O farbowaniu wełny napisano już bardzo wiele, nie będę pisała o jakiś odkrywczych metodach tylko odpowiem na pytania, które są mi zadawane. Moja znajoma Kryniafu, dziewczyna bardzo zajęta ale ma plany farbiarskie zadała mi pytanie czy mieszam barwniki. Pewnie, że mieszam, mieszam w literatkach, sprawdzam na papierze i dalej mieszam.
Na etapie szklaneczek mam jeszcze jakiś wpływ na kolor ale po nałożeniu na czesankę to barwy tworzą się same. Właściwie wszystko ma wpływ na to jaki będzie efekt końcowy naszego farbowania. Zależy to od rodzaju runa, barwników, metody farbowania i sposobu nakładania farby.
![]() |
prawie jak przyjęcie :)) |
Przez lata farbowałam w kąpieli wodnej, były to najczęściej jednokolorowe motki pod tkaniny więc nie było problemu z nieciekawym zlewaniem się barwników (ciekawe też bywa :)). Później była para, mikrofalówka a ostatnio postanowiłam sprawdzić piekarnik. Preferuję metodę na parze pod warunkiem, że jest się osobą zdyscyplinowaną i nie zagląda się przed wystygnięciem.
Kąpieli wodnej używam gdy mam zamiar uzyskać bardzo łagodne przenikanie się barw, farbując na foli przenikanie barwników jest minimalne chyba, że same tego zechcemy i "przepchniemy" farby ku sobie.
Często dostaję maile czy nie ufarbowałabym wełny tak jak na motku, który kiedyś tam był w sklepiku. Pomimo wielu chwil spędzonych na farbowaniu zawsze odpowiadam, że nie - po pierwsze dlatego, że uważam iż nie ma szans na idealne powtórzenie farbowania (maszyną nie jestem) a po drugie dlatego, że ja bardzo rzadko farbuję czystymi farbami - stale mieszam a taki proces jest bardzo trudny do odtworzenia.
Po pewnym czasie (w miarę zdobywania doświadczenia) możemy przewidzieć efekty naszego farbowania, nadać wełnie chciany kolor ale zawsze zostanie margines przypadku.
W dalszym ciągu poszukuję kolorów do materiału obiciowego i tym sposobem powstają następne kolorowe motki. Chociaż do ostatnio farbowanego runa rasy Falkland, uprzędzionego metodą fraktali nie będę ukrywać inspirację podsunęła mi Ania - nie pierwszy zresztą raz :)
![]() |
WPI - 20 |
Muszę się pochwalić "calówkami", prosiłam tatę (dostałam prawdziwą calówkę), prosiłam PM powiedział masz tą od dziadka - poprosiłam syna i mam kilka ! - lubi majsterkować co przełożyło się na kilka drewnianych miarek :)
Kolory na materiał obiciowy powolutku się wyłaniają, inspiracją jest poszewka na poduszkę uszyta z typowej obiciówki. Oczywiście muszę jeszcze trochę namieszać tych barwników, złamać kolor, nadać mu podtekst - bo pierwsze podejście nie do końca mi się podoba. Wełna, którą poddałam farbowaniu to Bfl+jedwab (to równomiernie wymieszane).
Niejednokrotnie pisałam, że lubię Bfl - no prawie uwielbiam :)) - samo w sobie jest (dla mnie) idealne ale z dodatkiem jedwabiu (równomiernie wymieszanego) to już bajka - gdyby nie mocne postanowienie opamiętania się, robiłabym z tej czesanki nitkę na sweter dla siebie.
Przędzie się bosko :)
![]() |
w plenerze, bo lepsze światło |
Mam jeszcze ochotę na truskawki z kwiatami czarnego bzu ale nie wiem czy na bez nie jest już za późno.
