niedziela, 10 lutego 2013

Darkness

Do farbowania potrzebuję dziennego światła, męczę się przy sztucznym oświetleniu. Już od jakiegoś czasu nurtowała mnie chęć zafarbowania czegoś na czarno nie czarno. Na kolor tak ciemny, że z daleka można pomylić z czarnym. 

 Śledząc prognozy pogody i słuchając zeszłorocznej płyty L. Cohena - stąd ta ciemność - " I caught the darkness" - tak sobie śpiewa. W środę zaistniało niebieskie niebo, z białymi obłokami i słońce, na bardzo krótko nastało światło, którego potrzebowałam. W biegu udało mi się położyć farbę na trochę czesanki.


oporny jedwab

 Efekt nie do końca taki jak chciałam ale i tak mi się podoba ta głębia koloru. Gdyby ktoś miał wątpliwości to to bardziej błyszczące to 10 g jedwabiu (strasznie kłopotliwy w farbowaniu -bardzo trudno nasycić go farbą) oraz Bfl z jedwabiem ok 60 g, na tą ilość czesanki użyłam takiej ilości barwnika jakbym miała zamiar zafarbować 300 g runa na całkiem intensywny kolor. Użyłam 3 kolorów : gun metal, burgund i spruce (świerkowy). Ten świerkowy zrobił się najbardziej czarny ale nie ma błysku głębokiej zieleni (tylko jedwab ma poblask), bo taki efekt sobie wyobraziłam - głęboką czerń z błyskiem koloru.

skręt pogłębił kolor

Pomimo bardzo przepisowego farbowania z zachowaniem czasu i temperatury nadmiar barwnika i tak się nie  wchłonął, niewiele ale jednak spłukałam. Zastanawiam się czy gdybym jeszcze trzymała z pół godziny na parze, efekt były taki jak oczekiwałam czy raczej nie. W tej chwili włóczka przypomina drobne koraliki połyskujące głęboką barwą. Uprzędłam cienkiego singla  a później zrobiłam navajo - (28 g - 120 m navajo).
Podzieliłam na bardzo drobne pasma bo zależało mi na takiej tweedowej mieszaninie ( trzy nitki w innym kolorze) ale nie do końca się udało. Wyobrażam sobie z tej włóczki cienkie rękawiczki z palcami z koronką na wierzchu dłoni, zapinane na jedwabny guzik z boku  -  ot taki zbytek  :)

Z resztek farby, które miałam w słoikach (nie wiem jak długo mogą takie stać) postanowiłam zafarbować jeszcze trochę czesanki South American na skarpety. Mam wielką chęć posiadać skarpet w stylu fair isle ale sama myśl o ich krótkim żywocie bardzo mnie zniechęca do takich projektów. Pomysł podsunęła mi Maduixa , ja wprawdzie nie użyję singla i druga włóczka będzie sklepowa (pięta i palce koniecznie) ale sama myśl o takim eksperymentalnym połączeniu i zastosowaniu bardzo mi się spodobała. 



Kolory trochę dzikie ale to z  tych resztek. Zależało mi na takim płynnym przenikaniu, prawie się udało. Metoda farbowania na streczu daje możliwość bardzo dokładnego aplikowania barwnika. Często nakładam intensywny barwnik a zaraz obok  jego rocieńczoną wersję by uzyskać tonalne przejścia. Tutaj raczej metoda "przepychania" farby.
  

Ostatnio czytałam na FB o białych plamach w środku czesanki lub wylewającej się farbie. Białe środki zdarzają mi się podczas farbowania w kąpieli wodnej nie zawsze jestem w stanie zaaplikować dokładnie barwnik, winą też może być za mały garnek a za dużo czesanki wtedy farba nie przemieszcza się swobodnie.
Najczęściej jednak (z wygody) farbuję na streczu za pomocą aplikatorów i wlewam farbę odrobinami na pasmo i w środek nie zapominając o spodzie - rękawiczki też pomagają bo rozsuwam wełnę i trochę ugniatam by równomiernie nabrała koloru. 


Oczywiście trzeba pamiętać by płukać rękawiczki przy zmianie koloru, niekiedy zapominam i  mam plamy :(

Dzięki Finextrze jej recenzji i nie tylko :)) kupiłam książkę, którą znam z okładki ale raczej bym nie kupiła, jakoś do haftu do tej chwili mnie nie ciągnęło.
W tej chwili nawet nie wyobrażam sobie by jej nie mieć, takie albumowe wydanie z nastrojem, wzory i opis techniki też są ale dla mnie to przede wszystkim album. Odczuwam wielki niedosyt kolorowych albumowych wydań, w nie tak zamierzchłych czasach wydawano albumy malarskie z czarno-białymi reprodukcjami (koszmarek) i nie były to grafiki Escher'a.


