środa, 23 listopada 2011

Słodkości czyli candy

Piszę bloga od pewnego czasu więc siłą rzeczy jestem uczestnikiem życia kilkunastu osób piszących również, przyglądam się zwyczajom i obrzędom towarzyszącym tej działalności :) Jednym z nich jest "Candy" organizowanie z przeróżnych powodów : z powodu liczby obserwatorów, wpisów, komentarzy,urodzin i rocznic.
Miałam zamiar zorganizować pierwsze w marcu kiedy będzie mijał rok od pierwszego wpisu - i będzie - ale ... no właśnie ale - po dłuższych przemyśleniach co właściwie dla mnie jest ważne dochodzę do wniosku że, jakiś rok temu o tym czasie skrystalizowała się myśl  by otworzyć sklepik oraz pierwsze nieśmiałe myśli o własnym blogu. Sklepik i blog dostarczają mi wiele satysfakcji a zarazem dały możliwość poznania tak wielu wspaniałych osób więc by upamiętnić ten dryg neuronów w mózgu  i powstałą wtedy myśl zapraszam do zabawy :))

Teraz o "cukierkach" -są do wylosowania  rękawiczki w litewskim stylu z mojej ręcznie przędzionej i farbowanej wełny (szary - merynos 23mic - navajo, tonalnie wybarwiony - Top Finish) - oczywiście rękawiczki sama udziergałam - rozmiar 7,5 - 8,5

w litewskim stylu falowanie oraz warkocze, kciuk i wnętrze dłoni  to moja sprawka
Druga rzecz to getry wzór z Dropsa ale tutaj również moja ręcznie przędziona wełna tym razem  BFL w kolorze naturalnym z ciemniejszą wstawką w dolnym ściągaczu, biel to BFL z jedwabiem a terakota to merynos od Eguni ufarbowany marzanną .


Getry są na łydkę w rozmiarze 30 - 35cm.
moje łydki rozciągają trochę wzór:))
Zasady "Candy" takie same jak wszędzie:
czyli wpisać się w komentarzach podając adres mailowy lub blog i umieścić informację u siebie (będzie mi miło)  zapraszam do zabawy.
NO i to co najważniejsze można zapisać się na JEDNĄ rzecz albo rękawiczki albo getry - wybór należy do Was .  Wyniki ogłoszę 18 grudnia by wysłać przed Świętami - może ktoś będzie miał prezent pod choinkę :))

czwartek, 17 listopada 2011

Króliki i inne ogonki

Miałam o tym napisać jakiś czas temu ale nie wyszło. Może nie z większą ilością czasu ale na pewno z poczuciem nie uczynienia czegoś piszę o tym teraz. To - "to" - to oczywiście angora którą, dostałam od P. Ewy udzielającej się również na "Prząśniczce". Futerko które, dostałam jest dokładnie takie jak się spodziewałam po opisie właścicielki jak również po tym które, pamiętałam z zamierzchłych czasów. Jest to luksus który, warto poznać no bo miłe, puchate i nie trzeba prać, czyścić, wybierać patyków, słomy itp. Przędzie się dość trudno bo włos króciutki a ja nie mam czym wyczesać więc przędę z "ręki". Sama nitka jest
dość nierówna ale będzie służyła jako dekor w większych projektach no bo ta angora to czysta biel cynkowa - bijąca w oczy :)). Jako oddzielny materiał na swetry lub inne rzeczy raczej się nie nadaje ze względu na tą miękkość rzeczy z samej angory tracą fason (sama się o tym przekonałam  a blokowanie nic nie pomogło). 


Jako dodatek uszlachetniający np. wełnę lub na wspomniane dekory jest doskonała.
Dostałam futerko w 2 kolorach, prosiłam o takie bo chciałam porównać czy jest różnica pomiędzy grubością włosa wiążącą się z kolorem - no i nie ma. Pani Ewa ma zamiar zająć się profesjonalnie hodowlą angory, poszerzając również kolorystykę więc nic tylko wyczekiwać wieści że, to już.


czarne i białe


Robiąc zakupy w WofW zakupiłam ogonki (takie resztki) na zdjęciach wyglądają te ich wymieszane kolory tak smakowicie. Pierwsze podejście i już wiem że, to co chciałam osiągnąć niestety nie wyjdzie miało być navajo z ametystowymi koralikami ale po dokładnym przyjrzeniu się doszłam do wniosku że, układ kolorów przy tym sposobie przędzenia stworzy nieciekawą sieczkę - będzie singiel.
nie to czego się spodziewałam ale popatrzeć można 