Intensywność koloru czerwonego wręcz poraża to chyba przez ten kwas zawarty w rabarbarze :)
No no podłechtałaś moją próżność nie ma co ;) Bardzo mi miło, że mogłam Cię zainspirować, Twoje kolory podobają mi się bardziej, są bardziej nasycone :) a co do mojego szetlanda też się zastanawiałam, czy nie uprząść go jako fraktal, ale chyba przeznaczę tego szetlanda na czapkę fair isle (z dodatkiem np. czarnego finnish'a) więc chyba będzie lepiej prząść navajo, albo 2ply próbując osiągnąć łagodne przejścia kolorystyczne....
OdpowiedzUsuńWłóczka na obicia jest cudna po prostu, ogromnie mi sie podobają te kolory :) no a dżem... ślinotoku dostałam, uwielbiam rabarbar... w ten weekend też króluje na moim stole były ciastka francuskie z rabarbarem, a dziś kompot, rabarbar + truskawki :)
pozdrawiam
Aniu ja cały czas twierdzę, że bardzo mnie inspiruje to co znajduję u Was. Dzięki Tobie powstały skarpety, wszak to Ty je znalazłaś więc czemu nie miałoby mnie inspirować Twoje farbowanie :D
UsuńPastelowy Shetland będzie pięknie wyglądał we wrabianych wzorach a kontrastowe tło lub wzór (jak kto woli) jeszcze bardziej podkreśli jego urodę - czyń to będę podziwiać :))
Włóczkę na obicia jeszcze muszę kolorystycznie dopracować i powinno być przyzwoicie a rabarbar to moje wspomnienia z dzieciństwa w postaci kompotu, który po dzień dzisiejszy uwielbiam :)
Serdeczności
Piękne Ci te farbowanki wyszły. Szczególnie ta pierwsza wpadła mi w oko. Dla mnie jesteś mistrzynią farbowania :). Patrzę i zachwycam się ...
OdpowiedzUsuńSłoiczki z dżemem wyglądają baaardzo apetycznie :).
Serdeczności :).
Frasiu pięknie dziękuję a mistrzem farbowania jest każda z nas trudno tu coś zepsuć - obojętnie czy osiągniemy zamierzony efekt czy nie - zawsze to jedyne, niepowtarzalne a przede wszystkim własne farbowanie :D
UsuńSłoiczki naprawdę już w minimalnych ilościach ale nawet takie mnie cieszą szczególnie ponurą zimą lub jesienią :))
Uściski
Oj znam te wszystkie dylematy... :)) Ale w procesie farbowania można nieźle wsiąknąć, ja w każdym razie mam takie napady i muszę mocno się hamować, aby nie przefarbować za jednym zamachem całych swoich zapasów :))) Dla mnie jesteś mistrzynią :))
OdpowiedzUsuńNadawanie kolorów to jeden z twórczych procesów, który pochłania nas od dzieciństwa, kto nie lubił malować farbami - większość z tego wyrasta ale są tacy co z wielką radością oddają się tej zabawie przez całe życie :D
UsuńTak jak napisałam Frasi - każda z nas jest mistrzynią :D
Serdecznie pozdrawiam
Piękne, wszystko piękne! A czarny bez u nas właśnie kwitnie - pyszna jest też galaretka z kwiatów czranego bzu metodą niemiecką.
OdpowiedzUsuńAldona pięknie dziękuję a o przepis na galaretkę się upomnę bo czarny bez znam tylko w postaci naleśników, ziół i wina - a aromat bardzo lubię :)
UsuńPięknie dziękuję za informacje o farbowaniu. Dzięki Tobie wiem, że trzeba samemu mieszać farby, farbować, ponownie mieszać farby i znowu mieszać farby ...... i próbować zapamiętać kombinacje.
OdpowiedzUsuńFajnie mieć syna majsterkowicza :-))
Pozdrawiam cieplutko.
Jestem zachwycona kolorami. Połączenie burgundu z zielenią i pomarańczem to jedno z moich ulubionych połączeń, ale ten drugi - błękit z jesiennymi pomarańczami i żółciami jest równie urzekający, wygląda naprawdę pięknie. Co do dżemu z truskawek, dla mnie to też jedyny słuszny dżem, poza powidłami śliwkowymi, ale tak sobie myślę, że się człowiek powinien rozwijać, no nie? ;))
OdpowiedzUsuń