Mój Pan Mąż całkowicie obojętny na moje książki robótkowo - wełniane ku memu zdumieniu powiedział : " Taka poduszka - poproszę "  - pomarzyć może :)



Co nie zmienia faktu, że poduszka mnie też się podoba, jest tu również piękny stołeczek do kołowrotka (dla mnie stanowczo za niski) i wiele innych pięknych rzeczy.

uczynić sobie taki do kołowrotka ależ by się przędło :))

A teraz się pochwalę Wygrałam :)) Zapisałam się na candy u Aneczki no bo przecież, jak się nie zapisać :))
Nie dość, że włóczka z Rowan - a ja znam od nich tylko tweed to jeszcze jaki skład - delikatny moher i jedwab. Motek jest cudownie miękki, kolor od malinowej czerwieni po pomarańcze z tonalnymi przejściami.

na razie do podziwiania i miziania :D


Aneczko pięknie dziękuję sama radość dostać coś takiego.

Gratuluję tym, którzy przeczytali  do końca :)))

21 komentarzy:

  1. No, po prostu cudowna ta ciemność. Ja też chcę ciemność, zaraz popróbuję. To rozgrzebywanie czesanki, żeby równo złapała, tak mnie już irytuje, że się chyba też przerzuce z gabeczki na aplikowanie do środka, tylko wymyśliłam sobie strzykawy, czyli czeka mnie wycieczka do apteki. A ta szarość na przejściach w czesance farbowanej resztkami sama Ci wyszła, czy musiałaś dorobić? Ciekawi mnie, bo ja czasem świadomie stosuję ten zabieg i oddzielam kolory szarością ("przepuszczam" przez szarość), bo wówczas nić ma bardziej stonowany, "księżycowy", ciekawszy kolor. Wygranej gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyń takową może Tobie uda się jeszcze bardziej ta czarna nie czarna :))
      Strzykawki sobie odpuść, na pierwsze hurrra są dobre ale na dłuższą metę się nie sprawdzają. Tłok po pewnym czasie chodzi nierównomiernie, ja mój oliwiłam by guma się ślizgała a i tak było niekiedy nieciekawie i prychało farbą na wszystkie strony. Polecam pojemniki po farbie do włosów, nawet jak sama nie używasz to na pewno kogoś znasz lub masz jakiś zakład fryzjerki w pobliżu a u nich to raczej takie pojemniki dostaniesz.
      Szarość sama nie wyszła jest użyta z rozmysłem (celem pozbycia się resztek) był jeszcze "Aztec gold" ale pływały w nim takie złote drobinki więc jego odpuściłam.
      Właściwie nawet nie wiem jak długo można trzymać takie rozrobione resztki, czy tracą z czasem właściwości.
      Serdeczności

      Usuń
    2. Dzięki za podpowiedź - czyli nie do apteki, tylko do sklepu z artykułami fryzjerskimi. Nigdy nie trzymałam resztek rozrobionej farbki, ale używam stosunkowo tanich barwników, a warunki lokalowe mam marne, więc to sensu nie miało. Nie wiem zatem, jak długo można to trzymać.

      Usuń
  2. Przepiękna Ci ta ciemność wyszła! Brak mi słów ... Szczególnie na tym trzecim zdjęciu wygląda zjawiskowo ...
    Czesanka też wygląda pięknie i już jestem ciekawa jaka nitka z niej wyjdzie. Jakoś nigdy wyobraźni mi nie starcza, żeby "przełożyć" sobie wygląd czesanki na wygląd gotowej nitki. Za to tego, że skarpety jakie z niej wydziergasz będą piękne, jestem pewna na mur :)).
    Gratuluję wygranej! Motek ma piękny kolor, chociaż na moim monitorze tych przejść kolorystycznych nie widzę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frasiu dziękuję mnie też się podoba :))
      Oj ja bardzo szybko wyobrażam sobie co za nitka powstanie bo minimalizuję przypadkowość ale tego typu wiedzę zdobywa się na drodze eksperymentów :))
      Na wygląd nitki wpływa jak ją zafarbujemy (długość odcinków kolorystycznych) w jaki sposób będziemy dzielić czesankę przed uprzędzeniem i sposób wykończenia nitki tzn. 2-ply lub inny wariant. Oczywiście te wszystkie warunki są bardzo płynne ale po jakimś czasie jesteś w stanie mniej więcej zaplanować wygląd nitki :)))

      Kolorów w wygranym motku nie widać bo są w środku to raczej długie przejścia tonalne - takie jak lubię :D
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Piękna ta nie czarna czerń, uwielbiam takie!!! i jestem zarazem ogromnie ciekawa tych rękawiczek, będą wspaniałe!!!! Podusia świetna, ale stołek fiu fiu ja też się pochorowałam
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu z tym stołkiem to tak mnie wzięło, że postanowiłam tą techniką odnowić moje stare krzesła z jadalni - nie wiem co z tego wyjdzie ale sam pomysł wydaje mi się przedni :))
      Krzesła były obite skórą ale ta po prawie 80 latach się zużyła, a że nowe takie obicie to spory wydatek więc spróbuję czegoś takiego :)) już sama myśl o takiej zabawie mnie cieszy.
      To tak jak z rym farbowaniem na czarno nie czarno no musiałam zgłębić temat :))
      Serdeczności