Dla ametystów czesankę ufarbuję sama by uzyskać długie przejścia tonalne. Kupiłam nawet motek Noro - ten rodzaj włóczki fascynuje mnie od dawna a szczególnie układ kolorów te tonalne długie przejścia pomiędzy kolorami są czymś co pragnę opanować. Inna sprawa to przędąc BFL z jedwabiem lub merynosa 21 mic jak złapałam to Noro to nie należy do miłych włókien.

pomoc  "naukowa" :))
W ogonkach było wiele różnych ciekawostek np.  nie wymieszany jedwab z merynosem (sama mieszam podczas przędzenia) w 100% czerwień, chodzą mi po głowie jakieś rękawiczki z fakturowymi wzorami :)


Mam jeszcze kilka takich połączeń kolorystycznych którym, się tylko na razie przyglądam. Może kiedyś coś wymyślę z nich ale na razie muszę opanować to co pozaczynałam i skończyć to co powinno być skończone dawno :))


czwartek, 10 listopada 2011

Porażka z miłym zakończeniem

 Fascynuje mnie od dawna farbowanie za pomocą barwników naturalnych. Obserwuję poczynania dziewczyn piszących na "Prząśniczce" jak również to co robi Sabina z Lavenderblau (farbuje w oparciu o książkę za bagatelną sumę prawie 40 euro). Czekając na dostawę wełny i sztucznych barwników postanowiłam sama spróbować swoich sił w naturalnym farbowaniu, od dawna miałam w zamrażarce (tak przeczytałam we wspomnianym blogu) jagody ligustru. Zachwyciła mnie kolorystyka z nich uzyskana. W starym garnku zaczęłam gotować kompocik, po pierwsze zapach nie do określenia ale stanowczo nieprzyjemny, po drugie na powierzchni ukazała się mało estetyczna piana pokryta zwłokami białych robali z czarnymi łebkami. Po dość długim czasie gotowania wystawiając wszystkie moje zmysły na niezłą próbę przelałam zawartość przez sito i postanowiłam zabarwić kilka motków merynosa polskiego (runo od Eguni) kolor wywaru zielonkawo-szarawo- brunatny z nutą niebieskiego wełna nawet nie drgnęła (wiem potrzebne chemikalia ale ja ich nie mam) no to dodałam octu wywar zmienił kolor- wino burgund. Niestety wełna nie przyjęła koloru po całej akcji uzyskałam coś parszywie burego zdjęć nie ma bo nie było czego fotografować - porażka i już.
terakota tak chyba najlepiej określę ten kolor
jeden z motków farbowany w ten sposób
Gdybym na tym skończyła to zrażona już nie wracałabym do farbowania za pomocą barwników naturalnych ale dostałam od Eguni jeszcze coś trochę ałunu i marzannę oraz namiar na instrukcję farbowania. Tym razem zapach z garnka przypominał raczej ziołową herbatę kolor piękny no a wełnę mogę pokazać.
Oczywiście do garnka trafił wcześniej umęczony merynos, motek wełny nn od Eli oraz zwinięta wełna z moich zapasów też z owiec nn oraz 2 motki Masham.


Masham coś co mnie zauroczyło wygląda pięknie


Farbowanie barwnikami naturalnymi jest raczej dla osób posiadających dużo czasu i cierpliwości no może na emeryturze:) Kolorystyka uzyskiwana w ten sposób ma niepowtarzalny charakter, zawsze będę podziwiać te kolory ale na razie nie koniecznie farbować w ten sposób.


merynos, masham, wełna od Eli oraz przejścia tonalne z kulki
Pomiędzy farbowaniem i różnymi dziergadłami skończyłam prawie estończyka - prawie bo został do przyszycia jeszcze jeden border mam zamiar go nosić omotanego wokół szyi ale zobaczymy czy zdążę przyszyć połowę ramki przed zimą.


zwiewny estończyk

ale jest go dość sporo więc mam zamiar chodzić "omotana" :)

piątek, 4 listopada 2011

Druty

Miałam  małą przerwę techniczną no może nie do końca, coś tam jednak dziergałam i przędłam,  ale nie tak intensywnie jak zawsze. Koniec października to czas kiedy zamieniam się w pomocnika mojej rodziny z zacięciem ogrodniczo-florystycznym - czas Wszystkich Świętych.  Teraz odpoczywam podziwiając jesień.
Tak lekko snując się po domu przypomniałam sobie że, kiedyś przeczytałam post u Kankanki o drutach, później był następny jak się cieszyła z nowych nabytków.
Jak przystało na dziewiarkę też chce wtrącić swoje 3 grosze:))
Nie nie będę pisać które, druty są najlepsze to sprawa bardzo indywidualna i tak zawsze pozostanie dla każdej z osób robiących na drutach.
Napiszę natomiast o tym że, przez lata moimi drutami skarpetowymi były druty które, dostałam od babci niekompletne poskładane z różnych zestawów numeracja poniżej  2 z ostrymi bardzo końcami. Dostałam od ojca plaster wiskozowy którym, zaklejałam dziurę w palcu wydłubaną podczas dziergania skarpet. Druty były niezłe do momentu aż nie zeszła z nich emalia (chyba chromowo-niklowa) ręce zaczęły pachnieć metalem :(
W tym czasie (dawno temu lata 90 ) pojechałam do siostry, mieszkającej w Niemczech tam kupiłam druty teflonowe na żyłce, mam je do dzisiaj - na nasze realia to były straszne pieniądze. W prezencie od siostry dostałam skarpetowe. Robiłam nimi przez lata teflon nawet starłam mają jeden mankament stukają przy dzierganiu (metal o metal) od taki mały mój świr :))

od  najstarszych do najnowszych nabytków,
pordzewiałe stare skarpetowce, zdarte teflony, wykrzywiony bambus i złamane Knitpro 

różne końcówki
 Jakieś 3 lata temu trafiłam na japońskie druty Takumi - bambusowe, pięknie wykonane nie hałasujące, ciepłe w dotyku, estońskie koronki z nich nie spadały ale mają zbyt okrągłe końcówki i twardą żyłkę, dziewiarskie dwójki wykrzywiłam podczas dziergania.
Teraz robię na KP - drewniane trochę śliskie ale jest ok nie do końca dobrze dopasowany metal do drewna ale są ciepłe, nie hałasują, maja ostre końcówki i miękkie żyłki możliwość łączenia i zmiany rewelacyjna nawet jak źle dokręcę to nic  nie spada bo zaraz poprawiam błąd - źle się przesuwa oczka z lekką przerwą.
Mam ich sporo jedynie cena trochę wysoka ale od czasu do czasu pozwalam sobie na małe szaleństwo.
Drewniane mają jeszcze jedną wadę szczególnie te cienkie można złamać.
Kupiłam też akrylowe KP bo przeczytałam że, też świetne a cena nie taka wysoka no i połączenie metalu z akrylem precyzyjniejsze - ale podczas dziergania alpaka mi na nich skrzypiała - tak wydziwiam  - już ich nie lubię i nie będę używać no chyba w ostateczności.

dla tych  bąbli lubię ostre końce 
Są jeszcze piękne Adiki żyłka w nich idealna połączenia super ale końcówka nie ta w bambusach, a metalowe stukają. Mam niezwykły talent do wynajdywania mankamentów ale jak coś mi spasuje to służy latami i jak się zużyje, i trzeba się rozstać to cierpię.
Oczywiście mam jeszcze duże agrafy, druty do warkoczy i markery  nie jest mi obce korzystanie z starych sposobów (niteczki) ale z wiekiem robię się wygodna - no bo taki marker czy agrafkę to tak łatwo wpiąć czy zrzucić oczka.
Jest jeszcze jeden rodzaj drutów o których nie wspomniałam długie proste nie robię na nich bo ich nie lubię, kiedy wieczorem zapadam się w fotelu z robótką w rękach a te druty się czepiają po bokach to wolę odłożyć no bo nie będę ich przecież trzymać w górze :))
 Tym kończę życząc sobie i Wam idealnie dopasowanych do każdej z nas drutów, by dzierganie było samą przyjemnością :))

czwartek, 27 października 2011

Nigdy nie mów nigdy

Wiedziałam że, coś jest nie tak, jak zobaczyłam na pewnym blogu :)  to i mi się spodobało. Jakiś nowy wirus, odmiana grypy albo jeszcze coś gorszego. NIE oglądam się za czymś w łatki - chyba że, to zwierz,  ale Kankanka tak uszlachetniła ten rodzaj farbowania w dzianinie że, załapałam się na tym " a może ja też chcę coś w tym stylu?".  Trochę inny rodzaj łatek w dodatku w czapce (robię czapki ale chodzę w nich w ostateczności -syndrom ciągłego niezadowolenia - na bok się przekręca, opada na oczy, gryzie a miało nie dźgać, głupio wyglądam  itd.......)  Dostałam, w kolorze brudnego różu sklepowy singel wełna z alpaką - 2 motki po 50g. Tyle co na czapkę, ufarbowałam trochę chustek jedwabnych i w trakcie dziergania to łączę, na razie na przemian raz się zachwycę po chwili rzucam w kąt z myślą "okropne".
Grunt to wiedzieć czego się chce :))
przy tej aurze tylko flesz może oddać błyski jedwabiu 
cętki - całkowity brak zdecydowania za lub przeciw

Dość długo nosiłam się z zamiarem uczynienia chusty w stylu  Juneberry Triangle by Jared Flood którą, zachwyciłam się u Krynifu, uczyniłam ją jakiś czas temu z sklepowej wełenki koloru petrol. Teraz zdecydowałam że, zrobię z własnej wełny tylko kolor burgund, no bo te Juneberry to  takie jakby jagódki przypominające borówkę amerykańską tylko że, na drzewie i w kolorach od burgunda po jagodowy  :))

BFL i jedwab 

Uczyniłam sobie prezent moja ulubiona wełna z dotykiem jedwabiu, przędę cienko bo nitka ma być podwójnym navajo - jakiś czas temu pisała o takim sposobie połączenia Kankanka ale jakoś mi umknęło,  nie dopytałam czy spełniła taka włóczka jej oczekiwania. U mnie wygląda tak jeszcze nie prana tyle co ściągnięta z motowidła ale myślę że, będzie spełniać moje oczekiwania. Chusta ma być nieznacznie większa więc nie będę przerabiać wzoru tylko zrobię z grubszej wełny, wzór ma piękną fakturę więc grubsza wełna powinna ją jeszcze bardziej uwydatnić.
6 nitek czyli navajo razy 2

czwartek, 20 października 2011

Spadek

Spadek najczęściej kojarzy się z legatem w testamencie jakiegoś krewnego który, o nas mile pomyślał. Spadek o którym, piszę to pula genów po rodzicach, dziadkach itd. .... Moja babcia miała reumatyzm, ma go również moja mama no i ja chyba też (nie byłam u lekarza) ale nadgarstek od lat na zmianę pogody szarpie niemiłosiernie a przeciwreumatyczne tabletki mamy pomagają.
Jak tylko robi się zimno, a szczególnie przy zmianach pogody jesienią i na przedwiośniu szukam moich rękawków. Niestety zawsze z nimi coś nie tak albo gryzą, albo się okręcają,  albo druty się czepiają podczas robótek. Zakupiłam nawet kiedyś w Lidlu ale są zbyt obcisłe a dodatek angory to ze wściekłego królika dźga niemiłosiernie. Mam okład borowinowy fajny ale rączki muszą leżeć spokojnie, więc stosowany w ostateczności.
Robię następny z merynosa połączonego z kaszmirem, ścieg ściągaczowy od spodu, zbierane oczka by pasował idealnie no i będzie raczej mitenką by nie zsuwał się z nadgarstka. Mam nadzieję że, tym razem będzie trafionym pomysłem a nie zasili grono poprzedników.
ładnie oprawiony reumatyzm 
Teraz napiszę kilka słów dla tych osób które, w mailach pytają czy uprzędę lub ufarbuję coś na zamówienie.
Zawsze odpisuję z ciężkim sercem ale nie przędę i nie farbuję na zamówienie - przyczyna jest bardzo prosta za dużo stresu wiąże się z takim zamówieniem. No niby słyszę że, na pewno będzie się podobać a jak nie to co -  zamawiający niezadowolony (albo udaje zadowolenie) a ja mam chandrę przez tydzień.
Preferuję tę bezpieczną formę którą, stosowałam do tej pory wstawiam do sklepiku wełnę farbowaną wedle mojego pomysłu, uprzędzioną grubiej lub cieniej będącą singlem lub 2-ply lub innym sposobem połączoną. Dokładam wszelkich starań by opis był w miarę czytelny oraz kilka zdjęć by osoba kupująca miała jak najlepsze pojęcie co kupuje. Nawet najbardziej szczegółowy opis zamawiającego może być mylny, szczególnie przy określaniu barw, wielokrotnie się przekonałam że, np. czerwone dla jednych dla mnie jest czerwienią z dodatkiem żółci lub na odwrót czerwienią z dodatkiem fioletu lub wręcz malinowym.
Farbuje ostatnio sporo i mam możliwość porównać barwy na 4 monitorach, na każdym jest coś bardziej lub mniej zbliżonego do rzeczywistości. Opisuję kolory by można było je sobie wyobrazić ale to też względne :)


