadłam na pomysł zrobienia sobie dwóch takich szali, jak przeczytałam, że są one często używane jako szale do chrztu i przechodzą w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Mam dwóch synów stąd pomysł zrobienia dwóch szali, nie wiem czy dam radę zrobić następny aż tak wymagający ale jednego nie mogę mieć, więc całkiem możliwe, że za jakiś pięć lat znowu będzie taki wpis :) Taki szal to właściwie "zbytek" ale jakże miło posiadać coś zupełnie niepraktycznego ciesząc się samym faktem posiadaniem rzeczy, która może kiedyś zachwyci jakiegoś potomka. Sam pomysł rzeczy, które są w rodzinie przez wiele pokoleń jest mi bliski, szafa którą komplementowałyście przy okazji szala jest jedną z wielu rzeczy, które są po moich babciach. Mam całkiem sporo babcinych mebli i o dziwo w dalszym ciągu służą bez jakiś wielkich awarii, wprawdzie nie mają cichego domykania, szuflady i drzwi poskrzypują, krzesła trochę wysiedziane ale w dalszym ciągu dobre i pewnie te stuletnie meble mnie przeżyją i dostarczą radości jeszcze komuś - oby tak było.
Przez te maski więcej szyję niż przędę, z szyciem pewnie tak jak ze wszystkim, im częściej się szyje tym się czuje pewniej w tym co się robi (tylko nie ja :) Samo szycie jest właściwie całkiem przyjemne w porównaniu z krojeniem materiału, fastrygowaniem, ciągłym prasowaniem - w ogóle te wszystkie czynności wokół "szyciowe" wyzuwają ze mnie chęć do szycia bardziej niż samo szycie.
Szyjąc sporo prostych rzeczy po pewnym czasie chce się sprawdzić ile właściwie się potrafi, takim to sposobem zachciało mi się uszyć coś bardziej wymagającego.
Wszywanie zamka z filmem instruktażowym okazało się zupełnie bezstresowe, i z tego jestem zadowolona ale kieszenie nie do końca mi się podobają bo użyłam jako wnętrza śliskiej podszewki z satyny bawełnianej i kieszenie żyją własnym życiem, lepszy byłby ten len szczególnie, że jest bardzo cienki.

Następna rzecz, która mi się nie podoba to brak paska, myślałam, że będzie prościej w szyciu bez tego paska i pewnie tak jest ale nie podoba mi się wykończenie we wnętrzu spodni. Niby wszystko zgodnie ze sztuką krawiecką, nawet od siebie dodałam sztywnik by lepiej trzymał się pas ale i tak mi się to nie do końca podoba chociaż mam dokładnie tak samo wykończone spodnie sklepowe.

Spodnie są szerokie, przewiewne i takie jak powinny być spodnie na letnią pogodę, szyłam dwa popołudnia. Materiał, nici i zamek kosztowały ok. 50 zł trudno stwierdzić czy jest to jakaś opłacalna procedura ale na pewno daje uczucie lekkiej satysfakcji z poszerzania własnych umiejętności.
Zdjęcia wszystkie na płasko bo zrobienie sobie zdjęcia w spodniach jest ponad moje umiejętności a nie było nikogo w domu do pomocy.

Skoro mam już lniane letnie spodnie to wypadałoby mieć do nich odpowiedni sweter na chłodniejsze wieczory:) Dostałam od Inkarny cewkę włoskiego lnu i robię oversize'owy sweter, zupełnie prosty, dekolt w szpic, rękawy też całkowicie proste, taki trochę niechlujny ale powinien do odprasowanych spodni lnianych pasować i to do wszystkich które mam :)

Pozdrawiam Was niedzielnie patrząc z niedowierzaniem na datę, że to już sierpień.














