      Usuń
    2. Brzmi fenomenalnie, ja chcę te krzesła koniecznie zobaczyć, jak już będą miały nowe ubranka. A ja, odkąd zobaczyłam to zdjęcie ze stołkiem, sobie marzę o jakiejś podusi czy pokrowcu na stołek do kołowrotka.
      Wierzę, że farbowanie na czarno wymaga przygotowania. Kiedyś tak sobie z mamą rozmawiałyśmy o farbowaniu ( ona co prawda wiele nie farbowała, ale pamięta czasy kiedy moja babcia, farbowała na wszystkie kolory uprzędzioną przez siebie wełnę, a potem we cztery- znaczy babcia i jej córki- wyszywały poszewki na poduszki) i mama mówiła że czarny jest najtrudniejszym kolorem ze wszystkich.
      Ta Twoja wełenka urzeka wielością barw w tej czerni, a jednocześnie spokojem kompozycji, widzę jak te rękawiczki będą eleganckie i urocze, jeszcze ich nie ma a ja już widzę ;)

      Usuń
  4. Śliczności, no po prostu śliczności - takie głębokie, ciemne, nasycone, szlachetne... Znowu mi się będą te Twoje włóczki śniły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję :))
      Cudowny to komplement jak się komuś śni coś co uczynię :D
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  5. Tak, tak, skręt pogłębił kolor. Niesamowicie Ci wyszło. Ten błysk to jedwab, czy efekt lampy przy zdjęciu. Na czesance w prawdzie go nie ma, więc zakładam, że jednak nie lampa.
    Już na zdjęciu zaciekawiło mnie 'coś', na czym farbujesz. Piszesz o tym strecz, ale ja dalej nie wiem, co to.
    Książka, jak zwykle mnie ciekawi jej zawartość. :-)
    A, i gratuluję szczęścia w losowaniu. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skręt zawsze pogłębia kolor więc miałam nadzieje, że będzie naprawdę ciemno :)))
      Bfl jest z domieszką jedwabiu więc ten błysk w czesance to jedwab, w miarę możliwości staram się robić zdjęcia bez lampy by nie przekłamywały koloru - te zdjęcia są bez lampy.
      Jedwab nie potrzebuje wiele światła by błyszczeć :))
      Farbuję na czymś podobnym do cienkiej soli spożywczej tylko ta moja jest gruba i służy do pakowania różnych rzeczy lub owijania paczek - kupiłam taką rolkę w Castoramie nie jest specjalnie droga a do farbowania idealna.
      Książka piękna nawet nie myślałam, że może mi się tak spodobać :D
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  6. Ciemność bardzo mi się podoba, podobnie jak dzikie kolory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję i serdecznie pozdrawiam :))

      Usuń
  7. Witam... dawno mnie u Ciebie nie było, zresztą mam spore zaległości co do bloga- także mojego :-(
    Poradziłaś sobie świetnie z opornym jedwabiem. Generalnie nie przepadam za ciemnymi kolorami ale w tym co zrobiłaś jest coś magicznego, intrygującego, coś co mi się podoba... już się nie mogę doczekać co z tego zrobisz...
    Intrygują mnie te małe koraliki... będą stanowiły dodatek do wykonania?
    Pozdrawiam serdecznie MontanA

    OdpowiedzUsuń
  8. Czarny wyszedł zachwycający! Masz Ty talent nie ma co:)
    Cieszę się, że mogłam sprawić Ci odrobinę radości. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. I love all the glorius colours!
    That pillow pattern is so pretty :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i słów mi zabrakło....Piękna wełenka,boskie kolory,zachwyconam:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Czerń nie czarna wyszła pięknie!

    Wszystkie farbowanki to Ci od razu wychodzą, od razu mają charakter!
    Książka wspaniała, ja jej pewnie nie zdobędę, ale za to już miesiąc temu kupiłam kanwę na wyszycie siedziska w swoim zabytkowym krześle do szycia. Licząc na brak imprez do lata powinnam chociaż zacząć ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. A gdzie ja byłam, jak mnie tutaj tak długo nie było...? :( Do farbowania zakładasz czarne rękawiczki, nigdy takich nie widziałam :) i jakąś muszą one mieć czarnoksięską moc, bo farbowanie nawet z resztek farby (u mnie resztki stoją dłuuugo, podobno mogą miesiąc) wyszło prima sort, że nie wspomnę o tej sugerowanej na różne sposoby czerni, która zwala z nóg po prostu! Piękna i jeszcze raz piękna, aż mnie onieśmielenie ogarnia jak patrzę na takie wyczyny...
    Cieszę się, że nieświadomie pomysł dziewiarski Ci podsunęłam :)
    Takich inspirujących albumów też mi trzeba, a tu nawet człowiek własnej półki na książki na tym świecie nie ma ;) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń