niedziela, 10 maja 2020

Moherek

Na początek odpowiem zbiorczo na temat dżemu (marmolady) z pomarańczy, o którym pisałam ostatnio. Moim marzeniem jest zrobienie takiej marmolady jak robi Paul West z River Cottage Australia , z pomarańczy prosto z drzewa, bez oprysku z dodatkiem jedynie cukru dla smaku bo sposób obróbki pozwala na uzyskanie pektyny z owoców. Niestety nie mam szans na pomarańcze prosto z drzewa w naszej szerokości geograficznej więc muszę się wspomagać pektyną ze sklepu, bo któż pragnie przetworów ze wszystkimi opryskami :(




Jest to rodzaj marmolady z konkretnym przeznaczeniem czyli do mazurka z migdałami, białą czekoladą, suszonymi morelami i na spodzie z kruchego ciasta. Same pomarańcze nie są wystarczająco kwaskowate by przełamać słodycz pozostałych składników więc postanowiłam jakoś wyostrzyć smak, nawet gdzieś przeczytałam o podobnym dżemie tylko bez limonki ale mnie ona tu bardzo pasuje nawet lepiej niż cytryna. Przepis jest prosty jedną pomarańczę, cytrynę i limonkę szoruję i parzę im skórkę, którą ocieram drobną tarką, ilość na oko ale nieprzesadnie by olejki eteryczne nie zdominowały całego przetworu a jedynie podkreśliły cytrusowy charakter. Później obieram pomarańcze ze skóry, białych błonek oraz te trzy otarte owoce, wszystko łączę z pektyną (żelfix też ją zawiera), następnie dodaję  cukier  (ilość cukru zależy od upodobań) i robię dość gęsty dżem a właściwie coś o konsystencji marmolady bo dżem jest za rzadki do mazurka i wszystko by spływało.
Gorącym przetworem napełniam wyparzone słoiki i wekuję do góry nogami. 
I oto cała filozofia - niestety nie za bardzo nadaje się ta marmolada do jedzenia z chlebem czy bułkami jest zbyt intensywna w smaku za to mazurek jest wspaniały :) 



Ostatnio wilgotne swetry są w modzie stąd zdjęcia na manekinie, następny z trójcy skończony, trochę to trwało ale  niestety sama to sobie na głowę naciągnęłam. Po pierwsze tzw. piórkowe swetry nie za bardzo mnie lubią.  Ja chciałam taki mieć ale pierwszy zrobiłam za duży, drugi z szarpanej alpaki jeszcze nie noszony a już wyglądał na zużyty, trzeci połączenie alpaki lace i moheru wykluczyło sweter z kategorii piórkowej. Chodziło za mną to niespełnienie w pierzastej postaci  ale już nie miałam zamiaru kupować włóczki a przynajmniej na cały sweter. Mam więc sweter piórkowy, znośny w noszeniu, kolorystycznie trochę szalony ale szał na ile się dało został oswojony. 




Miałam wygraną w candy,  cudny  motek  kid silk z Rowan'a  pasiasty w kolorach i dwa motki moheru z Drops'a. Chciałam kupić jeszcze taki sam Rowan ale u nas nie było szansy po za tym martwił mnie układ kolorów na rękawach.


Postanowiłam zacząć od jednolitej włóczki w ściągaczu, później cały korpus w kolorowej włóczce. Przy zakończeniu ramion musiałam już robić z dwóch nitek na zmianę ale dzięki temu paski rozkładają się tak samo na ramionach i korpusie oraz górnej części rękawków, reszta z podfarbowanego motka moheru oraz z oryginalnego koloru Drops'a. Dekolt trochę oszukany ale musiałam pomniejszyć przód za pomocą rzędów skróconych. Motki niby o tym samym składzie moher z jedwabiem ale ten z Rowan'a jest dotykowo milszy i dokładniej pokryty farbą co zaowocowało totalnym puszczaniem farby podczas zamoczenia swetra. Nadmierną ilość barwnika wypłukałam ale trochę to trwało i nie do końca jestem pewna czy założony sweter na coś jasnego nie pozostawi różowej poświaty. Na razie jestem chyba zadowolona bo nie mam już chęci robienia następnego :)




Uprzędłam cieńszą, trochę jaśniejszą i bardziej błyszczącą wersję motka do rękawiczek, teraz nic tylko nabrać sto oczek na druty nr 1 delektować się drobną dzianiną :D




Walczę jeszcze z trzecim swetrem ale na razie przegrywam, dalej patrzę na niego i nie wiem czy mi się podoba czy nie :)
Mam w planach trochę prac ogrodowych więc nie wiem czy na przyszły tydzień będzie coś dziewiarskiego.
Pozdrawiam Was niedzielnie.


5 komentarzy:

  1. Przepis na marmoladę interesujący. Warto wypróbować. Sweterek z bardzo ciekawym połączeniem kolorów. Pozdrawiam wiosennie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marmolada jak piszę nadaje się właściwie jako dodatek do ciasta i to dla tych co lubią intensywną kwaskowatość :) ale można dodać więcej słodkich pomarańczy i powinna się sprawdzić do grzanek na śniadanie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie ma w poście nic o skarpetach, czy rękawiczkach ? :)
    Za moherkiem nie przepadam, ale fajny sweterek.
    Cytrusową marmoladę, czy raczej dżemik, to pamiętam z bloga Aldony (Finextry), spróbowałam i ... nawet fajna, ale nie stałam się fanką. Może Twoje podejście bardziej mnie wciągnie w temat ? ;)

    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację pierwsza moja fascynacja dżemem pomarańczowym była po przeczytaniu o nim u Aldony. Jej dżem był raczej stonowany a ta moja marmolada to raczej doznanie ekstremalne i do śniadaniowej bułki się nie nadaje :)
      Skarpety się robią a do rękawiczek wszystko przygotowane tylko najpierw pokończę to co rozgrzebane bo jak to mówią co za dużo to poplątane :)
      Pozdrawiam

      Usuń