maliny w zaroślach
Carmenere  mój ulubiony szczep winogron :) 

Koralików zakupiłam dość sporo przy moim bezrękawniku, po ufarbowaniu alpaki na niebiesko morskie, ufarbowałam jeszcze taki ogonek BFL z jedwabiem (uwielbiam tę wełnę) na turkus i zrobię takiego 2-ply z małymi koralikami turkusowymi będzie ich niewiele taki mały akcencik.


na zdjęciu brak nutki zieleni która, jest w oryginale :)

czwartek, 13 października 2011

Parowo

Amerykańska książka podaje kilka sposobów farbowania, zapoznaję się z nimi i eksperymentuję. Jakiś czas temu pisałam na "Prząśniczce" o farbowaniu z "dziurawą" pokrywką i termometrem (pokrywka z dziurą to pomysł Fanaberii w Pradze) farbowanie w kąpieli wodnej było jedynym znanym mi sposobem farbowania, stosowanym zresztą przez lata jedynie pokrywka i termometr to nowość - nazywam ten sposób bezpiecznym :)
Później fascynacja mikrofalówką (też opisałam na "Prząśniczce), no i przyszedł czas kiedy pomyślałam o farbowaniu na parze, amerykańskie strony i książki i nie tylko one poświęcają temu farbowaniu dość sporo uwagi. Nie mam typowego garnka do gotowania na parze ale mam taki stojak do grillowania w kuchence mikrofalowej zupełnie bezużyteczny i pasuje do starego garnka. 

Chustki jedwabne na parze :)

 Na pierwszy ogień poszły chustki jedwabne, no i przepadłam dla tego materiału,  same w sobie po farbowaniu mogą zostać dekoracją ale nić wychodzi z nich świetna zupełnie inny rozkład kolorów podczas wyciągania takiej nitki - to nie moja ostatnia z nimi zabawa.

stary garnek i udoskonalenie
Moje wnioski z parowego farbowania podobne jak z farbowania w mikrofali z tym że, cały proces przebiega wolniej bo ok. 30 min no i termometr okazuje się niezbędny nawet nie przypuszczałam że, para ma tak różniącą się temperaturę od wody , no w sumie oparzenia parą są o wiele poważniejsze. Ufarbowałam trochę
jedwabiu , popakowany w folię spożywczą jak to jedwab przyjął barwniki pięknie.

trochę bordo, głębokiej żółci, brązu i czerwieni

dżungla :) w jedwabiu
nietypowy kolor  alpaki
Przeczytałam jeszcze to tu to tam że, alpaka to jest trochę oporna na farbę, nie specjalnie lubię farbować włókna które, naturalnie wyglądają dla mnie super ale się pokusiłam. Właściwie nie przygotowywałam jej w żaden specjalny sposób przed farbowaniem zrobiłam to co z jedwabiem lekko wygniotłam w wodzie z płynem do mycia naczyń (piszą tak w książce by pozbyć się "sericin" ) no i do sauny. Więcej koloru (choć niewiele) spłukałam z jedwabiu bo bałam się przegiąć z temperaturą alpaka moim zdaniem nie jest jakimś kłopotliwym włóknem w farbowaniu , chociaż kolor może się spłukiwać - kiedyś rozmawiałam z Panią od hodowli alpak i mówiła że, są specjalne maszyny do farbowania trudnych włókien (ultradźwięki) i alpakę do nich zaliczyła.


2 nitki suri  + jedwab z chustek + tygrysie oko (kamyczki)
Nitka 3 -ply z wykorzystaniem chusteczkowego jedwabiu, nie do końca przekonana jestem o słuszności połączenia ale niech jest.